Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

20

lut
2010

Vancouver 2010

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 05:49

miał być Małysz w sobotę (dzisiaj) na dużej skoczni, a będzie Kowalczyk w sobotę (za tydzień) w biegu na 30km. dzisiaj udało mi się dostać bilet na Cross-Country Skiing i to po cenie w miarę normalnej -- nie musiałem płacić 700% ceny nominalnej! co jednak na mapie tej części świata wydaje się rzutem beretem (odległość Seattle - Vancouver - Whistler), w rzeczywistości przekłada się na ok 6 godzin jazdy. bieg Justyny rozpoczyna się ok 11 (czasu Pacyficznego), ale będziemy musieli wyjechać już przed 4 nad ranem. dojazd do granicy amerykańsko-kanadyjskiej to ok 2h, nie wiadomo ile przyjdzie nam czekać na granicy, bo bywają tam straszne kolejki. potem centrum Vancouver, parking i dojazd specjalnym (nie, nie chodzi o paraolimpiadę :) olimpijskim autobusem do Whistler, co również trwa ok 3 godzin.. no zobaczymy, jestem dobrej myśli. zresztą któż by nie był po dwóch medalach naszej zawodniczki. planuję wpaść na trasę i zrobić dobre zdjęcia, ale kto wie jak będzie -- pewnie znowu poszaleją z ograniczeniami. jeśli będę musiał siedzieć na krzesełku to nerwowo nie zdzierżę.. dobrze, ze mam szalik Polski..



28

lut
2010

Vancouver 2010 cz. I -- złota Justyna Kowalczyk!!

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 08:21

właśnie wróciłem z Whistler i na szybko wrzucam foty złotej Justyny. bardzo dużo emocji, zdarte gardło, kilka dziwnych spotkań i cała masa Polaków. wchodzę na stadion, a tam ekipa rozwiesza flagę GLIWICE. jutro napiszę więcej i wrzucę filmik z emocjonującego finiszu -- przejechałem dzisiaj 800km i padam na twarz..



































01

mar
2010

Vancouver 2010 cz. II -- finisz Justyny Kowalczyk..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 06:52

sorry za drżące ręce i huśtawkę (kamery i nastrojów) -- to moja wspólna praca z najlepszym polskim redaktorem wszech czasów, Tomkiem Zimochem :) spotkałem go po zawodach, przekazałem pozdrowienia od kibica Górnika Zabrze, rozmawialiśmy kilka minut, a pan Tomasz poprosił mnie o wywiad. odpowiedziałem na 5 pytań 'prawdziwego polskiego kibica' do jego podręcznego dyktafonu, ale szczerze mówiąc nie pamiętam już ani pytań, ani tym bardziej moich odpowiedzi. może gdzieś to kiedyś w radiu poleci.. podczas zawodów głównie fotografowałem, ale na czas finiszu schowałem aparat i zacząłem nagrywanie. niesamowite emocje! wersja HD jak zwykle dostępna jest bezpośrednio na Vimeo..

02

mar
2010

Vancouver 2010 cz. III -- widziane z boku..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 08:28

w czasie trwania olimpiady nie można było dojechać Whistler własnym samochodem. w zamian organizatorzy zapewnili dojazd autobusami z Vancouver -- bilet kosztował ok 50$, a sama podróż trwała ok 2.5h w jedną stronę. po przyjeździe na miejsce kilka niespodzianek: w kasach wciąż były bilety i to nie tylko na narciarstwo (również na finał hokeja!), a dookoła panowała wyjątkowo polska atmosfera. na zawodach stawiło się wielu naszych rodaków (głównie tych na stałe mieszkających w Kanadzie i Stanach), a polskie 'dzień dobry, jak się mash?' słyszane było ze wszystkich stron, głównie od osób pracujących przy obsłudze. szybko dostaję się na stadion, a tu kolejny szok: grupa ok 10 osób rozwija flagę z napisem 'GLIWICE'.. sam bieg trwał ok półtorej godziny, a ja w tym czasie przeszedłem całą trasę, na którą składały się po trzy okrążenia dwóch pętli. fajnie, że nie trzymano kibiców w okolicach stadionu, bo klimat wyścigu był o wiele lepszy poza miejscem rozkrzyczanego tłumu. spotykam wielu rodaków, jak również kibiców z Norwegii, Szwecji, Estonii, Japonii czy Alaski.. po biegu udaje mi się przedostać do strefy VIP-ów (hehe, który to już raz korzystam z wyuczonej przed laty metody wchodzenia 'na krzywy ryj') i rozmawiam z przedstawicielami polskich mediów. jest Szaranowicz, Piotr Sobczyński (mówię mu, że zrobiliśmy sobie zdjęcie przed meczem Niemcy-Polska na MŚ w roku 2006), Tomasz Zimoch. do tego władze polskiego narciarstwa i PKOl, ale o tym w kolejnej notce.. wyjazd zdecydowanie się udał: mamy historyczne złoto, mega emocje, gdyby tylko pogoda była trochę lepsza..

































04

mar
2010

Vancouver 2010 cz. IV -- twarze..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 06:56

kilka znanych osób, które dorwałem w strefie VIP. żeby było śmieszniej, to brak identyfikatora i autoryzacji zauważono u mnie dopiero kiedy opuszczałem to miejsce. widać aparat wystarcza. zresztą kilka z poniższych osób pytało z jakiej jestem gazety, a ktoś bez zastanowienia rzucił, że z Faktu.. dobrze, że nie z Pudelka..

Piotr Nurowski -- prezes PKOl:


Włodzimierz Szaranowicz -- dyrektor TVP Sport:


Piotr Sobczyński -- dziennikarz TVP, to nasze drugie spotkanie po MŚ2006 w Niemczech:


Łukasz Ligocki -- członek Misji Olimpijskiej, brat Michała i kuzyn Pauliny Ligockiej, naszych reprezentantów w snowboardzie:


Tomasz Zimoch -- jeden z najlepszych polskich sprawozdawców sportowych:


dwa Tomki:


i na koniec ja z bukietem zielonego czegoś, co dostała Justyna Kowalczyk na stadionie po zwycięstwie w swoim biegu. tego typu kwiaty otrzymywali wszyscy sportowcy od razu po zawodach, a medale przyznawane były tego dnia wieczorem w miasteczku olimpijskim. walczyłem twardo, bo chyba warto było mieć z tym bukietem zdjęcie pamiątkowe..


01

kwi
2010

Vancouver cz. I -- olimpijskie ostatki..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 05:44

tydzień temu ponownie odwiedziliśmy Vancouver. Agata poznała miasto gdy ja dopingowałem Justynę w Whistler, więc na dobrą sprawę tylko dla mnie był to debiut. ze Seattle do granicy mamy 111 mil, czyli niecałe dwie godziny spokojnej jazdy. od granicy do centrum jest jeszcze ok 35 mil, więc cała podróż trwa ok 2.5h. na granicy stoi się ok 5 minut, za każdym razem słyszymy 5-7 dziwnych pytań: po co, dlaczego i do kiedy?

zanim na dobre rozkręcę się o Vancouver, bo zdecydowanie jest o czym opowiadać i co pokazywać, zarzucę kilkoma olimpijskimi ostatkami. Zimowe Igrzyska już poza nami, ale przecież nadal trwa paraolimpiada i nadal płonie olimpijski znicz. przy marinie, w samym centrum wielkiego miasta, wciąż kręci się cała masa ludzi obsługujących tą wielką imprezę, a gdzieniegdzie widać poruszających się na wózkach sportowców. do tego oczywiście wielkie tłumy turystów, ciężko znaleźć wolne miejsce w kafejce czy restauracji..

znicz olimpijski znajduje się nad samą wodą w okolicy Coal Harbour, a jego konstrukcję -- tradycyjny stos ogniskowy -- tworzą cztery potężne pale zbudowane z zielonego szkła. na ich przecięciu wyrasta piąty element, z którego wzbija się największy płomień. ogień tradycyjnie przywędrował z Grecji, po dotarciu do Ameryki Północnej przemierzył całą Kanadę, by wreszcie, z rąk legendarnego hokeisty Wayne'a Gretskiego, na stałe zapłonąć na zniczu. oprócz symbolu olimpiady jest w tym zniczu coś niesamowitego -- potężne odzwierciedlenie nadziei i sportowy duch rywalizacji, jak również legendarna już kanadyjska duma. tę dumę i honor bycia Kanadyjczykiem widać w Vancouver na każdym kroku.. konstrukcja ma zostać w tym miejscu na dłużej, jednak zapalana ma być tylko na specjalne okazje..











06

kwi
2010

Vancouver cz. II -- miasto, w którym każdy chciałby mieszkać..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 22:52

Vancouver z uwagi na swe położenie nazywany jest Bramą na Daleki Wschód. z jednej strony rozległe wody oceanu spokojnego, z drugiej wysokie pasma Gór Nadbrzeżnych i Kaskadowych. o życiu metropolii w dużej mierze decyduje woda i największy w tej części świata port przeładunkowy.. nazwa miasta pochodzi od brytyjskiego kapitana George'a Vancouvera, który przemierzał te obszary w ostatnich latach XVIII wieku. Vancouver jest więc miastem młodym i może dlatego jego rozwój był tak dynamiczny. od wielu lat miasto znajduje się wysoko na liście 'najlepszych miejsc do mieszkania na ziemi', a jedynym minusem położenia jest zmienna i kapryśna pogoda.

Olimpiada z pewnością była pewnym bodźcem do poprawienia wizerunku metropolii, jednak władze miasta za dużo do poprawy nie miały. nasze pierwsze godziny w Vancouver to w dużej mierze zachwyt nad idealnym wręcz porządkiem i perfekcyjną starannością. te wszystkie równe krawężniki, niewielkie 'wyspy' zieleni i kwiatów, liczne parki z małymi jeziorkami, ścieżki rowerowe, parkingi, boiska sportowe i ogólna czystość. nad wszystkim góruje cudowna architektura wpasowana w położenie i koloryt okolicy. Jan Morris powiedział kiedyś, że jest to miasto, w którym każdy chciałby zamieszkać.. i rzeczywiście, po prawie roku mieszkania w Seattle różnicę na korzyść Vancouver dostrzega się po chwili.. może to dziwnie zabrzmi, ale wszyscy mieszkańcy mogą uznawać się za napływowych. oprócz potomków pierwszych brytyjskich osadników mieszka tu bardzo silna reprezentacja Irlandczyków i Niemców, ale są również Włosi, Ukraińcy, Chińczycy i ponad 20 tys Polaków..



















23

kwi
2010

Vancouver cz. III -- Gastown, historyczna dzielnica..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 00:52

tragedia 10-go kwietnia zastopowała na trochę zarówno nasz kraj, jak i moją stronę. najpierw miałem nic o tym nie pisać, potem zmieniłem zdanie, ale ostatecznie zdecydowałem się pozostawić to wydarzenie bez komentarza -- jest wiele mądrzejszych od tomxx.net stron, na których powiedziano już wszystko. od siebie tylko trzy krótkie zdania: najbardziej boli śmierć osoby spotkanej osobiście. z wszystkich, którzy zginęli, dane mi było spotkać tylko jedną osobę, prezesa PKOl-u, Piotra Nurowskiego. rozmawiałem z nim niespełna półtorej miesiąca temu w Vancouver podczas Igrzysk. i nigdy nie zapomnę jego radości z sukcesu Justyny Kowalczyk.

jedziemy dalej, bo jak się można było tego spodziewać, świat nie zwolnił ani na chwilę. ostatnie wrażenia z Vancouver, a później kolejne wyjazdy..

jak wspomniałem wcześniej Vancouver jest miastem młodym. jego najstarszą, historyczną część stanowi dzielnica Gastown, znajdująca się na nieco z boku zatłoczonego Downtown. pierwsze budynki powstały tu w 1867 roku, a sama nazwa pochodzi od Jacka 'Gassy' Deightona -- marynarza, który otworzył tu pierwszy w mieście saloon. dla takich miejsc warto odwiedzać światowe miasta: wspaniale zadbana historyczna architektura, rozległe uliczne kafejki, małe butiki, restauracje i kluby. coś jak mix Amsterdamu z wąskimi alejkami angielskiego Brighton. niezły klimat i jedna z głównych atrakcji miasta..

najbardziej znaną atrakcją Gastown jest jednak .. zegar parowy. wybudowano go w 1977 roku na ulicznym wylocie pary, częściowo aby uniemożliwić bezdomnym spanie w tym miejscu. zegar kilkakrotnie się psuł i musiał być zasilany energią elektryczną, jednak jego dzisiejsza praca opiera się całkowicie na początkowym pomyśle pary. co piętnaście minut zegar wydaje specyficzny dźwięk za pomocą zainstalowanego w środku gwizdka parowego. więcej informacji o zegarze znajduje się na stronach wiki.