Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

17

cze
2006

Dortmund, Niemcy - Polska

kategoria: podróże, link bezpośredni

Gliwice, 23.52

około południa informację przesłał Damian: 'tomxx, jedziemy do Dortmundu'. nie dokończywszy spektaklu jakim był pierwszy mecz Brazylijczyków po paru godzinach siedziałem już w wesołym samochodzie, a browary wprawiały mnie i kolegów w miłą piłkarską pogadankę. i co z tego, że nie mieliśmy biletów -- celem był specyficzny mundialowy klimat..

już na granicy okazało się, że Niemcy strasznie się nas boją. standardowe przeszukanko samochodu, pytania dokąd jedziemy i po co, jak na granicy gdzieś daleko na wschodzie. na miejscu byliśmy ok. 13 dnia następnego. po samym wjeździe do Dortmundu rypnęło żabami; i to tak strasznie, aż się przestraszyłem, że nie pofocę. na szczęście słonko nie dało na siebie długo czekać i po chwili, już w strojach reprezentacyjnych ruszamy w stronę rynku.. mijanki z pierwszymi napotkanymi grupami Polaków mijają serdecznie i głośno -- potem okazało się, że jest nas tu tylu, że właściwie możemy czuć się jak u siebie w kraju. na głównej ulicy miasta spotykamy się z Robertem i jego kumplami. Robert przeniósł się z Zabrza do Londynu jakiś czas temu, a do Niemiec przyleciał specjalnie na mecz. na rynku impreza: fani z całego świata przystrojeni w swoje barwy narodowe wspólnie piją piwo i dyskutują o odbywającym się mundialu. ogromnym zaskoczeniem okazują się Niemcy -- przyjacielsko nastawieni, pomocni, szukający okazji do poznania. spotykamy fanów wszelkich narodowości, najbardziej ekscytują malowniczo prezentujący się kibice z Meksyku, Argentyny, Brazylii i Szwecji. Czechom gratulujemy świetnego pierwszego meczu, oni obligują się, że będą nam kibicować w meczu z gospodarzami. Hiszpanie lekko zakręceni, widać nigdy nie widzieli kilkunastu tysięcy Polaków w centrum europejskiego miasta. robiąc fotkę z fanem Serbii i Czarnogóry popełniłem gafę, nazywając go Francuzem; cóż, barwy identyczne. w międzyczasie mały dym na głównym placu i posypały się pierwsze aresztowania. za chwilę kolejna niespodzianka: spotykamy następnych fanów Górnika -- bawią się w Niemczech już od tygodnia -- i teraz tworzymy już całkiem pokaźną, 20-osobową grupę. pojawia się telewizja, szczególnie uporczywy reporter rosyjskiej Planety dopytuje się polskich dziewczyn o samopoczucie.. wszystko to odbywa się przy przeraźliwych krzykach: Deutschland, Deutschland, na co Polacy koniecznie dwa razy głośniej: Pooolska!! Biało-Czerwoni. z drugiej strony placu wrzawa: wypatrzony został Bobo, król polskich kibiców, facet, który od 1978 roku pojawia się na każdych Mistrzostwach, który ściskał się z Pelem, Eusebio i innymi światowymi gwiazdami. od razu robię sobie z nim fotkę, przy czym on ukrywa piwo, którym się chłodził w ten upalny dzień.. kolejni Niemcy wnoszą na rynek wielką imitację Pucharu Świata. coś tam pośpiewali, ale Puchar gwizdnęli im Polacy i teraz już cała Westfalia wie, że mistrzami świata będą biało-czerwone Orły (szczegóły w fotoblogu)..
po kilkugodzinnych emocjach zabawowo-alkoholowych udajemy się na stadion. i znowu miejscowi wykazali się gościnnością podwożąc nas na miejsce. przy Westfallen-Stadion koczuje już całkiem pokaźna grupa Polaków; obchodząc stadion natrafiamy na Borka i Kołtonia -- dwóch szczęśliwych komentatorów tv polsat; niestety nie chcą sobie zrobić z nami zdjęcia. spotykamy pierwszych koników, którzy oferują bilety klasy 1. za jedyne 300 euro.. w okolicach hali sportowej spotykamy kolejnego kibica Górnika -- Skórę, który to przyjechał na miejsce z Monachium, gdzie zdecydował się ostatnio szukać szczęścia.. zgodnie ze starą kibicowską zasadą próbujemy wbić się na stadion bez biletów. to jednak nie Liga Polska, a World Cup, tysiące ochroniarzy pracuje więc dość sprawnie. udało nam się minąć pierwsze bramki, niestety będąc już ok 20 metrów od trybun (!!) musimy zawrócić. bramki elektroniczne, przy każdej po 5 sprawdzających.. udajemy się do pobliskiego parku, gdzie na trawnikach leży już jakieś 30 tys. kibiców. zaczepia mnie reporterka z EuroSportu: organizuje konkurs trików piłkarskich. niespodziewanie dla samego siebie konkurs ów wygrywam, otrzymuję koszulkę i staję do ciekawego w formie wywiadu. najpierw zaczynam tłumaczyć jej złożoność polskiego piłkarstwa po niemiecku, potem czując się bardziej płynnie, przechodzę na angielski. pojawia się także polska telewizja -- rozmawiam i robię fotkę z Piotrem Sobczyńskim.. kolejna próba targowania się o bilety spełzła na niczym: Czarni nie chcą zejść poniżej 200 Euro, co jest ceną za wysoką. w końcu na stadion nie wchodzimy i mecz oglądamy na przystadionowym telebimie..

a mecz jak mecz. przegrywamy i tracimy szanse na awans do kolejnej rundy..

po meczu impreza w całym mieście, miejscowi radośni jak po wygraniu mistrzostw. zabawa na każdej ulicy, tańce i lejące się piwo. potem zapłakało niebo (chyba nad Polską) i lunęło dość solidnie. po 12 godzinach, już koło 2 nad ranem, gdy padnięci zajadaliśmy Pommesfrites mit Bratwurst podchodzi do nas grupa 3 fanów reprezentacji Angoli. don't worry Polska -- mówią, next time's gonna be better..

22

lip
2008

Monachium -- wrażenia ze stolicy Bawarii..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 11.42

podczas wypadu na EURO udało mi się wyskoczyć na jeden dzień do sąsiednich Niemiec i zwiedzić Monachium, stolicę Bawarii. mówi się, że do czasu, aż Berlin po długim okresie podziału nie odzyska dawnej świetności, to właśnie Monachium przypada rola prawdziwej stolicy Niemiec.. miasto, jak na niemieckie warunki, rozwinęło się późno. zostało założone w 1158 roku (czyli tylko 92 lata przed Gliwicami) przez Henryka Lwa i przez pewien czas stanowiło osadę przyklasztorną, a początkowa nazwa Mönchen znaczy po prostu mnisi. W 1180 r. włości przeszły w ręce dynastii Wittelsbachów, która panowała nieprzerwanie do 1918 r. miasto liczy obecnie 1,5 miliona mieszkańców -- przyjmuje się, ze aż 20% stanowią obywatele innych państw. przez miasto przepływa rzeka Izara (niem. Isar), która jest prawym dopływem Dunaju.

do Monachium bezpośrednio z Austrii można się dostać podmiejskim pociągiem. jeszcze w Austrii kupuję Bavaria Ticket i za jedyne 19 euro do końca dnia mogę podróżować po całym landzie. po niespełna 1,5 godz. z przesiadką w Rosenheim (gdzie przed laty bawiliśmy na wrześniowej imprezie piwnej) melduję się na Hauptbahnhof w Monachium. stojące na rozbudowanym dworcu pociągi co chwilę odchodzą do miast we Francji, Szwajcarii, Holandii, Czech i przede wszystkim Włoch. widać kibiców udających się do Klagenfurtu na mecz Niemców z Chorwacją. kieruję się w stronę starego miasta, którego centrum stanowi Marienplatz. Plac ów jest zarówno centrum socjalnym, gdzie młodzi monachijczycy spotykają się przy fontannie i centralnie ustawionej kolumnie Mariensäule, jak również centrum transportu, gdyż pod ziemią znajduje się główny węzeł metra U-Bahn. wszędzie dookoła wytyczono obszerną strefę ruchu pieszego -- jest dużo restauracji i podparasolowych miejsc serwujących piwo -- tradycyjny napój bawarski. eleganckie sklepy i galerie handlowe zapraszają swoim wystrojem, choć z drugiej strony rzeczywiście widać tu ogromny wpływ historii i kultury na miasto i jego mieszkańców. na własne oczy ujrzałem tradycyjnego Bawara, w skórzanych wyszywanych spodniach i kapeluszu z kitką -- takiego, jakiego można ujrzeć na większości bawarskich pocztówek. nie zwiedzałem zabytków, a jedynym kościołem, do którego wszedłem był XV-wieczny gotycki Frauenkirche. nieopodal znajduje się również sławna Stara Pinakoteka (Alte Pinakothek) prezentująca malarstwo światowe XIV-XVIII wieku. udałem się za to na ogromny miejski targ, w którym można było zobaczyć prawdziwą duszę miasta. stragany z wędlinami, rzeźbiarskie arcydzieła, zakątki pachnące mydłem, powidłami, kwiatami i alpejskim serem. do tego liczne restauracyjki pod gołym niebem, gdzie za 2-3 euro można skosztować lokalne wypieki. jem przysmażaną Bratwurst i obserwuję pamiętających drugą wojnę światową mieszkańców Monachium dyskutujących nad kuflami piwa..

ponownie wskakuję w metro i jadę do Parku Olimpijskiego. park zaprojektowano i wybudowano z okazji odbywających się tu w 1972 roku letnich Igrzysk Olimpijskich. oprócz mnóstwa zieleni, kilku stawów, mostków i tras rekreacyjnych sercem parku są obiekty sportowe. najważniejszym od zawsze był Stadion Olimpijski (Olympiastadion), na którym przez długie lata swoje mecze rozgrywały zespoły Bayernu i TSV 1860 Monachium. wejście na rzadko wykorzystywany obecnie stadion kosztuje 2.5 eura -- warto jednak pobyć sam na sam ze sportową historią, gdyż miejsce to nawet średnio-kumatemu Polakowi na zawsze będzie się kojarzyło z półfinałowym, rozgrywanym 'na wodzie' pojedynkiem Polaków z Niemcami. i wiecznym pytaniem reprezentacji: co by było gdyby..? obchodzę stadion i robię kilka ujęć. na szczęście, dla fotografii, wyszło słońce. na nieszczęście dla mnie, gdyż powietrze zostało szybko rozgrzane przez szklany dach i naprawdę nie wiem, jak podczas upałów wytrzymywali tu kibice.. wspinam się również na okoliczne wzgórze widokowe, skąd rozciąga się świetna panorama całego parku. jak na dłoni widać górującą nad tym miejscem Olympiaturm -- skonstruowaną w 1968 roku i liczącą 291 m wieżę służącą obecnie firmie Deutsch Telekom.. po zwiedzeniu parku udałem się metrem na drugą stronę miasta, aby na własne oczy zobaczyć futurystyczną Allianz Arenę. niesamowita konstrukcja, najnowsze standardy, podświetlenia i wszystkie inne bajery sprawiają, że stadion (obok londyńskiego nowego Wembley) uważany jest za najnowocześniejszy obiekt piłkarski na świecie.. nie dało się podejść w pobliże płyty, zwiedziłem jednak część wnętrza, w tym sklepy obu grających tu klubów..

co jeszcze można powiedzieć o Monachium? miasto rozwija się bardzo prężnie, co w głównej mierze jest zasługą ogromnych koncernów przemysłowych z BMW i Siemensem na czele. miasto jest dość liberalne, mówi się, że żyje tu aż 100 tys. gejów i lesbijek. dominującą imprezą jest oczywiście Octoberfest, której choć raz w życiu trzeba być świadkiem..

26

cze
2009

Hamburg. w pracy..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Brighton, 16:44

od 3 dni siedzę w Hamburgu. nagrywamy ścieżki dźwiękowe do niemieckiej wersji Aiona. idzie powoli, bo najczęściej trzeba podkładać głosy pod usta występujących na animacjach postaci, ale zabawa jest niesamowita. aktorzy z pierwszej półki (większość podkłada głosy do niemieckich dubbingów amerykańskich produkcji filmowych albo pod dubbingowane gry komputerowe), fajnie się patrzy jak się prężą i 15 razy powtarzają podstawowe kwestie. profesjonalizm i wyrafinowanie. ich głosy za każdym razem są prawie identyczne! zresztą lokalna ekipa inżynierów dźwięku wzięła sobie za punkt honoru prawidłowe ugoszczenie mnie w Wolnym Mieście Hamburg -- tak więc znam już parę najlepszych restauracji i solidną knajpę.. gorzej z samym miastem, no ale nie na wszystko jest tu czas..

27

cze
2009

kilka fotek z Hamburga

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 22:39