Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

10

paź
2008

Chorwacja cz. V -- Dubrownik -- perła Adriatyku..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 17.19

przedostatni dzień w Chorwacji poświęcamy na Dubrownik. noszące miano perły Adriatyku miasto znajduje się na południowym krańcu państwa, a jadąc z północy należy przejechać kilkunastokilometrowy odcinek należący do Bośni i Hercegowiny. z Podacy, miejscowości w której mieszkaliśmy, mieliśmy do pokonania odcinek ok 130 km. biegnąca wzdłuż wybrzeża, tyleż malownicza, co pokręcona droga, gwarantuje jednak ponad 2.5 godziny pięknych widoków spędzonych w do czerwoności rozgrzanym samochodzie. do tego, standardowo już w wypadach zagranicznych, nie ominęły nas przygody z lokalnymi stróżami prawa. tym razem jednak zakończone happy endem. posłuchajcie.. wlokę się już dwudziestą minutę za tirem, droga wąska, nie ma jak wyprzedzić. i nagle jest -- łagodny zjazd z górki, przerywana linia, nic nie jedzie z naprzeciwka. po chwili znowu ograniczenie do 50-ciu i zakręt w lewo. hamuję delikatnie (po co zwalniać, skoro za chwilę i tak jest podjazd), a tu panowie w dziwnych czapkach z radarem machają mi życzliwie. Dobar dan -- miło zagaduje ten młodszy i prosi o paszport. było 50 km/h, pan miał 72, to jest 1000 kun mandatu. szybko przeliczam i niezbicie wychodzi mi kwota 500 zł. no tyle to nawet w Stanach nie zapłaciliśmy! szybko wprowadzam w życie kilka nabytych w redakcji Helionu kruczków negocjacyjnych i po 5 minutach dyskusji po angielsku zbijam cenę o połowę. zapraszają mnie 'do poloneza' i pokazują wyświetlacz radaru. jak byk 72, choć kto im udowodni, że nie jest to liczba poprzedniego kierowcy? brnę dalej w tonie służalczo-przepraszająco-uniżonym i po pewnym czasie starszy z dwójki radarowców obniża mandat do 300 kun, z zastrzeżeniem, ze niżej nie może, bo takie jest prawo. no nic, idę do Agaty po kasę -- a tu zonk, w portfelu mamy łącznie 240 kun, reszta na karcie. dobrze, że wcześniej tego dnia zatankowaliśmy do pełna ;) dyskusja i zabawa w dyplomację zaczyna się na nowo, ale kolesiom wcale nie jest już do śmiechu: coś tam straszyli sądem, potem wspominali groźnego oficera na posterunku w miejscowości Metkovic -- jednym słowem byli twardzi. ja jednak byłem jeszcze twardszy, bo stojąc w szczerym polu nie miałem lepszego wyjścia z sytuacji. w końcu z odsieczą przyszedł kolejny z polskich rajdowców wypadając zza zakrętu z większą niż ja prędkością.. chłopaki gościa capnęli, a oddając mi paszport usłyszałem na do widzenia: powoli Polaku!. rejestracja wybawcy zaczynała się od liter GD..

dojeżdżamy do Dubrovnika. tłoczno, duszno, ale po chwili kluczenia po mieście znajdujemy free parking na jakimś blokowisku. w 10 minut dochodzimy do Starego Miasta i wbijamy się przez jedną z dwóch imponujących kamiennych bram obronnych. właściwie o kamieniu nie powinienem wspominać, gdyż, jak przystało na gród wczesnośredniowieczny, jest to jedyny wykorzystywany tu surowiec. począwszy od murów miejskich, przez posadzki, schody, fontanny, na budynkach kończąc. wszystko fantastycznie wypolerowane, w posadzkach można się wręcz przeglądać. z uwagi na przepotężny ruch turystyczny (czyt. tysiące turystów każdego dnia) był to proces wręcz nieunikniony. Dubrownik jest przecież najbardziej znanym nadmorskim miastem Chorwacji, należy do światowego dziedzictwa UNESCO i konkuruje z Wenecją o miano najpiękniejszego miasta śródziemnomorskiego.. historia tego miejsca sięga VII wieku, kiedy to Słowianie założyli tu osadę o nazwie Dubrava. już w VIII wieku osada została otoczona murami, rozwinął się port, co wspólnie z położeniem geograficznym gwarantowało rozwój osady. w XIII wieku miasto zrekonstruowano, a miejskim kręgosłupem stała się ulica Stradun, od której odchodzą dziesiątki mniejszych odgałęzień. zaczęły powstawać budowle publiczne, kościoły i place. o sile miasta decydowała potężna flota morska z 200-oma statkami i ponad 5 tys czynnych marynarzy. rozwijał się handel, wzrastała siła ekonomiczna, a kwitnąca literatura, malarstwo i nauka podniosły poziom kulturalny.. przez wiele lat miasto szczyciło się monopolem na handel w ogromnej części regionu śródziemnomorskiego, posiadało własną monetę, czy np. pierwszy w Europie szpital i aptekę. w latach 1204-1806 istniała tu Republikę Dubrownicką, która swoją niepodległość przez kolejne wieki utrzymywała głównie dzięki potędze handlu i sprawnej dyplomacji polegającej na sprytnym lawirowaniu między Turcją a Wenecją.. kresem samodzielnego bytu tego państwa-miasta było wkroczenie doń wojsk Napoleona..

spacer po Starym Mieście należy rozpocząć z samego rana. przed przybyciem zmasowanej zgrai turystów jest również szansa na odrobinę chłodu. śródziemnomorski klimat miasta sprawia, że każdego dnia temperatury przekraczają tu 30 stopni, a wiatr powiewa z rzadka. zabytki historyczne obejmują pałac Rektora (XV w), pałac Sponza (XVI w), kościół św. Błażeja (patrona Dubrownika z XVIII wieku) oraz najstarszą europejską aptekę ( 1317 r). na pierwszy plan wysuwają się oczywiście obronne mury miejskie, które można obejść oglądając miasto z góry, choć swoisty urok miejsca można wyczuć na targu owocowym znajdującym się na jednym z placyków starego miasta. szlajając się z wolna coraz to większymi zaułkami dochodzimy niespodziewanie do niewielkiego przejścia w murach, gdzie na skale nad samym morzem wyleguje się kilkanaście osób. krótki moment zastanowienia i .. skok z wysokiej skały do chłodnego morza. rewelka, pływanie w Adriatyku pod samymi murami miasta. z biegiem czasu na kamiennej plaży przybywa ludzi, część z plecakami, będąc jakby w ciągłej podróży.. uliczki miasta są niezwykle czyste, słychać wszystkie języki świata, Polaków, jak zwykle, jest bardzo wielu. o odpoczynku (jak np w Wenecji) nie ma tu mowy. aby polubić to miasto należy zaakceptować tłum, lub przyjechać tu w okolicach listopada. architektura rzeczywiście jest piękna i bez zbytniej fantazji można sobie wyobrazić jak wyglądało tu życie kilkaset lat temu. część zabytków została oczywiście zrekonstruowana, gdyż Dubrownik ucierpiał w trakcie wojny między państwami byłej Jugosławii. generalnie jednak miasto jest piękne i przynajmniej raz w życiu warto go zobaczyć. Bernard Shaw powiedział kiedyś: 'ci, którzy szukają raju na ziemi, muszą przyjechać do Dubrownika'.. i pewnie coś w tym jest, choć upał, tłumy i wszędobylska komercja w żadnym przypadku nie są dla mnie wyznacznikiem raju..