Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]
liczba notek w archiwum: 863

26

maj
2017

Hiszpania, Majorka 2016

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:38



Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

26

maj
2017

Hiszpania, Majorka 2016 -- Alcudia, cz. II.

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:35



Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

26

maj
2017

Hiszpania, Majorka 2016 -- Alcudia cz. I.

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:32



Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

26

maj
2017

Hiszpania, Majorka 2016

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:28



Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

26

maj
2017

Hiszpania, Majorka 2016

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:23



Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

Majorka 2016

13

kwi
2017

Irlandia, Connemara -- Omey Island..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 15:44

położona na krańcu wyspy Omey Island jest wyspą pływową. oznacza to, że jej połączenie ze stałym lądem "odsłania się" podczas odpływu, natomiast przypływ na kilka godzin dwa razy na dobę czyni to miejsce wyspą. na Omey nie prowadzi żaden most, a dojazd możliwy jest poprzez dwustumetrowy odcinek plaży mieniącej się podczas odpływu złotym piaskiem. drogi oczywiście w tym miejscu nie ma -- samochody jadą po piasku, a kierunek wyznacza ciąg znaków drogowych. iście wyjątkowy i malowniczy to koncept..

gdy dojeżdżamy na Omey wyspa jest .. wyspą. jechać dalej się nie da, więc parkujemy na brzegu i robimy sobie mały piknik. po jakimś czasie woda rozchodzi się na obie strony, a piasek szybko się osusza. z jednej strony morza płynie grupa kajakowa i chłopaki muszą już przenosić swoje kajaki na barkach -- woda cofa się bardzo szybko, co wykorzystują czekające na brzegu na przejazd samochody. my wtedy również wkraczamy na piasek i suchą stopą przechodzimy na drugą stronę. do niedawna wyspę zamieszkiwało nawet 400 osób. żyli oni z rybołóstwa i pasterstwa, a o czasach świetności przypomina dzisiaj niewielki cmentarz, zwrócony w stronę kontynentu. na wyspie można spotkać stare kamienne konstrukcje domów, choć jest tu kilka budynków, które zamieszkiwane są do dzisiaj. jako że jest piękna pogoda biegamy z dzieciakami po piasku i po czasie odpływu patrzymy, jak przejście na ląd znowu zamienia się w wąski wodny przesmyk. interesujące miejsce..

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

Connemara -- Omey Island

13

kwi
2017

Irlandia, Connemara -- w drodze..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:58

kilka ujęć z dróg Connemary..

Connemara roads

Connemara roads

Connemara roads

Connemara roads

Connemara roads

Connemara roads

Connemara roads

Connemara roads

Connemara roads

Connemara roads

04

kwi
2017

Irlandia, Connemara -- Connemara National Park, cz. II..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:30


Kilka fotek ze szczytu Diamond Hill w PN Connemara..

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

22

mar
2017

Irlandia, Connemara -- Connemara National Park..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:49

wstaję wczesnym rankiem, jeszcze przed świtem, i po przejechaniu jakichś 30km melduję się w Parku Narodowym Connemara. chcę wejść na szczyt, bo jestem tu po raz drugi i jak dotąd nie udało mi się tego zrealizować. wschód słońca łapie mnie na trasie (poprzednia notka), a gdy dojeżdżam do bramy parku narodowego to ... na parkingu jestem pierwszy. stoi jeden camper, w którym pewnie ktoś śpi, ale nie ma nikogo więcej. zostawiam auto i rozpoczynam wędówkę. po jakichś 30 minutach mijam kolesia schodzącego ze szczytu! na pewno wszedł tam jeszcze po ciemku, być może jeszcze wczorajszej nocy. trasa wiedzie drewnianymi podestami do góry, później pomosty się kończą i zostaje standardowa ścieżka z niesamowitymi widokami na okoliczne góry i ocean. w tym momencie jestem w parku już sam -- jedyna osoba przez dobrą godzinę, bo kolejnych wspinaczy dostrzegam już z połowy trasy, gdy rozpoczynają swoją wspinaczkę. fajne uczucie i piękne widoki, a że był tam zasięg, to od razu wrzucam pojedynczą fotkę na facebooka. piszę "dzień dobry Irlandio", czy jakąś inną głupotę, aby podkreślić wyjątkowość całej sytuacji ;)

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

Connemara National Park

10

mar
2017

Irlandia, Connemara -- Lough Inagh, droga..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 13:03

są takie miejsca, które wspomina się latami. są takie momenty, do których wraca się myślami. Connemara przed świtem i krótko po wschodzie słońca, gdy jechałem samemu do Parku Narodowego celem górskiej wyprawy. wyprawy jednoosobowej, bo nasza grupa szczytowała poprzedniego dnia, a my z dzieciakami spędzaliśmy czas w dolinach. no i takie widoki po drodze, które uderzyły mnie bardziej niż sama górska wspinaczka. zdjęcia mazdy chyba wykorzystam podczas sprzedaży samochodu..

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

20

lut
2017

Irlandia, Connemara -- Lough Inagh..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:40

luźne chwile nad jeziorem Lough Inagh w drodze do Parku Narodowego Connemara. a potem malownicza przejażdżka drogą numer R344. Gdybyście kiedykolwiek znaleźli się w tych okolicach to polecam taką beztroską formę wypoczynku (mapa).

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

Irlandia, Connemara..

09

lut
2017

Irlandia, Connemara..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:44

Connemara to malowniczy region położony w zachodniej części prowincji Connacht na obszarze zachodniej Irlandii. obejmuje on więc zachodnią część hrabstwa Galway oraz południową hrabstwa Mayo przy czym są to tereny bardzo słabo zaludnione. W Irlandii Connemara jest synonimem ucieczki od cywilizacji, szczególnie, że region ten zdominowany jest przez zielone łaki, góry i jeziora. my byliśmy już na dwóch kilkudniowych wyprawach w te okolice, jednak jakoś tak się zdarzyło, że wyprawa pierwsza z roku 2015 nigdy nie trafiła na strony tomxx.net. poraz to naprawić, ale najprościej będzie zacząć od wyprawy drugiej, z lata 2016.

chatkę dzierżawimy bezpośrednio od właścicielki przez jednen z portali b&b -- otrzymujemy klucze do domku z pierwszego zdjęcia poniżej, który jest naszą bazą wypadową w okoliczne zadupia. jest pięknie: z ogrodu mamy bezpośredni widok na niewielkie jeziorko i rozciągające się na horyzoncie pasmo górskie, a towarzystwa dotrzymuje nam miejscowe bydło w postaci krów ilości 3 i owiec w liczbie niepoliczalnej. Jakub boi się i krów i owiec, i miejscowych psów szczekających na przyjezdnych dublińczyków gośno i przyjaźnie. Julka z kolei nie boi się niczego. spacerujemy więc, gramy w gry planszowe, pijemy piwo i rozpalamy grilla. cała Connemara zamknięta na terenie przyległym do niewielkiego domku. a potem oczywiście ruszamy w trasę..

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

Irlandia, Connemara

31

sty
2017

Bułgaria, Sofia -- na zakończenie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 15:46

za koniec jeszcze kilka klasycznych obrazków. zawsze pstrykam rejestracje, tym razem udało mi się uchwycić klasyczną łądę i jeszcze bardziej klasycznego trabanta. u nas to się już nie zdarza, tak mi się wydaje. do tego kultowe ikony i podobne obrazki uchwycone przed samym wylotem do Dublina..

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

31

sty
2017

Bułgaria, Sofia -- ludzie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 15:37

na rozgrzanym słońcem wczesnego lata placu Miejskich Ogrodów (bg. Градска градина) tłoczą się ludzie. dzieciaki taplają w fontannach, a starsi, nieco z boku, chronią się przed upałem w cieniu rozłożystych drzew. gra muzyka, ludzie tańczą, jakaś impreza 18-latek wzbudza zainteresowanie parkowiczów. nieco z boku rozgrywa się turniej szachowy, a nad wszystkim góruje potężny gmach Narodowego Teatru Ivan Vazov (bg. Народен театър „Иван Вазов“). siedzę na ławce z kawą i fotografuję ludzi. mój ulubiony moment w zwiedzaniu miasta, kiedy z jednej strony jestem zmęczony chodzeniem, a z drugiej ciekawość tak bardzo prze do przodu...

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

23

sty
2017

Bułgaria, Sofia -- dzień drugi, ulice stolicy..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:08

spacerując ścisłym centrum sobotniego poranka nie muszę się nigdzie spieszyć. chodzę bez celu i patrzę na socjalistyczną zabudowę stolicy. jest upalnie, ludzie przesiadują na ławkach w cieniu, a dzieciaki taplają się w miejskich fontannach. miasto z rana wydaje się puste -- do tego stopnia, że oglądając piękny kształt kopuł sobóru św. Aleksandra Newskiego, jestem tu zupełnie sam! za chwilę pojawiają się babuszki sprzedające ręcznie dziergane obrusy i koronki, ale te pierwsze pół godziny niesamowitej ciszy i słońca, robią na mnie wrażenie! potem rozpoczyna się targ staroci, gdzie oglądam ikony i mnóstwo, ale to mnóstwo, zabytków wojennych. odznaki nazistowskie, broń radziecka, medaliki, ordery, kabury i miecze. a do tego cała masa pocztówek sprzed 80 lat...

później przechodzę obok cerkwi św. Mikołaja (fotki w poprzedniej notce) i kieruję się w stronę minaretu meczetu Banja Baszi, gdzie oglądam dawną, starożytną Sofię. stare rzymskie zabudowania są tu fajnie odrestaurowane i uwypuklone, a miejsce to ma niezwykle bogatą historię (odsyłam do wiki). bardzo podobało mi się 'połączenie' ruin z nowoczesnością, co idealnie odzwierciedlone jest w stacji metra. jedziesz sobie ruchomymi schodami, a tam, jak w mordę strzelił, cegły i kamienie sprzed 2 tysięcy lat. podobno chciano tu budować najważniejszą osadę w tej części świata, ale później ktoś się zorientował, że jednak bez morza to ciężko, więc cała uwagę skupiono na Konstantynopolu.

zaraz obok, otoczona prostymi ścianami masywnych gmachów, stoi Rotunda św. Grzegorza -- ciekawe miejsce zatopione w socjalistyczną architekturę. resztę czasu spędzam popijając kawę na deptakach w okolicy bulwaru Witosza. muszę sprawdzić, kim był ów Witosz, bo wiele rzeczy nazwanych jest tu jego imieniem...

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

23

sty
2017

Bułgaria, Sofia -- dzień pierwszy..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 15:46

rozpoczynam krótką, zaledwie 3-dniową wizytę w Sofii. to moja pierwsza wyprawa do Bułgarii i zupełnie nie wiedziałem, czego się spodziewać. co zastałem? na pierwszy rzut oka -- mocno socjalistyczny kraj, z toporną, masywną zabudową przypominającą Warszawę i z ludźmi, którym wciąż bliżej do Związku Radzieckiego, niż do Unii Europejskiej. mówiąc, że bliżej im do Wschodu określam zarówno wszystkie cechy negatywne społeczności dawnego bloku, jak i pozytywne, wśród których wybija się ciepło i gościnność. moi koledzy z pracy zabrali mnie na dwa wieczorne wyjścia i wszystkie te małe knajpki z lokalnie warzonym piwem i przytulne restauracyjki z pewnością mogą robić wrażenie.

miałem okazję, jak zwykle zresztą, samemu poszlajać się po ulicach stolicy. Sofia nie jest miastem kipiącym od zabytków i miejsc typu must-seen -- powiedziałbym nawet, że wszystko poza ścisłym centrum jest ze wszech miar monotonne -- to rozległe blokowiska w szarych odcieniach z zabudowywanymi balkonami znanymi z Ukrainy i Rosji, szerokie arterie komunikacyjne, trolejbusy i tysiące aut poparkowanych bez ładu i składu na trawnikach dookoła. czyli Polska z lat 90-tych. ma to swój urok, szczególnie, że placyki i przyblokowe murki pełne są mieszkańców wychodzących przed swoje domy i wspólnie spędzających czas. całe rodziny z rodzicami pijącymi alkohol i dziećmi bawiącymi się na trzepakach. poważnie, jakbym widział moje dzieciństwo sprzed 20 lat, oczywiście oprócz tych rodziców pijających alkohol na dworze ;) aby jednak oddać Soffi sprawiedliwość to muszę powiedzieć, że są dzielnice (m.in. ta, w której znajduje się biuro naszej firmy), w których sporo się inwestuje, co widać w kolorach i stylach nowocześniejszej architektury. szczególnie, gdy połączymy to ze wspaniałymi widokami górującego nad Sofią masywu górskiego Witosza. na górze nie byłem, podobno widoki są piękne!

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

Bułgaria, Sofia

13

sty
2017

Scarr Mountain, Wicklow National Park, Irlandia -- cz. II.

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 19:04

jeszcze panoramka jeziora Lough Dan oraz wzgórza Knocknacloghoge -- co ciekawe, w tej notce wrzuciłem zdjęcie robione dokładnie w przeciwnym kierunku. dwie różne trasy, dwa różne podejścia kończące się po przeciwległych stronach tego samego jeziorka..

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

12

sty
2017

Scarr Mountain, Wicklow National Park, Irlandia..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 12:57

kolejna z naszych tras w Parku Narodowym Wicklow. tym razem w drodze na szczyt góry Scarr -- czy jak ja te wszystkie szczyty tu nazywam: pagórka Scarr, bo ma to to wysokość 641 m npm -- pochłonęła nas chmura, tak więc w pewnej chwili byliśmy skąpani w białej otoczce przerywanej gdzieniegdzie promieniami słońca. później się przejaśniło i maszerowaliśmy 12km w pięknym błękicie. ciepło jak na wiosnę, 15 stopni, a w Polsce w tym dniu było -21C. nic tylko pokonywać szlaki, choć jak zwykle w Wicklow teren był nasiąknięty i grząski. świetna trasa!

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

Scarr Mountain, Wicklow NP, Irlandia

05

sty
2017

Tonelagee, Wicklow National Park, Irlandia -- cz. II..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 17:40

druga część naszej wędrówki po górach Wicklow..

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

28

lis
2016

Tonelagee, Wicklow National Park, Irlandia..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 15:36

pierwsza część naszej jesiennej wyprawy na górę Tonelagee w Parku Narodowym Wicklow..

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

Tonelagee hike, Wicklow NP, Ireland

25

paź
2016

Turcja, Stambuł -- blokowiska..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 19:25

na koniec kilka wieczornych pocztówek i parę zdjęć z blokowisk. Stambuł jest wpizdu ogromny, a dopiero z wysokości i z dobrym zoomem można ogarnąć natłok wszystkich tych budynków. obłęd.

wybierając się już na lotnisko z taksówkarzem niezapinającym pasy (this is Turkey, man. no rules here.) znowu rzuciły mi się w oczy dziesiątki osób łowiących ryby z każdego prawie mostu nad Bosforem. wiele młodych dziewczyn ma zasłonięte twarze, co uwypukla się jeszcze bardziej w określonych godzinach, podczas których z meczetów całego miasta rozlegają się pieśni. ma to jakby charakter zawodów, podczas których imami próbując przebić się wzajemnie głośnością modlitwy lub zaśpiewem. spacerując po starym mieście wszędzie na zewnątrz widzę herbaty pite z małych szklaneczek. i mnóstwo kotów, patriotyczne flagi w oknach, ale i mnóstwo brudu i krzaków, nawet w ścisłym centrum.

miałem też wiele pytań o Polskę. niektórzy mówią nawet po naszemu i widać, że jesteśmy u nich odbierani pozytywnie. oczywiście nazywają nas Lachami, ale o tym wiedziałem z innych źródeł. a jednego wieczoru wybrałem się z miejscowym kolegą i Ryanem ze Stanów na nadbrzeżny skwer. środek tygodnia, po północy, a tam wciąż mnóstwo młodzieży, całych rodzin wręcz, wszyscy pijący alkohol i głośno dyskutujący. potem wybraliśmy się jeszcze na prawdziwą kawę turecką -- środek nocy a kawiarenki pełne ludzi. gra grecka i bałkańska muzyka, jest wesoło..

blokowiska

blokowiska

blokowiska

blokowiska

blokowiska

blokowiska

blokowiska

blokowiska

blokowiska

18

paź
2016

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem po raz drugi..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:44

następnego dnia wieczorem nad Bosforem świeciło ciepłe słońce. widoki zyskały kolorów, wody zyskały miły dla oka błekitnawy odcień, a świat wyglądał zupełnie inaczej niż dnia poprzedniego..

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem po raz drugi..

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem po raz drugi..

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem po raz drugi..

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem po raz drugi..

nad Bosforem po raz drugi..

nad Bosforem po raz drugi..

nad Bosforem po raz drugi..

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem po raz drugi..

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem po raz drugi..

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem po raz drugi..

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem po raz drugi..

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem po raz drugi..

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem po raz drugi..

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem po raz drugi..

13

paź
2016

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem po raz pierwszy..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 19:15

wietrznym wieczorem przechodzę nad brzegiem Bosforu. ciekawe to zjawisko, gdy z jednej storny jest się w Europie, a po drugiej zarysowuje się brzeg azjatycki. z jednej strony szeroko rozlewające się Morze Marmara, z drugiej wąski przesmyk prowadzący nad Morze Czarne. dziesiątki, setki przepływających statków, w tym oczywiście tych wojskowych, o czym zresztą wcześniej wiedziałem, bo kilka miesięcy temu głośno było o przepływającym okręcie rosyjskim i celującym w kierunku Turcji żołnierzu. jest zimno, szarawo, kilku chłopaków łowi ryby, a kilka par siedzi na kamieniach i patrzy w wodę.. nad brzeg Bosforu wróciłem kolejnego dnia, więc więcej w kolejnej notce..

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

Turcja, Stambuł -- nad Bosforem

07

paź
2016

Turcja, Stambuł -- Blue Mosque, Błękitny Meczet..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:46

skoro już jesteśmy przy zabytkach historycznego centrum Stanbułu, to dane mi było również odwiedzić Błękitny Meczet (właściwie Meczet Sułtana Ahmeda, tur. Sultanahmet Camii). można tu wchodzić wyłącznie w przerwach między modlitwami, tak więc na swoje wejście czekałem na zewnątrz około godziny. meczet otoczony jest mnóstwem zabudowań i ogrodów, a wszystko to dlatego, iż został zbudowany z polecenia sułtana Ahmeda I i jako taki jest jednym z ostatnich, a zarazem najwspanialszych przykładów tzw. 'klasycznego okresu' sztuki islamskiej w Turcji.

w środku roznosi się wyjątkowo mocny zapach .. skarpetek. szczerze mówiąc wali strasznie w całej świątyni i jest to prawdopodobnie zapach, który przez lata przesiąknął to miejsce kompletnie ;) ale meczet, największy, w jakim kiedykolwiek byłem, prezentuje się bardzo okazale. niebieskawa ornamentyka, 4 ogromne filary, jak nogi słonia, światła nisko rozwieszone nad głowami modlących się ludzi..

Stambuł, Blue Mosque

Stambuł, Blue Mosque

Stambuł, Blue Mosque

Stambuł, Blue Mosque

Stambuł, Blue Mosque

Stambuł, Blue Mosque

Stambuł, Blue Mosque

Stambuł, Blue Mosque

Stambuł, Blue Mosque

07

paź
2016

Turcja, Stambuł -- Haga Sofia..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:36

o Hadze Soffi nie wiedziałem niczego, a moja znajomość tej budowli ograniczała się do gry Civilication V, gdzie można było ją zbudować jako jeden z cudów świata. z ciekawością obejrzałem tę świątynię sprzed 1500 lat, bo aż ciężko uwierzyć, że wszystkie te mury, te filary i zdobienia są aż tak stare. w środku miałem, co się rzadko zdarza, przewodnika, którego wyczaiłem przed wejściem z grupą turystów z Argentyny. za 10 dolców miałem gościa prawie na wyłączność, bo tamci nie bardzo habla inglés. świątynia jest w ciągłym remoncie, ściany na przemian, to się sypią, to świecą blaskiem złoceń lub nowych tynków. ale warto, zdecydowanie warto wejść do środka..

Stambuł, Haga Sofia

Stambuł, Haga Sofia

Stambuł, Haga Sofia

Stambuł, Haga Sofia

Stambuł, Haga Sofia

Stambuł, Haga Sofia

Stambuł, Haga Sofia

Stambuł, Haga Sofia

Stambuł, Haga Sofia

Stambuł, Haga Sofia

Stambuł, Haga Sofia

Stambuł, Haga Sofia

Stambuł, Haga Sofia

14

wrz
2016

Turcja, Stambuł -- Grand Bazaar..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:52

przemierzam okolice Grand Bazaar -- jednego z największych i najstarszych na świecie krytych bazarów. na halę się nie dostaję bo targ nie pracuje w niedziele, ale okolice również pełne są sprzedawców i kupujących. klasyczne tureckie skóry i jeansy, przebój w Polsce w latach 80-tych, wciąż mają się tu dobrze, a ich ilości przyprawiają o zawrót głowy. bardziej jednak zainteresował mnie kwartał ze starociami. wytyczony obok stambulskiego uniwersytetu skrawek ziemi wypełniony jest po brzegi handlarzami starociami. jest tu wszystko (oprócz starych komuterów, których jak zwykle poszukuję!), choć oczywiście miejsce to w równym stopniu służy przyjacielskim spotkaniom, plotkom i popołudniowej kawie. zastanawia mnie natomiast handel starymi komórkami -- przewija się tu wszystko, począwszy od starych klasycznych Nokii w formie cegły z wczesnych lat 90-tych, po cały przekrój historii technologi GSM. nigdzie indziej tak dużego zainteresowania tym złomem nie widziałem..

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

Turcja, Stambuł, Grand Bazaar

14

wrz
2016

Turcja, Stambuł -- ulica 2..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 15:34

z perspektywy kibica w oczy rzucają się flagi aktualnego mistrza Turcji, Besiktasu Stambuł, powiewające na ulicach miasta. nie są to flagi o rozmiarach 1 metra -- to fladżyska kilkudziesięciometrowe powiewające między blokami albo rozwieszane nad samą ulicą. ogromne płutna łopoczą na wietrze wyjaśniając wszystkim postronnym, kto aktualnie panuje w stalicy tego kraju.

na ulicach z kolei pełna demolka. każdy jedzie jak chce, ograniczenia w prędkości poruszania isę też pewnie są zapisem martwym. auta nie zatrzymują się przed pieszymi na pasach, bo poza pasami nie ma w ogóle o tym mowy, a przechodzień może być jedynie poczęstowany głośnym buczeniem klaksonu. taksówkarze oczywiście trąbią na okrągło. ma to chyba oznaczać zaproszenie do przejażdżki, albo gotowość do podwiezienia. mnie osobiście wkurwia to niesłychanie, bo będąc w nowym mieście człowiek rozgląda się z oczami dookoła głowy, a te durnie trąbią co 15 sekund..

rzuca się w oczy również ogromna ilość bankomatów. przybierają one formę mikroskopijnych plastikowych konstrukcji, coś jak nasze toy-toye na miejki odlew i jest ich pełno na każdym kroku. wydaje się, że wyznaczono specjalne strefy na miejscowe bankomaty, bo tam, gdzie znajduje się ATM jednego banku, w szeregu zawsze można się spodziewać 4 kolejnych. oczywiście w odpowiednim kolorze i zestawie reklam z uśmiechniętą panienką europejskiego pochodzenia.

na ulicach dużo policji. mimo to miejscowi próbują oskubać turytsów na każdym możliwym kroku. pierwszy przykład z brzegu: budy z kukurydzą. kolba takowej kosztuje 2 liry. płacę banknotem 50-lirowym. dudek wydaje 40 i udaje, że robi coś innego. jest strasznie zajęty innymi sprawami i myśli, że ten zachodnio wyglądający blondyn pójdzie sobie dalej. widząc, że jednak sobie nie pójdzie, dorzuca kolejny banknot 5-lirowy. i znowu uparcie szuka czegoś pod swoim plastikowym blatem z poprzedniej epoki. dopiero widząc, że blondyn stoi w miejscu i uparcie na niego patrzy, wydaje cała resztę do końca. mnie nie natną (hehe), ale skoro ten system jest praktykowany, to znaczy, że turyści łykają ten bajer jak młoda czapla.

albo ten numer ze szczotką. idzie czyściciel w moją stronę, mija mnie i upada mu z głośnym hukiem jego drewniana szczotka. ja, jako miły koleś, podnoszę i zwracam narzędzie pracy właścicielowi. ten wylenie dziękuje, kłania się, pozdrawia, a potem w formie podziękowania oferuje wyczyszczenie butów. ja oponuję, ale on nalega. w końcu czyści, a po dwóch minutach wystawia rachunek na 10 Euro, przy czym mówi, że to i tak dobra oferta, bo zwykle kasuje 20. czasem trzeba w takim przypadku rzucić kolesiowi jakieś drobniaki, bo sytuacja może mieć miejsce w ciemnej nieuczęszczanej uliczce i może być groźnie. a pewnie są i tacy, którzy z radością zapłacą takiemu pełną rządaną kwotę. taka przygoda spotkała mnie dwukrotnie, przy czym za drugim razem, bogatszy w doświadczenie zdobyte na drodze empirycznej, olewam drewniany huk szczotki i obracam się dopiero po kilku sekundach. czyściciel wówczas drapie się w głowę udając głupiego..

na kupnie przypraw też próbowali mnie naciąć. umawiamy się, że nałoży 125 gramów danej przyprawy a policzy tylko za 100. na samym końcu transakcji każe jednak płacić za wszystko i jest zdziwiony, że klientowi to nie pasuje..

generalnie wszystko w Turcji to takkiye -- stara islamska szkoła oszukiwania i mydlenia oczu. Muzułmanin dla dobra swojej rodziny i religii może kłamać ile wlezie. podobno nawet Koran mu na to pozwala. wyczytałem to kiedyś w pewnej książce o Turcji, a potem spotkałem się z tym osobiście Stambule. chociaż z drugiej strony, gdy rozmawiałem o tym z pewnym młodym miejscoywm Turkiem, ten zaprzeczył. mówił, że Turcy tak nie robią i że jest to pewnie jakiś zabobon średniowieczny..

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

09

wrz
2016

Turcja, Stambuł -- ulica..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:11

pierwszy dzień w Stambule rozpoczynam od tradycyjnego śniadania -- ser, oliwki i woskowy plaster miodu. rewelacja. wychodzę na spacer z aparatem i od razu kieruję się na metro w stronę centrum. co ciekawe, pierwszym językiem jaki słyszę na ulicy jest rosyjski -- nie spodziewałem się Rosjanki w centrum jakoś krótko po zestrzeleniu Miga Armii Czerwonej w tym kraju. w ogóle w mieście panuje psychoza strachu, a jest to pokłosie wielokrotnych ataków bombowych, bo miejscowi strasznie leją się z Kurdami. no więc stacje metra obstawione żołnierzami z karabinami maszynowymi. z jednej strony bezpiecznie, z drugiej wręcz przeciwnie.

metro, jak w każdym ogromnym mieście, jest głównym środkiem transportu i mimo że jest strasznie zatłoczone, to i tak nie wpływa to w jakiś dramatyczny sposób na korki uliczne. na stacji przy hotelu kupuję żeton na przejazd. taki plastikowy token kosztuje 4 liry i można nim jechać dowolną ilość stacji w obrębie jednej linii metra. jako że ja do ścisłego centrum mam przesiadkę, cała wyprawa kosztuje mnie raptem 2 euro. drugie tyle z powrotem.

docieram do dystryktu Sultanahmet, który historycznie jest i był centrum tego kraju. to tu mieszczą się największe meczety i najbardziej znane zabytki Stambułu. poświęcę im jakąś późniejszą notkę, na dzień dobry, jak to mam w zwyczaju, przyglądam się ludziom. ludzie się uśmiechają, na ulicach jest sporo rodzin. jest i tradycja jedzenia ulicznego czy przenośnego rzemiosła. ktoś naprawia buty, inny sprzedaje paski, kręci się wata cukrowa, sprzedawcy reklamują swoje produkty. naganiacze na każdym kroku zapraszają na turecką baklavę i turecki przysmak (turkish delight) -- te ich słodkie wytwory z orzechami i innymi rzeczami w środku. ja oczywiście wybieram gotowaną, a później pieczoną na węglu kukurydzę, potem kosztuję też miejscowych kasztanów. jest miło, nie czuję żadnego niebezpieczeństwa..

ciekawym spostrzeżeniem, jakie od razu rzuciło mi się w oczy, jest owa kultura burek i całkowitego zasłonięcia twarzy młodych kobiet. sporo spotyka się ich na ulicach, przy czym bardzo często można dostrzeć mocny makijaż oczu. siedzę sobie na ławce i popijam uliczny sok wyciskany z owoców, a na ławce obok całkowicie zakryta kobieta jest właśnie na .. randce. radosna, dowcipna, uchachana od ucha do ucha. głos młodziutki, wszak to taka sama dziewczyna jak każda inna, tyle, że z domu wyniosła trochę bardziej restrykcyjną kulturę. przy czym owa kultura wcale nie przeszkadza takiej obwieszać się złotem i nosić drogi torebki od Armaniego. inny, równoległy świat..

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

06

wrz
2016

Turcja, Stambuł -- przywitanie z Konstantynopolem..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:47

ląduję na lotnisku Stanbuł-Atatürk o północy w strasznym deszczu. taką samą pogodę mieliśmy 5 godzin wcześniej w Dublinie, co potwierdzają słowa mojego irlandzkiego współpasażera: 'must be back in Doblin'. w holu przylotów kupuję wzię, czyli taki znaczek pocztowy wklejany do paszportu, a potem przekraczam granicę. strażnik nie mówi do mnie ani słowa, żadnego 'część' albo 'na razie', zero uśmiechu, pełna profeska. coś podobnego przeżyłem 3 lata wcześniej w Moskwie..

mój hotel znajduje się po stronie azjatyckiej. 45 minut jazdy taksówką kosztuje 140 lirów tureckich, a przejazd odbywa się oczywiście po 3-pasowym Moście Bosforskim (tur: Boğaz Köprüsü). jest maj, powietrze pachnie wilgotną zielenią, a ja obserwuję pięknie oświetlone meczety. w tym samym miejscu kilka miesięcy później będzie odbywała się próba zamachu stanu, ale ja wtedy nie mogłem tego podejrzewać. korki na autostradzie o pierwszej w nocy są .. imponujące. większe niż w Los Angeles, a to już ciężko przebić. Później, z okna mojego hotelu zauważam, że korki w Stambule trwają właściwie na okrągło. całe noce i całe dnie. i wszyscy trąbią, jak to zwykle bywa w tego typu krajach..

na dzień dobry wrzucam przywitanie się z Konstantynopolitańczykiewiczówną Konstantynopolem widzianym z Wieży Galata. jest to ciekawa budowla z 1348 roku, która góruje nad miastem na styku dzielnic Galata/Karaköy, w miejscu, gdzie zatoka Złoty Róg łączy się z Bosforem. widoki 360 stopni są niesamowite, szczególnie przy pięknej pogodzie i zachodzącym słońcu..

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

Turcja, Stambuł

03

wrz
2016

Holandia, Amsterdam

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 19:13

po raz trzeci w Amsterdamie. to miasto nie przestaje mnie zadziwiać i jeśli miałbym kiedyś jeszcze gdzieś za granicą mieszkać, to tutaj. choć to nie tylko Amsterdam, cała Holandia mi się podoba, a najbardziej to, że można ją w dwa dni przejechać na rowerze ;) poprzednio byłem tu w 2011 roku, a zdjęcia -- wtedy jeszcze miałem w sobie tyle zapału, że świat zwiedzałem z aparatem, a nie telefonem w kieszeni -- możecie znaleźć tutaj..

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

Amsterdam 2016

14

sie
2016

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 13:25

ćwiecfinał EURO 2016 był emocjonujący, choć na nim skończyła się nasza przygoda w turnieju. Stade Velodrome zapełnił się do ostatniego krzesełka, doping trwał przez cały mecz, a ja siedziałem na górze prawie przy samej środkowej linii boiska. warto wspomnieć, że do Francji zabrałem mojego dobrego druha z firmy. z Rodrigo siedzimy biurko w biurko i mamy ze sobą dobry kontakt. niestety po meczu to on miał więcej radości, ale warto było przeżyć taki turniej!

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XII: ćwierćfinał, Polska - Portugalia..

14

sie
2016

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 13:17

przed ćwierćfinałem z Portugalią miałem mieszane uczucia. w domu nie było mnie już od od dawna, a tu kolejny mecz rozegrany miał być po kolejnych 5 dniach. postanowiłem na 3 dni wrócić do Dublina, zobaczyć się z rodzinką i chociaż na chwilę pojawić się w firmie, a potem wrócić do Francji. w Irlandii byłem więc w niedzielę wieczorem, a na czwartkowy mecz poleciałem już w środę. spanie miałem załatwione u chłopaków z Gieksy, a pomógł mi w tym Krzysiek, z którym balowaliśmy na poprzednim wypadzie..

będąc drugi raz w Marsylii wydawało mi się, że znam to miasto jak własną kieszeń. przynajmniej dzielnicę portową i ścisłe centrum. znowu te same znajome twarze, znowu impreza w knajpie Au Vieux Port, znowu polskie hity, tańce i biało-czerwone pieśni. do tego telewizje, podobno byłem w jakichś wejściach newsowych zarówno na TVP jak i innych Polsatach. Portugalczyków było zdecydowanie więcej niż Ukraińców, ale raczej nie przewyższali nas liczbowo, jak robili do Szwajcarzy 4 dni wcześniej. generalnie sielanka i wspólna zabawa..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

Francja, EURO 2016, cz. XI: Marsylia, przed meczem Polska - Portugalia..

13

sie
2016

Francja, EURO 2016, cz. X: Cannes..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 01:52

popołudniowe Cannes z kolei wydało się nam całkiem miłe, głównie z tego względu, że niewiele się tam działo. port, jak wszędzie, kawałek fajnej plaży, niewielkie stare miasto. wspinamy się na górujący nad portem kościół, trochę chodzimy po murach i przyglądamy się fajnie zadbanej architekturze. wieczorem natomiast miasto się rozświeca -- ludzie wychodzą na ulice, odbywają się imprezy, muzyka dobiega z każdego zakątka miasteczka. wszędzie imprezy vip-owskie, my nie mamy wejściówek i w końcu nigdzie nie udaje nam się wbić na krzywy ryj. sporo prostytutek, duża ilość różowych pasków, a wokół nich nich eleganccy panowie w białych koszulach. to Cannes właśnie. a tam, gdzie podobno rozdają jakieś nagrody filmowe, oczywiście nie docieramy..

Francja, EURO 2016, cz. X: Cannes..

Francja, EURO 2016, cz. X: Cannes..

Francja, EURO 2016, cz. X: Cannes..

Francja, EURO 2016, cz. X: Cannes..

Francja, EURO 2016, cz. X: Cannes..

Francja, EURO 2016, cz. X: Cannes..

Francja, EURO 2016, cz. X: Cannes..

Francja, EURO 2016, cz. X: Cannes..

Francja, EURO 2016, cz. X: Cannes..

Francja, EURO 2016, cz. X: Cannes..

Francja, EURO 2016, cz. X: Cannes..

Francja, EURO 2016, cz. X: Cannes..

11

sie
2016

Francja, EURO 2016, cz. IX: Lazurowe Wybrzeże..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:25

panoramiczna pocztówka z naszego przejazdu wzdłuż fhrancuskiej riwiery..

Francja, EURO 2016, cz. IX: Lazurowe Wybrzeże..

11

sie
2016

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:09

w Monako witają nas słońće i uliczne korki. miasto położone jest na wzgórzu, uliczki są wąskie, wypełnione tłumem i cała masą pojazdów. kursują tu linie autobusowe, które powodują wielomintuwe zatory, ale dla miejscowych to chyba dobrze, bo można się przyjrzeć setkom markowych butików rozrzuconych po okolicznych kamienicach i centrach handlowych. podobno po Watykanie jest to drugie z najmniejszych, pod względem powierzchni, niezależnych państw świata. choć to nie do końca odrębny kraj, a bardziej takie miasto-państwo, którego całkowita granica z Francją wynosi 4.4km. przed kasynem Monte Carlo tłumy -- wchodzimy do środka, ale nie mamy odpowiedniego stroju, aby wejść na salę gier. zresztą z naszymi 50 eurosami nawet nie mielibyśmy tam czego przegrać. uderzamy do portu -- znowu setki jachtów na karaibskich flagach -- Maćkowi się podoba, mi nie bardzo. całe to miejsce na kilometry wali kiczem i nielegalną kasą. wystarczy się przyjrzeć cenom kupna lub wynajęcia nieruchomości -- mieszkanie 2-pokojowe, jedynie 6000 euro za miesiąc. raj, nic tylko brać. ale Rosjan stać, dookoła mnóstwo rosyjskiego języka. poniższe zdhjęcia pochodzą z samego księstwa, ale też z okolicznego wybrzeża. nie chciałbym was wprowadzać w błąd tymi widokami, bo takiej przestrzeni w samym Monako po prostu nie ma.

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

Francja, EURO 2016, cz. VIII: księstwo Monako i okolice..

11

sie
2016

Francja, EURO 2016, cz. VII: Antibes..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:00

przerwa między meczami zaowocowała w kilku fajnych wycieczkach po Lazurowym Wybrzeżu. jako pierwsze przedstawiam Antibes, miłe miasteczko portowe w okolicach Cannes. wśród jachtów zacumowanych w porcie nie było ani jednego z jakąkolwiek europejską flagą -- wszystkie łodki zarejstrowane są na Kajmanach, Arubie czy innym Barbadosie. a my, uczciwie zarabiający Europejczycy, płacimy swoje podatki na miejscu..

Francja, EURO 2016, cz. VII: Antibes..

Francja, EURO 2016, cz. VII: Antibes..

Francja, EURO 2016, cz. VII: Antibes..

Francja, EURO 2016, cz. VII: Antibes..

Francja, EURO 2016, cz. VII: Antibes..

Francja, EURO 2016, cz. VII: Antibes..

Francja, EURO 2016, cz. VII: Antibes..

Francja, EURO 2016, cz. VII: Antibes..

Francja, EURO 2016, cz. VII: Antibes..

Francja, EURO 2016, cz. VII: Antibes..

Francja, EURO 2016, cz. VII: Antibes..

14

lip
2016

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 16:20

ze Szwajcarią w 1/8 Euro graliśmy w Saint-Etienne o godz 15.00, więc żeby dojechać na czas wyjeżdżaliśmy z pola namiotowego jeszcze po ciemku. przed meczem odbieram bilety, które były wystawione na mojego tatę i na szczęście obyło się bez problemów. na stadion wchodzimy przed samym meczem (pod areną strasznie dużo biletów na sprzedaż) i zaskakuje nas ilość Szwajcarów. w Marsylii Ukraińców było tylko kilka tysięcy, tutaj Szwjcarzy przewyższają nas zdecydowanie. choć liczba może być trochę myląca, bo obydiwe reprezentacje mają podobne koszulki, więc cała ta masa kibicowska zlewała się w jeden żywy organizm. mecz ciekawy, wyrównany, z dogrywką i pierwszymi w historii karnymi reprezentacji Polski. wygrywamy, a to oznacza, że moja przygoda z Euro się nie kończy, bo mam jeszcze bilety na ćwierćfinałowy mecz z Portugalią!

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

Francja, EURO 2016, cz. VI: Polska - Szwajcaria w Saint-Etienne..

14

lip
2016

Francja, EURO 2016, cz. V: impreza w Nicei..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 15:59

przy okazji meczu Belgii ze Szwecją pojawiamy się w Nicei. jesteśmy pod stadionem, ale biletów nie udaje się nam dostać, bo wszystkie zostały wysprzedane. po 11 w nocy dojeżdżamy do centrum Nicei i rozpoczynamy zabawę. pierwszy pociąg na nasz kamping mamy o 6 rano, więc impreza toczy się przez całą noc i kończy się nad morzem przy wschodzie słońca. poznaliśmy tej nocy dziesiątki losowych ludzi z całego świata, od lokalnych Francuzów, przez Polaków, Brytoli, Niemców, Belgów i Szwedów. i to właśnie zabawa z Belgami będzie pamiętana, bo chłopaki wychodzili z siebie, aby Nicea tej nocy nie zasnęła. niezapomniane klimaty!

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

14

lip
2016

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 15:50

w wolnych chwilach -- czyli poza meczami i nocnymi imprezami -- mieliśmy chwilę na zwiedzanie okolicy. zaczynamy od Marsylii, w której nocowaliśmy kilka dni po meczach z Ukrainą i Portugalią..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

Francja, EURO2016, cz. IV: Marsylia..

03

lip
2016

Francja, EURO 2016, cz. III.: Polska - Ukraina, hymny..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 15:04

najważniejszy element międzypaństwowego meczu na wielkim turnieju: hymny!

28

cze
2016

Francja, EURO 2016, cz. II.: całonocna impreza w Marsylii..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 16:18

oj działo się! zajmujemy miły bar w marsylskim porcie i początkowo raczymy się pizzą i piwem. potem jednak wpada Apacz -- energiczny fan Biało-Czerwonych przebrany za Indianina -- i rozkręca imprezę podpinając pod kolumny swojego iPhone'a. leci wszystko -- od discopolowych hitów po klasyki polskiego rocka -- a kibice się schodzą w niewiarygodnym tempie. po chwili śpiewa już cała knajpa, a cały teren przed barem zajęty jest przez rozradowanych kibiców. pojawiają się telewizje i kibice innych drużyn, a szał tej zabawy narasta wraz z litrami wypitego alkoholu. po jakimś czasie alkohol w knajpie się kończy, a właściciel robi co może rozlewając jakieś dziwne trunki. taki niesamowity klimat zabawy w obcym państwie warto przeżyć, bo jest to coś nie-po-wta-rza-lne-go!!

EURO 2016, cz. II.: całonocna impreza w Marsylii..

EURO 2016, cz. II.: całonocna impreza w Marsylii..









EURO 2016, cz. II.: całonocna impreza w Marsylii..

EURO 2016, cz. II.: całonocna impreza w Marsylii..

EURO 2016, cz. II.: całonocna impreza w Marsylii..

EURO 2016, cz. II.: całonocna impreza w Marsylii..

28

cze
2016

Francja, EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 16:02

pierwszy dzień na Euro 2016: lecę z Dublina lotem o 5.50 rano, więc wstaję już przed 3am. w Marsylii upał, ponad 35 stopni, zapowiada się wspaniały dzień. spotykam się z chłopakami, którzy dojechali autem już dzień wcześniej i ostro poimprezowali poprzedniej nocy. około południa wychodzimy na stare miasto w okolicy portu. tutaj bawią się już tysiące Polaków: ogródki piwne i restauracje pełne, a przejście pod stadion planowane jest na godzinę drugą. Ukraińcy również się przewijają, ale jest ich niewielu w porównaniu do Biało-Czerwonej armii. ze śpiewem i racami przemaszerowujemy 3km na Stade Velodrome na którym na codzień rozgrywa swoje mecze miejscowy Olympique. podobno były jakieś zadymy z francuską policją, ale u nas wszystko spokojnie i z pełną kulturką. po kolejnych piwach wbijamy się na stadion, który powoli się zapełnia. później głośno odśpiewujemy hymn i cieszymy się zwycięstem Polaków, które daje nam przepustkę do kolejnej rundy. polscy fani stawiają się na tym meczu w liczbie ok 40 tysięcy, co prawdopodobnie jest wyjazdowym rekordem wszech czasów naszej reprezentacji (kilka dni wcześniej na meczu z Niemcami było nas 30 tysięcy). ja robię sobie niespotykaną ilość selfie, ale w końcu nieczęsto dane nam jest bywać na takich historycznych imprezach. specjalnie dla taty Mirka robię sobie fotkę również na tle flagi 'Powiat Kłobucki' ;)

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

EURO 2016, cz. I.: Polska - Ukraina w Marsylii..

20

cze
2016

Irlandia -- hike na półwyspie Howth, cz. II..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 19:24

część druga naszej wyprawy, choć chronologicznie pierwsza. zanim doszliśmy do klifów przeszliśmy przez wzgórze położone w centrum półwyspu, a później przez malownicze pole golfowe, gdzie uciekaliśmy przed przelatującymi nad naszymi głowami piłkami golfowymi. fun!

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

04

cze
2016

Irlandia -- hike na półwyspie Howth, cz. I..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:18

15.5 km pewnego wiosennego dnia wśród pól, łak, morza i klifów. po raz pierwszy wrzucam screen z Endomonda, być może powinienem był od dawna utrwalać wykonane trasy. hike zrobiliśmy z Magdą i Łukaszem, naszymi przyjaciółmi z Częstochowy, wyruszając z miasteczka Howth, a później kierując się przez górzysty półwysep w kierunku pól golfowych, aż do wybrzeża z fajną latarnią morską. bardzo dobra i lekka trasa widokowa, polecam!

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

Irlandia -- klify na półwyspie Howth..

31

maj
2016

Hiszpania -- Teneryfa..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 19:21

finalizując materiał przywieziony z Teneryfy wrzucam jeszcze panoramkę wybrzeża aż po wulkan El Teide. i tak to mniej więcej przedstawia się na tej wyspie: czarne plaże składające się z piasku będącego rozkruszoną lawą, kamienne klify, roślinność iglasta, płaskowyż i górujący nad całością wulkan. Wyspy Kanaryjskie utożsamiane są w naszej kulturze z jakimś dalekim, niezwykle bajkowym miejscem wiecznego szczęścia. na pewno może się to podobać, ale jest to trochę inne wyobrażenie piękna -- bez złotego piasku (przynajmniej w tej częsci archipelagu), błekitnych lagun i turkosowych zatoczek. mając do wyboru Kanary z pewnością trzeba sugerować się pogodą, bo na tej wysokości geograficznej wiosna trwa tu przez okrągły rok..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park..

31

maj
2016

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 19:12

na szczyt wulkanu można wejść, ale wymagane jest odpowiednie pozwolenie, albo wjechać kolejką linową. góra ma 3718 metrów, ale podejście zaczyna się na wysokości 2k, więc wulka jest jak najbardziej do zdobycia. jedno ze zboczy jest stosunkowo płaskie, więc gdyby nie brak czasu pewnie mielibyśmy do wykonania fajny hike na szczyt..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park, cz. II..

31

maj
2016

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:49

wypożyczonym samochodem wjeżdżamy na teren Parku Narodowego Teide. główny winowajca całego tego miejsca -- wciąż czynny wulkan Pico del Teide, którego czubek widoczny jest praktycznie z każdego zakątka wyspy -- musiał tu swego czasu nieźle narozrabiać. krajobraz widoczny po wjechaniu na wysokość 2000 metrów, czyli na kalderę Las Cañadas, śmiało można porównywać z tym marsjańskim. przedziwne bazaltowe formacje skalne pokrywają całą równinę, a przedzielone są tylko pasmami zastygłych strumieni lawy. my wjechaliśmy tu późnym wieczorem przy pochmurnej pogodzie -- mimo tego uderzył nas wyjątkowy brązowawo-purporowy odcień całego krajobrazu. przy promieniach słońca całość tym bardziej musi przypominać marsjańskie otoczenie i podobno testowano tu łaziki wystrzeliwane później na tą Czerwoną Planetę..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park..Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park..

Hiszpania -- Teneryfa: Teide National Park..

25

kwi
2016

Hiszpania -- Teneryfa..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 19:25

Islas Canarias po raz pierwszy! dokładniej rzecz ujmując Teneryfa, czyli główna wyspa archipelagu Wysp Kanaryjskich wchodzących w skład Makronezji. co nam się nieczęsto zdarza, a właściwie prawie w ogóle się nie zdarza, nocujemy w hotelu o standardzie tak wysokim, że w slangu moich kolegów kibiców nazwany byłby on przydomkiem jebać biedę. ale że ja na meczach bywam już rzadko, to powiem tylko, że było tam kilka basenów, ale woda w grudniu była w nich zimnawa..

tak, nietypowo był to wypad grudniowy, podczas którego mogliśmy w spokoju przyjrzeć się wyspie pochodzenia wulkanicznego. jasnożółtego piasku jest tu niewiele -- ziemia jest pochodną wszystkiego tego, co wyrzucił z siebie przed laty majestatyczny wulkan Pico del Teide, a świat prezentuje się tu wjednostajnych kolorach czerni, grafitu i brązu. o wyprawie do parku narodowego Teide napiszę w kolejnych notkach, teraz wrzucam tylko trochę fotek z wybrzeża. linia brzegowa robi wrażenie -- jest poszarpana, agresywna, niebezpieczna..

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- TeneryfaHiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- TeneryfaHiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- TeneryfaHiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

Hiszpania -- Teneryfa

12

kwi
2016

Irlandia -- Sugar Loaf hike..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:46

niedzielnym mglistym popołudniem wszedłem na Sugar Loaf -- górę, która wygląda, zachowuje się i w nazwie ma kopiec cukru. bardzo przyjemny, choć trochę zbyt krótki hike ze wspaniałymi widokami 360 na okoliczne pagórki hrabstwa Wicklow..

Irlandia -- Sugar Loaf mountain

Irlandia -- Sugar Loaf mountain

Irlandia -- Sugar Loaf mountain

Irlandia -- Sugar Loaf mountain

Irlandia -- Sugar Loaf mountain

Irlandia -- Sugar Loaf mountain

Irlandia -- Sugar Loaf mountain

Irlandia -- Sugar Loaf mountain

Irlandia -- Sugar Loaf mountain

Irlandia -- Sugar Loaf mountain

Irlandia -- Sugar Loaf mountain

Irlandia -- Sugar Loaf mountain

11

kwi
2016

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 19:54

ostatnim miejscem, jakie odwiedziliśmy we Francji w 2015 roku, było Quimper. podobno cała Bretania jest taka piękna jak to miasto, a dla nas było to coś wyjątkowego z powodu tego, iż zupełnie nie spodziewaliśmy się tak wspaniale zachowanej średniowiecznej zabudowy. w drodze powrotnej na prom wskazałem palcem na mapie miejsce postoju lunchowego, a dopiero później zacząłem czytać, co też tam ciekawego znajduje się w tym mieście. miasto olśniewa urodą! złoty strzał, że tak to ujmę..

nazwane "kulturalnym sercem Bretanii" Quimper jest stolicą regionu Cornouaille, który z kolei zaliczany jest do najbardziej tradycyjnych obszarów Bretanii. samo miasto zamieszkiwane jest od czasów rzymskich, a widać tu również wpływy celtyckie. architektura starówki składa się z tradycyjnych średniowiecznych domów z pruskiego muru z pięknie rzeźbionymi drewnianymi fasadami. spacer wąskimi uliczkami i przekraczanie rzeki Odet małymi mostkami wśród otaczających nas zabytków był niesamowity! uliczki zbiegają się na dużym placu, gdzie wznosi się gotycka katedra Saint-Corentin.

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

Francja 2015 -- cz. IX., Quimper..

29

lut
2016

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska w Pyrénées-Orientales..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 15:48

linia kolejowa łącząca miasteczka Axat (region Aude) and Rivesaltes (region Pyrénées-Orientales) powstała już ponad sto lat temu. przekopano góry, wydrążono tunele, zbudowano wiadukty, a trasa rozciąga się od gór, przez płaskie tereny w pobliżu morza, po średnie partie Pirenejów. na cełej 60km długości powstała tu kolej turystyczna przebiegająca początkowo przez pola słonecznikowe, później plantacje winogronowe, by w końcowej fazie wjechać w górski las. tak szczerze mówiąc to tego typu kolejka ciągnęła się za mną od czasów dziecięcych, bo wychowywałem się w pobliżu trasy kolei wąskotorowej w Gliwicach. później naoglądałem się filmów na Discovery o górskich kolejach w Szwajcarii, a namiastkę tamtych widoków mieliśmy tu we Francji.

na osobną wzmiankę zasługują Katarzy -- był to ruch religijny działający na tych terenach pomiędzy XI a XII wiekiem. Katarzy wierzyli w dwóch Bogów -- jednym z nich był zły Bóg który stworzył świat materialny, a drugim Bóg dobry, duchowy. taki podział wiary wskazywał, że Bóg chrześcijański jest Bogiem złym, a w XIII wieku zakrawało to na heretyzm. katarowie wierzyli również, że samobójstwo jest szybką drogą do zbawienia oraz odczuwali niechęć do egzystencji na Ziemi. Katarzy byli również znani ze wznoszenia potężnych zamków warownych na wysokich wzgórzach. większość z 700-letnich zamków nich wciąż przypomina fortece i stanowią szlak skupiający najciekawsze pozostałości po tragicznych dziejach Katarów. do tak zwanych 'pięciu synów Carcassonne' należały zamki, które obecnie leżą w Pays Cathare (Kraju katarów) w Langwedocji. trasa naszej kolei przebiega pod Puilaurens Castle z X wieku, który z dołu wygląda niesamowicie. tutaj więcej informacji na wiki.

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

Francja 2015 -- cz. VIII., kolej górska..

29

lut
2016

Francja 2015 -- cz. VII., Axat..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 13:47

pod wieczór dojeżdżamy do Axat, małej miejscowości w dawnym państwie Katarów u stóp Pirenejów. miejscowość prezentuje sobą tylko jedną ulicę, jeden sklep i 3 małe hoteliki. śpimy w hotelu o nazwie, a jakże by inaczej, 'Hotel Axat' z widokiem na piękny łańcuch górski. gdy rano budzimy się za oknem ostre słońce oświetla pierwszymi promykami skaliste górskie szczyty. dookoła panuje cisza..

przyjechaliśmy tu właściwie tylko w jednym celu: w Axat swoją końcową stację ma ponad 100-letnia kolej łącząca kiedyś miasta w regionie Carcassone z tymi w komunie Aude. obiecaliśmy Kubie, że przewieziemy go takim pociągiem i za wszelką cenę staraliśmy się dochować obietnicy, nic samemu zainteresowanemu o tym nie mówiąc. o samym pociągu więcej w kolejnej notce, natomiast warto dodać, że samo Axat wyglądało trochę jak miasto-widmo. na ulicy prawie nikogo, wiele budynków opuszczonych z oknami zabitymi deskami, jedyny sklep zamknięty o 18-stej, cisza i wiatr, a dookoła wspaniałe góry. natomiast w gospodzie, gdzie początkowo próbowaliśmy się zatrzymać, nie było dla nas miejsca. B&B prowadzi para Brytyjczyków, którzy przeprowadzili się tu przed 20 laty i powiedzieli, że znaleźli swoje miejsce na tym świecie. nigdzie nie jest im tak dobrze, jak tutaj i nigdy nigdzie się już stąd nie ruszą. gdyby przygoda zagnała was kiedyś w te strony, to polecam to miejsce ze względu na tych ludzi: http://www.southfrancebedandbreakfast.co.uk/about_c8702.aspx.

Francja 2015 -- cz. VII., Axat..

Francja 2015 -- cz. VII., Axat..

Francja 2015 -- cz. VII., Axat..

Francja 2015 -- cz. VII., Axat..

Francja 2015 -- cz. VII., Axat..Francja 2015 -- cz. VII., Axat..

Francja 2015 -- cz. VII., Axat..

Francja 2015 -- cz. VII., Axat..

Francja 2015 -- cz. VII., Axat..

24

lut
2016

Francja 2015 -- cz. VI., Torreilles..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:29

popołudnie w Torreilles wspominam z powodu faktu, że w miasteczku byliśmy właściwie jedynymi osobami. siedliśmy w małej kawiarni na głównym placyku miasta łapiąc darmowy wi-fi, a dookoła nie było żywej duszy. zero przyjezdnych, po jakimś czasie pojawiło się kilku miejscowych. absolutnie rewelacyjne uczucie być samym w pustym, rozświetlonym ciepłym słońcem miasteczku gdzieś na krańcu Francji. słusznei moglibyście zauważyć, że 'przecież dzieci chałasowały' -- otóż nie, dzieciaki posnęły z upału i nie przeszkadzał nam nikt ;)

Francja 2015 -- cz. VI., Torreilles..

Francja 2015 -- cz. VI., Torreilles..

Francja 2015 -- cz. VI., Torreilles..

Francja 2015 -- cz. VI., Torreilles..

Francja 2015 -- cz. VI., Torreilles..Francja 2015 -- cz. VI., Torreilles..

Francja 2015 -- cz. VI., Torreilles..

Francja 2015 -- cz. VI., Torreilles..

Francja 2015 -- cz. VI., Torreilles..

22

lut
2016

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:46

jeszcze kilka widoków z przyjemnego letniego wieczoru w Collioure..

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

Francja 2015 -- cz. V., Collioure..

17

lut
2016

Francja 2015 -- cz. IV., Collioure..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:15

robiąc sobie przerwy od słońća i basenów odwiedzamy okoliczne miasteczka prowincji Pyrénées-Orientales. na uwagę zdecydowanie zasługuje Collioure, niespełna 3-tysięczne miasteczko malowniczo położone nad brzegami morza Śródziemnego. nad portem góruje forteca (fr. Château Royal de Colliour), rzadki to widok tak wysokich murów pod którymi opalają się ludzie na piaszczystej plaży. a za rogiem fajne średniowieczne miasteczko, pełne restauracji na otwartych przestrzeniach i wąskich uliczek kamiennego miasta..

Francja 2015 -- cz. IV., Collioure

Francja 2015 -- cz. IV., Collioure

Francja 2015 -- cz. IV., Collioure

Francja 2015 -- cz. IV., Collioure

17

lut
2016

Francja 2015 -- cz. III., camping w Torreilles..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 15:25

trafiamy w końcu do naszej finalnej destynacji -- na jeden z campingów w okolicy miasta Perpignan. tego typu miejsca są klasyką francuskich wakacji i większość campingów ma tak duże obłożenie, że miejsca trzeba bookować z dużym wyprzedzeniem. do morza kilkaset metrów, kilka basenów, zjeżdżalnie, place zabaw, sporo cienia -- miejscowych oraz Angoli jest tu od groma, a spotkaliśmy nawet 2 rodziny z Polski. takie niczym nieskrępowane wakacje rodzinne, któe dla mnie, zapalonego fana wypoczynku aktywnego, były nowością..

Francja 2015 -- cz. III., Camping w Torreilles..

Francja 2015 -- cz. III., Camping w Torreilles..

Francja 2015 -- cz. III., Camping w Torreilles..

Francja 2015 -- cz. III., Camping w Torreilles..

Francja 2015 -- cz. III., Camping w Torreilles..

Francja 2015 -- cz. III., Camping w Torreilles..

Francja 2015 -- cz. III., Camping w Torreilles..

Francja 2015 -- cz. III., Camping w Torreilles..

Francja 2015 -- cz. III., Camping w Torreilles..

Francja 2015 -- cz. III., Camping w Torreilles..

Francja 2015 -- cz. III., Camping w Torreilles..

Francja 2015 -- cz. III., Camping w Torreilles..

Francja 2015 -- cz. III., Camping w Torreilles..

09

lut
2016

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:46

przez wzgórza i pagórki pokryte winoroślami i polami słonecznikowymi docieramy do Carcassone oddalonego od Tuluzy o jakiejś 90 km. miasto znane jest ze wspaniałej średniowiecznej fortyfikacji obronnej na którą oczywiście wspinamy się razem z dzieciakami, wózkiem i całym majątkiem inwentarza. Carcassone to również gra planszowa, jedna z naszych ulubionych, którą katujemy późnymi wieczorami ze znajomymi, dlatego obejrzenie tego zamku było jednym z priorytetów. na miejscu oczywiście tłok i ścisk jak na Wawelu, ale miejsce świetne. brukowane uliczki, gęsta średniowieczna zabudowa, muzyka jarmarkowa, tańce i nowoczesna komercja. standardzik, choć w dobrym wydaniu. mury podobno sypały się przez setki lat, ale o zamek postanowiono zadbać i miejsce to dzisiaj jest jednym z najznakomitszych przykładów średniowiecznej architektury. co najważniejsze, rocznie odwiedza je ponad 3 mln turystów, co powoduje, że zamek tętni życiem przez cały rok, odbywają się tu rycerskie turnieje, wystawiane są sztuki, podaje się tradycyjne żarcie..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

Francja 2015 -- cz. II., Carcassone..

05

lut
2016

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 20:00

główne wakacje w 2015 roku spędzaliśmy na południu Francji. nigdy nie byliśmy w tamtych stronach i tak szczerze mówiąc, nie mieliśmy jakichś strasznie wygórowanych oczekiwań odnośnie tej podróży. oczekiwania jakie mieliśmy wobec południowych Włoch (małe przyjemne miasteczka, lokalne ryneczki, spokojne bajkowe życie na luzie) okazały się złudne, więc z automatu nie nastawialiśmy się na jakieś przebojowe miejsca w kraju obok. rozczarowaliśmy się jednak. pozytywnie. bo południowa Francja jest fe-no-me-na-lna!!

opis naszej przygody zacząć trzeba od tego iż była to pierwsza poważniejsza wyprawa z dzieciakami. z Irlandii płyniemy promem, co już samo z siebie było dla maluchów fajnym przeżyciem, a później, własnym samochodem musieliśmy przejechać 1000km na południe. czyli najpierw 16 godzin na drodze, a później jeszcze 12 w trasie. fajna perspektywa ;) choć akurat w pierwszą stronę trasa przeszła zupełnie bezboleśnie, bo dzieciaki były zmęczone po kołyszącym się promie i przespały połowę całej trasy, a system autostrad we Francji stoi na bardzo wysokim poziomie. choć trasy są drogie, ale to inna historia.

w przeciwieństwie do naszych wypraw z poprzednich lat nie nastawiamy się na żadne większe zwiedzanie. ot taki wypad rodzinny na nadmorski kamping, kilkudniowy luz na basenach i zjeżdżalniach, noclegi w klimatycznych posiadłościach ziemskich, czyli Château, przejazd u podnóża Pirenejów, jakieś małe spacery. takie wakacje na spokojnie. z większych rzeczy zwiedzamy Carcassone, jako że jest to miejsce, które dało nazwę naszej ulubionej grze planszowej. oraz niewielkie miasteczka przy granicy z Hiszpanią. i taki właśnie plan idealnie udało nam się zrealizować. łącznie na liczniku mieliśmy przejechane 2600km, z czego ok 250 zrobiliśmy w Irlandii, bo płynęliśmy z portu w Rosslare na południu wyspy..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

Francja 2015 -- cz. I., dojazd i plan akcji..

05

lut
2016

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. XII. -- Dino Dini interview (EN)..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 18:18

and in English in plain text:

Hi Dino, I can't start my interview in any other way but asking about new and shiny Kick Off Revival project. How did it happen that you again decided to refresh the franchise?

I have been continuing game development ever since the original Kick Off, but with time passing it became very difficult to do independent game development, because of the state of the industry. I was an indie gamedev before it became a thing. That all stopped when the first PlayStation came out. A good business model for indie game development no longer existed. I didn't want to make a game in my spare time and then let it disappear with no marketing and no support from the publisher. A few years ago I tried with a game called "Buggy Wars" that was released in pre-alpha, but I shelved this project because there were not enough people interested in playing it.

Then about two years ago, Sony started communicating with me, and eventually gave me the opportunity and funding to allow me to do my game my way, where I can call all the artistic shots and not be forced into certain solutions, like 3D realism or commentary - 10 years ago you couldn't do this.

What is your mission behind Revival?

I want to keep the spirit of the original game. The primary mission is to make this game with modern hardware and modern controllers, that has the spirit of the original game and takes it further.

What's your progress so far?

The ETA of the new game is 2016. For the last 18 months I've been working part time on it, but now it's my full time job. The final product will also use some of my early prototypes, like ball interception and free kick snippets.

What does your development crew look like today? Are you a solo-development team?

It's similar to the old KO - although I designed and programmed the game all by myself, I did have a publisher who provided support in certain areas. They connected me with Steve Screech who provided the pitch and sprite graphics, tested the game, advised on football and helped to devise and tune the tactic files. He had the role of a producer for KO, in the same way Mike Merren helped me on GOAL! It's like with books - you don't do everything in isolation, you have an editor to give you feedback. So even back then I wasn't all by myself and today this surrounding group is even larger. I’ve got someone to deal with the platform-specific stuff, someone else for special effects, art, animation, testing, optimization, marketing, etc. I've got all of them to help me so I can focus on game programming and game design.

Who's your publisher and what’s the role of Sony on this project?

Sony is backing up this project financially but it's being published by The Digital Lounge - the French company run by Abrial Da Costa, who's the guy behind the relaunch of Another World. So it's bigger and more professional compared to the original KO.

How did your development environment change over the years?

Previously it was just bedroom programming and in general bedroom business. It was a 68k assembler vs Unity3d nowadays. But honestly the environment hasn't changed that much; there are obviously different languages giving you the convenience to make the game better, but in the end the whole process is very similar. I sometimes even question how much more productive I actually am nowadays, because I managed to make the original KO1 all in assembler in 15 months and only 3 months to do KO2 on top of KO1 source code. I did rewrite the entire code for GOAL! though.

Now, lyrics in your KO2 World Cup anthem say: "25 years they've played my game". What do you actually feel seeing all these people playing KO and gathering all together year after year?

I feel proud! If there is something I want to achieve with any of the art is to stand the test of time. I view what I do as an art form and my games are performances which are presented to the gaming audience thought a technological medium. To me writing a game is like writing a book or song. The ultimate goal is to create something that has a value so that it can be remembered. This is an artist's ultimate test, isn't it? So yes, I can say it looks like I created something that stood the test of time and I'm proud of that and I'm happy of this achievement.

Do you keep in touch with folks from KO-Gathering? What are your relations with the KO community?

Sure, but I don't have a day-to-day interaction with the group, as I'm a bit busy and also try to keep a little bit of a distance, because I don't find it too healthy to be right in there all the time. But I started to attend the events a few years ago. The first one was in Milan and the community treated me very nicely, they gave me a lifetime achievement award. This is a very precious thing to me and means a lot. Nowadays I'd like to get more involved into community, but the problem is to figure out how do to it so that it all works. I'd like to be involved into the development of the official competition version for Amiga. The current tournament versions aren't being developed by the source code, they are created by just hacking the executable.

Isn't it a perfect opportunity for you to get back to the community by offering your help and KO2's source code?

Yeah, it could! But first I need the community to really want it. The community can be a bit fickle. When I got back to EU in 2002 and I introduced myself to the KO association I was not received in a very friendly way. We moved on since then, but the community is its own thing and although I don't aspire to be the community ruler I still want to be the owner of the game. I view it as a protections of my moral rights. Strictly, people should ask for permission from me to modify my work. If people are playing with something that I haven't designed then obviously we start to get an issue with creative ownership. It's like people modifying a book to their own taste or editing a film, eg. Star Wars Episode IV, would that be right? It's an interesting question.

What kind of modifications are you referring to?

Most importantly, there were already many fixes made to many different versions of KO: starting from the original, through World Cup, Final Whistle, to Return to Europe. There are a whole bunch of data disks that extended and fixed the game. There was also an 'oracle' crack that was much more popular than the official versions, which is probably the most played version of my game (with possibly unknown modifications). It turned out that there was a bug that I fixed, which may have appeared in early versions of the game. And this is not what I intended as a designer! In a sense there was a version branch and a bug just became a feature. It gets worse.. people play hacked versions of my game and I don't even know whether their bug complaints are related to the version they have been playing, or if the bugs are in the crack.

What bug was it?

It was called "Penalty Box Dribbling". It seems it was a piece of code that was used for Player Manager to make the players more likely to score in the penalty area by allowing them to control the ball better in the box. And I was okay to do this for AI, but absolutely not okay to do that for a player! It goes completely against my philosophy: a player and a ball a separate entities and you don't mess with them. It turned out that, by mistake, it was active also for joystick players and resulted in players being able to control the ball differently in the penalty box. Some players who got used to this feature really wanted to keep it in and those who didn't use it considered it as cheating.

The competitive version actually has the "PBD" toggle feature.

Yes, Steve C made it as an option to be turned on/off individually for players to try resolving this situation.

How do you design games? How do you approach the unknown before you hit programming phase of the game creation process?

When someone asks me to design a game based on sport, the first thing I do is to fully understand the concept of what I based my game on. And then I look for the most important design rules for my game, as the game I simulate already has its own set of design rules. So the natural thing is to go to the actual rules of football, which have been chosen as they made this game so exciting. I call it going to the source. Unfortunately, some people making games go to the previous version of the same genre. E.g. by making a racing game they tend to see the previous racing games, and I think this is wrong. Instead they should start by learning about the sport, and trying to understand what's boring and what's exciting. Even the Formula 1 regulators adapt to make their sport more exciting and game designer has to do the same: decide which rules add and which diminish the excitement. You have to decide on what you keep and what you throw away. In KO I didn't want to have an off-side rule, because I didn't think it was necessary, but I did want the ball not to stick because I felt it very important.

The fact that the ball doesn't stick to the foot is the main stamp of KO. Was it your initial concept or was it developed during the design phase?

Right at the beginning the first thing I built was the pitch and a ball. And I made the ball an entity by itself equipped with physics. I never wanted the ball to stick as it would be like carrying the ball around, and it's not football. The most important parts of the game are the ball and the players’ feet, and making it sticky is just breaking the reality and destroying the spirit of the game. It's an identifying feature of the sport, so carrying can work fine in basketball or rugby, but not in football. This is also what makes football a difficult sport.

Have you ever considered acquiring players' and teams' licenses or was it still too expensive back then?

There is a whole heap of issues around this. One of them is that you have to pay a license to use real player names, but then also when you do that, you can end up in trouble if bad things happen in the game. E.g. When working on "Player Manager" I wanted to make random things happening to simulate real life. Like injuries, affairs or player’s bad attitude to get him involved into bar fights. Isn't that interesting? This is part of life and it would make for great game play. But clearly, if the greatest star in your game is arrested by police on drugs charges you can get into real trouble. My philosophy here is that the game comes first. If you get yourself involved in the licenses that make sense only from business and marketing point of view, it won't help your game play.

Did KO make you rich back then?

No, I didn't have a publisher that was behaving in an ethical way towards me. So no, I never got any major financial reward.

What was wrong between you and Anco?

I worked with Anco without a proper contract and without any proper agreement. It all started off as a low risk project, so we had an agreement, but it wasn't anything professional. And to be honest, Anco had done their part of the deal by allowing the game to be successful. So I was quite happy to carry on that way and I wasn't as greedy to expect anything else. Until, one day, I went to Japan to help producing KO on SNES and I was presented with a video clip of another football game submitted to them by ... my publisher. It was Sensible Soccer, so Anco was talking to Sensible Software, which made me upset. My publisher that I was loyal to for all these years dealing with the clone of my game? "What about loyalty?", I asked and got an answer: "I don't owe you any loyalty". That was pushing me too far and at that point I said "Okay, then I don't own you any loyalty either". And so I was self-funding the development of KO3 (Goal!) and jumped ship to Virgin Games.

Anco kept the "Kick Off" franchise, right?

Yeah, I couldn't take that off them, because there was no paperwork. It was a mess. And so I got detached from my creation and it's a painful lesson for me. They then continued to create new games under the same brand. What's worse, some version of them were based on my own source code not authorized by me. The lesson is always make sure that a proper agreement is in place!

Was it the case with PC version of KO as well?

The PC version of KO has nothing to do with me. Anco has done it, probably using my source code. The point is that they kept doing KO games without me and it actually caused me damage, as people see a KO game and they think: "Oh, this is from Dino Dini".

Do you still recall any funny bugs from the KO2 development works?

There were a few of them. There was a bug that would make a white player to appear on the pitch. These sprites were unused and were meant to appear only in case of an error. This mystical white player that would rarely appear got interpreted as a ball boy. Another one was the situation when ball would end up on top of the net and everybody was there looking at each other, because the goalkeeper didn't know how to get the ball. Or the one with the strange and annoying bug with the corner kick in practice mode. Sometimes, if the ball goes out with the keeper's deflection but crossing the center of the goal line the corner was called on the other side of the pitch. This is actually why I decided to rewrite everything for Goal!, because the finite-state machine I was using was not up to the task of creating these complex interactions of logic over time in the robust way. So I had to come out with something better.

Can you tell us more about the war between football games back in early 90s?

My relationship with the audience has been very difficult for all these periods. In mainland Europe there is very little bad feeling towards me, but in the UK it has been a bit different. There was that war that happened between Kick Off and Sensible Soccer. In fact both of these games owed their existence to me, because Sensible Soccer was a Kick Off clone! Sensible Software actually acknowledged this in interviews that their game was created on my KO concept, that they played KO and wanted to do their own football. I did not clone their Microprose Soccer, I did not even play It, and if there any similarities they are coincidental. It's difficult, as people just take someone's product in order to release their own, and eventually they release almost identical one, with few basic changes. I could have lived with it, but then there was this war started off by Amiga Power magazine which later took over the media. I came off really bad, as I had been silent in the media until Amiga Power published a fake letter supposedly from me, which harmed my reputation, and caused me a lot of pain.

Was there anything not implemented in the original KO that you wanted to see in game?

There were some features but I kept adding new content in the following versions of this game. At some point of KO2 (around Expansion disks) there wasn't actually much more to put in, and that was actually one reason on why I rewrote the game completely for “GOAL!”, which would have been Kick Off 3. The main feature with “GOAL!” was that I wanted a player to control running speed. And it was something I was missing from previous KOs, but that required a complete rewrite of the game as it was such a fundamental change. So the inertia (speeding up and down) was put in so that one can control player’s speed. Nowadays we have analog sticks and it's possible to control it much easier.

So can we expect this feature in Revival?

Yes, the intention is to allow you to control the speed of your player, so that you can choose between speed and low ball control or better control but with a slower run. This is true with the real sport. However, because of this can now be done by pushing the stick by different amounts, there is no need for inertia.

Thank you and good luck with your new game!

05

lut
2016

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. XII. -- wywiad z Dinem Dini (PL)..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 18:05

jeszcze raz, w wersji tekstowej. po polskiemu:

Cześć Dino, nie mogę zacząć tego wywiadu w żaden inny sposób, jak tylko pytając o twój najnowszy projekt, Kick Off Revival. Co wpłynęło na decyzję o wznowieniu serii KO?

W branży tworzenia gier komputerowych tkwię nieprzerwanie od czasu wydania oryginalnego Kick Off-a, ale z biegiem czasu, z uwagi na naturalny kierunek rozwoju tego biznesu, życie niezależnych twórców stawało się coraz cięższe. Zaliczałem się do twórców niezależnych jeszcze zanim termin „indie gamedev” w ogóle coś znaczył. Wszystko zmieniło się w momencie wydania pierwszej konsoli PlayStation, co finalnie położyło kres panującemu wówczas modelowi biznesowemu. Nie chciałem, aby tworzone przeze mnie w wolnych chwilach gry po prostu zanikały, a bez kampanii marketingowej i odpowiedniego wsparcia ze strony wydawcy, z pewnością tak by się działo. Kilka lat temu doprowadziłem grę „Buggy Wars" do wersji pre-alpha, ale projekt wkrótce potem porzuciłem, bo nikt nie był nim zainteresowany.

Jakoś przed dwoma laty skontaktowała się ze mną firma Sony i dała mi możliwość oraz wsparcie materialne na zrobienie gry „po mojemu”. To ja podejmuję wszelkie decyzje projektowe i nie jestem zmuszony do wprowadzenia rozwiązań, których w grze nie chcę widzieć, jak pełen realizm trójwymiarowości czy meczowy komentarz – 10 lat temu takiej możliwości nie miałem.

Co jest twoim priorytetem przy pracach nad Revival?

Koniecznie chcę utrzymać tę grę w konwencji oryginalnego Kick Off-a. Priorytetem jest zachowanie grywalności oryginału przy wykorzystaniu aktualnego sprzętu i nowoczesnych kontrolerów. To dla mnie punkt wyjścia dla dalszych rozwiązań.

Jak postępują prace?

Wydanie gry planowane jest na rok 2016. Przez ostatnie 18 miesięcy pracowałem nad nią tylko w wolnych chwilach, ale obecnie jest to moje podstawowe i pełnoetatowe zajęcie. Produkt finalny będzie bazował na niektórych prototypach rozwiązań z wcześniejszych okresów moich prac. Planuję wykrozystanie istniejącego już systemu przejmowania piłki czy wykonywania stałych fragmentów gry.

Jak dzisiaj kształtuje się twój zespół developerski? Czy, podobnie jak za dawnych lat, nadal pracujesz samodzielnie?

Wygląda to podobnie jak w przypadku prac nad dawnymi grami z serii KO. Mimo faktu, iż samodzielnie projektowałem i pisałem swoje gry, to zawsze miałem za sobą wydawcę wspierającego moją pracę w określonych dziedzinach. W Anco współpracowałem ze Stevem Screechem, który dostarczył sprite’y i grafikę boisk, zarządzał testami, doradzał w sprawach czysto piłkarskich oraz pomagał tworzyć taktyki meczowe i zapisywać je w formie plików. Był producentem pierwszych Kick Off-ów w podobnej mierze, w jakiej Mike Merren wspierał mnie przy pracach nad późniejszą grą GOAL! Panuje tu podobny schemat jak w przypadku pisania książki – autor nie tworzy całego dzieła samemu, a ma za sobą wsparcie swojego redaktora. Tak więc w dawnych czasach nie pracowałem samemu, choć dzisiaj moja grupa wsparcia jest zdecydowanie większa. Mam do dyspozycji specjalistów od spraw sprzętowych, ludzi od efektów wizualnych, grafiki, animacji, testów, optymalizacji, marktingu, itd. Otrzymałem wsparcie zespołu i dlatego mogę skupić się tylko i wyłącznie na projektowaniu i tworzeniu samej gry.

Kim jest twój wydawca i na czym polega rola firmy Sony w tym projekcie?

Sony wspiera projekt finansowo, ale wydawcą będzie The Digital Lounge – francuska firma prowadzona przez Abriala Da Costę, gościa od nowego wydania kultowego Another World. W porównaniu do pierwszych Kick Off-ów organizacja projektu wygląda bardzo profesjonalnie.

W jaki sposób zmienił się twój warsztat developerski na przestrzeni lat?

Poprzednie gry tworzyłem w domu i całość była również właśnie takim domowym biznesem. Kiedyś pracowałem w czystym asemblerze 68k, a teraz moim środowiskiem jest Unity3d. Ale tak szczerze mówiąc sposób mojej pracy za bardzo się nie zmienił: obecnie w użyciu są oczywiście wszystkie te nowoczesne języki programowania znacząco ułatwiające pracę, ale sam proces tworzenia gry wygląda podobnie. Zdarza mi się nawet powątpiewać w moją obecną produktywność, gdyż stworzenie oryginalnego KO1 w czystym asemblerze zajęło mi tylko 15 miesięcy, a stworzenie na tej bazie KO2 – zaledwie 3 miesiące. Całość kodu napisałem od zera dopiero podczas tworzenia gry GOAL!.

W hymnie napisanym specjalnie na tegoroczne Mistrzostwa Świata w KO2 śpiewasz: „Od 25 lat grają w moją grę...". Co tak naprawdę czujesz widząc wszystkich tych ludzi spotykających się przy Kick Off-ie rok po roku?

Czuję dumę! Jeśli jest coś, do czego dążę w moich pracach, to takim celem jest to, aby przetrwały one próbę czasu. Swoje produkcje traktuję jako formę sztuki, a moje gry są przedstawieniami odgrywanymi dla społeczności gier komputerowych przy wykorzystaniu rozwiązań technicznych. Produkcja gry jest dla mnie niczym pisanie książki lub piosenki. Celem nadrzędnym jest stworzenie czegoś wartościowego, czegoś co zostanie w pamięci odbiorców. To taki ostateczny test dla twórcy, nieprawdaż? Więc tak, mogę powiedzieć, że stworzyłem coś, co przetrwało próbę czasu. Jestem dumny i szczęśliwy z tego osiagnięcia.

Utrzymujesz kontakt z chłopakami z KO Association? Jakie są twoje relacje ze społecznością KO?

Jasne, choć nie są to kontakty codzienne. Jestem zajęty wieloma sprawami, a ponadto staram się utrzymać pewien dystans, bo uważam, że stałe bycie w centrum uwagi jest niewskazane. Od kilku lat natomiast uczestniczę w spotkaniach fanowskich: pierwszy zlot z moim udziałem odbył się w Mediolanie, gdzie przyjęto mnie naprawdę serdecznie i gdzie otrzymałem nagrodę za całokształt osiągnięć (ang. lifetime achievement award). To fanowskie wyróżnienie jest wyjątkowe i wiele dla mnie znaczy. Chciałbym bardziej zaangażować się w wydarzenia społecznościowe, ale najpierw należy się zastanowić, jak to wszystko ułożyć, aby moja interakcja rzeczywiście miała sens. Na pewno chciałbym uczestniczyć w tworzeniu oficjalnej official competition version for Amiga . Obecna wersja turniejowa nie jest wynikiem kompilacji mojego kodu, a bazuje na shackowaniu pliku wykonywalnego.

Czyż nie jest to idealna okazja, abyś wyszedł do społeczności z propozycją udostępnienia kodu KO2 oraz zaoferował swoje wsparcie?

Jasne, mógłbym to zrobić! Ale najpierw muszę być pewny, że druga strona naprawdę tego chce. Wiesz, społeczność graczy potrafi być kapryśna. Gdy wróciłem do Europy w 2002 roku i przedstawiłem się członkom KO Association nie zostałem przyjęty zbyt miło. Od tego czasu różnie między nami bywało, lecz mimo że nie aspiruję do bycia jednym z liderów, to jednak wciąż chcę pozostawać właścielem praw do własnej gry. Postrzegam to jako ochronę moich autorskich praw osobistych. Ściślej mówiąc, społeczność powinna wyjść do mnie z zapytaniem o możliwość modyfikacji mojego produktu. Mamy tu do czynienia z łamaniem podstawowej własności intelektualnej, gdyż w użyciu pozostają niezaprojektowane przeze mnie modyfikacje. To tak jakby ktoś zmodyfikował według własnych upodobań jakiś film, powiedzmy, Star Wars Episode IV. Czy to byłoby w porządku?

O jakich modyfikacjach mówisz?

Przede wszystkim należy wspomnieć, że do różnych wersji KO wyszło wiele poprawek: począwszy od wersji oryginalnej, poprzez „World Cup”, „Final Whistle”, aż po „Return to Europe”. Powstało wiele dodatków, które poszerzały i usprawniały grę. Równolegle na rynku istniała również niezwykle popularna wersja scrackowana, tzw. Oracle, która prawdopodobnie była najczęściej grywaną kopią mojej gry (z nieznanymi mi modyfikacjami). Okazało się, że wersja ta powiela błąd, który w jednym z moich wcześniejszych dodatków został już dawno naprawiony. Można powiedzieć, że w pewnym momencie nastąpiło rozgałęzienie wersji KO2 i błąd stał się funkcjonalnością. Oczywiście nie jest to coś, co planowałem jako projektant! Co więcej, gracze narzekali na błędy, a ja nawet nie wiedziałem, czy usterki są rzeczywiste, czy to tylko oni grają w wersję scrackowaną.

Możesz wyjaśnić ten błąd?

Chodzi o kontrolę piłki w polu karnym, tzw. „Penalty Box Dribbling bug”. W edycji Player Manager wprowadziłem zmianę, która miała ułatwiać zdobycie gola poprzez łatwiejszą kontrolę piłki w polu karnym. Zgodziłem się, aby cecha ta pozostała w grze dla AI, ale absolutnie nie dla ludzkiego gracza! Byłoby to przeciwko mojej filozofii: zawodnik i piłka to dwa osobne elementy i nie należy z nimi kombinować. Okazało się jednak, że przez błąd w kodzie cecha ta była również aktywna dla ludzkich graczy, co skutkwało łatwiejszą kontrolą piłki w polu karnym. Gracze, którzy przyzwyczaili się do tej zmiany, żądali jej pozostawienia, inni z kolei traktowali ją jako ułatwienie, a wręcz oszustwo.

Obecna competitive version posiada przełącznik "PBD".

Tak, próbując jakoś rozwiązać tę sytuację Steve C dodał „PBD” jako opcję do indywidualnego ustawienia przed rozpoczęciem meczu.

Na czym polega sekret twojego projektowania gier? W jaki sposób podchodzisz do zagadnień projektowych jeszcze przed rozpoczęciem fazy programowania?

Gdy chcę zaprojektować grę bazującą na istniejącej dyscyplinie sportowej, pierwszą rzeczą jest dokładne rozpoznanie założeń danego sportu. Następnie przechodzę do najważniejszych reguł projektowych mojej gry, ponieważ dyscyplina, którą staram się odwzorować, bazuje już na określonym zbiorze reguł. Naturalnym więc krokiem jest przyjrzenie się regułom piłki nożnej, które przecież uczyniły tę grę tak fascynującą. Nazywam to odwołaniem się do źródeł. Niestety, większość projektantów odwołuje się raczej do poprzedniej gry z tej samego gatunku. Przykładowo, projektując nowe wyścigi samochodowe bazuje się na poprzednich grach rajdowych, co ja uważam za istotny błąd. Powinno się raczej rozpocząć od analizy założeń sportów samochodowych i spróbować zrozumieć, co jest w nich interesującego, a co nużącego. Przecież nawet kierownictwo Formuły 1 dostosowuje reguły tak, aby uczynić ich sport jeszcze lepszym. Twórcy gier powinni więc zrobić to samo: rozpatrzyć reguły, które powinny znaleźć się w ich produkcie, a zrezygnować z tych nieporządanych. W Kick Off-ie nie wprowadziłem zasady spalonego, bo uważałem, że nie jest potrzebna. Uważałem natomiast za niezwykle ważne, aby piłka nie „kleiła” się do nóg zawodnika.

Fakt, że piłka nie trzyma się stopy jest znakiem rozpoznawczym całej serii. Czy takie założenie przyświecało ci od samego początku fazy projektowania?

Już na samym początku pierwszą rzeczą, jaką stworzyłem, było boisko i piłka. Z piłki uczyniłem niezależny element podlegający prawom fizyki. Nigdy nie chciałem, aby piłka trzymała się zawodnika, gdyż byłaby wówczas „noszona”, a tak przecież piłka nożna nie wygląda. Najważniejszymi elementami w grze jest więc piłka i stopa zawodnika, a połączenie tych dwóch bytów byłoby zakłamaniem rzeczywistości i zrujnowaniem ducha gry. To cecha identyfikacyjna tego sportu, a „noszenie” piłki byłoby w porządku w koszykówce czy rugby, ale zupełnie nie na miejscu w piłce kopanej. To również sprawia, że piłka nożna jest trudnym sportem.

Czy kiedykolwiek brałeś pod uwagę nabycie licencji poszczególnych graczy, drużyn czy całych lig, czy już wtedy było to nieosiągalne?

Z licencjami wiąże się mnóstwo problemów. Jednym z nich jest jest bardzo wysoka opłata, a jej wniesienie potencjalnie pociąga za sobą kolejne trudności. Projektując „Player Managera” chciałem, aby w grze przewijały się losowe tórzy mogliby wszczynać bójki w knajpach. Byłoby to ciekawe, nieprawdaż? To część piłkarskiego życia, któ ra mogłaby znacząco podnieść grywalność. Z drugiej jednak strony, jeśli najlepszy gracz zostałby aresztowany za przestępstwo narkotykowe, to ty, jako projektant, moż esz mieć spore kłopoty. Uważam, że najważniejsza jest gra. Jeśli uwikłasz się w sprawy licencyjne ważne tylko ze względów biznesowych i marketingowych, to z pewnością nie podniesie to samej grywalności.

Czy w tamtych czasach KO uczynił cię bogatym?

Nie, nie miałem etycznie zachowującego się wydawcy. Więc nie, nigdy nie odniosłem znaczącego sukcesu finansowego.

Co było nie tak między tobą a Anco?

Współpracowałem z Anco bez stosownej umowy i odpowiedniego kontraktu. Wszystko zaczęło się jako mało ryzykowny projekt, więc nasza umowa nie była skonstruowana zbyt profesjonalnie. Szczerze mówiąc, Anco wypełniło swoje zobowiązania pozwalając mojej grze osiągnąć sukces. Ja osobiście byłem z tego faktu zadowolony i niezbyt zachłanny, aby oczekiwać więcej. Aż do momentu, gdy w Japonii, podczas prac nad KO na platformę SNES, przedstawiono mi klip filmowy z nowej gry piłkarskiej przesłanej tam przez ... mojego wydawcę. Było to Sensible Soccer, tak więc Anco rozmawiało za moimi plecami z Sensible Software, co było dla mnie obraźliwe. Mój własny wydawca, któremu ja pozostawałem wierny przez lata, próbował sprzedawać klon mojej własnej gry? „A co z lojalnością?” – spytałem, na co usłyszałem: „Nie jestem ci winien żadnej lojalności!". Tego było już dla mnie zvyt wiele, więc odpowiedziałem: „W porzadku, więc ja również nie muszę być ci lojalny!". I tak samemu sfinansowałem prace nad KO3 (GOAL!), a później związałem się z Virgin Games.

Anco zachowało prawa do marki „Kick Off”, prawda?

Tak, nie mogłem im tego zabrać, gdyż nie mieliśmy podpisanego niczego na papierze. Panował straszny bałagan. W taki sposób odebrano mi prawa do mojej własnej gry, co było dla mnie bardzo bolesną lekcją życia. Anco nadal wydawało nowe gry pod tym samym szyldem, a co gorsza, część z nich nadal bazowała na moim własnym kodzie źródłowym, na którego wykorzystanie oczywiście nigdy nie udzieliłem pozwolenia. Należy pamiętać, aby zawsze podpisywać odpowiednie umowy!

Czy wiąże się to również z pecetową wersją Kick Off-a?

Wersja na PC nie ma nic wspólnego ze mną. Stworzyła ją firma Anco prawdopodobnie wykorzystując przy tym mój kod źródłowy. Cały problem polegał na tym, że Anco tworzyło kolejne gry zupełnie bez mojego udziału, czym zresztą wyrządzali mi krzywdę, gdyż gracze biorący do ręki kolejnego Kick Off-a myśleli, że jego autorem jest Dino Dini.

Czy możesz zdradzić jakieś śmieszne błędy z czasów tworzenia KO2?

Było ich kilka, na przykład błąd powodujący pojawienie się na boisku zawodnika ubranego na biało. Biały sprite w samej grze był nieużywany, a jego wyświetlenie podczas testów sugerowało wystąpienie błędu. No więc ten mityczny już biały gracz został przez graczy zinterpretowany jako chłopak od podawania piłek. Innym błędem była sytuacja, w której piłka lądowała na siatce za bramką, a zawodnicy tylko się sobie przyglądali, bo nikt nie wiedział jak tę piłkę stamtąd ściągnąć. Lub ten denerwujący błąd z rzutem rożnym w trybie praktyki: niekiedy, gdy piłka po rękach bramkarza wychodziła za linię boiska przecinając środek bramki odgwizdywany był rzut rożny z drugiej strony boiska. Automat skończony (ang. finite-state machine) w pierwszych Kick Off-ach nie był w stanie wykonywać wszystkich tych skomplikowanych interakcji logicznych i właśnie z tych powodów napisałem GOAL! całkowicie od początku. Musiałem zaprojektować coś lepszego.

Z czego wynikała rywalizacja i napięcie, jakie wytworzyło się na początku lat 90-tych między grami piłkarskimi?

Moje związki ze społecznością zawsze były bardzo napięte. W reszcie krajów europejskich miałem dobrą prasę, lecz na Wyspach sprawy przedstawiały się inaczej. Rozpętała się prawdziwa wojna między zwolennikami Kick Off-a i Sensible Soccer. W zasadzie obydwie te gry zawdzięczają swój byt mojej osobie, ponieważ Sensible Soccer był klonem mojej gry! Osoby z Sensible Software przyznały w kilku wywiadach, że ich gra bazowała na koncepcie KO i zanim stworzyli swoją własną grę piłkarską grali własnie w Kick Off-a. Ja nie sklonowałem ich Microprose Soccera, nigdy w niego nie grałem, a ewentualne podobieństwa są przypadkowe. To skomplikowana sprawa, gdy pewne osoby biorą czyjś produkt delikatnie go tylko modyfikując i publikują jako swój własny, choć obie gry pozostają prawie identyczne. Osobiście puściłbym to nawet płazem, ale właśnie wtedy magazyn Amiga Power rozpoczął na swoich łamach tę wojnę, podchwyconą później przez inne media. Przez cały ten okres wstrzymywałem się z komentarzem, ale w pewnym momencie Amiga Power opublikował na swoich łamach rzekomo mój list, co było wielkim oszustwem. Cała ta afera zaszkodziła mojemu dobremu imieniu i przyspożyła mi sporo zmartwień.

Czy był jakiś element lub rozwiązanie w oryginalnym KO, którego nie udało ci się zaimplementować?

Były pewne rozwiązania, ale na bieżąco dodawałem je w kolejnych wydaniach gry. W pewnym momencie rozwoju KO2, jakoś w okolicach publikacji Dodatków (ang. Expansion disks) nie było już zbyt wiele do rozwinięcia i to również zdecydowało, że kod źródłowy gry “GOAL!”, która zresztą miała być Kick Off-em 3, napisałem od początku. Główną zmianą w grze “GOAL!” miała być kontrola nad prędkością poruszania się zawodników. Brakowało mi tego rozwiązania we wcześniejszych moich grach, ale taka zmiana była na tyle fundamentalna, że wymagała napisania gry od nowa. Dodałem zasadę inercji podczas przyspieszania I zwalniania, która umożliwiała panowanie nad prędkością biegu. czyli So the inertia (speeding up and down) was put in so that one can control player’s speed. W obecnych czasach gramy na kontrolerach analogowych i panowanie nad prędkością poruszania się jest zdecydowanie prostsze.

Możemy oczekiwać tego rozwiązania w Revival?

Jasne, założeniem jest pełna kontrola nad prędkością poruszania się zawodników, czyli szybki bieg i słabe panowanie nad piłką lub dobra kontrola ale wolniejszy bieg. Tak właśnie wygląda to w prawdziwym sporcie. Jednakże, nie ma tu już potrzeby wprowadzania zasad inercji, gdyż wystarczy odpowiedni stopień wychylenia kontrolera.

Dziękuję i życzę powodzenia w pracach nad nową grą!

02

lut
2016

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. XII. -- wywiad z Dinem Dini..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 17:15



Dino Dini to brytyjski projektant i programista gier komputerowych -- osoba, która 20 lat temu wywarła na mnie duży wpływ poprzez tworzone przez siebie gry. Kick Off-a -- flagową serię tego projektanta -- katowałem latami, od rana do wieczora, od początku do końca mojej aktywnościa amigowej. u siebie w mieszkaniu, ale również u Hrynia, który to jakoś w 1993 roku zaznajomił mnie z tą grą. KO2 to bezprzecznie najlepsza 16-bitowa kopanina, a być może i najlepszy symulator piłkarski wszech czasów.

moja fascynacja Kick Off-em zbiegła się w czasie z wybuchem mojej największej życiowej pasji -- z piłką nożną. te dwie moje miłostki splotły się w jedną całość za pośrednictwem Amigi i kto wie, czy oddziaływałyby na mnie tak mocno nie będąc ze sobą splecione. były to oczywiście jeszcze czasy bezinternetowe, czasy, w których w Polsce nadal królowało piractwo (ustawa o prawie autorskim miała wejść w życie 3 lata później), a gry i programy przekazywane były pocztą koleżeńską. wszedłem więc w posiadanie KO2 i były tygodnie/miesiące podczas których nie grywałem w żadną inną grę. trzeba nadmienić, że ja w wieku 12-15 lat nie robiłem w zasadzie niczego innego, liczyły się tylko gry i piłka nożna.

KO2 dysponuje bardzo fajną grafiką wyświetlaną podczas stosunkowo długiego wczytywania się gry. czekając tę minutę czy dwie wpatrywałem się w nieznanych mi wtedy z nazwiska piłkarzy, a moja kreatywna dusza dopowiadała sobie resztę. a po wczytaniu pojawiał się napis: PROGRAM BY DINO DINI. kim jest ten tajemniczy gościu, którego nazwisko przywodził na myśl dinozaura, a nie jakąś realną postać? kim musi być ten facet, który stworzył takie cudeńko, które przykuło mnie do ekranu na dłużej, niż jakakolwiek inna gra w historii? nie znałem odpowiedzi, ale w tamtym okresie Dino Dini utkwił mi głęboko w pamięci i pomyślałem sobie wówczas, że chciałbym tego gościa kiedyś spotkać.

po 20 latach doszło do takiego spotkania. w Irlandii, w Dublinie, podczas mistrzostw świata w Kick Off-ie 2. Dino zgodził się udzielić mi ekskluzywnego wywiadu dla naszego retro magazynu o komputerach marki Commodore. spędziliśmy razem ponad godzinę i podczas lunchu przebiegliśmy przez 25-letnią historię jego dokonań. byłem nieźle przygotowany, przeczytałem sporo materiałów, zdawałem sobie sprawę z trudności przez jakie przeszedł oraz dobrze orientowałem się w realiach game developmentu z początku lat '90-tych. wywiad wyszedł fajnie, pytania były ciekawe, flow dobry, Dino mówił chętnie, trochę rozlegle, ale w miarę do rzeczy. wyszedłem zadowolony z samego materiału oraz z faktu, że byłem równoprawnym rozmówcą -- siedziałem przecież sam na sam z idolem mojej młodości nie czując żadnego skrępowania czy tremy, a przecież rozmowa toczyła się po angielsku na gruncie wcześniej mi nie znanym.

a jednak po wszystkim pozostał we mnie spory niesmak. zburzyłem sobie w głowie pewien obraz wiążący światowej sławy game developera z idealizmem, a okazało się, że to taki sam człowiek, jak my wszyscy. człowiek, który od lat nosi w sobie masę złości i niezadowolenia do otoczenia. facet, któremu jednak nie wszystko się udało, którego kariera nie rozwinęła się tak, jakby sobie tego życzył, który nie osiągnął tyle, ile planował. przez godzinę nasłuchałem się o trapiących go konfliktach, z czego wyłonił się obraz człowieka niepewnego siebie i wiecznie obrażonego. poznałem osobowość twórcy mojej gry wszechczasów, ale wewnętrznie nie byłem na to gotowy i, tak szczerze mówiąc, w przyszłości będę wspominał to spotkanie bardziej przez pryzmat zniszczenia mojego idealizmu z lat młodzieńczych, niż przez sam fakt spotkania interesującej osoby publicznej.

Dino Dini, twórca Kick Off-a, wywiad

Dino Dini, twórca Kick Off-a, wywiad

Dino Dini, twórca Kick Off-a, wywiad

Dino Dini, twórca Kick Off-a, wywiad

Dino Dini, twórca Kick Off-a, wywiad

Dino Dini, twórca Kick Off-a, wywiad

Dino Dini, twórca Kick Off-a, wywiad

Dino Dini, twórca Kick Off-a, wywiad

Dino Dini, twórca Kick Off-a, wywiad

Dino Dini, twórca Kick Off-a, wywiad

Dino Dini, twórca Kick Off-a, wywiad

Dino Dini, twórca Kick Off-a, wywiad

03

gru
2015

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. XI. MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 23:48

pod względem grywalności i realizmu rozgrywki Kick Off 2 uważany jest za jedną z najlepszych kopanin piłkarskich, kiedykolwiek wydanych, czy to na komputery 16-bitowe, czy na dowolną inną platformę. od premiery gry mija właśnie 25 lat, a fakt, że po dziś dzień seria KO gromadzi wokół siebie aktywną społeczność zdaje się potwierdzać tezę o jej wyjątkowości. w październiku ogłoszono kolejną wersję Kick Offa, tym razem na PS4, a w listopadzie rozegrano XV już Mistrzostwa Świata, co czyni z KO2 prawdziwego pioniera światowego e-sportu.

fenomen gry opiera się na dynamice rozgrywki, lecz kluczowym czynnikiem pozostaje niezwykle rozwinięta, jak na możliwości joysticka z pojedynczym przyciskiem fire, możliwość kontrolowania piłki. to właśnie ten aspekt sprawia, że umiejętności gry w KO2 można doskonalić -- podobnie jak w prawdziwej piłce nożnej można wciąż doskonalić umiejętności dryblingu, przyjmowania, odbioru i podawania piłki. jakość, precyzja, skuteczność w grze zależą tylko i wyłącznie od umiejętności gracza, a nie jak w nowoczesnych grach -- od statystyk postaci w grze. jednym słowem, w KO2 można grać na poziomie amatorskim, ale można również prezentować poziom profesjonalnego gracza, jeśli już trzymamy się nomenklatury e-sportu. nie będę was tu zanudzał niuansami „KO2”, przeczytacie o tym więcej w dwóch wywiadach prezentowanych w kolejnych artykułach w tym temacie.

jubileuszowy, XV już turniej MŚ, rozegrano w Irlandii, w dawnym budynku fabryki czekolady w samym sercu Dublina. w dwudniowej imprezie wzięło udział 38 graczy z 11 krajów, a rangę turnieju podkreśliła obecność obydwu twórców gry: Dino Dini (projektant i programista) oraz Steve Screech (grafika, dźwięk, taktyki, produkcja) po raz pierwszy w historii wspólnie uczestniczyli w MŚ. impreza rozpoczyna się podniośle i nieco... humorystycznie: przy flagach i dźwiękach hymnów narodowych zripowanych z commodorowskiego Olympic Games, gracze z danego kraju po kolei wychodzą na środek sali witając się i pozując do wspólnych zdjęć. oklaski, powitania, krótkie przemowy i zaczyna się kopanie piłki na 12-stu zestawach Amig (1200 i 500) podłączonych do tradycyjnych telewizorów lub monitorów. równolegle rozpoczyna się konsumcja irlandzkiego stouta -- prezent od jednego z miejscowych browarów.

zawodnicy rozlosowani są do czterech grup, w których każdy z każdym rozgrywa jeden mecz. najlepsi awansują do kolejnej, mistrzowskiej rundy, środek stawki zagra o Srebrny Puchar, a najgorsi stoczą walkę o ... uniknięcie Koszuli Wstydu (ang. Shirt of Shame), do której nawiązuje również hymn turnieju wyśpiewany przez samego twórcę gry. oficjalną wersją MŚ jest „KO2CV” („KO2 Competitive Version”, plik do pobrania ze strony: http://2015.kickoff2worldcup.com/), która oprócz aspektów graficznych przygotowanych specjalnie na ten turniej zawiera w sobie specjalne ustawienia MŚ. świetna atmosfera i równie świetny browar natychmiast skutkuje dobrym humorem i głośnymi okrzykami po strzelonych bramkach.

mecze meczami, ale chcę podzielić się z wami innego rodzaju obserwacją: podczas tego turnieju zobaczyłem społeczność 30-40 latków niesamowicie zżytych ze sobą. poznałem ludzi skupionych wokół retro gry, przy której się wychowali i która to po dziś dzień sprawia im ogromną radość. ludzi, którym chciało się przylecieć do Irlandii ze wszystkich zakątków Europy i świata (jeden z uczestników na codzień mieszka w Seattle, w USA). tworzą oni z jednej strony grupę hermetyczną (większość z nich zna się od młodzieńczych lat), ale z drugiej niesamowicie przyjazną i otwartą na ludzi z zewnątrz. mimo że byłem tam nowy i nie znałem nikogo to przyjęto mnie fantastycznie! ten turniej był zresztą wyjątkowy, bo aż 11-stu graczy wystąpiło w nim po raz pierwszy. w każdej społeczności, a tym bardziej skupionej wokół 25-letniej gry komputerowej, dobrze jest widzieć napływ świeżej krwi!

w drugim dniu turnieju rozegrano ostatnie mecze faz grupowych i przystąpiono do finałowej rozgrywki. było kilka niespodzianek, kilku faworytów odpadło przed półfinałami, a inni z kolei sprawili niespodziankę prezentując się powyżej oczekiwań. zdobywcę Koszuli Wstydu wyłoniła seria rzutów karnych, Srebrny Puchar wygrał Anglik Lee, dla którego był to debiut w imprezie MŚ, natomiast mecze o mistrzostwo świata, począwszy od półfinałów, wyświetlano na dużym ekranie. na tym etapie, w którym grali przeciwko sobie najlepsi gracze na świecie, poziom był już wybitny, padało mnóstwo bramek, a mecze kończyły się wynikami w stylu 7-5, czy 6-9.W finale stanęli (czyli usiedli :) naprzeciwko siebie Andy G i broniący tytułu Gianni T. dwumecz zakończył się niespodziewanym, acz w pełni zasłużonym zwycięstwem tego pierwszego -- tytuł mistrza świata powędrował do Anglii, a Andy G ze wzruszenia i radości aż ocierał łzy.

najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że poznałem, rozmawiałem i grałem przeciwko dwójce ludzi, którzy stworzyli grę mojej młodości. od momentu, gdy po raz pierwszy zetknąłem się z Kick Offem u Hrynia na jego wyjątkowej wtedy Amidze 500, seria ta była dla mnie wyjątkowa. a teraz, po latach, przeprowadziłem świetny wywiad z Dinem Dini (sam na sam na obiedzie), a kilka gier rozegrałem ze Stevem Screechem. malo tego, samego Dino w meczu turniejowym rozbiłem 4-0, a do już sprawa wyższej rangi! nigdy nie byłem tak blisko developerów z przełomu lat 80/90-tych, którzy do tej pory byli dla mnie wyłącznie nazwiskami z telewizora. za rok wszyscy spotykamy się ponownie! na forum społeczności gry (http://ko-gathering.com/forum) trwa właśnie dyskusja nad lokalizacją MŚ 2016.

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

MŚ w grze Kick Off 2, Dublin 2015

23

lis
2015

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. X. Ultima IV, 1985..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 15:01

artykuł dla magazynu K&A Plus nr 2 w wersji polskiej. poniżej zrzuty z wersji PL i EN.

Część 3: Wywiad z Richardem Garriottem - twórcą, projektantem i programistą kultowej serii Ultima..

Tomxx: Cześć Richard, zdarza ci się śledzić wydarzenia komputerowej retro sceny?

Lord British: Chciałbym móc powiedzieć, że tak, ale w rzeczywistości ... nie bardzo mam na to czas. Gdyby było inaczej to pewnie potrafiłbym już znaleźć jakieś kontrolery do 13-sektorowych dysków Apple ][...

Światło dzienne ujrzał właśnie kolejny remastering Ultimy IV na C64, a społeczność przyjęła go niezwykle życzliwie. Co czujesz wiedząc, że 30 lat po premierze fani wciąż ulepszają twoją grę?

To wspaniałe uczucie! Swoją drogą, na każdym kroku daje mi to do zrozumienia jak wspaniałą grę mógłbym stworzyć remasteryzując dawne Ultimy, jeśli tylko Electronic Arts przyznałby mi prawa do wykorzystania ich własności intelektualnej.

W wywiadzie udzielonym w 2006 roku nazwałeś U4: Quest for the Avatar (obok Ultimy VII) swoją ulubioną grą spośród całej serii. Które cechy U4 cenisz najbardziej?

Ultima IV, VII i Ultima Online należą do moich najlepszych gier. Czwórkę cechuje jej oryginalność oraz unikalny system moralności. Ultimę VII wyróżnia idealne wręcz odwzorowanie rzeczywistości, a UO – niezrównana, przynajmniej do czasu wydania Shroud of the Avatar, symulacja RPG-owego sandbox-a.

W 1985 roku magazyn Computer Gaming World nazwał U4 "grą niesamowitą", a jej nadchodzący sukces przewidywał słowami "Na co jeszcze czekasz? To będzie klasyka... Zdobądź ją!". 11 lat później ten sam magazyn umieścił U4 na 2. miejscu listy wszech czasów gier na PC. Które jej cechy twoim zdaniem zdecydowały o tym sukcesie?

Sukces gry wynika z faktu, że ma ona swoją "duszę" połączoną z zabawą w "wielkiego brata". Jesteś stale obserwowany, a twoje zachowanie jest szeroko komentowane przez bohaterów niezależnych, co zresztą było i nadal jest rozwiązaniem wyjątkowym. W wielu aspektach rozwiązania zawarte w tej grze do dzisiaj pozostają niezrównane.

Podczas prac nad U4 byłeś wciąż początkującym i niedoświadczonym projektantem. Czy zdawałeś sobie wtedy sprawę, że tworzysz jedną z najlepszych gier fabularnych w historii?

Zdecydowanie nie. W przeszłości zresztą najczęściej powątpiewałem w sukces moich prac. Spośród starszych gier najlepszymi okazywały się jednak te, co do których zarówno ja, jak i moja rodzina oraz przyjaciele, mieliśmy najwięcej uwag. Najlepsze efekty osiągnałem ryzykując, stawiając wszystko na jedną kartę, przy czym nadal uważam, że w tamtych latach miałem również sporo szczęścia. W taki właśnie sposób stworzyłem moje ulubione U4, U7 oraz UO!

U4 była twoim pierwszym zaawansowanym podejściem do gatunku RPG. Odszedłeś od standardowego hack & slasha w kierunku ambitnej koncepcji systemu moralności, sądu i ścieżek wyboru, które w późniejszych latach inspirowały rzesze projektantów gier. A co zainspirowało ciebie? Literatura, filmy, tradycyjne gry planszowe?

Moją inspiracją byli moi odbiorcy. Gdy poprzez "pocztę fanowską" dotarło do mnie, że gracze rzadko kiedy postępują heroicznie respektując obowiązujące prawa, a zamiast tego "maksują" niektóre tylko cechy swojego bohatera za wszelką cenę pnąc się na sam szczyt władzy, nawet jeśli miałoby to oznaczać wybicie w pień wszystkich NPC wliczając w to Lorda Britisha, zrozumiałem, że mogę stworzyć lepszą fabułę. Fabułę, która umożliwi graczom takie zachowanie, ale jednocześnie da do zrozumienia, że w prawdziwym życiu takie rzeczy nie przejdą.

Czy którakolwiek z innych twoich gier miała podobny potencjał, ale nigdy nie trafiła na szczyt? Jeśli tak, jakie były tego przyczyny?

Ultima VIII mogła być WIELKA! Ta gra miała potencjał zostania jednocześnie Ultimą i Diablo, zanim jeszcze prawdziwe Diablo zostało stworzone. Ale spieprzyłem. Posłuchałem moich nowych szefów i wydałem grę zdecydowanie za wcześnie. Gdybyśmy tylko odpowiednio ją dopracowali... Wydaje mi się, że byłby to hit.

Wciąż projektujesz gry, ale środowisko game developmentu wygląda obecnie zdecydowanie inaczej, niż dekady temu. Tęsknisz za minionymi latami niesamowitej pasji, niekonwencjonalnych rozwiązań i wielkich przyjaźni?

HA! Każda epoka ma swoje unikalne zalety, jak i charakterystyczne cechy. Myślę, że schemat wprowadzony w Portalarium, czyli maksymalnie 30-osobowa ekipa i czas realizacji produktu poniżej 3 lat, odpowiada mi najbardziej. Przynajmniej na tę chwilę.

Możesz zdradzić naszym czytelnikom jakąś fajną historię z czasów produkcji Ultimy?

Kiedy byliśmy młodzi i wciąż nie mieliśmy własnych rodzin, właściwie mieszkaliśmy w naszym biurze. Byłem wówczas znany z nocnego grillowania kolacji dla całego zespołu. Po godzinach natomiast zostawaliśmy w biurze Origin nagrywając własne utwory, które zresztą do dzisiaj posiadam! Ach, to były czasy!

Jaki jest twój ulubiony komputer wszech czasów i czy wciąż go posiadasz? Masz jakieś ulubione gierki z lat 80-tych do których wciąż powracasz?

Bezsprzecznie Apple ][! Wciąż posiadam WSZYSTKIE moje Apple, na których swego czasu tworzyłem pierwsze Ultimy! Komputery te wciąż są na chodzie i zdarza mi się grywać w Akalabeth i pierwszą odsłonę Ultimy! Ale jak wspomniałem na początku: wciąż poszukuję kontrolerów 13-sektorowych dysków Apple ][ i proszę o pomoc w ich zlokalizowaniu...

Dzięki za wywiad i powodzenia ze Shroud of the Avatar!

Richard Garriott dla KAPlus 2

Per Olofsson dla KAPlus 2

Richard Garriott dla KAPlus 2

Richard Garriott dla KAPlus 2

23

lis
2015

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. X. Ultima IV, 1985..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 14:56

artykuł dla magazynu K&A Plus nr 2 w wersji polskiej. poniżej zrzuty z wersji PL i EN.

Część 2: Wywiad z Perem Olofssonem – scencowcem, członkiem grupy Genesis Project, twórcą remasteryzowanej Ultimy 4.

Tomxx: Witaj, przedstaw się proszę naszym czytelnikom.

MagerValp: Hej, nazywam się Per Olofsson, pochodzę z leżącego na zachodnim wybrzeżu Szwecji Göteborga i pracuję jako administrator serwerów Mac na miejscowym uniwersytecie. Na scenie commodorowskiej działam aktywnie od prawie 20 lat pod nickiem MagerValp, a w roku 2009 wstąpiłem do świeżo reaktywowanej grupy Genesis Project. Prywatnie zajmuję się sprzętem komputerowym, ale moją prawdziwą pasją jest programowanie. Wolne chwile spędzam jeżdżąc na rowerze, gdyż fizyczna aktywność pomaga mi zminimalizować negatywny wpływ czasu spędzanego przed ekranem.

Twój remastering Ultimy 4 jest wspaniały! Dlaczego wybrałeś akurat tę grę?

Dzięki! Moja przygoda z grą rozpoczęła się w 1988 roku kiedy wreszcie zebrałem kasę na stację dysków, a Ultima była pierwszą grą, jaką kupiłem. Wcześniej pogrywałem w Master of Magic i w Gateway to Apshai, ale to właśnie Ultima zawróciła mi w głowie wspaniałą i wciągającą konstrukcją świata i przygodami podczas jego eksploracji. To właśnie Ultima ugruntowała mój pogląd na gry RPG i żadna inna seria nie miała prawa się z nią równać. Przynajmniej do czasów Fallouta, czyli jakąś dekadę później. Oczywiście grałem w wiele innych gier, ale we wszystkich innych RPG-ach brakowało mi czy to odpowiedniego klimatu (nigdy na przykład nie byłem fanem serii Gold Box i gier opartych na Dungeons & Dragons), czy też czystej mechaniki (jak Bard's Tale i Wasteland z tym ich fatalnym systemem walki). W końcówce lat 80-tych i na początku 90-tych zagrywałem za to na śmierć Ultimy 4-6 - nie miałem jeszcze wtedy PC-ta, więc późniejsze edycje musiały trochę poczekać.

Kiedy rozpocząłeś prace i ile godzin pochłonął ten projekt?

Nie pamiętam już powodów, ale jakoś w 2002 roku zainteresowałem się kodem U4. Rozpracowywanie kodu gry i poznawanie jej struktur było fascynującym przeżyciem, a po jakimś czasie zdałem sobie sprawę, że bardzo wolne wczytywanie, czyli pięta achillesowa wersji C64, z łatwością da się usprawnić. To z kolei zdopingowało mnie do nauki pisania kodu obsługi stacji, bo żaden z istniejących loaderów nie był optymalnym rozwiązaniem, nie mówiąc już o możliwościach wsparcia potężniejszych stacji, jak 1581 czy CMD. Nie da się określić, ile czasu poświęciłem Ultimie Gold wypuszczonej w 2006 roku, gdyż w tym czasie pracowałem równolegle nad kilkoma innymi produkcjami. Owe 4 lata zaliczam jednak do mojego najaktywniejszego czasu na scenie commodorowskiej.

Z Ultimą 4 Remastered jest trochę łatwiej, bo zmiany na bieżąco wrzucałem do repozytorium Git. Pierwsze pliki przesłałem 4. lutego, a całość zaprezentowałem na zlocie Gubbdata 28. marca 2015. Łącznie więc zajęło mi to jakieś 2 miesiące.

W późniejszych miesiącach wydałeś jeszcze kilka nowszych wersji gdzie poprawiłeś błędy wyłapane przez społeczność scenowską. Czy wersja 2.2.1 jest już finalna, czy wciąż pozostaje coś do zrobienia?

Jestem bardzo wdzięczny za feedback, jaki dostałem po premierze, bo wyłapanie samemu wszystkich błędów jest niemożliwe. Na dzień dzisiejszy wszystkie usterki są już poprawione, więc jeśli nic nowego nie zostanie zgłoszone, to projekt uważam za zakończony.

Po zdeasemblowaniu i analizie struktury kodu udało ci się wyłapać i poprawić kilka błędów w oryginalnym wydaniu gry. Co najbardziej szwankowało w wersji oryginalnej?

Należy podkreślić, że jak na grę tak ambitną i złożoną, która została napisana przez pojedynczego programistę przy wykorzystaniu narzędzi "z poprzedniej epoki", to Ultimę 4 wydano właściwie bez jakichkolwiek poważnych błędów. Błąd przy kapliczkach powodował tylko, że gracz nie mógł uzyskać wszystkich wskazówek. Zdarzały się problemy z dialogami, ale nie wpływały one znacząco na możliwość ukończenia gry. Większość bugów to tak naprawdę przypadki niedopuszczalnych czynności, np. próby wkroczenia do miasta podczas lotu balonem, wejścia na statek z drabiny w podziemiach, czy ataku na symbol Ankh. Dokładna analiza zdarzeń, lepsze narzędzia i brak presji czasu umożliwiły mi wyodrębnienie elementów, które można było usprawnić. Niskobudżetowe porty, jak ten na C64, nie były nawet wyposażane w fastloader, a prymitywną grafikę konwertowano bezpośrednio z Apple II. Element, który zdecydowanie wyróżnia wersję na Komodę, to natomiast świetna oprawa dźwiękowa napisana pod SID-a.

W twojej wersji nasze oczy cieszy już grafika przeniesiona z Ultimy 5. Czy implementacja była zadaniem trudnym zważając na poważne ograniczenia pamięciowe?

Nie, dodanie kolorowych kafelek mapy i ich zakodowanie nie było żadnym problemem, ale implementacja całego rozwiązania wymagała ciągłego wprowadzania zmian w bankach pamięci. Zbawieniem okazały się nowoczesne narzędzia programistyczne i system kontroli wersji, który zawsze pozwalał mi na bezpieczny powrót do poprzedniej stabilnej wersji repozytorium. W porównaniu do Ultimy Gold z 2006 roku sam kod również wygląda lepiej, ponieważ skupiłem się na jego refaktoryzacji i lepszej alokacji w pamięci. Większość pracy to po prostu kolejne uciążliwe etapy testowania i usprawniania całości.

Z których usprawnień U4 jesteś najbardziej dumny?

Przede wszystkim z grafiki Vanji – praca z nią jest czystą przyjemnością, a rezultaty są niewiarygodne.

Dość późno zdecydowałem się na wersję cartirdge’ową, ale była to moja zdecydowanie najważniejsza decyzja i żałuję tylko, że nie zająłem się tym wcześniej. Gra przeszła metamorfozę: od jednej z najwolniej ładowanych produkcji na C64 do gry właściwie bez wczytywania.

Zadowolony jestem również z jakości renderingu podziemi. Odkładałem to w nieskończoność, bo zdeasemblowany kod z mnóstwem nieznanych zmiennych był dla mnie zupełnie nieczytelny. Nie wiedziałem, jak się za to zabrać, ale ponieważ był to jeden z najsłabszych elementów portu na C64, to poświęciłem w końcu trochę czasu na inżynierię wsteczną i zrozumienie wykorzystywanych procedur. Pod względem wizualnym oryginalne podziemia prezentowały się słabo z uwagi na różnice w działaniu trybu bitmapy na Komodzie. Nie udało mi się co prawda przywrócić kolorowych ścian, ale okazało się, że mogę nadać barwy polom magii, potworom, skrzyniom i innym aktywnym przedmiotom. Usunąłem również ograniczenie wyświetlania pojedynczego przedmiotu, tak więc silnik renderuje teraz nawet elementy zaciemnione znajdujące się na drugim planie. Wydaje mi się, że niewiele osób zauważyło to ważne usprawnienie.

Poprawione grafiki nadały twojej wersji zupełnie nową jakość wizualną. Czy trudno było przekonać Mermaid do przerysowana bardzo słabych obrazów z oryginału?

Vanja bywa zwykle zajęta mnóstwem innych projektów, dlatego bardzo się ucieszyłem słysząc, że ona także jest fanem Ultimy i podejmie się narysowania od zera 6 obrazków z intra. Jest mistrzynią sztuki pikselowania przy ograniczeniach układu grafiki do 3 kolorów w obrębie obszaru znaku i wykorzystywaniu blendowania kolorów standardu PAL w celu uzyskania dodatkowych odcieni. W multikolorze uzyskuje przy tym efekty nieosiągalne dla innych artystów bez uciekania się do tricków software’owych, jak np. trybu FLI. Vanja zajmuje się ponadto programowaniem, więc bardzo fajnie poradziła sobie z ograniczeniami, np. przy tworzeniu obrazów Kart Cnót. Tłumaczenie ograniczeń osobie nietechnicznej byłoby zdecydowanie trudniejsze.

Co twoim zdaniem obecnie przyciąga graczy do Ultimy 4? Które z jej cech sprawiają, że gra po dziś dzień zalicza się do jednego z najlepszych RPG-ów w historii?

Myślę, że nawet obecnie U4 wyróżnia się wyjątkowym klimatem i barwną, spójną fabułą. Wprowadzenie systemu cnót, czyli nadrzędnego celu dążenia do doskonałości, stworzyło podstawę tej historii i nadało kształt całej krainie Britannii. Z drugiej jednak strony gra poważnie się już zestarzała i dzisiejszym graczom o wiele trudniej przekonać się do jej prymitywnej przecież otoczki. Biorąc pod uwagę samą tylko mechanikę, to myślę, że U5 była grą zdecydowanie lepszą.

Czy planujesz remastering U4 na kolejne komputery oparte na procesorze 6502?

Nie, brakuje mi doświadczenia w pracy ze sprzętem Apple czy Atari aby podjąć się takiego zadania, ale mam nadzieję, że upublicznienie moich źródeł będzie stanowiło dobry punkt zaczepienia dla społeczności innych komputerów.

Czy twoja wersja dostępna będzie na dyskietkach i cartridge’ach z odpowiednimi etykietkami?

Powielanie i modyfikacja oryginalnych etykietek na dyskietki i cartidge sprawiła mi niemałą radość, a kilka z nich rozdałem nawet na zlocie Gubbdata. W porównaniu do całej sceny retro myślę, że akurat dziedzictwo Ultimy zarządzane jest całkiem sprawnie. Legalne wersje oprogramowania są nadal łatwo dostępne, można je nawet za darmo pobrać w sieci, ponadto nikt nie przeciwstawia się rozwojowi projektów fanowskich, jak xu4 i Exult. Natomiast większa produkcja i dystrybucja fizycznych kopii pociągnęłaby za sobą oczywisty sprzeciw działu prawnego firmy EA.

Masz już jakieś plany remasteringu kolejnej klasyki wśród gier komputerowych?

Obecnie nie, gdyż obowiązki rodzinne nie pozostawiają mi zbyt wiele czasu na projekty osobiste. Mój obecny projekt, jeśli mogę go tak nazwać, to ukończenie gry Dragon Age, gdyż zaraz po premierze nie miałem na nią czasu. Sporadycznie pracuję również nad moim własnym silnikiem gier RPG, ale jest to głównie sandboxowa zabawa przy której testuję własne rozwiązania i algorytmy.

Per Olofsson dla KAPlus 2

Per Olofsson dla KAPlus 2

Per Olofsson dla KAPlus 2

Per Olofsson dla KAPlus 2

Per Olofsson dla KAPlus 2

Per Olofsson dla KAPlus 2

Per Olofsson dla KAPlus 2

Per Olofsson dla KAPlus 2

20

lis
2015

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. X. Ultima IV, 1985..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 18:54

artykuł dla magazynu K&A Plus nr 2 w wersji polskiej. poniżej zrzuty z wersji PL i EN.

Część 1: Jak Ultima 4 zdefiniowała gatunek RPG.

Ultima IV: Quest of the Avatar to gra która od kilku dekad zalicza się do klasyki branży multimedialnej rozrywki. To jeden z pierwszych tak zaawansowanych RPG-ów, to gra, która ukształtowała gatunek na lata i wyznaczyła trendy dla całej rzeszy naśladowców. Gdy w 2015 roku światło dzienne ujrzała zremasteryzowana wersja na Komodę, społeczność fanowska oszalała, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Oceny 10/10, pieśni pochwalne, pokłony i nieodosobnione zdania, że to najlepszy crack w historii sceny C64.

Postanowiliśmy więc przyjrzeć się bliżej fenomenowi tej gry. Zastanowiliśmy się, co tak naprawdę sprawia, że gra po dziś dzień uważana jest za klasykę. Co powoduje, że w czasach premiery trzeciej części Wiedźmina, RPG-a ze wszech miar doskonałego, społeczność retro wraca do Ultimy z roku 1985? Co sprawia, że pasjonaci wciąż poświęcają swój czas na usprawnienia kodu gry, a gracze po raz kolejny przemierzają Britannię w niekończącej się misji zostania duchowym przywódcą, czyli Awatarem? Przeanalizowaliśmy 10 wyróżniających się cech Ultimy 4 w poszukiwaniu elementów unikalnych, choć z góry wiemy, że za sukcesem i ponadczasowością tej gry w głównej mierze stoi jej innowacyjność. Bo pomysły oryginalnej U4 były świeże, odkrywcze i, co najważniejsze, przetrwały do dzisiaj znajdując zastosowanie w prawie każdym kolejnym role-playu.

Fabuła: W przeciwieństwie do zarówno swoich poprzedniczek, jak i innych gier tego gatunku, U4 nie jest typowym hack and slashem, a jej fabuła nie ogranicza się do zgładzenia jakichś abstrakcyjnych mocy zła. Celem gry jest uzyskanie ośmiu cnót prawości, które uczynią z naszego bohatera duchowego przywódcę świata. Brzmi wyjątkowo, buduje głębię, stawia gracza przed nieznaną wcześniej przygodą. Pokażcie mi inną grę z tak odważną i unikalną w swoim czasie fabułą.

Świat: Oceany się rozstąpiły, lądy wypiętrzyły, a kontynent Britannii znacząco rozrósł. Narodził się pewien porządek, pewien geograficzny ład, stabilizacja świata, który po raz pierwszy doczekał się drukowanej fizycznej mapy dołączanej do pudełka z grą. Geografię terenu U4 wykorzystywano później bez większych zmian w kolejnych odsłonach serii.

Eksploracja: U4 była pierwszą grą, w której gracz naprawdę mógł poczuć się odkrywcą. Wolność wyboru drogi, dostępność całego kontynentu, jego olbrzymie rozmiary, liczne miasta, wioski zatopione w leśnych ostępach, góry i jeziora, możliwość podróży statkiem lub balonem – to wszystko tworzyło klimat przygody, który mógł zawrócić w głowie w czasach, kiedy gry oferowały jednokierunkowe przemieszczanie się po z góry narzuconej ścieżce.

Wolność wyboru: Cel gry był z góry narzucony, ale sposoby jego osiągnięcia zależały tylko od gracza. Można było wybrać drogę szlachetności, lub nie, można było przestrzegać prawa, lub jawnie go łamać. U4 oferowała wolność wyboru: można było atakować jednostki w miastach, grabić skraby, oszukiwać kupców, kraść i rozrabiać. Łatwo było stać się potężnym już na samym początku rozgrywki, ale to z kolei czyniło grę o wiele dłuższą i trudniejszą do ukończenia.

System moralności: Już sam proces tworzenia bohatera stawiający przed nami szereg pytań natury moralnej daje do zrozumienia, jak ważnym aspektem rozgrywki będzie nasza osobowość. Decyzje podejmowane w U4 mają swoje daleko idące konsekwencje, a nasze wybory mają bezpośrednie przełożenie na świat gry. W porównaniu do innych RPG-ów, w których nasze zachowanie najczęściej nie miało żadnych poważniejszych konsekwencji, taki system moralności był przełomowy.

Dialogi: Dostaliśmy również do dyspozycji namiastkę prawdziwej rozmowy. Trochę topornej, bardzo podstawowej, ale jednak było to rzeczywiste podjęcie próby stworzenia dialogu. Komunikacja z NPC za pomocą podstawowych zwrotów, jak HEAL, HELP, GOLD, MONEY, BYE sprawiała sporo przyjemności, otworzyła szereg możliwości na przyszłość.

Dodatki: W pudełku U4 zawarto dodatkowe materiały, które w piękny sposób uzupełniały fabułę samej gry. Oprócz wspomnianej wcześniej mapy, gracz miał do dyspozycji 2 fajnie wydane książki: Instrukcję (Manual) i Księgę Zaklęć (Spellbook). I nie była to tylko sztuka dla sztuki – do przejścia gry naprawdę potrzebowało się zawartej w nich wiedzy. Jakiś czas po premierze wydano również Księgę Wskazówek (Clue Book) z kolejnymi informacjami, charakterystykami i mapami różnych lokacji. Obrazy wokół tekstu pochodzą właśnie z tych pozycji.

System walki: Mimo stosunkowo małej różnorodności wyposażenia, broni i potworów, system walki U4 oferował całkiem zaawansowaną rozgrywkę taktyczną. Większe potyczki bazowały na strategii , pozwalały okrążać przeciwników, korzystać z różnorodności terenu, zastawiać pułapki , przywoływać potwory i do maksimum wykorzystywać cechy własnej drużyny.

Podziemia: Dungeony były jakby grą w grze. Pseudo-trójwymiarowe, tajemnicze, trudne i wyzywające. Oferowały wartościowe nagrody, wyposażenie i złoto. Obecnie nie wyobrażamy sobie RPG-a bez podziemi, a już w 1985 roku trzeba było korzystać z map i wskazówek, aby sobie z nimi poradzić.

I w końcu, bo to uznana marka, seria kompletna, flagowe dzieło Richarda Gariotta. Bo tak jak Will Wright ma swoje SimCity, Sid Meyer - Cywilizację, Hironobu Sakaguchi serię Final Fantasy, tak Ultima jest najukochańszym dzieckiem Lorda Britisha. A U4 pełni w niej rolę szczególną i przez samego Garriotta uznawana jest za grę najważniejszą.

Wiele nowoczesnych zachodnich RPG-ów inspirowało się rozwiązaniami U4, czerpało pomysły pełnymi garściami, ale niewiele z tych gier podejmowało ryzyko bycia unikalnym, a tylko ambitne pomysły pozostają zapamiętane. I właśnie dlatego Ultima 4 jest wiecznie żywa: w pamięci graczy, na listach przebojów wszechczasów, wśród developerów.

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. X. Ultima IV, 1985..

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. X. Ultima IV, 1985..

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. X. Ultima IV, 1985..

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. X. Ultima IV, 1985..

02

lis
2015

Irlandia -- unikalna wieża w Dublin Mountains..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 13:37

po drugiej stronie wzgórza Ticknock, będącego częścią gór dublińskich, natknąłem się na unikalną w swojej strukturze wieżę. ma ona bowiem schody na zewnątrz i znajduje się na szczycie niewielkiego wzniesienia. połowa schodów z czasem odpadła, ale druga część wciąż jest na swoim miejscu nadając jej ciekawy wygląd. nie jest to wieża sprzed setek lat -- w rzeczywistości konstrukcja pochodzi z początków poprzedniego wieku i był to komin miejscowego pieca do wytapiania kopanej w pobliżu rudy. mini-kopalnia już nie istnieje, a jedynym, oprócz wieży, jej świadectwem są głębokie zagłębienia we wzgórzu skąd czerpano urobek. znaki na niebie na zdjęciach poniżej to .. samoloty lecące do Ameryki Płn. w tym miejscu nad Irlandią przebiega główny korytarz lotów do Stanów i Kanady.

Irlandia -- unikalna wieża w Dublin Mountains..

Irlandia -- unikalna wieża w Dublin Mountains..

Irlandia -- unikalna wieża w Dublin Mountains..

Irlandia -- unikalna wieża w Dublin Mountains..Irlandia -- unikalna wieża w Dublin Mountains..

Irlandia -- unikalna wieża w Dublin Mountains..

27

paź
2015

Irlandia -- Bective Abbey..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 20:07

niejako podążając śladami filmu Braveheart docieramy do położonego w głębi hrabsta Meath opactwa Bective. świątynię tę założono w roku 1147 i przez lata była ona we władaniu zakonu Cystersów. mimo faktu, iż od XVI wieku opactwo nie było remontowane i niewiele pozostało z jego dawnej prezencji, miejsce to ma swój głęboki urok właściwy tego typu zabytkom. fajnie jest móc pospacerować sobie obok rzeźbionych w XII wieku murów, łuków i zabytków, mając w pamięci ilość pokoleń i istnień ludzkich przewijających się przez wieki. obecnie opactwo zarządzane jest przez grupę historyczną, trawa jest gładko przycięta i wręcz zaprasza na wycieczkę w przeszłość. Mel Gibson z ekipą przebywali tu w 1995 roku kręcąc zdjęcia do ww filmu.

Irlandia -- Bective Abbey..

Irlandia -- Bective Abbey..

Irlandia -- Bective Abbey..

Irlandia -- Bective Abbey..

Irlandia -- Bective Abbey..

Irlandia -- Bective Abbey..

Irlandia -- Bective Abbey..

Irlandia -- Bective Abbey..

Irlandia -- Bective Abbey..

Irlandia -- Bective Abbey..

Irlandia -- Bective Abbey..

12

paź
2015

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:20

jeszcze kilka fotek miasteczka Trim i okolicy zamku. zwiedzanie twierdzy kończy się wejściem na górne wieże, z których rozciąga się fajny widok dookoła..

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

Irlandia -- Trim Castle, miasteczko i okolice..

05

paź
2015

Irlandia -- Trim Castle..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 12:45

wrześniowego poranka wyruszamy do zamku w Trim. Trim Castle jest największą fortecą w Irlandii, a pierwsza normańska warownia w tym miejscu powstała już w 1173 roku. zamek otoczony jest długimi murami obronnymi, a dostęp dodatkowo utrudnia przepływająca tuż obok rzeka Boyne. właśnie bliskość rzeki podkreślała niezwykłe położenie zamku -- pomieszkująca tu rodzina królewska wykorzystywała wodę do transportu dóbr, jako że Trim leży ok 35km od morza. zamek Trim ma niezwykle bogatą historię, a w dziejach najnowszych zamek wykorzystano podczas kręcenia scen do filmu Braveheart w 1995 roku.

Irlandia -- Trim Castle..

Irlandia -- Trim Castle..

Irlandia -- Trim Castle..

Irlandia -- Trim Castle..

Irlandia -- Trim Castle..

Irlandia -- Trim Castle..

Irlandia -- Trim Castle..

Irlandia -- Trim Castle..

Irlandia -- Trim Castle..

Irlandia -- Trim Castle..

Irlandia -- Trim Castle..

Irlandia -- Trim Castle..

Irlandia -- Trim Castle..

02

paź
2015

na meczu ligi irlandzkiej: Shamrock Rovers vs Galway United..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 15:48

po dobrych 3 latach mieszkania na Wyspie wybrałem się wreszcie na mecz ligi irlandzkiej. oczywiście, liga do najlepszych, ani nawet średnich się nie zalicza, ale wybrałem się na mecz Shamrock Rovers z niemałym sentymentem. otóż miejscowy \espół był przeciwnikiem Górnika w meczach Pucharu UEFA w roku 1994 i był to jak dotąd ostatni występ mojej drużyny w europejskich pucharach (Pucharu Intertoto w tą zabawę nie wliczam). pierwszy mecz rozegrano w Zabrzu we wtorek 9. sierpnia, a Górnik rozbił Irlandczyków 7 do 0. miałem wówczas 14 lat, a o wyniku dowiedziałem się na wakacjach w Borowym Młynie z głównego wydania Wiadomości w TVP. pamiętam, że skrót meczu trwał jakieś 20 sekund i że wszystkie pokazane akcje kończyły się golami. trochę w osłupieniu po prostu liczyłem ile razy piłka trafiła do siatki i wyszło mi tych bramek 6 -- dopiero na planszy podsumowującej doczytałem, że wygraliśmy różnicą 7 bramek. bramki w tym meczu strzelali: Marek Szemonski, Henryk Baluszynski, Dariusz Koseła, Andrzej Orzeszek i Arkadiusz Kubik. większość z nich zaliczałem do swoich idoli, choć daleko im było do mojego boga, Tomka Wałdocha. patrzę tak na te nazwiska i nie mogę uwierzyć, że Balu już nie żyje, że słuch po największym talencie tamtych lat -- Marku Szemońskim -- dawno już zaginął, że nie wiem, gdzie podziewa się Arek i tylko Darek i Andrzej wciąż działają w naszym klubie. Zresztą z Orzeszkiem nawet rozmawiałem ostatnio odwiedzając stadion..

w rewanżu, w Dublinie, również wygraliśmy; tym razem 1-0 po bramce Bałuszyńskiego. za to w następnej rundzie na ziemię sprowadziła nas Admira Wacker Wiedeń i był to jak do tej pory jedyny poważny mecz Górnika w europejskich pucharach, na którym byłem. jeśli chodzi o kibicowanie i okres czasu, podczas którego wspieram Górnika, to jestem ogromnym pechowcem.. wracając do rewanżu w Dublinie: w gablotce z pamiątkami i nielicznymi pucharami Roversów znalazłem proporczyk Górnika! co prawda odwrócony rewersem, ale daty mistrzostw ewidentnie świadczą, że jest to NASZ proporczyk podarowany miejscowym podczas pierwszego lub drugiego meczu w '95 roku. zaraz obok leżą pamiątki z meczu Shamrock z Odrą Wodzisław z czerwca 2003: proporczyk Odry, koszulka Rovers, bilet z Wodzisławia i program meczowy..

na stadionie robię sobie oczywiście pamiątkowe zdjęcie w szaliku Górnika i, co ciekawe, z 3 zaczepiających mnie osób (co to za szalik?) wszyscy znali nazwę Górnika. ah yeah, Gornik, all clear! good luck mate, słyszałem kilkukrotnie. fajnie, że chłopaki pamiętają.. stadion, na którym miejscowi obecnie rozgrywają mecze jest już innym stadionem, na którym podejmowano Górnika. ten znajduje się w dzielnicy Tallagh i to również tutaj rok temu St. Patrick's Athletic FC podejmowali Legię w el Ligi Mistrzów.

Shamrock Rovers vs Galway United..

Shamrock Rovers vs Galway United..

Shamrock Rovers vs Galway United..

Shamrock Rovers vs Galway United..

Shamrock Rovers vs Galway United..

Shamrock Rovers vs Galway United..

Shamrock Rovers vs Galway United..

Shamrock Rovers vs Galway United..

Shamrock Rovers vs Galway United..Shamrock Rovers vs Galway United..

Shamrock Rovers vs Galway United..

Shamrock Rovers vs Galway United..

17

wrz
2015

Modyfikacja Amigi 600..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 14:46

jakiś czas temu, podczas ostatniej wizyty w Polsce, zabrałem się za modyfikację mojej Amigi 600. przywiozłem z Kanady 8Mb rozszerzenie FastRamu, a na Allegro tanio dostałem klepane w garażu rozszerzenie Ramu do 2Mb. wiąże się z tym śmieszna historia, bo w mojej dawnej Amisi miałem już taką kostkę, ale w dziwnych okolicznościach się jej pozbyłem. otóż jakoś w roku 2002 sprzątałem stare graty w pokoju mojego dzieciństwa i znalazłem 2Mb rozszerzenie ramu firmy Elbox. pamiętam, że kupiłem je jakoś w 1995 (dałem za nie wtedy fortunę, chyba 2mln zł przed denominacją, gdy cała Amiga kosztowała wtedy 5 mln), a wykorzystywałem głównie do tworzenia animacji w Deluxe Paint IV. no więc Amigę sprzedałem w 1998, a rozszerzenie leżało w szafie przez kolejnych kilka lat. po czym odnalazłem je i inteligentnie stierdziłem, że nie będzie mi już ono do niczego potrzebne, i najzwyklej w świecie wyrzuciłem do kosza. No takie to były czasy. a teraz sobie podobne odkupiłem, choć już nie takie fajne..

wracając do tematu, oto charakterystyka mojej usprawnionej Amigi:

- 2MB pamięci RAM
- 8MB pamięci FastRam nakładanej na procesor Motoroli 68000 o częstotliwości 7.09 Mhz
- wewnętrzna emulacja twardego dysku poprzez kartę CompactFlash
- karta PCMCIA do transferu danych z PC-ta
- system Workbench 2.1 rev 37.35
- połączenie D-sub - EURO dla wyjścia na telewizory LCD

Następnymi krokami będą instalacje nowocześniejszego Workbencha z lepszym wsparciem dysku twardego oraz WHDload, aby wreszcie zacząć cieszyć się dobrodziejstwami plików whd. szkoda tylko, że Amisia leży w Polsce i widzę ją od ruskiego dzwona..

Modyfikacja Amigi 600..

Modyfikacja Amigi 600..

Modyfikacja Amigi 600..

Modyfikacja Amigi 600..

Modyfikacja Amigi 600..

Modyfikacja Amigi 600..

Modyfikacja Amigi 600..

Modyfikacja Amigi 600..

Modyfikacja Amigi 600..

07

wrz
2015

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha .. na drogach..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:29

jeśli już jesteśmy przy klasycznej degrengoladzie krajów .. mniej ucywilizowanych, w MX zauważyłem jeszcze jedną prawidłowość. tak jak Kuba jest skansenem drogowym lat 50/60-tych, tak w Meksyku dominują auta z roczników mojej młodości. nieczęsto w jednym miejscu można spotkać tyle amerykańskich bryk z przełomu lat 80/90-tych -- tych wszystkich Fordów i Dodge'ów znanych z filmów akcji katowanych w nieskończoność na taśmach VHS. oczywiście sporo jest również nowoczesnych i drogich aut na blachach kalifornijskich, ale średnia rocznikowa zdecydowanie równa ku dołowi.. fajny klimat.

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

04

wrz
2015

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:24

chcąc dobrze czuć się w Meksyku trzeba polubić rozpierdol. totalną rozpierduchę fizyczną otaczającą nas i atakującą ze zdwojoną siłą starości, nieporządku i rozkładu. powiedzenie 'mamy tu Meksyk' zyskuje nową wartość i daje do zrozumienia, co tak naprawdę autor miał na myśli, gdy naocznie przekonujemy się o skali nieładu w tym kraju. lecz chcąc opisać wszechobecny nieporządek trzeba spojrzeć trochę szerzej -- bo nie wystarczy przecież powiedzieć, że na ulicach jest brudno. chodzi raczej o pewną całość, o dominującą kompozycję degrengolady i tworzące ją plamy, kurz, żółta farba krawężnikowa, słońce, dziury oraz pokrzywione płoty, rozbite murki i walające się cegły. dopiero po tym wszystkim, będąc jakby zwieńczeniem tej piramidy nieporządku, mamy te wszystkie walające się butelki, plastiki, papiery, puszki, jakieś kanistry.. słowem, prawdziwe tony śmieci produkowane każdego dnia. chodzi więc raczej o pewną strukturę całościową, o obraz na który wpływają odpadki i naturalna brzydota wynikająca z upływu czasu i braku ludzkiego zainteresowania.

czuję się więc cudownie przechadzając się szerokimi ulicami, podziwiając rozkład totalny, poobijane samochody, zakurzone palmy, potrzaskane chodniki. i tych niesamowitych rozgrzanych słońcem i kulturą ludzi. cudowna kompozycja.

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

Meksyk 2015 -- meksykańska rozpierducha..

18

sie
2015

Meksyk 2015 -- Ensenada, ludzie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:42

portrety uliczne. w zasadzie bez komentarza, może dodam tylko, że przez cały pobyt w MX nie miałem ani jednej sytuacji stresowej, żadnego negatywnego odzewu. najczęściej jestem witany uśmiechem i zaproszeniem do zdjęcia. spaleni słońcem, zarośnięci, w kapeluszu i jeansach z wielką klamrą pasa. niczym wyjęci z westernu i wrzuceni w XXI wiek, wyglądają bosko..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

18

sie
2015

Meksyk 2015 -- Ensenada..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:35

Ensenada wygląda typowo meksykańsko. główna ulica i nadmorski boardwalk czyściutkie, pełna kulturka, akceptowane płatności w dolarach. z tyłu natomiast, poza tymi reprezentatywnymi miejscami, oczywiście rozpierdol totalny. ale miasto wygląda fajnie i można się tu dobrze poczuć, szczególnie jeśli ktoś zatrzymuje się na weekend. miasto żyje i tętni do późnych godzin, jest otwarte targowisko z pamiątkami made in china, jest dużo małych restauracyjek, duży targ rybny, muzyka, tańce i śpiewy.

poza tym standardzik: transport -- to zawsze rzuca mi się w oczy; małe busiki pamiętające dawno minione czasy, dużo jeepów na kalifornijskich blachach. dookoła biegają gromady dzieciaków -- temu krajowi nie grozi stangancja rozwoju, mnożą się jak ci na Bliskim Wschodzie. no i śmieci -- mnóstwo papierów i plastiku na ulicach; nie wynika to wcale z braku służb do sprzątania, ale zwyczajnie z obyczaju rzucania wszystkiego na ulicę.

i lokalna odmiana fast-foodów: prawie na każdym rogu spotyka się tu wózki z obwoźnym jedzeniem. głównie rybne tacos, muszle, sok i morska słona woda leją się miejscowym przez ręce. w ten sposób stołują się tu masy ludzi, wszyscy jedzą na stojąco, akcje towarzyskie, gwar rozmowy. i to nie tak jak u nas, że w danym miejscu jedzą 2 osoby na krzyż. jedzenie z budki to w takich miejscach normalna sprawa -- idę gdzieś, zatrzymuję się, jem na ulicy, i lecę dlalej. dużo warzyw, guacamoli, kukurydza. smażone przy kliencie, ociekające tłuszczem burros, kukurydziane placki na 100 różnych sposobów. bajka.

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

Meksyk 2015 -- Ensenada..

14

sie
2015

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:05

taka rozmówka z koleżanką z pracy, Koreanko-Amerykanką, poznaną jeszcze w Seattle:

- jadę do Meksyku w sobotę rano, a ty co robisz w weekend?
- ja nie wiem, ale na pewno nie jadę do Meksyku!


albo takie zdanie wypowiedziane przez Pawła, mojego serdecznego kolegę z Dublina:

- do Meksyku? sam? ty to jesteś odważny...

a moim zdaniem w samotnym podróżowaniu do różnych dziwnych destynacji nie ma niczego dziwnego. Ameryki Środkowe czy jakiekolwiek inne na południe od Stanów mają złą opinię, ale nie ma w tym za grosz prawdy. o wiele niebezpieczniej jest w takim centrum Los Angeles. o, tam to rzeczywiście jest niebezpiecznie! tam ludzie na chodnikach są mentalnie upośledzeni, mieszkają w namiotowych gettach zajmujących całe ulice, śpią na kartonach, mieszkają w syfie i śmieciach, a patrzą na ciebie zaszklonymi, znarkotyzowanymi oczyma. na obcych wołają, gwizdają, agresywnie zapraszają do rozmowy, a to tylko w dzień, bo w nocy przebywanie w ich okolicy naprawdę staje się niebezpieczne. taki Meksyk, oczywiście w granicach rozsądku, jest bezpieczny, ludzie są serdeczni, uśmiechają się i pozdrawiają. całe swoje dnie spędzają na ulicach, ale jest w tym pewien romantyzm, gromadki dzieci bawią się z ubrudzonymi twarzami, a starsi śpiewają, jedzą i tańczą, będąc przy tym schludnym i zadbanym.

no właśnie, Meksyk. pierwszy raz byłem tam w 2004, później, już zdecydowanie dłużej, w 2009, teraz w 2015 jadę na 3-dniowy wypad z LA. na południe, do Ensenady, lokalnymi autobusami, w koszulce Górnika i z plecakiem, jak za dawnych lat.

wstaję po 5 rano i na skrzyżowaniu 20th i Wilshire w Santa Monica wsiadam do pustego i ciemnego autbusu linii Blue Line. Po kilkunastu minutach wsiada kilka osób pochodzenia latynoskiego, niektórzy w pracownianych uniformach. autobus jedzie do ścisłego centrum Los Angeles, a gdzieś w okolicach godziny 6 niebo rozświetla łuna ostrego wschodzącego słońca. jest pięknie i wyjątkowo. patrząc na tych wszystkich 8 osób w autobusie po raz kolejny czuję się jak Paul Theroux, którego wszystkie podróże pociągami po świecie zawsze zaczynają się od podmiejskiego metra. na samą myśl, że oni jadą do pracy, a ja setki /tysiące kilometrów dalej dostaję poweru.

potem pakuję się w autobus linii Greyhound, który zapchany do ostatniego miejsca mknie na południe do samej granicy, do miasteczka San Ysydro. tam przekraczam granicę pieszym przejściem, z tym że nie ma tu żadnej kontroli, żadnego okazania dokumentów -- jest za to ogromna brama obrotowa, taki duży kołowrót, którym fala ludzi płynie w jednym kierunku, do Meksyku. zaraz za granicą jest miasto Tijuana, ale zostawiam je sobie na powrót, a teraz za 360 peso w dwie strony kupuję bilety na kolejny autobus, tym razem meksykańskich linii ABC, który jedzie dalej na południe. tutaj niespodzianka: autobus nowoczesny, z klimą i komputerami wmontowanymi w siedzenia, niczym w samolocie. obok stoją zdezelowane busy Transporto di Tijuana, zachowują się i wyglądają jak na poprzednią epokę przystało, ale niestety nie mam tyle szczęścia i przez 3 następne godziny muszę kisić się w pachnącym i czyściutkim pojeździe, który zawiezie mnie do samej Ensenady.

Ensenada jest przytulnym i całkiem spory miastem portowym leżącym w regionie Baja California, 125 km na południe od San Diego. w okolicach wybrzeża ludzie tak jak dawniej żyją tu z rybołóstwa i turystyki. port przystosowany jest do odbioru ogromnych promów pasażerskich, tak więc bardzo często jest to przystanek dla wszystkich tych wycieczkowiczów po oceanie Spokojnym. miasto żyje swoim życiem podczas całego tygodnia, ale rytm przerywany jest co kilka dni, gdy do brzegu przycumuje statek. uliczki wypełniają się wówczas bladoskórymi Gringo, a miejscowi zacierają ręce szykując się na nadchodzący interes. jak przystało na Meksyk jest tu sporo rzeczy historycznych, pochodzenia hiszpańskiego, ale jeszcze więcej otaczającej nas ze wszystkich stron rozpierduchy. na początek ta ładniejsza strona -- nadbrzeże i misja katolicka, w kolejnych notkach pokażę drugą stronę Ensenady..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

Meksyk 2015 -- backpacking jak za dawnych lat..

07

sie
2015

Kalifornia 2015 -- w zaułkach Venice Beach..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:37



Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice BeachKalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

04

sie
2015

Kalifornia 2015 -- Venice Beach..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:15

mówi się, że wszystko, co widziałeś na filmach o Venice Beach jest ... prawdą. miejsce to oddalone od mola w Santa Monica o kilkadziesiąt minut marszu jest kultowym przystankiem amerykańskich freaków. dzieci kwiaty, przebierańcy, muzycy, narkomani, autostopowi podróżnicy stale przemierzający kraj niczym bohaterowie powieści Jacka Kerouac'a, skejci, uliczni aktorzy, śpiewacy i bezdomni. wszystko to miesza się na nasłonecznionym boardwalku Venice z turystami -- kwitnie uliczny handel, galerie sztuki, kafejki, małe browarnie. jest kolorowo, głośno i niekiedy wesoło. raj dla lubiących obserwować ludzi.

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

Kalifornia 2015 -- Venice Beach

30

lip
2015

Kalifornia 2015 -- panorama wybrzeża..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:58

panoramka strzelona z mola na zatokę i Malibu daleko w tle po lewej. TUTAJ wersja 3600px.

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

28

lip
2015

Kalifornia 2015 -- Santa Monica, ludzie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:08

mimo, że od jakiegoś czasu fotografuję zdecydowanie mniej, to ludzie wciąż pozostają jednym z moich motywów przewodnich. a promenady SM są idealne do pstrykania wszelkiej maści przebierańców, wystarczy przystanąc na chwilkę i wycelować obiektyw w danym kierunku. tegoroczna wyprawa była dosyć wyjątkowa, bo ... zabrałem ze sobą mój sprzęt fotograficzny. ostatnio torchę się rozleniwiłem i jeśli już pstrykałęm, to głównie telefonem (sic!). tym razem jednak wiozłem mojego Nikkora 80-200 do naprawy gwarancyjnej, więc zabrałem ze sobą pół torby sprzętu. i chyba było warto, bo znowu spędziłem długie godziny szlajając się bez celu w poszukiwaniu fajnych kadrów.

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

28

lip
2015

Kalifornia 2015 -- Santa Monica, wybrzeże..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:51

po raz 7, a może 9, powracam na słoneczne plaże Santa Monica. po raz kolejny nie wiem nawet, jak mieścinę tą poprawnie się po naszemu odmienia. plaże Santa Moniki, Santy Moniki? chyba w ogóle się nie odmienia. no więc nocuję w hotelu na 20-stej i Santa Monica Blvd i do piaszczystej plaży Atlantyku mam jakieś 3.5km, 40 minut na nogach. w weekendy zawsze, a czasem w tygodniu po pracy z tej atrakcji korzystam. właściwie, to przez ostatnich kilka lat nic tu się nie zmienia, ale lubię tak po prostu kupić sobie kawę i posiedzieć Third Street Promenade, głównym deptaku miasta, albo zapuścić się dalej, w kierunku plaży. ostatnio pogrywam trochę w GTA5 i aż dziw bierze, jak wspaniale można odwzorować to miejsce w grze komputerowej.

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

Kalifornia 2015 -- Santa Monica

20

lip
2015

Puyallup -- kolejne destruction derby..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:28

moje kolejne, po tym w Evergreen, destruction derby w Stanach. tym razem w Puyallup, podczas corocznego letniego święta tej mieściny. wśród lokalnej gawiedzi umazanej watą cukrową i tłustymi burgerami, ścigali się mili panowie w prawie 40-stopniowym upale..

Puyallup destruction derby

Puyallup destruction derby

Puyallup destruction derby

Puyallup destruction derby

Puyallup destruction derby

Puyallup destruction derby

Puyallup destruction derby

Puyallup destruction derby

Puyallup destruction derby

Puyallup destruction derby

Puyallup destruction derby

Puyallup destruction derby

Puyallup destruction derby

Puyallup destruction derby

30

cze
2015

Mount Rainier National Park -- cz. III, na śnieżnym szlaku..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:44



Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

15

cze
2015

Mount Rainier National Park -- cz. II, na szlaku..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:21



Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

12

cze
2015

Mount Rainier National Park -- cz. I., panoramy z Paradise area..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:57

pozostajemy w klimatach hamerykańskich bo wygrzebałem gdzieś z szuflady nasz ostatni hike w pod wulkanem Mt. Rainier. na początek trochę szerokich ujęć i panoram. Enjoy!

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

Mount Rainier National Park, WA, USA

10

cze
2015

Nowy Jork -- Central Park zimowym porankiem..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:20

zimowym porankiem wysiadam przy Central Parku. nigdy tu nie byłem i zawsze wydawało mi się, że park ten to ogromny przestronny prostokąt wypełniony trawą. w ignorancji swojej nie pogooglałem, a tu taka niespodziewanka: Central Park wypełniony jest mini-pagórkami, jeziorkami, krętymi alejkami wokół starych drzew. jest zoo, klasyczna architektura, rzeczki, ogrody, centra wystawowe i edukacyjne. no takie rzeczy, w takich rozmiarach, pośrodku najdroższego miasta na świecie..

New York City, Central Park

New York City, Central Park

New York City, Central Park

New York City, Central Park

New York City, Central ParkNew York City, Central Park

New York City, Central ParkNew York City, Central Park

New York City, Central Park

New York City, Central Park

New York City, Central Park

New York City, Central Park

06

cze
2015

Nowy Jork -- południowy Manhattan..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:59

jadę na południowy Manhattan i przechodzę na drugą stronę po moście Brooklińskim. kiedyś, dawno temu, bałbym się zapuszczać w te rejony, bo to przecież Brooklyn, siedlisko zła, gdzie Białych ganiają po ulicach. ale teraz nie wierzę już w takie głupoty i raźno, choć ciągle skamieniały od zimna, przechodzę na drugą stronę. robię zdjęcia Manhattanu z poziomu Brooklyn Heights i nadzatokowej promenady. z jednej strony szkło i stal drapaczy chmur z nowym WTC na czele, z drugiej zardzewiałe i zmasakrowane czasem drewniane doki. nigdy nie mogę pojąć jak bardzo ta Ameryka jest zróżnicowana, jak inaczej wygląda świat na przestrzeni kilku ulic tej samej dzielnicy..

a potem kieruję się już do Strefy Zero. gdy byłem tu po raz ostatni to ziemia wciąż straszyła ogromną, głęboką na kilka kondygnacji, pustą przestrzenią. głęboka dziura w ziemi, a gdzieś tam nisko na dole przewijały się ciężarówki, małe jak samochodziki Jakuba, sprzątające teren. dzisiaj w tym miejscu też jest dziura -- piękna, choć budząca grozę. pomnik ofiar zamachu składa się z dwóch dziur w ziemi, a przelewająca się woda tworzy efekt zawalającego się budynku. genialne! nowy One World Trade Center też fajnie się prezentuje, choć podobno w większości jest jeszcze pusty. w 2014 roku tylko 5 firm dzierżawiło w nim miejsca, czyli ponad połowa przestrzeni biurowych nie była użytkowana. ludzie boją się, bo to miejsce jest obecnie symbolem dla obydwu stron i nigdy nie wiadomo jak to się skończy..

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, ManhattanNew York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

06

cze
2015

Nowy Jork -- zimowy spacer po Manhattanie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 10:02

wczesnym rankiem, jakoś w połowie lutego, po nieprzespanej nocy ląduję na JFK. New York wita mnie 15 stopniowym mrozem i pięknym bezchmurnym niebem. nie jestem przygotowany na takie temperatury, więc jeszcze na lotnisku ubieram na siebie wszystko, co mam w walizce: 2 bluzy, 2 pary spodni, 3 pary skarpet pod letnie buty i kurtkę przeciwdeszczową. jakimś czudem mam czapkę, która później ratuje mnie przed odmrożeniami. wychodzę z lotniska i uderza we mnie przenikliwy chłód. lotnisko leży w pobliżu wód, wieje zimne wiatry, temperatura odczuwalna poniżej 20 stopni na minusie. jest ostro, jadę metrem na Manhattan..

ostatni raz w centrum NYC byłem jesienią 2004 roku. chcę się przespacerować i zobaczyć, co się zmieniło przez ten czas. to w końcu 11 lat, a poprzednim razem w powietrzu wciąż jeszcze wisiały echa zamachu 9/11. do dyspozycji mam jakieś 14 godzin, ale postanowiłem, że odwiedzę miejscowy oddział Riot Games, więc na samo łażenie po mieście zostanie tylko kilka godzin..

wychodzę z tuneli metra i z całą siłą czuję chłód tego poranka. jest tak zimno, że nie mogę utrzymać aparatu w zgrabiałej po chwili dłoni. znajduję jedną (!!) rękawiczkę, wydaje się czysta, więc ją ubieram i jako tako radczę sobie ze zdjęciami. na ulicach pstrykam ludzi, ale głównie chodzę i patrzę na świat. pierwszą rzeczą, która od razu rzuca się w oczy, są taksówki. 11 lat temu były to potężne fordy z charakterystycznymi zderzakami na przodzie. dzisiaj po tamtych samochodach pozostało tylko wspomnienie -- na drogach Manhattanu rozpychają się teraz nowoczesne Toyoty Prius i Fordy Escape, oba oczywiście z napędem hybrydowym. autobusy również od wielu lat wyposażone są w napędy hybrydowe i właściwie ostatnią pozostałością lat 90-tych jest metro. wciąż tak samo brzydkie i wciąż pachnące tym samym zaduchem. no i Starbucks, Starbucks jest zawsze taki sam, w tych samych miejscach i w bardzo podobnych cenach..



New York City, Manhattan

New York City, ManhattanNew York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, ManhattanNew York City, Manhattan

New York City, ManhattanNew York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, ManhattanNew York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

New York City, Manhattan

29

kwi
2015

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. IX. History Line 1914-18, Amiga 1992

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 16:06

artykuł dla magazynu K&Aplus nr 1

28 czerwca 1914 roku w wyniku zamachu dokonanego w Sarajewie ginie austriacki następca tronu, arcyksiążę Franciszek Ferdynand Habsburg. Zamach jest przygotowany i wykonany przez grupę serbskich nacjonalistów, ówczesnych mieszkańców Monarchii Austro-Węgierskiej dążących do przyłączenia Bośni do swojego kraju. W wyniku ataku Austro-Węgry stawiają Serbii ultimatum, które ta odrzuca. Sytuacja w Europie jest napięta: w wyniku różnorakich umów i traktatów zawieranych już od ery Bismarcka, kontynent jest podzielony na wrogie sobie sojusze. Po jednej stronie siły trójporozumienia, czyli ententy (Wielka Brytania, Francja, Rosja), po drugiej trójprzymierza, czyli państw centralnych (Niemcy, Austro-Węgry oraz Włochy). Europa mentalnie wchodzi w konflikt zbrojny, a wszelkie negocjacje, rozmowy i sposoby załagodzenia tarć nie trafiają na podatny grunt. 28 lipca Austro-Węgry wypowiadają Serbii wojnę rozpoczynając tym samym efekt domina spowodowany skomplikowanym systemem sojuszy międzynarodowych. Wybucha największy na świecie konflikt zbrojny, który potrwa przez 4 kolejne lata i pochłonie życie 16 milionów ludzi.

HISTORY LINE: 1914-1918

Gry komputerowe przełomu lat 80/90-tych przedstawiały jedynie skrawek działań wojennych: wydano kilka dobrych symulatorów lotniczych, ale generalnie brakowało ujęcia całościowego. Lukę tę w 1992 roku wypełniło niemieckie studio Blue Byte wydając na Amigę, a później na MS-DOS, History Line: 1914-1918. Tytułowy Bieg Historii oparty jest na silniku popularnej serii Battle Isle i z rozmachem, niczym dobra książka przeprowadza gracza przez wydarzenia pierwszej wojny światowej. Bo HL jest w zasadzie lekcją historii: obejmuje starcia rozgrywane w 2-miesięcznych odstępach czasowych, tak że przebieg wojny opowiedziany jest poprzez 24 misje na przestrzeni 4 lat konfliktu. Zadbano o tło historyczne, jednostki są rzetelnie scharakteryzowane, a każda z misji poprzedzona jest podsumowaniem przebiegu walk w ostatnich tygodniach. Gracz dowiaduje się o wydarzeniach na świecie, nowinkach technicznych, a nawet trywialnych sprawach opisywanych w gazetach danego okresu. Już samo intro świetne wprowadza nas w klimat i tło historyczne akcji: cutscenki przedstawiają zamach w Sarajewie, a animowana prezentacja mapy Europy wyjaśnia zawiłości polityczne. Scena przedstawiająca samotnego żołnierza na polu bitwy okraszona dopiskiem „Somewhere on the Western front. Summer 1916” wprowadza nas w rozgrywkę.

TEATR DZIAŁAŃ

Pierwszą decyzją gracza jest wybór strony konfliktu: Francji bądź Niemiec. Jest to oczywiście wybór uproszczony, bo przecież w wojnie uczestniczyła większość rozwiniętych krajów świata, ale z miejsca umiejscawia nas po jednej z walczących stron. Ekran gry podzielony jest na dwie części, co umożliwia rozgrywanie tur jednocześnie, a sama rozgrywka składa się z dwóch odrębnych tur: fazy ruchu i ataku. Podczas gdy jeden z graczy odpala silniki swoich maszyn, drugi odpala lont w swoich działach. W 1992 roku było to dość oryginalne podejście, które w kolejnych latach zostało powielone przez parę innych gier tego typu. Celem gry jest zajęcie wrogiej kwatery głównej lub po prostu zniszczenie wszystkich jednostek wroga. Widziana z lotu ptaka mapa podzielona jest na sześciokątne pola, a różne elementy krajobrazu (wzgórza, rzeki, jeziora, lasy, pola, drogi) wpływają na właściwości jednostek (zarówno bojowe, jak i ruchu). Na cechy jednostek wpływa też pora roku, przykładowo na mapach zimowych mobilność naszej armii jest zwykle mniejsza. Na mapach znajdują się również Warsztaty (depots) oraz Fabryki (factories) służące odpowiednio do naprawy istniejących lub tworzenia nowych jednostek. Neutralne początkowo budynki należy najpierw przejąć (czasem zostajemy nagrodzeni znajdującymi się w nich jednostkami), a od ich ilości zależy nasza zdolność produkcji (manufacturing points). AI komputera nastawione jest na hurraoptymistyczny atak, tak że przy odrobinie wyrachowania i przebiegłości stosunkowo łatwo możemy go pokonać. W HL nie występuje Mgła Wojny (fog of war) przez co spada nieco realizm strategii. Graficznie gra prezentuje się wspaniale, a sceny walki są animowane. Sterowanie jest proste: joystick lub myszka uzupełniane są kilkoma zaledwie przyciskami z klawiatury.

BAGNET NA BROŃ

Gra rozpoczyna się w sierpniu 1914 roku agresją Niemiec na Francję. W pierwszych miesiącach wojny na scenie walk dominuje kawaleria, piechota oraz lekka artyleria, ale z czasem głównymi siłami stają się pojazdy opancerzone, lotnictwo i marynarka wojenna. Kolejne misje wprowadzają nowe formacje – jesteśmy świadkami industrializacji jednostek wczesnymi bombowcami, czołgami, sterowcami i łodziami podwodnymi na czele. Malownicze zielone łąki i pagórki z lata ‘14 roku w kolejnych miesiącach przeradzają się w poprzecinane bunkrami, okopami i rowami rejony umocnień – konflikt był przecież wojną pozycyjną. Przy podobnych stanach ilościowych kluczem do zwycięstwa jest oczywiście strategia i poziom wyszkolenia armii. Doświadczenie zbiera się podczas walk, tak więc bardzo ważnym aspektem naszych decyzji będzie wycofywanie uszkodzonych jednostek, a następnie przywracanie ich do stanu początkowego w Warsztatach. Doświadczone oddziały walczą efektywniej, tak więc nigdy nie powinniśmy dopuścić do ich całkowitego zniszczenia, zwłaszcza że wyszkolone w Fabrykach posiłki prezentują początkowo niewielką siłę bojową. Każda jednostka charakteryzuje się oczywiście odmiennymi cechami bojowymi, jak i zróżnicowaną mobilnością. Niektóre z nich, jak np. wielkie działa, są wolne, a ponadto otrzymują karę do ruchu i odzyskują zdolność bojową dopiero w kolejnej turze. Warto więc korzystać z pojazdów transportowych, np. ciężarówek lub okrętów.

WIELKA WOJNA, WIELKA RADOŚĆ

Bardzo dobra grafika, trzymająca klimat muzyka, płynne animacje i cała ta głębia historyczna robią z HL naprawdę dobrą strategię. Oczywiście realności rozgrywki daleko do późniejszych produkcji z gatunku Panzer General, ale mimo wszystko grywalność jest dobra, a rozgrywka wciągająca. Dla wielu graczy z naszego pokolenia była to pierwsza w pełni profesjonalna gra wieloosobowa i nic nie sprawiało takiej radości, jak rozstrzelanie ze wzgórza wrogiej kawalerii. Warto również wspomnieć, że dla trybu dwuosobowego przygotowano 12 dodatkowych map. Gra zajmuje sporo, bo aż 7 amigowych dyskietek, co szczególnie w dawnych czasach było poważnym utrudnieniem: wachlowanie dyskietkami przy każdej nadarzającej się okazji (tryb mapy, cutscenki, symulacja walki) było nużące, tak więc większość graczy rezygnowała z animowanych scenek walk wybierając symulację w trybie skróconym. Nazwa gry sugerowała początek całej serii gier historycznych: brytyjski magazyn CU Amiga (wcześniejszy Commodore User) w swojej recenzji sugerował nawet możliwość wydania kolejnych edycji osadzonych w czasach rzymskich, średniowiecznych i napoleońskich. Niestety plany te nigdy nie doczekały się realizacji. W Stanach Zjednoczonych, z uwagi na większą rozpoznawalność, gra została wydana pod tytułem 'The Great War 1914-1918'.

BLUE BYTE SOFTWARE

HL 1914-1918 była z pewnością produkcją udaną, ale co ważniejsze, znacząco ułatwiła studiu Blue Byte Software rozwinięcie skrzydeł. Niewielki początkowo developer z Düsseldorfu zainwestował bowiem w projekty złożone – trudne w realizacji, ale ambitne i wizjonerskie. Tak właśnie powstała flagowa seria studia, gra The Settlers, która poprzez połączenie i realizację wielu różnych idei była pierwszą tak zaawansowaną strategią na Amigę, wyznaczając tym samym standardy na lata. Blue Byte istnieje do dzisiaj (studio zostało przejęte przez Ubisoft w styczniu 2001 roku) i z powodzeniem produkuje i wydaje gry na różne platformy zapisując tym samym piękną, już prawie 30-letnią, kartę wśród producentów gier komputerowych.



History Line 1914-1918

History Line 1914-1918

History Line 1914-1918

History Line 1914-1918

History Line 1914-1918

History Line 1914-1918

History Line 1914-1918

History Line 1914-1918

History Line 1914-1918

History Line 1914-1918

History Line 1914-1918

History Line 1914-1918

History Line 1914-1918

History Line 1914-1918

24

kwi
2015

Irlandia -- St Patricks Day 2015..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Dublin, 13:26

pierwszy St. Patrick naszej Julki! w lokalnym dublińskim pubie, z irlandzką muzyką i celtyckimi tańcami. i oczywiście z Guinnessem!

14

kwi
2015

Irlandia - Polska, Dublin 29.03.2015.

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:41





Irlandia - Polska, Dublin 29.03.2015

Irlandia - Polska, Dublin 29.03.2015

Irlandia - Polska, Dublin 29.03.2015

Irlandia - Polska, Dublin 29.03.2015

Irlandia - Polska, Dublin 29.03.2015

Irlandia - Polska, Dublin 29.03.2015

12

kwi
2015

Korea -- zakończenie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 22:36

Korea..

Korea..

Korea..

Korea..Korea..

Korea..Korea..

Korea..

Korea..

Korea..

Korea..

Korea..

Korea..

12

kwi
2015

Korea -- Seoul Heritage Village..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 22:07

w dobie industrializacji i urbanizacji świata Koreańczycy jeszcze dokładniej pielęgnują swoją kulturę. rozwijane przez tysiące lat wzorce i schematy zachowań po dziś dzień obecne są w codziennym życiu Korei, a ja, przed wylotem, musiałem przejść krótką acz treściwą szkołę lokalnych zachowań. przedstawiono mi podstawowe zwyczaje, sposoby powitań i podziękować, nauczono ukłonów, gestów i pozdrowień. to wskazane, bo Koreańczycy wychodzą z założenia, że przebywając w ich kraju powinno się znać, i co najważniejsze, stosować, ich miejscowe zwyczaje. po przylocie wysłano nas również do wioski kulturowej, Seoul Heritage Village. miejsce to jest skansenem, w którym na dużej powierzchni starano się odwzorować życie i obyczaje koreańskie sprzed lat. zebrano oryginalne budowle, pokazano sposoby pracy, obrządki religijne, a także całe mnóstwo codziennych zachowań i sposobów spędzania czasu. nie jest to tylko rozrywka dla przyjezdnych -- zdecydowana większość odwiedzających to Koreańczycy. przychodzą z całymi rodzinami, biwakują, jedzą, śmieją się i podziwiają. i robią zdjęcia. mnóstwo zdjęć, więcej niż ja. i wszystkie ze statywu będącego wysięgnikiem, przedłużeniem ręki. selfie stick, który stał się przebojem wycieczki, bo Koreańce bez tego nie wychodzą z domu. a ja przez 12 lat prowadzenia bloga mam całe 17 zdjęć z samym sobą..

Korea -- Seoul Heritage Village..

Korea -- Seoul Heritage Village..

Korea -- Seoul Heritage Village..

Korea -- Seoul Heritage Village..

Korea -- Seoul Heritage Village..

Korea -- Seoul Heritage Village..

Korea -- Seoul Heritage Village..

Korea -- Seoul Heritage Village..

Korea -- Seoul Heritage Village..

Korea -- Seoul Heritage Village..

Korea -- Seoul Heritage Village..

Korea -- Seoul Heritage Village..

Korea -- Seoul Heritage Village..

Korea -- Seoul Heritage Village..

06

kwi
2015

Korea -- Beer-Pong, czyli piwny ping pong..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 00:10

wieczorem w nocnym klubie w Busan znajdujemy taką oto atrakcję: stół z otworami na kubki piwne, dwóch przeciwników i dwie pomarańczowe piłeczki ping-pongowe. piwny ping pong polega na rzucaniu piłki jak w standardowej grze, przy czym należy trafiać do kubków przeciwnika. jeśli nam się to uda to przeciwnik musi wypić browar w nich się znajdujący. wygrywa ten, który opróżni przeciwnika z kubków z piwem. trudna sprawa, ale i dobra zabawa. nie rozumiem tylko ustaleń zwycięzca-pokonany, bo przecież dudek, który wygra, wypije mniej browaru, niż przegrywający. no to gdzie tu logika? chociaż, na końcu i tak wszyscy wypiją po tyle samo :)

05

kwi
2015

Korea -- wyłów sobie kolację..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 23:56

pozostajemy w klimatach jedzeniowych. tym razem w Busan trafiamy do jakiegoś pseudoogródka jedzeniowego wypełnionego namiotami kryjącymi małe restauracyjki. niby nic szczególnego, tyle że wszystkie te knajpy w swoim centralnym punkcie mają ustawione akwaria różnych wielkości. w jednym ostrygi, w drugim muszle, w trzecim kraby, w czwartym wielki tłusty homar. no więc siedzi sobie grupka miejscowych wśród kolorowego plastiku i pokazuje palcem na bogu ducha winnego zwierzaka, po czym miła pani w białym czepku wyciąga go na deskę, ciach maczetą po łapkach i do garnka. taka właśnie zabawa Koreańczyków..

30

mar
2015

Korea -- Seul, drum girls w nocnym klubie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 11:20

tymczasem w Seulu, w nocnym klubie, w pewnym momencie trochę się zakotłowało i na scenę wyszło kilka dziewcząt z bębnami. i dały show..

29

mar
2015

Korea -- Seul, Korean Barbecue..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 00:25



29

mar
2015

Korea -- pałac Gyeongbokgung..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 00:14



Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong YonggungsaKorea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

14

mar
2015

Korea -- Bongeunsa, film..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 00:36

kończąc wątek świątyni Bongeunsa opisywanej tutaj oraz tutaj, dorzucam jeszcze nakręcony telefonem filmik. można poczuć atmosferę buddyzmu..

13

mar
2015

Korea -- Haedong Yonggungsa..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 23:37



Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

Korea, Haedong Yonggungsa

23

lut
2015

Korea -- Busan

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 11:12

cała ta Azja kontrastami stoi. świat garniutorowców, eleganckie szlkane domy, ale wystarczy wejść w niewielką uliczkę by przenieść się w zupełnie odmienny świat. ten świński ryj jest takim wyznacznikiem tej inności, symbolem. bo kilkadziesiąt metrów obok, w dystyngowanej restauracji trwa spotkanie ludzi biznesu przy drogim winie. tutaj kolacja za 50 dolarów, tam kobiecina obiera przy przechodniach ryby i wyrzuca wnętrzności do wiadra obok. podziały... ale ludzie dobrze się z nimi czują. ludzi ciągnie do tej ciemniejszej, choć bardziej naturlanej, strony, która jest im bliższa, bo pewnie w niej się wychowali. Koreańczycy są nacją bardzo silnie osadzoną w swojej kulturze i nie zrywają więzi łączących ich z przeszłością. w parkowej uliczce mężczyźni grają w Xianggi, chińskie szachy. nie mam pojęcia o tej grze, ale skupienie na ich twarzach wyglądało identycznie do skupienia gliwickich szachistów na Placu Mickiewicza pod kasztanami. drugiej gry, w białymi i czarnymi kamieniami też nie znam, ale spędziłem z nimi trochę czasu i przypatrywałem się rozgrywce. cisza trwała przez cała partię, a wzburzona gestykulacja połączona z nerwowym podsumowaniem meczu pod jej koniec podsumowała emocje grających.

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, BusanKorea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, BusanKorea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

19

lut
2015

Korea -- Busan, zagłębiamy się w miasto..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Los Angeles, 02:36



Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

12

lut
2015

Korea -- Busan, druga metropolia kraju..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Los Angeles, 07:44

dojeżdżamy do Busan i aklimatyzujemy się w dwóch różnych hostelach. standardowo trafiam na prawdziwych oryginałów: Holender podróżujący już od roku i zarabiający na życie uzupełnianiem materiałów do przewodników turystycznych. Kanadyjczyk który podróż przez świat rozpoczął w Japonii i zamiast tygodnia spędził tam ponad miesiąc. Amerykanka ucząca języka, dużo Południowoamerykańców, jest jakaś Polka, itp. wesoła gromadka, w dzień szlajanie się po mieście, spanie albo wspólna gra w Monopoly, wieczorem różne inne dziwne akcje..

po śniadaniu uderzam na plażę. jest 25 stopni tego słonecznego listopada, plaża promieniuje światłem, przed oczyma mam biało i szybko zrzucam co zbędniejsze ciuchy. Busan prezentuje się pięknie. w samym mieście już tak pięknie nie jest, ale z zewnątrz, z plaży lub z półwyspu wbijającego się w morze miasto prezentuje się godnie. to druga co do wielkości i znaczenia metropolia Korei. najważniejszy port kraju, 4 mln ludzi, wiele potężnych firm i orgazacji, prężne uniwersytety i centra kulturalne. tysiące restauracji, masa klubów, setki hoteli. a do tego standardowy rozpierdol azjatycki, o którym w kolejnych notkach..

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, BusanKorea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

Korea, Busan

11

lut
2015

Korea -- hike w Parku Gumi..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Los Angeles, 05:25

a na koniec kilka fotek średniogórskich. wzgórze ma 900 metrów, po drodze kilka fajnych podejść i możliwość pstryknięcia dolinki i gdzieś tam daleko w tle miasta Geumosan, pośród smogu i spalin. jeden duży wodospad i kilka mniejszych. sporo Koreańczyków z całymi rodzinami, większość z nich ubranych w nowe ciuchy termiczne.

Korea, hike w Parku Gumi

Korea, hike w Parku Gumi

Korea, hike w Parku Gumi

Korea, hike w Parku Gumi

Korea, hike w Parku Gumi

Korea, hike w Parku Gumi

Korea, hike w Parku Gumi

Korea, hike w Parku Gumi

Korea, hike w Parku Gumi

Korea, hike w Parku Gumi

Korea, hike w Parku Gumi

Korea, hike w Parku Gumi

Korea, hike w Parku Gumi

09

lut
2015

Korea -- hike w Parku Geumosan..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Los Angeles, 03:02

nie jestem zwolennikiem poznawania przyrody w miejscach, w których powinno się raczej skupić na poznawaniu kultury. Korea jest idealnym przykładem kraju, którego góry już z samej definicji mogły mi zaoferować zdecydowanie mniej niż obcowanie z lokalnym językiem, smakiem i zapachem. szkoda było mi czasu na jesienną bryzę w pięknie zażółconym parku Geumosan, gdy zewsząd otaczają mnie cuda, których nigdy na oczy nie widziałem. ale podróż w grupie ma swoje prawa: zostałem przegłosowany i z pokorą w duszy i aparatem na ramieniu ruszyłem na szlak. a wraz ze mną 6 innych osób z 5 różnych krajów..

no i jak się okazało, to oni mieli rację. pewnie sami o tym nie wiedzieli na etapie planowania, ale park Gumi wręcz wypełniony jest dziwadłami, z którymi zupełnym przypadkiem dane mi było się zetknąć. kurhany usypywane setki lat temu, jaskinie z buddyjskimi ołtarzykami, tajemnicze bramy, wodospady z grawerowanymi na ścianach sentencjami. i wreszcie sama świątynia -- na górze, pośrodku lasu, z dzwonem, pomnikami buddy i kilkoma mniejszymi budynkami. taki to widok wychylający się zza pagórka, z którym oczywiście spodziewasz się raczej pagórka kolejnego, niż nie-turystycznego miejsca świętości. i spokój, cisza dokoła. fajne uczucie, tak dać się zaskoczyć..

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, GeumosanKorea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

08

lut
2015

Korea -- słówko o ekspresie KTX..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Los Angeles, 16:59

podróż ekspresem KTX przez Koreę to przeżycie samo w sobie. pociąg mknie 200 na godzinę, nawet nie drgnie na łączeniach torów, sunie po równiutkich szynach jak po stole, tak że przejechanie całego kraju zabiera niecałe 3 godziny i jest zdecydowanie wygodniejsze niż opcja powietrzna. a sam pociąg to już w ogóle jakieś wypieszczone i pachnące cudo: można jeść z podłogi, wszędzie monitory, internety, telewizje, klimatyzacje, światełka i elektronika. i po angielsku wszystko zapowiadają. nie jechałem pendolino, więc nie wiem, w którym miejscu aktualnie jesteśmy, ale nasze śląskie pociągi do Katowic to jeszcze trochę się muszą poduczyć. no i obsługa: wchodzi taka pani konduktorka pięknie przyodziana do wagonu i kłania się wszystkim pasażerom. przechodzi przez nasz wagon jeszcze 20 razy i za każdym razem, przy wejściu i przy wyjściu, wykonuje głęboki ukłon mający świadczyć o respekcie dla klienta. no tego to u nas jeszcze nie grali i chyba nigdy nie zagrają. jeśli po całej wyprawie koreańskiej spytanoby się mnie, co najbardziej zapadło mi w pamięć, to byłyby to właśnie takie drobne, ale rzucające Europejczykiem o ścianę, detale z zachowania Koreańczyków. no i biletów nikt nie sprawdza; wszystko jest w systemie i taka kłaniająca się konduktorka wie kto siedzi na danymi miejscu i jak się nazywa..

a potem wsiadam do pociągu lokalnego. takiego, który zatrzymuje się na każdej stacji i jedzie trochę wolniej. i co? to samo: czysto, pachnąco i z ukłonami. tylko bez internetu. a jeszcze innym razem wpakowałem się do pociągu starszego: takiego szerokiego i trochę bardziej topornego. i też ukłony i cała reszta, tyle że technologia trochę starsza. ale to znak, że dzisiejsze rozwiązania i postęp tego kraju kiedyś przecież nastąpił, że nie zawsze tak było i to czego już dzisiaj nie widać, kiedyś odeszło w nieznane. nie wiem, może pojechało do innych, mniej rozwiniętych krajów ogromnej Azji?

za oknem natomiast dzieje się trochę mniej, zresztą wrzuciłem to mniej na filmiku w poprzedniej notce. mnie ofkors interesuje wszystko -- po raz pierwszy opuszczam Seul, siadam więc na swoim miejscu (wszystkie bilety z miejscówkami) i podziwiam okolicę. Korea jest krajem górzystym, ale mijamy też sporo terenów uprawnych zalanych wodą. sporo żółtych pól, jakby rzepakowych, ale chyba jednak nie, bo rolują z tego kłęby traw. dużo magazynów, szklarni, jakiegoś przemysłu rolniczego. oprócz gór w oczy nie rzucają się jakieś wybujałe krajobrazy -- raczej lasy i tereny rolne. krajobraz szybko się zmienia: pociąg mnie przez białą jak mleko mgłę, wbija się do tunelu, by po 2 minutach wyjechać w czystym błękicie nieba. a na końcu jest już tylko Busan i Morze Japońskie. chociaż nie tylko, bo w połowie trasy można się przecież przesiąść na inne linie KTX i odwiedzić dowolny z zakątków tego kraju.. Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

Korea, Geumosan

28

sty
2015

Korea -- pociągiem na południe..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:12



23

sty
2015

Korea -- Seoul, Dongdaemun Market..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 20:37



09

sty
2015

Korea -- Seoul, Dongdaemun Market..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 20:09

na targ Dongdaemum docieram oczywiście metrem. wysiadam w dzielnicy Jongno-gu i wychodzę w sam środek zamieszania. tunel wyprowadza mnie bowiem na gwarną ulicę otoczoną ze wszystkich stron niewielkimi kramami i szczelnie wypełnioną zbitą masą ludzką. pachnie wszystko dookoła, a z góry powiewają kolorowe chorągiewki. poruszam się niezręcznie w jakimś kierunku i widzę, że co kilkadziesiąt metrów główna uliczka poprzecinana jest mniejszymi, odchodzacymi od niej prostopadle. a te z kolei też się łączą z jeszcze mniejszymi przejściami. po kilku chwilach tracę orientację..

może to i lepiej, bo przynajmniej mogę szlajać się bez jakiegoś większego celu. mijam dziesiątki kramów spożywczych z pierogami, krabami, krewetkami, mięsem, serami, rybami suszonymi i żywymi. kupuję 2 kukurydze kolorowe za 2k wonów, a potem próbuję słodkiego chleba na parze. jest dobry, więc biorę większą paczkę, a potem okazuje się, że te większe worki zawierają nie chleb słodki, a mięsno-kapuściany, smakujący trochę bardziej średnio. nawiązuję pierwsze rozmowy: nikt tutaj nie zagaduje samemu, ale z kilkoma sprzedawcami o czymś tam rozmawiam. jeden kolo wygląda na bardziej kumatego i nawet dobrze mówi po angielsku, przy czym coś mu się popierdoliło, bo mi mówi, że Polska ma silną drużynę piłkarską.. idę dalej uliczkami, na których prawie w ogóle nie ma koszy, ale śmieci też nie ma. w sklepikach dżem, mydło i powidło: dużo ubrań, sporo zabawek, wiele rupieci, trochę pamiątek. cała masa małych restauracyjek, do których potrawy wykonuje się w tym najmniejszych przecznicach, wśród przechodzących obok ludzi. jedzenie nie wygląda apetycznie: wszystko jest tu smażone na głębokim oleju, wszystko tłuste, wręcz ociekające olejem. zatrzymuję się na kawę: dolewając mleka potrącam kubek i kawa się wylewa. ja się nie poparzyłem, ale dziewczyny usługujące wyskakują zza zaplecza, skaczą wokół mnie, ścerają szmatami, przepraszają i kłaniają się. to moja wina, a wszystko wzięły na siebie i prosiły o wybaczenie. niewiarygodne..

Dominikana, ludzie

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Korea, Seoul, Dongdaemun Market

Dominikana, ludzie

05

sty
2015

Korea -- Seul, pałac Changdeokgung..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:44

wraz z Peterem, kumplem z Holandii, odwiedzamy Changdeokgung, pierwszy z pięciu Wielkich Pałaców Korei. kompleks budynków wraz z przylegającymi ogrodami mieści się na północy downtown, w dzielnicy Jongno-gu i został wybudowany w XIV wieku przez królów z dynastii Joseon..

podobnie jak w przypadku świątyń trzeba się zdecydować na jeden bądź dwie tego typu budowle. idziemy do Changdeokgung głównie z uwagi na Sekretne Ogrody i fakt, że pałac ten znajduje się na liście UNESCO. sam kompleks jest dość rozległy, łazimy więc po licznych placach i przyglądamy się budynkom. wygląd większości z nich jest podobny -- drewniane budowle na kamiennych podbudoówkach, z typowymi zakrzywionymi dachami. głównym budynkiem jest Donhwamun Gate, przy którym zrobiłem pierwsze 3 fotki poniżej. dookoła masa dzieciaków w szkolnych uniformach -- coś jakby jakieś wycieczki klasowe, czy coś takiego. w końcu pakujemy się do ogrodów, wstęp tylko z przewodnikiem. jeziorka, budynki, altanki, małe kapliczki. jest wieczór, niewiele ludzi i spokój, a przecież za murem życie toczy się w ogromnym tempie..

Korea -- Seul, pałac Changdeokgung..

Korea -- Seul, pałac Changdeokgung..

Korea -- Seul, pałac Changdeokgung..

Korea -- Seul, pałac Changdeokgung..Korea -- Seul, pałac Changdeokgung..

Korea -- Seul, pałac Changdeokgung..

Korea -- Seul, pałac Changdeokgung..

Korea -- Seul, pałac Changdeokgung..

Korea -- Seul, pałac Changdeokgung..

Korea -- Seul, pałac Changdeokgung..

Korea -- Seul, pałac Changdeokgung..

01

sty
2015

Korea -- Seul, metro..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:34

wrzucam jeszcze notkę o seulskim metrze, bo to też niezła jazda: w przeciwieństwie do Wawy mają tam aż 18 linii, mają ponad 600 stacji, a dziennie (!!) metrem jeździ tam 10 milionów pasażerów. 10 milionów to tyle, ilu mieszkańców miasta. pakuję się więc do metra na stacji w pobliżu mojego hotelu. dookoła tłumy i chaos, oczywiście nic nie rozumiem ze znaków i instrukcji. pytam kilku osób i szybko dostaję mapę i kupuję kartę, którą następnie doładowuję 10k wonów. pojedyncza podróż, nawet przez całe miastro, kosztuje tylko 1150W, czyli około dolara. na stacji kulturka: ludzie ustawiają się na peronie na wymalowanych pasach i przepuszczają środkiem wysiadających, oczywiście bez żadnego przepychania się. wagony są szerokie, czyste i z pełnym dostępem do sieci wi-fi i telewizji. wszyscy (WSZYSCY) w rękach trzymają telefony, czytają, czatują i przede wszystkim męczą bzdurne gry diamentowe. ja podróżuję metrem przez cały tydzień pobytu w Seulu i po pierwszych niepewnych chwilach wszystko się upraszcza. kierunki są oznakowane kolorami, a pod całym miastem wybudowano wiele stacji przesiadkowych. dojazd w dowolne miesce Seulu zajmuje co prawda ok godziny, ale jest wyjątkowo bezproblemowe.

Korea -- Seul, metro..

Korea -- Seul, metro..

Korea -- Seul, metro..

Korea -- Seul, metro..

Korea -- Seul, metro..

Korea -- Seul, metro..

Korea -- Seul, metro..

Korea -- Seul, metro..

Korea -- Seul, metro..

01

sty
2015

Korea -- w kafejce internetowej..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:38

koreańskie kafejki internetowe są ewenementem na skalę światową. to nie tylko miejsca, gdzie można posurfować po internecie (zresztą w dobie wszechobecnego dostępu do Sieci w komórkach funkacja ta dawno już zanikła), ale to przede wszystkim socjalne miejsce spotkań młodzieży. Korea kocha gry online, a kafejki służą dzieciakom do zbierania się w grupy i wspólnej zabawt. ludzie wychodzą po szkole (dookoła wala się pełno plecaków) i na kilka godzin zamykają się w kafejkach, gdzie cena dostępu do komputera na godzinę jest śmiesznie niska. wszystkie stanowiska wyposażone są w najnowszy sprzęt, wszystkie będące na topie gry (ostatnio to nasz League of Legends, oraz Starcraft i Fifa) i oprogramowanie do komunikacji. takich miejsc jak to poniżej na fotkach w samym Seulu są tysiące, a firmy prowadzace kafejki mają z producentami lub wydawcami gier specjalne umowy.

Korea -- w kafejce internetowej..

Korea -- w kafejce internetowej..

Korea -- w kafejce internetowej..

Korea -- w kafejce internetowej..

Korea -- w kafejce internetowej..

12

gru
2014

Korea -- Seul, Bongeunsa temple..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:02

jeszcze raz Bongeunsa, tym razem w czerni i bieli. w tyle przewijają się wieżowce stolicy kraju..

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa templeKorea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

05

gru
2014

Korea -- Seul, Bongeunsa temple..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:38

mówi się, że widząc jedną buddyjską świątynię poznaje się je wszystkie. nigdy wcześniej żadnej nie zwiedziłem, a perspektywa obejrzenia z bliska zabytków klasztornych innej religii napawała mnie dużym optymizmem. zwykle tak mam, że nowe, nieznane miejsca dają mi ostrego kopa i tym razem było podobnie -- nie mogłem oderwać wzroku od drewnianej architektury, panującej tam atmosfery i, co najważniejsze, trwających tu i ówdzie modlitw. wkroczyłem wcale nie w mury martwego muzeum, jakie oczekiwałem się zastać w miejscu o tysiąc-letniej historii, a w miejsce tętniące religijnym kultem. żywe i jak cholera wibrujące w jesiennym słońcu. byłem pod wrażeniem. później zobaczyłem jeszcze 4 inne świątynie w Korei i przyznaję rację pierwszemu zdaniu. Bongeunsa, chociaż jedna z mniejszych świątyń, wywarła na mnie największe wrażenie..

chodzi o dwie sprawy: w centrum ogromnego miasta, tuż przy kilkupasmowej drodze i w cieniu wielkich drapaczy chmur, istnieje sobie miejsce jakby z innego czasu. pachnące suchym drewnem i kwiatami, spokojne i ciche. ciche i rozśpiewane, z odgłosem bębenka rozbrzmiewającym z kilku odrębnych budynków. nie spodziewałem się, że na przestrzeni kilkuset metrów otoczenie tak bardzo może się zmienić. po drugie, o czym wspomniałem wcześniej, jest to wciąż żywe miejsce kultu: niektóre sale pełne są wiernych, a w innych świątynkach kapłan odprawia nabożeństwo z jedną bądź kilkoma osobami. wszyscy na boso, klękając, kłaniając się, z kadzidłami i w podniosłej atmosferze..

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa templeKorea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa templeKorea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

01

gru
2014

Korea -- Seul, druga strona dzielnicy Gangnam..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 11:24



Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

28

lis
2014

Korea -- Seul, dzielnica Gangnam..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 11:35

wyruszam z hotelu, po raz pierwszy coś pofocić na własną rękę. gubię się od razu. myślę, że o to właśnie chodzi i że najważniejsze rzeczy odkrywa się trochę przypadkiem, ale fakt faktem, że będąc po raz pierwszy w tym 10-milionowym mieście w ogóle nie rozumiem, gdzie co jest i w którą stronę się rozglądać. upewniam się dwukrotnie, czy idąc w danym kierunku na pewno dojdę tam dokąd chcę dojść. idę z mapą, ale szczerze mówiąc to kierunek wyznacza mi słońce. ludzie po angielsku właściwie nie mówią, a odległości są mylące. 1 blok koreański jest kilka razy większy od tego amerykańskiego i miejsca, które na mapie wyglądają "w zasięgu ruchu pieszego" w rzeczywistości są o kilka godzin marszu.

Gangnam jest dzielnicą biznesową, pełną wieżowców ze szkła i stali. przy głównych ulicach ozdabianych co kilkanaście metrów koreańskimi flagami, kręcą się setki garniturowców i w skupieniu palą papierosy. świat koreańskiej korporacji wystawiony na ulicę wygląda identycznie, jak zapamiętałem go z czasów pracy w koreańskiej firmie. ludzie nie pokazują uczuć, są introwersyjni, poważni, spokojni, ich ruchy są powolne i skoordynowane. ich wygląd kontrastuje z młodzieżą, która nader często ubiera się agresywnie i jest wyzywająco głośna. zresztą kontrast widać też w samej architekturze: obok korporacji pełno jest niewielkich uliczek i zaułków. obok głównych chodników bez jednego rzuconego papierka egzystują wąskie przejścia pełne śmieci i kolorowego dziadostwa. na razie ta bardziej przyjazna strona, a w kolejnej notce wrzucę stronę bardziej .. ciekawszą.

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam districtKorea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam districtKorea, Seoul, Gangnam district Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

22

lis
2014

Korea -- poranny Seul..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:34

kilka pierwszych dni to wizyty na różnych spotkaniach, konwencjach i przemowach, tak więc poranny Seul poznaję głównie z okien autobusów. jesień w Korei jest tyleż malownicza, co zamglona. stolica skąpana jest w grubej powłoce porannej mgły, pary i smogu. poranne powietrze pachnie orzeźwiająco, później do głosu dochodzi jednak smog. żeby było śmieszniej, czasem Koreańczycy o smog oskarżają sąsiednie Chiny, szczególnie gdy wieje wiatr z zachodu..

wyjeżdżam z hotelu w Gangnam i kieruję się w coraz to odleglejsze dzielnice. z miasta wyprowadza nas autostrada z 4 pasami normalnymi i jednym specjalnym dla autobusów. ranne drogi są zakorkowane, wypełnione białymi i szarografitowymi Hyundaiami i Kiami różnymi. to ciekawe spostrzeżenie: Koreańczycy zwykle kupują samochody właśnie w tych dwóch kolorach, nie ma tu zbyt wiele innych aut. w dzielnicach biznesowych właściwie nie ma reklam, zaczynają się one jednak w dzielnicach mieszkalnych i restauracyjnych i są stałym elementem tutejszego krajobrazu. nazwy ulic wypisywane są w dwóch alfabetach: koreańskim i w łacińskiej transkrypcji, co zresztą i tak do jednego się sprowadza, bo wszystkie brzmią podobnie. miasto otaczają wzgórza, które fajnie się prezentują w jesiennych barwach. mijamy również dzielnice osiedlowe, przy których nasze blokowiska pełnią rolę jakiegoś ubokiego krewnego z dalekiego kraju. tutejsze bloki mają po 30 pięter lub więcej, są nieregularne, ozdabiane balkonami w formie wypustek, nie mają również tak długich form jak nasze. każdy blok ma swoją nazwę lub numery wypisywane 60 metrów nad ziemią, wiele z nich nazywa się po porstu Hyundai, tak jakby były to dzielnice meiszkalne pracowników koncernu. w ogóle dużo się tu buduje, wszędzie widać żurawie, co trochę dziwi, bo niekiedy wydaje się, że miejsca na budowie nie starczy nawet na budkę z lodami. stolicę przedziela rzeka Han, a rozrzucone po obu stronach dzielnice łaczy 27 mostów, również totalnie zakorkowanych..

Korea -- poranny Seul..

Korea -- poranny Seul..

Korea -- poranny Seul..

Korea -- poranny Seul..

Korea -- poranny Seul..

Korea -- poranny Seul..

31

paź
2014

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 22:29

na międzynarodowym lotnisku Incheon pod Seulem ląduję o 14.45 czasu lokalnego. samolot linii Korean Air z Londynu do stolicy Korei kursuje codziennie, a podróż przez pół świata trwa ok 11 godzin. do tego dochodzi 8-godzinna zmiana czasu, więc na dobrą sprawę z kalendarza wycinamy cały dzień. dobę wcześniej rozwija się u mnie jakieś choróbsko i cała ta podróż jest jedną wielką męczarnią. sprawy nie ratują nawet przemiłe koreańskie stewardessy -- męczę się strasznie, przysypiam i odliczam godziny do lądowania.

nie rejestruję widoków, a z góry jest co oglądać: lecimy nad północną Syberią, kawałkiem Mongolii, wschodnimi Chinami i Morzem Żółtym. nie przelatujemy nad Koreą Północną, co jest dość oczywiste, choć dziwnie wygląda trasa samolotu wywijającego zygzaki i ostre skręty aby ominąć tą przestrzeń powietrzną. w pierwszą stronę nie kojarzę faktów i dopiero podczas drogi powrotnej z pełną świadomością chłonę niesamowite widoki. górzyste obszary Chin i najeżona tysiącami jezior tundra przy bezchmurnym niebie robią piorunujące wrażenie.

z położonego na wyspie lotniska jedziemy autobusem do centrum Seulu. podróż przez skąpane w słońcu jesienne krajobrazy trwa 1.5h, a w hotelu w dzielnicy Gangnam meldujemy się ok 18. kilku twardzieli wybiera się na miasto, a mi już zupełnie urywa się film i śpię do rana. na szczęście mam ze sobą antybiotyki, które szybko stawiają mnie na nogi i poznawanie Azji już od drugiego dnia sprawia dużą frajdę. zapraszam więc do długiej relacji z wyprawy po Korei Południowej. od Seulu, przez środek kraju, aż do położonego na południu Busan.

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

15

paź
2014

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. VIII. Skool Daze, ZX Spectrum/C64, 1984

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 21:44

artykuł dla magazynu Komoda nr 10

Przez wszystkie te lata śledzenia rozwoju branży gier komputerowych intrygowało mnie jedno: dlaczego, do cholery, nikt nigdy nie rozwinął tematu symulatora życia szkolnego? Cóż może być piękniejszego do zaoferowania niż powrót do szkolnej ławki? Specyficzny szkolny humor, intrygi, bójki i dowcipy. Pełne magii czasy, nostalgiczne wspomnienia i najtwardsze z naszych przyjaźni. Każdy z nas spędził w szkolnych ławkach kilkanaście lat swojego życia, a gry komputerowe fakt ten zupełnie przemilczały. Z wyjątkiem wydanej dokładnie 30 lat temu gry Skool Daze i jej sequela, Back to Skool.

Nie obawiam się stwierdzenia, że jak na połowę lat 80-tych Skool Daze (btw, niezły slangowy tytuł) była grą genialną. W czasach prostych zręcznościówek oferowała ona otwarty świat i prawdziwą wolność wyboru. W Skool Daze gracz może skupić się na głównym celu gry (o czym poniżej), ale może również najnormalniej w świecie uczęszczać na lekcje lub pójść na wagary, psocić, bić się z rówieśnikami, siadać na schodach, strzelać z procy, wypisywać dziwne hasła na tablicach, czy też przemierzać szkolne korytarze podczas brawurowych ucieczek przed goniącymi nas wychowawcami. Postaci w grze oparte są na niezniszczalnych i ponadczasowych stereotypach: z jednej strony mamy więc surowego dyrektora, zgryźliwego historyka, wyluzowanego nauczyciela geografii i żyjącego w swoim świecie fizyka, z drugiej szkolnego chuligana, lalusia i kujona. Tylko od nas zależy, po której stronie szkolnej hierarchii staniemy.

Celem Eryka, czyli kierowanej przez nas postaci, jest zdanie do wyższej klasy. Jako że osiągnięcie tego wyzwania w sposób konwencjonalny wydaje się być stratą czasu, naszym zadaniem będzie wykradzenie kodu do sejfu, w którym przetrzymywane są szkolne dzienniki. 4 litery zakodowane są pojedynczo w umysłach nauczycieli, ale wyjawienie ich wymagać będzie delikatnej hipnozy: musimy zapalić wszystkie szkolne tarcze, a następnie wydobyć litery strzelając do nauczycieli z procy. Wyjątek stanowi zgrzybiały historyk, gdyż zdobycie tej części kodu wymaga od nas podania jego daty urodzenia, która pokrywa się z datą jednej z historycznych bitew. Kod musimy następnie wpisać na dowolną czystą tablicę (litera dyrektora musi być na pierwszym miejscu) i sprawdzić sejf w pokoju nauczycielskim, czy ułożona kombinacja jest prawidłowa. Przy odrobinie szczęścia któraś z kolejnych prób ułożenia liter w poprawnej kolejności otworzy sejf i pozwoli nam wykraść nasz dziennik. Musimy jednak uważać, aby nasz bohater nie został wcześniej wydalony ze szkoły: głównym utrudnieniem są tutaj otrzymywane od nauczycieli karne linijki do przepisania, niekiedy za tak błahe wykroczenia jak siedzenie na podłodze. 10000 linijek skutkuje automatycznym wyrzuceniem ze szkoły. Gra została początkowo stworzona i wydana na ZX Spectrum przez Microsphere – brytyjską firmę skupiającą łącznie ... 3 osoby.

Grę zaprojektował i stworzył David Reidy, a za grafikę odpowiedzialny był jego przyjaciel, Keith Warrington. Warsztat ich pracy był nietypowy: zarówno kolejne linie kodu maszynowego, jak i poszczególne piksele grafiki, zapisywane były pierwotnie na kartce papieru. Dopiero, gdy całość była gotowa, Helen, żona Davida zajmująca się na co dzień sprawami firmowymi, wklepywała wszystko do komputera. Żadnych assemblerów i kompilatorów, czysta poezja kodowania...

Wersja na C64 powstała trochę później, w 1985 roku. Na Komodę nigdy nie przeniesiono natomiast jej sequela, gry Back to Skool, która jest właściwie kopią oryginału rozszerzoną o szkołę żeńską i różnorakie dodatki, jak pistolety na wodę, myszy, żaby, pocałunki, itp. Obie gry umożliwiają spersonalizowanie zabawy poprzez zmianę imion uczniów i wychowawców – w ten sposób każdy z nas mógł zemścić się na szkolnych wrogach podczas komputerowej rozrywki. W grze występują również mini- -gry w postaci losowych zdarzeń: nie możemy dopuścić, aby dyrektor odnalazł zakazany przedmiot z naszym imieniem lub musimy przez całą przerwę omijać jednego z kolegów, aby nie zarazić się świnką. Jeśli nam się to nie uda, to nauczyciel (oczywiście jeśli nas złapie) również odeśle nas do domu, kończąc tym samym naszą misję. Tego typu dodatki maskują słabe efekty dźwiękowe (melodia rozpoczynająca grę to konwersja znanej piosenki Girls and Boys Come Out To Play), prostotę grafiki i skokowo przesuwający się ekran. To zresztą kolejny dowód, że wysoką grywalność można osiągnąć bez nowoczesnych efektów audiowizualnych.

Kończąc naszą opowieść warto powrócić do pierwszego paragrafu, gdyż po latach idea szkoły jednak powróciła. W 1999 roku na PC-ta wydano Klass of ’99 - nowoczesny remake Skool Daze z fajną grafiką i niewielkimi zmianami w zasadach (w szkołach pojawiły się już komputery!) Natomiast w 2006 roku twórcy GTA – firma Rockstar – stworzyła grę Bully, w której wcielamy się w nastolatka wrzuconego w sam środek szkolnych afer. Dla mnie jednak to oryginalna, dwuwymiarowa i pikselowata, Skool Daze ma w sobie coś urzekającego, co powoduje, że nawet po latach wciąż do niej wracam.

Skool Daze, ZX Spectrum/C64

Skool Daze, ZX Spectrum/C64

Skool Daze, ZX Spectrum/C64

Skool Daze, ZX Spectrum/C64

07

paź
2014

Irlandia -- Wicklow NP, szlak wokół jezior Glendalough -- cz. IV.

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 13:46

ostatnia część trasy wokół jezior Glendalough. schodzimy w dolinę niewielkiego jeszcze w tym miejscu potoku i przechodzimy na drugą stronę po drewnianym moście. w tym miejscu odpoczywa trochę ludzi, więc i my robimy sobie krótką przerwę. ścieżka prowadzi następnie w dół wzdłuż szerego niewielkich wodospadów w kierunku starej osady górniczej. jej historia sięga 1790 roku i przez długie lata wydobywano tu rudę ołowiu i cynku, choć spotykano również niewielkie pokłady srebra. obecnie na miejscu zobaczyć można kilka porozrzucanych maszyn górniczych i resztki kamiennych domów górników. dokoła masa gruzu, porozbijane przez setki lat kamienie tworzą tu dosyć egzotyczny krajobraz.

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

03

paź
2014

Irlandia -- Wicklow NP, szlak wokół jezior Glendalough -- cz. III.

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:28

Docieramy do najwyższego punktu na trasie. góry irlandzkie są niskie i średnio jest się tu czymś chwalić, ale otwiera się przed nami panorama na 2 świata strony: na wchód, czyli na jeziora, skąd przyszliśmy i na zachód -- w kierunku doliny, którą mamy schodzić. doliny Gór Wicklow pokazywałem już wcześniej: są delikatnie pofałdowane i zielonożółtawe, porośnięte jakimiś wykoślawionymi odmianami tutejszych traw i niskopiennych krzaczków, gdzieniegdzie ustrojone białymi głazami, których tylko krawędzie wystają spoza bujnych traw. miejsca takie są też wilgotne i błotniste, tak że ciężko wędrować jest poza szlakiem i można nawet wpaść w błotniste doły, z których ciężko jest się wydostać, szczególnie wędrując samemu. ten szlak wokół jezior jest jednak świetnie utrzymany, a drewniana ścieżka ciągnie się kilometrami. od tego momentu schodzimy już w dół, w kierunku widocznego w dole mostu nad górskim potokiem..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

01

paź
2014

Irlandia -- Wicklow NP, szlak wokół jezior Glendalough -- cz. II.

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:07

mniej więcej w połowie szlaku otwiera się przed nami piękny widok: górska rzeka meandruje szeroką zieloną doliną by za chwilę wpaść do górnego jeziora Glendalough. w miejscu zetknięcia się z głębokim polodowcowym jeziorem wody roznoszą piasek tworząc unikalny wzorek i barwiąc dno na żółto. miejsce to oglądane z drugiej strony nie robi wrażenia, za to z góry, z perspektywy, wygląda malowniczo..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

26

wrz
2014

Irlandia -- Wicklow NP, szlak wokół jezior Glendalough..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Kłobuck, 11:51

czerwony szlak o długości ok 12km obiega górne i dolne jezioro przy Glendalough. od południa szlak prowadzi granią na wysokości ok 450m, która zrównuje się ze ścieżką prowadzącą na drugą stronę jezior przy górskim potoku zasilającym jeziora. tam też przekraczamy mostek i schodzimy kamiennymi półkami. pierwsza część szlaku widoczna na fotkach poniżej to jednak głównie zieleń: świetne widoki w dół na jeziora, jakiś kilometr lasu i duże połacie roślinności. trasa prowadzi drewnianą kładką i po pierwszym podejściu na grań jest lekka i przyjemna. wesoło wędrujemy z Mariuszem, bo pogoda, jak zwykle podczas naszych wypadów, jest wspaniała.

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

08

wrz
2014

Irlandia Płn -- wybrzeże Atlantyku..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:23

na koniec naszej podróży po Irlandii Płn. jeszcze kilka widoczków. tego typu dzikie wybrzeża ciągną się dziesiątkami kilometrów po północnej i wschodniej stronie wsypy. przejechaliśmy tą trasę w środku lata, a i tak przez większość czasu mieliśmy deszczową i wietrzną pogodę. ciężko mieszkałoby się w takim miejscu przez okrągły rok (chyba trochę śmiesznie to brzmi, jak na kogoś który mieszka tylko 250km bardziej na południe ;)

Irlandia Płn -- wybrzeże Atlantyku..

Irlandia Płn -- wybrzeże Atlantyku..

Irlandia Płn -- wybrzeże Atlantyku..

Irlandia Płn -- wybrzeże Atlantyku..

05

wrz
2014

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:27

w drodze powrotnej zatrzymujemy się w niewielkiej nadmorskiej wiosce. standardowo, odwiedzamy lokalny pub i zamawiamy klasyczny irlandzki obiad (czyli ryba albo gulasz). na miejscu poznajemy kilka osób i poznajemy ich lokalny punkt widzenia. ciężko ich zrozumieć, akcent jest bardzo mocny, ale rzuca się w oczy słowo: Aye, czyli staroangielskie "tak". miejscowi żyją tu sobie w dużym odosobnieniu, a za przykład niech służy taka opowiastka: w następny weekend przez wioskę miał przejeżdżać drugi etap wyścigu Tour de France. pytam, czy się koleś cieszy, że pod jego oknem będą kamery Eurosportu, gwiazdy i spory tłum. a on na to: nie cieszę się, po co nam tu problemy? jak ja w przyszłą niedzielę dojdę do pubu? i mówi to zupełnie na poważnie.

centralnym punktem Carnlough jest malowniczy port rybacki położony nad zatoką o tej samej nazwie. lubię takie miejsca. przypomina mi się kanadyjska wyspa Vancouver i podobny mini-porcik w Covichan Bay opisywany w tej notce. lubię usiąść i obserwować codzienne życie, wywlekanie rybackich sieci, czyszczenie, śmiech i przekleństwa. i spokój. tym bardziej, że za niewielkim murem szumią już wzburzone wody Oceanu Atlantyckiego.

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

03

wrz
2014

Irlandia Płn -- okolice Giant Causeway..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 13:35

Giant Causeway znajduje się w bliskim sąsiedztwie 2 zatok. obie charakteryzują się ostrym skalistym wybrzeżem i masą zieleni w miejscu, gdzie normalny śmiertelnik oczekiwałby raczej piaszczystej plaży. z wody wystają kamienie i mini-wysepki. woda jest czysta i lodowata, a wiatr niesie ze sobą ostry zapach glonów i soli..

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

02

wrz
2014

Irlandia Płn -- Giant Causeway..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 11:00

kolejnym przystankiem w naszej północnoirlandzkiej wyciecze jest Giant Causeway, czyli Grobla Olbrzyma. deszcz wciąż leje i kolejne kilka godzin przyjdzie nam mierzyć się z przecynającymi w oczy opadami, silnym wiatrem i śliskim podłożem. mała Julka dzielnie znosi wszelkie te niedogodności i jest pewnie jednym z najmłodszych turystów na tym dziwnym skrawku lądu wychodzącym wprost na wybrzeże Szkocji.

wstęp na wybrzeże jest płatny (16E), ale wystarczy ominąć znajdujący się tu hotel, by tą samą dróżką dojść w okolice formacji skalnych za darmo. okazuje się, że władze "sprzedają" ten zabytek Unesco w pakiecie z parkingiem, muzeum, toaletami i jakimiś wirtualnymi pierdołami, więc jeśli ktoś nie jest tą całą otoczką zainteresowany, to wystarczy przejść się 300 metróq dalej i wejść całkowicie za free. formacja ta składa się z około 37 tysięcy ciasno ułożonych kolumn bazaltowych, które uformowały się podczas erupcji wulkanicznej 50-60 mln lat temu. większość kolumn ma podstawę sześciokątną, choć niektóre mają mniej lub więcej boków.

cytat z wiki: według irlandzkiej legendy Groblę wybudował olbrzym Finn MacCumhaill (Finn McCool), przywódca wojowniczej bandy Fianna, który chciał przejść do Szkocji suchą stopą i tam pokonać swojego odpowiednika. jednak, gdy przeszedł i zobaczył, jak wielki jest szkocki olbrzym, w panice uciekł i z pomocą swojej żony przebrał się za dziecko. gdy szkocki olbrzym przybył do Irlandii i zobaczył „dziecko”, przeraził się. jeśli tak duże jest dziecko, to jak wielki musi być dorosły. uciekając do Szkocji po drodze porąbał Groblę by Irlandczyk nie mógł za nim wrócić.

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

19

sie
2014

Irlandia Płn -- the Dark Hedges, jeszcze kilka fotek..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:50

tym razem trochę ujęć pionowych. oraz autoportret. mój i samochodu..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges.. Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

18

sie
2014

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:07

wczesnym wieczorem docieram do Dark Hedges, przepięknej bukowej alei rozsławionej ostatnią sceną pierwszego odcinka drugiego sezonu Gry o Tron. spodziewałem się, że nie będę tu sam, ale kilka samochodów i dwa mini-busy z azjatycką wycieczką to zdecydowanie za dużo jak na wieczór fotograficzny. robię research, przechodzę kilometrowej-długości fragment Bregagh Road wyszukując co lepsze kadry. na miejsce powracam następnego ranka: budzę się o 6 i przed 7 jestem na miejscu. tym razem jestem tu sam: ja, mój statyw i budzący się do życia wiosenny dzień!

The Dark Hedges (po naszemu Mroczny szpaler określana jest najbardziej malowniczą drogą w Irlandii Północnej. drzewa zasadziła tu rodzina Stuartów, aby wywrzeć wrażenie na gościach odwiedzających ich posiadłość na końcu alei (obecnie klub golfowy). przez ponad 200 lat buki urosły do imponujących rozmiarów, a ich splecione gałęzie stworzyły majestatyczny, mroczny tunel, raj dla fotografów.

przez ponad 1.5h robię kilkadziesiąt ujęć. światło jest średnie -- słońce świeci zza gęstych i niskich chmur, nie ma również mgły, na którą bardzo tego ranka liczyłem. ale mam czas i możliwości poszukania optymalnego kadru. tylko co jakiś czas przejeżdża samochód, a jedynym minusem jest nowe ogrodzenie postawione tu przez ekipę filmową po zakończeniu scen do serialu. jakże inaczej wygląda to miejsce wczesnym rankiem, bez tłumu głośno smiejących się Japończyków...

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

14

sie
2014

Irlandia Płn -- Dunluce Castle, jeszcze kilka fotek..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:18

jeszcze kilka fotek z deszczowego popołudnia spędzonego przy zamku Dunluce..

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

26

lip
2014

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 22:24

deszczowym rankiem dojeżdżamy do północnego wybrzeża hrabstwa Antrim. naszym celem jest malowniczy zamek Dunluce, ikona pocztówek i fotografii z Irlandii Północnej. mimo wiatru i deszczu na obiektywie zwiedzamy okolice zamku, a ja schodzę nawet na sam morski brzeg. w kolejnej notce wrzucę kilka ujęć zamku z dołu.

pierwszy zamek w tym miejscu powstał już w XIII wieku i wiąże się z tym tradycyjna historia: lokalizacja zapewniała wysoki poziom obronności, a obok zamku, na przyległych łąkach znajdowało się sporo miejsca na rozległe podgrodzie. obecne ruiny są pozostałością zamku zbudowanego w XVI wieku przez Szkota o skomplikowanym nazwisku, który postanowił osiąść na tych terenach. 2 pokolenia później rodzina podjęła decyzję o opuszczeniu tego miejsca, gdy w 1639 roku runęła część budowli do morza. wraz z zamieszkującą ją służbą. co ciekawe, aż po dzień dzisiejszy ruiny należą do tej samej rodziny (kilkaset lat), są tylko zarządzane przez państową agencję.

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

21

lip
2014

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:45

korzystając z okazji wiosennych wakacji Kuby u dziadków w Polsce, uderzamy na północ, do Irlandii Północnej. jest to jedna z prowincji Zjednoczonego Królestwa i trzecia w kolejności, po Anglii i Szkocji, którą odwiedzamy. jak mówi wiki, Irlandia Północna powstała w 1921 roku, gdy po utworzeniu Wolnego Państwa Irlandzkiego, sześć z dziewięciu hrabstw północno-wschodniej prowincji Ulster (irl. Ulaidh) pozostało przy Zjednoczonym Królestwie. w hrabstwach tych dominowali protestanci, w większości potomkowie szkockich i angielskich osadników, którzy nie chcieli mieszkać w katolickiej Irlandii.

trasa z południowego Dublina jest wyjątkowo prosta: przebijamy się przez miasto wczesnym piątkowym porankiem i wjeżdżamy na autostradę, którą lecimy aż do Belfastu. przejazd na północ trwa jakieś 3 godziny, przy czym nawet nie zauważamy granicy: po prostu jej tam nie ma, nie ma nawet zwykłej tablicy kończącej jedno, a zaczynającej drugie państwo. przebijamy się przez irlandzkie Dundalk, a po chwili jesteśmy już w północnoirlandzkim Newry. w stolicy Irl Płn w ogóle nie planujemy postoju i jakby z marszu przebijamy się na płn-wsch część prowincji. miasta znikają nam z oczu a zaczynają się rozległe pola, farmy, pofałdowany krajobraz zakończony klifami na brzegach Morza Północnego. to pierwsza dalsza wyprawa naszej nowej Mazdy, więc tym przyjemniej wraca się do starych składanek muzycznych nagrywanych przed wyprawami amerykańskimi..

pierwszym przystankiem jest Glenariff Forest Park w hrabstwie Antrim. Glenariff to jedna z dolin wyrzeźbionych przed milionami lat w tej okolicy, a obecnie park krajobrazowy położony na uboczu jakichkolwiek większych skupisk ludzkich. dolina ciągnie się długimi kilometrami, a na horyzoncie, daleko zasnute mgłami, jest już tylko morze, a za nim wybrzeże Szkocji. dla nas jest to o tyle ciekawe miejsce, że jest to pierwsza większa wyprawa z Julką, która podobnie jak w przypadku Jakuba przypadła na park z wodospadami. z Kuba odwiedziliśmy Oregon gdy miał 2 miesiące, a naszym głównym punktem były wodospady przy Columbia River Gorge. Julka również ma 3 miesiące gdy przyjeżdżamy do Glenariff, tak więc jest to miłe otwarcie w jej nowym podróżnicznym życiu ;)

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

18

lip
2014

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. VII. Enforcer, C64, 1992

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 14:24

artykuł dla magazynu Komoda nr 8

Gdy w 1991 roku powstawał Enforcer: Fullmetal Megablaster, jego twórca, Manfred Trenz, był już w branży gier komputerowych całkiem znaną osobistością. Kilka lat wcześniej uczestniczył w tworzeniu The Great Giana Sisters, a następnie poświęcił się swojej ówczesnej pasji – horyzontalnym strzelankom. R-Type i Katakis zostały wysoko ocenione przez graczy, ale prawdziwy sukces odniosła dopiero hitowa platformówka, Turrican. Gra uznawana była za wybitną i do dzisiaj posiada wiele oficjalnych i nieoficjalnych sequeli. Manfred Trenz wywodził się z przodujących wówczas w Europie niemieckich grup deweloperskich, a jego prace wyróżniały się perfekcyjnym wręcz dopracowaniem detali.

Nie dziwi więc fakt, że kolejna gra tego zdolnego programisty, grafika i designera musiała spełniać równie wysokie kryteria. W Enforcer kierujemy statkiem kosmicznym przemierzającym daleką galaktykę w kolejnej odsłonie odwiecznej walki o wolność ludzkości i uratowanie świata przed zagładą. Niezbyt głęboka idea pełni tu oczywiście rolę drugorzędną: gdy siadamy za sterami liczy się już tylko i wyłącznie naparzanie do agresywnie nastawionych do nas wrogów.

A jest ich całe mnóstwo: początkowo unikamy przelatujących komet, skalnych zwężeń i pojedynczych obiektów poruszających się po coraz to wymyślniejszych trasach, by później stawić czoła spadającym asteroidom i nadlatującym ze wszystkich stron falom wszelkiej maści statków, robotów, czołgów i bombowców. Na końcu każdego levelu, jak na klasykę konwencji strzelanek przystało, walczymy z wypełniającym znaczną część ekranu, bossem.

Gra jest wymagająca, jak, nie przymierzając, naczelny naszej Komody. W tej nierównej walce sprzymierzeńcem gracza jest jednak bardzo dobre sterowanie statkiem, a także liczne power-upy. To właśnie bonusowe ulepszenia poprawiają naszą szybkość, wytrzymałość i siłę rażenia. Gra jest na tyle trudna, że bez asystujących nam satelit, chroniących statek tarcz, wiązki niszczącego lasera i czyszczących ekran bomb nie mielibyśmy żadnych szans w walce z atakującymi nas ze wszystkich stron przeciwnikami.

Enforcer charakteryzuje się płynnym i dynamicznym scrollingiem, a szata graficzna przewijających się w tle gwiazd, konstelacji i galaktyk sprawia wrażenie niezwykle dopracowanej. Piękna, choć trochę zbyt ciemna i przygaszona grafika, najlepiej prezentuje się właśnie w ruchu. Każdy etap znacząco różni się od siebie: początkowo przelatujemy przez otchłanie kosmosu (przelot w pobliżu wschodzącej gwiazdy robi wrażenie), by następnie atakować bazę wroga, obce miasto, jaskinie (świetny efekt podwójnego tła w ruchu) i ponownie otwarte przestrzenie kosmosu. Grafikę uzupełnia bardzo przyjemne i czytelne UI.

Podróż uprzyjemnia nam również kilka bardzo dobrych ścieżek muzycznych stworzonych przez znanego scenowca, Markusa Siebolda. Muzyka jest zresztą jedynym aspektem tej gry, w który nie mieszał się Manfred Trenz (choć pracował on również nad efektami dźwiękowymi). Naszej walce w kosmosie towarzyszy szybka, jakby wojskowa muzyka idealnie komponująca się z agresywnym stylem tej strzelanki. Na uwagę zasługuje również bardzo dobry kawałek rozbrzmiewający w tle menu głównego Enforcera.

Gra posiada również dość osobiste zakończenie, w którym autor dziękuje przyjaciołom i fanom za czerpanie radości z jego gier. Tego typu teksty czytane po latach przypominają nam nostalgiczne czasy, gdy świetne produkcje powstawały długimi nocami w jednoosobowych warsztatach uzdolnionych deweloperów.

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

14

lip
2014

Super Moon i zwycięstwo Niemców..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Dublin, 00:53

historia idealnie zatoczyła koło i już nie tylko skład finału, ale isam wynik przypomniały scenariusz sprzed 24 lat. piękne zakończenie wspaniałego turnieju. no i ten Super Księżyc nad Dublińskim niebem. zdjęcie zrobione z mojego balkonu tuż po meczu finałowym. obiektyw z ogniskową 200mm, ręczne ustawienie ostrości i doniczka zamiast statywu, bo ten został na dole w bagażniku samochodu.

Super Moon

13

lip
2014

mój siódmy finał mistrzostw świata..

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Dublin, 00:49

przed dzisiejszym finałem tego wspaniałego turnieju w Brazylii myślę sobie, że historia właśnie zatacza koło. mistrzostwa świata od zawsze były stałym elementem w kalendarzu moich piłkarskich pasji, najważniejszą sportową imprezą, sensem tej dyscypliny sportu. co cztery lata zasiadałem przed coraz to nowszymi modelami domowych telewizorów, wciąż z tym samym fanatyzmem w oczach, a jednak z coraz to poważniejszą twarzą. umysł co cztery lata rejestrował trochę inne emocje, a dzisiaj, podczas spaceru z moich 2.5 letnim synkiem, zastanawiałem się, co z tych ostatnich 7 wielkich turniejów we mnie zostało..

bo to już 7 wielkich turniejów, które osobiście zakodowałem. mundialu w Meksyku w 1986 roku nie pamiętam, choć jestem pewny, ze tata oglądał tą niezapomnianą meksykańską falę na naszym potężnym Rubinie w dużym pokoju. o tych mistrzostwach wiem wszystko -- jestem w końcu z pokolenia w którym to Maradona a nie Pele jest królem futbolu.., ale cała ta moja wiedza pochodzi wyłącznie z telewizyjnych skrótów i powtórek. pierwszy mecz, który rzeczywiście wydobywam z pomroków mojej pamięci to finał Pucharu Europy rozegrany 27. maja 1987 roku między Porto a Bayernem, w którym Madjer strzelił gola piętką. ciemny pokój, mój tata i jego przyjaciel, i radość, bo nasz rodak, Młynarczyk, sięgnął po puchar. mam to wydarzenie bardzo dokładnie przed oczami, a po tym meczu każdy na naszym podwórku chciał strzelać bramki w ekwilibrystyczny sposób.

tak więc pierwszymi mistrzostwami, które osobiście bardzo przeżywałem i które do dzisiaj mają u mnie ogromny sentyment, to finały we Włoszech, Italia 90. pamiętam z niego cudowną piosenkę otwarcia, pamiętam wspaniały Kamerun z Rogerrem Millą, wspominam Holandię z van Bastenem, Gullitem i Koemanem. Brazylię z Careką, Włochów z królem strzelców Schillacim, wiecznie pechowych Anglików z Linekerem. mam w głowie całą listę wybijających się bohaterów naszych dziecięcych lat. no i ten finał, dramatyczny pojedynek Argentyny i Niemców, i płacz Diego Maradony po porażce. odwrócenie ról, bo ten sam boski Diego wznosił ręce w geście zwycięstwa 4 lata wcześniej. to były niesamowite mistrzostwa i ich przebieg na zawsze pozostanie mi głęboko w pamięci.

zabawne jest, że właśnie z turnieju gdy byłem tylko 10-letnim chłopakiem, zapamiętałem najwięcej. jednym tchem potrafię wymienić wszystkie kolejne mistrzostwa, ale zupełnie nie przypominam sobie wyników, nie rozróżniam gwiazd, nie kojarzę otoczki kolejnych turniejów. jakieś urywki, strzępki, pojedyncze wrażenia. z USA 1994 bardziej przypominam sobie dyskusję o roli futbolu w tym kraju, niż jakieś sportowe wydarzenie. no może mecz gospodarzy z Brazylią, wspaniałą postawę Bułgarii ze Stoichovem w składzie i urywek finału -- pamiętam, że oglądałem go na wakacjach w Międzyzdrojach i zasnąłem na nudnej jak szlag dogrywce. z Francji 1998 (uwaga, wkraczam w pełnoletność) wyciągam natomiast zakodowany sygnał cyfrowego Polsatu. po raz pierwszy mecze nie były dostępne w publicznej telewizji, stąd też wiele mi wtedy uciekło. przypominam sobie pocałunek w głowę Bartheza, Rumunię z Hagim i Munteanu, i bardzo silną Chorwację. Kazik później śpiewał nawet: to źle mi robi, Chorwacja - Niemcy trzy do zera..

kolejne mistrzostwa (a jest to już era, powiedzmy, nowożytna) w Korei w 2002 roku wspominam z powodu pierwszego za moich świadomych czasów występu Polaków. byłem studentem, na mecz z Portugalią jechałem prosto z egzaminu w bardzo deszczowe, szare popołudnie. i bardzo przeżyłem tą wielką klapę. w 2002 roku wiele się działo w moim życiu, imprezy odbywały się przynajmniej 4 razy w tygodniu i może właśnie dlatego oprócz kręcących sędziów niczego więcej nie zapamiętałem. po latach, gdy pracowałem już w koreańskiej firmie, jeden z wyższych menadżerów z Korei zapytał się mnie o ten mecz z Polską i wspólnie powspominaliśmy to wydarzenie. a w 2006 roku pojechałem do Dortmundu, aby spod stadionu przeżywać mecz Polaków z Niemcami. pracowałem już wówczas w Helionie, zdobywałem pierwsze doświadczenie w pracy zawodowej, poznawałem nowych ludzi i .. wciąż pasjonowałem się piłką. z tej imprezy zachował się już nawet mój fotoblog, bo były to już czasy moich wyskoków z aparatem fotograficznym w ręku. finałów z 2010 roku właściwie nie pamiętam w ogóle: pracowałem w Stanach i jakoś różnica czasowa między Pacyfikiem a Południową Afryką nie zachęcała do oglądania. dziwne to uczucie, gdy najnowsze mistrzostwa najszybciej umykają z pamięci..

a dzisiaj znowu staną na przeciw siebie Niemcy z Argentyną. historia mojej wielkiej pasji zatacza koło, choć dzisiejsze gwiazdy nijak mają się do Caniggi, Maradony, Mattheusa czy Vollera. tamci byli moimi legendami, dali mi kopa ambicjonalnego, spowodowali, że kolejne 10 lat mojego życia spędziłem na zielonym boisku. a gwiazdy dzisiejsze w większości są ode mnie zdecydowanie młodsi. ale i tak zasiądę przed telewizornią, obejrzę wielki finał i pomyślę o Italii 1990..

22

maj
2014

Irlandia, Wicklow National Park -- Lough Dan trail..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 12:53

ostatni etap mojej całodziennej wędrówki na szlaku to zejście z Knocknacloghoge nad brzeg jeziora Lough Dan. gdzieś tam na szczycie gubię wątłą ścieżkę, więc całe to zejście pokonuję na dziko, przedostając się przez wyschnięte i ostre gałęzie jałowców porastających całe wzgórze. ale nie żałuję, bo widoki na Lough Dan są fantastyczne. pogoda jak na Irlandię rewelacyjna, więc fotki pstrykam we wszystkich kierunkach, także na zachód z promieniami w obiektywie.

przy samym ujściu do jeziora bardzo fajnie meandruje rzeka Cloghoge -- kiedyś mieszkała w tym miejscu rodzina, ale do dzisiaj pozostał po niej tylko biały domek z ciągnącym się kilkaset metrów kamiennym murkiem. w tym miejscu dochodzę do szlaku turystycznego i ponownie spotkam ludzi wygrzewających się na brzegu jeziora. kilka kilometrów powrotnej drogi pokonuję już szlakiem wzdłuż rzeki.

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

22

maj
2014

Irlandia, Wicklow National Park -- panorama ze szczytu Knocknacloghoge..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 12:47

jeszcze raz dziwnie brzmiący pagórek Knocknacloghoge i panoramka złożona z 8 ujęć:

Lough Tay - Lough Dan trail..

14

maj
2014

Irlandia, Wicklow National Park -- Knocknacloghoge mountain..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 12:08

po zejściu w dolinę i przejściu kilku malowniczych mostków przeskakuję przez bramkę i ruszam szlakiem na szczyt góry Knocknacloghoge. w każdym innym kraju tego typu szczyty nazywane byłoby pagórkami, ale tutaj 534 metry jest już szczytem. czym dalej idąc w górę tym bardziej odsłania się przede mną prawdziwe piękno Wicklow Mountains: pustka, izolacja, brak drzew aż po horyzont. w pewnym momencie cały widok zapełnia brązowo-żółte pagórkowate pustkowie i szybko przesuwające się tuż nade mną chmury. przy słonecznej pogodzie cienie rzucane przez chmury przesuwają się tuż nad moją głową i nadają prowizoryczny aspekt życia tej krainie.

no więc wędruję sobie tak samemu pośrodku niczego, aż w pewnym momencie myślę sobie nawet, że miłoby było spotkać kogoś na szlaku. i taki ktoś nadszedł: 2 grupy po dwie osoby schodzą ze szczytu, więc czuję, że nie tylko ja jestem takim wariatem, który nigdy nie chodzi wytyczonymi ścieżkami jak cała reszta normalnych ludzi. po pewnym czasie podejście łagodnieje i wkraczam na jakieś mokradła, torfowiska, zapadjące się łąki. to niebezpieczne miejsce, podobno wiele osób zostało tu wciągniętych przez torfy i bagna, z których potem cięzko się wydostać. potem pojawiają się już skały i jest prościej, więc ładuję się na górę, gdzie wita mnie niewielki kopczyk kamieni oznaczający szczyt. wiatr wieje i chce urwać głowę, więc siadam w niewielkiej dolince i obserwuję jezioro Lough Dan na horyzoncie.

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

07

maj
2014

Irlandia, Wicklow National Park -- Lough Tay - Lough Dan trail..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 10:32

pierwsza z notek opisująca szlak między jeziorami Lough Tay i Lough Dan. przeszedłem ok 12km w delikatnie zmienionej wersji tej trasy. rozpoczynam od parkingu na Wicklow Way i chyba po raz pierwszy w życiu zamiast do góry schodzę w dolinę. początkowo trasa wiedzie przez prywatną posiadłość, a czym niżej schodzę tym bardziej zazielenia się brunatne na górze otoczenie. na początku trasy wita mnie oryginalny znak z napisem w języku gaelickim: Daoine ag Siul, czyli ludzie na szlaku. przypomina mi się Sapkowskie dhoine, czyli kolejne słowo zapożyczone przez niego z języka irlandzkiego.

jest ciepło i wyjątkowo słonecznie jak na irlandzką wiosnę, a dookoła mnie spora grupa ludzi z plecakami. w dolince dominują żółtawozielone barwy, malowniczo meandruje górska rzeczka, unosi się słodkawy zapach kwitnącego na żółto kolcolista. tereny Wicklow NP tylko w niektórych miejscach porośnięte są lasem (zwykle to surowe i smagane wiatrem pustkowia), ale tutaj mamy sporo drzew i nawet mogę poczuć się przez chwilę jakbym przemierzał lasy deszczowe amerykańskich Kaskad. fajnie wygląda mech porastający okoliczne kamienie i murki. te ostatnie zresztą też ciągną się kilometrami -- nie wiadomo kto i kiedy je zrobił, wyglądają na stare i prawdopodobnie oddzielają prywatne posesje od siebie.

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

03

maj
2014

Irlandia, Wicklow National Park -- panorama Lough Tay..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 00:55

od panoramy jeziora Lough Tay, znanego również jako jezioro Guinnessa, rozpoczynam przedstawienie Parku Narodowego Wicklow. zapuściłem się ostatnio z plecakiem i aparatem w głąb parku, przeszedłem trochę kilometrów i niejedno sfotografowałem. w ogóle będę chciał poświęcić kilkanaście (-dziesiąt?) kolejnych notek na relacje z wypraw po Irlandii i Irlandii Północnej.

Irlandia, Wicklow NP -- Lough Tay..

28

kwi
2014

Pierwszy miesiąc..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Dublin, 16:57

no i za nami już pierwszy miesiąc Julki. 2 filmy i kilka fotek poniżej..



Pierwszy miesiąc..

Pierwszy miesiąc..Pierwszy miesiąc..

Pierwszy miesiąc..

Pierwszy miesiąc..

Pierwszy miesiąc..

Pierwszy miesiąc..

18

kwi
2014

Dominikana -- zakończenie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:23

na tym kończy się nasza zeszłoroczna wyprawa na Karaiby. fajny czas, dużo nowych wrażeń, znowu ciepłe morze, duża wilgotność, trochę odpoczynku. ale i oglądania, zwiedzania i jak zwykle, dziwowania się wszystkiemu dookoła. nie wiem, czy tu wrócimy -- w przeciwieństwie do Kuby nie czuliśmy się tu jak w innym świecie, a w obliczu dziesiątek krajów, setek miast i wiosek, tylko wybitna "inność" miejsca jest dla nas magnesem..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

06

kwi
2014

Dominikana -- prowincja..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 22:46

gdzieś na trasie do Santo Domingo zatrzymujemy się na chwilę między jakimś blokowiskiem, a ogromnym wyschniętym boiskiem do baseballa. okazuje się, że ta dyscyplina na Dominikanie ma się dobrze, bo dzieciaki miały własnego trenera i całkiem fajne stroje. wbijam się na boisko, a przy okazji łapię kilku miejscowych. jeden z nich zaprezentował kulturalny brak jedynek na pierwszym zdjęciu. na drugim kadrze wyszło jednak, że jedynki nie były jedynymi zębami, jakich nie miał..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

05

kwi
2014

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 23:40

po kilkugodzinnym spacerze po Dzielnicy Kolonialnej udajemy się do Faro a Colón -- Latarni Morskiej Kolumba. jest to zwieńczenie naszej całodniowej wędrówki szlakiem kolonialnym i podsumowanie podróży Krzysztofa Kolumba..

nazwanie tego budynku latarnią byłoby sporym uproszczeniem. owszem, wysyła on w niebo 157 pionowych promieni świetlnych tworzących znak krzyża, który widoczny jest aż w sąsiednim Puerto Rico, ale jest to tylko poboczna funkcja tego gigantycznego (210 metrów) mauzoleum. w rzeczywistości jest to raczej muzeum-pomnik, jego budowę rozpoczęto w 1986 roku, a oddano do użytku w 1992 – idealnie na 500-lecie odkrycia Ameryki. budowę sfinalizowały kraje Ameryki Łacińskiej, a w jego wnętrzu obejrzeć można ekspozycje pochodzące ze wszystkich tych krajów.

największym skarbem Faro a Colón jest jednak urna z domniemanymi prochami Krzysztofa Kolumba. na dobrą sprawę do dzisiaj nie wiadomo, gdzie spoczywają prochy tego odkrywcy, a wielki bój o miano miejsca jego ostatecznego spoczynku od lat toczą ze sobą hiszpańska Sewilla i właśnie Santo Domingo. przeprowadzone w 2006 roku analizy DNA grobu w Sewilli potwierdziły, że szczątki należą do Kolumba, jednak jest ich tylko 150g, więc prawdopodobnym jest, że spora ich część spoczywa właśnie tutaj. wskazuje na to historia i wola samego zainteresowanego, aby spocząć na Nowej Ziemi. pewnym jest, że śmierć Kolumba nie była kresem jego podróży, ale odsyłam do przeczytania całej historii, np w tym miejscu.

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

30

mar
2014

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 23:26

wkraczamy do Dzielnicy Kolonialnej (hiszp. Ciudad Colonial) -- tej zdecydowanie piękniejszej strony stolicy Dominikany. w relacji z tego miejsca siłą rzeczy przewinie się kilka razy słowo "naj", gdyż większość budynków jest pierwszymi lub najstarszymi tego typu obiektami w obydwu Amerykach. rzadko wrzucam tu opisy historyczne, ale tym razem zrobię wyjątek: miejsca te warte są wzmianki, a jeśli teraz tego nie zrobię to po roku zapomnę gdzie byliśmy i co widzieliśmy.. no więc tak na szybko przenieśmy się do ery podbojów kolonialnych..

na pierwszy ogień idzie Alcázar de Colón -- pałac i otaczające go ogrody wybudowany przez syna Krzysztofa Kolumba, Diego. ogromny, ponad 50-pokojowy kompleks służył rodzinie Diego Kolumba (Colón), podczas gdy ten został mianowany wicekrólem Nowej Hiszpanii w 1509 roku. w czasach hiszpańskich rezydencja pełniła ważną rolę i to właśnie tu przygotowywano i planowano większość ekspedycji i eksploracji podróżniczych. kompleks został zdobyty w 1586 roku przez Francisa Drake'a.

tuż obok znajduje się Museo de las Casas Reales, które gromadzi wiele fajnych pamiątek tamtego okresu. warto zobaczyć miniaturki 3 hiszpańskich galeonów na których dopłynęłu tu pierwsze ekspedycje, ale przede wszystkim warto przenieść się w czasie przebywając w tradycyjnych salach gubernatorów i urzędników hiszpańskich. podobne pokoje przewijają się na filmach o piratach, a także w kultowej grze Pirates, którą godzinami męczyliśmy na C4 i Amidze kilkanaście lat temu..

po kilkuset metrach różnorakich ambsad i budynków rządowych wchodzimy do Katedry Santa Maria la Menor -- pierwszej katedry na Nowej Ziemi i najstarszego kościoła obu Ameryk. wybudowano ją w latach 1512 - 1540 z żółtego piaskowca. sąsiaduje z nią biblioteka im. Jana Pawła II.

z katedry wychodzimy na Plac Kolumba, z pomnikiem Krzysztofa na jego środku. tu kręcimy się trochę w cieniu drzew, ja fotografuję miejscowych, którzy tradycyjnie albo głośno rozmawiają, albo godzinami łupią w domino. z parkiem sąsiaduje Calle Las Damas -- najstarsza brukowana uliczka Nowej Ziemi, datowana na 1502 rok. resztę Dzielnicy Kolonialnej zajmuje Calle del Conde -- pasaż, gdzie toczy się całe dzisiejsze życie Santo Domingo. jest tu mnóstwo sklepów i ulicznych straganów, ale tego typu atrakcje to nie dla nas, więc oszczędzę wam opisu..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

28

mar
2014

Dominikana -- Santo Domingo..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 19:14

późnym rankiem docieramy do Santo Domingo -- stolicy Dominikany i największego miasta na Karaibach. osadę założył w 1496 roku brat Krzysztofa Kolumba, Bartolomeo, i tym samym jest to najstarsze europejskie miasto na terenie obu Ameryk. to własnie z Santo Domingo, z wyspy Hispaniola, wyruszały wszystkie hiszpańskie konkwisty -- stąd wypływano na podboje Kuby, Meksyku, Puerto Rico i innych lądów tej części świata. w kolejnych latach miasto rozrastało się jako główna hiszpańska placówka, a jego mieszkańcy do dzisiaj mogą chwalić się pierwszym uniwersytetem, katedrą, zamkiem i fortecą na Nowej Ziemi. podobnie jak w przypadku innych karaibskich miast także Santo Domingo było świadkiem burzliwej historii, włącznie ze zdobyciem miasta przez Anglików rękami Francisa Drake'a w 1586 roku..

kilka słów więcej o historii miasta wspomnę w relacji z Dzielnicy Kolonialnej przemierzanej śladami Krzysztofa Kolumba. na początek jednak trochę inne ujęcie stolicy -- takie nasze pierwsze wrażenie z przemierzania centrum w zwykły upalny dzień. ludzie tłoczący się w parkowym cieniu na głównym skwerku miasta, kobiety karmiące dzieci i mężczyźni grający w warcaby. codzienna prasa, lokalni handlarze, reklamy, śmieci, smród i ubóstwo. niska zabudowa, w dużej mierze trzymająca się pionu wyłącznie na słowo honoru i dzielnica rządowa. ambasady różnych krajów, powiewające flagi europejskie, kafejki jako żywo wyjęte z dowolnego europejskiego miasta. kontrasty. znudzone upałem prostytutki, malarskie dzieła i oparci o zacienione ściany policjanci. najnowsze światowe marki samochodów i pojazdy przeżywające swoją świetność kilka dekad temu. 3 miliony mieszkańców i garstka turystów -- nie jest to miasto przyciągające obcych. w ogóle nie jest to nawet ładne miasto, choć wpływ na tego typu poglądy w dużej mierze ma 30-stopniowy upał i 100% wilgotność powietrza..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

23

mar
2014

Julia Ankudowicz

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Dublin, 01:12

dzień dobry, jestem Julka. urodziłam się 21. marca o godz 13.04 w Dublinie i prawdopodobnie odziedziczę po rodzicach pasję podróżowania. Hello World ;)

Julka

Julka

Julka

14

mar
2014

Dominikana -- na wodzie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 20:21

kilka fotek z wody -- z wyprawy na lagunę celem nurkowania..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

07

mar
2014

Dominikana -- wschód słońca..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 10:47

jeszcze kilka fotek ze wschodu słońca, który, jak to w tamtych stronach, nastąpił błyskawicznie. niestety bez czystego słońca, bo ocean był zachmurzony..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

26

lut
2014

Dominikana -- poranek, time lapse..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:15


21

lut
2014

Dominikana -- z aparatem wśród miejscowych cz 2..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:06

podstawowym moim problemem jest fakt, że nie znam hiszpańskiego. drugim problemem jest to, że mimo iż zdaję sobie z tego sprawę od 5 lat, to nigdy nie zacząłem się go uczyć. niestety tracę wiele -- zanika możliwości bliższego kontaktu z takimi ludźmi, a tym samym zdobycia ich zaufania. moja chwilowa wędrówka przez ich świat stawia mnie w roli obcego, białego gringo pochodzącego z innego świata i będącego, co najwyżej, chwilową atrakcją kilku zainteresowanych osób. nie staję się im bliższy, a kontakt, jeśli takowy występuje, jest chwilowy i nietrwały jak ekonomia tego państwa. kontakt jest tylko i wyłącznie pochodną ich żądzy zarobku i mojego dążenia do uchwycenia dobrego kadru. nieme skinienie głową na powitanie i ich wzruszenie ramion. i tylko czasem dochodzi do tego zainteresowanie drugą stroną. pojawia się uśmiech i namiastka prawdziwego kontaktu.

a tyle można się dowiedzieć. tyle nowego nauczyć. okej, patrząc na miejsca w których żyją, sposoby spędzania czasu, ich gesty, ruchy, mimikę, również trochę wynosimy, ale o ile byłoby piękniej, gdybyśmy poznali się bliżej. gdyby było jak w Portugalii, kiedy zaproszono nas do siebie do domu, albo jak w Norwegii, gdzie poznani na biwaku starsi państwo oddali nam swój dom na cały miesiąc. rewelka, bliższa znajomość, zaufanie.

no więc wędruję przez zbite z desek getto. ludzie siedzą w cieniu na plastikowych krzesłach, umorusane dzieciaki ganiają się ze zwierzętami, a ci trochę starsi stoją pod jedynym w okolicy sklepikiem serwującym, jak się domyślam, napoje chłodzące. Dominikana od strony socjalnej w wielu elementach przypomina Kubę, z tym że po tych drogach jeżdżą eleganckie samochody, ludzie są ubrani po zachodniemu, mają nowoczesne telefony dotykowe, a półki sklepowe uginają się pod ilością towarów. dobrobyt w wysublimowanej odsłonie. jest bardzo drogo, jedyną uznawaną walutą jest dolar amerykański, a miejscowi nawet często potrafią dogadać się po angielsku.

zdjęcia poniżej pochodzą częściowo z mojej drugiej wyprawy z aparatem. czułem się już znacznie pewniej, dlatego dane mi było dostrzec zaułki, o których wcześniej nie miałem pojęcia.

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

18

lut
2014

Dominikana -- życie nad wodą..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:19

lekko na uboczu całego tego turystycznego zgiełku trwa jednak normalne życie. trochę z boku, gdyż miejscowi mają generalnie zakaz wstępu na tereny hotelowe, a już na pewno nie mogą na nich handlować. a tu o sprzedaż się rozchodzi -- wystarczy przejść plażą kilkaset metrów i trafiamy w okolice licznych sklepików, butików, przenośnych masaży i wróżbitów wszelakich. co chwilę ktoś nam chce sprzedać kokosa z rurką, ktoś chce zabrać na wycieczkę łodzią, inny zaprasza do obejrzenia rzadkiej kolekcji obrazów miejscowych artystów.

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

11

lut
2014

Dominikana -- z aparatem wśród miejscowych..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:21

no więc po paru dniach spędzonych przy drinkach ruszam w trasę. nasz hotel mieści się w szerokim pasie turystycznego raju -- Bavaro, a poniższe zdjęcia pochodzą z dwóch osobnych wypadów do pobliskiego miasteczka El Cortecito. spędzanie czasu za murami przytulnego hotelu bywa mylące, a prawdziwe życie toczy się po tej drugiej stronie. dla większości odwiedzających Dominikanę to życie pełne agresji, biedy, prostytucji, wyzysku i całego tego niebezpiecznego śmiecia. dla innych okazja, aby przyjrzeć się lokalnemu społeczeństwu. no więc ruszyłem dwukrotnie, najpierw samotnie, potem z Agatą.

opinie tych pierwszych są oczywiście przesadzone. po drugiej stronie toczy się identyczne życie, jakie już wcześniej widzieliśmy w Meksyku, Belize i na Kubie. dokładnie takie samo i przepełnione tymi samymi schematami, zachowaniami i zasadami. jedni za wszelką cenę (czyli coś w porywach 2-3 USD) chcą nas gdzieś podwieźć. drudzy ponad wszystko pragną nam coś sprzedać za kilkukrotnie negocjowalną cenę. inni zapraszają na obiad, jeszcze inni zachwalają usługi wszelakie. niezmiennie wszyscy się uśmiechają i głośno krzyczą machając do dwójki nieopalonych gringo. oczywiście zwracamy ciągłą uwagę miejscowych, ale po godzinie jakiekolwiek uprzedzenia zanikają i dość szybko można poczuć się swobodnie. obszary turystyczne pełne są policji. nie twierdzę, że wieczorem jest tu bezpiecznie, ale władze mają za dużo do stracenia, aby pozwolić tu na dopuszczenie do otwartych aktów agresji wobec przybyszy. dolary i euro leją się strumieniami i w interesie wszystkich jest zapewnienie tu spokoju.

wkraczamy więc do miasteczka i skupiamy się na ludziach. jak zwykle. patrzę na nich wszystkich moim europejskim spojrzeniem, podziwiam i się zastanawiam, czy mógłbym tutaj żyć. jest za dużo różnic między nami, ale jest też coś stałego: w każdym zakątku globu są ludzie, którzy po prostu trwają. nie robią nic, siedzą, stoją, obserwują, czasem dyskutują. czas ucieka im przez palce, ale tego czasu mają od groma i nie robią z tego wielkiej tragedii. dnie są tu długie, słońce zawsze świeci, cały rok sprowadza się do podobnych schematów. ciężko ogarnąć siłę ludzkiej masy, która zajmuje się tu nicnierobieniem i wydaje się być z tego powodu szczęśliwa..

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

03

lut
2014

Dominikana -- beztroskie chwile nad Morzem Karaibskim..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:45

przed prawdziwym poznawaniem świata zwykle spędzamy na plaży 2 dni. to mniej więcej tyle czasu, ile na plaży możemy wytrzymać. no ale początki na wyspie zawsze są fajne, więc leniwie, w pełnym słońcu, spędzamy popołudnia. i ranki -- rano świat wygląda inaczej, ludzi brak, jest morze w kolorze kuszącym, fale i my. a któregoś ranka, z laptopem pod pachą, przy jednej z budek krytych liściami, oglądałem wspaniałe zwycięstwo ligowe Górniczka. fotkę muszę zresztą przesłać oficjalnej stronie Górnika..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

31

sty
2014

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:37

po 2 latach przerwy wracamy na Karaiby -- spędzamy 2 tygodnie na Dominikanie i ponownie przenosimy się nad błękitne wybrzeże i towarzyszące mu słoneczne, senne, niezmiennie zacofane, życie miejscowych. do Punta Cana lecimy przez Londyn z międzylądowaniem w Antigua. swoją drogą po raz pierwszy zdarzyło się, że byliśmy w państwie, o którym wcześniej raczej nigdy nie słyszałem: Antigua i Barbuda to wyspiarskie państwo na Morzu Karaibskim, w archipelagu Małych Antyli (Ameryka Środkowa). głową państwa jest królowa brytyjska, reprezentowana na wyspach przez gubernatora generalnego, a wyspę przed ponad 500 latami odkrył Krzysztof Kolumb. chwilę tu kołujemy i startujemy w kierunku Dominikany. widoki jak zwykle nieziemskie.

na naszej docelowej wyspie wita nas żar powietrza i ... lotnisko kryte strzechą. jest coś ekscytującego w fakcie wejścia na pokład w kraju o normalnej temperaturze i wyjściu jakiś czas później w 40 stopniach C. lotnisko bez okien, całe w drewnie, przewiewne, nad głowami wirują ogromne wiatraki firmy BIG ASS FANS. czad. panie celniczki uśmiechnięte i elegancko ubrane witają na terytorium Republiki Dominikany. kraj ten żyje z turystyki i każdego dnia ląduje tu kilkanaście samolotów z szukającymi słońca turystami.

Dominikana jest drugim (po Kubie) co do wielkości państwem na Karaibach. zajmuje ok. 2/3 powierzchni wyspy Haiti, dzieląc ją z położonym po stronie zachodniej państwem Haiti. kilka lat temu w mediach głośno było o tej wyspie z racji potężnego trzęsienia ziemi, które zmiotło większość zabudowań w Haiti. Dominikanie się udało -- stolica kraju i największe miasto, Santo Domingo. pozostało nienaruszone. podczas naszego pobytu odwiedziliśmy również stolicę i po chwilowym zlustrowaniu zacząłem się nawet zastanawiać, czy częściowa rozbiórka stolicy nie byłaby nawet wskazana. kraj zamieszkuje 10 mln ludzi, a obowiązującą walutą jest peso dominikańskie (zdjęcie poniżej). strona zachodnia wyspy (Haiti) mówi głównie po francusku, natomiast Dominikana od zawsze była kolonią hiszpańską i jest to oczywiście język dominujący. bez problemu można się jednak porozumieć po angielsku, i jest to pewna nowość po Kubie czy Gwatemali..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

13

sty
2014

Irlandia -- Sally Gap..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:26

o tym, że najbardziej malownicze trasy znajdują się niekiedy blisko nas -- tak na wyciągnięcie dłoni, w odległości zaledwie 30 minut od domu -- przekonaliśmy się przemierzając Sally Gap. jest to położona w Górach Wicklow przełęcz, dosłownie rzut beretem od Dublina, z 27km odcinkiem wąskiej, czasem szerokości jednego samochodu, drogi nr R759. płaskowyż otaczają pofałdowane wzgórza oraz morze traw i niskopiennych krzewów -- przy czasem przebijającym się tu przez chmury słońcu zieleń nabiera żywych barw, zyskuje na kontraście. właściwie nic więcej tam nie ma, droga wije się i zakręca, dookoła niewiele drzew, właściwie niczego, na czym na dłużej możnaby zawiesić oko. ot taka przełęcz z samotną drogą. dla wielbicieli tras wszelakich przejażdżka wręcz wymarzona..

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

05

sty
2014

Rosja, Moskwa -- Katedra Św. Bazylego..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Gliwice, 14:42

na koniec dnia zwiedzam Katedrę Św. Bazylego, a właściwie Cerkiew Wasyla Błogosławionego. ten symbol Moskwy i Kościoła Prawosławnego znajduje się na Placu Czerwonym i ma już ponad 450 lat. cerkiew została zbudowana na rozkaz Iwana IV Groźnego dla uczczenia zwycięstw nad Tatarami. za jego autora uważa się pskowskiego mistrza Postnika Jakowlewa, zwanego Barmą. legenda głosi, że po ukończeniu budowy Ivan nakazał oślepić jej twórcę, by nigdzie nie wybudował ani lepszej, ani nawet podobnej budowli. kupuję bilet w cenie 250 rubli (23 PLN) i na własną rękę zwiedzam katedrę. jest drewniana, ciemna i pachnie kurzem. wnętrze jest dobrze utrzymane, wymalowane, skąpo i punktowo oświetlone. oprócz mnie jest tu może 30 innych osób, które nikną w labiryncie salek i pięter..

na zewnątrz, przed katedrą znajduje się Łobnoje miesto - kolejny zabytek architektury rosyjskiej. jest to okrągły taras otoczony pełną kamienną balustradą, a jedna z wersji nazewnictwa mówi, że jest to 'miejsce, gdzie ścinano łby'. tradycyjnie uważano, że Łobnoje miesto było szafotem, na którym ścinano skazańców. w rzeczywistości w tym miejscu prawie nigdy nie dokonywano egzekucji, natomiast z tego miejsca ogłaszano carskie ukazy.

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

01

sty
2014

Rosja, Moskwa -- Kreml i Plac Czerwony..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Kłobuck, 22:10

każda stolica ma swoją wizytówkę. symbolem Moskwy jest Plac Czerwony -- miejsce historyczne, pojawiające się w powieściach i piosenkach, jak również na pocztówkach. przy samym placu znajdują się również główne atrakcje turystyczne stolicy Rosji: Kreml, Mauzoleum Lenina, Muzeum Historii, Muzeum w Zbrojowni Kremlowskiej czy Sobór Uspieński. czad, ja jednak z braku czasu ograniczyłem się tylko do kilkugodzinnego spaceru po okolicy.

pierwszym, co rzuca się w oczy to rozmiar Placu. nie, nie wydaje się on wielki, ani nawet średni, tak jak pokazuje się go w telewizorni. nie jest on czerwony, choć to akurat wiedziałem przed przylotem tutaj. mój pobyt pokrywa się z paradą przekazania ognia olimpijskiego przed Olimpiadą w Soczi, sporo miejsc było więc pozamykanych. np przy płn-wsch ścianie Kremla znajduje się kamienna konstrukcja w kształcie piramidy. jest to miejsce pochówku ojca rewolucji komunistycznej -- Włodzimierza Lenina, niestety obiekt ten był całkowicie zasłonięty. patrząc w stronę Kremla po lewej stronie mieni się kolorami Katedra Św. Bazylego (opiszę w kolejnej notce), a na prawo majestatyczny gmach Muzeum Historii. fotografuję się na placu rękoma jakiegoś Azjaty, z żadnej chyba podróży nie miałem tyle zdjęć siebie samego..

kierując się w stronę zachodnią dochodzę do przestronnego Ogrodu Aleksandrowskiego -- pięknie utrzymanych przestrzeni przy kremlowskich murach. tutaj zatrzymuję się przy Grobie Nieznanego Żołnierza, istniejącego od 1966 pomniku ku czci poległych żołnierzy Armii Czerwonej walczących w II wojnie światowej. podobno inspiracją dla jego budowy był Grób Nieznanego Żołnierza w wawie.

następnie wracam na północną stronę placu gdzie mieści się GUM, czyli Gosudarstwiennyj Uniwiersalnyj Magazin, Główny Powszechny Dom Towarowy z XIX wieku. architekci połączyli konstrukcję z żelaza i szkła z formami staroruskiej architektury. w trzypiętrowym gmachu z głębokimi suterenami, składającym się z trzech podłużnych pasaży, zmieściło się ponad tysiąc sklepów o kosmicznych markach i cenach. warto tu wejść choć na chwilę i przyjrzeć się rosyjskiej myśli budowniczej. zarówno tutaj jak i w całej okolicy sporo turystów, więc nie czuję się odosobniony. na bazarach babcie sprzedają radzieckie emblematy -- jest CCCP, rosyjskie czapy, babuszki, plakietki z Leninem i inne tego typu wynalazki. za rogiem znajdują natomiast Starbucksa -- wchodzę i zamawiam Pike Place Roast, aby stwierdzić, że jest trochę inny niż w naszych ulubionych Seattlowicach. a wszystko to pod czujnym okiem generała Gieorgija Żukowa, spoglądającego na mnie z ogromnego pomnika dzielnego wodza niegdysiejszej Armii Czerwonej..

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

a"Rosja,

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

29

gru
2013

Rosja, Moskwa -- wieczorny spacer..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Kłobuck, 17:20

przed późnym spacerem po Moskwie przestrzegali mnie wszyscy. różnorodny element przestępczy podobno w ciemności wychodzi z zaułków i może być nieciekawie. ale i tak poszedłem.

nie mam żadnych obaw przed nocnymi wypadami, ale w przypadku Moskwy trzymałem się miejsc w centrum. przez rzekę głównym mostem, panoramka na Kreml, później przez park do Placu Czerwonego, główną arterią do centrum sklepowo-restauracyjnego, a później przez okolice Teatru po wcześniej opisany Sobór. nikt mnie nie zatrzymywał, nikt nie niepokoił. w miłej atmosferze wędrowałem uliczkami aż do północy. dookoła sporo ludzi, również turystów z aparatami lub podnoszonymi na wysokość głowy fotograficznymi iPadami, słychać wiele różnych języków, miasto długo tętni życiem.

innym wieczorem wybraliśmy się w kilka osób do centrum w celach piwno-konsumpcyjnych. w restauracjach ceny światowe (za 3 osoby zapłaciłem rachunek 140 euro), ale i wystrój knajp na podobnym poziomie. wnętrza bogate, świetnie utrzymane, jedzenie rewelacyjne. Rosjanie, i tutaj zadam kłam ugruntowanym i długoletnim opiniom, kulturalni i eleganccy -- siedzą w knajpach przy lampkach wina i dyskutują. nie ma knajp serwujących wódkę w szklankach, są za to wszystkie marki znane z zachodniego świata. i coś więcej, np knajpa Hollywood, gdzie dziewczynki na wrotkach bawią się w kalifornijską wizję świata, a hamburgerów w menu jest piętnaście tysięcy. wszystkie z poduralskich krów. jest czysto, jasno i miło. oczywiście zdaję sobie sprawę, że to Moskwa, a nie środek kraju. że to stolica, okno wystawowe na świat, a nie zadupie biedne i zacofane..

no i korki. ulice stolicy są pełne aż do północy. zdjęcie z zakorkowanej 4-pasowej trasy w centrum zrobiłem jakoś po 23..

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

24

gru
2013

O pochodzeniu i średniowiecznych korzeniach rodu Ankudowiczów..

kategoria: cudze, link bezpośredni

Kłobuck, 22:48

od kilku lat prowadzę genealogiczną witrynę poświęconą mojemu nazwisku. średnio co kilka tygodni pojawia się nowy kontakt, kolejna osoba szukająca swoich korzeni. jakiś czas temu nawiązałem kontakt mailowy z p. Wiktorem Sybilskim, który, podobnie jak ja, tropił historię rodu Ankudowiczów. dotarł on do wspaniałych danych historycznych i całe opracowanie podesłał na moją skrzynkę. zanim wrzucę ją na genealogia.ankudowicz.com, przedstawiam tutaj. miłe czytadło, prawdziwa podróż w czasie, nie tylko dla wielbicieli dociekań genealogicznych. gorąco polecam:

Wiktor Sybilski, O pochodzeniu i średniowiecznych korzeniach rodu Ankudowiczów

Korzenie rodu Ankudowiczów herbu Sulima sięgają średniowiecza i związane są zeskomplikowanym procesem kształtowania się państwowości litewskiej. Ponieważ nie dysponujemy dużą ilością materiałów źródłowych nasz wywód ma charakter miejscami hipotetyczny, jednak część z jego założeń możemy przyjmować z dużą dozą prawdopodobieństwa. Część jego elementów ma zaś poświadczenie w dokumentach, których nie znali autorzy opracowań genealogicznych, stąd brak ich w dotychczasowych publikacjach. Pozostaje nadal wiele pytań, ale mam nadzieję, że niniejsze krótkie „robocze” opracowanie pomoże podsumować najważniejsze dane, którymi do tej pory dysponujemy i pozwoli na dalsze uzupełnianie i owocne poszukiwania.

Na początek chciałbym stwierdzić, że w mojej opinii teoria o tatarskim pochodzeniu Ankudowiczów wysnuta przez S. Dziadulewicza wydaje się być niesłuszna i nie poparta dowodami, dodatkowo przeczy tym dokumentom, które sami Ankudowiczowie przedkładali i cytowali przed komisjami wywodowymi. Historyk-amator jakim był Dziadulewicz co prawda używa sformułowania „niewątpliwie”, ale możemy je traktować jako ciekawostkę pokazującą ówczesne, jeszcze nierzadko fantastyczne, podejście do źródeł historycznych. Tylko jeden element z informacji Dziadulewicza możemy brać pod uwagę, ale na zasadzie podpowiedzi dopatronimicznej etymologii nazwiska, przy czym sam autor nie trudzi się nawet by ją wyjaśnić i tym samym choć spróbować przedstawić tok swojego rozumowania. Dziadulewicz najwyraźniej nie znał dokumentów legitymacyjnych Ankudowiczów, co doprowadziło go do błędnej konkluzji. Skojarzył jedynie imię Tatara puńskiego Akidzia vel Akudzia z nazwiskiem Ankudowicz. Miałby on więc być protoplastą rodu. Nie zgadza się jednak: 1. czas, 2. geografia (miejsce zamieszkiwania rodziny), 3. kwestia wyznania. O pochodzeniu tatarskim nie wspominają wreszcie żadne źródła, brak ich także w przekazach rodzinnych.

Stanisław Sawicz Ankudowicz herbu Sulima był według legitymujących się przedwileńską komisją wywodową w r. 1820 Ankudowiczów protoplastą rodziny „posiadał majętność Trynulce z własnego nabycia od Gaspra Paszkiewicza w roku 1500 sobie wydanym prawem”. Żyjący w 1526 Tatar Akudź nie mógł być więc nijak protoplastą rodu, nie przyjęła rodzina chrztu w XVI wieku, ponieważ nastąpiło to znacznie wcześniej, a jej proweniencja jest prawdopodobnie litewska i okolice zamku w Puniach jako rzekomego gniazda rodowego nie potwierdzają dostępne nam wiadomości o miejscach zamieszkiwania Ankudowiczów.

W aktach wywodowych z guberni witebskiej z r. 1832 cytowany jest przywilej króla Zygmunta Augusta dla Stefana i Łukasza Chrystoforowiczów (synów Krzysztofa) Ankudowiczów z 28 lutego 1564 r., w którym król powołuje się na wcześniejsze przywileje rodziny nadane przez: wielkiego księcia Witolda, Świdrygiełłę, królów Kazimierza Jagiellończyka i Aleksandra. Witold panował na Litwie w latach 1401-1430, Świdrygiełło natomiast w latach 1430-1432. Jasno wynika stąd, że ród Ankudowiczów funkcjonował na Litwie już w I poł. XV wieku. Nie był więc Stanisław Ankudowicz faktycznym założycielem rodu, a protoplastów należy szukać jeszcze wcześniej, lecz bliższych faktów ani dat życia ustalić nie możemy, choć nie można oczywiście wykluczyć odnalezienia kiedyś jakiegoś potwierdzającego hipotezę źródła.

Rodzina Ankudowiczów bierze swój początek od Ankudyna (wersja „potoczna” pochodząca od pierwotnej Akindin). Imię Akindin znane było w prawosławiu i ma proweniencję wschodnią i wywodzi się z greckiego Akindinos.[1] Stanisław Ankudowicz, jak jego imię wskazuje, był już katolikiem. Jego przodek Ankudyn Sawicz herbu Sulima musiał być zaś prawosławny, co wpisuje się w historię chrystianizacji elit litewskich, która, w uproszczeniu, najpierw następowała ze wschodu, dopiero zaś później wkroczył na Litwę katolicyzm. Ankudyn Sawicz był potomkiem, należącego do litewskich elit bojara o imieniu Sawa herbu Sulima. Mógł być Ankudyn jego synem, tego jednak nie wiemy, mógł być równie dobrze dalszym potomkiem, założyć więc jedynie możemy, że od Sawy wywodzi się ród Ankudyna Sawicza od którego początek bierze już dalej wyznająca katolicyzm rodzina Stanisława Sawicza Ankudowicza i jego potomków.

Przydomek Sawicz [2] (a de facto patronimik), później przez rodzinę już nie używany, który wymienia konsekwentnie dokument wywodowy Ankudowiczów z roku 1820 jest więc bardzo ważną wskazówką, co do pochodzenia rodu. Dokumentu tego nie znali autorzy herbarzy stąd brak u nich informacji o średniowiecznej historii rodziny lub też jak w wypadku Dziadulewicza błędny wywód. Dzięki informacjom z akt legitymacyjnych Ankudowiczów stwierdzić można więc, że wywodzą się od litewskiego rodu Sawiczów herbu Sulima. Są oni więc najwyraźniej jeszcze jedną gałęzią tego rodu obok Sawiczów Ryczgorskich herbu Sulima.[3] Można też wysnuć hipotezę, że gałąź Ankudowiczów jest starsza niż Ryczgorskich, ponieważ nazwisko to powstało już jako odmiejscowe, a nie patronimiczne. Nazwiska szlacheckie odmiejscowe na -ski, -cki były nowszym tworem na Litwie, niż patronimiki i pojawiły się wraz z umacnianiem się wpływów polskich wśród elit litewskich. Dlatego założyć można, że Ryczgorscy biorą swój początek już w czasie umocnienia się katolicyzmu wśród elit litewskich, a Ankudowiczowie jeszcze w okresie, gdy na Litwie prawosławie rywalizowało z katolicyzmem o prymat w państwie.

Skoro na lata panowania Witolda 1401-1430 przypadają przywileje dla Ankudowiczów (dokładnej daty nie znamy), to należy przypomnieć, że adopcja rodów litewskich do polskich herbów nastąpiła na mocy Unii Horodelskiej w roku 1413. Wówczas też do herbu Sulima został przyjęty przez Stanisława Gamrata z Klimontowa możny litewski Rodywił (Radvilas). Jest to więc ten okres, kiedy żyli przodkowie Stanisława Sawicza Ankudowicza. Czy już sam Rodywił został ochrzczony? Jest to bardzo prawdopodobne. Nie wiemy natomiast czy to właśnie on przyjął wschodnie chrześcijańskie imię Sawa czy może raczej jego syn. W każdym razie w tym wczesnym okresie kształtowania się państwowości litewskiej bierze swoje początki ród Sawiczów/Ankudowiczów herbu Sulima. Szkicowa, hipotetyczna, genealogia protoplastów rodu Ankudowiczów przedstawiałaby się następująco:

I. Rodywił h. Sulima, w. 1413

II. Sawa h. Sulima, ur. +­ 1420

III. Ankudyn Sawicz h. Sulima, ur. +­ 1450

IV. Stanisław Sawicz Ankudowicz h. Sulima, ur. +­ 1470, w. 1500

Jeśli zaś chodzi o gniazdo rodowe Ankudowiczów, to komisja wywodowa guberni witebskiej podaje powiat oszmiański jako miejsce skąd pochodziła rodzina. Wydaje się być to twierdzenie prawdziwe, zważywszy wiadomości jakie mamy o występowaniu jej członków, a przede wszystkim fakt istnienia miejscowości Ankudy, dziedziczonej przez Ankudowiczów w tym powiecie. Co ważne dekret wywodowy z guberni litewskiej wyraźnie pokazuje, że zarówno Ankudowiczowie zamieszkujący pod Oszmianą jak i ci z okolicy Duniłowicz, należą do jednego rodu. Można natomiast jedynie przypuścić, że Ankudy Duniłowickie są drugim, „młodszym”gniazdem Ankudowiczów. Ta kwestia nie była do tej pory badana i poszukiwania pana Tomasza Ankudowicza mogą rzucić nowe światło na to zagadnienie. Nadal nierozwikłana jest także zagadka, gdzie znajdowały się owe tajemnicze „Trynulce”, które zakupił Stanisław Ankudowicz.

Dokumenty wywodowe z guberni wileńskiej, kowieńskiej, witebskiej i mińskiej podają tak dużą ilość członków rodu Ankudowiczów, że wyłania się z nich obraz rodziny bardzo licznej, dlatego często może się zdawać, że poszczególne gałęzie nie są ze sobą powiązane, ale wymaga to za każdym razem dokładnego przestudiowania genealogii. W większości przypadków z dużą dozą ostrożności zakładać można pokrewieństwo (choć czasem bardzo dalekie) żyjących dzisiaj przedstawicieli rodu Ankudowiczów.

Na przykład jeden z najbardziej zasłużonych przedstawicieli familii Wincenty Ankudowicz (1792-1756) matematyk, profesor Uniwersytetu Petersburskiego wywodził się zgałęzi kowieńskiej.[4] Jego dzieci były wyznania prawosławnego i ich potomkowie zapewne żyją gdzieś jeszcze w Rosji. Natomiast znacznie już wcześniej Ankudowiczowie przenieśli się do ziemi witebskiej, połockiej i smoleńskiej. Jak podaje wywód Ankudowiczów z gub. Witebskiej, Stefan Ankudowicz (syn Krzysztofa; wspomniany wyżej) sprzedał część majątku Ankudy w pow. oszmiańskim i nabył majątek Ostrówki w pow. brasławskim. Fakt ten musiał mieć miejsce gdzieś na początku XVII wieku, skoro już w 1657 jego synowie nabyli od Konopackich dobra Dołhe pod Siebieżem.

Istnieją tutaj jednak rozbieżności pomiędzy genealogią sporządzoną dla komisji wywodowej mińskiej i witebskiej. Jest ona nieco inaczej ułożona i według pierwszej syn Stefana - Jan Ankudowicz, otrzymał nadanie obrębu ziemi w parafii duniłowickiej od Radziwiłłów w 1619 roku, natomiast z Metryki Litewskiej (uzupełnić przypis) wiemy, że w r. 1657 Bazyli Ankudowicz (syn Łukasza) otrzymuje od Jana Kazimierza nadania królewszczyzn w województwie połockim.

Choć rozwikłanie skomplikowanej genealogii wymaga jeszcze dalszych studiów, do których niezbędna będzie pomoc Krewniaków, to już z tych faktów widać, że nie tylko mówią one nam o przemieszczeniu się Ankudowiczów na wschód w kierunku Witebska na początku XVII wieku, ale być może potwierdzają także hipotezę o przeniesieniu się części rodziny z Ankud „starszych” oszmiańskich do „nowych” duniłowickich. Część Ankudowiczów z okolic Siebieża weszła w skład szlachty guberni tulskiej - również przedstawiciele tej gałęzi rodziny mogą żyć dzisiaj w Rosji. W wersji „brudnopisowej” można by wyliczyć następujące gałęzie rodu Ankudowiczów, które uznać można za główne czy też starsze i od nich dopiero wywodzą się młodsze pomniejsze:

I. Wileńska – pow. oszmiańskiII.
II. Kowieńska (czy tutaj Duniłowicze?)
III. Siebiesko-witebska (pow. siebieski, lepelski)
IV. Połocka (jeżeli osobno?)
V. Tulska - młodsza, wywodząca się od siebieskiej
VI. Petersburska – młodsza, wywodząca się od Wincentego Ankudowicza z gałęzi kowieńskiej

Wiktor Sybilski, marzec 2013.

przypisy:

[1] W języku rosyjskim istnieją wersje potoczne imienia - Ankudin, stąd w Rosji występuje nazwisko Ankudinow.

[2] Należy przestudiować książkę C. Sawicza „500 lat rodu Sawiczów herbu Sulima. Zbiór dokumentów”, Warszawa

[3] Niesiecki wymienia również Sawiczów Zabłockich, ale nie jest pewny ich powiązania rodzinnego. Fakt, że członkowie tej rodziny używali także herbu Łada może wątpliwość Niesieckiego potwierdzać.

[4] W jednym z XIX w. rosyjskich opracowań błędnie podano jako miejsce urodzenia gubernię kijowską zamiast kowieńskiej.

23

gru
2013

Rosja, Moskwa -- poranny spacer..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Kłobuck, 17:22

wspólnie z Metinem, naszym firmowym kolegą ze Stambułu, i Artjomem, miejscowym informatykiem z Moskwy, wybraliśmy się na poranne zwiedzanie stolicy. jest siódma rano, środek jesieni, idziemy wzdłóż rzeki Moskwy, a ja nucę sobie pod nosem słowa klasycznej ballady Scorpionsów: I follow the Moskva, Down to Gorky Park, Listening to the wind of change...

Moskwa jest ogromnym miastem, ale najważniejsze punkty znajdują się w ścisłym sąsiedztwie Kremla. najbardziej rozpoznawalnym punktem jest największa prawosławna świątynia na świecie -- Sobór Chrystusa Zbawiciela. jak mówi wiki, świątynia jest votum dziękczynnym za uratowanie Rosji przed najazdem napoleońskim w 1812 roku, a budowę rozpoczęto 25 grudnia 1812, gdy ostatni żołnierze napoleońscy opuścili granice Rosji. historia soboru była burzliwa, a w 1931 roku podjęto decyzję o budowie na jej terenie Pałacu Rad. w grudniu tego roku kościół wysadzono w powietrze, co wymagało dwóch eksplozji, ponieważ świątynia przetrwała pierwszą. Budowa Pałacu Rad, rozpoczęta w 1937, nigdy nie wyszła z cyklu zerowego, a jej kontynuowaniu stanęła na przeszkodzie II wojna światowa. dopiero w roku 1958 w znajdującym się na miejscu cerkwi wykopie rozpoczęto budowę otwartego basenu pływackiego, a ponad 40 lat później postanowiono odbudować sobór. uroczyste poświęcenie odbudowanej świątyni miało miejsce 19 sierpnia 2000 roku i jest to stan, jaki można oglądać dzisiaj.

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

17

gru
2013

Rosja, Moskwa -- po raz pierwszy w stolicy Imperium..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Gliwice, 21:51

po raz pierwszy na terytorium Imperium. w państwie, które do tej pory poznawałem głównie z kart mistrza Kapuścińskiego i prozy Jacka Hugo-Badera. z tym że Kapuściński uchwycił Rosję zlotu ptaka przekazując nam jego specyfikę, obyczaje i całą furę odmiennej dziwaczności, natomiast Hugo-Bader przekazał nam rosyjskie i sowieckie obyczaje z poziomu tropiącego psa. nisko przy ziemi, bezkompromisowo, głęboko i z przekonaniem.

nigdy wcześniej w Rosji nie byłem. byłem z Związku Radzieckim przed '91 rokiem, ale nigdy w Rosji nowoczesnej. w Moskwie, w której obecnie mieszka ponad 10 tys. dolarowych milionerów, w której ceny nieruchomości i ziemi dorównują tym z Nowego Jorku i po której drogach jeździ więcej Mercedesów klasy S, niż w państwie, z którego pochodzą. mówi się, że Moskwa jest wyjątkową stolicą -- taką, która zamazuje całkowity obraz kraju. bo poza stolicą Rosja jest nadal krajem zacofanym, rozdartym, niedoinwestowanym. no ale o tym się nie przekonałem -- mój wypad trwał tydzień i ograniczył się do centrum i kilku ościennych dzielnic Moskwy.

ląduję na lotnisku Szeremetiewo. to wypad biznesowy, odbiera mnie młody taksówkarz z karteczką z napisem MR. ANKUDOWICZ. opuszczamy lotnisko i wbijamy się na autostradę. dosłownie, wbijamy się. pierwsze wrażenia są dwa: kultura jazdy jest ... nietypowa i jest brudno. jest jesień, wilgotno i pochmurno, to i świat musi się ubrudzić. dookoła walają się tony śmieci, reklamy straszą podobnie jak w Polsce, a droga jest bardzo kanciata. kierowcy trąbią na siebie i bez ustanku zmieniają pasy. mają ich 6 i zachowują się bardzo agresywnie. stoimy w korku i będziemy tak jeszcze stali przez kolejne trzy godziny. Moskwa w godzinie szczytu.. wróć, Moskwa o dowolnej godzinie dnia, jest całkowicie, totalnie zakorkowanym miastem. prowadzić samochód w Moskwie to wyzwanie. a mój taksówkarz przez te kilka godzin nie odezwał się do mnie ani słowem. wpuścił mnie do samochodu gestem ręki i pożegnał machnięciem pod hotelem. mniej więcej w połowie drogi dał mi swojego tableta z mobilnym dostępem do internetu, oczywiście też nie wypowiadając przy tym słowa, a posługując się czymś, co z fotelu pasażera przypominało jakiś dziwny i wymuszony gest mimiką twarzy. no więc spędziliśmy kilka godzin na zakorkowanej drodze do centrum, ja surfowalem po internecie i podziwiałem okolicę.

drugie wrażenie pochodzi już z centrum stolicy. w ogóle jest duża zmiana w obrazie Moskwy na jej obrzeżach i w jej centrum. po pierwsze jest o wiele czyściej. miasto jest aż do przesady wyczyszczone, w co ciężko byłoby mi uwierzyć, gdybym sam tego nie zobaczył. Moskwa jest dzisiaj miastem pozbawionym śmieci, brudu i rozpierduchy. owszem, króluje socjalistyczna architektura, która na pierwszy rzut oka powalająco nie wygląda, ale jest mega czysto. po drugie ludzie: elegancko ubrani, ładni i przystojni, w dużej mierze z rysami niesłowiańskimi. dzisiejsza Rosja to pomieszanie kultur, naród ma w sobie coraz większy odsetek krwi emigrantów zakaukaskich i tych z innych republik kraju, co widać gołym okiem na ulicach. a po trzecie samochody: średnio mnie kręci motoryzacja, ale standard samochodów jest niewyobrażalny. nigdy nie widziałem takiego nagromadzenia tak wypasionych bryk. i tylko gdzieniegdzie, bardzo rzadko, widuje się starą ładę, albo czarną wolgę z poprzedniego systemu. ale rzadko, bardzo rzadko.

zaczynam więc moją opowieść o Moskwie. na początek tradycyjnie: trochę symboli, tablice rejestracyjne, waluty. zawsze tak zaczynam notki z nowego kraju i tak też będzie tym razem. a potem będzie trochę ciekawiej..

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

02

gru
2013

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 13:20

zamykając tą serię wpisów wrzucam jeszcze kilka naszych ujęć z aparatu Crio. wujek Marek jak zwykle w formie, a nie swoje zdjęcia wstawiam na stronę, bo kilka osób marudziło, że tylko same krajobrazy ostatnio..

na tym kończę opowieść o hrabstwie Kerry -- malowniczo zielonym skrawku Irlandii, w którym w niewielkiej od siebie odległości spotykamy wysokie góry i brzegi oceanu, malownicze doliny wypełnione jeziorami i gęste lasy, ruiny zamków i małe wioski napędzane, wydaje się, tylko pieniędzmi przejeżdżających tędy podróżnych. warto było tam pojechać, a to dopiero pierwsza nasza poważniejsza eskapada na Zielonej Wyspie!

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

Ring of Kerry -- foty wujka Marka..

02

gru
2013

Ring of Kerry -- Kerry Mountain Road..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 13:13

a potem mkniemy już w kierunku Dublina sporadycznie zatrzymując się na ostatnie fotografowanie. zamykamy pętlę Ring of Kerry kierując się ponownie w stronę Killarney. przejeżdżamy przez malownicze doliny, a szczyty gór przykryte są niskimi chmurami. w połączeniu z przebijającym się przez nie słońcem robi to fajne wrażenie. wieczorem, już po zachodzie, jedziemy przez odludne krainy gdzie na długich kilometrach nie znajdujemy żadnego miasteczka, a Crio rzuca, że warto byłoby tu jeszcze kiedyś wrócić i wejść na kilka z tych szczytów. kiedyś wrócimy, na pewno.

Ring of Kerry -- Kerry Mountain Road..

Ring of Kerry -- Kerry Mountain Road..

Ring of Kerry -- Kerry Mountain Road..

Ring of Kerry -- Kerry Mountain Road..

Ring of Kerry -- Kerry Mountain Road..

28

lis
2013

Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 19:12

mknąc z irlandzką prędkością na krętej klifowej drodze wyłania się naszym oczom taki oto obrazek: kamieniste wysepki na granatowym morzu, klify kończące delikatnie pochyłą i wściekle zieloną łakę z mnóstwem murków i kilkoma domkami. malownicza zatoczka z kilkunastoma zacumowanymi żaglówkami, górski brzeg na horyzoncie, a wszystko to skąpane w rewelacyjnym świetle zachodzącego słońca. marzenie fotografa krajobrazu. wyskakujemy z samochodu na parkingu i przy włączonym silniku pstrykamy pocztówki w różnych kierunkach. wszystkie zdjęcia poniżej, w tym dwie panoramki z dziwnie nieprecyzyjną linią horyzontów, powstały w kilka krókich minut. po wszystkim pakujemy się do nissana i mkniemy dalej, już w kierunku Dublina. szkoda, w takim miejscu chciałoby suę spędzić cały wieczór..

Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..

Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..

Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..

Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..

Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..

Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..

Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..

Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..

Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..

Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..

Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..

Ring of Kerry -- Kerry Coastal Way..

27

lis
2013

Ring of Kerry -- Ballinskelligs..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:56

a potem dojeżdżamy do plaży w pobliżu wioski Ballinskelligs (z języka irlandzkiego: Baile an Sceilg). długie łachy piasku widoczne były już z odległości kilkunastu kilometrów, gdy na wzgórzu robiłem fotki zielonych wzgórz i nieregularnych klifów linii brzegowej. miejsce to jest o tyle ciekawe, że podczas odpływu plaża ma kilkaset metrów szerokości, a po ciężkim i wilgotnym piasku można jeździć samochodem. wjeżdżamy więc na piasek i chwilowo bawimy się w kierowców rodem z rajdu do Dakaru. parkujemy gdzieś pośrodku i spędzamy beztroskie kilka godzin na słońcu..

Ring of Kerry -- Ballinskelligs..

Ring of Kerry -- Ballinskelligs..

Ring of Kerry -- Ballinskelligs..

Ring of Kerry -- Ballinskelligs..

Ring of Kerry -- Ballinskelligs..

Ring of Kerry -- Ballinskelligs..

i kilka ujęż z Instagrama:
Ring of Kerry -- Ballinskelligs..

Ring of Kerry -- Ballinskelligs..

Ring of Kerry -- Ballinskelligs..

Ring of Kerry -- Ballinskelligs..

20

lis
2013

Ring of Kerry -- gdzieś na zachodnim wybrzeżu Irlandii

kategoria: podróże, link bezpośredni

dublin, 19:42

po wyspie Valentia kierujemy się niewielką dróżką wśród wzgórz na wybrzeże. droga o szerokości jednego samochodu zabiera nas na wysokie wzniesienie, z którego rozciąga się widok na dolinę, z której przyjechaliśmy. parkujemy samochód i kierujemy się pieszą ścieżką na jeszcze jedno wzgórze, z którego roztacza się widok na niesamowitą zatokę i sporą część oceanu. przeskakuję przez drut kolczasty i robię kolejne panoramy hrabstwa Kerry: ciemnoniebieskie zatoki, malownicze mozaiki pól i wypełniająca całą przestrzeń zieleń traw.. później zmieniam obiektyw na 200mm zoom i strzelam kilka fajnych ujęć wiosce poniżej. klasyczna Irlandia, taka o której śpiewa się piosenki. magia!

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

Ring of Kerry -- Ireland's West Coast..

11

lis
2013

Ring of Kerry -- Valentia Island II..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:00

po godzinie spaceru na wzgórzach zjeżdżamy w dół kierując się w stronę latarni morskiej na skalistym urwisku. latarni nie zwiedzamy, bo lokalny przedsiębiorca rządał ceny zdecydowanie przewyższającej wartość poznawczą dobra lokalnego, ale dość owocnie spędzamy czas na skalistym brzegu. morze, choć właściwie to już ocean, jest tu groźne, spienione, dzikie. pod tak zachmurzonym niebem przypominają mi się wszystkie te celtyckie pieśni i mitologie ludów nordyckich zakochanych w stromych klifach smaganych wiatrami i wszelakich morskich opowieściach.

choć może właśnie brzegi Valentii przypominają bardziej świat mistrza Sapkowskiego z opowiadania Trochę poświęcenia? mgliste i wilgotne Bremervoord, w którym książę Agloval walczy o względy syreny Sh'eenaz wśród scenerii pachnącej wilgotnym morszczynem? myślę, że te dwa miejsca są ze sobą ściśle powiązane: przylądek Bremervoord kończył się wulkanicznymi rafami, zwanymi Smoczymi Kłami, w których okolicy znajdowały się schody do zatopionego miasta -- Ys. podobnie jest tutaj: wędrujemy po kamienistych półkach, popękanych i wypłukanych milionami lat walki z morzem i szukamy ukrytych schodów do podwodnego miasta. skały wypełnia woda, gdzieniegdzie mienią się rozgwiazdy, wiatr rozwiewa uderzające w półki skały. a dalej u Sapka były już wyspy Skellige, które przecież idealnie pokrywają się z mapą zachodniego wybrzeża Irlandii. przed nami, na horyzoncie, wyrastające pionowo z wody mienią się dwie kamienne trójkątne wieże -- Wyspy Skellig, dzisiaj pozostające rezerwatami ptaków, choć przez laty zamieszkiwane były przez mnichów. piękny, choć surowy to świat..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

07

lis
2013

Ring of Kerry -- Valentia Island I..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:54

po wizycie w zamku wjeżdżamy na wyspę Valentia. tak, wjeżdżamy: wyspa to bowiem tylko z nazwy, a ze stałym lądem łączy ją .. most. jak mówi wiki, Valentia znana jest jako wschodni punkt końcowy transatlantyckiego kabla telegraficznego, łączącego ją ze wschodnim wybrzeżem Nowej Fundlandii. pierwszy udany przesył wiadomości z wyspy tą drogą miał miejsce w 1857 roku. stałe połączenie uruchomione zostało w 1866 i było użytkowane do 1966, kiedy to firma Western Union International zrezygnowała z jego eksploatacji. obecnie w miejscu dawnej stacji telegraficznej, nazwanym Telegraph Field, znajduje się pamiątkowy monument.

z obiecanych nam widoków nic nie wynika: poranny świat spowity jest gęstą mgłą. początkowo nie widać niczego, cała okolica pozostaje skąpana w spokojnej białej nicości. otaczają nas tylko wzgórza, trawa i wolno pasące się tu i ówdzie barany. obszar wyspy to 33 km2 i mieszka tu zaledwie 650 osób. godzinę później z widokami jest trochę lepiej i łapiemy kilka kadrów, misiek zdobywa kamienną półkę, a marek chowa się za pofałdowanym dywanem zroszonej trawy.



Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

Ring of Kerry -- Valentia Island..

03

lis
2013

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 00:44

późnym popołudniem dojeżdżamy do wioski Cahersiveen na zachodnim brzegu półwyspu. jest środek lata i wyjątkowo słoneczny dzień -- dobry moment na wieczorne wyjście w "miasto". dość szybko odnajdujemy nasz bed&breakfast, choć nie spisałem adresu, a budynek widziałem tylko przez chwilę na fotce ze strony rezerwacji. instalujemy się w środku i wyruszamy na podboje kulinarne. tego typu miasteczka są dobrym źródłem lokalnej kuchni, choć był weekend i wszystkie dwie restauracje miały już komplet zgłodniałych turystów. w końcu lądujemy w lokalnym pubie, a crio jak zwykle cuduje coś z lokalnymi drinkami piwnymi z domieszką brandy.

następnie kierujemy się na wybrzeże, gdzie siedzimy chwilę nad dokiem małego promu łączącego stały ląd z wyspą Valentia. prom odpływa sprzed małej knajpki portowej i po kilku minutach dobija do brzegu Knight's Town -- rewelacyjnie brzmiącej wioseczki, którą zamierzamy odwiedzić następnego dnia. zresztą cały następny ranek chcemy spędzić na wyspie i już cieszymy się widokiem majestatycznych wzgórz, z których podobno rozciąga się wspaniały widok na ocean i zachodnie krańce Irlandii. obok nas z dumą widnieje znak linii telegraficznej, ale o celu jego postawienia napiszę w kolejnej notce.

zachód słońca spędzamy na patio naszego hostelu. śledzimy powolny ruch czerwonej kuli słońca i przy piwie rozmawiamy o pierdołach do późnej, rozgwieżdżonej nocy. dawno nie widzieliśmy chłopaków: marasa chyba od ślubu, a miśka od chrztu jakubka. dobrze jest się spotkać w środku lata gdzieś na dalekiej neutralnej ziemi i powspominać stare czasy. myślę sobie, że dla takich chwil warto uderzyć w trasę z przyjaciółmi..

a gdy już wszyscy poszli spać to ja jeszcze siedziałem z miśkiem patrząc na gwiazdy przez pryzmat Google Sky View. niesamowitym jest móc zobaczyć na własne oczy blask Marsa (i wiedzieć, że to właśnie on!), śledzić ruch stacji kosmicznej i wierzyć elektronicznemu pudełku, że niewidoczny księżyc jest gdzieś ponad naszymi stopami.

poranek okazał się być mglisty, ale nie przeszkodziło nam to w wizycie na zamku Ballycarberry. zamek to za duże słowo, choć właśnie fakt, że została się ino ruina, świadczy o jego wyjątkowości. Japończycy i Amerykanie zapytaliby o tytuł filmu, do którego posiadłość ta zostałą zbudowana, ale nam, mieszkańcom Starej Europy, nie w głowie takie żarty. Ballycarberry Castle w rzeczywistości postawiono w XVI wieku, choć w miejscu tym odkryto ślady zamku pochodzącego już z 1398 roku, czyli jakoś wtedy, gdy hordy półnagich Litwinów ze swoimi ziomalami z rodu piastowego, szykowały się do skopania 4 liter kilku osobnikom z krzyżami na piersi. ruiny zamku są malowniczo oblepione roślinnością, a pozostawione gdzieniegdzie schody pozwalają nam na wdrapanie się na wyższe kondygnacje. robimy kilka dobrych fotek i chwilę szlajamy się po podziemnych korytarzach. przez chwilę jesteśmy tu sami, dopiero później przyjeżdża jeszcze jedna wycieczka z aparatami. potem leżymy na trawie i wyobrażamy sobie, jak mógł wyglądać armatni atak ze strony morza, który odbył się tutaj w 1652 roku..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

Ring of Kerry -- Cahersiveen i Ballycarberry Castle..

21

paź
2013

priorytety..

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Los Angeles, 07:26

nudą coś ostatnio powiewa z tej mojej flagowej witryny, nie? brak akcji i treści jakoś niewiele. już pal licho fakt, że podtytuł strony nijak ma się do miejsca, w którym aktualnie pomieszkujemy. martwić może jednak stagnacja, z którą w poprzednich latach tak uparcie walczyłem i, poprzez to moje wewnętrzne samozaparcie, całkiem efektywnie pchałem ten wózek do przodu. heh, te setki godzin spędzonych w edytorze tekstu lub na analizie zdjęć z kolejnych wypraw. przyznam, że zawsze byłem dumny z tego mojego miejsca w sieci i jak tylko mogłem, starałem się coś nowego odkrywać, stawiać kolejne kroki. kiedyś nawet, ale było to już wiele lat temu, więc się nie liczy, wymyśliłem sobie, że otoczenie patrzy na mnie przez pryzmat tej strony, że własne miejsce w sieci robi różnicę. głupi byłem, owszem, ale nigdy nie żałowałem tego ogromu czasu spędzonego nad rozwojem tej strony. od zawsze dawała mi dużo radości.

i nadal daje, nie przeczę. problem jednak w tym, że trochę pozmieniały mi się priorytety. że wartości trochę się wypaliły, że wszystkie te hasła w stylu łap plecak i heja dookoła świata straciły na swojej wyrazistości. rozleniwiłem się i, co może martwić, chwilowo straciłem zainteresowanie. chociaż, gdyby tak się poważniej zastanowić, to piszę te słowa z hotelu w Los Angeles, więc karuzela podróżnicza kręci się nadal. jest połowa października, a ja już w tym miesiącu byłem i w Polsce, i w Rosji, i w Irlandii i teraz w Stanach. materiału mam dużo, w tym roku przecież znowu byliśmy na Karaibach, a ja z aparatem wędrowałem brudnymi i śmierdzącymi zaułkami dominikańskich miasteczek, do których statystyczny Europejczyk z reguły się nie zapędza. tak, mam takie zrywy podczas których pędzę do przodu jak dawniej. słucham, czuję, oglądam, ale niestety nie zapisuję. a doznania się rozpływają, zacierają w natłoku zdarzeń.

może więc chodzi o czas? pamiętam kolegę hiTowera, który za każdym razem pytał się mnie, kiedy ja na to wszystko znajduję czas. a ja nie wiedziałem, co mu odpowiedzieć, bo przecież na pasję czas znajdzie się zawsze. teraz tego czasu nie mam, bo praca bardziej wymagająca, bo stres, zmęczenie, a po godzinach wolę Jakubka wziąć do parku na trawę, czy obejrzeć z Agatą film. bo jest tysiące innych spraw, które jakoś tak z kolejnymi latami wywindowały się ponad nowe treści na tomxx.net. zmiana wartości przychodzi jednak naturalnie.

nie ma też zresztą powodów do siania paniki: lada dzień przedłużę domenę na kolejne 10 lat i dalej będę się wirtualnie zabawiał. piszę to jednak, jako pewnego rodzaju wytłumaczenie: że aktualizacje są rzadsze, że treści mało odkrywcze, że zdjęcia nie wnoszą niczego nowego. mam takie wrażenie, że wszystko już było, że mało w tym wszystkim oryginalności. myślę, że też to zauważyliście. chciałbym w końcu przestawić się na opis sytuacji, procesów, a nie miejsc. od zawsze miejsca wyznaczały pory roku na mojej stronie, były rozdziałami tej długiej podróży. chciałbym skończyć z tandetnymi pocztówkami odwiedzanych miejsc, spojrzeć głębiej, coś ciekawego powiedzieć. ale w zamian wkrótce znowu zafunduję wam kilka obrazków z karaibskiej plaży i widokówkę z Placu Czerwonego. i wszystko zostanie jak dawniej, choć ze zdecydowanie mniejszą częstotliwością..

18

paź
2013

Luk podbija niebo..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Los Angeles, 06:14

gliwickie lotnisko..

20

wrz
2013

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 15:38

po raz ostatni dolinka, ale tym razem z nami, cobyście nie pomyśleli, że nas tam nie było..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

13

wrz
2013

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe - b&w..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 19:27

kilka czarno-białych ujęć tej malowniczej dolinki..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

05

wrz
2013

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 15:42

Kilkanaście kilometrów od Killarney docieramy do parkingu przy północnym wjeździe do Gap of Dunloe -- przepięknej doliny rozciągającej się na długości 11km pomiędzy Purple Mountain a Macgillicuddy's Reeks. dolina jest jedną z topowych atrakcji Irlandii, a jej nazwa wywodzi się z irlandzkiego Dún Lóich, co można przetłumaczyć jako warownia Lóich.

jest sobota, środek lata, zapowiada się długi i pełny wrażeń dzień. jak zwykle w naszych podróżach dopisuje nam pogoda, co w tym regionie jest sprawą wyjątkową. słońce świeci jak oszalałe przez cały dzień, przyroda mieni się wszystkimi kolorami zieleni, a krajobrazy drgają w delikatnym letnim powietrzu. samochód zostawiamy na parkingu i rozpoczynamy długi marsz wąskim dnem doliny. jest nas pięcioro, z tym że Kuba podziwia okolicę z poziomu swojego wózka. mamy dwa aparaty fotograficzne i jednego diwajsa, jak utarło się nazywać Miśka iPada wykorzystywanego w kreatywnej fotografii krajobrazowej. maszerujemy, a początkowe lasy szybko ustępują miejsca poszarpanym skałom, stromym stokom i pierwszym jeziorom. w całej dolinie jest 5 jezior, wszystkie położone malowniczo odbijają w swich taflach kamieniste zbocza gór. jeziora połączone są ze sobą rzeczką, na której gdzieniegdzie wybudowano kamienne, przywodzące na myśl średniowiecze, mostki. idzie się przyjemnie wąską asfaltową drogą, chociaż co jakiś czas mija nas samochód tej leniwszej części odwiedzających to miejsce turystów. co jakiś czas napotykamy pojedyncze domki, niekiedy wciąż zamieszkiwane. po paru godzinach powolnej wspinaczki docieramy do najwyższego punktu doliny, z którego rozciągają się fajne widoki na obydwie strony świata. robimy tu sporo zdjęć, które wrzucę jeszcze w jakichś kolejnych notkach.

była kiedyś piosenka, w której jeden taki dudek śpiewał, ze Irlandia podobno jest taka zielona.. w mieście trudno te słowa zrozumieć, ale w takiej dolinie, gdzie wszystko przykryte jest dywanem bujnej roślinności, słowa te trafiają w sedno. świat mieni się wszystkimi odcieniami zieleni, a jedyną różnicę robią jaskrawe odcienie ostrych skał mieniące się bielą ze stromych stoków. kiedyś widzieliśmy coś podobnego w Montanie, podczas naszej podróży do Yellowstone, z tym że tu wszystko wygląda na chaotycznie niedokończone -- jakby ktoś nagle przystanął na chwilę i proces tworzenia świata zatrzymał się w malowniczym i barwnym nieładzie.

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

Ring of Kerry -- Gap of Dunloe..

27

sie
2013

Ring of Kerry -- Killarney..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:09

po dłuższej chwili wracamy do podróży. wraz z Crio i Miśkiem wyruszamy drogami zielonej Irlandii w kierunku hrabstwa Kerry. chcemy w 4 dni przejechać malowniczą trasę znaną tu i ówdzie jako Pętla Kerry. trasę, na której w niewielkich od siebie odlegościach natykamy się na rozległe jeziora, zielone łąki, morskie klify, wysokie góry, farmy, plaże, czyli kwintesencję Irlandii w pigułce..

wypad ten jest również moim pierwszym razem za kółkiem samochodu prowadzonego po złej, czyli lewej, stronie drogi. tyle się o tym nagadałem przez ostatnie 10 lat, tyle marudziłem, że nie wiem, nie znam się, nigdy nie prowadziłem auta w UK, a tu wystarczyło usiąść za kółkiem i ruszyć. po 5 minutach byłem już w miarę przestawiony.

no więc wyruszamy wczesnym rankiem, połowa trasy w płd-zach kierunku wyspy przebiega autostradami, ale później wjeżdżamy na mniejsze drogi i podziwiamy miejscowe zadupia. Irlandia ma podobnie dziwny sposób wytyczanie dróg jak UK, gdzie oprócz dwóch pasów nie ma żadnych poboczy, żadnych chodników dla pieszych. wręcz przeciwnie, droga jest jakby zapadnięta w metrowe dolinki, lub totalnie zarośnięta ze wszystkich stron żywopłotami, tak że nic nie widać. dodatkowo, ciężko czasem na tych wąskich trasach wyminąć większy gabarytowo pojazd -- po prostu nie ma na to miejsca.

do Killarney dojeżdżamy wczesnym popołudniem i zajeżdżamy pod nasz B&B. niestety, check-iny są tu stosunkowo późne, więc od razu robimy pierwszy wypad do pobliskiego parku narodowego. Killarney NP, ze swoimi jeziorami, lasami i otwartymi przestrzeniami, wygląda bardzo zachęcająco przy pięknej pogodzie -- leżymy trochę nad jeziorem na kamienistej plaży i tam właśnie robię zdjęcia wrzucone poniżej. wieczorem tego dnia uderzamy do miasta i przy Guinnessie i pubowym jedzeniu wsłuchujemy się w lokalną muzykę na żywo. Kuba podchodzi do sprawy bardzo poważnie, czasem nawet odnosimy wrażenie, że wyrośnie z niego muzyk. słucha uważnie, cieszy się i klaszcze zaciekle po każdym kawałku.. na fotce poniżej siedzmy se właśnie z Miśkiem -- Agatę i Crio wrzucę przy innej okazji, bo jakoś nikt nie zrobił im dobrych zdjęć..

Ring of Kerry -- Killarney..

Ring of Kerry -- Killarney..

Ring of Kerry -- Killarney..

Ring of Kerry -- Killarney..

Ring of Kerry -- Killarney..

30

lip
2013

Bray Walk..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 12:58

dwukrotnie wybraliśmy się do Bray -- nadmorskiego miasta położonego 20km na południe od Dublina. Bray ściąga Dublińczyków z powodu szerokiej, piaszczysto-kamienistej plaży i kusi odwiedzających tradycyjną rybą z frytkami. to kurort podobny do Brighton, w którym wcześniej mieszkaliśmy -- zdecydowanie mniejszy, ale równie wiktoriański w swojej zabudowie.

miasto to jedno. drugie, to nadmorska ścieżka ciągnąca się przez 10 kolejnych kilometrów do miasteczka Greystones. trasa ta położona jest wzdłuż linii kolejowej DART, ciągnie się wśród malowniczych klifów i bujnej zielonej roślinności. w słoneczne dni (tak, też tu czasem takie mamy) woda zmienia kolor na lazurowy. nagrodą za przejście całego szlaku jest Guinness wypity w nadmorskiej knajpie w sąsiednim miasteczku..

Bray Walk

Bray Walk

Bray Walk

Bray Walk

Bray Walk

Bray Walk

Bray Walk

Bray Walk

Bray Walk

Bray Walk

i trochę fotek Jakubka na plaży..

Bray Walk

Bray Walk

Bray Walk

Bray Walk

Bray Walk

22

lip
2013

Dublin Mountains -- panoramy miasta..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:23

jeszcze 3 panoramki złożone z 5-8 mniejszych fotek. pierwsza na płn-wschód, na port i południowe dzielnice Dublina. druga na wschód, na morze Północne i dalszą część górek. trzecia, z najwyższego punktu punktu na szlaku -- Fairy Castle na szczycie górki Two Rock, który otoczony jest drewnianym podestem, jako że w czasie deszczu torfowe podłoże zamienia się w miękką glinę..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

19

lip
2013

Dublin Mountains..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 13:50

góry, choć bezpieczniej byłoby napisać pagórki, rozciągają się po płd-zach stronie Dublina. są widoczne z kilku dzielnic miasta i zachęcają do odwiedzin swoją zielenią, pochylonymi stokami i odludnością. jakiś czas temu w piątek wziąłem więc urlop i pobiegłem zobaczyć to cudo.

na górze sielanka: właściwie brak drzew, stoki porośnięte są niskopiennymi krzakami, ścieżki są przyjemne i przestronne. pogoda tego dnia była świetna, a z góry rozciąga się panorama na całą stolicę i zatokę na wschodzie miasta. po zachodniej stronie spora dolina i kolejne wzgórza, które wiele kilometrów dalej kończą się w Glendalough. szlaki Dublin Mountains Way są dobrze wytyczone i łącznie tego dnia przeszedłem jakieś 20km. miło wiedzieć, że tuż pod domem mamy taką zielono-brunatną ucieczkę od życia miejskiego..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

Dublin Mountains..

05

lip
2013

Włochy 2013 -- Neapol..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 20:54

z wybrzeża Amalfi przebijamy się górami na północ. drogi takie na pół samochodu, zwierzęta, zagrody, w końcu chmury na trasie. brniemy tymi górami dobrą drugą godzinę i nagle wyjeżdżamy wprost na panoramę miasta. Neapol, właściwie jego przedmieścia. efekt tym lepszy, że jakoś się tego miasta po drugiej stronie gór nie spodziewaliśmy. zatrzymujemy się na małym parkingu i pstrykam zdjęcia teleobiektywem. do miasta wjeżdżamy tylko na chwilę, bo spieszy nam się na Wezuwiusza, na którego zresztą i tak nie zdążamy, bo ostatni tour organizowany jest stosunkowo wcześnie, o 15.30. więc tego dnia nie zaliczyliśmy ani siedziby mafii ani wulkanu..

Neapol, Italy

Neapol, Italy

Neapol, Italy

Neapol, Italy

26

cze
2013

Włochy 2013 -- Sorrento

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:12

do Sorrento, miasteczka zamieszkiwanego przez 16k ludzi, dojezdzamy pociagiem. mamy dosc waskich i niebezpiecznych dróg, wiec troche zwalanimy i przygladamy sie codziennemu zyciu. przynajmniej ogladamy lokalne systemy komunikacyjne i z calym szacunkiem do Wloch, ale po tym co zobaczylismy, to nasze slaskie koleje sa 30 lat do przodu. brud i niepunktualnosc jest zatrwazajaca.

Sorrento sprawia troche bardziej pozytywne wrazenie: miasteczko ma glówny placyk i szereg waskich uliczek wypelnionych straganami z pamiatkami, owocami i lokalnymi wyrobami. wsród tych ostatnich króluja napoje i kosmetyka wykonana na bazie cytrusów, glównie cytryn, które, jak pisalem wczesniej, wypelniaja wszystkie przydomowe ogródki. krecimy sie troche po zaulkach, a nastepnie schodzimy na dól, na plaze. tutaj w restauracyjce zjadam kilogram szprotek, a fale monotonnie odbijaja sie od slupków tarasu na którym siedzimy. otoczenie kontrastuje brzydota plazy i tanim plastikiem róznokolorowego majdanu, wytworem ludzkiej wesolosci, ewidentnie sprzeciwiajacemu sie poszarzalej naturze. czarny grafit rozleglego i martwego jakby piasku uwydatnia blekity, czerwienie i zielenie rozrzuconych wokól lódeczek, te z kolei pokrywaja sie z resztkami pastelowych tynków tutejszej architektury. siedzimy i patrzymy na ten rozklad swiata, a wszystko to poteguje jeszcze dziwnie siarkowa jaskrawosc swiatla. slonce juz od tygodnia swieci zza grubej warstwy chmur, cieni brak, wszystko jest tak beznadziejnie plaskie, ze musialem uzyc tego dziwnego szablonu do wywolywania zdjec, aby cokolwiek bylo na nich widac. cisza i pustka, choc z tylu i z boku dociera do nas jezyk angielski -- wiec jednak jest to w jakims stopniu miedzynarodowe miejsce. ponownie dociera do nas, ze latem musi tu byc zupelnie inaczej..

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, ItalySorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

Sorrento, Italy

13

cze
2013

Włochy 2013 -- Amalfi Coast..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:37

przemierzamy wybrzeże Amalfi. nigdy wcześniej o nim nie słyszałem, ale każdy napotkany Włoch polecał to miejsce, więc spośród trzech róznych kierunków wybraliśmy właśnie południe..

dziwny to był pobyt. miejsce strickte wakacyjne, z wszystkimi tymi nazwami (Sorento, Capri, Positano, Solerno) przynoszącymi na myśl południowe jedzenie, szum morza i błogie lenistwo, jednak nas nie zauroczyło. celowaliśmy w środek wiosny, w rozbujałą przyrodę, słońce i delikatny wietrzyk, a natura zaoferowała nam w zamian chłodną otoczkę wczesnej jesieni. przewiało nas i zlało do suchej nitki, morze tak zimne, że nogi zanurzyć nie można i ogólnie jakoś wbrew oczekiwaniom. okej, nasze oczekiwania zwykle nie pokrywają się z rzeczywistością, i bogu ducha winny region nie jest od tego, aby spełniać nasze zachcianki, ale jednak czegoś nam tam brakowało.

w zamian dostaliśmy klimat Twin Peaks. jesli przypomnicie sobie ten kultowy serial, albo spojrzycie do moich notek z przeszłości, to przed oczami staną wam wilgotne, zamglone obszary, skąpane jakby w dziwnej mrocznej tajemnicy. taki był właśnie nasz nastrój podczas tego wypadu. tak się właśnie czuliśmy podróżując tym wybrzeżem i przechadzając się uliczkami starych włoskich miast. uliczkami obskurnymi, zaniedbanymi, z obsypującym się tynkiem, takimi, w których za rogiem dostać można pałką przez głowę i stracić wszystko, co ma się przy sobie. tak właśnie zapamiętaliśmy większość miasteczek. a drogi, jak już wcześniej wspomniałem, wąskie, kręte, czasem z ponad 20-stopniowym nachyleniem. niebezpieczne jak szlag, a brak parkingów, kilkugodzinna podróż zakosami i niezrównoważeni południowi kierowcy, strasznie mnie wymęczyli. z plusów to oczywiście fajne widoki. pocztówki na każdym kroku. do tego urokliwe (jeśli patrzyć z odległości) miasteczka pamiętające czasy średniowiecznych szlaków handlowych. pyszne jedzenie, dobra i tania kawa i ten niezapomniany widok cytryn w każdym przydomowym ogródku. z tym się wcześniej nie spotkaliśmy: zamiast ogórków i pomidorów -- pomarańcze, mandarynki i cytryny przed domami i na ulicach. czad.

na zdjęciach poniżej wrzuciłem Positano (to pierwsze, na wzgórzu w zatoce), a dalej w całej swojej okazałości prezentuje się Amalfi -- dawna rzymska kolonia z piękną architekturą Duomo di Amalfi. miasto z ponad tysiącletnią tradycją, położone na przecięciu szlaków handlowych: bizantyjskiego, arabskiego i zachodnioeuropejskiego, gdzie kupcy handlowali towarami aż z Konstantynopola, Egiptu czy Tunezji. dawny splendor czasami jeszcze naweć widać na wąskich uliczkach miasteczka. kręcimy się tu trochę, a potem udajemy się na plażę -- i wtedy mnie olśniło, że to miejsce odżywa w lecie. gdy słońce, lazur wody i zapach morza tworzą tu perełkę turystyki, nie tylko dla okolicznych Neapolitańczyków..

Amalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, ItalyAmalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, Italy

Amalfi Coast, Italy