Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

29

maj
2008

Szkocja -- informacje ogólne

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 13.01

wyprawa do Szkocji zakończona pełnym sukcesem. strzałem w dziesiątkę była modlitwa błagalna o pogodę -- przez cały pobyt na północy UK mieliśmy cudowny błękit nieba i ostro grzejące słońce. miejscowa pani przewodnik w kraciastej spódnicy kilka razy powtarzała swoim typowym miejscowym akcentem, że taka pogoda w tej części świata jest niezwykłą rzadkością. zwiedziliśmy gustowny Edynburg i historyczne miasto Stirling, gdzie od setek lat pomieszkiwali władcy Szkocji. tutaj także odbyła się legendarna bitwa szkockich górali z potężnymi oddziałami angielskimi, która barwnie została pokazana w filmie Braveheart z Melem Gibsonem.. niedzielę spędziliśmy w regionie Highlands, który swoim pięknem, zielenią, krajobrazem przyćmił wszystko, co do tej pory widzieliśmy. region można porównać do Norwegii -- wyżyny, wzniesienia i doliny zalane polodowcową wodą oraz brak większych osad ludzkich. co prawda fiordy nie jedzą tu z ręki, ale jeziora zwane lochs również budzą olbrzymią sympatię.. do tego mogę dorzucić wspaniałe towarzystwo wycieczkowe -- mieliśmy Rosjanina z Moskwy i Borata z Kazachstanu, a także Niemców, Turków, Hindusów, Koreańczyków, Hiszpanów, Argentynki, obywatela Zjednoczonych Emiratów Arabskich z Dubaju i pilota rodem z Brazylii. rozmowy, różnice kulturowe i mnóstwo śmiechu -- wkrótce relacje z odwiedzonych miejsc i szkocki fotoblog.

04

maj
2008

Edynburg..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 18.26

Edynburg przywitał nas chłodem i ciężkimi ołowianymi chmurami. jak się miało później okazać, był to jedyny moment, kiedy w Szkocji widzieliśmy chmury. zwiedzanie miasta rozpoczęliśmy już o 8 rano wjeżdżając na górujące nad Edi wzgórze Calton Hill. jest to jedno z siedmiu wzgórz w pobliżu Edynburga, a z uwagi na swoje centralne położenie, jest wymarzonym miejscem do obserwacji miasta, fotografii i .. publicznego seksu. na Calton Hill znajduje się kilka ważnych pomników oraz budynek szkockiego rządu, jednak kto miałby do tego wszystkiego głowę o 8 nad ranem po całonocnej jeździe autobusem? w każdym razie widoki ciekawe, choć wietrznie było i Agacie blond fryzurę na cały dzień popsuło. szczególne wrażenie sprawia ujście rzeki Forth do Morza Północnego -- końcowe kilometry rzeki i szerokie połączenie z morzem tworzy tu swoistą zatokę, a oficjalna nazwa brzmi Firth of Forth. przyjemny widok jaki sprawia panorama okolic potęgowany jest przez żółtą roślinę szczelnie porastającą okoliczne wzgórza. ów rośliną okazuje się kolcolist zwany po szkockiemu gorse. ta kolczasta paskuda jest niezły przeciwnikiem, jak nam potem powiedziała przewodniczka w szkockiej spódnicy. zaczyna to to rosnąć na małym skrawku terenu, a po chwili zaczyna się rozprzestrzeniać. korzenie ma głębokie i podobno jest prawdziwą zmorą i plagą szkockich ogrodników. nie wiem co na to ogrodnicy, ale mi się bardzo podoba..

zwiedzanie centrum Edynburga rozpoczynamy od reprezentatywnej ulicy zwanej Royal Mile. jest to główny trakt starego miasta, który jak nazwa wskazuje ciągnie się około mili, by kończyć się wejściem do zamku. sam zamek znajduje się na potężnym wzgórzu (jak zwykle, zresztą kto buduje zamek w dolinie?)o nazwie Castle Rock. siłą rzeczy Royal Mile powoli pnie się do góry. po obu stronach brukowanej ulicy liczne sklepy, kafejki i małe restauracje. ofkors jak wszędzie mamy tu McD czy Subwaya, jednak są też miejsca tradycyjne, gdzie goszczą nieśmiertelną rybą z frytkami. idąc w kierunku zamku mijamy kilka miejscowych perełek, jak maleńki wymalowany niebieską farbą posterunek policji, czy anachroniczne sklepy z pamiątkami. w jednym z nich dokonuję zakupu figurki kobziarza, nasłuchuję się celtyckich rytmów, jestem szczęśliwy i mogę wracać do domu.. do domu jednak daleka droga więc udajemy się na zamek. na zamku tłoczno i gwarno więc dzwonię do Kuby i umawiamy się na spotkanie. właściwie to Kuba ma na imię Mariusz, a poznaliśmy się w Stanach kila lat temu. równy z niego chłop i nawet kiedyś razem planowaliśmy wypad do Edynburga (o tutaj tego dowód). mi się wówczas nie udało, ale Kuba rozgościł się w Szkocji i teraz jest to już jego miasto -- nawet Kazika zaprosił, aby Kult grał Polakom na emigracji. z Kubą przechadzamy się wzdłuż niesamowicie zielonych i pięknych terenów parku Princes Street Gardens. ogrody zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie i jestem pewien, że dla mieszkańców dużego przecież Edynburga są gwarancją wypoczynku. ludzie leżą tu na trawie we wszystkich możliwych kierunkach, dookoła biegają dzieciaki, mijający ludzie mówią nawet po polskiemu. od dawna wiadomo, że naszych rodaków jest tu od groma, ale ciekawą rzeczą jest fakt, że strona parku w wikipedii oprócz j. angielskiego istnieje wyłącznie po polsku :) po drodze można zobaczyć nietypowy pomnik poświęcony Sir Walterowi Scottowi, a więcej rzeczy nie pamiętam, bo byłem niezmiernie głodny..

ogólne wrażenia jak najbardziej pozytywne. miasto jest czyste, dookoła widać uśmiechniętych ludzi (kto by pomyślał, tak daleko na północy, na skraju cywilizacji.. :), mnóstwo ludzi biega i jeździ na rowerach. zresztą jogging był pierwszą rzeczą, jaką tutaj zobaczyliśmy. rozespanych z samego rana zaskoczyli nas miejscowi biegający pod górkę i z górki okolicznych wzgórz. respect. tradycyjnie w UK życiem towarzyskim królują puby, a dorzucając do tego liczne uniwersytety (chyba ze cztery, wraz z najstarszym w Szkocji University of Edinburgh założonym w 1583 roku) ze wszystkimi rozbawionymi studenciakami (coś jak ul. Pszczyńska w Gliwicach przy Politechnice, hehe) otrzymujemy całkiem fajne miejsce do życia. Kuba jest zadowolony i ja myślę, że też byłbym, gdyby losy potoczyły się inaczej..