Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]
notki z roku 2014:

01

sty
2014

Rosja, Moskwa -- Kreml i Plac Czerwony..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Kłobuck, 22:10

każda stolica ma swoją wizytówkę. symbolem Moskwy jest Plac Czerwony -- miejsce historyczne, pojawiające się w powieściach i piosenkach, jak również na pocztówkach. przy samym placu znajdują się również główne atrakcje turystyczne stolicy Rosji: Kreml, Mauzoleum Lenina, Muzeum Historii, Muzeum w Zbrojowni Kremlowskiej czy Sobór Uspieński. czad, ja jednak z braku czasu ograniczyłem się tylko do kilkugodzinnego spaceru po okolicy.

pierwszym, co rzuca się w oczy to rozmiar Placu. nie, nie wydaje się on wielki, ani nawet średni, tak jak pokazuje się go w telewizorni. nie jest on czerwony, choć to akurat wiedziałem przed przylotem tutaj. mój pobyt pokrywa się z paradą przekazania ognia olimpijskiego przed Olimpiadą w Soczi, sporo miejsc było więc pozamykanych. np przy płn-wsch ścianie Kremla znajduje się kamienna konstrukcja w kształcie piramidy. jest to miejsce pochówku ojca rewolucji komunistycznej -- Włodzimierza Lenina, niestety obiekt ten był całkowicie zasłonięty. patrząc w stronę Kremla po lewej stronie mieni się kolorami Katedra Św. Bazylego (opiszę w kolejnej notce), a na prawo majestatyczny gmach Muzeum Historii. fotografuję się na placu rękoma jakiegoś Azjaty, z żadnej chyba podróży nie miałem tyle zdjęć siebie samego..

kierując się w stronę zachodnią dochodzę do przestronnego Ogrodu Aleksandrowskiego -- pięknie utrzymanych przestrzeni przy kremlowskich murach. tutaj zatrzymuję się przy Grobie Nieznanego Żołnierza, istniejącego od 1966 pomniku ku czci poległych żołnierzy Armii Czerwonej walczących w II wojnie światowej. podobno inspiracją dla jego budowy był Grób Nieznanego Żołnierza w wawie.

następnie wracam na północną stronę placu gdzie mieści się GUM, czyli Gosudarstwiennyj Uniwiersalnyj Magazin, Główny Powszechny Dom Towarowy z XIX wieku. architekci połączyli konstrukcję z żelaza i szkła z formami staroruskiej architektury. w trzypiętrowym gmachu z głębokimi suterenami, składającym się z trzech podłużnych pasaży, zmieściło się ponad tysiąc sklepów o kosmicznych markach i cenach. warto tu wejść choć na chwilę i przyjrzeć się rosyjskiej myśli budowniczej. zarówno tutaj jak i w całej okolicy sporo turystów, więc nie czuję się odosobniony. na bazarach babcie sprzedają radzieckie emblematy -- jest CCCP, rosyjskie czapy, babuszki, plakietki z Leninem i inne tego typu wynalazki. za rogiem znajdują natomiast Starbucksa -- wchodzę i zamawiam Pike Place Roast, aby stwierdzić, że jest trochę inny niż w naszych ulubionych Seattlowicach. a wszystko to pod czujnym okiem generała Gieorgija Żukowa, spoglądającego na mnie z ogromnego pomnika dzielnego wodza niegdysiejszej Armii Czerwonej..

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

a"Rosja,

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

05

sty
2014

Rosja, Moskwa -- Katedra Św. Bazylego..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Gliwice, 14:42

na koniec dnia zwiedzam Katedrę Św. Bazylego, a właściwie Cerkiew Wasyla Błogosławionego. ten symbol Moskwy i Kościoła Prawosławnego znajduje się na Placu Czerwonym i ma już ponad 450 lat. cerkiew została zbudowana na rozkaz Iwana IV Groźnego dla uczczenia zwycięstw nad Tatarami. za jego autora uważa się pskowskiego mistrza Postnika Jakowlewa, zwanego Barmą. legenda głosi, że po ukończeniu budowy Ivan nakazał oślepić jej twórcę, by nigdzie nie wybudował ani lepszej, ani nawet podobnej budowli. kupuję bilet w cenie 250 rubli (23 PLN) i na własną rękę zwiedzam katedrę. jest drewniana, ciemna i pachnie kurzem. wnętrze jest dobrze utrzymane, wymalowane, skąpo i punktowo oświetlone. oprócz mnie jest tu może 30 innych osób, które nikną w labiryncie salek i pięter..

na zewnątrz, przed katedrą znajduje się Łobnoje miesto - kolejny zabytek architektury rosyjskiej. jest to okrągły taras otoczony pełną kamienną balustradą, a jedna z wersji nazewnictwa mówi, że jest to 'miejsce, gdzie ścinano łby'. tradycyjnie uważano, że Łobnoje miesto było szafotem, na którym ścinano skazańców. w rzeczywistości w tym miejscu prawie nigdy nie dokonywano egzekucji, natomiast z tego miejsca ogłaszano carskie ukazy.

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, MoskwaRosja, Moskwa

Rosja, Moskwa

13

sty
2014

Irlandia -- Sally Gap..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:26

o tym, że najbardziej malownicze trasy znajdują się niekiedy blisko nas -- tak na wyciągnięcie dłoni, w odległości zaledwie 30 minut od domu -- przekonaliśmy się przemierzając Sally Gap. jest to położona w Górach Wicklow przełęcz, dosłownie rzut beretem od Dublina, z 27km odcinkiem wąskiej, czasem szerokości jednego samochodu, drogi nr R759. płaskowyż otaczają pofałdowane wzgórza oraz morze traw i niskopiennych krzewów -- przy czasem przebijającym się tu przez chmury słońcu zieleń nabiera żywych barw, zyskuje na kontraście. właściwie nic więcej tam nie ma, droga wije się i zakręca, dookoła niewiele drzew, właściwie niczego, na czym na dłużej możnaby zawiesić oko. ot taka przełęcz z samotną drogą. dla wielbicieli tras wszelakich przejażdżka wręcz wymarzona..

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

Irlandia, Sally Gap

31

sty
2014

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:37

po 2 latach przerwy wracamy na Karaiby -- spędzamy 2 tygodnie na Dominikanie i ponownie przenosimy się nad błękitne wybrzeże i towarzyszące mu słoneczne, senne, niezmiennie zacofane, życie miejscowych. do Punta Cana lecimy przez Londyn z międzylądowaniem w Antigua. swoją drogą po raz pierwszy zdarzyło się, że byliśmy w państwie, o którym wcześniej raczej nigdy nie słyszałem: Antigua i Barbuda to wyspiarskie państwo na Morzu Karaibskim, w archipelagu Małych Antyli (Ameryka Środkowa). głową państwa jest królowa brytyjska, reprezentowana na wyspach przez gubernatora generalnego, a wyspę przed ponad 500 latami odkrył Krzysztof Kolumb. chwilę tu kołujemy i startujemy w kierunku Dominikany. widoki jak zwykle nieziemskie.

na naszej docelowej wyspie wita nas żar powietrza i ... lotnisko kryte strzechą. jest coś ekscytującego w fakcie wejścia na pokład w kraju o normalnej temperaturze i wyjściu jakiś czas później w 40 stopniach C. lotnisko bez okien, całe w drewnie, przewiewne, nad głowami wirują ogromne wiatraki firmy BIG ASS FANS. czad. panie celniczki uśmiechnięte i elegancko ubrane witają na terytorium Republiki Dominikany. kraj ten żyje z turystyki i każdego dnia ląduje tu kilkanaście samolotów z szukającymi słońca turystami.

Dominikana jest drugim (po Kubie) co do wielkości państwem na Karaibach. zajmuje ok. 2/3 powierzchni wyspy Haiti, dzieląc ją z położonym po stronie zachodniej państwem Haiti. kilka lat temu w mediach głośno było o tej wyspie z racji potężnego trzęsienia ziemi, które zmiotło większość zabudowań w Haiti. Dominikanie się udało -- stolica kraju i największe miasto, Santo Domingo. pozostało nienaruszone. podczas naszego pobytu odwiedziliśmy również stolicę i po chwilowym zlustrowaniu zacząłem się nawet zastanawiać, czy częściowa rozbiórka stolicy nie byłaby nawet wskazana. kraj zamieszkuje 10 mln ludzi, a obowiązującą walutą jest peso dominikańskie (zdjęcie poniżej). strona zachodnia wyspy (Haiti) mówi głównie po francusku, natomiast Dominikana od zawsze była kolonią hiszpańską i jest to oczywiście język dominujący. bez problemu można się jednak porozumieć po angielsku, i jest to pewna nowość po Kubie czy Gwatemali..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

03

lut
2014

Dominikana -- beztroskie chwile nad Morzem Karaibskim..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:45

przed prawdziwym poznawaniem świata zwykle spędzamy na plaży 2 dni. to mniej więcej tyle czasu, ile na plaży możemy wytrzymać. no ale początki na wyspie zawsze są fajne, więc leniwie, w pełnym słońcu, spędzamy popołudnia. i ranki -- rano świat wygląda inaczej, ludzi brak, jest morze w kolorze kuszącym, fale i my. a któregoś ranka, z laptopem pod pachą, przy jednej z budek krytych liściami, oglądałem wspaniałe zwycięstwo ligowe Górniczka. fotkę muszę zresztą przesłać oficjalnej stronie Górnika..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

Dominikana -- ponownie na Karaibach..

11

lut
2014

Dominikana -- z aparatem wśród miejscowych..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:21

no więc po paru dniach spędzonych przy drinkach ruszam w trasę. nasz hotel mieści się w szerokim pasie turystycznego raju -- Bavaro, a poniższe zdjęcia pochodzą z dwóch osobnych wypadów do pobliskiego miasteczka El Cortecito. spędzanie czasu za murami przytulnego hotelu bywa mylące, a prawdziwe życie toczy się po tej drugiej stronie. dla większości odwiedzających Dominikanę to życie pełne agresji, biedy, prostytucji, wyzysku i całego tego niebezpiecznego śmiecia. dla innych okazja, aby przyjrzeć się lokalnemu społeczeństwu. no więc ruszyłem dwukrotnie, najpierw samotnie, potem z Agatą.

opinie tych pierwszych są oczywiście przesadzone. po drugiej stronie toczy się identyczne życie, jakie już wcześniej widzieliśmy w Meksyku, Belize i na Kubie. dokładnie takie samo i przepełnione tymi samymi schematami, zachowaniami i zasadami. jedni za wszelką cenę (czyli coś w porywach 2-3 USD) chcą nas gdzieś podwieźć. drudzy ponad wszystko pragną nam coś sprzedać za kilkukrotnie negocjowalną cenę. inni zapraszają na obiad, jeszcze inni zachwalają usługi wszelakie. niezmiennie wszyscy się uśmiechają i głośno krzyczą machając do dwójki nieopalonych gringo. oczywiście zwracamy ciągłą uwagę miejscowych, ale po godzinie jakiekolwiek uprzedzenia zanikają i dość szybko można poczuć się swobodnie. obszary turystyczne pełne są policji. nie twierdzę, że wieczorem jest tu bezpiecznie, ale władze mają za dużo do stracenia, aby pozwolić tu na dopuszczenie do otwartych aktów agresji wobec przybyszy. dolary i euro leją się strumieniami i w interesie wszystkich jest zapewnienie tu spokoju.

wkraczamy więc do miasteczka i skupiamy się na ludziach. jak zwykle. patrzę na nich wszystkich moim europejskim spojrzeniem, podziwiam i się zastanawiam, czy mógłbym tutaj żyć. jest za dużo różnic między nami, ale jest też coś stałego: w każdym zakątku globu są ludzie, którzy po prostu trwają. nie robią nic, siedzą, stoją, obserwują, czasem dyskutują. czas ucieka im przez palce, ale tego czasu mają od groma i nie robią z tego wielkiej tragedii. dnie są tu długie, słońce zawsze świeci, cały rok sprowadza się do podobnych schematów. ciężko ogarnąć siłę ludzkiej masy, która zajmuje się tu nicnierobieniem i wydaje się być z tego powodu szczęśliwa..

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

18

lut
2014

Dominikana -- życie nad wodą..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:19

lekko na uboczu całego tego turystycznego zgiełku trwa jednak normalne życie. trochę z boku, gdyż miejscowi mają generalnie zakaz wstępu na tereny hotelowe, a już na pewno nie mogą na nich handlować. a tu o sprzedaż się rozchodzi -- wystarczy przejść plażą kilkaset metrów i trafiamy w okolice licznych sklepików, butików, przenośnych masaży i wróżbitów wszelakich. co chwilę ktoś nam chce sprzedać kokosa z rurką, ktoś chce zabrać na wycieczkę łodzią, inny zaprasza do obejrzenia rzadkiej kolekcji obrazów miejscowych artystów.

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

21

lut
2014

Dominikana -- z aparatem wśród miejscowych cz 2..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:06

podstawowym moim problemem jest fakt, że nie znam hiszpańskiego. drugim problemem jest to, że mimo iż zdaję sobie z tego sprawę od 5 lat, to nigdy nie zacząłem się go uczyć. niestety tracę wiele -- zanika możliwości bliższego kontaktu z takimi ludźmi, a tym samym zdobycia ich zaufania. moja chwilowa wędrówka przez ich świat stawia mnie w roli obcego, białego gringo pochodzącego z innego świata i będącego, co najwyżej, chwilową atrakcją kilku zainteresowanych osób. nie staję się im bliższy, a kontakt, jeśli takowy występuje, jest chwilowy i nietrwały jak ekonomia tego państwa. kontakt jest tylko i wyłącznie pochodną ich żądzy zarobku i mojego dążenia do uchwycenia dobrego kadru. nieme skinienie głową na powitanie i ich wzruszenie ramion. i tylko czasem dochodzi do tego zainteresowanie drugą stroną. pojawia się uśmiech i namiastka prawdziwego kontaktu.

a tyle można się dowiedzieć. tyle nowego nauczyć. okej, patrząc na miejsca w których żyją, sposoby spędzania czasu, ich gesty, ruchy, mimikę, również trochę wynosimy, ale o ile byłoby piękniej, gdybyśmy poznali się bliżej. gdyby było jak w Portugalii, kiedy zaproszono nas do siebie do domu, albo jak w Norwegii, gdzie poznani na biwaku starsi państwo oddali nam swój dom na cały miesiąc. rewelka, bliższa znajomość, zaufanie.

no więc wędruję przez zbite z desek getto. ludzie siedzą w cieniu na plastikowych krzesłach, umorusane dzieciaki ganiają się ze zwierzętami, a ci trochę starsi stoją pod jedynym w okolicy sklepikiem serwującym, jak się domyślam, napoje chłodzące. Dominikana od strony socjalnej w wielu elementach przypomina Kubę, z tym że po tych drogach jeżdżą eleganckie samochody, ludzie są ubrani po zachodniemu, mają nowoczesne telefony dotykowe, a półki sklepowe uginają się pod ilością towarów. dobrobyt w wysublimowanej odsłonie. jest bardzo drogo, jedyną uznawaną walutą jest dolar amerykański, a miejscowi nawet często potrafią dogadać się po angielsku.

zdjęcia poniżej pochodzą częściowo z mojej drugiej wyprawy z aparatem. czułem się już znacznie pewniej, dlatego dane mi było dostrzec zaułki, o których wcześniej nie miałem pojęcia.

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

Dominikana, ludzie

26

lut
2014

Dominikana -- poranek, time lapse..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:15


07

mar
2014

Dominikana -- wschód słońca..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 10:47

jeszcze kilka fotek ze wschodu słońca, który, jak to w tamtych stronach, nastąpił błyskawicznie. niestety bez czystego słońca, bo ocean był zachmurzony..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

Dominikana -- wschód słońca..

14

mar
2014

Dominikana -- na wodzie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 20:21

kilka fotek z wody -- z wyprawy na lagunę celem nurkowania..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

Dominikana -- na wodzie..

23

mar
2014

Julia Ankudowicz

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Dublin, 01:12

dzień dobry, jestem Julka. urodziłam się 21. marca o godz 13.04 w Dublinie i prawdopodobnie odziedziczę po rodzicach pasję podróżowania. Hello World ;)

Julka

Julka

Julka

28

mar
2014

Dominikana -- Santo Domingo..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 19:14

późnym rankiem docieramy do Santo Domingo -- stolicy Dominikany i największego miasta na Karaibach. osadę założył w 1496 roku brat Krzysztofa Kolumba, Bartolomeo, i tym samym jest to najstarsze europejskie miasto na terenie obu Ameryk. to własnie z Santo Domingo, z wyspy Hispaniola, wyruszały wszystkie hiszpańskie konkwisty -- stąd wypływano na podboje Kuby, Meksyku, Puerto Rico i innych lądów tej części świata. w kolejnych latach miasto rozrastało się jako główna hiszpańska placówka, a jego mieszkańcy do dzisiaj mogą chwalić się pierwszym uniwersytetem, katedrą, zamkiem i fortecą na Nowej Ziemi. podobnie jak w przypadku innych karaibskich miast także Santo Domingo było świadkiem burzliwej historii, włącznie ze zdobyciem miasta przez Anglików rękami Francisa Drake'a w 1586 roku..

kilka słów więcej o historii miasta wspomnę w relacji z Dzielnicy Kolonialnej przemierzanej śladami Krzysztofa Kolumba. na początek jednak trochę inne ujęcie stolicy -- takie nasze pierwsze wrażenie z przemierzania centrum w zwykły upalny dzień. ludzie tłoczący się w parkowym cieniu na głównym skwerku miasta, kobiety karmiące dzieci i mężczyźni grający w warcaby. codzienna prasa, lokalni handlarze, reklamy, śmieci, smród i ubóstwo. niska zabudowa, w dużej mierze trzymająca się pionu wyłącznie na słowo honoru i dzielnica rządowa. ambasady różnych krajów, powiewające flagi europejskie, kafejki jako żywo wyjęte z dowolnego europejskiego miasta. kontrasty. znudzone upałem prostytutki, malarskie dzieła i oparci o zacienione ściany policjanci. najnowsze światowe marki samochodów i pojazdy przeżywające swoją świetność kilka dekad temu. 3 miliony mieszkańców i garstka turystów -- nie jest to miasto przyciągające obcych. w ogóle nie jest to nawet ładne miasto, choć wpływ na tego typu poglądy w dużej mierze ma 30-stopniowy upał i 100% wilgotność powietrza..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

Dominikana -- Santo Domingo..

30

mar
2014

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 23:26

wkraczamy do Dzielnicy Kolonialnej (hiszp. Ciudad Colonial) -- tej zdecydowanie piękniejszej strony stolicy Dominikany. w relacji z tego miejsca siłą rzeczy przewinie się kilka razy słowo "naj", gdyż większość budynków jest pierwszymi lub najstarszymi tego typu obiektami w obydwu Amerykach. rzadko wrzucam tu opisy historyczne, ale tym razem zrobię wyjątek: miejsca te warte są wzmianki, a jeśli teraz tego nie zrobię to po roku zapomnę gdzie byliśmy i co widzieliśmy.. no więc tak na szybko przenieśmy się do ery podbojów kolonialnych..

na pierwszy ogień idzie Alcázar de Colón -- pałac i otaczające go ogrody wybudowany przez syna Krzysztofa Kolumba, Diego. ogromny, ponad 50-pokojowy kompleks służył rodzinie Diego Kolumba (Colón), podczas gdy ten został mianowany wicekrólem Nowej Hiszpanii w 1509 roku. w czasach hiszpańskich rezydencja pełniła ważną rolę i to właśnie tu przygotowywano i planowano większość ekspedycji i eksploracji podróżniczych. kompleks został zdobyty w 1586 roku przez Francisa Drake'a.

tuż obok znajduje się Museo de las Casas Reales, które gromadzi wiele fajnych pamiątek tamtego okresu. warto zobaczyć miniaturki 3 hiszpańskich galeonów na których dopłynęłu tu pierwsze ekspedycje, ale przede wszystkim warto przenieść się w czasie przebywając w tradycyjnych salach gubernatorów i urzędników hiszpańskich. podobne pokoje przewijają się na filmach o piratach, a także w kultowej grze Pirates, którą godzinami męczyliśmy na C4 i Amidze kilkanaście lat temu..

po kilkuset metrach różnorakich ambsad i budynków rządowych wchodzimy do Katedry Santa Maria la Menor -- pierwszej katedry na Nowej Ziemi i najstarszego kościoła obu Ameryk. wybudowano ją w latach 1512 - 1540 z żółtego piaskowca. sąsiaduje z nią biblioteka im. Jana Pawła II.

z katedry wychodzimy na Plac Kolumba, z pomnikiem Krzysztofa na jego środku. tu kręcimy się trochę w cieniu drzew, ja fotografuję miejscowych, którzy tradycyjnie albo głośno rozmawiają, albo godzinami łupią w domino. z parkiem sąsiaduje Calle Las Damas -- najstarsza brukowana uliczka Nowej Ziemi, datowana na 1502 rok. resztę Dzielnicy Kolonialnej zajmuje Calle del Conde -- pasaż, gdzie toczy się całe dzisiejsze życie Santo Domingo. jest tu mnóstwo sklepów i ulicznych straganów, ale tego typu atrakcje to nie dla nas, więc oszczędzę wam opisu..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

Dominikana -- Santo Domingo, Dzielnica Kolonialna..

05

kwi
2014

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 23:40

po kilkugodzinnym spacerze po Dzielnicy Kolonialnej udajemy się do Faro a Colón -- Latarni Morskiej Kolumba. jest to zwieńczenie naszej całodniowej wędrówki szlakiem kolonialnym i podsumowanie podróży Krzysztofa Kolumba..

nazwanie tego budynku latarnią byłoby sporym uproszczeniem. owszem, wysyła on w niebo 157 pionowych promieni świetlnych tworzących znak krzyża, który widoczny jest aż w sąsiednim Puerto Rico, ale jest to tylko poboczna funkcja tego gigantycznego (210 metrów) mauzoleum. w rzeczywistości jest to raczej muzeum-pomnik, jego budowę rozpoczęto w 1986 roku, a oddano do użytku w 1992 – idealnie na 500-lecie odkrycia Ameryki. budowę sfinalizowały kraje Ameryki Łacińskiej, a w jego wnętrzu obejrzeć można ekspozycje pochodzące ze wszystkich tych krajów.

największym skarbem Faro a Colón jest jednak urna z domniemanymi prochami Krzysztofa Kolumba. na dobrą sprawę do dzisiaj nie wiadomo, gdzie spoczywają prochy tego odkrywcy, a wielki bój o miano miejsca jego ostatecznego spoczynku od lat toczą ze sobą hiszpańska Sewilla i właśnie Santo Domingo. przeprowadzone w 2006 roku analizy DNA grobu w Sewilli potwierdziły, że szczątki należą do Kolumba, jednak jest ich tylko 150g, więc prawdopodobnym jest, że spora ich część spoczywa właśnie tutaj. wskazuje na to historia i wola samego zainteresowanego, aby spocząć na Nowej Ziemi. pewnym jest, że śmierć Kolumba nie była kresem jego podróży, ale odsyłam do przeczytania całej historii, np w tym miejscu.

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

Dominikana -- Santo Domingo, szlakiem Kolumba..

06

kwi
2014

Dominikana -- prowincja..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 22:46

gdzieś na trasie do Santo Domingo zatrzymujemy się na chwilę między jakimś blokowiskiem, a ogromnym wyschniętym boiskiem do baseballa. okazuje się, że ta dyscyplina na Dominikanie ma się dobrze, bo dzieciaki miały własnego trenera i całkiem fajne stroje. wbijam się na boisko, a przy okazji łapię kilku miejscowych. jeden z nich zaprezentował kulturalny brak jedynek na pierwszym zdjęciu. na drugim kadrze wyszło jednak, że jedynki nie były jedynymi zębami, jakich nie miał..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

Dominikana -- prowincja..

18

kwi
2014

Dominikana -- zakończenie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:23

na tym kończy się nasza zeszłoroczna wyprawa na Karaiby. fajny czas, dużo nowych wrażeń, znowu ciepłe morze, duża wilgotność, trochę odpoczynku. ale i oglądania, zwiedzania i jak zwykle, dziwowania się wszystkiemu dookoła. nie wiem, czy tu wrócimy -- w przeciwieństwie do Kuby nie czuliśmy się tu jak w innym świecie, a w obliczu dziesiątek krajów, setek miast i wiosek, tylko wybitna "inność" miejsca jest dla nas magnesem..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

Dominikana -- zakończenie..

28

kwi
2014

Pierwszy miesiąc..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Dublin, 16:57

no i za nami już pierwszy miesiąc Julki. 2 filmy i kilka fotek poniżej..



Pierwszy miesiąc..

Pierwszy miesiąc..Pierwszy miesiąc..

Pierwszy miesiąc..

Pierwszy miesiąc..

Pierwszy miesiąc..

Pierwszy miesiąc..

03

maj
2014

Irlandia, Wicklow National Park -- panorama Lough Tay..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 00:55

od panoramy jeziora Lough Tay, znanego również jako jezioro Guinnessa, rozpoczynam przedstawienie Parku Narodowego Wicklow. zapuściłem się ostatnio z plecakiem i aparatem w głąb parku, przeszedłem trochę kilometrów i niejedno sfotografowałem. w ogóle będę chciał poświęcić kilkanaście (-dziesiąt?) kolejnych notek na relacje z wypraw po Irlandii i Irlandii Północnej.

Irlandia, Wicklow NP -- Lough Tay..

07

maj
2014

Irlandia, Wicklow National Park -- Lough Tay - Lough Dan trail..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 10:32

pierwsza z notek opisująca szlak między jeziorami Lough Tay i Lough Dan. przeszedłem ok 12km w delikatnie zmienionej wersji tej trasy. rozpoczynam od parkingu na Wicklow Way i chyba po raz pierwszy w życiu zamiast do góry schodzę w dolinę. początkowo trasa wiedzie przez prywatną posiadłość, a czym niżej schodzę tym bardziej zazielenia się brunatne na górze otoczenie. na początku trasy wita mnie oryginalny znak z napisem w języku gaelickim: Daoine ag Siul, czyli ludzie na szlaku. przypomina mi się Sapkowskie dhoine, czyli kolejne słowo zapożyczone przez niego z języka irlandzkiego.

jest ciepło i wyjątkowo słonecznie jak na irlandzką wiosnę, a dookoła mnie spora grupa ludzi z plecakami. w dolince dominują żółtawozielone barwy, malowniczo meandruje górska rzeczka, unosi się słodkawy zapach kwitnącego na żółto kolcolista. tereny Wicklow NP tylko w niektórych miejscach porośnięte są lasem (zwykle to surowe i smagane wiatrem pustkowia), ale tutaj mamy sporo drzew i nawet mogę poczuć się przez chwilę jakbym przemierzał lasy deszczowe amerykańskich Kaskad. fajnie wygląda mech porastający okoliczne kamienie i murki. te ostatnie zresztą też ciągną się kilometrami -- nie wiadomo kto i kiedy je zrobił, wyglądają na stare i prawdopodobnie oddzielają prywatne posesje od siebie.

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

14

maj
2014

Irlandia, Wicklow National Park -- Knocknacloghoge mountain..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 12:08

po zejściu w dolinę i przejściu kilku malowniczych mostków przeskakuję przez bramkę i ruszam szlakiem na szczyt góry Knocknacloghoge. w każdym innym kraju tego typu szczyty nazywane byłoby pagórkami, ale tutaj 534 metry jest już szczytem. czym dalej idąc w górę tym bardziej odsłania się przede mną prawdziwe piękno Wicklow Mountains: pustka, izolacja, brak drzew aż po horyzont. w pewnym momencie cały widok zapełnia brązowo-żółte pagórkowate pustkowie i szybko przesuwające się tuż nade mną chmury. przy słonecznej pogodzie cienie rzucane przez chmury przesuwają się tuż nad moją głową i nadają prowizoryczny aspekt życia tej krainie.

no więc wędruję sobie tak samemu pośrodku niczego, aż w pewnym momencie myślę sobie nawet, że miłoby było spotkać kogoś na szlaku. i taki ktoś nadszedł: 2 grupy po dwie osoby schodzą ze szczytu, więc czuję, że nie tylko ja jestem takim wariatem, który nigdy nie chodzi wytyczonymi ścieżkami jak cała reszta normalnych ludzi. po pewnym czasie podejście łagodnieje i wkraczam na jakieś mokradła, torfowiska, zapadjące się łąki. to niebezpieczne miejsce, podobno wiele osób zostało tu wciągniętych przez torfy i bagna, z których potem cięzko się wydostać. potem pojawiają się już skały i jest prościej, więc ładuję się na górę, gdzie wita mnie niewielki kopczyk kamieni oznaczający szczyt. wiatr wieje i chce urwać głowę, więc siadam w niewielkiej dolince i obserwuję jezioro Lough Dan na horyzoncie.

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

Lough Tay - Lough Dan trail..

22

maj
2014

Irlandia, Wicklow National Park -- panorama ze szczytu Knocknacloghoge..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 12:47

jeszcze raz dziwnie brzmiący pagórek Knocknacloghoge i panoramka złożona z 8 ujęć:

Lough Tay - Lough Dan trail..

22

maj
2014

Irlandia, Wicklow National Park -- Lough Dan trail..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 12:53

ostatni etap mojej całodziennej wędrówki na szlaku to zejście z Knocknacloghoge nad brzeg jeziora Lough Dan. gdzieś tam na szczycie gubię wątłą ścieżkę, więc całe to zejście pokonuję na dziko, przedostając się przez wyschnięte i ostre gałęzie jałowców porastających całe wzgórze. ale nie żałuję, bo widoki na Lough Dan są fantastyczne. pogoda jak na Irlandię rewelacyjna, więc fotki pstrykam we wszystkich kierunkach, także na zachód z promieniami w obiektywie.

przy samym ujściu do jeziora bardzo fajnie meandruje rzeka Cloghoge -- kiedyś mieszkała w tym miejscu rodzina, ale do dzisiaj pozostał po niej tylko biały domek z ciągnącym się kilkaset metrów kamiennym murkiem. w tym miejscu dochodzę do szlaku turystycznego i ponownie spotkam ludzi wygrzewających się na brzegu jeziora. kilka kilometrów powrotnej drogi pokonuję już szlakiem wzdłuż rzeki.

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

Irlandia, Wicklow National Park, Lough Dan

13

lip
2014

mój siódmy finał mistrzostw świata..

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Dublin, 00:49

przed dzisiejszym finałem tego wspaniałego turnieju w Brazylii myślę sobie, że historia właśnie zatacza koło. mistrzostwa świata od zawsze były stałym elementem w kalendarzu moich piłkarskich pasji, najważniejszą sportową imprezą, sensem tej dyscypliny sportu. co cztery lata zasiadałem przed coraz to nowszymi modelami domowych telewizorów, wciąż z tym samym fanatyzmem w oczach, a jednak z coraz to poważniejszą twarzą. umysł co cztery lata rejestrował trochę inne emocje, a dzisiaj, podczas spaceru z moich 2.5 letnim synkiem, zastanawiałem się, co z tych ostatnich 7 wielkich turniejów we mnie zostało..

bo to już 7 wielkich turniejów, które osobiście zakodowałem. mundialu w Meksyku w 1986 roku nie pamiętam, choć jestem pewny, ze tata oglądał tą niezapomnianą meksykańską falę na naszym potężnym Rubinie w dużym pokoju. o tych mistrzostwach wiem wszystko -- jestem w końcu z pokolenia w którym to Maradona a nie Pele jest królem futbolu.., ale cała ta moja wiedza pochodzi wyłącznie z telewizyjnych skrótów i powtórek. pierwszy mecz, który rzeczywiście wydobywam z pomroków mojej pamięci to finał Pucharu Europy rozegrany 27. maja 1987 roku między Porto a Bayernem, w którym Madjer strzelił gola piętką. ciemny pokój, mój tata i jego przyjaciel, i radość, bo nasz rodak, Młynarczyk, sięgnął po puchar. mam to wydarzenie bardzo dokładnie przed oczami, a po tym meczu każdy na naszym podwórku chciał strzelać bramki w ekwilibrystyczny sposób.

tak więc pierwszymi mistrzostwami, które osobiście bardzo przeżywałem i które do dzisiaj mają u mnie ogromny sentyment, to finały we Włoszech, Italia 90. pamiętam z niego cudowną piosenkę otwarcia, pamiętam wspaniały Kamerun z Rogerrem Millą, wspominam Holandię z van Bastenem, Gullitem i Koemanem. Brazylię z Careką, Włochów z królem strzelców Schillacim, wiecznie pechowych Anglików z Linekerem. mam w głowie całą listę wybijających się bohaterów naszych dziecięcych lat. no i ten finał, dramatyczny pojedynek Argentyny i Niemców, i płacz Diego Maradony po porażce. odwrócenie ról, bo ten sam boski Diego wznosił ręce w geście zwycięstwa 4 lata wcześniej. to były niesamowite mistrzostwa i ich przebieg na zawsze pozostanie mi głęboko w pamięci.

zabawne jest, że właśnie z turnieju gdy byłem tylko 10-letnim chłopakiem, zapamiętałem najwięcej. jednym tchem potrafię wymienić wszystkie kolejne mistrzostwa, ale zupełnie nie przypominam sobie wyników, nie rozróżniam gwiazd, nie kojarzę otoczki kolejnych turniejów. jakieś urywki, strzępki, pojedyncze wrażenia. z USA 1994 bardziej przypominam sobie dyskusję o roli futbolu w tym kraju, niż jakieś sportowe wydarzenie. no może mecz gospodarzy z Brazylią, wspaniałą postawę Bułgarii ze Stoichovem w składzie i urywek finału -- pamiętam, że oglądałem go na wakacjach w Międzyzdrojach i zasnąłem na nudnej jak szlag dogrywce. z Francji 1998 (uwaga, wkraczam w pełnoletność) wyciągam natomiast zakodowany sygnał cyfrowego Polsatu. po raz pierwszy mecze nie były dostępne w publicznej telewizji, stąd też wiele mi wtedy uciekło. przypominam sobie pocałunek w głowę Bartheza, Rumunię z Hagim i Munteanu, i bardzo silną Chorwację. Kazik później śpiewał nawet: to źle mi robi, Chorwacja - Niemcy trzy do zera..

kolejne mistrzostwa (a jest to już era, powiedzmy, nowożytna) w Korei w 2002 roku wspominam z powodu pierwszego za moich świadomych czasów występu Polaków. byłem studentem, na mecz z Portugalią jechałem prosto z egzaminu w bardzo deszczowe, szare popołudnie. i bardzo przeżyłem tą wielką klapę. w 2002 roku wiele się działo w moim życiu, imprezy odbywały się przynajmniej 4 razy w tygodniu i może właśnie dlatego oprócz kręcących sędziów niczego więcej nie zapamiętałem. po latach, gdy pracowałem już w koreańskiej firmie, jeden z wyższych menadżerów z Korei zapytał się mnie o ten mecz z Polską i wspólnie powspominaliśmy to wydarzenie. a w 2006 roku pojechałem do Dortmundu, aby spod stadionu przeżywać mecz Polaków z Niemcami. pracowałem już wówczas w Helionie, zdobywałem pierwsze doświadczenie w pracy zawodowej, poznawałem nowych ludzi i .. wciąż pasjonowałem się piłką. z tej imprezy zachował się już nawet mój fotoblog, bo były to już czasy moich wyskoków z aparatem fotograficznym w ręku. finałów z 2010 roku właściwie nie pamiętam w ogóle: pracowałem w Stanach i jakoś różnica czasowa między Pacyfikiem a Południową Afryką nie zachęcała do oglądania. dziwne to uczucie, gdy najnowsze mistrzostwa najszybciej umykają z pamięci..

a dzisiaj znowu staną na przeciw siebie Niemcy z Argentyną. historia mojej wielkiej pasji zatacza koło, choć dzisiejsze gwiazdy nijak mają się do Caniggi, Maradony, Mattheusa czy Vollera. tamci byli moimi legendami, dali mi kopa ambicjonalnego, spowodowali, że kolejne 10 lat mojego życia spędziłem na zielonym boisku. a gwiazdy dzisiejsze w większości są ode mnie zdecydowanie młodsi. ale i tak zasiądę przed telewizornią, obejrzę wielki finał i pomyślę o Italii 1990..

14

lip
2014

Super Moon i zwycięstwo Niemców..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Dublin, 00:53

historia idealnie zatoczyła koło i już nie tylko skład finału, ale isam wynik przypomniały scenariusz sprzed 24 lat. piękne zakończenie wspaniałego turnieju. no i ten Super Księżyc nad Dublińskim niebem. zdjęcie zrobione z mojego balkonu tuż po meczu finałowym. obiektyw z ogniskową 200mm, ręczne ustawienie ostrości i doniczka zamiast statywu, bo ten został na dole w bagażniku samochodu.

Super Moon

18

lip
2014

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. VII. Enforcer, C64, 1992

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 14:24

artykuł dla magazynu Komoda nr 8

Gdy w 1991 roku powstawał Enforcer: Fullmetal Megablaster, jego twórca, Manfred Trenz, był już w branży gier komputerowych całkiem znaną osobistością. Kilka lat wcześniej uczestniczył w tworzeniu The Great Giana Sisters, a następnie poświęcił się swojej ówczesnej pasji – horyzontalnym strzelankom. R-Type i Katakis zostały wysoko ocenione przez graczy, ale prawdziwy sukces odniosła dopiero hitowa platformówka, Turrican. Gra uznawana była za wybitną i do dzisiaj posiada wiele oficjalnych i nieoficjalnych sequeli. Manfred Trenz wywodził się z przodujących wówczas w Europie niemieckich grup deweloperskich, a jego prace wyróżniały się perfekcyjnym wręcz dopracowaniem detali.

Nie dziwi więc fakt, że kolejna gra tego zdolnego programisty, grafika i designera musiała spełniać równie wysokie kryteria. W Enforcer kierujemy statkiem kosmicznym przemierzającym daleką galaktykę w kolejnej odsłonie odwiecznej walki o wolność ludzkości i uratowanie świata przed zagładą. Niezbyt głęboka idea pełni tu oczywiście rolę drugorzędną: gdy siadamy za sterami liczy się już tylko i wyłącznie naparzanie do agresywnie nastawionych do nas wrogów.

A jest ich całe mnóstwo: początkowo unikamy przelatujących komet, skalnych zwężeń i pojedynczych obiektów poruszających się po coraz to wymyślniejszych trasach, by później stawić czoła spadającym asteroidom i nadlatującym ze wszystkich stron falom wszelkiej maści statków, robotów, czołgów i bombowców. Na końcu każdego levelu, jak na klasykę konwencji strzelanek przystało, walczymy z wypełniającym znaczną część ekranu, bossem.

Gra jest wymagająca, jak, nie przymierzając, naczelny naszej Komody. W tej nierównej walce sprzymierzeńcem gracza jest jednak bardzo dobre sterowanie statkiem, a także liczne power-upy. To właśnie bonusowe ulepszenia poprawiają naszą szybkość, wytrzymałość i siłę rażenia. Gra jest na tyle trudna, że bez asystujących nam satelit, chroniących statek tarcz, wiązki niszczącego lasera i czyszczących ekran bomb nie mielibyśmy żadnych szans w walce z atakującymi nas ze wszystkich stron przeciwnikami.

Enforcer charakteryzuje się płynnym i dynamicznym scrollingiem, a szata graficzna przewijających się w tle gwiazd, konstelacji i galaktyk sprawia wrażenie niezwykle dopracowanej. Piękna, choć trochę zbyt ciemna i przygaszona grafika, najlepiej prezentuje się właśnie w ruchu. Każdy etap znacząco różni się od siebie: początkowo przelatujemy przez otchłanie kosmosu (przelot w pobliżu wschodzącej gwiazdy robi wrażenie), by następnie atakować bazę wroga, obce miasto, jaskinie (świetny efekt podwójnego tła w ruchu) i ponownie otwarte przestrzenie kosmosu. Grafikę uzupełnia bardzo przyjemne i czytelne UI.

Podróż uprzyjemnia nam również kilka bardzo dobrych ścieżek muzycznych stworzonych przez znanego scenowca, Markusa Siebolda. Muzyka jest zresztą jedynym aspektem tej gry, w który nie mieszał się Manfred Trenz (choć pracował on również nad efektami dźwiękowymi). Naszej walce w kosmosie towarzyszy szybka, jakby wojskowa muzyka idealnie komponująca się z agresywnym stylem tej strzelanki. Na uwagę zasługuje również bardzo dobry kawałek rozbrzmiewający w tle menu głównego Enforcera.

Gra posiada również dość osobiste zakończenie, w którym autor dziękuje przyjaciołom i fanom za czerpanie radości z jego gier. Tego typu teksty czytane po latach przypominają nam nostalgiczne czasy, gdy świetne produkcje powstawały długimi nocami w jednoosobowych warsztatach uzdolnionych deweloperów.

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

Enforcer, Commodore 64

21

lip
2014

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 17:45

korzystając z okazji wiosennych wakacji Kuby u dziadków w Polsce, uderzamy na północ, do Irlandii Północnej. jest to jedna z prowincji Zjednoczonego Królestwa i trzecia w kolejności, po Anglii i Szkocji, którą odwiedzamy. jak mówi wiki, Irlandia Północna powstała w 1921 roku, gdy po utworzeniu Wolnego Państwa Irlandzkiego, sześć z dziewięciu hrabstw północno-wschodniej prowincji Ulster (irl. Ulaidh) pozostało przy Zjednoczonym Królestwie. w hrabstwach tych dominowali protestanci, w większości potomkowie szkockich i angielskich osadników, którzy nie chcieli mieszkać w katolickiej Irlandii.

trasa z południowego Dublina jest wyjątkowo prosta: przebijamy się przez miasto wczesnym piątkowym porankiem i wjeżdżamy na autostradę, którą lecimy aż do Belfastu. przejazd na północ trwa jakieś 3 godziny, przy czym nawet nie zauważamy granicy: po prostu jej tam nie ma, nie ma nawet zwykłej tablicy kończącej jedno, a zaczynającej drugie państwo. przebijamy się przez irlandzkie Dundalk, a po chwili jesteśmy już w północnoirlandzkim Newry. w stolicy Irl Płn w ogóle nie planujemy postoju i jakby z marszu przebijamy się na płn-wsch część prowincji. miasta znikają nam z oczu a zaczynają się rozległe pola, farmy, pofałdowany krajobraz zakończony klifami na brzegach Morza Północnego. to pierwsza dalsza wyprawa naszej nowej Mazdy, więc tym przyjemniej wraca się do starych składanek muzycznych nagrywanych przed wyprawami amerykańskimi..

pierwszym przystankiem jest Glenariff Forest Park w hrabstwie Antrim. Glenariff to jedna z dolin wyrzeźbionych przed milionami lat w tej okolicy, a obecnie park krajobrazowy położony na uboczu jakichkolwiek większych skupisk ludzkich. dolina ciągnie się długimi kilometrami, a na horyzoncie, daleko zasnute mgłami, jest już tylko morze, a za nim wybrzeże Szkocji. dla nas jest to o tyle ciekawe miejsce, że jest to pierwsza większa wyprawa z Julką, która podobnie jak w przypadku Jakuba przypadła na park z wodospadami. z Kuba odwiedziliśmy Oregon gdy miał 2 miesiące, a naszym głównym punktem były wodospady przy Columbia River Gorge. Julka również ma 3 miesiące gdy przyjeżdżamy do Glenariff, tak więc jest to miłe otwarcie w jej nowym podróżnicznym życiu ;)

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

Irlandia Płn -- Glenariff Forest Park..

26

lip
2014

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 22:24

deszczowym rankiem dojeżdżamy do północnego wybrzeża hrabstwa Antrim. naszym celem jest malowniczy zamek Dunluce, ikona pocztówek i fotografii z Irlandii Północnej. mimo wiatru i deszczu na obiektywie zwiedzamy okolice zamku, a ja schodzę nawet na sam morski brzeg. w kolejnej notce wrzucę kilka ujęć zamku z dołu.

pierwszy zamek w tym miejscu powstał już w XIII wieku i wiąże się z tym tradycyjna historia: lokalizacja zapewniała wysoki poziom obronności, a obok zamku, na przyległych łąkach znajdowało się sporo miejsca na rozległe podgrodzie. obecne ruiny są pozostałością zamku zbudowanego w XVI wieku przez Szkota o skomplikowanym nazwisku, który postanowił osiąść na tych terenach. 2 pokolenia później rodzina podjęła decyzję o opuszczeniu tego miejsca, gdy w 1639 roku runęła część budowli do morza. wraz z zamieszkującą ją służbą. co ciekawe, aż po dzień dzisiejszy ruiny należą do tej samej rodziny (kilkaset lat), są tylko zarządzane przez państową agencję.

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

14

sie
2014

Irlandia Płn -- Dunluce Castle, jeszcze kilka fotek..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:18

jeszcze kilka fotek z deszczowego popołudnia spędzonego przy zamku Dunluce..

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

Irlandia Płn -- Dunluce Castle..

18

sie
2014

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:07

wczesnym wieczorem docieram do Dark Hedges, przepięknej bukowej alei rozsławionej ostatnią sceną pierwszego odcinka drugiego sezonu Gry o Tron. spodziewałem się, że nie będę tu sam, ale kilka samochodów i dwa mini-busy z azjatycką wycieczką to zdecydowanie za dużo jak na wieczór fotograficzny. robię research, przechodzę kilometrowej-długości fragment Bregagh Road wyszukując co lepsze kadry. na miejsce powracam następnego ranka: budzę się o 6 i przed 7 jestem na miejscu. tym razem jestem tu sam: ja, mój statyw i budzący się do życia wiosenny dzień!

The Dark Hedges (po naszemu Mroczny szpaler określana jest najbardziej malowniczą drogą w Irlandii Północnej. drzewa zasadziła tu rodzina Stuartów, aby wywrzeć wrażenie na gościach odwiedzających ich posiadłość na końcu alei (obecnie klub golfowy). przez ponad 200 lat buki urosły do imponujących rozmiarów, a ich splecione gałęzie stworzyły majestatyczny, mroczny tunel, raj dla fotografów.

przez ponad 1.5h robię kilkadziesiąt ujęć. światło jest średnie -- słońce świeci zza gęstych i niskich chmur, nie ma również mgły, na którą bardzo tego ranka liczyłem. ale mam czas i możliwości poszukania optymalnego kadru. tylko co jakiś czas przejeżdża samochód, a jedynym minusem jest nowe ogrodzenie postawione tu przez ekipę filmową po zakończeniu scen do serialu. jakże inaczej wygląda to miejsce wczesnym rankiem, bez tłumu głośno smiejących się Japończyków...

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

Irlandia Płn -- the Dark Hedges..

19

sie
2014

Irlandia Płn -- the Dark Hedges, jeszcze kilka fotek..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:50

tym razem trochę ujęć pionowych. oraz autoportret. mój i samochodu..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges.. Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

Irlandia Pln -- the Dark Hedges..

02

wrz
2014

Irlandia Płn -- Giant Causeway..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 11:00

kolejnym przystankiem w naszej północnoirlandzkiej wyciecze jest Giant Causeway, czyli Grobla Olbrzyma. deszcz wciąż leje i kolejne kilka godzin przyjdzie nam mierzyć się z przecynającymi w oczy opadami, silnym wiatrem i śliskim podłożem. mała Julka dzielnie znosi wszelkie te niedogodności i jest pewnie jednym z najmłodszych turystów na tym dziwnym skrawku lądu wychodzącym wprost na wybrzeże Szkocji.

wstęp na wybrzeże jest płatny (16E), ale wystarczy ominąć znajdujący się tu hotel, by tą samą dróżką dojść w okolice formacji skalnych za darmo. okazuje się, że władze "sprzedają" ten zabytek Unesco w pakiecie z parkingiem, muzeum, toaletami i jakimiś wirtualnymi pierdołami, więc jeśli ktoś nie jest tą całą otoczką zainteresowany, to wystarczy przejść się 300 metróq dalej i wejść całkowicie za free. formacja ta składa się z około 37 tysięcy ciasno ułożonych kolumn bazaltowych, które uformowały się podczas erupcji wulkanicznej 50-60 mln lat temu. większość kolumn ma podstawę sześciokątną, choć niektóre mają mniej lub więcej boków.

cytat z wiki: według irlandzkiej legendy Groblę wybudował olbrzym Finn MacCumhaill (Finn McCool), przywódca wojowniczej bandy Fianna, który chciał przejść do Szkocji suchą stopą i tam pokonać swojego odpowiednika. jednak, gdy przeszedł i zobaczył, jak wielki jest szkocki olbrzym, w panice uciekł i z pomocą swojej żony przebrał się za dziecko. gdy szkocki olbrzym przybył do Irlandii i zobaczył „dziecko”, przeraził się. jeśli tak duże jest dziecko, to jak wielki musi być dorosły. uciekając do Szkocji po drodze porąbał Groblę by Irlandczyk nie mógł za nim wrócić.

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

03

wrz
2014

Irlandia Płn -- okolice Giant Causeway..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 13:35

Giant Causeway znajduje się w bliskim sąsiedztwie 2 zatok. obie charakteryzują się ostrym skalistym wybrzeżem i masą zieleni w miejscu, gdzie normalny śmiertelnik oczekiwałby raczej piaszczystej plaży. z wody wystają kamienie i mini-wysepki. woda jest czysta i lodowata, a wiatr niesie ze sobą ostry zapach glonów i soli..

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

Irlandia Płn -- Giant Causeway....

05

wrz
2014

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:27

w drodze powrotnej zatrzymujemy się w niewielkiej nadmorskiej wiosce. standardowo, odwiedzamy lokalny pub i zamawiamy klasyczny irlandzki obiad (czyli ryba albo gulasz). na miejscu poznajemy kilka osób i poznajemy ich lokalny punkt widzenia. ciężko ich zrozumieć, akcent jest bardzo mocny, ale rzuca się w oczy słowo: Aye, czyli staroangielskie "tak". miejscowi żyją tu sobie w dużym odosobnieniu, a za przykład niech służy taka opowiastka: w następny weekend przez wioskę miał przejeżdżać drugi etap wyścigu Tour de France. pytam, czy się koleś cieszy, że pod jego oknem będą kamery Eurosportu, gwiazdy i spory tłum. a on na to: nie cieszę się, po co nam tu problemy? jak ja w przyszłą niedzielę dojdę do pubu? i mówi to zupełnie na poważnie.

centralnym punktem Carnlough jest malowniczy port rybacki położony nad zatoką o tej samej nazwie. lubię takie miejsca. przypomina mi się kanadyjska wyspa Vancouver i podobny mini-porcik w Covichan Bay opisywany w tej notce. lubię usiąść i obserwować codzienne życie, wywlekanie rybackich sieci, czyszczenie, śmiech i przekleństwa. i spokój. tym bardziej, że za niewielkim murem szumią już wzburzone wody Oceanu Atlantyckiego.

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

Irlandia Płn -- Carnlough, wioska rybacka..

08

wrz
2014

Irlandia Płn -- wybrzeże Atlantyku..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:23

na koniec naszej podróży po Irlandii Płn. jeszcze kilka widoczków. tego typu dzikie wybrzeża ciągną się dziesiątkami kilometrów po północnej i wschodniej stronie wsypy. przejechaliśmy tą trasę w środku lata, a i tak przez większość czasu mieliśmy deszczową i wietrzną pogodę. ciężko mieszkałoby się w takim miejscu przez okrągły rok (chyba trochę śmiesznie to brzmi, jak na kogoś który mieszka tylko 250km bardziej na południe ;)

Irlandia Płn -- wybrzeże Atlantyku..

Irlandia Płn -- wybrzeże Atlantyku..

Irlandia Płn -- wybrzeże Atlantyku..

Irlandia Płn -- wybrzeże Atlantyku..

26

wrz
2014

Irlandia -- Wicklow NP, szlak wokół jezior Glendalough..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Kłobuck, 11:51

czerwony szlak o długości ok 12km obiega górne i dolne jezioro przy Glendalough. od południa szlak prowadzi granią na wysokości ok 450m, która zrównuje się ze ścieżką prowadzącą na drugą stronę jezior przy górskim potoku zasilającym jeziora. tam też przekraczamy mostek i schodzimy kamiennymi półkami. pierwsza część szlaku widoczna na fotkach poniżej to jednak głównie zieleń: świetne widoki w dół na jeziora, jakiś kilometr lasu i duże połacie roślinności. trasa prowadzi drewnianą kładką i po pierwszym podejściu na grań jest lekka i przyjemna. wesoło wędrujemy z Mariuszem, bo pogoda, jak zwykle podczas naszych wypadów, jest wspaniała.

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

01

paź
2014

Irlandia -- Wicklow NP, szlak wokół jezior Glendalough -- cz. II.

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:07

mniej więcej w połowie szlaku otwiera się przed nami piękny widok: górska rzeka meandruje szeroką zieloną doliną by za chwilę wpaść do górnego jeziora Glendalough. w miejscu zetknięcia się z głębokim polodowcowym jeziorem wody roznoszą piasek tworząc unikalny wzorek i barwiąc dno na żółto. miejsce to oglądane z drugiej strony nie robi wrażenia, za to z góry, z perspektywy, wygląda malowniczo..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

03

paź
2014

Irlandia -- Wicklow NP, szlak wokół jezior Glendalough -- cz. III.

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 18:28

Docieramy do najwyższego punktu na trasie. góry irlandzkie są niskie i średnio jest się tu czymś chwalić, ale otwiera się przed nami panorama na 2 świata strony: na wchód, czyli na jeziora, skąd przyszliśmy i na zachód -- w kierunku doliny, którą mamy schodzić. doliny Gór Wicklow pokazywałem już wcześniej: są delikatnie pofałdowane i zielonożółtawe, porośnięte jakimiś wykoślawionymi odmianami tutejszych traw i niskopiennych krzaczków, gdzieniegdzie ustrojone białymi głazami, których tylko krawędzie wystają spoza bujnych traw. miejsca takie są też wilgotne i błotniste, tak że ciężko wędrować jest poza szlakiem i można nawet wpaść w błotniste doły, z których ciężko jest się wydostać, szczególnie wędrując samemu. ten szlak wokół jezior jest jednak świetnie utrzymany, a drewniana ścieżka ciągnie się kilometrami. od tego momentu schodzimy już w dół, w kierunku widocznego w dole mostu nad górskim potokiem..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

07

paź
2014

Irlandia -- Wicklow NP, szlak wokół jezior Glendalough -- cz. IV.

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 13:46

ostatnia część trasy wokół jezior Glendalough. schodzimy w dolinę niewielkiego jeszcze w tym miejscu potoku i przechodzimy na drugą stronę po drewnianym moście. w tym miejscu odpoczywa trochę ludzi, więc i my robimy sobie krótką przerwę. ścieżka prowadzi następnie w dół wzdłuż szerego niewielkich wodospadów w kierunku starej osady górniczej. jej historia sięga 1790 roku i przez długie lata wydobywano tu rudę ołowiu i cynku, choć spotykano również niewielkie pokłady srebra. obecnie na miejscu zobaczyć można kilka porozrzucanych maszyn górniczych i resztki kamiennych domów górników. dokoła masa gruzu, porozbijane przez setki lat kamienie tworzą tu dosyć egzotyczny krajobraz.

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

Irlandia -- szlak wokół jezior Glendalough..

15

paź
2014

z cyklu: pograjmy jak za dawnych lat -- cz. VIII. Skool Daze, ZX Spectrum/C64, 1984

kategoria: pasje, link bezpośredni

Dublin, 21:44

artykuł dla magazynu Komoda nr 10

Przez wszystkie te lata śledzenia rozwoju branży gier komputerowych intrygowało mnie jedno: dlaczego, do cholery, nikt nigdy nie rozwinął tematu symulatora życia szkolnego? Cóż może być piękniejszego do zaoferowania niż powrót do szkolnej ławki? Specyficzny szkolny humor, intrygi, bójki i dowcipy. Pełne magii czasy, nostalgiczne wspomnienia i najtwardsze z naszych przyjaźni. Każdy z nas spędził w szkolnych ławkach kilkanaście lat swojego życia, a gry komputerowe fakt ten zupełnie przemilczały. Z wyjątkiem wydanej dokładnie 30 lat temu gry Skool Daze i jej sequela, Back to Skool.

Nie obawiam się stwierdzenia, że jak na połowę lat 80-tych Skool Daze (btw, niezły slangowy tytuł) była grą genialną. W czasach prostych zręcznościówek oferowała ona otwarty świat i prawdziwą wolność wyboru. W Skool Daze gracz może skupić się na głównym celu gry (o czym poniżej), ale może również najnormalniej w świecie uczęszczać na lekcje lub pójść na wagary, psocić, bić się z rówieśnikami, siadać na schodach, strzelać z procy, wypisywać dziwne hasła na tablicach, czy też przemierzać szkolne korytarze podczas brawurowych ucieczek przed goniącymi nas wychowawcami. Postaci w grze oparte są na niezniszczalnych i ponadczasowych stereotypach: z jednej strony mamy więc surowego dyrektora, zgryźliwego historyka, wyluzowanego nauczyciela geografii i żyjącego w swoim świecie fizyka, z drugiej szkolnego chuligana, lalusia i kujona. Tylko od nas zależy, po której stronie szkolnej hierarchii staniemy.

Celem Eryka, czyli kierowanej przez nas postaci, jest zdanie do wyższej klasy. Jako że osiągnięcie tego wyzwania w sposób konwencjonalny wydaje się być stratą czasu, naszym zadaniem będzie wykradzenie kodu do sejfu, w którym przetrzymywane są szkolne dzienniki. 4 litery zakodowane są pojedynczo w umysłach nauczycieli, ale wyjawienie ich wymagać będzie delikatnej hipnozy: musimy zapalić wszystkie szkolne tarcze, a następnie wydobyć litery strzelając do nauczycieli z procy. Wyjątek stanowi zgrzybiały historyk, gdyż zdobycie tej części kodu wymaga od nas podania jego daty urodzenia, która pokrywa się z datą jednej z historycznych bitew. Kod musimy następnie wpisać na dowolną czystą tablicę (litera dyrektora musi być na pierwszym miejscu) i sprawdzić sejf w pokoju nauczycielskim, czy ułożona kombinacja jest prawidłowa. Przy odrobinie szczęścia któraś z kolejnych prób ułożenia liter w poprawnej kolejności otworzy sejf i pozwoli nam wykraść nasz dziennik. Musimy jednak uważać, aby nasz bohater nie został wcześniej wydalony ze szkoły: głównym utrudnieniem są tutaj otrzymywane od nauczycieli karne linijki do przepisania, niekiedy za tak błahe wykroczenia jak siedzenie na podłodze. 10000 linijek skutkuje automatycznym wyrzuceniem ze szkoły. Gra została początkowo stworzona i wydana na ZX Spectrum przez Microsphere – brytyjską firmę skupiającą łącznie ... 3 osoby.

Grę zaprojektował i stworzył David Reidy, a za grafikę odpowiedzialny był jego przyjaciel, Keith Warrington. Warsztat ich pracy był nietypowy: zarówno kolejne linie kodu maszynowego, jak i poszczególne piksele grafiki, zapisywane były pierwotnie na kartce papieru. Dopiero, gdy całość była gotowa, Helen, żona Davida zajmująca się na co dzień sprawami firmowymi, wklepywała wszystko do komputera. Żadnych assemblerów i kompilatorów, czysta poezja kodowania...

Wersja na C64 powstała trochę później, w 1985 roku. Na Komodę nigdy nie przeniesiono natomiast jej sequela, gry Back to Skool, która jest właściwie kopią oryginału rozszerzoną o szkołę żeńską i różnorakie dodatki, jak pistolety na wodę, myszy, żaby, pocałunki, itp. Obie gry umożliwiają spersonalizowanie zabawy poprzez zmianę imion uczniów i wychowawców – w ten sposób każdy z nas mógł zemścić się na szkolnych wrogach podczas komputerowej rozrywki. W grze występują również mini- -gry w postaci losowych zdarzeń: nie możemy dopuścić, aby dyrektor odnalazł zakazany przedmiot z naszym imieniem lub musimy przez całą przerwę omijać jednego z kolegów, aby nie zarazić się świnką. Jeśli nam się to nie uda, to nauczyciel (oczywiście jeśli nas złapie) również odeśle nas do domu, kończąc tym samym naszą misję. Tego typu dodatki maskują słabe efekty dźwiękowe (melodia rozpoczynająca grę to konwersja znanej piosenki Girls and Boys Come Out To Play), prostotę grafiki i skokowo przesuwający się ekran. To zresztą kolejny dowód, że wysoką grywalność można osiągnąć bez nowoczesnych efektów audiowizualnych.

Kończąc naszą opowieść warto powrócić do pierwszego paragrafu, gdyż po latach idea szkoły jednak powróciła. W 1999 roku na PC-ta wydano Klass of ’99 - nowoczesny remake Skool Daze z fajną grafiką i niewielkimi zmianami w zasadach (w szkołach pojawiły się już komputery!) Natomiast w 2006 roku twórcy GTA – firma Rockstar – stworzyła grę Bully, w której wcielamy się w nastolatka wrzuconego w sam środek szkolnych afer. Dla mnie jednak to oryginalna, dwuwymiarowa i pikselowata, Skool Daze ma w sobie coś urzekającego, co powoduje, że nawet po latach wciąż do niej wracam.

Skool Daze, ZX Spectrum/C64

Skool Daze, ZX Spectrum/C64

Skool Daze, ZX Spectrum/C64

Skool Daze, ZX Spectrum/C64

31

paź
2014

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 22:29

na międzynarodowym lotnisku Incheon pod Seulem ląduję o 14.45 czasu lokalnego. samolot linii Korean Air z Londynu do stolicy Korei kursuje codziennie, a podróż przez pół świata trwa ok 11 godzin. do tego dochodzi 8-godzinna zmiana czasu, więc na dobrą sprawę z kalendarza wycinamy cały dzień. dobę wcześniej rozwija się u mnie jakieś choróbsko i cała ta podróż jest jedną wielką męczarnią. sprawy nie ratują nawet przemiłe koreańskie stewardessy -- męczę się strasznie, przysypiam i odliczam godziny do lądowania.

nie rejestruję widoków, a z góry jest co oglądać: lecimy nad północną Syberią, kawałkiem Mongolii, wschodnimi Chinami i Morzem Żółtym. nie przelatujemy nad Koreą Północną, co jest dość oczywiste, choć dziwnie wygląda trasa samolotu wywijającego zygzaki i ostre skręty aby ominąć tą przestrzeń powietrzną. w pierwszą stronę nie kojarzę faktów i dopiero podczas drogi powrotnej z pełną świadomością chłonę niesamowite widoki. górzyste obszary Chin i najeżona tysiącami jezior tundra przy bezchmurnym niebie robią piorunujące wrażenie.

z położonego na wyspie lotniska jedziemy autobusem do centrum Seulu. podróż przez skąpane w słońcu jesienne krajobrazy trwa 1.5h, a w hotelu w dzielnicy Gangnam meldujemy się ok 18. kilku twardzieli wybiera się na miasto, a mi już zupełnie urywa się film i śpię do rana. na szczęście mam ze sobą antybiotyki, które szybko stawiają mnie na nogi i poznawanie Azji już od drugiego dnia sprawia dużą frajdę. zapraszam więc do długiej relacji z wyprawy po Korei Południowej. od Seulu, przez środek kraju, aż do położonego na południu Busan.

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

Korea -- pierwsza wizyta w Azji..

22

lis
2014

Korea -- poranny Seul..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 14:34

kilka pierwszych dni to wizyty na różnych spotkaniach, konwencjach i przemowach, tak więc poranny Seul poznaję głównie z okien autobusów. jesień w Korei jest tyleż malownicza, co zamglona. stolica skąpana jest w grubej powłoce porannej mgły, pary i smogu. poranne powietrze pachnie orzeźwiająco, później do głosu dochodzi jednak smog. żeby było śmieszniej, czasem Koreańczycy o smog oskarżają sąsiednie Chiny, szczególnie gdy wieje wiatr z zachodu..

wyjeżdżam z hotelu w Gangnam i kieruję się w coraz to odleglejsze dzielnice. z miasta wyprowadza nas autostrada z 4 pasami normalnymi i jednym specjalnym dla autobusów. ranne drogi są zakorkowane, wypełnione białymi i szarografitowymi Hyundaiami i Kiami różnymi. to ciekawe spostrzeżenie: Koreańczycy zwykle kupują samochody właśnie w tych dwóch kolorach, nie ma tu zbyt wiele innych aut. w dzielnicach biznesowych właściwie nie ma reklam, zaczynają się one jednak w dzielnicach mieszkalnych i restauracyjnych i są stałym elementem tutejszego krajobrazu. nazwy ulic wypisywane są w dwóch alfabetach: koreańskim i w łacińskiej transkrypcji, co zresztą i tak do jednego się sprowadza, bo wszystkie brzmią podobnie. miasto otaczają wzgórza, które fajnie się prezentują w jesiennych barwach. mijamy również dzielnice osiedlowe, przy których nasze blokowiska pełnią rolę jakiegoś ubokiego krewnego z dalekiego kraju. tutejsze bloki mają po 30 pięter lub więcej, są nieregularne, ozdabiane balkonami w formie wypustek, nie mają również tak długich form jak nasze. każdy blok ma swoją nazwę lub numery wypisywane 60 metrów nad ziemią, wiele z nich nazywa się po porstu Hyundai, tak jakby były to dzielnice meiszkalne pracowników koncernu. w ogóle dużo się tu buduje, wszędzie widać żurawie, co trochę dziwi, bo niekiedy wydaje się, że miejsca na budowie nie starczy nawet na budkę z lodami. stolicę przedziela rzeka Han, a rozrzucone po obu stronach dzielnice łaczy 27 mostów, również totalnie zakorkowanych..

Korea -- poranny Seul..

Korea -- poranny Seul..

Korea -- poranny Seul..

Korea -- poranny Seul..

Korea -- poranny Seul..

Korea -- poranny Seul..

28

lis
2014

Korea -- Seul, dzielnica Gangnam..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 11:35

wyruszam z hotelu, po raz pierwszy coś pofocić na własną rękę. gubię się od razu. myślę, że o to właśnie chodzi i że najważniejsze rzeczy odkrywa się trochę przypadkiem, ale fakt faktem, że będąc po raz pierwszy w tym 10-milionowym mieście w ogóle nie rozumiem, gdzie co jest i w którą stronę się rozglądać. upewniam się dwukrotnie, czy idąc w danym kierunku na pewno dojdę tam dokąd chcę dojść. idę z mapą, ale szczerze mówiąc to kierunek wyznacza mi słońce. ludzie po angielsku właściwie nie mówią, a odległości są mylące. 1 blok koreański jest kilka razy większy od tego amerykańskiego i miejsca, które na mapie wyglądają "w zasięgu ruchu pieszego" w rzeczywistości są o kilka godzin marszu.

Gangnam jest dzielnicą biznesową, pełną wieżowców ze szkła i stali. przy głównych ulicach ozdabianych co kilkanaście metrów koreańskimi flagami, kręcą się setki garniturowców i w skupieniu palą papierosy. świat koreańskiej korporacji wystawiony na ulicę wygląda identycznie, jak zapamiętałem go z czasów pracy w koreańskiej firmie. ludzie nie pokazują uczuć, są introwersyjni, poważni, spokojni, ich ruchy są powolne i skoordynowane. ich wygląd kontrastuje z młodzieżą, która nader często ubiera się agresywnie i jest wyzywająco głośna. zresztą kontrast widać też w samej architekturze: obok korporacji pełno jest niewielkich uliczek i zaułków. obok głównych chodników bez jednego rzuconego papierka egzystują wąskie przejścia pełne śmieci i kolorowego dziadostwa. na razie ta bardziej przyjazna strona, a w kolejnej notce wrzucę stronę bardziej .. ciekawszą.

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam districtKorea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam districtKorea, Seoul, Gangnam district Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

01

gru
2014

Korea -- Seul, druga strona dzielnicy Gangnam..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 11:24



Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

Korea, Seoul, Gangnam district

05

gru
2014

Korea -- Seul, Bongeunsa temple..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:38

mówi się, że widząc jedną buddyjską świątynię poznaje się je wszystkie. nigdy wcześniej żadnej nie zwiedziłem, a perspektywa obejrzenia z bliska zabytków klasztornych innej religii napawała mnie dużym optymizmem. zwykle tak mam, że nowe, nieznane miejsca dają mi ostrego kopa i tym razem było podobnie -- nie mogłem oderwać wzroku od drewnianej architektury, panującej tam atmosfery i, co najważniejsze, trwających tu i ówdzie modlitw. wkroczyłem wcale nie w mury martwego muzeum, jakie oczekiwałem się zastać w miejscu o tysiąc-letniej historii, a w miejsce tętniące religijnym kultem. żywe i jak cholera wibrujące w jesiennym słońcu. byłem pod wrażeniem. później zobaczyłem jeszcze 4 inne świątynie w Korei i przyznaję rację pierwszemu zdaniu. Bongeunsa, chociaż jedna z mniejszych świątyń, wywarła na mnie największe wrażenie..

chodzi o dwie sprawy: w centrum ogromnego miasta, tuż przy kilkupasmowej drodze i w cieniu wielkich drapaczy chmur, istnieje sobie miejsce jakby z innego czasu. pachnące suchym drewnem i kwiatami, spokojne i ciche. ciche i rozśpiewane, z odgłosem bębenka rozbrzmiewającym z kilku odrębnych budynków. nie spodziewałem się, że na przestrzeni kilkuset metrów otoczenie tak bardzo może się zmienić. po drugie, o czym wspomniałem wcześniej, jest to wciąż żywe miejsce kultu: niektóre sale pełne są wiernych, a w innych świątynkach kapłan odprawia nabożeństwo z jedną bądź kilkoma osobami. wszyscy na boso, klękając, kłaniając się, z kadzidłami i w podniosłej atmosferze..

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa templeKorea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa templeKorea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

12

gru
2014

Korea -- Seul, Bongeunsa temple..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Dublin, 16:02

jeszcze raz Bongeunsa, tym razem w czerni i bieli. w tyle przewijają się wieżowce stolicy kraju..

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa templeKorea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple

Korea, Seoul, Bongeunsa temple