Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

30

sty
2011

Kuba -- jutro odlot na południe..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 08:14

jeszcze się ciuchy walają po sypialni, jeszcze ostatnie przeszukiwanie neta, porozrzucane wydruki, jakieś luźne notatki.. pakowanie sprzętu fotograficznego, przejściówki, zapasowe karty. w tygodniu przeszliśmy już mentalne przygotowanie, był dobry dokument o Fidelu i Buena Vista Social Club z Netfliksa. 2 pary spodenek, klapki, szalik Górniczka i 7 koszulek -- jutro lecimy na Kubę. wypad na wyspę skrystalizował się w ciągu tygodnia, nie zdążyłem wszystkiego pozałatwiać, nie wrzuciłem kolejnych notek na stronę, a teraz będzie dłuższa przerwa. tam podobno jest ciężko z internetem, więc nie będzie relacji na bieżąco..

plan z grubsza wygląda następująco: Hawana przez pierwsze 2 dni, trzeciego bierzemy auto i uderzamy na wschód. wczoraj był Jarek, który z Kuby wrócił tydzień temu, i zachwalał Cienfuegos i Santa Clara. będziemy kierowali się w stronę Trinidadu, a później Sancto Spiritus. jeśli się uda wyrobić czasowo to zahaczymy jeszcze o Remedios, podobno miła mieścina pozbawiona ruchu turystycznego. odpuszczamy plaże, rekiny, krokodyle i, z bólem serca, zachodnią stronę wyspy. próbowałem jakoś upchnąć Viñales w ten mój ogólny plan, ale nijak nie chce mi wejść do tygodniowego pobytu u Fidela. dobrze, że ostatnio poczytałem trochę Stasiuka, ten facet zawsze mnie pozytywnie nastroi przed wyprawą: wczesne wstawanie, poranna kawa gdzieś na ławce, obserwacja budzącego się do życia miasteczka. lokalny świat, jak każdego dnia dzieci do szkoły, mężczyźni w tą, kobiety w tamtą. lokalne problemy i ja neutralny z moim Nikonem i zerową znajomością hiszpańskiego między tym wszystkim. klasyka gatunku. taki mam więc plan, byle dobrze wykorzystać najbliższe 8 dni..

08

lut
2011

Kuba zakończona pomyślnie..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 22:36

nasze 8 dni na Kubie upłynęły szybko i aktywnie, bezproblemowo również wróciliśmy do Stanów, ale strach, który przeżyliśmy wracając do US trochę nas potrzymał. wszystko przez kanadyjskie pieczątki w paszporcie koło wiz amerykańskich, więc odpadał nasz bajer ze spędzaniem czasu na nartach w Whistler. na szczęście wszystko poszło sprawnie i stanęło na wyjaśnieniu, że przez 9 dni w Kanadzie celebrowaliśmy Agaty urodziny..

Kuba czadowa, oryginalna, inna. jeśli po wyprawie na Białoruś mówiłem o podróży w czasie o 20 lat, to w przypadku Kuby cofnęliśmy się o lat 40-50! teraz już rozumiem słowa Ryszarda Kapuścińskiego o zagubieniu się podczas jego pierwszej wyprawy do Indii -- wszystko co go otaczało było tak niezrównanie nowe, nieznajome, przytłaczające. nie wiadomo za co się chwycić, czym się zająć, bo wszystko budzi emocje, porusza, skłania do poznania. wszystkiego poznać i zgłębić przecież się nie da, a otaczający świat rozrywa, rozwleka uwagę na wszystkie strony. podobne uczucie miałem teraz w Matanzas po opuszczeniu lotniska w Varadero -- przytłoczenie emocjami, gdziekolwiek się człowiek spojrzy tam widzi coś nowego. to samo w Hawanie, szczególnie tej zaniedbanej, tej prawdziwej, naturalnie kubańskiej. wkrótce szerszy opis podróży i dokładna relacja fotograficzno-filmowa. wkrótce, czyli za mniej więcej 2 tygodnie, powinienem do tego czasu uporać się z zaległościami..

Kuba

Kuba

08

mar
2011

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 02:14

przyszła pora na Kubę -- na opowieść o kraju tak innym, że na jego opisanie brakuje mi słów. na opowieść o skansenie socjalizmu, na podróż w czasie i przypomnienie sobie ojczystego kraju, o wiele bardziej znanego z filmów niż z wczesnego dzieciństwa..

wczesnym rankiem lądujemy na lotnisku w Varadero. jest styczeń, większość dzieci tego świata lepi bałwany lub zjeżdża na sankach, a nas wita słońce, wysoka temperatura i delikatny, orzeźwiający wietrzyk. lotnisko jak w Katowicach w latach osiemdziesiątych. czerwono-żółta buda położona gdzieś pośrodku plantacji trzciny cukrowej, kryta blachą falistą, z dwoma zabytkowymi wozami strażackimi. mamy problem z przekroczeniem granicy: młoda pani celniczka zostawia nas na sam koniec i woła przełożonego. we dwójkę próbują rozwikłać zagadkę pary Polaków, którzy mając bezpośredni lot z Warszawy, fruną z Kanady, a na dodatek mieszkają w Stanach. tłumaczymy, uśmiechamy się, wyginamy i liczymy na wyrozumiałość. udaje się -- po kilkunastu minutach, osamotnieni w hali przylotów, zostajemy wpuszczeni na terytorium Socjalistycznej Republiki Kuby.

powiedziano nam, że pieniądze warto wymienić na lotnisku. na Kubie obowiązują dwie waluty: peso kubańskie (CUP), przeznaczone tylko i wyłącznie dla zwykłych obywateli i kubańskie peso wymienialne (peso convertible, CUC). rząd Kuby trochę pogłówkował i doszedł do słusznego wniosku, że w tradycyjnej walucie niewiele na turystach zarobią. wprowadzili więc do obiegu walutę tylko dla obcych, która początkowo wymienialna była w stosunku 1:1 z dolarem amerykańskim, a gdy ten zaczął słabnąć, przerzucili się na wartość zbliżoną do Euro. i od razu dodam, Kuba nie jest krajem tanim. z turysty zdziera się tu na każdym kroku, ceny są światowe, ustabilizowane i generalnie ciężko się targować. Kubańczycy kombinują jak my w minionej epoce: oficjalnie zarabiają grosze, na nic ich nie stać, ale jakimś cudem mają wszystko. napiszę o tym fenomenie w późniejszej notce, bo to dobra szkoła życia..

no więc wymieniam pieniądze. kasjer wydaje szybko, niby liczy, a jednak niedbale rzuca wszystkimi możliwymi nominałami, po czym z pośpiechem woła następnego z kolejki. odchodzę na bok, przeliczam pieniądze, co zresztą idzie mi wyjątkowo opornie, bo to zupełnie nowe banknoty, z których spozierają na mnie dystyngowane i zupełnie nieznane wcześniej persony. i oczywiście rachunek mi się nie zgadza, brakuje 12 peso, czyli jakieś 17 dolców. zwykły turysta nie zauważy, ale ja jestem tomxx, z Polski, mnie nie tak łatwo zrobić na kasę. wracam do okienka, koleś trochę się miota, ale wydaje brakującą kwotę. trochę nieprzyjemny początek wyprawy, ale warto nadmienić, że był to jedyny nieprzyjemny moment całego pobytu w kraju Fidela. podczas pozostałych dni spędzonych na wyspie nie spotkaliśmy się już z żadnym, najmniejszym nawet, przejawem negatywnych emocji. o ludziach napiszę więcej w kolejnych notkach..

jak już pisałem wcześniej, najtańszą formą wyjazdu na Kubę jest zorganizowana wycieczka. kanadyjski pakiet wakacyjny, czyli przelot, hotel, wyżywienie to koszt ok 50% standardowej ceny przelotu. rzadko korzystamy z takiej formy, ale tutaj nie było żadnej alternatywy indywidualnego wyjazdu. przed halą lotniska czeka na nas 20 autokarów, które rozwożą Kanadyjczyków po kurortach w całym kraju. nowiutkie, pachnące autobusy, podróby znanych marek światowych. wszystkie zostały przysłane przez braci z Chińskiej Republiki Ludowej. Chińczycy kopiują wszystko, a za kolonie, obozy językowe swoich dzieci płacą podrabianymi autobusami, samochodami i tanią elektroniką. ale do rzeczy: wyjeżdżamy z lotniska i już pierwsze mijane miasteczko -- Matanzas -- rzuca mną na podłogę. toż to socjalizm w swoim pełnym rozkwicie: te masywne budynki, malowane wysokie krawężniki, rozległe skrzyżowania, hasła polityczne, slogany partyjne, murale z hasłami w stylu: 'socialismo o muerte', socjalizm albo śmierć. ludzie grupkami stoją na poboczach, niewielu stać tu na własny samochód, czekają na okazje, ładują się po 8 osób do starych amerykańskich samochodów, czy po 30 na zdezelowaną pakę radzieckiej ciężarówki. policjanci na rogatkach kierujący ruchem. jest kolorowo, upalnie, inaczej. a ja właśnie tej inności poszukuję. w tym właśnie momencie wiedziałem już, że dobrze będę się tu czuł, bo jeśli opisywałem Białoruś jako 30-letnią wędrówkę w czasie, to na Kubie, z małymi wyjątkami, cofamy się do wczesnych lat pięćdziesiątych..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

11

mar
2011

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 03:39

La Habana. stolica nowej ziemi, kolonialna perła, centrum karaibskiego świata. bogata, czasem dramatyczna 500-letnia historia obfitująca w czasy bujnego rozkwitu i czasy burzliwych upadków. założona przez hiszpańskiego konkwistadora Diego Velaqueza w 1515 roku, wielokrotnie atakowana przez piratów, przez większość swojego istnienia należała do Hiszpanii. od 1902 roku, po proklamowaniu nowej republiki, Hawana jest stolicą Kuby..

nasz hotel położony był kilkanaście kilometrów na wschód od stolicy. dojazd bezproblemowy: na trasie kursują autobusy tylko dla turystów i za 3 CUC (bilet obowiązuje w dwie strony) w ok 30 minut dostajemy się do samego centrum Hawany. na drogach muzeum, wibrujący zapach spalin, ale sam asfalt w lepszym stanie niż w Polsce. rzucają się w oczy czyste i zadbane pobocza: zielona, równo przystrzyżona trawa, zadbane palmy, równe chodniki. mijamy rogatki, na których rozstawione są posterunki policji -- wszystkie pojazdy przejeżdżają przez bramki (coś jak na naszych płatnych autostradach), policjanci stoją po obu stronach, czasem zatrzymują, ale tylko miejscowych. wjeżdżamy do stolicy, autobus zatrzymuje się przy Parque Central, wysiadamy na przeciwko kultowego Inglaterra Hotel, najstarszego i najdłużej nieprzerwanie działającego hotelu w stolicy Kuby..

Hawana przytłacza. ponownie myślami wracam do Kapuścińskiego i jego pierwszej zawodowej podróży do Indii. nie wiem za co się zabrać -- co fotografować, co podziwiać, czym się dziwić. wszystko robi wrażenie, wszystko budzi emocje. nie chodzi o wielkość, byłem przecież w większych miastach, chodzi o inność kulturową. kręcę się bez sensu, potrzebuję czasu na przyswojenie widoków, zapoznanie się z mapą. przez pierwszą godzinę nie robię żadnego zdjęcia.

przewodniki zalecają zabrać na Kubę jakąś część nowoczesnego świata. koszulki, długopisy, plastry. wszystko się przyda, wszystko ucieszy miejscowych, poprawi poziom życia populacji. bzdura, Hawańczycy mają wszystko (podkreślam Hawańczycy, potem miało się okazać, że reszta kraju nie ma nic i przewodniki się nie myliły), chodzą modnie ubrani, kobiety kolorowo, mężczyźni komercyjnie. na pierwszy rzut oka ludziom do szczęścia nie brakuje niczego. jest bezpiecznie, po pierwszej godzinie wtapiam się w tłum i nie obawiam się kierować w najciemniejsze wąskie uliczki mimo sprzętu wartego wiele tysięcy w plecaku. to duży pozytyw -- jest tłoczno, ale przyjemnie. turyści mieszają się z miejscowymi, ci pierwsi nieomal wchodzą do pootwieranych na oścież domów tych drugich. zresztą ci drudzy całe życie spędzają na ulicy i ich życie codzienne, ich troski, dyskusje i sama ich obecność jest jakby na wyciągnięcie ręki ludzi z zewnątrz. w miastach europejskich tej wielkości już dawno zanikła kultura życia na ulicy -- Hawana jest przykładem życia socjalnego. każdy zna każdego, widują się codziennie i zawsze mają sobie coś do powiedzenia, przedyskutowania. na środku turystycznej alejki, istnej wieży Babel z wszystkimi językami tego świata, sześciedziesięcioletni Kubańczyk naprawia swoją wysłużoną Ładę. upaprany w smarze, plecami na topiącym się z gorąca asfalcie, wydaje się wręcz nie zauważać słuchającej przewodnika niemieckiej wycieczki emerytów..

włóczymy się po uliczkach Habana Vieja, Starej Hawany.. mapa służy jedynie do wyznaczenia ogólnego kierunku, włóczymy się bez większego celu. kilometr za kilometrem, raz w lewo, raz w prawo, jak nam wypadnie. czasami zza kolejnego prostopadłego skrzyżowania wyłoni się jakiś placyk -- to oaza, chwila odpoczynku, trochę zieleni. na ławkach siedzą miejscowi, a obok nich obcy, tacy jak my, bezwstydnie wkraczając do świata ludzi, którzy w tym miejscu spędzają całe swoje życie. Kubańczycy nie mogą opuszczać swojego kraju, właściwie są tylko dwie grupy ludzi, którzy mają taką szansę. sportowcy i muzycy. a w zasadzie przede wszystkim muzycy, a później sportowcy, Kuba ma fioła na tym punkcie..

przemierzamy kilometry, w pierwszym dniu chyba z 15. jestem skołowany: popadam w zachwyt wspaniałej architektury, potężnego kamienia, krzyczącej wręcz historii, by za chwilę wejść w strefę rozpadu, brudu i zgnilizny. nie chce się wręcz wierzyć, że można mieszkać w takich warunkach, w Kubie sprzed 80 lat, zastałej, nieremontowanej, chylącej się ku upadkowi. napiszę więcej w kolejnych notkach, postaram się zobrazować ten fenomen, choć to wcale nie jest takie proste..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata.. Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata.. Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

13

mar
2011

Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 05:47

dzisiejsza Hawana to miasto kontrastów. to dwie przenikające się twarze: ta piękna, odurzająca wręcz historycznym przepychem, i ta brzydka, pełna biedy, tandety i upadku. i choć ta druga, szara strona, wciąż dominuje w miejskim krajobrazie, to bogactwo i piękno strony pierwszej za wszelką cenę stara się dojść do głosu. dzisiejsze centrum Starej Hawany jest jak siedemdziesięciolatka po liftingu -- wciąż pamiętąjąca czasy swojej młodości, na siłę i wszelkimi sposobami próbująca ukryć uboczne skutki galopującego upływu czasu. aby prześledzić jej młodzieńcze piękno, jej urok i wystawne życie cofnijmy się w czasie do lat 50-tych minionego stulecia. do Hawany sprzed rewolucji, do Hawany w momencie jej rozkwitu..

Kuba rozwija się dynamicznie, Hawana jest centrum napływu imigrantów z całego świata. dominuje przepych, kwitnie hazard i korupcja, przychody miasta przebijają zyski wypracowane przez amerykańskie Las Vegas. Hawana lat pięćdziesiątych ma wszystko to, czego oczekuje się po najwspanialszych miastach świata: wystawne hotele, wspaniałe restauracje, pełne przepychu nocne kluby i znane osobistości. Frank Sinatra, Marlene Dietrich, Gary Cooper i wielu innych znajdują tu jednak jeszcze coś wyjątkowego: kubański rum, cygara i wyjątkową muzykę. Ernest Hemingway ogłasza, że pod względem piękna z Hawaną konkurować może jedynie Wenecja oraz Paryż. samych tylko kin jest tu 135, więcej niż w Paryżu czy Nowym Jorku. po ulicach jeżdżą najnowsze samochody, architektura miasta oszałamia. do tego pogoda i kobiety, wielu uważa, że najpiękniejsze na świecie..

później przychodzi rewolucja i wieloletnie niszczące rządy Fidela Castro. miasto zwalnia, naturalnie się starzeje. pomoc przychodzi późno, dopiero w latach osiemdziesiątych, kiedy świat postanowił włączyć się w pokolorowanie stolicy Kuby. zapraszam więc do tej wyliftingowanej pieniędzmi UNESCO Hawany, do tego skrawka sztucznie odnowionej twarzy siedemdziesięciolatki, która, choć coraz starsza, to wciąż ma w sobie coś z urzekającego piękna swojej młodości..

Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu..

Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu.. Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu.. Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu..

Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu..

Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu.. Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu.. Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu..

Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu..

Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu.. Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu.. Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu..

Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu..

Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu.. Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu.. Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu..

Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu.. Kuba cz.III -- Hawana, seniora po liftingu..

15

mar
2011

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:27

wkraczamy w tą brzydszą część Hawany. w miasto rozsypujących się budynków, nietkniętych ręką dbającego człowieka od wielu dziesięcioleci. w brudne, śmierdzące uliczki, w pył, kurz i ekstremalny poziom zniszczenia i pranie, wszędzie suszące się pranie, jakby motyw przewodni tego miejsca. czasami wystarczy przejść raptem 50 metrów, by z zapierających dech w piersiach zabytków przenieść się w świat ogólnej degrengolady. co najgorsze, społecznie przyzwolonej i ogólnie akceptowalnej.. nie chodzi o to, że jest brudno od śmieci. nie, śmieci się walają, jak wszędzie zresztą, ale cały ten syf bierze się z sypiącej się architektury, z zawalającego się na oczach świata pięknego miasta. Lwów przy tym nie może być nawet określany jako miasto zaniedbane..

ale ludzie nadal tu mieszkają. czasami aż ciężko pomyśleć, że w tej ruderze, w tym zlepku pokrzywionych ścian podtrzymywanych drewnianymi balami, bez okien, bez schodów, mogą nadal mieszkać ludzie. zresztą, gdzie indziej mogą się podziać, nikt o nich przecież nie dba. chodzimy więc tymi uliczkami, jak już napisałem wcześniej, mimo tego szaleństwa czujemy się bardzo bezpiecznie. mijamy lokalne podwórka, place zabaw, boiska do kosza i bramki do piłki kopanej, ławki, trawniki, placyki. wszystko w klimacie Hiroszimy po atomówce w 45 roku.. i całą masę ludzi: tu już jest ta prawdziwa Hawana, bez naciągaczy, ulicznych grajków, ładnych restauracji, sprzedawców śmieci różnorakich, rzemieślników, tancerzy, żebraków czy sprzedajnych dziewek.. tu nikt nie chce nam niczego sprzedać, a cała masa otaczających nas wszelakich darmozjadów nawet nie szczególnie zdaje się nas zauważać. właśnie tego szukamy, właśnie po to tu przyszliśmy...

w jednym z miejsc byliśmy świadkami ciekawej sceny. grupa głośnej młodzieży, klasy naszych dresowych chłopaków na osiedlach z wielkiej płyty, została upomniana przez policjantkę -- młodą, może dwudziestopięcioletnią dziewczynę, w dużej policyjnej czapce wyglądającą na lat siedemnaście. chodziło chyba o zakłócanie porządku, może o głośny śmiech. i w tym samym momencie ich śmiech ucichł, ich miny przybrały poważny wygląd, w ogóle przestali się do siebie odzywać. policjantka odeszła, ale żaden z nich nie wrócił już do głośnej rozmowy. to się nazywa szacunek do władzy..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe.. Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe.. Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe.. Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe.. Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe.. Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe.. Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

Kuba cz.IV -- Hawana, miasto upadłe..

17

mar
2011

Kuba cz.V -- Hawana, Trinidad, Cienfuegos kamerą tomxx.net..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 06:37

Kuba w tygodniowym przekroju pod kątem naszego tam pobytu. luźne sceny, słońce i piękna muzyka by Buena Vista Social Club.. first movie made by Agata!

21

mar
2011

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:03

tym razem rekordowa liczba fotek mieszkańców Hawany. lubię fotografować ludzi, szczególnie w takim kraju, gdzie ludzie chcą być fotografowani. najczęściej pytam, czasami tylko gestem, o pozwolenie, bardzo rzadko spotykam się z odmową. czasami zdarza się, że ludzie żądają 1 CUC za zdjęcie -- z forów wyczytałem, że powoli staje się to kubańską tradycją -- ale generalnie z obiektywem witają się przyjaźnie i z uśmiechem. zresztą są do zdjęć przyzwyczajeni -- międzynarodowe masy turystów przelewających się hawańskimi uliczkami wyposażone są w taką ilość sprzętu, że miejscowi są do nich już od lat przyzwyczajeni..

Kubańczycy lubią dyskutować, tym bardziej więc żałuję, że do tej pory nie nauczyłem się hiszpańskiego. ich publiczne dyskusje przybierają nieraz nieobliczalne formy, kłótnie wręcz. kilkukrotnie natknąłem się na takie zgromadzenia odbywające się na różnych pracach Habana Vieja: miejscowi głośno się spierają, gestykulują, krzyczą, na pierwszy rzut oka wszystko to grozi bójką kilkunastu chłopa. gdyby nie gazety i popukiwanie palcami w artykuł lub zdjęcie, w ogóle nie domyśliłbym się, że jest to tylko ich własny sposób na omawianie bieżących wydarzeń..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie.. Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie.. Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

Kuba cz.VI -- Hawana, ludzie..

25

mar
2011

Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 04:15



Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto.. Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto.. Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

Kuba cz.VII -- Hawana, stare miasto..

28

mar
2011

Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 08:32

skażcie mnie. historia mnie uniewinni. -- powiedział po aresztowaniu w 1953 roku Fidel Castro. kilka lat później przeprowadził rewolucję, obalił znienawidzonego dyktatora Batistę i wprowadził własny porządek świata. rewolucja to dziś istota egzystencji Kuby. rewolucja jest wszystkim: nadrzędna ideą, wartością kulturalną, celem i podstawą istnienia wyspy. rewolucja jest zakorzeniona, jest wszechobecna, jest wszędzie, począwszy od ludzkiej mentalności po partyjne hasła na murach.

i właśnie z powodu rewolucji i jej skutków odwiedzamy dzisiaj Kubę. świat żyje w dobrobycie i ludzie choć na chwilę chcą przenieść się w inne realia. a realia Kuby to bieda i zacofanie. szczytne hasła, szerokie zmiany i nowy porządek doprowadziły gospodarkę Kuby do ruiny gospodarczej. jeszcze w latach 50-tych XX wieku Kuba była jednym z najlepiej rozwiniętych krajów w regionie. dzisiaj szczyci się tylko szkolnictwem i służbą zdrowia. co ciekawe, ludzie wciąż wierzą w Fidela, wciąż malują wizerunki Che na ścianach. w każdym mieście prężnie działa Komitet Obrony Rewolucji, a idee socjalizmu są pielęgnowane. rozmawialiśmy z kilkoma osobami na Kubie i większość jest zadowolona z obecnego stanu rzeczy -- nieliczni, zwłaszcza młodzi, gestami pokazują, że mogłoby być lepiej, że chcieliby wyjechać, zmienić otoczenie. jedynym sposobem na opuszczenie wyspy jest małżeństwo z odwiedzającym Kubę turystą, ew. turystką. i niektórym się to udaje.. jednego wieczora siedzieliśmy sobie przy piwach z naszymi koleżankami z Vancouver Island, a w pewnym momencie dosiadło się dwóch Kubańczyków. silne, opalone, umięśnione chłopaki z butelką rumu w rękach, rozlewają, częstują, coś tam nawijają po hiszpańsku z 1% znajomością angielskiego. sytuacja była spokojna do momentu, gdy dowiedzieli się, że koleżanki pochodzą z Kanady i do tego są stanu wolnego. wtedy wstąpiły w nich nowe siły. oficjalnie przyznawali, że poszukują żon Kanadyjek i czy one nie byłyby zainteresowane. koleżanki nie były, ale .. może następnym razem ktoś będzie..

Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..

Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..

Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..

Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku.. Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku.. Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..

Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..

Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku.. Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..

Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..

Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku.. Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..

Kuba cz.VIII -- Fidel Castro, Che Guevara i rewolucja 1959 roku..

30

mar
2011

Kuba cz.IX -- Kubanki..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:01

Kubanki? owszem są. i powiem wam, że dają radę..

Kuba cz.IX -- Kubanki...

no dobra, żartowałem ;)

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

Kuba cz.IX -- Kubanki...

te ostatnie to pewnie jeszcze dziewczyny, nie kobiety.. nie znam się, nie pytałem.

04

kwi
2011

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:53

ponownie wyruszamy w trasę, tym razem jedyną kubańską autostradą, spod Hawany w kierunku Cienfuegos i Trinidadu. przez płaskie bezdroża, gaje palmowe i niekończące się plantacje trzciny cukrowej w kierunku prowincji, która miała okazać się tą prawdziwą, znaną z podróżniczych opowieści, Kubą..

początkowy plan przewidywał poruszanie się po kraju autobusem. jeśli jest na Kubie coś nowoczesnego to są to dwie linie autobusowe oplatające swymi trasami właściwie całą wyspę. podróżowanie klimatyzowanymi chińskimi pojazdami jest miłe i wygodne, my jednak chcieliśmy poczuć coś więcej. nadarzyła się okazja w postaci naszych dwóch zaprzyjaźnionych Kanadyjek i stanęło na wypożyczeniu samochodu. ceny z kosmosu, jeden dzień to wydatek rzędu 100$, a samochód (również chiński, ofkors), choć jakieś trzy kategorie lepszy niż reszta pojazdów na wyspie, to jednak wydawał nam się co najmniej niewyjściowy. ale jechał, rozwijał prędkość 100km/h, co było tym prostsze, że jedyna krajowa autostrada jest właściwie zupełnie pusta. to pierwsza główna droga krajowa w moim życiu, na której przez kilkaset kilometrów praktycznie nie widywało się samochodów. no dobra, może trochę przesadzam, ale jeden mijany samochód na 15 minut i tak jest nie lada wyczynem. wszystko przez to, że na Kubie, poza większymi miastami, ludzi praktycznie nie stać na samochody. problem wspólnej lokomocji i niezwykle rozwiniętego, właściwie odgórnie nakazanego przez rząd, autostopu omówiłem w jednej z pierwszych notek.

no więc jedziemy. jest luty, środek światowej zimy, tutaj 25 stopni, pełne słońce. co jakiś czas na autostradzie ustawione są posterunki policji -- niewielkie budki ze zmęczonymi strażnikami zatrzymującymi losowo przejeżdżające, najczęściej prywatne, samochody (rejestracje na Kubie są w różnych kolorach, można więc łatwo rozpoznać, czy samochód należy do osoby prywatnej, do firmy państwowej, czy do wypożyczalni). przez długie kilometry krajobraz właściwie się nie zmienia -- rzędy drzew palmowych przecinane są rozległymi, wysokimi jak nasza kukurydza, plantacjami trzciny cukrowej. Kuba to niegdysiejsze imperium cukru -- eksport tego dobra już 400 lat temu rozpalał głowy kolonizatorów. dzisiaj w zdecydowanie mniejszym stopniu jest cukier narodowym dobrem. choć biorąc pod uwagę, że Kuba właściwie niczego nie produkuje, to cukier wciąż zasługuje na szacunek..

po ok dwustu kilometrach i kilku małych miejscowościach zjeżdżamy z autostrady. mijamy Cienfuegos i przez górzysty teren przebijamy się na południe. droga tutaj staje się ciekawsza -- teren pagórkowaty, świetna widoczność, falująca to w górę, to w dół trasa. na samą drogę narzekać nie można -- jest ich niewiele, ale nawet te boczne są w całkiem dobrym stanie. ot takie polskie, a jakby się uprzeć to nawet trochę lepsze niż nasze polskie. krętymi drogami przebijamy się w końcu przez góry i wylatujemy nad Morzem Karaibskim. nieporównywalny z niczym innym lazur Karaibów budzi emocje -- trasa, niczym w Chorwacji, malowniczo wije się wybrzeżem, piaszczyste plaże zachęcają do zrobienia sobie przerwy, delikatna bryza niesie wilgotny zapach morza. co jakiś czas miejscowi energicznie zatrzymują samochód (wybierając selektywnie, po rejestracjach) oferując na sprzedaż tanie jak woda owoce. kupujemy ananasy i niewielkie słodkie banany hodowane w przydomowych ogródkach. za pół reklamówki soczystych owoców płacimy jeden peso. po ok 5 godzinach, późnym popołudniem wjeżdżamy do Trinidadu. tutaj zamierzamy osiąść na kilka dni poznając samo miasto, a jeśli nadarzy się okazja, to i przyległe obszary.

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

Kuba cz.X -- ruszamy w trasę..

07

kwi
2011

Kuba cz.XI -- Trinidad..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:14

na przedmieściach Trinidadu zamieszanie. ludzie stoją na ulicach, wymachują rękami, zatrzymują samochody. łamaną angielszczyzną krzyczą, że tam dalej zawalił się most i trzeba skręcić tu w lewo, w tą boczną, wąską brukowaną uliczkę. co prawda tylko niektóre samochody kierowane są na lewo, ale o tym mieliśmy przekonać się dopiero później -- zrozumienie procesu myślowego Kubańczyków wymaga pewnego doświadczenia i sporej dawki obycia na ich terenie. że coś jest nie tak połapaliśmy się po jakiejś minucie, gdy nasze auto otoczyła zgraja młodych ludzi trzymających nasz samochód za maskę, biegnąc, jadąc na rowerze, przeganiając się wzajemnie. ekipa porywająca nasz samochód to wykwalifikowana banda naganiaczy, którzy za kilka peso pokazują turyście jedynie słuszne miejsce przyszłego noclegu. proceder jest nagminny, a kasa dla naganiaczy płynie od właścicieli casa particulares, przy czym ci bez oporu doliczają ową kwotę do rachunku za nocleg, oczywiście nie informując o tym podróżnika..

wyrywamy się natrętom i na własną rękę wjeżdżamy do centrum. centrum w znaczeniu Trinidadu sprowadza się do przepięknej starówki poprzecinanej wąskimi, niezwykle wyboistymi uliczkami, których przeznaczeniem od wieków nie były i nadal nie są samochody. no ale jedziemy.. między ludźmi, końmi, targiem i zabłąkanym sprzedawcą nielegalnych cygar, kierując się w stronę (jak mówią tabliczki) jedynego oficjalnego parkingu w tym mieście. parking oficjalny okazał się niewielkim placykiem z miejscem na 5 samochodów, 7 kolesiami z plakietkami: TRINIDAD, OFFICIAL PARKING i ceną 2 peso za dobę. ale dobrze zrobiliśmy zostawiając tam auto, bo oprócz bezpieczeństwa zyskaliśmy pomocnych amigos na cały pobyt w tym miejscu. następnie daliśmy się (tym razem już całkiem świadomie) porwać do naszej prywatnej kwatery -- 20 peso za dobę, pokój w wysokim standardzie z łazienką, 100 metrów od serca Trinidadu. ofkors 3 razy upewniłem się, że nie dolicza nam opłaty dodatkowej i nie ma żadnych innych haków -- właścicielce, uśmiechniętej kobicie w sile wieku, dobrze z oczu patrzyło, wykupiliśmy więc od niej śniadanie w cenie 4 peso od osoby..

Trinidad został założony w 1514 roku, miasteczko ma już więc prawie 500 lat. jest jedną z głównych atrakcji Kuby, przez cały wręcz rok pulsuje życiem. przepiękna kolonialna architektura, pastelowe kolory domków, brukowane uliczki -- taka kwintesencja Kuby w oczach spragnionego wrażeń turysty. od 1988 roku miasto znajduje się w objęciach UNESCO, co powoduje, że jego serce jest zadbane, odnowione i urzekające. wystarczy jednak przejść 500 metrów w dowolnym kierunku i sprawy wyglądają trochę inaczej, ale o tym napiszę już w kolejnych notkach. w każdym razie Trinidad nas zachwycił.. oczywiście zawsze można się przyczepić do tłumów, zarówno przyjezdnych, jak i wiecznie czegoś chcących miejscowych, ale taki jest już los popularnych miejsc. chwile spędzone na tarasie naszej casy w promieniach zachodzącego karaibskiego słońca wspominamy niezwykle pozytywnie. takie miejsce, w którym zawsze świeci słońce i można w nieskończoność siedzieć wpatrując się w horyzont i brunatne dachówki okolicznych domków..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..Kuba cz.XI -- Trinidad.. Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

11

kwi
2011

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 06:07



Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu.. Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

Kuba cz.XII -- z obiektywem kolorowymi uliczkami Trinidadu..

15

kwi
2011

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:10

czy jest coś piękniejszego od karaibskiego poranka, gdy powietrze wciąż przesycone jest chłodem minionej nocy? taki magiczny moment, jeszcze przed wschodem słońca, z całym tym swoim spokojem, ciszą i wyjątkowością? ciężko się wstaje, szczególnie po długiej i ostro zabawowej nocy przy kubańskiej muzyce i miejscowych drinkach -- no pain no game, jak to mówią, ale nigdy nie żałuję wczesnego zerwania się z łóżka. szczególnie na wyjeździe, w nowym otoczeniu. zresztą na kubańskie poranki nastawiałem się jeszcze podczas planowania samej podróży -- pozytywnie nakręcił mnie Jarek pokazując swoje zdjęcia z Cienfuegos, jak i kilka magicznych opisów polskich podróżników...

poranek w Trinidadzie to możliwość podglądnięcia prawdziwego świata. turyści jeszcze śpią, ale jest środek tygodnia, miejscowi rozpoczynają poranną krzątaninę. kobiety do sklepów, dzieci do szkoły w swoich jednolitych mundurkach. przemierzam kilometry brukowanymi uliczkami i wymieniam uśmiechy z napotkanymi ludźmi. nikt się nigdzie nie spieszy, leniwą atmosferę przerywają tylko wyprowadzane na spacer w klatkach kanarki. otwierają się drzwi do domów, Kubańczycy spędzają dnie z otwartymi na oścież drzwiami i oknami. w końcu wychodzi słońce, w jednej minucie świat zmienia się nie do poznania, zyskuje nowe barwy. ja siedzę na ławce na Plaza Mayor przy katedrze i delektuję się ciszą. tak powinny wyglądać wszystkie poranki świata. w zupełnie obcym miejscu, po drugiej stronie kuli ziemskiej, w urodziwym i starodawnym kawałku świata, gdzie czas zatrzymał się 100 lat temu i nikomu nie zależy by dogonić teraźniejszość. kiedy nikt nie chce mi niczego sprzedać i wydaje się, jakbym miał całe to miasteczko tylko dla siebie. i tylko kawy mi brakuje, ale wybudowanie tu Starbucksa w jednej chwili nadgoniło by owe 100 lat, więc z zadowoleniem z niej rezygnuję..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie.. Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

Kuba cz.XIII -- wczesny poranek w Trinidadzie..

18

kwi
2011

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:40

niejako następstwem poprzedniej notki będzie zobrazowanie codziennego życia mieszkańców Trinidadu. gdzieś tak z boku, między tysiącami turystów, jakby wcale ich nie zauważając, miejscowi prowadzą całkiem normalne życie. pracują, załatwiają sprawy, robią zakupy, chodzą do szkoły, grają w warcaby..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

Kuba cz.XIV -- życie codzienne w Trinidadzie..

21

kwi
2011

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 08:25

było o Kubankach, pora na płeć brzydką..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela.. Kuba cz.XV -- synowie Fidela.. Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

Kuba cz.XV -- synowie Fidela..

21

kwi
2011

Kuba cz.XVI -- muzyczny Trinidad..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 17:23



13

maj
2011

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 18:14

wróćmy jeszcze na chwilę do Kuby..

to mój osobisty faworyt. koleś pojawiał się i znikał w czasie naszego pobytu w Trinidadzie, dopiero później, przy przeglądaniu zdjęć wyszło na jaw, że facet załapał się na rekordową ich liczbę, oraz stał się jedną z gwiazd filmu poniżej. i nie, to nie pomnik, facet jest żywy:
Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

a to ujęcia z podwórkowej kapeli, która pojawia się na obydwu filmach. jak już wcześniej napomknąłem, na Kubie muzyka jest wszędzie. absolutnie wszędzie. i najczęściej są to kapele wykonujące muzykę na żywo. od brudnych zapyziałych ulic, przez zawalone stertą śmieci podwórka, po ekskluzywne lokale turystycznej Hawany. kilkukrotnie, i tak właśnie było w tym przypadku, kapela zaczyna granie dla samej siebie, tzn. w danym miejscu nie ma nikogo, bądź znajdują się tam jakieś dwie przypadkowe osoby. dopiero dźwięki grane na żywo zwabiają słuchaczy, którzy rozsiadając się wokół tworzą prawdziwy klimat ulicznej zabawy. co się gra? oczywiście królują rytmy Buena Vista Social Club, wykonywane z lepszym lub gorszym skutkiem. dla mnie najczęściej z lepszym, bo takiemu występowi 7-8 osobowej kapeli zawsze towarzyszą emocje. szczególnie, gdy wydaje ci się, że zespół gra tylko dla ciebie...

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

kilkukrotnie pokazywałem zdjęcia głównego placyku Trinidadu, Plaza Mayor. miejsce to jest chyba najbardziej obfotografowanym elementem tej części Kuby. skwer, wraz z okoliczną zabudową kolonialną, został nawet w 1988 roku dodany do listy UNESCO, co dzisiaj przekłada się na stan jego zadbania. czasami siadywaliśmy na ławkach wokół placyku i patrzyliśmy na życie codzienne Kubańczyków.
Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

backpacking:
Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Cristal, jedno z dwóch popularnych na Kubie piw:
Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

i na koniec tej części Kuby, żeby nie było, że w ogóle nie byliśmy na plaży, kilkugodzinny wypad nad morze Karaibskie, plaża na południu kraju:
Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

Kuba cz.XVI -- luźne fotki..

16

maj
2011

Kuba cz.XVII -- Cienfuegos, rynek starego miasta..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 19:21

i znowu, już po raz ostatni w kraju Fidela, ruszamy w trasę. podróżowanie samochodem po Kubie jest rodzajem nieustającego kompromisu. wszyscy wiedzą, że boczne drogi kubańskie nie bardzo nadają się do jazdy samochodem, ale z drugiej strony na wyspie jest tak mało samochodów, że właściwie całą tą asfaltowo-piaszczystą sieć połączeń mamy tylko dla siebie. oczywiście boczna droga w znaczeniu kubańskim jest pojęciem trochę bardziej rozbudowanym, gdyż każdy wykorzystuje ją do swoich własnych przeznaczeń. mamy więc samochody, ale oprócz nich mamy stare motocykle, rowery, pieszych, zaprzęgi konne, woły, psy i kaczki. i oczywiście rolników gnających ulicami swoją trzodę. niech nikogo nie zdziwią kozy i krowy stojące na środku drogi -- byłoby to nawet niebezpieczne, gdyby można się było na takiej drodze rozpędzić, ale jako że rzadko jest to możliwe, zatrzymywanie się przed zwierzętami ma w sobie nawet coś urokliwego...

a droga z Trinidadu do Cienfuegos jest niezwykle malownicza. początkowo prowadzi wybrzeżem morza Karaibskiego, by później łagodnie przejść w niewielkie wzgórza i doliny. gdzieś koło Arimao, na szczycie płaskiego wzgórza, zatrzymujemy się na chwilę zwabieni niezwykłym krajobrazem. przed nami, jak okiem sięgnąć, aż po daleki i przymglony horyzont, rozciąga się przepastna dolina. jest ona cała gęsto porośnięta zielonym dywanem roślin, wśród których prym wiodą palmy i plantacje trzciny cukrowej albo tytoniu. ciągną się kilometrami, w górę i w dół, a na całej przestrzeni nie widać ani jednego człowieka. jednak jest to inna zieleń niż w ta widziana w gwatemalskiej dżungli, taka trochę bardziej wyblakła, pożółkła jakby. jest luty, środek kubańskiej zimy, a słońce praży, już teraz wysuszając krajobraz rozciągający się pod naszymi stopami..

w końcu dojeżdżamy do Cienfuegos, miasta zdecydowanie innego od tych wcześniej widzianych na Kubie. Cienfuegos jak większość osad na wyspie została założona przez Hiszpanów, jednak w pewnym momencie swojej historii została zasiedlona przez emigrantów francuskich, zarówno tych z Europy, jak i ze Stanów. nazwa miasta dosłownie tłumaczy się na frazę 'sto ogni', a ze względu na swoją wspaniałą architekturę Cienfuegos okrzyknięto 'Perłą Południa', La Perla del Sur. rynek starego miasta zdominowany jest przez bajkową neoklasyczną architekturę -- budynki są zadbane, przyciągające, co jest nieomylnym znakiem, że projekt utrzymywany jest przez UNESCO. wejście na rynek stanowi Łuk Triumfalny, Arco de Triunfo, jedyny taki na całej wyspie. miasto jest przyjemne, i co najważniejsze, bardzo spokojne. nie ma tu większego ruchu turystycznego, ławki pod palmami pozostają puste, ewentualnie zajęte przez miejscowych Kubańczyków. z jednym takim właśnie dobiłem nie lada targu: otóż jeden z moich długopisów wymieniłem na cygaro. mój partner w interesach wyciągnął cygaro z zewnętrznej kieszeni swojej przybrudzonej zębem czasu marynarki, wtykając w to miejsce jeden z moich długopisów. wspólna fajka pokoju podsumowała transakcję..

Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..

Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..Kuba cz.XVII -- Cienfuegos.. Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..

Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..

Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..

Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..

Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..

Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..

Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..Kuba cz.XVII -- Cienfuegos.. Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..

Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..

Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..

Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..

Kuba cz.XVII -- Cienfuegos..

17

maj
2011

Kuba cz.XVIII -- podróżnicy na trasie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 20:26

spotkania na trasie zawsze należą do przyjemnych. skąd, dokąd, którędy i za ile -- to odwieczne pytania, które jeden podróżnik zadaje drugiemu. również na Kubie spotkaliśmy kilka fajnych osób. W Hawanie Polkę, pracowniczkę parku narodowego Zion w Utah, w Trinidadzie Dunki, z którymi bawiliśmy się długo w nocy w dyskotece mieszczącej się w naturalnej jaskini, a w Cienfuegos na trasie spotkaliśmy parę Niemców. na co dzień mieszkają przy samej granicy z Polską w przystosowanej do życia przyczepie, ale jakiś czas temu sprzedali samochód i na rowerach ruszyli w trasę. następnym przystankiem po Kubie miał być Meksyk, a później lot na Alaskę i zjazd na południe, przez Kanadę, Stany, znowu Meksyk, Gwatemalę, Honduras, Nikaraguę, Kostarykę do Panamy. nie wiedzą dokąd dojadą, nie wiedzą ile czasu im to zajmie, po prostu jadą. zaprosiliśmy ich do siebie gdy będą przejeżdżali przez Waszyngton...

Kuba cz.XVIII -- podróżnicy na trasie..

Kuba cz.XVIII -- podróżnicy na trasie..

19

maj
2011

Kuba cz.XIX -- Cienfuegos, Marina Puerto..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:03

ciągnąca się na odcinku prawie 3 kilometrów Marina Puerto jest jakby zaprzeczeniem większości miejsc, które widzieliśmy na Kubie. historycznie to ekskluzywna część Cienfuegos, dzielnica bogatych francuskich osadników, gdzie piękne i zadbane wille ciągną się całą długością słonecznej promenady. ukoronowaniem tego miejsca jest Palacio de Valle - przepiękny neogotycki pałac zbudowany w latach 1913-1917. marina jest dzisiaj miejscem turystycznym -- większość posiadłości przekwalifikowano na casa particulares, gdzie w normalnych na Kubę cenach (20-30$) można dostać pokój. to zdecydowanie najlepsze miejsce na prawdziwy odpoczynek, z dala od gwaru i nieustępliwych kubańskich naganiaczy..

Kuba cz.XIX -- Cienfuegos, Marina Puerto...

Kuba cz.XIX -- Cienfuegos, Marina Puerto...

Kuba cz.XIX -- Cienfuegos, Marina Puerto...

Kuba cz.XIX -- Cienfuegos, Marina Puerto...Kuba cz.XIX -- Cienfuegos, Marina Puerto... Kuba cz.XIX -- Cienfuegos, Marina Puerto...

Kuba cz.XIX -- Cienfuegos, Marina Puerto...

Kuba cz.XIX -- Cienfuegos, Marina Puerto...

Kuba cz.XIX -- Cienfuegos, Marina Puerto...

Kuba cz.XIX -- Cienfuegos, Marina Puerto...