Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

27

cze
2011

Great American Road Trip -- zapiski z trasy

kategoria: podróże, link bezpośredni

gdzieś w Kalifornii, 08:16

od kilku dni jesteśmy już w trasie. Nasza Wielka Amerykańska Wyprawa Samochodowa przewiduje przejechanie ok 6500 km przez 8 różnych stanów. po raz pierwszy jedziemy w piątkę: oprócz nas i po raz pierwszy Jakuba, Amerykę zwiedzają również moi rodzice, którzy przylecieli do nas do Seattle w zeszłym tygodniu. na razie mamy za sobą ok 1500km, przejechaliśmy już cały Waszyngton, przecięliśmy z północy na południe Oregon, gdzie odwiedziliśmy Park Narodowy Jeziora Kraterowego, teraz przebywamy w słoncecznej Kalifornii. wczoraj San Francisco, dzisiaj zrobiliśmy Pacific Highway nr 1, którą poprzednio poznawaliśmy z chłopakami w roku 2004. nocujemy gdzieś pośrodku niczego, dookoła całe zastępy Meksykaneiro, a jutro najpiękniejsze miejsce w okolicach -- park Yosemite. później Death Valley, dziki zachód w Bodie, pustynia w Nevadzie, Las Vegas, Grand Canyon, route 66, Horseshoe Bend, Antelope Canyon, Monument Valley, Mesa Verde, Arches i Salt Lake City. na koniec ponad 1000-km droga powrotna do domu. po Kalifornii czeka więc na nas Nevada, a później Arizona, Utah, na chwilę New Mexico, Kolorado, znowu Utah, Idaho, Oregon i dom. do tego dobra muzyka, miejscowe jedzenie i dużo słońca. rodzice dają radę, Kuba również, to jego pierwsza wielka podróż ;)

dokładna relacja po powrocie, nie zawsze mam siły, żeby wieczorami włączać jeszcze laptopa..

03

lip
2011

Great American Road Trip -- zapiski z trasy

kategoria: podróże, link bezpośredni

Salt Lake City, 08:47

przedmieścia Salt Lake City przywitały nas fajerwerkami. co prawda święto niepodległości dopiero za 2 dni, ale Amerykanie rozpoczynają zabawę już dzisiaj. ostatnie 3 dni wyprawy zamierzamy przeznaczyć na powrót -- na liczniku mamy zrobione już ponad 4 tysiące kilometrów. emocje i wrażenia zacznę opisywać już w przyszłym tygodniu, ale już teraz polecam poznanie zachodnich Stanów. jeśli macie trochę dolarów usd (dokładne koszty opiszę wkrótce) i 3 tygodnie czasu to takich widoków i takiego zróżnicowania krajobrazów nie ma nigdzie na świecie. gorąco polecam.

gorąco, bo dzisiaj po raz drugi musieliśmy zwolnić. temperatury tutaj są chore i nie nadają się do życia. lipiec to zdecydowanie nie jest optymalny czas na zwiedzanie zachodu. w Death Valley temperatura powietrza w cieniu wynosiła 42 stopnie, a była godzina 20! ciężko było oddychać. dzisiaj polegliśmy w Utah w parku Arches. 104 farenhajty w cieniu to ok 40 stopni celsjusza, w słońcu było tych celsjuszów ze 60.. nawet najkrótszy wysiłek w pełnym słońcu jest mordownią -- wlewamy w siebie galony wody, tylko po to, abyu zaraz je wypocić. klimatyzacja w samochodzie nie wyrabia. i tak jedziemy odliczając setki przebywanych kilometrów za pomocą czasu przejazdu. niekiedy nie spotyka się ludzkich osad na przestrzeni wielu mil, czasami osady indian Navajo są jedynymi podczas kilku godzin jazdy. kaniony, prerie, wyschnięta na pył roślinność. zresztą wkrótce wszystko to opiszę, bo wrażeń mamy mnóstwo..

14

lip
2011

Great American Road Trip, cz. 0 -- podsumowanie, na początek..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 00:32

już po powrocie z naszej najdłuższej samochodowej wyprawy -- łącznie, przy dźwiękach Johnego Casha i grupy The Highwaymen, przejechaliśmy ok 6000km, a trasa ciągnęła się z rodzimego Waszyngtonu, przez Oregon, Kalifornię, Nevadę, Arizonę, Utah, Idaho, znowu Oregon i znowu Waszyngton:

Great American Road Trip

nasz pierwotny plan został wykonany prawie w całości -- jedynym głównym miejscem, które opuściliśmy, były pozostałości osad Indian Pueblo w Mesa Verde w Kolorado. w zamian jednak przejechaliśmy dłuższy odcinek Autostradą Pacyficzną spędzając sporą część dnia w opiewanym w książkach Johna Steinbecka Monterey..

wiem że się powtarzam, ale dodam jeszcze raz, tak dla potomności -- zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych jest cudowne. jest malownicze, jest widowiskowe, niekiedy wręcz oszołamiające. jest rozległe jak jasna cholera, a odległości mają przełożenie na klimat i nieziemskie zróżnicowanie. podczas tej jednej podróży przejechaliśmy deszczowy Północny-Zachód, rzucaliśmy się śnieżkami w górach Oregonu, do kości przewiał nas pacyficzny wiatr w San Francisco, zakosztowaliśmy alpejskich wiosennych zieleni w górach Sierra Nevada. a potem... potem było już tylko cieplej -- każdy z pustynnych Stanów rzucił na nas całe zakumulowane długim dniem słoneczne ciepło, a Dolina Śmierci odebrała nam całkowita ochotę do życia.. ocean, płaskowyż, dolina, góry, wulkany, pustynia, jeszcze większa pustynia i jeszcze większe góry, tak w dużym skrócie.

zrobienie tylu kilometrów w niespełna dwa tygodnie to spore wyzwanie. i na to uczulałem rodzinkę -- będzie ciężko, obiecuję wam pot i zmęczenie, i .. setki kilometrów każdego dnia. ale te amerykańskie kilometry liczy się inaczej niż w Polsce -- liczy się czasem, gdyż drogi są tu tak wspaniałe, że, jak w kabarecie Dańca, przez cała trasę rozciąga się tu lotnisko Balice -- 7 pasów w jedną i w drugą w miastach, między miastami autostrady zwężają się do 4 pasów w każdą ze stron. przez całą wyprawę rodzice naliczyli 8 dziur. osiem dziur. przez cała wyprawę..

koszty: wyszło znacznie taniej, niż przewidywałem. po pierwsze zdecydowałem się wziąć własny samochód, więc odpadły koszty przelotu i wynajmu auta. pierwotny plan przewidywał lot do SF i wylot z Salt Lake City. noclegi: spaliśmy głównie w przydrożnych motelach sieci Motel 6. było czysto, blisko głównych autostrad i tanio -- za nocleg 4 osób płaciliśmy od $50 do $80 za dobę, z naciskiem na tą pierwszą kwotę. to o wiele mniej niż przewidywałem i jest to, moim zdaniem, najdogodniejszy sposób taniego podróżowania po USA. sieci tego typu jest wiele -- my przyzwyczailiśmy się do Motel 6 i nie żałujemy. ceny za nocleg są trochę droższe w Arizonie i Utah z uwagi na rozległe pustkowia. dodatkowo, w związku z 4. lipca wiele miejsc było pozajmowanych -- trzeba było kombinować, ale z internetem nie ma żadnego problemu. paliwo, wciąż 40% tańsze niż w Europie, łącznie na benzynę wydaliśmy ok $500. na pustyniach trzeba uważać -- stacji nie ma niekiedy na odcinkach 50-100km. łączny koszt wyprawy, z dodatkami typu roczny pass do wszystkich parków narodowych ($80), wyniósł nas ok $2200. dla czterech osób to naprawdę niewiele.

w kolejnych notkach będziemy opisywać odwiedzone miejsca -- lipiec na tomxx.net w całości poświęcony więc będzie Naszej Amerykańskiej Wyprawie Samochodowej.. stay tuned.

14

lip
2011

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 18:52

pierwszy dzień wyprawy był ambitny i przewidywał przejechanie ok 1200 km na południe aby nocować gdzieś w pobliżu San Francisco. jedynym miejscem, które mieliśmy odwiedzić w Oregonie było Jezioro Kraterowe, położone w południowej części Gór Kaskadowych. z autostrady nr 5 ciągnącej się od kanadyjskiego Vancouver to granic Meksyku zjeżdżamy na południowy wschód i mniejszymi drogami pniemy się w górę. krajobraz ciekawy, dużo jezior, lasy dookoła, co jakiś czas jakaś mała ludzka osada. jest końcówka czerwca, doliny Oregonu wreszcie się zazieleniły, jednak droga prowadzi nas coraz wyżej i wyżej i po pewnym czasie zaczyna się śnieg..

Crater Lake rzeczywiście wygląda malowniczo -- tafla jest jeszcze zamarznięta, ale mocno niebieski odcień wody przebija się nawet mimo lodu. jezioro powstało ok 7.7k lat temu w wyniku wybuchu i zapadnięcia się wulkanu Mount Mazama, a powstałą w ten sposób kalderę wypełniły wody opadowe. jezioro należy do najgłębszych na świecie, ale jego wizytówką jest kryształowa wręcz woda (widoczność sięga podobno 40 metrów). po zachodniej stronie jeziora piętrzy się Wizard Island, Wyspa Czarodzieja. jest to pozostałość lawy wyrzuconej podczas wybuchu wulkanu a jej wysokość sięga ponad 200 metrów ponad taflę wody. jest to stały obiekt westchnień wszystkich fotografów odwiedzających to miejsce.

dookoła krateru prowadzi droga, na której co jakiś czas zainstalowano punkty widokowe. poniżej 3 panoramki z tych miejsc złożone z 5 do 9 osobnych fotek, tutaj, tutaj i tutaj linki bezpośrednie bez użycia lightboksa:

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

15

lip
2011

Great American Road Trip, cz. 1.1 -- Crater Lake, Oregon, pozostałe zdjęcia..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 22:39

i jeszcze trochę pozostałych zdjęć z Crater Lake. dojazd do parku to długa i kręta droga ciągnąca się dolinami wzdłuż rzek, jezior i niewielkich wodospadów. mimo wysokiej temperatury śnieg wciąż pokrywał znaczną część wulkanu -- ścieżek i szlaków w ogóle nie było widać, co jakiś czas z pokrywy wysuwały się tylko parkowe tablice informacyjne...

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

Great American Road Trip, cz. 1 -- Crater Lake, Oregon

18

lip
2011

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 19:17

if you're going to San Francisco.., upewnij się, że ubrałeś się ciepło. mimo lata i przejściowego słońca, SF przywitało nas chłodem, mgłą i porywistym wiatrem. dawno nigdzie tak nie zmarzłem jak w Mieście nad Zatoką (The City by the Bay)..

SF, jak większość innych miast Ameryki, zostało założone przez hiszpańskim konkwistadorów, choć dzisiaj jest to twór tak kosmopolityczny, że można doszukać się tu wpływów kulturowych z całego świata. do miasta wjeżdżamy od strony północnej przez ikonę tego miejsca, most Golden Gate. przejazd przez most jest płatny ($6, ale chcąc wjechać od strony wschodniej musimy zrobić dodatkowo kilkadziesiąt kilometrów objeżdżając cała zatokę), ale można skorzystać z punktów widokowych i porobić ujęcia z góry lub z dołu tej ponad 70-letniej konstrukcji. mikroklimat tu panujący wytwarza mgłę, która pokrywa Golden Gate przez okrągły rok -- podobno najlepszą porą jest oglądanie go tuż przed zachodem słońca. auto zostawiamy przy marinie -- to rzut beretem od sławnego Fisherman's Wharf i więzienia Alcatraz (bilety trzeba zamówić ze sporym wyprzedzeniem), skąd można rozpocząć zwiedzanie SF. również stąd odchodzi jedna z linii kolejki linowej, na którą warto kupić bilet na cały dzień ($18 od osoby). miasto leży na wielu wzgórzach, chodzenie to w górę to w dół może być bardzo uciążliwe. San Francisco jest tego typu miastem, do którego można wybrać się bez przewodnika i włócząc się bez celu podziwiać wspaniałą architekturę. warto usiąść na chwilę na głównym placu w centrum -- Union Square -- i po prostu poobserwować ludzi. ale o tym w kolejnej notce.. atrakcji jest cała masa, my jednak spędzamy w mieście tylko jeden dzień i ruszamy na południe, wzdłuż Pacyfiku..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco.. Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..
Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

21

lip
2011

Great American Road Trip, cz. 2.1 -- San Francisco -- ludzie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:20

kilka portretów strzelonych w SF -- właściwie głównie dziewczyn o ciemnej karnacji, choć nie był to zabieg celowy.. siedząc na Union Square byliśmy świadkami flash mob-a w temacie Michaela Jacksona -- gruba ok 60 osób zebrała się szybko, odtańczyła 3 piosenki, rzuciła kapeluszami i rozeszła się w tempie błyskawicznym..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco..

23

lip
2011

Great American Road Trip, cz. 2.2 -- San Francisco -- China Town..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 06:38

China Town w San Francisco jest najstarszą społecznością chińską w Ameryce Północnej i największym tego typu skupiskiem poza Azją. to założone w 1840 roku miasto w mieście jest niezwykle ważnym kulturalnie i historycznie elementem życia społeczności azjatyckich i, co ważne, nadal utrzymuje swój unikalny kulturalnie charakter. China Town jest zamkniętą enklawą posługującą się własnym językiem, religią i obyczajami, o których mogliśmy się przekonać zagłębiając się w tą chińską plątaninę ulic. wieczorami ludzie gromadzą się na placach i ... łupią w karty na dziesiątkach stolików i murków. grają na pieniądze w jakąś ciężką do zdefiniowania grę, przy czym pieniądze pojawiają się i znikają w jakimś horrendalnie zawrotnym tempie. grają wszyscy, wliczając w to 80-letnie staruszki. do tego restauracje -- na przecięciu kilku uliczek jest ich podobno 300 -- zachęcające (lub wręcz przeciwnie) wytwornymi chińskimi daniami, w tym pieczonymi w całości (czyt. razem z głową) kogutami rozwieszanymi na sznurkach nad chodnikiem.. tak jak przystało na chińską osadę, na ulicach jest brudno, dookoła walają się papiery, jest głośno i aromatycznie pachnąco..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco -- China Town..Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco -- China Town..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco -- China Town..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco -- China Town..Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco -- China Town..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco -- China Town..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco -- China Town..Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco -- China Town..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco -- China Town..

Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco -- China Town..Great American Road Trip, cz. 2 -- San Francisco -- China Town..

25

lip
2011

Great American Road Trip, cz. 3 -- skaliste wybrzeże Pacyfiku..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 20:17

nad kalifornijskie wybrzeże Pacyfiku wróciłem po latach by, podobnie jak dawniej, przejechać się kultową Jedynką. tym razem notka nie będzie jednak omawiała trasy (bo na drogę w fizycznym znaczeniu przyjdzie jeszcze pora w kolejnych notkach tej wyprawy), a skupi się na widokach. krajobrazy są fajne -- takie połączenie poszarpanych klifów irlandzkich z palącym słońcem wybrzeża chorwackiego i wielokrotnie warto się zatrzymać i popatrzyć w błękitne wody Oceanu Spokojnego. wybrzeże to właśnie takie miejsce do patrzenia. bo słońce pali, wiatr chce urwać głowę, a wody oceanu są lodowate. i tylko widoki są idylliczne, nawet na zdjęciach wyłącznie wakacyjnych fotografów...

Great American Road Trip, cz. 3 -- Pacific Coast..

Great American Road Trip, cz. 3 -- Pacific Coast..

Great American Road Trip, cz. 3 -- Pacific Coast..Great American Road Trip, cz. 3 -- Pacific Coast..

Great American Road Trip, cz. 3 -- Pacific Coast..

Great American Road Trip, cz. 3 -- Pacific Coast..

Great American Road Trip, cz. 3 -- Pacific Coast..

Great American Road Trip, cz. 3 -- Pacific Coast..

Great American Road Trip, cz. 3 -- Pacific Coast..

Great American Road Trip, cz. 3 -- Pacific Coast..

Great American Road Trip, cz. 3 -- Pacific Coast..

29

lip
2011

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- Monterey i przywitanie z Pacyfikiem..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 02:34

taka trochę personalna notka, ale .. i wydarzenie doniosłe, bo 60% Ankudowiczów wita się z Oceanem Spokojnym! najpierw ocean wita nas pięknymi widokami, a potem tata bez przygotowania i z rozbiegu podaje wodzie głowę wraz z całym ciałem. woda odpłaca temperaturą dwóch stopni Celsjusza. potem mama podaje oceanowi nogę w obecności surferów. Agata i ja z oceanem jesteśmy już od dłuższego czasu zaprzyjaźnieni, za to Kuba właśnie zdobył swojego pierwszego, przerażających rozmiarów, kumpla. co prawda jeszcze nie nawiązali fizycznego kontaktu, ale jeden wyraził radość ze spotkania kopniakami w brzuch mamy, drugi ochoczo omotał go wiatrem.. potem mieliśmy obiad w historycznej części Monterey -- całe miasteczko od lat żyje z oceanicznych połowów, więc wszystkie restauracje serwują w zasadzie to samo, z kremem z krabów na czele. w ogóle to rybacy doczekali się tu pomników; rzekłbym, taka nasza Ustka, tylko w bardziej słonecznym wydaniu..

od teraz posuwamy się już tylko na wschód -- cel następnego dnia: Yosemite National Park!

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

Great American Road Trip, cz. 3.1 -- przywitanie z Pacyfikiem..

30

lip
2011

Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 02:11

przez długi czas Yosemite należało do najpiękniejszych miejsc w mojej prywatnej hierarchii gwiazd krajobrazu. dopiero rok temu na pozycję lidera bajkowych pejzaży wysunął się park Yellowstone, choć Yosemite ma nad nim przewagę rozmiarów -- to co w Wyoming objeżdża się w 5 dni, tutaj w Kalifornii można zobaczyć w kilka godzin. Yosemite jest bowiem parkiem o wiele mniejszym, parkiem, w którym piękno natury skondensowane jest na przestrzeni kilku kilometrów. to dystans, jaki można przejść na nogach podczas zaledwie jednego dnia..

krajobraz gór Sierra Nevada zaczyna się już kilkadziesiąt kilometrów przed wjazdem do parku. zachodnia strona pasma jest stosunkowo stroma, a droga prowadzi krętymi dolinami porośniętymi ogromnymi sekwojami nad którymi dominują dolomity i popękane wzgórza magmowe. pniemy się więc ostro pod górę, rodzice wzdychają z zachwytu, a Mazda udaje, że jest silna, choć ja wiem, że wspinanie się na automatycznej skrzyni biegów z 5 osobami na pokładzie nie jest jej najsilniejszą stroną. stoki pasma sięgają zaledwie 1200m, ale wjeżdżamy prawie z pozycji zerowej.. po ponad godzinie kluczenia w dolinach docieramy do wjazdu do Parku -- jest ósma rano, poniedziałek, spory ruch i uśmiechnięta pani Rangerka. już przy Crater Lake kupujemy roczny pass do wszystkich parków narodowych w USA, teraz bierzemy więc tylko mapę i z życzeniami dobrej zabawy wjeżdżamy do Yosemite National Park.

dzisiejszy ukształtowanie parku to w skrócie zasługa wody i lodu. cienki jestem w opisie krajobrazów, bo nigdy nie kumplowałem się z Reymontem czy Mickiewiczem, więc aby zrozumieć tematy westchnień widokowych odesłać muszę do zdjęć poniżej. w dużym uproszczeniu: w Yosemite na niewielkim obszarze mamy do czynienia z pionowymi wręcz skałami, z wysokimi wodospadami, czystymi jak łza jeziorami i dzikimi w okresie wiosny i wczesnego lata rzekami. na swojej drodze można spotkać tu niedźwiedzia, choć znacznie prościej natknąć się na sarnę. jest wściekle zielono i wyjątkowo spokojnie -- ciszę przerywa tylko jednostajny huk odległych wodospadów i przytłumiony przez drzewa szum pobliskich rzek i strumieni. ta zieleń... ma w sobie coś, czego oczekujemy po Alpach szwajcarskich -- głębię koloru i taką jakąś czystość. gdy byłem tu z chłopakami w roku 2004 było już żółto, ale wtedy odwiedzaliśmy park w końcówce września. nawet jeziora i rzeki były wyschnięte..

teraz park żyje, na szlakach spotyka się ludzi, kursują parkowe autobusy, choć, jak pisałem powyżej, ze szlaku na szlak można w kilkadziesiąt minut przejść się na nogach. z parkowych guidów wybieramy 4 szlaki -- oglądamy wodospad, dwa jeziora, jakieś wyjątkowo poskręcane drzewa, kamienne mosty i oazę kamiennych piramidek tworzonych od lat przez odwiedzających. ale.. tu właściwie nie szlaki są ważne -- wszystko dookoła jest ciekawe, spokojne, pachnące żywicą i tysiącletnimi sekwojami. kręcimy się więc tu i tam, jemy obiad w drewnianym barze we wiosce Yosemite, spotykamy Polaków z Florydy, bo ja oczywiście występuję w naszych narodowych barwach. zielona dolina Yosemite jest tylko jedną z części parku -- na kolejne, już zdecydowanie inne odsłony tego niezwykłego miejsca zapraszam w kolejnych notkach.

Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..

Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..

Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..

Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..

Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..

Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..

Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..

Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..

Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..

Great American Road Trip, cz. 4 -- Yosemite National Park..

04

sie
2011

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 22:50

kończąc opisywanie Parku Narodowego Yosemite pokażę wam, jak bardzo różnią się dwie przeciwne strony tego obszaru. zachód jest zielony, ciepły i łagodny, a położona w wyższych partiach gór strona wschodnia -- skalista, surowa i dzika. przebijając się przez góry Sierra Nevada mkniemy malowniczą drogą nr 120 (tu mapa) -- granitowe szczyty i imponująca sceneria wulkaniczna towarzyszy nam przez dobre kilka godzin. krajobraz zmienia się diametralnie: niektóre odcinki straszą pustynią -- to obszary zniszczone ogromnymi pożarami, inne w znaczniej mierze wciąż (lipiec) pokryte są grubą warstwą śniegu. dookoła popękane masywy skalne, dotykalne potwierdzenie czystej siły drzemiącej w wodzie i temperaturze. często zatrzymujemy się na licznych punktach widokowych i podziwiamy okolicę. z daleka widać majestatyczny Half Dome i gdyby nie ciągła presja czasu podjąłbym całodzienną wspinaczkę na szczyt. ale gwiazdą jest sama droga -- piękna, kręta, równiutka jak stół bilardowy. 7 lat temu przejechaliśmy nią w przeciwnym kierunku, a zapamiętałem tę trasę z powodu Maćka, który kierując i podziwiając widoki zjechał na przeciwny pas wprost pod koła zbliżającego się samochodu.. po przecięciu największych wzniesień gór powoli zjeżdżamy na dół. wjeżdżamy w Wielką Kotlinę, miejsce zupełnie inne niż cała zachodnia Kalifornia...

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

Great American Road Trip, cz. 4.2 -- wschodnia strona Yosemite..

09

sie
2011

Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:28

przebiliśmy się przez góry Sierra Nevada i wróciliśmy, choć chwilowo, do cywilizacji. przywitało nas miłe miasteczko Lee Vining, które, podobnie jak inne tego typu osady, rozwinęło się na bazie osady górniczej. sklepy takich miasteczek są wspaniałą lekcją historii: można kupić tu wszystko, co jest związane z danym regionem, począwszy od indiańskich wyrobów, przez skóry niedźwiedzia, na kapeluszach kowbojskich kończąc..

jednak atrakcją tego miejsca jest Jezioro Mono, słonecznie odbijające się od setek kilometrów stepów dookoła. Mono Lake -- najstarsze jezioro Ameryki Północnej (powstało ok 760k lat temu), pozostałość po prehistorycznym jeziorze, które swego czasu było 5 razy większe niż obecnie, jest prawdziwym fenomenem. jest ono trzy razy bardziej zasolone niż ocean i 80 razy bardziej alkaliczne (czyli zasadowe). nazwane przez Marka Twaina 'kalifornijskim Morzem Martwym' przez wiele lat uważane było za środowisko, w którym nie mogą egzystować żadne organizmy. dopiero niedawno, jak pisze wiki, odkryto tu pierwsze znane mikroorganizmy, które nie tylko żyją i rozmnażają się w toksycznym środowisku arszeniku ale także potrafią używać arszeniku do budowy własnego DNA. oprócz bakterii żyją tu artemie i alkaliczne muchy, od których zresztą jezioro wzięło swoją nazwę. tutejsze muchy bowiem były cenione przez rdzenną ludność Paiute, która zjadała ich poczwarki i handlowała nimi wzdłuż gór Sierra Nevada. słowo mono oznacza właśnie zjadaczy much. główne atrakcje wybrzeża, motyw przewodni jeziora Mono, to wapienne iglice, zwane Tufa, stale formowane na przestrzeni ostatnich 900 lat. są to po prostu osady wapienne wydostające się z podziemnych źródeł, wtedy, gdy jezioro było jeszcze kilkukrotnie głębsze.

aby dostać się w pobliże South Tufa zjeżdżamy z drogi nr 395 i kierujemy się w kierunku Mono Basin National Forest Scenic Area. bocznymi drogami dojeżdżamy wreszcie do samego jeziora, w promieniu kilkunastu kilometrów nie ma tu nikogo, a na miejscu czeka na nas strażnik, płatny parking i czyste toalety. to national forest, więc respektują nasz roczny pass na parki narodowe Ameryki. drewnianym chodnikiem dochodzimy do jeziora, i podziwiamy iglice. dookoła, oprócz fajnych widoków, całe mnóstwo much obsiadających wilgotny piasek wybrzeża. z tatą, taka już nasza wrodzona ciekawość rodzinna, oczywiście próbujemy smak wody -- i potem przez kilka godzin nie możemy się pozbyć tego wstrętnego siarczano-słonawego posmaku w ustach...

Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5 -- Mono Lake..

10

sie
2011

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:42

jeszcze kilka zdjęć z okolic Mono Lake, niekoniecznie tych z jeziorem..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

Great American Road Trip, cz.5.1 -- Mono Lake..

12

sie
2011

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasteczko gorączki złota..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 00:33

jakiś czas temu opisywałem tu westernową osadę Winthrop -- jedno z tych świetnie utrzymanych amerykańskich 'malowanych' miasteczek tematycznych tłumnie odwiedzanych przez turystów. tym razem dotarliśmy do kalifornijskiego Bodie -- kawałka prawdziwego Dzikiego Zachodu, przesiąkniętego gorączką złota, krwią poszukiwaczy przygód i złą sławą tamtych czasów..

Bodie położone jest po wschodniej stronie pasma Sierra Nevada, upchnięte jakby w pustynne wzgórza porośnięte wyschniętymi i surowymi krzakami. wysoko na wzgórzach, w fizycznej izolacji, w niezwykle niesprzyjających warunkach klimatycznych (upalne lata i mroźne wietrzne zimy), odnaleziono złoto. wybuchła gorączka, rozpoczęły się inwestycje, zaczęto wydobycie. w 1874 r. Bodie rozrosło się do rozmiarów 10-tys miasta z 60 saloonami, kilkunastoma burdelami i całym tym brutalnym westernowym życiem. miejsce to pozostawało żywe aż do końca XIX wieku, kiedy złoto się skończyło, a miasto zostało porzucone. przez wiele lat było Bodie miastem-widmem, miejscem zawieszonym w próżni, wystawionym na nieubłagany upływ czasu, aż w 1962 r. przejął je stan, który do dzisiaj utrzymuje ok 150 budynków w stanie 'trwałego zniszczenia'. Bodie jest prawdziwe, a jego wygląd zbliżony jest do tego sprzed stu lat. zakurzone meble, pozostawione kubki, stoły, lampy, pożółkłe tapety, pokryte kurzem podłogi -- wszystko tak, jak pozostawiono je przed laty..

miasteczko miało okropną reputację -- w tradycji Dzikiego Zachodu standardem było powiedzenie 'zły jak człowiek z Bodie'. morderstwa zdarzały się nader często, do tego normą były napady na dyliżansy, salonowe bójki na noże, strzelaniny uliczne. istniało wiele miejsc, w których ludzie relaksowali się po ciężkich dniach w kopalniach, i gdzie niestety masowo ginęli. większość z nich pochowana jest na położonym na przyległym wzgórzu cmentarzu. zła sława Bodie goniła te najbardziej znane miasteczka gorączki złota, z ta różnicą, że Tombstone, Deadwood czy Dodge City do dziś mają swoich bohaterów (Wyatt Earp, Doc Holliday, Wild Bill Hickok), a życie bandziorów z Bodie poszło w zapomnienie.

Bodie jest dzisiaj parkiem stanowym, wjazd do niego jest płatny (6$ od osoby). spacerując po opuszczonym miasteczku wciąż można poczuć klimat Dzikiego Zachodu. można spojrzeć przez szybę do miejscowego saloonu i przyglądnąć się pokrytemu kurzem stołowi bilardowemu czy miejscu do gry w ruletkę, można odwiedzić zabytkowy kościół, hotel i dom rozpusty. można spojrzeć do szkolnej klasy wypełnionej ławkami i porozrzucanymi książkami, można dotknąć prawdziwej stacji benzynowej i znaku Shella przestrzelonego pistoletowymi kulami, można w końcu dostrzec na sklepowej ścianie kalendarz z 1932 roku -- niemy świadek ostatnich chwil życia tego miejsca.

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch.. Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto-duch..

Great American Road Trip, cz.6 -- Bodie, miasto widmo..

13

sie
2011

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:28

o upływie czasu najdobitniej świadczą relikty przeszłości -- porzucone samochody, metalowy złom maszyn górniczych, resztki drewnianych wozów, obręcze kół, narzędzia. niemi świadkowie dawnej świetności Bodie, w rdzy i kurzu, od stu lat w tym samym miejscu. jest coś specyficznego w takim spacerze po otwartej przestrzeni i obcowaniu z resztkami historii minionych pokoleń..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

Great American Road Trip, cz.6.1 -- Bodie, relikty przeszłości..

16

sie
2011

Great American Road Trip, cz.6.2 -- Bodie, wnętrza..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:33

do kilku budynków w Bodie można zajrzeć przez brudnawe i zakurzone szyby przenosząc się tym samym sto lat w przeszłość..

bar z pianinem i stołami do gry w ruletkę:
Great American Road Trip, cz.6.2 -- Bodie, wnętrza..

dom mieszkalny, klasyczny living room:
Great American Road Trip, cz.6.2 -- Bodie, wnętrza..

sklep z artykułami wszelkimi, na ścianie kalendarz z 1932 roku:
Great American Road Trip, cz.6.2 -- Bodie, wnętrza..

spożywczak:

Great American Road Trip, cz.6.2 -- Bodie, wnętrza..

saloon:
Great American Road Trip, cz.6.2 -- Bodie, wnętrza..

szkoła:
Great American Road Trip, cz.6.2 -- Bodie, wnętrza..

19

sie
2011

Great American Road Trip, cz.7 -- Death Valley National Park..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 20:16

Dolina Śmierci. sama nazwa tego miejsca budzi respekt, a dodając do tego lipiec, najgorętszą porę roku w Kalifornii, miejsce to przeradza się w grozę. Death Valley jest najgorętszym i najbardziej suchym rejonem Ameryki Północnej -- jest odosobnionym i wiecznie prażonym słońcem bezmiarem gór, kanionów i kotlin, w którym wegetacja roślin sprowadza się do absolutnego minimum. jest głęboką pustynią o niespotykanych nigdzie indziej temperaturach. do Doliny wjechaliśmy późnym popołudniem od strony zachodniej, długo klucząc krętą droga przebiliśmy się do Stovepipe Wells -- niewielkiej osady mieszczącej bazę rangersów, hotelik i mały sklep. była godzina ósma wieczorem gdy dotarliśmy do dużego termometru przy budce strażników -- skala wskazywała 42 stopnie Celsjusza w cieniu. gorący wiatr prażył nasze twarze, usta wysychały w jednej sekundzie, mama poczuła przenikający ból gorąca w gałkach ocznych. a to był wieczór, w południe musiało tu być przynajmniej 25 stopni więcej..

Dolina Śmierci jest również najobszerniejszym Parkiem Narodowym Ameryki: ciągnie się na długości ponad 200km, a jej szerokość sięga nawet 40km. najniżej położony punktem parku jest Badwater (82 m ppm, gdzie osadza się woda o niespotykanym zasoleniu), jest to jednocześnie największe obniżenie na obszarze obu Ameryk. a skąd nazwa? Dolina okazała się budzącą respekt przeszkodą dla zachodniej migracji w XIX w, a swe groźne miano zyskała w 1949 r, po tym, jak grupa emigrantów błąkała się po niej tygodniami szukając wyjścia. pod koniec XIX wieku i na początku XX w. okoliczne góry penetrowali poszukiwacze złota..

tym razem w Dolinie nie dało się oddychać, więc ominęliśmy sławne miejsca parku (Zabriskie Point, Dante's View, Zamek Scotty'ego), które z chłopakami odwiedziliśmy w 2004 roku. zatrzymaliśmy się przy piaszczystych wydmach w okolicach Stovepipe Wells i przy kopalni Boraksu, którego przemysłowa eksploatacja zaowocowała słynnymi wozami 20-mułowymi potrzebnymi do ciągnięcia białego minerału do odległych punktów przeładunkowych. mijamy również Furnace Creek, która to oaza wygląda na najpiękniejsze i najbardziej upragnione miejsce w tym całym pustynnym bezmiarze..

Great American Road Trip, cz.7 -- Death Valley National Park..

Great American Road Trip, cz.7 -- Death Valley National Park..

Great American Road Trip, cz.7 -- Death Valley National Park..

Great American Road Trip, cz.7 -- Death Valley National Park..

Great American Road Trip, cz.7 -- Death Valley National Park..

Great American Road Trip, cz.7 -- Death Valley National Park..

Great American Road Trip, cz.7 -- Death Valley National Park..

Great American Road Trip, cz.7 -- Death Valley National Park..

Great American Road Trip, cz.7 -- Death Valley National Park..

Great American Road Trip, cz.7 -- Death Valley National Park..

Great American Road Trip, cz.7 -- Death Valley National Park..

22

sie
2011

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 20:51

wydmy piaskowe w pobliżu Stovepipe Wells w połączeniu z potężnym, potrzaskanym w słońcu masywem górskim Doliny Śmierci, to nasze ziemskie odzwierciedlenie Arrakis, planety-Diuny z epopei Franka Herberta:

książę spojrzał w lewo na popękany w dole krajobraz Muru Zaporowego -- na rozpadliny udręczonej skały, na plamy żółtawego brązu porozrywane czarnymi liniami uskoków. jakby ktoś upuścił ten ląd z niebios i zostawił tam, gdzie się roztrzaskał. przecięli płytki basen z wyraźnymi konturami szarej łachy piasku rozlewającej się po nim z południowego wylotu kanionu. jęzory piachu wpadały do basenu suchą deltą zarysowaną na tle ciemniejszej skały. (..)

Paul wyjrzał przez okno. pod nimi spękany grunt zaczynał opadać wzburzonymi falami ku gołej skalnej płaszczyźnie i ostremu jak nóż szelfowi. za szelfem półksiężycowe paznokcie wydm szły aż po horyzont, z tu i ówdzie rozmazaną plamką, ciemniejszym kleksem mówiącym o czymś, co nie było piaskiem. być może wychodniami warstwy skalnej. w tym stężałym od upału powietrzu Paul nie był niczego pewny.


No Diuna, wypisz wymaluj Arrakis..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

Great American Road Trip, cz.7.1 -- Death Valley National Park -- wydmy..

27

sie
2011

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:46

szybki tranzyt przez Dolinę Śmierci trochę się przeciągnął i nad pustynią zapadła noc ciemna jak, nie przymierzając, hebanowy mieszkaniec Bronksu. ciężko nawet było stwierdzić w którym miejscu pustyni Mojave przecięliśmy granicę Kalifornii i Nevady, w każdym razie jakoś lekko przed północą niebo na horyzoncie zaczynało się rozjaśniać. nie, to jeszcze nie wschód słońca -- to Las Vegas wita nas blaskiem neonów z odległości kilkudziesięciu kilometrów. do miasta wbijamy się od południowego zachodu, od części sypialnianej, z willami poprzedzielanymi palmowymi ogródkami. o północy LV budzi się do życia -- na 6-ścio pasmowej autostradzie ciągnącej się przez miasto duży ruch, w ogóle to miejsce to wydaje mi się o wiele większe niż gdy byłem tu ostatnio. z oazy na pustyni Vegas przemienia się w półmilionowego kolosa, bez GPS-a ciężko byłoby dotrzeć do naszego hotelu..

hotel -- super standardy za darmochę. jest w tym jakaś poparta empirycznie prawidłowość, że lepiej ściągnąć klienta do własnego hotelu i dopłacić za jego pobyt, niż oddać go do konkurencji. klient przecież i tak wyda wszystko co ma wydać w kasynie na dole, stąd LV znany jest w Stanach z bardzo tanich lotów i jeszcze tańszych hoteli..

plan zakładał odpoczynek po kilku poprzednich mega-aktywnych dniach i pozostanie na miejscu przez pełne 2 dni, jednak, jak to zwykle bywa, potoczyło się trochę inaczej. stolica rozrywki wciągnęła nas rankiem i wypuściła późną nocą, z kilkudziesięcioma dolcami mniej w kieszeniach. hazardowaliśmy delikatnie, żadnych tam black jacków, same maszyny, które jak to one więcej biorą niż wypłacają. największym szczęściem może poszczycić się mama, największym pechowcem cała reszta naszej wycieczki. godziny upływały szybko, kasyno za kasynem, każde inne, każde bardziej wystrzałowe, kolorowe, głośne i plastikowe. dookoła muzyka, dźwięki, tysiące turytów i ostre słońce. i tak do upadłego, 24h na dobę, ludzie zmęczeni emocjami i temperaturą tego miejsca.. ale mimo wszystko warto tu przyjechać -- The Strip, czyli główny 4-pasmowy bulwar LV, jest kwintesencją serca światowej rozrywki. mieści w sobie wszystko to, czego potrzebuje człowiek. i wszystko skumulowane jest na 7km po obu stronach wielopasmowej drogi.. a wieczorami rozrywka się potęguje: tu koncert, tam show, tu gala boksu, tam światowa premiera filmowa. i wszędzie pieniądze i drogie perfumy. takie to właśnie jest to Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

Great American Road Trip, cz.8 -- Las Vegas..

01

wrz
2011

Great American Road Trip, cz.9 -- Hoover Dam..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:44

opuszczamy Las Vegas wczesnym rankiem, gdy na ulicach nie ma jeszcze nikogo, a słońce cudownie przebija poranny chłód pustyni. kierujemy się na wschód -- przed nami daleka droga, właściwie jedna z najdłuższych jednorazowych tras -- musimy przebić się przez Nevadę do Arizony, przejechać kultową 66-tką, dotrzeć i zobaczyć Grand Canyon od strony południowej, a późnym wieczorem dojechać do miejscowości Page na północy stanu. nie uprzedzając jednak kolejnych notek pierwszym przystankiem tego wymagającego dnia jest Hoover Dam. Zapora Hoovera to przeogromne dzieło inżynieryjne, tama, która w czasie swojego powstania (1933) była największą betonową budowlą na świecie i jednocześnie największą elektrownią wodną. jeszcze gdy byliśmy tu 7 lat temu po drodze położonej na tamie można było przejechać samochodem -- właściwie była to jedyna w tej okolicy droga łącząca Arizonę z Nevadą. dzisiaj droga ta już nie istnieje (kilkaset metrów za tamą ułożono barykady mające chronić tamę przed atakami terrorystycznymi), a cały ruch puszczono autostradą po nowym moście. fajną fotorelację z budowy tego mostu możecie zobaczyć tutaj. oprócz barykad mieści się tu stały posterunek armii, która chroni konstrukcję, a czasem i sprawdza wjeżdżające samochody, czy aby nie wwozi się tu jakieś bomby. w ogóle jest inaczej: pobudowano piętrowe parkingi, toalety, jakieś sklepy, zrobiło się bardziej ekskluzywnie. tama budzi szacunek, choć z wysokości ciężko ocenić jej rzeczywistą wielkość: ponad 200 m w pionie, prawie 400 długości. myślę, że najlepiej prezentowałaby się z dołu, z samego poziomu rzeki Kolorado. tam jednak nigdy raczej nie dotrę.. poza tym otaczające tamę krajobrazy, skały, kaniony, zniekształcają wyobrażenie wielkości. wszystko tu jest jakieś taki amerykańsko wyolbrzymione..

przy fladze i tablicach upamiętniających budowę tamy znajduje się pomnik na którym widnieje inskrypcja: 'It is fitting that the flag of our country should fly here in honor of those men who, inspired by a vision of lonely lands made fruitful, conceived this great work and of those others whose genius and labor made that vision a reality.' czyli po naszemu: stosownym jest, aby flaga naszego kraju powiewała w tym miejscu upamiętniając tych ludzi, którzy zainspirowani wizją uczynienia odludnych terenów płodnymi stworzyli zarys tego przedsięwzięcia, jak również tych innych, których geniusz i praca zmieniły tę wizję w rzeczywistość..

Great American Road Trip, cz.9 -- Hoover Dam..

Great American Road Trip, cz.9 -- Hoover Dam..

Great American Road Trip, cz.9 -- Hoover Dam..

Great American Road Trip, cz.9 -- Hoover Dam..Great American Road Trip, cz.9 -- Hoover Dam..

Great American Road Trip, cz.9 -- Hoover Dam..

Great American Road Trip, cz.9 -- Hoover Dam..

Great American Road Trip, cz.9 -- Hoover Dam..

Great American Road Trip, cz.9 -- Hoover Dam..Great American Road Trip, cz.9 -- Hoover Dam..

Great American Road Trip, cz.9 -- Hoover Dam..

Great American Road Trip, cz.9 -- Hoover Dam..

21

wrz
2011

Great American Road Trip, cz.10 -- historic Route 66..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 08:35

no dobra, znowu jesteśmy w drodze.. po opuszczeniu Tamy Hoovera mkniemy nowiutkim i gładkim jak dno Doliny Śmierci asfaltem trasy nr 93 na południowy wschód. mijamy ujmująco brzmiącą tylko w nazwie osadę Grasshopper Junction, gdzie tłusty Tony ma swoją pizzerię pośrodku niczego. przemierzamy hrabstwo Mohave, ze swoimi mizernymi chatkami Indian, opuszczonymi miastami i grzechotnikami wyciągniętymi do słońca na niezmierzonych przestrzeniach porośniętych jedynie suchymi kępami ubogiej roślinności. po jakimś czasie po przeciwnej stronie drogi zauważamy tory kolejowe, a na zbiorniku z wodą odczytujemy napis: Welcome to Kingman, heart of historic Route 66. dojechaliśmy do jedynego większego miasta w tej okolicy, Kingman, Arizona, który leży na przecięciu trzech ważnych szlaków drogowych: drogi nr 93 z Las Vegas, autostrady międzystanowej nr 40 (przecinającej całe południowe Stany niczym piła i łączącej Kalifornię z Oceanem Atlantyckim aż w Północnej Karolinie. chyba nie ma nigdzie takich długich dróg jak w Ameryce: 40-stka ciągnie się niemal w prostej linii na długości 4100km!!) i legendarnej drogi nr 66..

Route 66 jest naszym najbliższym celem. legendarna droga zwana Matką Wszystkich Dróg, Mother Road, czy Główną Trasą Ameryki, Main Street of America, służyła milionom ludzi przez ponad 50 lat, do momentu wybudowania zupełnie nowego systemu autostrad. jej początki sięgają roku 1926, jednak musiało minąć jeszcze kilka lat, kiedy asfalt pokrył całą 3939-kilometrową trasę łączącą Chicago z Los Angeles, a później z Santa Monica. to droga migracji całych społeczności, szukania lepszego życia na mitycznym Zachodzie, w końcu legenda przemierzających Amerykę w tę i z powrotem trampów barwnie opisywanych u Kerouac-a w swoim autobiograficznym arcydziele.. kierując się już tylko na Wschód mijamy linię kolejową kompanii Burlington Northern Santa Fe i po kolejnej godzinie lub dwóch namierzamy Seligman. z tym miejscem wiąże się ciekawa historia, która odcisnęła na mnie pewne piętno i którą zawsze powtarzam podczas piwnych posiadówek z przyjaciółmi. warto więc ją przypomnieć..

kilka lat temu, podczas mojej pierwszej przygody z Zachodem jesienią 2004 roku, spędziliśmy cały dzień na północnym krańcu Wielkiego Kanionu, i jako że następnego dnia mieliśmy już odlot z LV do NY, zaczęliśmy kierować się na południe i z powrotem do Vegas. Kanion opuściliśmy późnym wieczorem, objechaliśmy go od strony wschodniej i dolatując do międzystanowej 40-stki mieliśmy kierować się na zachód. od Vegas dzieliło nas wtedy ok 4 godzin jazdy, jakieś 500km. przed samym zjazdem na autostradę zmieniliśmy się za kierownicą, stery objąłem ja, a zmęczone chłopaki posnęły w ciepłym samochodzie. i tak mknąłem przez noc, w obcym świecie, jakby we śnie, będąc sam w swojej wieczności za kółkiem, mijając jakieś zagubione małe miasteczka migające tylko w ciemnościach, a innym razem prując przez wiele kilometrów bez jakiejkolwiek oznaki życia ludzkiego. z głośników dobiegał ponury głos Kazika z jednej ze starszych płyt Kultu (chyba Spokojnie z 1988r), droga biegła prosto jak strzała, a ja czułem się wyjątkowo jadąc tak w nieznane naszym wypożyczonym na lotnisku Dodgem Stratusem. na zewnątrz zimno, ciemno jak w piekle, świat we władanie przejęła pustynna noc, a ja wlokłem się do przodu mijając hurtowo wielkie amerykańskie 18-kołowe ciężarówki i myśląc nie wiadomo o czym. jedyną atrakcję stanowiły tablice drogowe i odliczanie w dół odległości do Albuquerque i innych miast tej części świata. no właśnie, Albuquerque. że też nie podkusiło mnie wcześniej wziąć do ręki mapę, że nie zastanowiłem się, że Albuquerque nie znajdowało się nigdzie wśród planów naszej wycieczki. olśnienie przyszło nagle gdy mknąc 130 na godzinę na poboczu mrugnął mi nagle napis głoszący: Welcome to New Mexico State! zamiast na Zachód, skręciłem na Wschód! zrobiłem 257 kilometrów w przeciwnym kierunku, tak więc teraz do zrobienia było już prawie 800! mijała północ, a ja czułem się jak idiota. za sterami siadł Maciek, a Crio objął funkcję nocnego pilota -- coś tam oboje poszemrali pod nosem, ale oficjalnie żadnej pretensji z siebie nie wyrzucili. ja poszedłem spać. znowu mijamy bezmierne pustkowia Holbrook i Winslow, mkniemy obok Parku Narodowego Skamieniałego Lasu i Krateru Meteorytowego docierając w końcu do serca arizońskiej pustyni -- miasteczka Flagstaff. po 2.5h obudzono mnie dokładnie w tym samym miejscu, w którym źle skręciliśmy. znowu siadłem za kierownicą, była druga w nocy, a do przejechania wciąż kawał drogi. prułem więc przez Williams, Ash Fork i Seligman, gdzie odruchowo postanawiłem skręcić na drogę 66. było jakoś przed 3 na ranem, radio automatycznie (poważnie, do dzisiaj nie wiem jak to się stało!!) przełączyło się na rozgłośnię Route 66 grającą klimatyczną muzykę westernową i przy takich dźwiękach wjechaliśmy do centrum Seligman. jest to miasteczko-muzeum, miejsce gdzie czas się zatrzymał, gdzie na drogach stoją stare krążowniki szos, gdzie stare knajpy wyglądają tak samo na przestrzeni ostatnich 50 lat, gdzie w kiczowaty trochę sposób zatrzymano rozwiewający się legendarny klimat Route 66. Luke spał w samochodzie, ale Maciek, Crio i ja spędziliśmy na dworze jakąś godzinę, robiąc zdjęcia i zachwycając się ciszą tamtej szczególnej nocy.. bo hej, takie rzeczy się pamięta, mimo że wtedy wyszło głupio, to jednak coś fajnego wtedy przeżyliśmy..

i właśnie do tego samego miejsca postanowiłem zabrać Agatę i rodziców. nie pamiętałem nawet nazwy, ale szybko udało mi się ją odszukać na panoramio. Seligman w ogóle nie zmieniło się od tamtego czasu: nadal znajdują się tu te same stacje benzynowe z lat 60-tych, te same Lincolny, te same nawet manekiny. wielkie neony i niezliczone tabliczki Route 66 przypominają tamte oszałamiające, podobno, lata 60-te. jest też restauracyjka Juana Delgadillo, prowadzona niezmiennie od 1953 roku. po śmierci założyciela w 2004 roku stery przejęli jego synowie, a cała historia wypisana jest na artykułach na ścianie zajazdu. przejrzyjcie powyższy link do wiki, to naprawdę niesamowite miejsce, w którym oczywiście jemy klasycznego amerykańskiego hamburgera z frytkami, popijając wszystko colą. na miejscu kupujemy również trochę pamiątek, ja występuję do fotek w moim nowym śnieżnobiałym t-shircie, Agata podrywa nieśmiertelnego Elvisa z plastiku, tata pręży się przy Merilyn, a mama wspina się na pokład zabytkowego kabrioleta..

jeśli czegokolwiek mogę żałować to, jak zwykle, braku czasu. bo w dalszą drogę ruszyliśmy już autostradą, a Route 66 wygląda na tym odcinku tak bajkowo..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

Great American Road Trip, cz.10 -- Route 66..

23

wrz
2011

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:13

do Flagstaff jednak nie dojeżdżamy, bo nasz przyjaciel czas wciąż ma dla nas inne plany. w miasteczku Williams odbijamy na północ i drogą nr 64 z żółtymi pasami pośrodku kierujemy się w stronę południowej grani Wielkiego Kanionu. po prawej stronie za rozległymi przestrzeniami arizońskiej pustyni ciągną się szaroczerwonawe wzniesienia wzgórza Mesa Butte, a po chwili krajobraz się normuje i preria powoli przemienia się w przyjemniejsze do życia środowisko. na horyzoncie wielkie, blado-jaskrawe rozgrzane słońce Arizony, ale po chwili wjeżdżamy w zielony krajobraz, zaczynają się nawet jakieś niewielkie skupiska drzew, jest jakby chłodniej..

przy wjeździe do Parku Narodowego standardowo otrzymujemy w pakiecie uśmiech rangera, mapkę oraz lokalną parkową gazetę, a następnie kierujemy się drogą South Entrance Road aż do Grand Canyon Village -- największego parkingu przy Wielkim Kanionie. setki samochodów, kilka budynków, muzeum i wielu wielu ludzi, szybko więc pakujemy się w kursujący co kilka minut parkowy autobus i jedziemy oglądać tą słynną dziurę w ziemi. darmowe autobusy (park shuttle) są super rozwiązaniem, trasy ciągnące się wzdłuż Rim Road podzielone są na bliższe i dalsze wg kolorów, a turyści mogą wyskoczyć na danym przystanku, obejrzeć kanion i wskoczyć w następny bus. odwiedzamy w taki sposób 4 czy 5 miejsc, by przekonać się, ze kanion wszędzie wygląda podobnie. niektóre z miejsc są bardziej cywilizowane (toalety, barierki i inne duperele), inne mniej, każdy znajdzie coś dla siebie. w jednym z miejsc spotykamy spoconego jak ruski termos Polaka z Chicago, który właśnie wrócił z 2-dniowej wycieczki na dno kanionu. na dole jest schronisko, możliwość przenocowania, a samo zejście trwa 4-5 godzin. można liczyć na własne nogi, można też skorzystać z osła -- do wynajęcia w jednej z miejscowych firemek. trzeba (!!) zabrać sporo wody, liczne ostrzegawcze tablice przypominają o śmierci osób z odwodnienia. my oczywiście mamy presję czasu więc druga moja wizyta w tym miejscu (wcześniej na północnej grani) nie przyniosła mi szansy zejścia na dno i zanurzenia się w rzece Colorado, która od milionów lat rzeźbi wnętrze kanionu. w innym, dość dalekim na wschodzie miejscu kanionu znajdujemy dla siebie cichy zakątek i odpoczywamy. sami, w pięcioro, tuż nad przepaścią. dokoła panuje cisza, którą ciężko nawet opisać. jesteśmy my, wiatr i ptaki. siedzimy na wyschniętym kawałku wiekowego drzewa, słońce powoli chyli się ku zachodowi, jest dobrze. zabieram się za robienie zdjęć, a cztery z poniższych panoram powstały właśnie tu..

pierwsze ujęcie jest cropem panoramy ostatniej, z moim cieniem. pomyślałem, że zdjęcie z cieniem jest cool, choć może rozpraszać przy odbiorze, a że panorama składa się z 6 pojedynczych ujęć, to było z czego ciąć. 2 kolejne wywołane w ostrym pomarańczowym presecie chyba najbardziej mi się podobają -- nadają taki wyrazisty klimat temu miejscu i choć trochę to efekt naciągany, to jak dla mnie robi wrażenie. najdłuższa panoramka powstała z 12 ujęć ze słońcem pośrodku, stąd niebo trochę wypłowiałe. sprawne oko dostrzeże tu mojego tatę, stojącego samotnie na krawędzi po lewej stronie kadru..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

29

wrz
2011

Great American Road Trip, cz.10.1 -- Grand Canyon..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 02:18

trochę fotek osobistych z Kanionu, a oprócz tego skały, skały i jeszcze trochę skał.. nie znam się i nie zajmuję geologią, ale myślę sobie, że chyba nie ma innego takiego miejsca na ziemi gdzie upływ lat jest tak bardzo widoczny jak tutaj. warstwa na warstwie, przez miliony lat odkładane na dnie prastarego oceanu, a teraz wszystko to obnażone jak sam król w koszuli, przed naszymi oczami.. i pomyśleć, że okres kształtowania Kanionu zbiegł się w czasie z okresem życia dinozaurów..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

06

paź
2011

Great American Road Trip, cz.10.2 -- Grand Canyon..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:00

zachód słońca nad Wielkim Kanionem uchwycony w pobliżu południowo-wschodniego wjazdu do parku. z Grand Canyon Village kierujemy się drogą 64 (East Rim Rd) na wschód, gdzie po pewnym czasie odnajdujemy miejsce słynące ze średniowiecznej z wyglądu wieży nad krawędzią kanionu. punkt ten nazywa się Desert View i tutaj zastaje nas zachód słońca zamieniający otoczenie w płonący miedzianoczerwonym światłem skalny świat. to środek lata, słońce zachodzi przed 10 wieczorem, a mrok który nastaje 10 minut później przypomina piwnicę, w której ktoś nagle wyłączył prąd. sama wieża ma ok 100 lat i jest jednym z bardziej obfotografowanych miejsc w Wielkim Kanionie. na jej dolnych piętrach znajduje się mały sklep, na górze taras widokowy na płd-wsch krawędź dziury w ziemi. tutaj więcej informacji. na koniec jeszcze dwa ujęcia z tego samego dnia w czerni i bieli.

po Desert View kierujemy się w dalszą drogę. to był jeden z naszych najcięższych dni podczas wycieczki, łącznie w ciągu 18 godzin zrobiliśmy ok 700km zwiedzając w tym czasie 3 opisane wcześniej miejsca. ostatnim odcinkiem był przejazd z Kanionu do miejscowości Page, na północy stanu Arizona, jakieś 160km, gdzie mieliśmy zabookowany nocleg. dojechaliśmy przed północą, jednak mało brakowało, a nie dojechalibyśmy w ogóle. kilka kilometrów po opuszczeniu Parku Narodowego na drogę wbiegły nam 2 jelenie -- ogromny samiec przed którym zahamowałem w ostatnim momencie i biegnąca za nim samica przed którą wykonałem ostry skręt w prawo. podczas tego skrętu byłem pewny że nie mam szans jej wyminąć, ale wszystko działo się tak szybko, że nawet nie wiem, jakim cudem nasze auto i my w środku byliśmy jeszcze cali. to drugi raz kiedy byliśmy tak blisko wypadku, a całą drogę do Page przejechałem już ze znacznie niższą prędkością i trzęsącymi się nogami. te półdzikie leśne tereny Arizony są rajem dla zwierząt, dróg nie oddziela tu żadna siatka i bardzo łatwo o wypadek. my, oraz oczywiście zwierzęta, mieliśmy tego wieczora ogromne szczęście.

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

Great American Road Trip, cz.10 -- Grand Canyon..

10

paź
2011

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:57

po przygodzie z jeleniami czekała nas kolejna -- jazda na pustym baku. północna Arizona to pustynia, rzadko mijamy jakiekolwiek ludzkie osady, na przestrzeni dziesiątek kilometrów czasami nie ma tu żywej duszy. jak to już bywało wcześniej, znowu zdarzyło mi się jechać na oparach paliwa, a GPS wskazał dwie stacje -- przed nami, za ok. 60 mil, i za nami, którą minęliśmy 40 mil wcześniej. trudna decyzja, zawrócić, czy jechać dalej. gdy wskaźnik wskazywał poziom zdecydowanie poniżej zera, a do stacji wciąż mieliśmy jakieś 20km zdarzył się cud i nieoznakowana na mapach stacja wyrosła nagle pośrodku pustyni. piękna no-name gas station prowadzona przez jakichś lokalnych Indian, pośrodku niczego, błyszcząco oświetlona ostrym światłem halogenów. kolejny raz sprzyjało nam szczęście..

noc spędziliśmy w miasteczku Page, na północnym skrawku Arizony, a dopiero rankiem mieliśmy okazję przyjrzeć się okolicy. wszystko, dosłownie wszystko dookoła było brunatno-czerwone. z lotu ptaka wygląda to czerwono, gdyż ziemia ma tu taki odcień, a kolory te dominują na drogach, w elewacjach budynków i wszędzie indziej, bo pył wcina się we włosy i ubrania. Page to ciężkie do życia miejsce z bardzo wysokimi średnimi temperaturami. miasteczko zamieszkuje ok 7000 ludzi, z czego 25% ludności to lokalni Indianie, którzy zajmują się prowadzeniem miejscowych atrakcji. niech nikogo nie zdziwi monotonność w obsłudze -- większość lokalnych kanionów czy innych monumentów w tej części Stanów obsługiwana jest przez Native Americans, a ceny przez nich dyktowane są MA-SA-KRY-CZNE (chodzi o mniejsze miejsca, nie o parki narodowe). nie dość, że wszystko jest niewspółmiernie drogie, to jeszcze na każdym kroku czuć na sobie prośbę o napiwek.. no ale cóż oni biedni mogą innego robić -- biznesów żadnych nie prowadzą, niczego nie wytwarzają, zajmują się sprzedażą taniej biżuterii (no ok, wytwarzają ją) i usługami turystycznymi. w Page również mieliśmy ostry plan dnia z kilkoma ciekawymi atrakcjami: kanionem, jeziorem i rzeką. zaczynamy od Antelope Canyon, opis samego miejsca w kolejnej notce.

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

14

paź
2011

Great American Road Trip, cz.11.1 -- Antelope Canyon..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 00:24

Antelope Canyon znajduje się 2 km od centrum Page w Arizonie. jedziemy jedną z większych dróg, która przecina kanion na dwie części. oczywiście tylko w nazwie, bo na dobra sprawę znajdują się tam dwa kaniony, górny i dolny, w odległości niecałego kilometra od siebie. po rozmowie z tubylcami wybieramy do zwiedzania część dolną, podobno jest lepsze światło i podobno jest tańszy.. drogą piaskową dojeżdżamy do równie piaskowego parkingu, którego jedynym urozmaiceniem jest niewielka buda z biletami i wodą oraz kawałek wiaty chroniącej ludzi od słońca. nic więcej.

kupujemy bilety, które jak wspomniałem wcześniej, cenowo nie zgadzają się z resztą atrakcji tej części Stanów. wstęp kosztuje $28 od osoby, ale udaje nam się otrzymać Photography Pass, czyli przepustkę do samodzielnego zwiedzania kanionu. wejście do środka odbywa się tylko w grupie i tylko z przewodnikiem z klanu Nawaho, jednak po wejściu mamy prawo odłączyć się od grupy i poświęcić więcej czasu na interesujące nas miejsca. pamiętajcie, że kanion znajduje się na obszarze rezerwatu plemienia Nawaho, tak więc do samej ceny wejścia należy doliczyć $5 wstępu do samego rezerwatu. to się może nie podobać, ale tego się nie zmieni... jak mawiał Kazik... przy wejściu otrzymujemy ostrzeżenie o powodziach błyskawicznych -- to takie ewenementy, które w mgnieniu oka potrafią zalać kanion i utopić wszystkich znajdujących się w środku. sytuacja taka miała miejsce przed kilkoma laty, zginęło wówczas kilkunastu turystów, głównie z Europy i z Australii.

nieznośny upał zostawiamy więc na zewnątrz i po drabince, niezwykle wąskim przejściem, schodzimy na dół. Antelope Canyon należy do kanionów szczelinowych, a jego powstanie na skutek wymywania piaskowca datuje się na kilka milionów lat. przejście tej części zajmuje ok 45 minut, my poświęcamy na to trochę ponad godzinę. głębokość się zmienia, ale generalnie sięga ok 5-7 metrów. czasami przez poszarpane i zwykle otwarte sklepienia przebijają się promienie słoneczne, a całe podłoże wyłożone jest złocistym piaskiem. są dwa takie miejsca, przez które o określonych porach dnia prześwieca wiązka słoneczna tworząc niezwykle malowniczy widok. po pewnym czasie naszej samotnej wędrówki podchodzi do nas jeden z przewodników i opowiada o historii swojego plemienia. mimo że nosi adidasy i koszulkę nike'a to dość dobrze opowiada o obyczajach i kulturze obecnych Nawahów. po kilku minutach z przodu kanionu dobiega muzyka, której poziom rośnie przy pokonywaniu kolejnych zagłębień i zakamarków. w końcu docieramy do rozległej jaskini, gdzie na półce skalnej siedzi Indianin i gra na tradycyjnym flecie Nawahów. fajny motyw, staliśmy tam, pośrodku czerwonej skały i przez kilka minut słuchaliśmy indiańskiej muzyki..

wyjście z kanionu na południowym krańcu przywraca w nas rzeczywistość. do parkingu, w pełnym słońcu południa, wracamy ok 10 minut. rzeczywiście, Antelope Canyon warty jest zwiedzenia -- jest to zupełnie nowe wrażenie, zwykle kanion to duża dziura w ziemi, wrażenia widokowe i nic poza tym. tutaj znajdujemy się w środku czegoś nieziemskiego, te wszystkie kolory, zapach piaskowca, cudowne kształty. polecam, szczególnie ze statywem, bo trzeba tam trochę dłużej naświetlać i warto uniknąć zblurowania...

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

Great American Road Trip, cz.11 -- Antelope Canyon..

17

paź
2011

Great American Road Trip, cz.12 -- film, część 1: WA, OR i CA..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 22:58

oto pierwsza część filmowej adaptacji naszej wyprawy: od stanu Waszyngton, przez Oregon po Kalifornię. po raz pierwszy w naszych filmowych projektach użyłem animacji wykonanych w Adobe After Effects -- trochę zajęło mi zrozumienie zasad tego programu, ale praca wykonana teraz będzie procentować w przyszłości i taka na przykład czołówka, będzie już naszym standardowym rozpoczęciem każdego filmu. początkowo planowałem wykonanie jednego 10-minutowego filmu z całej 2-tygodniowej wyprawy, ale zmieszczenie kilku godzin wideo na tak niewielkiej przestrzeni czasowej ocierałoby się o artystyczne samobójstwo. podzieliłem więc naszą trasę wg stanów, tak więc w kolejce pozostają wciąż Nevada, Arizona i Utah. jak na film 'z trasy' przystało, będzie tu dużo obrazów samej drogi, przemieszczania się, trochę tęsknoty za przestrzeniami, dużo natury i pustynnych krajobrazów. i klimatyczna muza supergrupy The Highwaymen, która towarzyszyła nam podczas całej podróży, i którą, przez pomyłkę, zapomniałem skredytować na końcu montażu..

19

paź
2011

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 20:05

północna Arizona i południowe krańce Utah obfitują w piękne i niespotykane w innych miejscach krajobrazy. wszystko za sprawą porywistych wiatrów unoszących ziarenka piasku, które od milionów lat rzeźbią stosunkową miękką skałę tutejszego piaskowca. przebywając w tej części zachodnich Stanów na pewno zabraknie wam czasu na odwiedzenie wszystkich ciekawych zakątków -- samych parków narodowych jest tutaj kilka -- trzeba więc wybierać i skupić się na tych kluczowych atrakcjach. w 2004 roku nie odwiedziliśmy Horseshoe Bend, postanowiłem więc teraz przywieźć tu rodzinkę.

zakole podkowy, bo tak można przetłumaczyć nazwę tego miejsca, jest kolejną niesamowitą formacją skalną. miejsce to znajduje się kilka kilometrów na południe od miasteczka Page i jest stosunkowo słabo oznakowane, łatwo więc go przeoczyć. w każdym razie jadąc drogą nr 89 należy wypatrywać niewielkiej tabliczki z napisem "Horseshoe Bend Overlook", przy której znajduje się parking, zazwyczaj pustawy, bo niewielu turystów znad Wielkiego Kanionu dociera aż tutaj. od parkingu trzeba jeszcze przejść ścieżką ok kilometra, ale dróżka prowadzi przez piaskowe bezdroża, pustynię wręcz, więc jest to wymagający spacer. zabierzcie dużo wody, szczególnie odwiedzając to miejsce w lipcu, bo rzeczywiście jest ciężko. my byliśmy tam ok 2 po południu, słońce paliło jak oszalałe, a miejscowi szukali cienia w załomach skalnych..

Horseshoe Bend to nietypowe zakole rzeki. wiele wody musiało upłynąć w krystalicznie zielonej rzece Kolorado, aby powstało tak niesamowite zagłębienie. efekt ciężko jest opisać słowami, czy nawet zdjęciem -- ale gorąco polecam dojście na krawędź stu metrowej przepaści i przyjrzenie się siłom natury. to właśnie tu, wśród brunatnoczerwonej skały arizońskiego piaskowca znajduje się punkt widokowy. nie ma tu żadnych barierek, nie ma chodników, nie ma nawet tłumów -- jesteśmy tylko my i ten niesamowity łuk, którym rzeka Kolorado płynie w stronę Wielkiego Kanionu. po wodzie dryfuje kilka łódek, poziom wody w lecie jest niski, woda płynie leniwie. robimy trochę zdjęć, ale jest to jedno z takich miejsc, na które po prostu się patrzy, aby nie uronić najmniejszego szczegółu. należy zabrać szerokokątny obiektyw, ja pstryknąłem poniższe zdjęcie ogniskową 10mm, co przy cropie mojego Nikona daje długość 15mm..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

22

paź
2011

Great American Road Trip, cz.13.1 -- okolice Horseshoe Bend..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 00:30

pisałem tyle o tych brunatnoczerwonych przestrzeniach Arizony, więc wypada zamieścić kilka takich zdjęć pustynnych. okolice Horseshoe Bend w pobliżu Page nadają się do tego idealnie. nam, Europejczykom, ciężko w ogóle wyobrazić sobie mieszkanie w takich terenach, gdzie wszędzie upał i piaskowo-pyłowe, przypominające powierzchnię Marsa, krajobrazy. ale natywni Amerykanie, bo znajdujemy się na terenie rezerwatu Indian Navajo, nie mogą sobie z kolei wyobrazić siebie w innym miejscu na ziemi.. i może stąd wzięła się ta ich powolność, ten brak zaangażowania, ta nikła ruchliwość i życie w zgodzie z własnym, a nie tym globalnym, zegarem..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

Great American Road Trip, cz.13 -- Horseshoe Bend..

23

paź
2011

Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 23:55

po Antelope Canyon i Horseshoe Bend, a przed wyruszeniem w dalszą drogę, odpoczywamy chwilę na jeziorze Powell. dosłownie, na jeziorze, bo stworzono tu fajny ośrodek, który unosi się na wodzie. Lake Powell to utworzony na rzece Colorado rezerwat powstały na skutek spiętrzenia rzeki Kolorado w rezultacie budowy zapory Glen Canyon, rozpoczętej w 1956 roku. spiętrzona woda zalała kanion wraz z licznymi jego zagłębieniami (spójrzcie na mapę), co powoduje, że nie ma tu łatwego zejścia do wody. elektrownia wodna zbudowana na spiętrzeniu jeziora dostarcza energii elektrycznej dla stanów Wyoming, Kolorado, Utah, Arizona i Nowy Meksyk. no więc trochę to leżymy i kąpiemy się mając na uwadze fakt, że pod nami jest 150-metrowa przepaść.. następnie ruszamy na wschód: drogą nr 98, później 160 i w miejscowości Kayenta skręcamy na północ i malowniczą droga nr 163 kierujemy się w stronę Doliny Monumentów, w kierunku stanu Utah. zatrzymujemy się na chwilę na pustyni, robimy kilka fotek wśród wyschniętego na wiór pejzażu, ja oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie sfotografował rozciągającej się aż po horyzont pustej drogi..

Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..

Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..

Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..

Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..

Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..

Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..

Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..

Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..

Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..

Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..

Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..

Great American Road Trip, cz.13.2 -- z Page, AZ w stronę Doliny Monumentów..

26

paź
2011

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

kategoria: podróże, link bezpośredni

asd, 08:33

dotarliśmy w końcu do opiewanej w westernach Doliny Monumentów! do krainy Johna Wayne'a, Garego Coopera, Henrego Fondy, Clinta Eastwooda i wielu wielu innych wspaniałych aktorów. do klimatu dzikiego zachodu z Rio Bravo i Dyliżansu, do Ringo Kida i Geronimo, przywódcy Apaczów. do cudownie zachodzącego słońca na pograniczu Arizony i Utah. dotarliśmy tu, gdzie nie dotarłem z chłopakami w 2004 roku i był to nasz najdalszy punkt wycieczki -- od tej pory rozpoczęliśmy żmudną drogę powrotną na północ..

droga prowadząca do tego miejsca jest niezwykle malownicza, zresztą ona również pojawiała się w wielu produkcjach filmowych i to właśnie tę trasę przemierzał Forest Gump podczas swojego niekończącego się biegu przez Amerykę. dolina położona jest w granicach rezerwatu Indian Navajo (w ich języku miejsce to nazywa się Tsé Bii' Ndzisgaii, co tłumaczy się na Dolinę Skał), tak więc wstęp, jakże by inaczej, jest płatny. wjeżdżamy na niewielkie wzgórze na którym znajduje się centrum informacji i dość spory parking. przybyliśmy pod wieczór -- słońce właśnie zachodzi, pustynia i monumenty żarzą się czerwonawym światłem, a my siedzimy na murku i podziwiamy rozległe widoki. przed naszymi oczyma znajdują się trzy najbardziej znane formacje skalne: wschodni i zachodni Mitten Butte oraz Merrick Butte. Dolina Monumentów to bez wątpienia kwintesencja amerykańskiego dzikiego zachodu i jedno z najbardziej kultowych miejsc jakie do tej pory odwiedziłem. z tego miejsca można również ruszyć na 27-km drogę (Valley Drive) okrążającą dolinę, jednak nasza nisko zawieszona mazda nie dała rady (bo oczywiście spróbowaliśmy) na dziurawej jak rzeszoto piaskowo-żwirowej drodze. zjechaliśmy jednak na dół i z poziomu pustyni wykonałem kolejnych kilka ujęć. Indianie oczywiście z premedytacją utrzymują tak zniszczoną drogę, aby mogli zarabiać na wycieczkach jeepowych. koszt 2-godzinnej wyprawy między monumentami to $75 od osoby..

większość poniższych zdjęć to panoramy sklecone z 2-5-8 ujęć, w kolejnej notce dodam trochę mniej oficjalnych widoków..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

30

paź
2011

Great American Road Trip, cz.14.1 -- Monument Valley..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:38

jeszcze kilka nie-panoramincznych ujęć z Doliny Monumentów.. te grupowe to tzw success-photo -- prezentacja zawodników, którzy dotarli tak daleko.. pod wieczór tego dnia jedziemy jeszcze ok 100km, przekraczamy granicę z Utah, po zmroku mijamy Mexican Hut i śpimy gdzieś w wiosce w niewielkim przydrożnym motelu. wioska ta nazywa się Bluff, znajduje się pośrodku niczego, zamieszkuje ją ok 300 osób, a jedyna miejscowa pubo-restauracyjka pod wieczór była już zamknięta. a przez całą pustynię chodziła za nami pizza, jednak musieliśmy najpierw dotrzeć do cywilizacji..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

Great American Road Trip, cz.14 -- Monument Valley..

05

gru
2011

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 08:16

wczesnym rankiem opuszczamy Bluff i kierujemy się drogą nr 191 na północ. mkniemy bezdrożami wschodniego Utah, a radość naszej samochodowej wyprawy jest tym większa, że poruszamy się zwyczajną jednopasmową drogą. jakoś nie mogę się przyzwyczaić do tych 3-pasmowych autostrad, i zdecydowanie wolę mniejsze, bardziej klimatyczne trasy. no więc poruszamy się wzdłuż masywnych skał z pomarańczowego piaskowca, plemiennych osad miejscowych Indian, czyli wzdłuż krajobrazu niezmiennego już od wielu setek kilometrów. mimo swojego pustynnego charakteru obszar ten odwiedzany jest rocznie przez miliony turystów -- powodem i głównym celem wypraw są tu dwa parki narodowe: Arches i Canyonlands. dookoła jest zresztą znacznie więcej wartych odwiedzenia miejsc, jak park narodowy Mesa Verde w Kolorado, gdzie można z bliska obejrzeć świetnie zachowane, zbudowane na ścianie kanionu, prekolumbijskie osiedle mieszkalne typu pueblo. nas goni czas, więc hitem dnia będzie park narodowy Arches..

około południa dojeżdżamy do niewielkiego miasteczka Moab. miasto to jest stolicą Hrabstwa Grand i jest to idealna baza wypadowa do położonych tu parków. przed wjazdem zatrzymujemy się jeszcze na pizzę i jak tylko możemy przeciągamy wyjście na zewnątrz z klimatyzowanego pomieszczenia. jak już pisałem wcześniej, jedynym błędem tej wycieczki była jej pora roku -- lipiec. lipiec w tej części świata to morderstwo, z nieba leje się żar tak okropny, że odbiera człowiekowi całe siły i chęci do robienia czegokolwiek. temperatury powyżej 40 stopni w cieniu przyczyniły się do tego, że park Arches potraktowaliśmy trochę jakby 'z samochodu'..

park Arches, jak wskazuje nazwa, znany jest w świecie ze swoich łuków skalnych. ich proces powstawania rozpoczął się przed 150 mln lat i trwa nadal, a formacje, które można tu obejrzeć są rzadkością na skalę światową. oprócz łuków dookoła aż roi się od wszelkich innych monumentów -- najróżniejsze kształty, posągi, formy budzące zdziwienie, w końcu formacje skalne o szerokości kilku metrów, które kiedyś były potężnymi masywami skalnymi. wszystko wyżłobione przez erozję i wietrzenie, spotęgowane wysokimi różnicami temperatur. samochodem można tu dotrzeć w większość zakątków parku, jednak atrakcje położone są trochę dalej i aby się tam dostać trzeba pokonać kilka dodatkowych kilometrów na nogach. wybieramy się na dwie takie trasy, podczas których przebywamy sam na sam z piaskowymi formacjami i suchą roślinnością parku. w oczy rzuca się niebywały krajobraz i niekoniecznie są to łuki skalne. spędzamy tu kilka dobrych godzin, choć jak zwykle w tego typu miejscach można tu spędzić całe tygodnie, w końcu przegania nas temperatura..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

07

gru
2011

Great American Road Trip, cz.15.1 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 04:01

kolejne ujęcia z Arches NP. panoramki sklejone z 5 ujęć, trochę czerni i bieli z domieszką małego zabarwienia rodem z dzikiego zachodu.. jak pisałem w poprzedniej notce, warto odwiedzić ten park narodowy, trzymajcie się jednak z dala od lipca i sierpnia.. po wieczornym opuszczeniu parku kierujemy się na północ w stronę Salt Lake City..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

Great American Road Trip, cz.15 -- pustynia Moab w Utah i Park Narodowy Arches..

10

gru
2011

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:51

każda wycieczka musi się kiedyś skończyć -- naszym ostatnim wartym odnotowania miejscem było Salt Lake City, stolica stanu Utah. miasto znane jest w świecie przynajmniej z dwóch powodów. po pierwsze, siedzibę tu mają światowe władze mormonów, czyli Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. po drugie, organizowano tu w 2002 roku Zimowe Igrzyska Olimpijskie, przez nas zapamiętane głównie z powodu dwóch medali Adasia Małysza..

noc z soboty na niedzielę spędzamy w motelu w tekturowym miasteczku, którego nazwy już nie pamiętam, a do Miasta nad Słonym Jeziorem wjeżdżamy w pogodny niedzielny poranek. planowo chcieliśmy zjeść śniadanie i wypić dobrą kawę, jednak wszystko, ale to absolutnie wszystko, było w tym mieście pozamykane. wówczas dotarł do nas fakt, że przecież to miasto opiera się na religii, że niedziela jest dniem świętym i w ogóle nie mamy tu na co liczyć. ulice były puste. nie wiem, czy widzieliście kiedyś puste ulice wielkiego miasta, ale miejsca takie robią wrażenie. proste jak świeca ulice bez ludzi wyglądają dziwnie, przywodzą na myśl post apokaliptyczny świat, lub świat przedstawiany w filmach o wampirach. oprócz tego w oczy rzucała się niewyobrażalna czystość chodników, ulic, trawników i budynków. połysk i biel, ład i porządek..

dziwne wrażenie odosobnienia prysło gdy zbliżyliśmy się do głównej świątyni miasta, nazwaną po prostu Świątynią Salt Lake. w jednej chwili otoczyły nas grupki odświętnie przystrojonych rodzin, gdzie mężczyźni niezależnie od wieku nosili się pod krawatem, a kobiety, również niezależni od wieku, ubrane były w długie jasne suknie. do kościoła wejść nie mogliśmy, ale uderzyliśmy do położonego na obszarze kościelnym muzeum historii mormonów. fajne miejsce, piękne zbiory, czysta historia. wtedy to właśnie zaświeciła mi się w głowie żarówka genealogiczna. przecież mormoni mają fioła, podobnie zresztą jak ja, odnośnie szukania korzeni rodzinnych! przecież to właśnie oni skanują odpisy aktów urodzin, ślubów, chrztów z większości kościołów na całym świecie. to tu mogłem dotrzeć do zaginionych odpisów z parafii mojej rodziny ze strony taty, niestety, biblioteka ta otwarta miała być dopiero we wtorek, dwa dni po naszej wizycie. odwiedzamy jeszcze kilka innych miejsc na tym obszarze, ale później przychodzi kryzys głodu -- my naprawdę nic tego dnia nie jedliśmy, a tu jak na złość nie ma niczego otwartego. w końcu oszukujemy ten mormoński świat i jedziemy w pobliże stadionu, na którym dokonywano otwarcia Igrzysk Olimpijskich. znicz jeszcze stoi, a dla mnie osobiście to kolejne miejsce (po Lillehammer, Turynie, Innsbrucku i Vancouver) zimowych IO, które odwiedzam. tam też znajdujemy otwartego Subwaya, i wycieczka znowu nabrała sensu..

wyjeżdżając z miasta zahaczamy jeszcze o Wielkie Jezioro Słone -- wbijamy się na jedną z plaż, gdzie przed nami przyjechało już pięćset tysięcy samochodów wyładowując siedem milionów spragnionych soli mieszkańców okolicy. przypominam, jest lipiec, środek lata i typowe dla Utah temperatury nie do zniesienia. trochę się moczymy i ofkors stwierdzamy, że woda rzeczywiście jest słona (3 do 5 razy większe zasolenie niż w oceanach, co powoduje, że W jeziorze nie występują ryby, a największym wodnym zwierzęciem tu występującym jest artemia.) grubo po południu opuszczamy to miejsce i autostradą nr 84, przez północną część Utah, południowe Idaho, skrawek Oregonu i prawie cały Waszyngton, kierujemy się do domu. przed nami kawał drogi, ale jesteśmy już zahartowani -- zrobiliśmy mega trasę, pomyślnie wykonaliśmy naszą życiową trasę i z głowami pełnymi emocji kierujemy się na północ..

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

Great American Road Trip, cz.16 -- Salt Lake City..

27

lis
2012

Great American Road Trip, cz.17 -- film, część 2: NV, AZ i UT..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:04

dobiegła końca najdłuższa saga podróżnicza w historii strony. oto część druga i ostatnia filmu z wielkiej wyprawy samochodowej, bagatela półtorej roku po zrobieniu pierwszego. anyway.. Nevada, Arizona i Utah, czyli pewne upalne dni lipcowe i mnóstwo wrażeń przy dźwiękach Highwaymana :)



dla przypomnienia, poniżej dodaję jeszcze raz część pierwszą: