Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

07

sty
2009

autostradą nad Pacyfikiem

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 10.04

artykuł dla portalu Bermudy.pl: link.

Zwiedzając zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych nie sposób pominąć jednej z najpiękniejszych tras widokowych świata. Ciągnąca się wzdłuż Pacyfiku Autostrada Numer 1 to niespotykane połączenie krętej drogi, śmiało przerzucanych nad urwiskami mostów, nieskazitelnej przyrody i orzeźwiającego wiatru. Dla samych Amerykanów jest to miejsce kultowe.

Podróżowanie po Stanach Zjednoczonych kojarzy się zwykle z widokiem prostej, rozpalonej słońcem i ciągnącej się aż po horyzont autostrady. Wypożyczony samochód, tysiące kilometrów bezdroży i wszechogarniająca nas wolność. Sami Amerykanie opisują tego rodzaju drogi słowem classic i najczęściej mają na myśli dwie kultowe trasy swojego kraju: resztki legendarnej Route 66 (lub inne przecinające pustynie szosy Arizony, Nevady czy Utah) oraz Autostradę Numer 1. W przeciwieństwie do jednolitych (co wcale nie znaczy nudnych) pustynnych tras łączących Las Vegas z kanionami i parkami krajobrazowymi , położona nad Oceanem Spokojnym droga to przede wszystkim cudowne krajobrazy.

California State Route 1, czyli Kalifornijska Autostrada Stanowa nr 1 łączy Los Angeles z oddalonym o 600 km na północ San Francisco. Odcinek ten można pokonać równolegle biegnącą autostradą międzystanową nr 5 (Interstate 5), a trasa nie powinna trwać dłużej niż 6 godzin. Jeśli jednak nie goni nas czas to warto poświęcić kilkanaście godzin i skorzystać z zaproszenia jednej z tablic z napisem scenic route. Linia brzegowa należy tu do jednych z najpiękniejszych na świecie, a wytyczona wzdłuż oceanu trasa ciągnie się przez ponad 200 km. Oficjalna nazwa autostrady zależy od lokalnych władz zarządzających konkretnym odcinkiem, tak więc możemy spotkać się z Pacific Coast Highway (PCH), California Highway 1, Pacific Highway, Seacoast Drive czy Ocean Boulevard. Droga w kilku miejscach pokrywa się z większą US101, którą warto przejechać pierwszą, mniej interesującą część trasy.

Wyjeżdżamy z Los Angeles i kierujemy się na północ, choć przewodniki radzą, aby trasę pokonywać w kierunku przeciwnym. Początek naszej drogi to prawdziwy poczet ?świętych" miasteczek, gdyż nasza autostrada pokrywa się ze starym szlakiem misji hiszpańskich, zwanym El Camino Real. Mijamy niewielkie wioski oraz tętniące życiem kurorty turystyczne: Santa Monica, San Buenaventura, Santa Barbara, Santa Maria czy San Luis Obispo. Najważniejszy odcinek autostrady nr 1 rozpoczyna się zaraz za Obispo, w miejscowości Morro Bay, i ciągnie się aż do Santa Cruz. To tutaj możemy podziwiać prawdziwe piękno zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Wraz z każdym mijanym zakrętem naszym oczom ukazują się fantastyczne widoki, a w najgorszej sytuacji pozostaje kierowca, który z uwagi na strome urwiska i częsty brak barierek oddzielających trasę od klifów nie może sobie pozwolić na podziwianie krajobrazów. Zaletą drogi jest różnorodność scenerii: widoki zmieniają się wraz z pokonywanymi kilometrami, od pustyni do pięknych zielonych wzgórz, od karłowatych wysuszonych krzewów, po kwiaty, palmy i ogromne sekwoje.

Zapierające dech w piersiach krajobrazy to nie jedyne atrakcje autostrady. Liczne parkingi umożliwiają odpoczynek, a niektóre z nich wyposażono w miejsca biwakowe. Można tu rozbić namiot i przenocować, przy czym należy samemu zarejestrować się w odpowiednim zeszycie oraz uiścić opłatę do specjalnie przygotowanej skrzynki. Jesienią woda jest tu zimna, tak więc z kąpieli korzysta wyłącznie wszechobecne tutaj ptactwo. Wiele parkingów (w większości opanowanych przez kalifornijskie wiewiórki) oferuje dostęp do szerokich, piaszczystych plaż. Do tych najbardziej znanych należą Salmon Creek oraz okolice Half Moon Bay. Po drodze mijamy zamek Hearsta, luksusową willę amerykańskiego magnata prasowego Williama Randolpha Hearsta. Warto również zwrócić uwagę na znajdujące się na trasie miasteczka: słynące z historycznej hiszpańskiej architektury Carmel, założone przez duńskich emigrantów Solvang, w którym kręcono nagrodzony Oskarem film Sideways, czy największe z nich Monterey, rozsławione w świecie w książce 'Tortilla Flat' noblisty Johna Steinbecka. Zachodnie wybrzeże Oceanu Spokojnego umożliwia obserwację wielorybów, jednak nam, w październiku, nie udało się dostrzec żadnego z tych ssaków. Docieramy w końcu do Big Sur i najbardziej charakterystycznego odcinka z mostem Bixby Bridge z 1932 roku. To kolejna z atrakcji, która sprawia, że rocznie odwiedza to miejsce ponad 6 milionów turystów.

Szybkie przejechanie trasy zajmuje zwykle jeden pełny dzień, choć oczywiście można tu spędzić nawet tydzień. Najczęściej dopisuje pogoda, lecz nawet w słoneczne dni niespodziewanie pojawia się tu mgła. Największym problemem może okazać się samochód pełen fotografów i prośby o zatrzymanie się co 200 metrów. Kolejna zatoczka, kolejny widoczek, który koniecznie trzeba sfotografować. I jeszcze jedno: warto zatankować do pełna, gdyż na trasie znajduje się tylko jedna niewielka stacja benzynowa.