Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]
notki z roku 2010:

23

lut
2010

szósta trzydzieści..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 06:38

w sobotę zwlokłem się z ciepłego łóżka już przed szóstą i wybrałem się na wschód słońca. różne myśli przychodziły mi do głowy w trakcie szukania spodni po ciemnym pokoju -- Seattle jeszcze śpi, żywej duszy na dworze, cicho wszędzie. jednak po dotarciu na miejsce osłupiałem: w rzędzie stało już tam szesnastu fotografów z szesnastoma rozłożonymi statywami. grzecznie stanąłem sobie na końcu linii i tym sposobem było nas już siedemnastu. wschód nastąpił ok 6.30 i bardzo ciepłym światłem przepełnił panoramę downtown. bardzo wyraźnie widoczny był oddalony o ok 100km wulkan Mt Rainier. poniżej panorama okolicy i kilka późniejszych (w zasadzie zdjęcie drugie pstryknięte było jako pierwsze, od razu po przyjeździe) fotek okolicy. ahh, w pięknym miejscu obecnie mieszkamy..













28

lut
2010

Vancouver 2010 cz. I -- złota Justyna Kowalczyk!!

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 08:21

właśnie wróciłem z Whistler i na szybko wrzucam foty złotej Justyny. bardzo dużo emocji, zdarte gardło, kilka dziwnych spotkań i cała masa Polaków. wchodzę na stadion, a tam ekipa rozwiesza flagę GLIWICE. jutro napiszę więcej i wrzucę filmik z emocjonującego finiszu -- przejechałem dzisiaj 800km i padam na twarz..



































11

lut
2010

nie zapomnij skąd tutaj przybyłem..

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Seattle, 01:18

moja emigracja od samego początku miała raczej wymiar czasowy. jestem zbyt sentymentalny i za bardzo przywiązany, aby na stałe żyć poza Polską. i choć ta niezdefiniowana przestrzeń czasowa niebezpiecznie się rozciąga, i choć coraz dotkliwiej kłują w oczy piękne miasta, życzliwsi ludzie i prostsze życie poza granicami Polski, decyzja o powrocie nie ma prawa się zmienić. termin owszem, ale nie podstawowe założenia osobistej przyszłości. i oczywistym jest, że w równym stopniu chodzi o rzeczy fundamentalne, jak rodzina czy przyjaciele, co o rzeczy błahe, jak rozbita kostka brukowa, zapamiętane od małego drzewo czy zimny Lech na rynku po parasolami.. bo gdy opadnie gorączka podróży, gdy kombinację podniecenia, lęku i oczekiwań przysłonią wydarzenia dnia codziennego, zaczyna się normalne życie. jak ono wygląda poza granicami kraju? to oczywiście zależy, czy na dzień dobry emigrant próbuje stać się Brytyjczykiem/Niemcem/Norwegiem lub innym Irlandczykiem, czy wprost przeciwnie -- głośno i dobitnie głosi skąd pochodzi i dokąd, w jakiejś tam przyszłości, zmierza. tych pierwszych szanuję, choć zdecydowanie bliżej mi do opcji drugiej -- stąd też będzie o takich małych elementach polskości na obczyźnie..

kojąco działa na mnie polskie radio. nic nie przebije osobliwego klimatu Trójki wczesnych godzin rannych i takiego na ten przykład 'trójkowego budzika'. u mnie to dopiero wieczór, ale niezwykle miło posłuchać jak tam daleko, osiem i pół tysiąca kilometrów na Wschód, Polska budzi się do życia. koło piątej powoli kończą się ciche utwory nocne, ich miejsce przejmują pierwsze poranne niusy, rzeczowe rozmowy i wszystkie te detale serwowane przez słuchaczy, z odgarnianiem śniegu włącznie. do tego nasza rodzima muzyka, jako nieśmiertelna część nowego dnia..

nie wyobrażam sobie również dnia bez polskiej literatury. mimo 3 lat posługiwania się na co dzień językiem angielskim, w ogóle nie podchodzi mi czytanie książek w tym języku. ani w żadnym innym (mój zardzewiały niemiecki był kiedyś całkiem wporzo).. pisałem ostatnio na blogu o różnych czytnikach e-booków -- z takimi maszynkami i tysiącem pozycji w elektronicznych archiwach żadna obczyzna nie jest straszna.. ostatnio wracam do klasyki, bo to już najwyższa pora zabrać się za nigdy nie czytaną Trylogię..

od 3 lat nie posiadam telewizora, co oczywiście nie przeszkadza mi być na bieżąco z wszelkimi polskimi produkcjami filmowymi. polskie seriale są coraz lepsze (vide Czas Honoru czy Tajemnica twierdzy szyfrów) a internet coraz szybszy. ostatnio trochę stanął projekt polskiej telewizji publicznej oficjalnie streamowanej przez iTVP czy PLiPTV.PL dla widzów zza granicy, ale oglądanie polskich kanałów przez protokoły typu Sop: nie nastręcza żadnych problemów. nie mówiąc już o fakcie, że nigdy wcześniej nie oglądałem tak wielu meczów ligi polskiej.. i to lajf..

ale to wszystko to tylko dodatki. najważniejsze są kontakty z Polonią, o które nawet w tak odległym od naszego kraju miejscu nie jest trudno. w Seattle mieszka kilka tysięcy Polaków, począwszy od tych 70-80 letnich pamiętających drugą falę emigracji (pierwsza grupa Polaków przybyła w te okolice jeszcze w drugiej połowie XIX wieku) po tych najmłodszych. największą grupę stanowią ludzie, którzy wyemigrowali tu w latach '80-tych uciekając przed złym systemem -- dzisiaj mają po 40-50 lat i stanowią serce ruchu polonijnego w tej okolicy. istnieje polska parafia, dom polski (organizujący koncerty naszych rodzimych umuzykalnionych inaczej gwiazd), polskie spotkania, obiady, kluby książkowe, drużyna piłkarska i inne takie.. nie wspominam o Anglii i Brighton bo tam język polski słyszany był wszędzie..

do napisania tego krótkiego tekstu skłoniła mnie hala Prudential Center w Newark podczas ostatniej walki Tomka Adamka. 12 tysięcy miejsc i 11 i pół tysiąca fanatycznych polskich kibiców. biało-czerwone New Jersey tego dnia nie było niczym szczególnym. i ten szał gdy naszej nowej wschodzącej gwieździe boksu zawodowego puszczono jego hymn -- utwór 'Pamiętaj' kieleckiego rapera Funky Polaka na stałe mieszkającego w Chicago. w takich warunkach zawsze dopada mnie dreszcz polskości..

20

lut
2010

Vancouver 2010

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 05:49

miał być Małysz w sobotę (dzisiaj) na dużej skoczni, a będzie Kowalczyk w sobotę (za tydzień) w biegu na 30km. dzisiaj udało mi się dostać bilet na Cross-Country Skiing i to po cenie w miarę normalnej -- nie musiałem płacić 700% ceny nominalnej! co jednak na mapie tej części świata wydaje się rzutem beretem (odległość Seattle - Vancouver - Whistler), w rzeczywistości przekłada się na ok 6 godzin jazdy. bieg Justyny rozpoczyna się ok 11 (czasu Pacyficznego), ale będziemy musieli wyjechać już przed 4 nad ranem. dojazd do granicy amerykańsko-kanadyjskiej to ok 2h, nie wiadomo ile przyjdzie nam czekać na granicy, bo bywają tam straszne kolejki. potem centrum Vancouver, parking i dojazd specjalnym (nie, nie chodzi o paraolimpiadę :) olimpijskim autobusem do Whistler, co również trwa ok 3 godzin.. no zobaczymy, jestem dobrej myśli. zresztą któż by nie był po dwóch medalach naszej zawodniczki. planuję wpaść na trasę i zrobić dobre zdjęcia, ale kto wie jak będzie -- pewnie znowu poszaleją z ograniczeniami. jeśli będę musiał siedzieć na krzesełku to nerwowo nie zdzierżę.. dobrze, ze mam szalik Polski..



08

lut
2010

na grobie Bruce'a i Brandona Lee..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 09:33

Bruce Lee oraz jego syn Brandon pochowani są na cmentarzu Lake View w Seattle.. oboje, ojciec i syn, zmarli bardzo młodo. u Bruce'a wykryto obrzęk mózgu po tym jak zemdlał na planie filmu Wejście Smoka. Brandon został postrzelony na planie filmu Kruk podczas kręcenie sceny z gangiem -- przez przypadek w magazynku znajdował się ostry nabój. Bruce Lee studiował w Seattle i właśnie tutaj założył swoją pierwszą szkołę walk -- dlatego też tutaj spoczywa jego ciało.

na grobie Bruce'a widnieje inskrypcja:

Your inspiration continues to guide us toward our personal liberation

(twoje natchnienie prowadzi nas ku naszemu osobistemu wyzwoleniu)
a to dłuższy tekst na grobie Brandona:
"Because we don't know when we will die, we get to think of life as an inexhaustible well. And yet everything happens only a certain number of times, and a very small number really. How many more times will you remember a certain afternoon of your childhood, an afternoon that is so deeply a part of your being that you can't even conceive of your life without it? Perhaps four, or five times more? Perhaps not even that. How many more times will you watch the full moon rise? Perhaps twenty. And yet it all seems limitless..."

(ponieważ nie znamy daty naszej śmierci, postrzegamy życie jako niewyczerpaną studnię. a przecież wszystko zdarza się określoną, w rzeczywistości bardzo niewielką, ilość razy. ile jeszcze razy przypomnisz sobie pewne popołudnie ze swojego dzieciństwa, popołudnie, które w tak dużym stopniu jest częścią ciebie, że nie potrafisz nawet wyobrazić sobie swojego życia bez niego? być może cztery, może jeszcze pięć razy? a może i nawet nie tyle. ile jeszcze razy będzie ci dane obserwować pełnię księżyca podczas wschodu? może ze dwadzieścia razy. to wszystko wydaje nam się teraz takie nieograniczone...)














03

lut
2010

najnowsza mega-zabawka :)))

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 01:33

to już ostatnia z moich styczniowych nowości: piękna i smukła pani Mazda3. szacunek szarej pani należy się z uwagi na jej elegancję, ale również z uwagi na fakt, że jest ona moim pierwszym własnym samochodem ever. i w ogóle pierwszym samochodem nowej rodziny Ankudowicz! ja osobiście życzę jej samych prostych i szerokich dróg (a w tej części świata jest ich całkiem sporo), pięknych widoków (jest tu ich jeszcze więcej) i taniej benzyny, a jak będzie grzeczna to i może zabiorę ją na wycieczkę statkiem do Europy. a co, niech zobaczy jak się żyje po drugiej świata stronie..

i tak naprawdę dopiero teraz Pacific Northwest stoi przed nami otworem. witaj przygodo!



05

lut
2010

w poszukiwaniu Twin Peaks..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:47

pamiętacie Miasteczko Twin Peaks z początku lat '90-tych? oglądaliśmy to wszyscy zachwycając się surrealistycznie mrocznym klimatem, świetną muzyką i wyjątkową zagadkowością jaką otoczona była śmierć Laury Palmer. serialowe krajobrazy, czyli wysokie szczyty, od których nazwę wzięło filmowe miasteczko oraz spowite gęstą mgłą lasy, budziły poczucie odosobnienia. idealne miejsce na pogmatwaną historię kryminalną z elementami thrillera, a nawet horroru serwowaną przez samego mistrza, Davida Lyncha. świetna kreacja charakterów i niezapomniana gra aktorów, zwłaszcza Kyle'a MacLachlana, który wcielił się w rolę ekscentrycznego agenta FBI, Dale'a Coopera. a wszystko to w niewielkiej miejscowości położonej gdzieś w północnych Stanach. wjeżdżając do miasteczka agent Cooper mówi: 'entering the town of Twin Peaks -- five miles south of the Canadian border, 12 miles west of the state line'. w rzeczywistości prawie wszystkie sceny zewnętrzne (wnętrza filmowano w Kalifornii) kręcono w Snoqualmie w stanie Waszyngton. kilka dni temu odwiedziliśmy z Agatą to miejsce. klimat serialu powrócił, tyle że tym razem na żywo..



przygoda zaczyna się od zamglonej górskiej drogi i tabliczki wjazdowej do miasta: 'welcome to Twin Peaks Population 51201'. miejsce to znajduje się na Reining Road -- bocznej drodze prowadzącej ze Snoqualmie do North Bend. tutaj znajduje się dokładna lokalizacja na mapie Googli. miejsce to nie zmieniło się w ogóle, choć dzisiaj oczywiście nie ma tam już tej swojskiej tabliczki. jest za to płynąca obok rzeka, której obszar stał się lokalnym rezerwatem przyrody.. poniżej zdjęcie przy ścianie nieopodal.





pojawiający się również w czołówce wodospad to najbardziej znana turystyczna atrakcja regionu -- Snoqualmie Falls. ten 82-metrowy wodospad na rzecze o tej samej nazwie odwiedza rocznie ponad 1.5 mln turystów. obszar ten przed ponad 100 laty stał się miejscem jednej z największych lokalnych elektrowni wodnych i do dzisiaj zasila w energię elektryczną sporą część regionu. krótka trasa turystyczna prowadzi na sam dół doliny, z której można podziwiać wodospad z zerowego poziomu..



nad samą krawędzią wodospadu góruje serialowy Great Northern Hotel. w roku 1991 budynek ten przechodził głęboką renowację i ze starej (zbudowanej w 1919 roku) Snoqualmie Falls Lodge przerodził się w ekskluzywny hotel Salish. wielu fanów serialu zatrzymuje się tu na noc -- hotel znajduje się bardzo blisko pozostałych twinpeaksowych lokacji, choć dzisiaj nie ma tam już żadnych znaków świadczących o powiązaniu hotelu z filmem.





kilka kilometrów dalej, w miasteczku North Bend, znajduje się knajpo-kawiarnia, w której pracowała kelnerka Shelly Johnson. serialowa 'Double R' w rzeczywistości nowsi nazwę Twede's Cafe i do dzisiaj szczyci się swoimi legendarnymi wypiekami o czym na każdym kroku przypominał agent Cooper: 'cherry pie and damn fine cap of coffee'.. byliśmy głodni więc wstąpiliśmy na obiad do środka. wnętrze wygląda bardzo podobnie, zmienił się tylko odcień foteli: z czerwonych na niebieskie. sam kształt stołów pozostał niezmieniony. knajpa serwuje tradycyjne amerykańskie jedzenie wśród których królują hamburgery, frytki i miliony kalorii..





przemieszczając się drogami między Snoqualmie i North Bend kilkakrotnie przejeżdżamy koło stalowego mostu, który dosyć często pojawia się w serialu. most wygląda na zaniedbany, ale częściowo nadal istnieje (Reining Bridge) i mimo że nie jest już wykorzystywany przez kolej ma się całkiem dobrze służąc rowerzystom i innym biegaczom. jadąc dalej natrafiamy na muzeum amerykańskiej kolei, a tuż za nim wielki pień (giant log), również pojawiający się w czołówce serialu. pień lub raczej kłoda pochodzi z 400-letniego drzewa i została ścięta w 1987 roku. lasy wokół Snoqualmie od zawsze były szeroko znane z wyrębów wysokiej klasy drewna..



z ważniejszych lokacji nie odwiedziliśmy tartaku (Packard Sawmill), którego kominy wielokrotnie przewijały się na horyzoncie ponad drzewami, szkoły czy biura szeryfa. budynki te stoją do dzisiaj i nadal pełnią swoje rzeczywiste funkcje. reszta, czyli stacja benzynowa Big Ed, lokalna dyskoteka i mniejsze znaczeniowo miejsca są dzisiaj zabite dechami.. wielką pomocą w znajdowaniu wszystkich tych miejsc z Twin Peaks posłużyła nam strona Charlesa -- intwinpeaks.com, również mieszkańca Seattle.



to pierwszy z naszych serialowych wypadów. wkrótce zamierzamy odbyć kolejne szperając w lokalizacjach wcale nie mniej znanych seriali i filmów.

01

lut
2010

jeszcze nowsza zabawka :))

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 05:23

NCsoft postarał się o miłą niespodziankę christmasowo-noworoczną. firma kupiła wszystkim pracownikom we wszystkich oddziałach w Ameryce i w Europie najnowszy czytnik Amazona -- Kindle2. z e-papieru korzystam już od jakiegoś czasu (pisałem o tym tutaj), ochoczo więc zabrałem się za porównywanie Kindla do mojego starszego Sony Readera PRS-500..

to co od razu rzuca się w oczy w nowym produkcie to wyraźnie bielsza biel kartki, wyższy kontrast druku i zdecydowanie wyższa prędkość odświeżania. wszystkie te parametry są naturalnym efektem postępu prac nad technologią e-papieru i podobne wyniki zaobserwujemy również w urządzeniach innych firm. o ile w przypadku odświeżania trudno o ogromny zachwyt, gdyż cecha ta nie jest jakimś super znaczącym elementem czytników -- ot, należy tylko wcisnąć przycisk przewijania sekundę przed skończeniem czytania danej strony, do czego szybko można się przyzwyczaić, o tyle kontrast i odpowiednia barwa tła może się już zdecydowanie bardziej podobać. tekst czyta się zdecydowanie łatwiej, a oczy męczą się jeszcze mniej, choć sam kontrast był podobno jeszcze lepszy w .. pierwszej wersji czytnika Amazona. oba czytniki dysponują takim samym wyświetlaczem (6 cali) i bardzo podobną rozdzielczością (ok 160ppi) jednak jakość wyświetlanej przez Kindla grafiki również jest zdecydowanie lepsza. mój Sony dysponuje zaledwie czterema odcieniami szarości, podczas gdy Kindle2 ma ich już 16. mało kto podnieca się grafiką na czytnikach, jednak jakość widać bardzo wyraźnie również w wygładzaniu druku, co znaczenie ma już większe..

Sony Reader ma problemy z wyświetlaniem polskich znaków diakrytycznych. jednym rozwiązaniem jest zflashowanie systemu Readera i dodanie polskich czcionek, drugim: odpowiednie przygotowanie pliku książki. czytnik Amazona radzi sobie z pełnym zakresem znaków w Unicodzie -- wystarczy zapisać plik w czystym UTF-8 i już można cieszyć się pełnym zestawem polskich znaków. Kindle2 obsługuje kilka rodzajów plików: amazonowski AZW, TPZ, MOBI, PDF (są problemy z odczytaniem tekstu, bo nie da się pdfa skalować) i oczywiście HTML i TXT. z tymi ostatnimi dwoma formatami Kindle radzi sobie najlepiej..

no dobra, ale gdzie tu jakiś przełom? przełom, w porównaniu do Sony Readera, jest i to dość spory -- Amazon wyposażył Kindla2 w obsługę technologii przesyłu danych 3G, która działa na całym świecie. jesteśmy więc cały czas online, dosłownie kilka kliknięć od codziennych wydań prasy i książek elektronicznych. za pomocą Kindla można również przeglądać sieć, choć przeglądarka radzi sobie wyłącznie z bardzo prostymi stronami w czystym htmlu i prostym css-ie. jest to na razie usługa eksperymentalna, podobnie jak technologia czytania tekstu (ofkors języka angielskiego) i odtwarzania plików muzycznych. warto podkreślić, że dostęp 3G jest w czytniku Amazona darmowy -- producent liczy na wpływy z kupowanych przez sieć produktów. jedna książka z księgarni Amazonu to ok 10-12 dolców, czyli połowa wartości tradycyjnej książki papierowej. na polskim rynku na razie posucha, więc pozostają mi ogromne zastępu polskich e-booków.. Amazon oferuje również konwersję popularnych formatów (np. DOC) poprzez wysłanie maila z załącznikiem na swój własny adres w domenie kindle.com -- za jednego dolara otrzymamy bezpośrednio na nasz czytnik gotowy i przystosowany do niego plik naszej książki..

co mi się nie podoba? ciężko zlikwidować ogromne marginesy po obu stronach ekranu. nikomu niepotrzebne wcięcia zabierają miejsce kilkunastu wyrazom, przez co częściej trzeba przewijać strony. nie ma opcji powiększania plików PDF, co powoduje, że większość z nich jest po prostu nieczytelna. czytnik bezproblemowo radzi sobie z kodowaniem UTF-8 w samym tekście, ale tytuły książek wyświetla już z krzakami. co ciekawe, ta sama książka zapisana w kodowaniu Unicode również nie jest wyświetlana poprawnie (plik txt w Unicodzie waży zwykle dwa razy więcej niż w UTF-8). nie ma możliwości szybkiego przewijania stron (powiedzmy po kilkadziesiąt), ale z drugiej strony bardzo dobrze działa funkcja przeszukiwania tekstu, której zupełnie brakuje w Sonym. jakoś nie przekonują mnie opcje zmiany wielkości czcionki -- jest ich aż 6, ale skrajne są właściwie nie do użytku, a reszta jest do siebie bardzo zbliżona. i te marginesy zjadające sporą część miejsca..

ale generalnie bardzo na plus: Kindle wygląda bardzo estetycznie, a tylna jego ścianka jest metalowa. skończą się moje bitwy z żoną o prawo do czytnika przed zaśnięciem. teraz mamy już dwa..

trzecia (na sześć) wielkość tekstu:



druga (na sześć) wielkość tekstu, dla mnie chyba optymalna:



menu zmiany orientacji, wielkości czcionki i ilości słów na wiersz. możemy tu również włączyć odczyt tekstu:



pozioma orientacja strony:



przeglądarka internetowa:



przykład radzenia sobie z wyświetleniem grafiki (wygaszacz ekranu):



Kindle2 made by Aion & NCsoft:



Amazon Kindle2 i Sony Reader PRS-500:



22

sty
2010

jak mogło być, czyli jak Polacy pokonali Hitlera i Stalina..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 21:27

27

sty
2010

nowa zabawka ;)

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 08:41

Nikon 70-200mm f/2.8G ED VR II AF-S :) tydzień temu sprzedałem Nikona 18-200 vr i zapodałem sobie to cudo. pierwsze wrażenia fantastyczne, choć nie miałem jeszcze okazji do dokładniejszego przetestowania tej rakiety. z jednej strony nie do pobicia ostrość, bokeh i super stabilizacja. z drugiej wielkość i waga, jak to mawia Crio, przenośna siłownia. do tego mój wysłużony D80, wkrótce wypuszczę się z tym gdzieś poza moje cztery ściany..













pierwsze foty testowe w warunkach domowych, wszystkie (oprócz samochodu) z ręki z lampą zewnętrzną, po klinięciu wersja w 1600px:

70mm f/2.8 ISO100:



200mm f/4.0 ISO400:



110mm f/2.8 ISO100:



200mm f/2.8 1/50s ISO100:



200mm f/2.8 ISO100:



200mm f/2.8 ISO100:



27

sty
2010

zostałem wujkiem!

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 20:51

Bartek urodził się dzisiaj -- Magdzie i Olkowi gratulujemy syna ;)

14

sty
2010

firmowe zabawy..

kategoria: humor, link bezpośredni

Seattle, 21:24

miło mi ogłosić, że powstały wczoraj w godzinach wieczornych, w przypływie nagłej i nieopisanej mocy twórczej, band wewnątrz-NCsoft-owy wraz ze swoim pierwszym albumem I’ve Got My Aion You zajmuje już wysoką pozycję na liście sprzedaży Amazona. takie hity jak: Lineage II is Actually a Prequel, Love Needs No Localization, czy You Exteel My Heart mają szansę dłużej zagościć na ogólnoświatowych listach topten. w skład Wait NC wchodzą (od lewej): Sebastian (reprezentujący zimną i zaśnieżoną Szwecję), ja sam (wnosząc spory wkład wschodnioeuropejskiej kultury), Lani (wymachująca fanom swoją flagą z klonowym liściem), Martin (który nawet w muzyce potrafi dostrzec niemiecki Bratuwurst) oraz Stefan (QA master, Meksykaneiro, choć nie potrafiący tego udowodnić).



PS. o banany nie pytać. nie wiem czemu one jedne tam som..

18

sty
2010

rok 2009 w czerni i bieli..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 08:07

przeglądając fotograficzną zawartość dysku twardego z 2009 roku naszło mnie, aby pokazać różnorodność odwiedzonych przeze mnie miejsc. właściwie nie różnorodność miejsc, bo na to nie starczyłoby czasu i zapału, a poza tym służy do tego fotoblog.. zwróciłem uwagę na różnorodność architektury, głównie tej historycznej. rok 2009 miotał mnie między 10 zupełnie różnymi od siebie państwami na dwóch kontynentach. wszędzie pełno charakterystycznych dla danej kultury budynków -- niektóre sprzed lat dziesięciu, inne sprzed tysiąca. zdjęcia tym razem w czerni i bieli wraz z podpisami ułatwiającymi zlokalizowanie danego miejsca:

Polska, Gliwice, Kościół Garnizonowy Św. Barbary z 1859 roku:



Wielka Brytania, Brighton, Royal Pavilion z przełomu XVIII-XIX wieku:



Litwa, Wilno, Baszta Giedymina z 1409 roku:



Litwa, Troki, zamek z przełomu XIV-XV wieku:



Białoruś, powiat Witebski, wiejska cerkiew:



Białoruś, powiat Witebski, kamienna wieża dzwonnicza przy drewnianej cerkwi:



Wielka Brytania, region Cotswolds, Bourton-on-the-water. klasyczna zabudowa z żółtego piaskowca:



Wielka Brytania, Stratford upon Avon, dom Szekspira:



Wielka Brytania, Isle of Wight, wieża zwana Pepper Pot (lub St Catherine's Oratory) z 1328 roku będąca najstarszą latarnią morską w Wielkiej Brytanii:



Irlandia, Dublin:



Stany Zjednoczone, stan Waszyngton, Seattle. Space Needle z 1962 roku na tle nowoczesnej zabudowy miasta:



Stany Zjednoczone, stan Waszyngton, latarnia morska z 1881 roku zwana West_Point_Lighthouse nad zatoką Pudget Sound:



Meksyk, Jukatan, El Castillo (świątynia Kukulkana) w Chichén Itzá:



Meksyk, Jukatan, Playa del Carmen, kościół katolicki:



Belize, wyspa Caye Caulker, drewniany 'hotel' nad morzem Karaibskim:



Gwatemala, region Peten, Tikal:



Kanada, Montreal, częste współistnienie kamiennych kościołów i modernistycznej zabudowy:



08

sty
2010

Kaskady zasypane..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 20:09

Góry Kaskadowe, a dokładnie Stevens Pass przysypane. i to solidnie..










11

sty
2010

Seattle aquarium..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 20:50

wersja HD jest dostępna bezpośrednio na Vimeo..



10

paź
2010

tomxx.net 4.0

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 10:10

po 3 latach przyszła pora na odświeżenie designu mojej strony. nowa, czwarta już odsłona, to miłe dla oka połączenie neutralnej bieli i zieleni, a projekt witryny to głównie zasługa mojej żony. w związku z tym tomxx.net to już nie tylko sam tomxx, lecz również i Agata. od kilku już lat wspólnie przemierzamy świat, a prezentowane fotki często wychodzą spod jej warsztatu. wkrótce więcej informacji w dziale info..

tematyka strony pozostanie oczywiście bez zmian, no może z coraz większym odchyleniem w stronę podróżowania. relacje i zdjęcia z trasy, jak to już bywało ostatnio, będą elementem nadrzędnym. design naszej witryny ma tą naszą niekończącą się podróż przypominać..

technika ucieka do przodu, w związku z tym na stronie pojawiło się trochę nowych rozwiązań. zrezygnowaliśmy całkowicie z flasha na rzecz skryptów jQuery, zwiększyły się rozdzielczości, więc i natywna szerokość strony, jak i większość fotek otrzymały trochę dodatkowych pikseli do wykorzystania. strona jest skalowalna dla wciąż używanych 1024px.. fotoblog zyskał asynchroniczność, tak więc przełączanie się między miesiącami jest teraz całkowicie obsługiwane przez ajaksa (opisy, podobne do tych z poprzednich stron) dodam wkrótce. wiele rozwiązań pochodzi z darmowych repozytoriów z sieci -- ich wykorzystanie pozwoliło mi zaoszczędzić trochę czasu, a nie ma co przecież na nowo wynajdować koła.

zupełnie przypadkowo, poważnie, tomxx.net 4.0 zadebiutował samymi dziesiątkami. nie dość, że dzisiaj mamy 10 października 2010, co samo w sobie jest wielkim zbiegiem okoliczności, to godzina dodania, jak widzicie, to 10.10. podczas dodawania notki na stronę, data i godzina wrzuca się automatycznie (godzina więc oznacza początek pisania przeze mnie notki), z tą tylko małą różnicą, że w tej chwili u mnie jest już po 1 w nocy. czas dodawania to jednak czas serwera, czyli polski -- mamy więc niesamowity wysyp dziesiątek. na (prawie) dziesiątą rocznicę mojej strony ;)

04

cze
2010

Górnik znowu w ekstraklasie..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 21:15

mecz z Wartą Poznań miał być spacerkiem, a zwycięstwo.. ba, nawet remis, dawały Górnikowi przepustkę do ekstraklasy. niestety ambitni goście wygrali na Roosevelta 3-2 i feta musiała być odłożona o kilka dni. awans wywalczyliśmy po zwycięstwie na wyjeździe nad Dolcanem kilka dni później..

poniżej fotki z jedynego meczu w tym sezonie na którym mogłem być osobiście. niesamowity klimat, ostateczne odliczanie, głośny doping i powrót wrażeń, które kiedyś miałem co tydzień..





















05

cze
2010

weselicho!

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Seattle, 10:36

za oknem upał i niesamowity błękit nieba. za kilka godzin biorę ślub, a potem bawimy się przez dwa dni. w takich momentach moje emocje wyrazić może tylko grupa Kowalski..

13

cze
2010

jadę przez Polskę..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 23:22

i znowu przejeżdżam śląskimi drogami. tą samą drogą na północ i z powrotem na południe. setki kilometrów bagien, łąk, lasów, wiosek i miasteczek. od zmęczonej i brudej górnośląskiej aglomeracji, aż po spokojną, ostrozieloną płaszczyznę Częstochowszczyzny.

jadę, przez zmieniającą się Polskę. tego nie było tu ostatnio, tu zbudowali nową stację Shella, tam wzniesiono kolejny wiatrak. kościoły pięknie odnowione, chodniki jakby mniej dziurawe, tu nowy dach, tam nowa hurtownia i te mosty nad autostradą wyrastające jak grzyby po deszczu. i drogi: wiecznie remontowane, poszerzane i wydłużane, ale jakby coraz bardziej płaskie. w oczy kłują kolorowe banery -- reklamy kiczowatych biznesów, z których tylko nieliczne przyniosą właścicielom jakieś tam korzyści. jadę przez zakorkowaną Polskę -- kraj, któremu rządzący zalecili kurację upiększającą..

wielki plac budowy aż pod sam horyzont. i jakby komuś wciąż było to nie na rękę -- raz powódź, raz klęska szuszy. jadę przez Polskę i kibicuję, aby ten energiczny lifting przyniósł nam wreszcie samozadowolenie. i tylko w radiu coraz gorsza muzyka -- jakiś taki trudny do zdefiniowania pęd ku dyskotece..

22

maj
2010

Polsko -- przybywamy z ratunkiem pogodowym!

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 12:42

jest 3.42 czasu Pacyficznego, środek nocy. za godzinę podjeżdża Etiopczyk i śmigamy na lotnicho -- po roku przerwy lecimy do Polski. jako że i tak musielibyśmy wstawać w środku nocy postanowiliśmy w ogóle się nie kłaść, a zaległości odespać podczas kilkunastu godzin lotu. jeszcze nigdy tak nie robiłem, więc zobaczymy czy po wylądowaniu będę nadawał się do życia..

połączenie jest dosyć średnie: mamy przesiadkę i 3 godziny przerwy w Chicago, więc ani to wyskoczyć do centrum, ani nic, a potem lot LOT-em do WAWy. żeby było śmieszniej jest jeszcze trzeci start; po godzinie przerwy lecimy do KRK. chyba są drinki za free, może mnie obudzą. przez ten czas dwa razy miniemy się ze słońcem -- my z zachodu na wschód, a słońce swoją normalną drogą. do tego ofkors ucieknie nam 9 godzin zmiany czasu, więc licząc kategoriami czasu lokalnego, na miejscu będziemy za półtorej dnia.. o ile wulkan nie strzeli..

przywieziemy słońce i rozgonimy chmury. promise!

PS1. fajnie mieć trwający 26 godzin dzień. dużo można zrobić, np dodać na stronę jedną z piętrzących się w kolejce notek.

PS2. pokrzyczałem trochę na naszych grajków i wreszcie się rozstrzelali. dzisiaj, czyli wczoraj, rozbiliśmy Łódzki KS 4-1 i oranżada jest już na wyciągnięcie palca. wszystko wraca do normy, a w przyszłą środę zaliczę swój pierwszy w historii mecz na drugim froncie (gramy z Wartą Poznań). do tej pory byłem tylko raz na meczu z tą drużyną. było to jesienią 1993 roku i doskonale pamiętam jak biliśmy głową w mur strzelając zwycięską bramkę dopiero w 94 minucie meczu. wtedy Górnik po raz ostatni walczył o mistrza, a od tego czasu minęły już ze dwa pokolenia piłkarzy..

19

maj
2010

Joshua Tree National Park..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 20:57

nasz drugi dzień w Kalifornii w całości poświęciliśmy na Joshua Tree National Park, po naszemu dziwnie brzmiący Park Narodowy Drzew Jozuego. park oddalony jest od LA o jakieś dwie godziny jazdy samochodem -- podczas tej drogi możemy naocznie przekonać się o potędze zróżnicowania geograficznego Kalifornii: od oceanu, przez wzgórza, góry, aż do płaskiej jak stół pustyni. Joshua Tree NP znajduje się więc na terenach pustynnych (na styku pustyni Sonora i Mojave), ale nie mylcie tego z wizją Sahary. pustynie kalifornijskie porośnięte są średniej wielkości krzakami, a nad piaskiem przeważają kamienie i skały. jest trochę kaktusów i innych dziwnych kłujących roślin, a w pewnym miejscu rozpoczynają się właśnie drzewa Joshua, czyli po naszemu Jukka krótkolistna (Yucca brevifolia Engelm.), nazwana kiedyś przez mormonów drzewem Jozuego..

ogromny teren obszaru dzisiejszego Parku Narodowego zamieszkiwany był od ponad 5000 lat przez różne natywnie brzmiące szczepy Indian, jako Pinto, Serrano, Chemehuevi czy Cahuilla. oczywiście nic mi one nie mówią, więc zwróciłem uwagę na historię nieco bliższą naszym czasom. na początku XIX wieku (czyli czasy westernów) miejsce to służyło do wypasania bydła -- do dzisiaj możemy odnaleźć tu wiele budowli/konstrukcji służącym temu procederowi. budowano tamy, systemy nawadniające, studnie, lecz również drążono szyby kopalniane w poszukiwaniu złota i budowano trakcję kolejową. dodając do tego pierwsze drogi wytyczane przez konie i powozy mamy pełny obraz westernu znanego z filmów z Johnem Waynem lub Clintem Eastwoodem..

temperatura nie jest zachęcająca. my byliśmy tam w kwietniu, czyli w początku wiosny, więc dało się wytrzymać. latem natomiast obszar ten przeistacza się w istną patelnię z dziennymi temperaturami rzędu 40 stopni w cieniu, więc jeśli auto to tylko z klimatyzacją. jest co oglądać, bo pustynia ma swoje piękno, a park oferuje liczne trasy piesze, rowerowe i samochodowe w tym offroad oraz popularne miejsca wspinaczkowe..

























15

maj
2010

piast zdegradowany!

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 19:24

nareszcie! długo oczekiwany, o sezon za długo odkładany i w pełni zasłużony spadek piasta z ekstraklasy. za poprzedni sezon, za układy, korupcję, marną frekwencję i ogólną miernotę ten spadek kurczakom się należał. dobranoc, dziękuję.

16

maj
2010

Where the hell is Matt? spotkanie w Seattle..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 08:05

pamiętacie tańczącego w najdalszych zakątkach świata Matta? o nim i o jego filmie pisałem rok temu w tej notce. dzisiaj spotkaliśmy się z nim, jego dziewczyna i innymi osobami w Volunteer Park w Seattle. Matt przygotowuje kolejny tańczący projekt -- tym razem zamierza przenosić wzorce rzeczywistych tańców z jednego kraju/regionu do drugiego. czyli leci do Południowej Afryki i uczy miejscowych narodowego tańca mieszkańców Kirgistanu, a tydzień później przekazuje Japończykom taniec Afrykańczyków. film będzie montowany z ośmiosekundowych wstawek, wiec jeden trwający minutę taniec będzie wykonywany na kilku kontynentach przez zupełnie rożnych ludzi. i tak dookoła globu..

Matt okazał się całkiem spoko kolesiem -- z dystansem do siebie i duża charyzmą. do tego naładowany energią i gotowy do kolejnych wyzwań. ale przede wszystkim zwykły facet -- jak sam mówił, tym razem rzeczywiście chodzi o taniec, więc czeka go spore wyzwanie. strona Matta tutaj, nowy projekt będziemy śledzili..

















08

maj
2010

uderzyliśmy do Kalifornii..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 08:25

do Irminy i Marka -- naszych przyjaciół z tej cieplejszej strony zachodnich Stanów. na przywitanie się z Los Angeles wrzucam kilka fotek na zachętę -- wkrótce szersze relacje i masa zdjęć. na południu spędziliśmy 4 bardzo intensywne dni: od samego LA, przez dzielnice/miasta kurortowe, wytwórnię filmową, aż po pustynię i Park Narodowy Joshua Tree. Agata była tam po raz pierwszy, ja przywitałem się z LA w roku 2004, ale wtedy potraktowaliśmy to miasto trochę z buta. tym razem było inaczej..

















12

maj
2010

30! welcome to the future..

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Seattle, 02:22

uśmiecham się czasem przypominając sobie tę notkę. napisałem ją dokładnie 6 lat temu, w dniu moich 24-tych urodzin. z prostej matematyki wynika, że dzisiaj okazja do notki jest zdecydowanie donioślejsza: właśnie teraz, w tejże chwili, przekraczam trzydziestkę, porządny level-up, jak mawiamy w slangu gier MMO..

tym razem jednak nie będzie o pasjach, wyzwaniach i planach. będzie o przyszłości, czyli czasie w którym obecnie żyjemy. pamiętam siebie w latach 80-tych i ten prosty świat z perspektywy trzepaka. rok 2010 wszystkim wydawał się tak daleką przyszłością, czasem niemożliwym do sprecyzowania i zdefiniowania, coś na kształt filmowej Odysei Kosmicznej. oczywiście wizja mojego życia była jeszcze bardziej zamazana: kim się stanę, jakie wartości będę wyznawał, czym dane mi będzie się zajmować.. wiedziałem tylko, że chcę być piłkarzem, reszta miała być tworzona w locie i .. jak można się tego było spodziewać, życie brutalnie obeszło się z moimi młodymi planami.. przez te 30 lat świat tak bardzo się zmienił, historia zapisała tak wiele wydarzeń, byliśmy świadkami tylu zmian, przełomów i tragedii. przeszliśmy przez dynamiczny rozwój każdej z istotnych dziedzin życia i, co istotne, rozwój ten trwa i z każdym okresem, podobnie jak w przypadku rozwoju mikroprocesora, przyspiesza dwukrotnie..

idealnie ujął to bez przerwy puszczany w amerykańskim radiu Brad Paisley i to jego 'welcome to the future' chcę słuchać w dniu moich urodzin. za każdym razem gdy słucham tekstu tej piosenki przechodzi mnie swoisty dreszcz podniecenia i nostalgii. wake up Martin Luther, welcome to the future:


And I'd have given anything
To have my own Pac-Man game at home
I used to have to get a ride down to the arcade
Now I've got it on my phone

My grandpa was in World War 2
He fought against the Japanese
He wrote a hundred letters to my grandma
Mailed them from his base in the Philippines
I wish they could see this now
Will they say it's changed a note
'Cause I was on a video chat this morning
With a company in Tokyo

Hey, look around it's all so clear
Hey, wherever we were going, well we're here
Hey, so many things I never thought I'd see
Happening right in front of me

PS. a jeśli metaforą mojego życia ma być właśnie 12 maja to chyba lepiej już trafić nie mogłem. z pomocą przychodzi kalendarium i dwa światowe święta obchodzone w dniu moich urodzin: Światowy Dzień Ptaków Wędrownych, bo moje życie od kilku lat przypomina podróż, i Światowy Dzień Syndromu Chronicznego Zmęczenia, jako obraz biznesu naszych czasów i stanu, w którym wszyscy bez przerwy tkwimy..

PS2. stronę tomxx.net ciągnął będę do końca. ciekawe, czy wrócę do tej notki w, powiedzmy, roku 2040? w dniu mojej sześćdziesiątki?

PS3. wygrzebane w rodzinnych albumach, zapraszam do tomxxcikowskiego wehikułu czasu :)

cóż, początki nie były łatwe..




ale później się rozkręciło. kobiety, te prawdziwe..


i te mniej prawdziwe, za to tańsze w utrzymaniu:




agresja:


od tych płotów zaczęło się chuligaństwo stadionowe:


miłość do piłki kopanej:


wielkie przyjaźnie trwające po dzień dzisiejszy:


i rodzina, jak wartość najważniejsza.


z dziadkiem przez 28 lat znajdywaliśmy wspólne tematy:


z rodzicami chrzestnymi:


zdjęcie rodzinne:


z mamą:


z pierwszym rodzinnym maluchem i kuzynką:


i pierwsze podrywy:

01

maj
2010

Dolina Skagit, cz. III -- z kamerą wśród barw..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 10:01

najlepiej oglądać w rozdzielczości HD bezpośrednio na Vimeo..

03

maj
2010

ach, te słowa kluczowe..

kategoria: humor, link bezpośredni

Seattle, 23:52

ze sporym zdziwieniem i jeszcze większym uśmiechem przejrzałem listę słów kluczowych, po których wpisaniu w googlach użytkownik kliknął w adres mojej stronki. część z tych dziwnie brzmiących zapytań w jakiś tam daleki sposób łączy się z moją treścią, np:

giekape gorzuw wlkp dla dzieci
gry na commodore 64 gdzie trzeba sadzić drzewa
jak zginął żołnierz pokazywał sie nagrobek atari
w jakim mieście został zorganizowany flash mob w fast foodzie?
średniowieczne łąki kwiatowe

ale większość pasuje jak pięść do oka: (pisownia oryginalna)

blog erotyczny-wizita u masazystki
bobokról poszukuje sponsora
żeźbienie w lodzie piłą motorową
dyskoteka ricardo 2007 bratislava
fontanny z brazu producent
kurwa! spierdalać!!!!!- nowy system wczesnego ostrzegania
czy daleko jest od poznania do pietraszonki

ale i tak nic nie przebije mojego faworyta Pitera:

cześć google, tata sie pyta czy są ryby w przesmyku korynckim, sorry to piter się pytał

z innych ciekawych zapytań warto filozoficznie zastanowić się, co kierowało użytkownikami poszukującymi informacji na poniższe tematy:

kurwidoły opuszczone
kuzynka mojego taty
czuję się jak wieprz
i jeszcze mam kwadrans! to sobie jima piję w bufecie. to po fajrancie nie muszę już zostawać żeby pić, tylko prosto do domu

30

kwi
2010

TMbuilder..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 00:02

co jakiś czas zdarza mi się popełnić jakąś użyteczną aplikację. chodzi głównie o programy/makra/skrypty, które piszę na użytek mojego działu w firmie i z wiadomych względów nie wrzucam ich do użytku publicznego. czasem jednak zdarza mi się napisać coś bardziej uniwersalnego -- tak oto powstał program TMbuilder, czyli niewielka aplikacja, która w najbardziej wygodny i najprostszy z możliwych sposobów tworzy pliki TM (Translation Memory, Pamięć Tłumaczeniowa). bazy tłumaczeń TM prawie wszystkich aplikacji CAT składają się z odpowiednich par wierszy wejściowych (źródło tłumaczenia) i wyjściowych (przetłumaczony tekst) tworząc odpowiednie segmenty tekstu. zadaniem TMbuildera jest tworzenie właśnie takich par na podstawie luźnego tekstu, aby możliwe było zaimportowanie ich do odpowiedniej aplikacji CAT.

program można pobrać ze strony domowej projektu: http://ankudowicz.com/tmbuilder/ -- aplikacja jest darmowa, waży ok 300KB.



podstawowe cechy:

TMbuilder został napisany w Microsoft Visual Studio, tak więc do uruchomienia programu konieczne jest posiadanie bibliotek .NET Framework 3.5. program akceptuje dwa rodzaje plików wejściowych: pliki CSV (separatorem jest tu tabulator) i pliki MS Excela (dwie kolumny). plikami wyjściowymi może być format Translator Workbench (plik txt akceptowany przez SDL Trados) lub uniwersalny plik tmx (Translation Memory eXchange, oparty na schemacie xml) [tak, dziwnym zbiegiem okoliczności jest to również mój nick], akceptowalny przez wszystkie inne aplikacje CAT. TMbuilder oferuje ponadto obsługę wszystkich standardowych pól omawianego formatu oraz kilka innych użytecznych funkcji, jak obsługa odpowiedniego kodowania plików (standardem formatu tmx jest Unicode), łączenie wielu plików wejściowych w jeden wyjściowy czy usuwanie podwójnych cudzysłowów, które tworzą się automatycznie podczas zapisywania pliku tekstowego w Excelu. dobra, nie będę tu tego opisywał dokładnie, wszystko zawarte jest w Pomocy, z tym, że po angielsku. poniżej copy and paste z myślą o karierze międzynarodowej:

TMbuilder 1.0 -- main features:

:: Accepts two input formats: tab-delimited text files and MS Excel spreadsheets
:: Creates output files in two file formats: Translator’s Workbench 7.x/8.x (TXT) and the Translation Memory eXchange (TMX)
:: Works on multiple input files and offers a merging feature - there might be just one import file
:: Allows the user to specify standard TM fields, like: source and target ISO flags, segment descriptions and author name
:: Removes additional quotes often created by MS Excel when saving the file to the Text form
:: Works with standard encodings: Unicode and UTF-8
:: Rapid file creation: milliseconds for .txt and seconds for .xls input files
:: Application is free for non-commercial use and can be distributed as a standalone executable program

TMbuilder was created to save both my and everybody else’s time that could be wasted using Trados’ WinAlign or any other commercially available alignment programs which usually don't offer an acceptable merging quality. One of my Localization projects pushed me to build up a new TM project from hundreds of thousands of words saved in MS Excel spreadsheets. My previously created command-line tool didn’t accept the format, so TMbuilder 1.0 GUI was created to suit modern world needs ;)

TMbuilder - the easiest Translation Memory export creator is a small tool that makes building up TM export/import files as straight-forward as possible. The 1.0 build uses code pieces from a previously created console-based version but has a nice and handy GUI. It was written in Microsoft Visual Studio 2008 so the Microsoft .NET Framework 3.5 is necessary to use the application.

27

kwi
2010

Dolina Skagit, cz. II -- jeszcze więcej tulipanów..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 23:25

jeszcze kilka milionów kwiatów..



















28

kwi
2010

Skagit County -- Chuckanut Drive..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 23:21

dolina Skagit to nie tylko bujna roślinność. kolejną z atrakcji jest droga Chuckanut Drive -- znana waszyngtońska 'stara autostrada' określana przez Amerykańców mianem scenic, czyli trasą malowniczą, widowiskową. droga ta jest przedłużeniem trasy międzystanowej 101, po której 6 lat temu jechaliśmy z chłopakami w Kalifornii i o której pisałem kiedyś w tym miejscu.. mam słabość do bocznych, koniecznie oznaczonych żółtymi liniami dróg i mimo że przez okolicę przejeżdżaliśmy już dwukrotnie (do Vancouver autostradą nr 5), na Chuckanut Drive poświęciliśmy połowę naszej wycieczkowej soboty..

trochę historii: budowę drogi ukończono w roku 1896 i w tamtym czasie była to jedyna trasa łącząca północne tereny przygraniczne z gęściej zaludnionym południem. do tej pory cały transport w stanie Waszyngton odbywał się drogą wodną bądź kolejową. w latach 1913-1931, jak wspomniałem wcześniej, trasa ta była częścią Autostrady Pacyficznej, która rozciągała się od San Diego na południu kraju, aż po kanadyjskie Vancouver. głównymi atrakcjami widokowymi drogi do dzisiaj pozostaje zatoka Pudget Sound, wyspy San Juan i ośnieżone szczyty Gór Olimpijskich..

poniżej, prawie u samego brzegu zatoki, ciągnie się trakcja kolejowa Amtrak. na samej trasie co jakiś czas można zatrzymać się w niewielkich lokalnych restauracjach -- gwiazdą menu są tu lokalne, zaszczepione z Japonii, ostrygi. nie wiem, nie jadam. jest również spory park stanowy Larrabee. ruch jest niewielki, bo każdy, kto chce gdzieś dojechać w sensowym czasie wybiera równolegle położoną autostradę..





















dwie fotki z mówiącej przeszłością tablicy na jednym z punktów widokowych:





po 24 milach docieramy do niewielkiego miasteczka Fairhaven (dzisiaj jest to już część większego Bellingham), w którym jemy lokalnie rozmrażaną rybę z frytkami. co ciekawe, osada ta wcale nie jest drewniano-papierowa, jak znaczna część tego kraju, a przeważają tu domy ceglane:









25

kwi
2010

sportowa sobota..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 07:33

sportowa sobota z live streamem przyniosła bardzo dobre wyniki: przegrał piast i jest coraz bliżej spadku. wygrał górnik i ciągle jesteśmy w walce o ekstraklasę. odblokowali się Zahor z Boninem, może coś jeszcze w tej rundzie ustrzelą. przed chwilą Adamek wygrał na punkty z Arreolą i pas mistrzowski w wadze ciężkiej jest już na wyciągnięcie ręki. brawo Góral, ja oczywiście zjadłem buta z nerwów, ale zawsze tak jest gdy oglądam boks zawodowy. przy żadnej innej dyscyplinie się tak nie denerwuję. Tomek zarobił za 36 minut boksowania i 10 minut przerw miedzy rundami półtora miliona dolarów. nieźle. i tylko nasz ligowy hit miedzy wisłą a lechem rozczarował. ale kto by się tam w takim momencie przejmował miszczem kraju..

23

kwi
2010

Vancouver cz. III -- Gastown, historyczna dzielnica..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 00:52

tragedia 10-go kwietnia zastopowała na trochę zarówno nasz kraj, jak i moją stronę. najpierw miałem nic o tym nie pisać, potem zmieniłem zdanie, ale ostatecznie zdecydowałem się pozostawić to wydarzenie bez komentarza -- jest wiele mądrzejszych od tomxx.net stron, na których powiedziano już wszystko. od siebie tylko trzy krótkie zdania: najbardziej boli śmierć osoby spotkanej osobiście. z wszystkich, którzy zginęli, dane mi było spotkać tylko jedną osobę, prezesa PKOl-u, Piotra Nurowskiego. rozmawiałem z nim niespełna półtorej miesiąca temu w Vancouver podczas Igrzysk. i nigdy nie zapomnę jego radości z sukcesu Justyny Kowalczyk.

jedziemy dalej, bo jak się można było tego spodziewać, świat nie zwolnił ani na chwilę. ostatnie wrażenia z Vancouver, a później kolejne wyjazdy..

jak wspomniałem wcześniej Vancouver jest miastem młodym. jego najstarszą, historyczną część stanowi dzielnica Gastown, znajdująca się na nieco z boku zatłoczonego Downtown. pierwsze budynki powstały tu w 1867 roku, a sama nazwa pochodzi od Jacka 'Gassy' Deightona -- marynarza, który otworzył tu pierwszy w mieście saloon. dla takich miejsc warto odwiedzać światowe miasta: wspaniale zadbana historyczna architektura, rozległe uliczne kafejki, małe butiki, restauracje i kluby. coś jak mix Amsterdamu z wąskimi alejkami angielskiego Brighton. niezły klimat i jedna z głównych atrakcji miasta..

najbardziej znaną atrakcją Gastown jest jednak .. zegar parowy. wybudowano go w 1977 roku na ulicznym wylocie pary, częściowo aby uniemożliwić bezdomnym spanie w tym miejscu. zegar kilkakrotnie się psuł i musiał być zasilany energią elektryczną, jednak jego dzisiejsza praca opiera się całkowicie na początkowym pomyśle pary. co piętnaście minut zegar wydaje specyficzny dźwięk za pomocą zainstalowanego w środku gwizdka parowego. więcej informacji o zegarze znajduje się na stronach wiki.











23

kwi
2010

Dolina Skagit, cz. I -- Festiwal Tulipanów..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 22:55

Washington, Evergreen State to napis-symbol znajdujący się na tablicach siedmiu milionów zarejestrowanych tu samochodów. stan wiecznej zieleni, zimą trochę przygaszonej, na nowo rozkwita wczesną wiosną, a pierwszym w pełni budzącym się do życia obszarem stanu jest okręg Skagit. Skagit County położony jest między Seattle na południu i Vancouver na północy, oraz wyspami San Juan na zachodzie i pasmem Północnych Gór Kaskadowych ciągnących się na całej długości wschodniego horyzontu.. obecnie zamieszkuje go zaledwie 118 tys. mieszkańców.

Dolina Skagit, najbardziej znana część całego regionu, jest miejscem obfitującym w niezwykle żyzne gleby. kilka płynących tutaj rzek znajduje się już na poziomie morza, stąd częste wylewy i idealne warunki do rozwoju roślinności. dolina słynie w okolicy z upraw kwiatów, a kwiecień każdego roku zdominowany jest przez Festiwal Tulipanów, który w tym roku odbywa się już po raz 27. przejeżdżając wąskimi drogami obszaru co jakiś czas natrafiamy na rozkwitnięte pole kwiatowe. obok nich znajdują się miejsca jeszcze zielone, jednak można być pewnym, że kwiaty pojawią się tu w przeciągu następnych dwóch tygodni. i tak przez całą wiosnę: żonkile, tulipany i irysy, na zmianę, ku uciesze uszczęśliwionej wiosną gawiedzi.. Festiwal to nie tylko podziwianie kwiatów, to również uliczne występy i pokazy lokalnej sztuki.. poniżej próbka możliwości lokalnych palet kolorów..























06

kwi
2010

Vancouver cz. II -- miasto, w którym każdy chciałby mieszkać..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 22:52

Vancouver z uwagi na swe położenie nazywany jest Bramą na Daleki Wschód. z jednej strony rozległe wody oceanu spokojnego, z drugiej wysokie pasma Gór Nadbrzeżnych i Kaskadowych. o życiu metropolii w dużej mierze decyduje woda i największy w tej części świata port przeładunkowy.. nazwa miasta pochodzi od brytyjskiego kapitana George'a Vancouvera, który przemierzał te obszary w ostatnich latach XVIII wieku. Vancouver jest więc miastem młodym i może dlatego jego rozwój był tak dynamiczny. od wielu lat miasto znajduje się wysoko na liście 'najlepszych miejsc do mieszkania na ziemi', a jedynym minusem położenia jest zmienna i kapryśna pogoda.

Olimpiada z pewnością była pewnym bodźcem do poprawienia wizerunku metropolii, jednak władze miasta za dużo do poprawy nie miały. nasze pierwsze godziny w Vancouver to w dużej mierze zachwyt nad idealnym wręcz porządkiem i perfekcyjną starannością. te wszystkie równe krawężniki, niewielkie 'wyspy' zieleni i kwiatów, liczne parki z małymi jeziorkami, ścieżki rowerowe, parkingi, boiska sportowe i ogólna czystość. nad wszystkim góruje cudowna architektura wpasowana w położenie i koloryt okolicy. Jan Morris powiedział kiedyś, że jest to miasto, w którym każdy chciałby zamieszkać.. i rzeczywiście, po prawie roku mieszkania w Seattle różnicę na korzyść Vancouver dostrzega się po chwili.. może to dziwnie zabrzmi, ale wszyscy mieszkańcy mogą uznawać się za napływowych. oprócz potomków pierwszych brytyjskich osadników mieszka tu bardzo silna reprezentacja Irlandczyków i Niemców, ale są również Włosi, Ukraińcy, Chińczycy i ponad 20 tys Polaków..



















01

kwi
2010

Vancouver cz. I -- olimpijskie ostatki..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 05:44

tydzień temu ponownie odwiedziliśmy Vancouver. Agata poznała miasto gdy ja dopingowałem Justynę w Whistler, więc na dobrą sprawę tylko dla mnie był to debiut. ze Seattle do granicy mamy 111 mil, czyli niecałe dwie godziny spokojnej jazdy. od granicy do centrum jest jeszcze ok 35 mil, więc cała podróż trwa ok 2.5h. na granicy stoi się ok 5 minut, za każdym razem słyszymy 5-7 dziwnych pytań: po co, dlaczego i do kiedy?

zanim na dobre rozkręcę się o Vancouver, bo zdecydowanie jest o czym opowiadać i co pokazywać, zarzucę kilkoma olimpijskimi ostatkami. Zimowe Igrzyska już poza nami, ale przecież nadal trwa paraolimpiada i nadal płonie olimpijski znicz. przy marinie, w samym centrum wielkiego miasta, wciąż kręci się cała masa ludzi obsługujących tą wielką imprezę, a gdzieniegdzie widać poruszających się na wózkach sportowców. do tego oczywiście wielkie tłumy turystów, ciężko znaleźć wolne miejsce w kafejce czy restauracji..

znicz olimpijski znajduje się nad samą wodą w okolicy Coal Harbour, a jego konstrukcję -- tradycyjny stos ogniskowy -- tworzą cztery potężne pale zbudowane z zielonego szkła. na ich przecięciu wyrasta piąty element, z którego wzbija się największy płomień. ogień tradycyjnie przywędrował z Grecji, po dotarciu do Ameryki Północnej przemierzył całą Kanadę, by wreszcie, z rąk legendarnego hokeisty Wayne'a Gretskiego, na stałe zapłonąć na zniczu. oprócz symbolu olimpiady jest w tym zniczu coś niesamowitego -- potężne odzwierciedlenie nadziei i sportowy duch rywalizacji, jak również legendarna już kanadyjska duma. tę dumę i honor bycia Kanadyjczykiem widać w Vancouver na każdym kroku.. konstrukcja ma zostać w tym miejscu na dłużej, jednak zapalana ma być tylko na specjalne okazje..











24

mar
2010

Przystanek Alaska trip.. cz. II -- kilka słów o Roslyn..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 05:16

miasteczko Cicely -- filmowy Przystanek Alaska, czyli Roslyn/WA to osada górnicza. powstała w 1886 roku, a jej głównym zadaniem było wydobycie węgla dla dynamicznie rozwijającej się linii kolejowej korporacji Northern Pacific Railway. w końcówce XIX wieku głównym zadaniem przemysłu kolejowego było przebicie się przez góry Kaskadowe i osiągniecie zatoki Pudget Bay w okolicach Seattle..

dzisiejsze Roslyn zamieszkuje nieco ponad 1000 osób i gdyby nie serialowa sława, miasteczko prawdopodobnie zaginęłoby w pomroce dziejów. w oczy rzuca się nieregularna i krzywa drewniana zabudowa, przypominająca miasteczka znane z klasycznych westernów. centralnym punktem jest Pennsylvania Avenue wokół której rozłożone są serialowe zabudowania. mieszkańcy od ponad stu lat gromadzą się w knajpce zwanej 'The Brick', która jest najstarszą wciąż działającą tawerną w stanie Waszyngton. budynek pubu powstał z kilkudziesięciu tysięcy cegieł, a samo miejsce, zarządzane przez Hollinga, bardzo często przewijało się w serialu..

co oprócz pubu? oczywiście gabinet dr. Fleishmanna, malownicza rupieciarnia Ruth-Anne i radio KBHR z którego nadawał Chris o Poranku. to wszystko warto zobaczyć, warto jednak również spojrzeć na tą bardziej rzeczywistą część osady: muzeum górnictwa, szlak opuszczonych kopalń czy budynek lokalnego browaru. to miasteczko, choć ciche, wciąż oferuje wiele tajemnic. a czasem, raz w roku, naprawdę mamy szansę usłyszeć głos Chrisa, spotkać piękną Maggie, czy pomilczeć wspólnie z asystentką doktora, Marilyn. aktorzy odwiedzają Roslyn raz do roku, a meeting ów nosi nazwę Moosefest, o czym była mowa w filmie poniżej. przyjeżdża sporo fanów, pojawiają się aktorzy i prawdopodobnie i my się tam pojawimy 23 czerwca 2010 roku. mam nadzieję, że będzie również przerośnięty łoś..

















cmentarz w Roslyn, jeden z 25 w okolicy, to jakby osobna historia, ściśle jednak wpisana w losy tej niewielkiej osady. służył tysiącom górników, a jego wyjątkowość polega na pogrupowaniu grobów wg kryteriów geograficznych i wyznaniowych. oddzielne sekcje poświęcone różnym narodowościom obejmują te najliczniejsze grupy imigrantów: Chorwatów, Serbów, Niemców czy Włochów, ale jest też sekcja polska. a w zasadzie polsko-litewska, gdyż nasi rodacy spoczywają ramię w ramię z drugą nacją Rzeczypospolitej Obojga Narodów. do dnia dzisiejszego zachowało się 27 polskich grobów, jednak mało kto pamięta o losach zmarłych tu ludzi. udało mi się natomiast porozmawiać z osobą zajmującą się tym cmentarzem, która potwierdziła, iż potomkowie przybyłych tu Polaków nadal mieszkają w okolicy Roslyn..






26

mar
2010

w Seattle już wiosna..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 06:28

wiosna w pełni -- wszystkie zdjęcia pochodzą z terenu kampusu University of Washington.





ten katedro podobny budynek to uniwersytecka biblioteka (Suzzallo Library):










większość poniższych fotek pochodzi z Alei Wiśniowej, znanej z mnóstwa drzew rodem z Japonii:


















15

mar
2010

Górnik walczy jak równy z równym z amatorami..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 22:59

Górnik wygrał pierwszy od wieków mecz o stawkę -- przy zamkniętym w większej części przedwojennym stadionie udało się wymęczyć skromne 1-0 z kopaczami z Gorzowa Wlkp. i co z tego wynika?

nic. a w zasadzie nic pozytywnego. Górnik miał w tej lidze wymiatać. miał miażdżyć rywali, samą swoją nazwą powodować drżenie ich łydek. w rzeczywistości Górnik gra na tak żenującym poziomie, że nikt w tej śmiesznej lidze się naszych kopaczy nie obawia. nikt nie zamyka się na własnym polu karnym, a większość zespołów prowadzi z nami otwartą grę, będąc często drużynami lepszymi. problem tylko w tym, że nasze 'gwiazdy' zarabiają 10 razy więcej od przeciętnego wyrobnika ligowego, a sam budżet Górnika starczyłby innym drużynom na spokojną 5-letnią egzystencję..

Górnik gra tak straszną padakę, gra taką przykrą piłkę, jakiej jeszcze nie pamiętam, a kibicuję przecież od lat dwudziestu. wystarczy napisać, że w ostatnich dwóch meczach Górnik zagroził bramce gości (a młodzież Katowic i Gorzowa to przecież kompletni amatorzy) może łącznie z 3 razy. a może i nawet nie tyle. zero składnych akcji, zero sytuacji, problem z trzema (!!) dokładnymi podaniami. zero dryblingu, zero celnych dośrodkowań, żadnego zagrożenia po stałych fragmentach gry. Polonia Bytom, drużyna za darmo i na pniu sklecona z piłkarzy niepotrzebnych nigdzie indziej ogrywa Legię. Ruch Chorzów, który wcale nie ma lepszych od nas piłkarzy, walczy o mistrza Polski. równie słaba jak my rok temu Cracovia bez problemu zapewnia sobie byt w ekstraklasie. i tylko naszym grajkom sie nie chce, nie wychodzi lub nie potrafią. tego się wręcz nie da oglądać, a na moje nieszczęście Górnik puszczany jest w TV z uporem maniaka..

a najgorsze jest to, że mi ciągle tak bardzo zależy. mam tu kilku chłopaków kibicujących swoim drużynom, ale nikt nie wstaje o 5 rano, żeby obejrzeć mecz swojego zespołu. i jak, do cholery, mam potem tłumaczyć takiemu Brytyjczykowi, że fuksiarsko ograliśmy w lidze taki GieKaPe Gorzów, kiedy jego Manchester United w tygodniu leje Milan cztery do jaja i nikt się tym za bardzo nie podnieca? zapyta się pewnie kolega Brytyjczyk, czy GieKaPe Gorzów jest lepszy od Mediolanu i kiedy ostatnio grał w Lidze Mistrzów. ja nawet nie wspominam, że ostatnio LM w Polsce widzieliśmy przed piętnastoma laty. i tak by w to nie uwierzył..

20

mar
2010

Przystanek Alaska trip.. cz. I -- film

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 09:36

kolejnym punktem naszych wycieczek śladem znanych seriali było Roslyn w stanie Waszyngton gdzie kręcono popularny w wielu krajach Przystanek Alaska. serial po raz pierwszy emitowany był w latach 1990-1995 i opowiadał historię niewielkiego miasteczka Cicely położonego gdzieś na Alasce. powstało 110 odcinków, a entuzjastyczne przyjęcie przez widzów na całym świecie wynikało z niezwykle ciepłej atmosfery, barwnej kreacji postaci i dialogów oraz wyjątkowemu otoczeniu 'zimnej i nieprzyjaznej Alaski'..

zacznę nietypowo, bo od filmu. to niejako mój debiut, nie licząc akademii ku czci ojczyzny w podstawówce i występów przed całą szkołą w sali gimnastycznej ;) nawijałem z głowy, czyli fristajlowo, więc wybaczcie nazbyt częste powtórzenie niektórych 'fantastycznych' słów..

10

mar
2010

śnieżna kraina cz. II -- film z doliny Paradise..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 19:21

wersja HD bezpośrednio na Vimeo, więc lepiej tam oglądać, muzyka: Mehdi -- Sequoia.

11

mar
2010

śnieżna kraina cz. III -- więcej fotek..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 23:18




























04

mar
2010

Vancouver 2010 cz. IV -- twarze..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 06:56

kilka znanych osób, które dorwałem w strefie VIP. żeby było śmieszniej, to brak identyfikatora i autoryzacji zauważono u mnie dopiero kiedy opuszczałem to miejsce. widać aparat wystarcza. zresztą kilka z poniższych osób pytało z jakiej jestem gazety, a ktoś bez zastanowienia rzucił, że z Faktu.. dobrze, że nie z Pudelka..

Piotr Nurowski -- prezes PKOl:


Włodzimierz Szaranowicz -- dyrektor TVP Sport:


Piotr Sobczyński -- dziennikarz TVP, to nasze drugie spotkanie po MŚ2006 w Niemczech:


Łukasz Ligocki -- członek Misji Olimpijskiej, brat Michała i kuzyn Pauliny Ligockiej, naszych reprezentantów w snowboardzie:


Tomasz Zimoch -- jeden z najlepszych polskich sprawozdawców sportowych:


dwa Tomki:


i na koniec ja z bukietem zielonego czegoś, co dostała Justyna Kowalczyk na stadionie po zwycięstwie w swoim biegu. tego typu kwiaty otrzymywali wszyscy sportowcy od razu po zawodach, a medale przyznawane były tego dnia wieczorem w miasteczku olimpijskim. walczyłem twardo, bo chyba warto było mieć z tym bukietem zdjęcie pamiątkowe..


06

mar
2010

śnieżna kraina cz. I

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 08:53

pierwsza część śnieżnego reportażu. zdjęcia pochodzą spod wulkanu Mt Rainier będącego częścią Gór Kaskadowych, a dokładniej z doliny Paradise, którą odwiedziliśmy w lecie zeszłego roku i o której pisałem tutaj. piękne to miejsce, ale tak bajkowego śniegu nie spotkałem jeszcze chyba nigdy. pierwsze trzy panoramy przedstawiają widok spod wulkanu na południe, natomiast zdjęcie ostanie z doliny Paradise na północ, czyli na sam wulkan. miejsce to znajduje się na wysokości 1,645 m npm, a sam Mt Rainier osiąga wysokość 4,392 m. zdjęcia zrobiłem nowym Nikonem 70-200, a to najdłuższe poskładane jest z 11 ujęć. wkrótce kolejne fotki i (stabilny tym razem) film. muszę go poskładać, ale to zajmuje więcej czasu, niż się tego można spodziewać..

dla niskiej rozdzielczości podaję linki do panoram bez lightboksa: 1, 2, 3 i 4.









02

mar
2010

Vancouver 2010 cz. III -- widziane z boku..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 08:28

w czasie trwania olimpiady nie można było dojechać Whistler własnym samochodem. w zamian organizatorzy zapewnili dojazd autobusami z Vancouver -- bilet kosztował ok 50$, a sama podróż trwała ok 2.5h w jedną stronę. po przyjeździe na miejsce kilka niespodzianek: w kasach wciąż były bilety i to nie tylko na narciarstwo (również na finał hokeja!), a dookoła panowała wyjątkowo polska atmosfera. na zawodach stawiło się wielu naszych rodaków (głównie tych na stałe mieszkających w Kanadzie i Stanach), a polskie 'dzień dobry, jak się mash?' słyszane było ze wszystkich stron, głównie od osób pracujących przy obsłudze. szybko dostaję się na stadion, a tu kolejny szok: grupa ok 10 osób rozwija flagę z napisem 'GLIWICE'.. sam bieg trwał ok półtorej godziny, a ja w tym czasie przeszedłem całą trasę, na którą składały się po trzy okrążenia dwóch pętli. fajnie, że nie trzymano kibiców w okolicach stadionu, bo klimat wyścigu był o wiele lepszy poza miejscem rozkrzyczanego tłumu. spotykam wielu rodaków, jak również kibiców z Norwegii, Szwecji, Estonii, Japonii czy Alaski.. po biegu udaje mi się przedostać do strefy VIP-ów (hehe, który to już raz korzystam z wyuczonej przed laty metody wchodzenia 'na krzywy ryj') i rozmawiam z przedstawicielami polskich mediów. jest Szaranowicz, Piotr Sobczyński (mówię mu, że zrobiliśmy sobie zdjęcie przed meczem Niemcy-Polska na MŚ w roku 2006), Tomasz Zimoch. do tego władze polskiego narciarstwa i PKOl, ale o tym w kolejnej notce.. wyjazd zdecydowanie się udał: mamy historyczne złoto, mega emocje, gdyby tylko pogoda była trochę lepsza..

































01

mar
2010

Vancouver 2010 cz. II -- finisz Justyny Kowalczyk..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 06:52

sorry za drżące ręce i huśtawkę (kamery i nastrojów) -- to moja wspólna praca z najlepszym polskim redaktorem wszech czasów, Tomkiem Zimochem :) spotkałem go po zawodach, przekazałem pozdrowienia od kibica Górnika Zabrze, rozmawialiśmy kilka minut, a pan Tomasz poprosił mnie o wywiad. odpowiedziałem na 5 pytań 'prawdziwego polskiego kibica' do jego podręcznego dyktafonu, ale szczerze mówiąc nie pamiętam już ani pytań, ani tym bardziej moich odpowiedzi. może gdzieś to kiedyś w radiu poleci.. podczas zawodów głównie fotografowałem, ale na czas finiszu schowałem aparat i zacząłem nagrywanie. niesamowite emocje! wersja HD jak zwykle dostępna jest bezpośrednio na Vimeo..

20

wrz
2010

Grand Teton cz. III -- kolejne drewniane zabytki parku..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 05:43

miejsce, w którym główna droga ciągnąca się kilometrami przez Grand Teton National Park zatacza pętlę, nosi nazwę Moose Junction. jadąc dalej na południe dotrze się do krańca parku, czyli południowego wjazdu do Tetons i Yellowstone, za którym rozłożone są już zabudowania jedynego w tych okolicach większego miasteczka -- Jackson Hole. miasteczko stanowi całkiem znaczący ośrodek narciarski, co w połączeniu z obecnością parków narodowych tłumaczy liczbę samolotów przelatujących nad naszymi głowami. dolina Grand Teton jest płaska jak stół, a nisko przelatujące samoloty tworzą irracjonalne połączenie nowoczesności i drewnianej zabudowy parku..

w pobliżu skrzyżowania Moose (łosia obecności w tej okolicy nie stwierdzono) wybudowano bardzo fajne Visitor Center. mapy, zdjęcia, duża księgarnia, strażnicy mający radochę z rozmowy z turystami -- oprócz tego multimedialne prezentacje, opowieści o rodowitych mieszkańcach i pierwszych traperach eksplorujących obszary parku. wszystko to z dużym rozmachem. kilka kilometrów dalej docieramy do Kaplicy Przeobrażenia Pańskiego (Chapel of the Transfiguration) -- niewielkiego drewnianego budynku z 1925 roku idealnie wkomponowanego w piękno otaczających ją krajobrazów. za ołtarzem znajduje się duże okno, tak więc naturalnym tłem odbywających się tu nabożeństw jest potężny masyw skalny gór Cathedral. przed kaplicą znajduje się drewniana dzwonnica.. ostatnim odwiedzonym miejscem w parku Teton (oprócz jezior nad którymi w słońcu przeleżeliśmy pół dnia) jest Cunningham Cabin. kolejna malownicza budowla, postawiona przez samego bliżej-mi-nieznanego Cunninghama w 1888 roku, będąca kiedyś częścią większego rancza. więcej informacji na wiki..















10

wrz
2010

Baker Lake -- wilki morskie..

kategoria: humor, link bezpośredni

Seattle, 20:31

namiotowanie na dziko w Mt. Baker-Snoqualmie National Forest. ośnieżony wulkan Mt Baker w tle, taplamy się w jeziorze Baker -- woda ciepła, wakacyjna atmosfera..

13

wrz
2010

Grand Teton cz. I -- o parku..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 06:36

Park Narodowy Grand Teton pozostaje jednym z symboli amerykańskich przestrzeni. pasmo górskie Teton wyrasta jak potężna ściana z podłoża rozleglej doliny -- jego szczyty: trójkątne i ostre przywodzą na myśl jakaś niesamowitą mozaikę roztrzaskanego szkła, potężną grzywę kontrastujących z niebem masywów skalnych. położony na terenie stanu Wyoming i graniczący od północy z Yellowstone, park przyciąga rocznie ponad 2.5 mln odwiedzających. niektórzy korzystają z okazji i wjeżdżają do parku przy okazji dłuższej wycieczki do Yellowstone, inni, oczarowani atrakcjami, historią, pięknem i dzikością Grand Tetonu potrafią spędzić tu całe tygodnie..

większość obszaru parku stanowi płaska jak stół dolina, którą przecinają liczne rzeki i jeziora. poniższe zdjęcia pochodzą z 3 rożnych lokacji we wschodniej stronie parku wzdłuż cudownie meandrującej rzeki Snake. Schwabacher Landing, ulubione miejsce fotografów krajobrazowych, niestety nie miałem tu dobrego światła. poranek był pochmurny, świeciło nijako i krajobrazy są dość spłaszczone (chmury przepuściły trochę promieni na dwie, dosłownie, kompozycje). podobnie w Oxbow Bend, skąd pochodzą fotki na dole. na szczęście słońce wyszło po południu o czym wkrótce w kolejnych notkach..





















15

wrz
2010

Grand Teton cz. II -- Mormon Row..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:57

kierując się na południe wzdłuż rzeki Snake docieramy w końcu do Mormon Row Historic District. poważnie brzmiący dystrykt historyczny to nic innego jak resztki osady Mormonów, którzy zamieszkiwali te ziemie na początku XX wieku. stuletnia zabudowa 6 gospodarstw (domy, stajnie, stodoły, systemy irygacyjne) tworzy dzisiaj swoisty skansen, który w naturalny sposób obrazuje życie ówczesnych mieszkańców tych okolic. na początku poprzedniego wieku mieszkało tu wiele rodzin, jednak założenie Parku narodowego Grand Teton, a następnie jego dalsze rozszerzenie na południe, zmusiły ówczesnych mieszkańców do porzucenia swoich gospodarstw..

osada Mormonów jest chyba najbardziej obfotografowanym miejscem w tej części stanu. idealne warunki panują tu tuż po wschodzie słońca -- wczesnym rankiem wychodzące zza wzgórz słońce ciepłym światłem obmywa malownicze zabudowania i znajdujące się po drugiej stronie doliny pasmo Teton. my nocowaliśmy w Yellowstone, więc dojechanie na miejsce zabrało nam ponad 3 godziny. swoją drogą, ciężkie musiało być życie sto lat temu w takim miejscu. otwarta na wiele kilometrów dolina nie chroniła tu przed warunkami pogodowymi, a temperatura w tych górach często spada do -40 stopni. do tego wszędzie daleko -- podróż samochodem trwa kilka godzin, więc wyprawa konno trwała całe dnie. no, ale takie odległości sprzyjają rozwojowi samowystarczalnych mini-gospodarstw..




bezpośredni link do panoramy (dla tych z mniejszą przekątną ekranu)


bezpośredni link do panoramy (dla tych z mniejszą przekątną ekranu)








bezpośredni link do panoramy (dla tych z mniejszą przekątną ekranu)

06

wrz
2010

wschodnia część stanu Waszyngton -- cz. III -- impresje Palouse..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 08:08


























30

sie
2010

wschodnia część stanu Waszyngton -- cz. I -- pustynia..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 06:37

Góry Kaskadowe dzielą stan Waszyngton na wilgotną, mokrą wręcz, część zachodnią, suche, spalone słońcem obszary centralne i na rolnicze, prawie w całości porośnięte trawami i zbożami, tereny Wschodu. o Zachodzie piszę bez przerwy -- począwszy od oceanu, to Płw. Olimpijski, przez Seattle i czyli wszystko znajdujące się po prawej stronie Kaskad. w część centralną i wschodnią po raz pierwszy zapuściliśmy się przy okazji drogi do Yellowstone -- stan jest duży, jego powierzchnia to ok. 60% powierzchni Polski, więc przejechanie trasy ze Seattle do granicy z Idaho zajmuje przynajmniej ok. 5 godzin..

w tej notce kilka słów o części centralnej: po przejechaniu gór teren powoli opada, a jego klimat drastycznie się zmienia. po kilkudziesięciu milach znikają drzewa, a całą roślinność, aż po sam horyzont, stanowią suche i niskie krzewy. pagórkowaty step ciągnie się przez długie mile po obu stronach autostrady I-90, a po pewnym czasie i te krzewy znikają, a obszar przemienia się w kamienną pustynię. jednym z nielicznych urozmaiceń jest tu rzeka Columbia -- ogromna, wolno płynąca woda, której źródła wybijają w Kanadzie, a dorzecze stanowi obszar porównywalny z terenem Francji.. brzegi rzeki, przez miliony lat wyżłabiane przez wodę przypominają mi w pewnym stopniu Wielki Kanion -- ten sam rodzaj skały, podobna geologia, nawet nazwa rzeki podoba..

























02

wrz
2010

wschodnia część stanu Waszyngton -- cz. II -- Palouse County..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 21:35

są takie miejsca na Ziemi o których się filozofom nie śniło.. o Palouse nie śniło się również francuskim traperom, którzy w XVII wieku dotarli do wschodnich obszarów dzisiejszego terytorium stanu Waszyngton. jedna z teorii, mówi iż to właśnie oni nazwali ten obszar Palouse -- od francuskiego pelouse oznaczającego trawę, trawnik. druga z teorii, nieco bardziej romantyczna, mówi, iż nazwa obszaru (i miasteczka) pochodzi od zamieszkujących te obszary od tysiącleci Indian Sehaptin, a dokładnie od ich głównej wioski, zwanej Palus..

o Palouse nie śniło się również mnie -- owszem, o miejscu dowiedziałem się w 2007 roku z tego zdjęcia na trekearth, ale w życiu nie przypuszczałem, że kiedyś osobiście tu dojadę. było to kilka lat przed decyzją o przeniesieniu się do Stanów i dopiero w Seattle wykluła się myśl, aby podczas wyprawy do Yellowstone zrobić sobie tu przerwę.. hrabstwo Palouse znajduje się kilkadziesiąt kilometrów od granicy Waszyngtonu z Idaho, blisko autostrady I-90, którą jak przecinak mknęliśmy na Wschód przez ponad 800km..

najlepszym miejscem do podziwiania malowniczego pofałdowania terenu jest park stanowy Steptoe Butte. pierwsze z poniższych zdjęć zrobiłem już o 3.30 nad ranem -- cały trik polegał na przybyciu na miejsce w nocy, tak aby zabawę rozpocząć przed wschodem słońca. na wzniesienie dojechaliśmy ok 1 w nocy, 2 godziny snu i zacząłem rozkładanie statywu. na miejscu był jeszcze jeden fotograf (również ze Seattle), a po wschodzie słońca, ok 4.30, przyjechało kolejnych dziesięciu. rozpoczęło się malowniczo: słońce wzeszło jak przewidział Kopernik, później niestety grube chmury zabrały całe jego ciepło. dopiero ok 5, dosłownie na 15 minut słońce znowu się przebiło i z tego momentu pochodzi większość poniższych zdjęć. czapka, rękawiczki, solidny statyw i długi obiektyw (ja miałem 200mm z 1.5 cropem) to podstawa -- na górze wieje i jest dosyć zimno..































18

sie
2010

we're all living in America, Amerika is wunderbar.

kategoria: humor, link bezpośredni

Seattle, 07:09

właśnie mija 400 dni naszego życia w Stanach -- w Ameryce, krainie luksusu i wszechobecnego szczęścia. jak zapodawał Muniek przed laty:

Stany, Sany, fajowa jazda
Zjednoczonych łopot flag
Ameryka, gwiaździsty sztandar
Czujesz klimat, na pewno tak..


no, a że nie zawsze jest łatwo, to zapraszam do wygrzebanego na tubie filmiku..

19

sie
2010

Yellowstone cz. VII -- Mammoth Hot Springs..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 23:55

to już ostatnia część naszej yellowstonowskiej przygody. mógłbym tak jeszcze długo pisać o tych miejscach, ale powoli fotki mi się kończą, a i już czas na kolejne wyprawy.. docieramy do gorących źródeł Mammoth znajdujących się w północno-zachodniej części parku. sporą część obiektów wartych zwiedzenia stanowią tarasy (od Mammoth Terraces), czyli zespół wzgórz pokrytych osadami wapienia wytrąconymi z wybijającej tu wody. śnieżnobiałe tarasy powstawały przez tysiące lat, gdy wypływająca z wnętrza ziemi woda o temperaturze ok 77st C ochładzała się wytrącając węglan wapnia..

w czasie naszego pobytu tarasy w większości pozostawały suche. dopiero później doczytałem, że źródło, które przez lata stworzyło to cudo zostało przesunięte na skutek niewielkiego wybuchu wulkanu. podobne rzeczy zdarzały się w historii wielokrotnie, stąd Mammoth Hot Spirings są tak bardzo rozległe. przez cały obszar źródeł prowadzą drewniane kładki, a szczególne wrażenie robią na nas obumarłe przed laty drzewa. kiedyś był tu las, o którym dzisiaj przypominają nam tylko pojedyncze zasuszone w wapieniu kawałki drzew.

obok źródeł znajdują się największe zabudowania w parku. oprócz fortu Yellowstone wybudowano tu dość spory Mammoth Hotel, więc my uciekamy od razu po obejrzeniu źródeł. nasz kemping znajdował się nad jeziorem Yellowstone w południowej części parku, mamy więc do pokonania prawie całą trasę z północy -- w sumie prawie 2 godziny jazdy.









































10

sie
2010

Yellowstone cz. IV -- wielki kanion..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:20

The Grand Canyon of Yellowstone wygląda imponująco. szczególnie w ciepłym popołudniowym słońcu wyciągającym z pionowych wręcz ścian wszystkie możliwe barwy i odcienie. tajemnica kontrastujących ze sobą żółci i czerwieni leży w pierwiastkach żelaza, które przez miliony lat ulegały przeróżnym zmianom termalnym. dno kanionu było niegdyś gejzerem -- siłą, która przez wieki podgrzewała okoliczne skały powodując wytrącenie się różnych składowych żelaza..

kanion liczy niecały kilometr, jego głębokość sięga do 250 metrów, a geolodzy są zgodni, że jego powstanie wiąże się z erozją, a nie wpływem lodowca, który zresztą przykrywał kiedyś te tereny. w jego początkowej (zachodniej) części znajdują się dwa wodospady -- górny i dolny -- na zdjęciach poniżej uwieczniłem tylko ten pierwszy. dnem kanionu Yellowstone płynie, jakże by inaczej, rzeka Yellowstone. na całej długości znajdują się punkty widokowe -- w tym ten najefektowniejszy: Artists Point, równoległy do wodospadu, na którym panuje tłok jak w czasie weekendu na Krupówkach. drugi ze znanych spotów to Inspiration Point -- gołym okiem widać, że sto lat temu nazwy te wyszły spod rozmarzonych spojrzeń dusz artystycznych.. dookoła pobudowano kilka parkingów, więc Amerykanie się zbytnio nie zmęczą chodzeniem -- my zeszliśmy prawie na samo dno kanionu korzystając ze ścieżki wujka tomka (Uncle Tom's Trail) -- to stąd pochodzi naświetlane przez dwie sekundy zdjęcie aksamitnego wodospadu..

















11

sie
2010

Yellowstone cz. V -- Grand Prismatic Spring..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 02:19

Grand Prismatic to największe w Stanach i trzecie co do wielkości na świecie źródło termalne. jest jedną z największych atrakcji parku Yellowstone. do samego źródła prowadzi stosunkowo długa i podniesiona na drewnianych palach ścieżka, a podczas drogi niejednokrotnie toniemy w kłębach pary. wydobywająca się z głównego źródła woda spływa z delikatnie nachylonego wzgórza, co powoduje, że obszar Grand Prismatic zdecydowanie się powiększa.

niezrównane kolory tego miejsca to zasługa bakterii pokrywających ścianki tego źródła termalnego, głównie z powodu bardzo bogatej w minerały wody. bakteria tworzy barwniki (od zieleni do czerwieni), a ich występowanie i natężenie zależy w dużej mierze od temperatury wody. kolorystykę źródła najlepiej widać na zdjęciach zrobionych z wysokości: z samolotu, ale też z sąsiadującego z tym miejscem wzgórza. w necie znajduje się cała masa bajkowych kolorystycznie fotek -- zachęcam do pogooglania, bo moje fotki tego nie pokazują..

odwiedzając te źródła po raz pierwszy w Yellowstone (to był już nasz trzeci dzień) spotkaliśmy Polaków. i to od razu hurtowo -- w sile 40 głów. ekipa naszych rodaków wybrała się tu autobusem z Chicago z polskiego biura podróży ;)

















17

sie
2010

Yellowstone cz. VI -- cały ten dymiący świat..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 02:17

no dobra, dochodzimy do elementów z których Yellowstone słynie w świecie. bo umówmy się, zwierzęta i piękne widoki to nie atrakcje decydujące o randze tego miejsca. Yellowstone słynie z gejzerów, zarówno tych wodnych, jak i błotnych, oraz gorących źródeł. hot springs to miejsca, w których podziwiamy kolorystykę nadaną gorącej wodzie przez florę bakteryjną, gejzery natomiast zaskakują swoją siłą, i co warto podkreślić, regularnością..

jesteśmy w południowo-zachodniej części parku -- to tu znajduje się jedna z największych atrakcji tego miejsca: Old Faithful. stary wierny, w dosłownym tłumaczeniu, gejzer zyskał taką nazwę już w 1870 roku, gdy badacze jednej z ekspedycji zauważyli niezwykłą regularność jego erupcji. co 90 minut woda dochodzi do poziomu wrzenia i wystrzeliwana jest w powietrze. nie jest to ani najefektowniejszy, ani nawet największy gejzer w parku, jednak jego regularność sprawia, że od dziesiątek lat gromadzi on publikę na swoje kilkuminutowe show.. dookoła umieszczono kilka rzędów ławek -- stary wierny gejzer jest tu przecież głównym aktorem tego widowiska..

idziemy dalej, w najbliższej okolicy znajduje się jeszcze kilka ciekawych miejsc. mijamy castle geyser, którego budowa i wysokie ścianki rzeczywiście przypominają zamek. zresztą takich obrazowych nazw jest tu jeszcze sporo -- w końcu wszystkie te strzelające mechanizmy trzeba jakoś wyróżnić. jest więc heart spring, sawmill geyser czy giantess geyser. w końcu dochodzimy do dwóch bajkowych gorących źródeł: liberty pool ze swoją wielkością idealnie wpasuje się w mój szerokokątny obiektyw oraz, najbardziej znany, morning glory pool. ten ostatni wygląda imponująco -- wygląda dzisiaj, bo przez kilka ostatnich lat prezentował się bardziej szarawo. mądrzy turyści wrzucali do środka monety i inne butelki, co spowodowało zmiany w jego wewnętrznej strukturze, a w pewnym momencie zablokowało wręcz całe źródło.. dobra, nie nawijam już i zapraszam do zdjęć -- podane w kolejności zgodnej z opisem.

























06

sie
2010

Yellowstone cz. III -- zwierzęta..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:51

najlepszym miejscem do obserwacji fauny w Yellowstone jest Dolina Lamar (Lamar Valley na północnym wschodzie parku). jest to naturalne środowisko na jednych gatunków, a dla drugich docelowe miejsce wędrówki do wieczornego wodopoju. właśnie wieczorem oraz wczesnym rankiem spotyka się tu największą liczbę bizonów, łosi, jeleni i wapiti. oczywiście park aż tętni od zwierząt i można spotkać je praktycznie wszędzie. kiedy widzi się zastój na drodze to można być pewnym, że samochody zatrzymały się z uwagi na jakieś zwierzęta. największą furorę robią oczywiście niedźwiedzie -- my spotkaliśmy je dwukrotnie: najpierw samicę grizzly z dwoma potomkami w okolicy Mount Washburn (zachodnia część ósemki), następnie niedźwiedzia czarnego na północy, w drodze nad Mammoth Hot Springs. wdzięcznym obiektem fotografowania są bizony -- w Dolnie Lamar spotkaliśmy całe stado, które po jakimś czasie postanowiło przekroczyć drogę. to właśnie z tego miejsca pochodzi większość poniższych fotek. ja fotografuję obiektywem o ogniskowej 200mm, co przy mojej matrycy daje zoom o długości 300mm. trochę to mało, szczególnie w przypadku zwierząt płochliwych. w innym miejscu spotkałem pasjonatów fotografii ptaków, ale tamci mieli lufy wielkiego kalibru, min 500mm..

3 tygodnie od naszego powrotu na jednym z północnych kempingów niedźwiedź w nocy zaatakował kilka osób. nie wiadomo co spowodowało taką agresję o zwierzęcia, zginęła jedna osoba.. pełny artykuł tutaj..



































02

sie
2010

Yellowstone cz. I -- here we come..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 23:51

zawsze chciałem zobaczyć Yellowstone. są na świecie miejsca magiczne -- miejsca, które swoimi nazwami lub narastającymi przez lata legendami, wywołują pociągające skojarzenia. od zawsze przecież gejzery, gorące źródła, ale przede wszystkim niedźwiedzie kojarzyły nam się z tym sławnym, dalekim i niedostępnym Yellowstone. ale jak tam jest w rzeczywistości? o co chodzi z tymi żyjącymi między ludźmi, a przecież zupełnie dziko, zwierzętami? i czemu ten najstarszy ze wszystkich światowych parków narodowych jest taki szczególny? przecież już w 2004 roku poznałem Yosemite, odwiedziłem Grand Canyon, a szczęka opadała mi jeszcze kilkukrotnie zwiedzając Death Valley, Zion, Bryce, arizońską pustynię i wszystkie te szczególne miejsca na podróżniczej mapie Stanów. a jednak do zwieńczenia dzieła i zapięcia klamrą zachodniego piękna Stanów Zjednoczonych brakowało tego jednego Parku. brakowało Yellowstone. cel zrealizowaliśmy w lipcu 2010..



nim jednak zaleję Was informacjami o samym parku i jego atrakcjach, słów kilka o samej podróży. park znajduje się głównie na terytorium stanu Wyoming i samo dojechanie tam jest już sporym wyczynem. od naszego Seattle to prostą jak drut autostradą i kilkoma mniejszymi drogami odległość 800 mil, czyli niespełna 1300km! to coś, jak podróż z Gliwic do Mediolanu, czyli 13-14 godzin ciągłej jazdy. wyruszając w środę o 6 po południu, dopiero ok 1 w nocy dotarliśmy do granic stanu Waszyngton. kilka godzin (ja dokładnie 2) śpimy w samochodzie w pobliżu miasteczka Colfax i wczesnym rankiem ruszamy dalej. mkniemy przez górzystą północ stanu Idaho, wkraczamy do Montany i długie godziny kierujemy się na południe. jestem pod wrażeniem mijanych okolic -- Montana jest NIESAMOWITA, cała pokryta jakby zielonym wypłowiałym dywanem. jechaliśmy autostradą I-90, potem mniejszymi, przecinającymi wysokie góry drogami, a następnie otwartymi przestrzeniami przypominającymi prerię. z boku, nad nami i pod nami ciągnęły się majestatyczne tereny pokryte zieloną tkaniną zbitej i gęstej trawy. tereny ciągnące się przez setki kilometrów, wciąż tak samo wyblakle zielone, ogromne, bez granic, jak morze, jak cała zachodnia część kontynentu. znaczna część obszaru przez który przejeżdżamy pozbawiona jest wysokich drzew; królują niskopienne krzewy, poskręcane jak na pustyni. z tą różnicą, że wszystko tu jest zielone, pagórkowate i piękne. wypłowiała zieleń wczesnego lata zwala z nóg. tzn z kół, bo nie mieliśmy czasu, aby się zatrzymać i porobić fotki. dopiero ok 4pm mijamy granicę z Wyoming, a godzinę później wjeżdżamy do Parku. muszę pochwalić moją żonę, bo dzielnie zmieniała mnie za kierownicą, a bez drugiego drajwera przejechanie takiej odległości byłoby istną mordęgą..

przed wyprawą trochę poczytałem, poszperałem w necie i, przede wszystkim, obejrzałem świetny film dokumentalny BBC, który wyjaśnił fenomen Yellowstone. w ogromnym skrócie chodzi o to, że niezwykle płytko, jakieś 8km pod powierzchnią parku, znajduje się ogromna, stale przesuwająca się, komora magmowa. w przeszłości (miliony i setki tys. lat temu) dochodziło w tym miejscu do eksplozji superwulkanu, ale dopiero kilkadziesiąt lat temu dowiedziono, że właściwie cały obszar parku znajduje się w niecce -- jest więc ogromnym, o średnicy kilkudziesięciu kilometrów, czynnym wulkanem. i pewnego dnia pieprznie znowu, o tym mówi nam historia tego miejsca..

to tyle tytułem wstępu. w paru następnych notkach przedstawię kolejne z licznych atrakcji parku. bo dzisiaj -- już na spokojnie, kilka tygodni po powrocie -- nadal uważam, że jest to jedno z najpiękniejszych miejsc, które do tej pory odwiedziłem. stunning, jak mawiają miejscowi..

04

sie
2010

Yellowstone cz. I i jedna druga -- 1400km do celu..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 17:10

05

sie
2010

Yellowstone cz. II -- samochodem po parku..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 02:27

po parku podróżuje się samochodem. dla Europejczyków brzmi to irracjonalnie, ale większość Parków Narodowych Ameryki jest tak rozległa, że własne auto lub motor to jedyne rozwiązanie. spójrzcie na mapkę poniżej -- charakterystyczna sieć dróg w kształcie ósemki sprawia, że do każdej z atrakcji parku można szybko i sprawnie dotrzeć własnym środkiem transportu. szybko jest tu pojęciem względnym, bo objechanie całego parku trwa godzinami. i nie chodzi tu o wymiary parku, a raczej o ograniczenie prędkości do 35 mil na godzinę (56km/h). drogi są tu wspaniałe, ale zwierzęta, które są tu wszędzie, bardzo często przecinają drogę, więc trzeba jeździć bardzo ostrożnie. już po pierwszej godzinie po wjechaniu do Yellowstone widzieliśmy dwa groźne wypadki, prawdopodobnie po zderzeniu ze zwierzętami..



pierwsza relacja to głównie ogólne widoki z parku, nie powiązane z żadnym konkretnym miejscem. oprócz typowych dla parku atrakcji -- gejzerów, wulkanów, wód termalnych -- to właśnie to dzikie piękno, czyli współistnienie jezior, rzek, gór, lasów, zieleni wzbudza największy podziw. na nasza bazę wypadową wybraliśmy kemping Bridge Bay nad Jeziorem Yellowstone. pobyt trzeba było wcześniej zarezerwować, bo kempingi są zwykle pełne podczas długich weekendów. doba dla dwóch osób i namiotu kosztuje 22 dolce, sarny i łosie included.. zresztą w lecie przewijają się tu .. miliony odwiedzających. lato jest krótkie -- trwa zaledwie 2 miesiące, jesień jeszcze krótsza, a zimą park jest bardzo nieprzyjazny. owszem, jest piękny, bo o każdej porze roku park wygląda inaczej, ale temperatury spadają tu do 30-40 stopni poniżej zera..































17

lip
2010

uliczne szachy..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 02:07

pewnie mój kumpel Crio się ucieszy -- w Seattle, na Westlake Square, dokładnie naprzeciw budynku NCsoft-u rozłożono uliczne szachy. czasem na lunchu uda mi się dopchać do szachownicy i ogolić kilku miejscowych kelnerów. do wczoraj na 6 rozegranych partii wygrałem .. wszystkie 6. dzisiaj poniosłem pierwszą porażkę -- przy słońcu, w 30 stopniach na dworze zlał mnie operator masywnego dźwigu Portu Seattle. jak spaść to z wysokiego konia.. tzn. miałem wygraną, bo zbiłem mu królówkę, ale jakoś tak mnie słońce zagrzało i sparaliżował tłum gapiów, że przegrałem..

śmiesznie było kilka dni temu. ogrywam wytatuowanego kolesia niemiłosiernie, a ten się mnie pyta skąd pochodzę. odpowiadam, a ten mi na to, że ja w Seattle to dopiero od kilku dni. pochodzę z Juneau na Alasce, ale dopiero teraz wypuścili mnie z więzienia. więc gram tu sobie w szachy..





w tle budynek mojej firmy:






20

lip
2010

Mt Fremont hike..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 21:57

w ten weekend ponownie uderzyliśmy w góry i zrobiliśmy Mount Fremont trail w Mt Rainier NP. duża zmienność terenu: od lasów, przez śniegi, po księżycowy krajobraz wulkanicznej lawy. najwyższy punkt -- 2194 metry, a obok niego budka parkowych rangersów. z tego miejsca podobno widać już Seattle, ale tam, na dole, jak zwykle mnóstwo chmur. druga połowa lipca, a spora część trasy przykryta jest jeszcze lodem. nakręciłem film, wrzucę niebawem, na razie w większości zrobione i obrobione przez Agatę fotki:

















































14

lip
2010

o plażach Pacyfiku słów kilka..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:31

nasz pierwszy kontakt z oceanem w stanie Waszyngton nastąpił późnym popołudniem. nasz namiot rozbiliśmy kilkaset metrów od plaży, na campingu Mora, a gdy pojawiliśmy się nad wodą słońce chyliło się już ku zachodowi. aby dostać się na plażę Rialto należy przedrzeć się przez kilka spiętrzonych metrów wyrzuconych tu przez ocean pni drzew. drewniane kłody regularnie, co wiosnę, spływają tu z bliższych lub dalszych pasm górskich porywane siłą wartkich rzek. przez lata tworzy się z tego całkiem spora bariera -- unikalny wytwór wysokich, skutych lodem i pokrytych wysokim iglastym lasem gór i bliskiego oceanu.. malownicze, trochę przypominające gigantyczną rozgrywkę w bierki, składowisko..

mimo swojej surowości, wiatru i zimnej wody wybrzeże sprawia przyjemne wrażenie. może nie jest to to specyficzne uczucie, które odczuwamy nad naszym rodzimym Bałtykiem (bo nie ma tu smażalni, papierowych talerzy i tłustych frytek. a ponadto tego cudownego piasku, zapachu morza i kiczowatych pamiątek), ale z pewnością jest tu jakiś inny rodzaj wyjątkowości. wieczorami kręci się tu całkiem sporo ludzi -- część z nich spaceruje (co z uwagi na niewielkie kamienie wcale nie jest odpoczynkiem), inni rozpalają ogniska, czy odpoczywają w zachodzącym słońcu. jakaś para rozbija namiot i zamierza tu spędzić noc -- nie jest to do końca legalne, ale kto ich tam na takim pustkowiu znajdzie.. wieje wiatr, non stop, czasem chce urwać głowę..

drugą plażą przy której się zatrzymujemy jest Ruby Beach. miejsce to znane jest ze swoich kolumn -- geologicznych pozostałości brzegu, który cofając się, od milionów lat toczy niekończącą się walkę z oceanem. to stąd pochodzi większość wrzuconych w poprzedniej notce fotek. jesteśmy tu w czasie odpływu -- plaża jest szeroka, piaszczysta, a ocean odsłania mnóstwo wyrzuconych tu z głębin roślin. wystające z piasku kolumny, a nawet całe, porośnięte drzewami kilkusetmetrowe wyspy, tworzą bajkowy, fantastyczny krajobraz. surowości dodają spływające tu do oceanu rzeki i strumienie. przerzuca się przez nie walające się tu kłody i tak, od mostku do mostku, posuwa się naprzód. miejsce to zwykle przykryte jest gęstą mgłą, ale my jak zwykle cieszymy się błękitem i ciepłym wiosennym słońcem.. takie szczęście weekendowych podróżników..

16

lip
2010

Zmierzch w Forks..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:49

przemierzając Półwysep Olimpijski zahaczyliśmy o Port Angeles i o Forks -- dwa miasteczka w których toczy się akcja powieści Stephenie Meyer. jej saga Zmierzch jest na topie, bije rekordy popularności, pod jej wpływem zmienia się młodzieżowa kultura, nastolatki wzdychają, ale .. ja się nie wypowiem -- nie znam, nie czytałem. wniebowzięta jest natomiast Agata, bardziej powieścią, niż filmami.. w samym Forks niewiele się dzieje -- do niedawna znane było tylko z faktu, że jest to najbardziej deszczowe miasteczko w kontynentalnej części Stanów. jednak od 2005 roku każdego dnia zjawia się tu zgraja fanów powieści, dzięki czemu miasteczko się rozwinęło, a turystom pokazuje się miejsca znane do tej pory tylko z fikcji Stephenie. podobał mi się samochód Belli, samej Belli nie spotkałem. wampirów też nie..











01

lip
2010

firmowe obstawianko ;)

kategoria: humor, link bezpośredni

Seattle, 01:38

w tym tygodniu rozpoczęliśmy zawody w obstawianiu daty urodzenia dziecka naszego NCsoftowego kolegi Chrisa. kiedyś, w innych firmach obstawialiśmy wyniki mistrzostw świata, ale to inne miejsca i inne czasy.. inicjatorem the 'when Chris becomes a dad' competition jest Conor, a wpisowe kosztuje 1 dolara amerykańskiego uesde. data zaplanowana to lipiec 15-sty, ja stawiam na 19-sty. do wygrania już prawie 40 dolców ;)



teraz będzie tygodniowa przerwa na tomxx.net bo uderzamy z żonką pogadać z niedźwiedziami w Yellowstone..

10

lip
2010

wietrzne wybrzeże Pacyfiku..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:43

jeśli ktoś, podobnie jak Irena Santor, twierdzi, że nie ma już dzikich plaż, to zapraszam nad wybrzeże Pacyfiku w stanie Waszyngton..







































25

cze
2010

Hoh Rain Forest -- z wizytą w lesie deszczowym..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 08:26

na pierwszy camping w tym roku wybraliśmy się na Półwysep Olimpijski. łącznie w dwa dni zrobiliśmy grubo ponad 400 mil (dokładna mapka tutaj), bo oprócz wyświetlonych miejsc, czyli miasteczek Port Angeles i Forks, wybrzeża Pacyfiku i lasu deszczowego Hoh, zaliczyliśmy jezioro Crescent i przede wszystkim malowniczą drogę na Hurricane Ridge..

zaczniemy spokojnie, bo od filmu z lasu deszczowego Hoh (ang. Hoh Rain Forest). sam opis tego niesamowitego miejsca wrzucę jutro z jakimiś fotkami, teraz dodam tylko, że jest to jedno z najbardziej wilgotnych miejsc na kontynencie, z rocznymi średnimi opadami przekraczającymi 4 metry! my jednak zawsze jeździmy w stronę słońca, więc nawet w lesie deszczowym nam ono świeciło..

uprzedzam, film dla ludzi zmęczonych lub wyjątkowo wytrwałych. albo obu na raz.. w wersji HD bezpośrednio na Vimeo.

26

cze
2010

Hoh Rain Forest -- las deszczowy na krańcu kontynentu..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 06:57

pomiędzy postrzępionymi szczytami Gór Olimpijskich a prastarą linią brzegową Pacyfiku rozciąga się Olimpijski las deszczowy, the Olympic Rain Forest. jest to unikalny w skali światowej obszar, wytwór lokalnego klimatu -- umiarkowanego z ogromną ilością opadów. lasy deszczowe kojarzą nam się przede wszystkim ze strefą równikową, czyli z jednostajnym gorącym i wilgotnym klimatem. istnienie lasu deszczowego na Półwyspie Olimpijskim to jednak głównie wpływ specyficznej geografii -- wilgotne powietrze znad oceanu przepływa nad górami, gdzie jest ochładzane, co wywołuje gwałtowne deszcze. zresztą schemat ten przekłada się również na tereny położone bardziej na wschód, czyli przykładowo Seattle. tym bardziej, że dalej rozpościerają się wysokie szczyty Gór Kaskadowych, tworzące naturalną barierę dla niskich chmur deszczowych. jest to główna przyczyna bardzo wysokich sumarycznych opadów rocznych na zachodzie i terenów półpustynnych na wschodzie stanu Waszyngton..

Las Deszczowy charakteryzuje się wiecznie zieloną, bujną roślinnością. na każdy punkt powierzchni spada tu rocznie ok 4m deszczu, a wilgoć sprzyja rozwojowi mchów, glonów i porostów. formy te nazywa się epifitami i co ciekawe, nie są to rośliny pasożytnicze. korzystają z drzew jako z podłoża, ale odżywia się samodzielnie..

las deszczowy Hoh, który odwiedziliśmy, jest częścią Parku Narodowego Olympic. wytyczonych jest tu kilka ścieżek, które zabierają nas w zupełnie nieznany, jakby pierwotny świat. dominują tu ogromne świerki sitkajskie, które mogą dochodzić do 100 metrów wysokości.. w lesie panuje specyficzna wilgotno-mroczna atmosfera, co w głównej mierze skłoniło mnie do nagrania większości fajnych miejsc w formie filmu (poprzednia notka)..



















28

cze
2010

Olympic Peninsula -- Półwysep Olimpijski..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 08:00

słów kilka o Półwyspie Olimpijskim, miejscu odgrodzonym od reszty kontynentu wodami kanału Hooda (od jakiegoś nieznanego mi bliżej admirała, Samuela Hooda) i Oceanem Spokojnym. miejscu tak zróżnicowanym, że podczas kilkugodzinnej jazdy samochodem mijamy gęste lasy sosnowe, ośnieżone szczyty Gór Olimpijskich (na czele z najwyższym Mount Olympus, 2427m), głębokie jeziora polodowcowe, wodospady, rwące rzeki, prastary las deszczowy i kończymy na dzikiej plaży Pacyfiku..

obszar ten, jak wiele podobnych, miliony lat temu stanowił dno oceanu. jako że w tym miejscu spotykają się dwie płyty tektoniczne -- Pacyficzna i Północnoamerykańska, nastąpiło wypiętrzenie nachodzących na siebie obszarów. w taki właśnie sposób 30 mln lat temu kontynent ameryki powiększył się o Półwysep Olimpijski..

pomimo faktu, że Półwysep od samego początku jest częścią stanu Waszyngton przez wiele lat pozostawał miejscem dziewiczym, trudno dostępnym i tajemniczym. owszem, żyło tu sporo szczepów Indian, ale oprócz nich i nielicznych traperów oraz myśliwych teren ten nigdy wcześniej nie był regularnie eksplorowany. dopiero w końcówce XIX wieku zaczęto organizować profesjonalne wyprawy badaczy i geografów, powstawały pierwsze mapy topograficzne, zapuszczano się wysoko w góry. wiki podaje, że Półwysep Olimpijski jest jednym z najmniej poznanych obszarów dolnych 48 stanów Ameryki, a pełne mapy terenu powstały dopiero po 1965 roku..

























22

cze
2010

fotki z wesela -- cz. III. -- plener..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 07:34

































16

cze
2010

nasze wesele w 4 minuty..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 16:15

17

cze
2010

fotki z wesela -- cz. I. -- kościół..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 19:44

wszystkie zdjęcia wyszły spod precyzyjnej ręki Crio..





















20

cze
2010

fotki z wesela -- cz. II. -- impreza..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 00:22

druga część fotek z weselicha -- tym razem Crio uwiecznia zabawę w chacie góralskiej. czerń i biel wymiata..











































28

wrz
2010

where the hell are we? -- cz. II -- Leavenworth..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:47

jesteśmy więc w miasteczku Leavenworth. z kilkudziesięciu mil zajeżdża to to ostrą komerchą i tanim amerykańskim kiczem. z drugiej jednak strony Leavenworth jest naprawdę ładny, bajkowy wręcz (coś jak wioska francuska w Universal Studios w Hollywood -- co z tego że plastikowa i jakby nie na miejscu, skoro robi wrażenie.) nie chodzi tylko o wystrój, o sferę zewnętrzną. osada żyje po bawarsku, miejscowi paradują w tradycyjnych alpejskich kostiumach, rocznie organizowane jest kilkadziesiąt świąt, włącznie z tymi najbardziej znanymi, jak Octoberfest, po uliczkach przejeżdżają zaprzęgnięte w konie karoce, karety, uhm, bryczki. i te góry dookoła, prawie tak jak u Tomasza w austriackim Tyrolu.. tutaj więcej o Leavenworth i jego historii..

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

Leavenworth, WA

22

maj
2010

Santa Monica i Malibu..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 11:49

to tu gdzie mieszkają gwiazdy. i to również tu, gdzie ciężko zaparkować, przewija się cała masa ludzi i molo jest podobne do tego z angielskiego brajton. na szerokiej plaży od razu w oczy rzucają się znane ze Słonecznego Patrolu budki ratowników. kilkaset metrów w głąb lądu znajduje się reprezentacyjny deptak i cała masa artystów, którym, jak mówiła Irmina, nie powiodło się w branży filmowej lub muzycznej. generalnie kolorowo, plastikowo i słonecznie..











tu kręcili słoneczny patrol:



a tak mieszka Cher:



ludzie. straszna mieszanka, cała masa Meksykanów.











ciekawy projekt na plaży. w samym sercu Santa Monica, w miejscu przez które dziennie przewija się milion ludzi, postawiono kilka tysięcy drewnianych krzyży symbolizujących poległych amerykańskich żołnierzy. przed krzyżami i kilkoma trumnami postawiono tablicę na której każdego dnia pojawią się nowe liczby. każdy krzyż na stałe przypisany jest do poległego żołnierza -- rodzina czy przyjaciele piszą notki, czasem dodają zdjęcia..:











25

wrz
2010

where the hell are we?

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 15:37

11

paź
2010

Winthrop -- dziki zachód sto lat później..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 08.29

pozostajemy na dłużej przy przemalowaniach -- oto całkiem blisko opisywanego niżej Leavenworth (blisko w sensie fizycznym, jak i tematycznym) znajduje się Winthrop -- miasteczko rodem z dzikiego zachodu.. miejsca te oddalone są od siebie o 115 mil, i jest to chyba jedyny taki przypadek na świecie, gdzie w ciągu dwóch godzin jazdy przenosimy się z ośnieżonych szczytów na rozpaloną słońcem pustynię, z alpejskich łąk, do westernowskich saloonów..

historia, tak na szybko coby nie przynudzać: jak wszędzie w okolicy, od tysięcy lat zamieszkiwali tu Indianie, 130 lat temu, gdy na dobre wybuchła gorączka złota w pobliskich górach, zaczęli się tu osiedlać biali poszukiwacze, tacy nieuczesani o postrzelonym charakterze, jak ci z serialu Deadwood. miasteczko prosperowało, koniunktura ze złota zmieniła się w wyrąb lasów, ale generalne błoto i syf trwały w najlepsze przez kolejnych kilkadziesiąt lat. dopiero w 1972 roku, po ukończeniu biegnącej przez Północne Kaskady malowniczej drogi nr 20, postanowiono wykorzystać idealne wręcz położenie osady. miejscowy drwal, niejaki Otto Wagner, wraz ze swoją nostalgiczną miłością do czasów minionych, stał się protoplastą zmian miasteczka. przemalowanie osady okazało się ogromnym sukcesem.

na koniec najważniejsze: Winthrop jest rzeczywisty. na głównej, tej reprezentacyjnej, ulicy miasteczka i przednich fasadach budynków nie ma żadnego plastiku, neonu, czy chromu. nie ma maszyn z napojami, pluszowych maskotek i odtwarzaczy DVD. nie ma tu nawet reklam Coca-Coli czy miejscowego Budweisera. zakazuje tego lokalne prawo i to, moim zdaniem, jest głównym aspektem wyróżniającym tego typu przemalowania (theme towns) od tych z południa, z Hollywood.




























12

paź
2010

Winthrop -- jak to na zachodzie drzewiej bywało..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 06:51

oprócz warstwy rozrywkowo-biznesowo-westernowej Winthrop to również kulturalne przypomnienie czasów minionych. na południowym krańcu miasteczka znajduje się muzeum, wręcz nawet skansen, w którym zebrano historię ostatnich 130 lat. przeniesiono tu całe domostwa miejscowej ludności -- a na podziw zasługują nie tylko zewnętrzne części drewnianych budynków. wnętrza domów są kompleksowo wyposażone, wyglądają jakby czas się tu zatrzymał na roku 1900-tnym. łóżka, obrazy, buty, miski, nawet powiewające na wietrze znoszone ubrania.. obok zabudowań mieszkalnych zebrano rzeczywiste budynki, które przed laty decydowały o miasteczkowości tego miejsca: firma przewozowa, skup metali, sklep, poczta -- wszystko prawdziwe, z autentycznym wyposażeniem, mistrzowsko odrestaurowane. oprócz nich w skansenie zebrano maszyny służące do wydobywania, kruszenia i obróbki rudy złota. ułożono je w kompletny ciąg, tak więc można prześledzić cały proces wydobywania kruszcu podczas rozsławionej 'gorączki'..



















14

paź
2010

Alpine Lakes Wilderness -- Foss River Trail..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 00:15

rzadko piszę o górskich wędrówkach, choć tego lata zrobiliśmy kilka świetnych tras. jedną z nich przeszedłem samemu -- coś na wzór naszych solo instances z gier MMO -- taki całodzienny trip, podczas którego można do woli pogadać sobie z wiatrem i ptakami, rzadziej z mijanymi na trasie ludźmi. waszyngtoński rejon Jezior Alpejskich (Alpine Lake Wilderness) to położona w Górach Kaskadowych przestrzeń obejmująca ok 1600km2 i rozciągająca się mniej więcej od autostrady I90 do drogi numer 2. kilka miesięcy temu kupiłem książkę opisującą 100 najlepszych tras tego obszaru i co jakiś czas udaje nam się którąś z nich zrobić.. jezior, podobnie jak tras, jest tu całe mnóstwo, można się nieźle uwolnić od całego tego miastowego chaosu..

Foss River Trail to ok 20-kilometrowa, przeznaczona na dwa dni, trasa ciągnąca się wzdłuż rzeki Foss. po drodze mija się 5 kryształowo-zielonych jezior oraz kilka miejsc, w których można na noc rozbić namiot. początkowo trasa jest dość płaska i bez większych problemów osiąga się Trout Lake, pierwsze z alpejskich jezior. następnie trzeba wspiąć się na pionową wręcz ścianę -- ścieżka mknie zakolami, przechodzi przez drewniane mostki, zaczynają się fajne widoki. podejście trwa ok półtorej godziny, a kończy się wspaniałym 70-metrowym wodospadem. tuż za nim jest już Cooper Lake, największe z mijanych jezior. idąc dalej na południe, lewym brzegiem jeziora, dochodzi się po pewnym czasie do Little Heart Lake, niewielkiego jeziorka w dużej części pokrytego tzw rift wood, drewnem spływającym z wyższych partii gór. za nim jest jeszcze Big Heart Lake, wspinaczka kończy się na Silver Eagle Peak. tam już nie doszedłem, bo na trasę wybrałem się na jeden dzień. łącznie zrobiłem ok 13-14km, w tym sporo ostro pod górę. poniżej kilka fotek, które są niczym w porównaniu z byciem tam na górze sam na sam z przyrodą -- podczas 8 godzin hike'u spotkałem tylko 19 innych osób:



























16

paź
2010

skrypt Picasa Links Extractor, czyli złodziej linków z Picasy..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 07:58

kolejny mały programik do działu projekty. 99% pojawiających się na mojej stronie zdjęć linkowanych jest z serwerów Google, a ręczne wyciąganie ich z albumów w dużych ilościach pochłania mnóstwo czasu -- umieszczony na stronie http://ankudowicz.com/picasa-links-extractor skrypt podaje 'jak na tacy' bezpośrednie i konfigurowalne linki oraz atrybuty wszystkich zdjęć albumu. skrypt napisany jest w php, korzysta z języka XPath, a obiektem wejściowym jest link do pliku RSS albumu Picasy. skrypt może być przydatny dla osób hurtowo osadzających zdjęcia z Picasy na własnych stronach www. obecna konfiguracja sprowadza się tylko do podania rozmiaru zdjęcia w linku docelowym, ale być może wkrótce dopiszę kilka dodatkowych opcji, np. automatyczne tworzenie albumów www..



18

paź
2010

wschodnia część stanu Waszyngton -- cz. IV -- Lake Chelan..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 21:34

kolejny wypad na wschód stanu, tym razem do okręgu Wenatchee. biwakujemy nad jeziorem Chelan -- dziwnie podłużnym tworem polodowcowym, bardziej przypominającym Norwegię niż zachodnie Stany. jezioro znajduje się po wschodniej stronie Kaskad, a w języku lokalnych szczepów indiańskich połączenie Tsi - Laan, od którego nazwę wzięło jezioro, miasteczko i okręg, oznacza 'głęboką wodę'. woda, jakżeby inaczej, jest głęboka -- w swoim maksimum jezioro ma aż 455m głębokości! na długość też jest dobrze, bo Lake Chelan rozciąga się aż na 90km..

okolica jest całkiem ciekawa, choć wieje tu jak cholera. jak to zwykle tutaj bywa, dookoła pustynia, kamienie, nieużytki i susza. susza tak straszna, że przez wiele dziesiątek kilometrów nie ma tu żadnej roślinności. przy samym jeziorze natomiast jest wilgotno i słonecznie -- takie warunki sprzyjają uprawie winorośli, z których powstają waszyngtońskie jabole.

kręcimy się trochę po położonym na południowym krańcu jeziora miasteczku Chelan. fenomenem natomiast jest strona północna i położona tam osada Stehekin. do tego miejsca nie dociera żadna droga (drogi są, ale lokalne, nieprowadzące donikąd), więc nie można się tam dostać samochodem. do Stehekin można dopłynąć lub dolecieć. planowaliśmy spędzenie tam jednego dnia, ale w końcu zrezygnowaliśmy z powodu odległości -- statek płynie tam min 3 godziny. w Stehekin mieszka ok 70 osób, miejsce to jest więc cichą oazą. z jednej strony jezioro, z trzech kolejnych wysokie i niedostępne góry. znajdująca się tam wioska to skansen, zabytek, relikt dawnych czasów -- a najlepiej świadczy o tym fakt, że stała linia telefoniczna dotarła tam w roku .. 2007. coż, może za rok dotrzemy tam i my.

































22

paź
2010

Penny Arcade Expo 2010

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 00:27

PAX jest świętem graczy -- założeniem targów jest prezentacja najnowszych produktów i trendów wśród gier komputerowych, konsolowych i planszowych. festiwal trwa 3 dni, odbywa się w Seattle co roku, a oprócz oglądania, każdy może wziąć aktywny udział w różnych turniejach graczy. NCsoft w tym roku skupił się na promowaniu Aiona w wersji 2.0, czyli naszego najnowszego uaktualnienia, oraz oczywiście nowego hitu z ArenyNet -- Guild Wars 2. GW2 był jednym z najbardziej obleganych stoisk. w tym roku targi odwiedziło ok 70 tyś hardkorowców, poniżej kilka fotek z hali:















































22

paź
2010

Aion 2.0 Launch -- Wonder Girls

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 23:30

na imprezie promującej Aiona 2.0 zagrały Wonder Girls. ja nie znam, ale dziewczyny podobno znane w Azji.. zdjęcia z próby przed koncertem..















28

paź
2010

smutna historia Indian Yakama -- cz.I -- rezerwat..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:27

Indianie Yakama byli jednym z wielu szczepów zamieszkujących rozległe płaskowyże na północ od rzeki Kolumbii. ich kultura i oparta o zbieractwo, łowiectwo i handel rybami egzystencja, rozwijała się stale przez kilka tysięcy lat. terytorium Indian -- Wyżyna Kolumbii nie było środowiskiem przyjaznym, jednak ani mroźne zimy, ani upalne lata, ani wewnętrzne konflikty nie wyrzadziły tyle złego co dotarcie na te tereny pierwszych Białych osadników.

wszystko zmieniło się w 1805 roku, gdy szczep Yakama spotkał ekspedycję Lewisa i Clarka. późniejsze wydarzenia przybrały standardowy -- szybki i tragiczny dla Indian obrót. na tereny Indian zaczęli gromadnie nadciagać osadnicy, traperzy, poszukiwacze złota, którzy wkrótce na mocy niekorzystnego dla Indian traktatu postanowili przejąć rozległe obszary przez wieki należące do szczepu. wybuchła wojna, polała się krew, zawarto rozejm na mocy którego całe terytorium Yakama (ponad milion akrów) zostało scedowane na własność młodego państwa Stanów Zjednoczonych. szczepy zapewniły sobie jedynie prawo do połowu ryb w rzeczy Kolumbii i okolicznych dopływach.. Yakama zostali zmuszeni do przeniesienia się do specjalnie dla nich utworzonego rezerwatu i .. stan taki trwa aż do dzisiaj..

przeprowadzony w 2000 roku spis ludności wykazał, że obecnie żyje ok 10 tys ludzi, w których żyłach płynie indiańska krew Yakama (nazwa ta przyjęta została dopiero 6 lat temu, wcześniej nazywano ich szczepem Yakima). większość z nich mieszka w największym miasteczku rezerwatu -- Toppenish. rzadko opuszczają 'swoje' tereny; pozbawieni większego celu, popadają w marazm i zniechęcenie. znaczna część potomków Indian ma problemy alkoholowe, ciężko przyszło im przestawienie się do życia w pędzącym świecie..

Toppanish

Toppanish

Toppanish

Toppanish

Toppanish

Toppanish

Toppanish

Toppanish

Toppanish

Toppanish

Toppanish

Toppanish Toppanish

Toppanish

Toppanish

Toppanish

29

paź
2010

smutna historia Indian Yakama -- cz.II -- twarze..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 23:55

po wstępie do historii Indian Yakama przychodzi pora na ich potomków. zamknięci w rezerwacie, bez celu i perspektyw, w dużej mierze pogrążeni w alkoholizmie, trwają. ich twarze mówią więcej niż moje na szybko sklecone opisy..

potomkowie Yakama

potomkowie Yakama

potomkowie Yakama

potomkowie Yakama

potomkowie Yakama

potomkowie Yakama

potomkowie Yakama

potomkowie Yakama

potomkowie Yakama

tak jest dzisiaj, a tak było kiedyś:

potomkowie Yakama

01

lis
2010

smutna historia Indian Yakama -- cz.III -- murale..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:53

pierwsze ścienne malowidło, czyli mural (Amerykańcy wymawiają 'miral', na początku myślałem, że chodzi im o jakieś duże uliczne lustra) powstał w Toppenish w 1989 roku -- zebrała się wówczas ekipa artystów i stworzyli całe dzieło w przeciągu jednego dnia. obraz zatytułowany "Clearing the Land" dał jednocześnie początek tworzeniu wielkiego dzieła: w pierwszą sobotę czerwca każdego roku powstaje w Toppenish nowy mural (musi być skończony tego samego dnia).

niektóre z obrazów są niewielkie, inne z kolei ogromne, rozciągające się na 70-80 metrowych ścianach. sukces murali w Toppenish leży głównie w ich wysokiej jakości, jako że artyści selekcjonowani są bardzo starannie, oraz w ich wymowie -- obrazy umieszczone są w końcu w miasteczku będącym sercem rezerwatu Indian Yakama. tematyka porusza aspekty lokalnego życia i pracy (wiele z nich traktuje o zbieraniu i przerobie chmielu) oraz nostalgicznie dotyka tematów związanych z Dzikim Zachodem. wszystko w ramach motta miasteczka: 'Where The West Still Lives'..

murale w Toppanish

murale w Toppanish

murale w Toppanish

murale w Toppanish

murale w Toppanish

murale w Toppanish

murale w Toppanish

murale w Toppanish

murale w Toppanish

murale w Toppanish

murale w Toppanish

murale w Toppanish

murale w Toppanish

murale w Toppanish

02

lis
2010

Rubik w Ameryce by Agata

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 06:34

Z nową fryzurą, tą samą żoną, ale powiększoną rodziną oraz całą armią śpiewaków i grajków, Piotr Rubik dotarł i do nas, do Seattle. Ekipa realizuje kanadyjsko-amerykańska trasę koncertową, promującą płytę poświęconą osobie Jana Pawła II, pt."Santo Subito".

Seattle przywitało ich w całej swej okazałości: oczywiście deszczowo oraz iście kryminalnie: naprzeciwko restauracji, w której muzycy się posilali rozegrała się typowa jak dla amerykańskiego filmu scena: padł strzał, była krew, ofiara, dużo policji, helikoptery i na szczęście pojmany morderca.

A wieczorem na koncercie było pięknie. Swoim trzygodzinnym wystąpieniem muzycy przywieźli nam ładny kawałek Polski. Na chwile mogliśmy się przenieść do Krakowa, Wadowic, na Jasną Górę, pobiegać po Tatrach... i zapomnieć, że dzieli nas od tych miejsc aż 10 tys. km.

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

Rubik w Ameryce

04

lis
2010

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle, cz. I.

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 00:45

przeprowadziliśmy się. zmęczeni życiem w centrum wielkiego miasta -- tłokiem, hukiem i spalinami -- przenieśliśmy się do Fremont przedłużając tym samym nasz pobyt w Stanach na kolejny rok. nowa dzielnica jest miejscem kolorowym, rozbawionym i lekko zwariowanym -- i pod tym względem przypomina nam nasze wspaniałe brytyjskie Brighton. podobny typ ludzi, kulturowa mieszanka styli, uliczne targi, festyny, mnóstwo pubów. poniżej trochę zrobionych przez Agatę zdjęć:

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

06

lis
2010

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle, cz. II.

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 01:32

druga część Fremontu -- od osiemdziesięcio-letniego Aurora-bridge nad wejściem do Lake Union, przez prawie stuletni Fremont bridge, aż do pubów i restauracyjek na 36th Street.. fotki Agaty z pięknego jesiennego popołudnia..

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

10

lis
2010

jesień, cz. I. -- park

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 08:57

nadejszła jesień, czyli fall po ichniemu. dla nas to tylko okres przejściowy przed przyszłotygodniowymi wakacjami na Oceanie, jednak jak każda jesień jest to piękny fotograficznie czas. moja reprezentacja tej pory roku w trzech aktach. zaczynamy od parku, roślinowo-latająco-skocznie..

jesień jesień

jesień

jesień jesień

jesień

jesień jesień

jesień

jesień

jesień

jesień

jesień

jesień

jesień jesień

jesień

09

lis
2010

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle, cz. III.

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 01:46

na koniec naszej wizualnej opowieści o Fremont zapraszam na 4 najbardziej charakterystyczne elementy dzielnicy. pierwszym z nich jest Troll z Fremont, zwany również Trollem, lub Trollem spod Mostu. rzeźba powstała jako praca w konkursie ogłoszonym w 1990 roku w celu zagospodarowania rozległych przestrzeni pod mostem Aurora (fotki w poprzednim wpisie). do tej pory było to jedno wielkie składowisko śmieci, a w dniu dzisiejszym na cześć Trolla nazwano nawet dochodzącą do jego potężnej postaci ulicę! Troll zgniata rzeczywistej wielkości Volkswagena Garbusa na kalifornijskich blachach... więcej informacji na wiki.
Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

drugim ciekawym elementem jest pomnik Władimira Iljicza Uljanowa, czyli po prostu Włodzimierza Lenina, przywódcy rewolucji październikowej, pierwszego przywódca Rosji Radzieckiej, współzałożyciela i lidera partii bolszewickie i teoretyka ideologii komunizmu. przyznam, że byłem zdziwiony widząc ta ogromną pięciometrową statuę w takim miejscu. ciekawa jest jego (pomnika, choć Włodzimierza z pewnością również) historia: otóż pomnik powstał w 1988 roku i został umieszczony w ówczesnej Czechosłowacji, w mieście Poprad (obecnie Słowacja). po przemianach w 1989 Lenin skończył w rowie i pewnie tkwiłby tak sobie przez długie miesiące (czekając na poszukiwaczy metali kolorowych), gdyby przypadkiem nie znalazł go niejaki Lewis Carpenter, Amerykanin, uczący w Czechosłowacji języka angielskiego. pomnik udało się odkupić, profesjonalnie poprzecinać i dostarczyć do Seattle. dzisiaj jest Lenin bardzo reprezentatywną wizytówką Fremont. źródło i dodatkowe informacje również na wiki.
Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

idąc tropem pomników nie sposób pominąć tych najbliżej Fremont Bridge będących niejako wizytówką przy wjeździe do dzielnicy. pierwszą z nich jest 'Waiting For the Interurban' -- dzieło Richard Beyera, przedstawiające osoby czekające na miejski transport. nie wszyscy o tym wiedzą, ale artysta umieścił tam również psa, któremu 'nadał' twarz człowieka. twarz należy do lokalnego zbieracza metali (po naszemu złomiarza), którego Amerykańcy odważnie nazywają recyclerem. między dwoma mężczyznami wniknęła kłótnia, ale ostatnie słowo należało do artysty. rzeźba rzadko znajduje się w swojej naturalnej postaci -- ludzie bardzo lubią ją przebierać na wszystkie możliwe okazje, poniżej wersja przygotowana na czyjeś urodziny..
Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

ostatnią rzeczą w mym przydługim opisie jest rzeźba najnowsza zatytułowana Late For the Interurban. pomnik ten jest podziękowaniem za twórczość lokalnemu artyście J.P. Patchesowi za jego trud w rozwoju programów telewizyjnych nadawanych kiedyś w amerykańskiej telewizji..
Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

Fremont -- kolorowa dzielnica Seattle

11

lis
2010

tomxx online, czyli 10 lat tego nałogu :P

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 20:32

może zabrzmi to dziwnie i nawet dla mnie zaskakująco, ale wczoraj zorientowałem się, że prowadzę moją stronę już ponad 10 lat. to szmat czasu, to prawdziwa podróż w przeszłość, idealne wręcz zobrazowanie moich zainteresowań, pasji, planów. przygotowując sekcję info, która aktualnie wciąż jest w smutnym formacie 404, zacząłem szperać w historii i udało mi się wygrzebać najpierwszejsze odmiany tomxx-neta. ah, aż łezka się kręci patrząc na rok 2000, jak było fajnie, różowo i kwadratowo. i jak dzisiaj, z perspektywy czasu, ulotne zdają się niektóre z poruszanych tematów. wczoraj śmialiśmy się z Agatą, że jednym z działów pierwszej odsłony strony była sekcja... 'o uczelni', hehe. No, ale po kolei:

2000 - 2003 -- Tomasz Ankudowicz online, strona dostępna była pod aliasem polboksu: www.ankudowicz.w.pl i hostowana na serwerach krakowskiej firmy (niedawno niestety upadła) KKI. pisałem o rzeczach śmiesznych, dużo kopiowałem, na samym początku nie miałem aparatu cyfrowego, więc galeria przedstawiała ukradzione skądś zdjęcia kibiców Górnika. do wynalazków typu 'uczelnia' czy 'moja dziewczyna' można się dzisiaj nostalgicznie uśmiechać, ale z sekcji commodore byłem i nadal jestem dumny. zresztą przy tworzeniu najnowszej odsłony poważnie zastanawiałem się, czy magicznemu c64 nie poświęcić osobnego działu -- zamierzam jeszcze w niedalekiej przyszłości napisać jakąś gierkę na tą cudowną maszynę.. pamiętam, że próbowałem zarabiać pieniądze w serwisie (też już dzisiaj nie istnieje) spedia.net, który to płacił za oglądanie reklam podczas buszowania po internecie. przy ówczesnych stawkach modemowych, było to teoretycznie poprawne rozwiązanie.

pierwsze próby z własną stroną internetową prowadziłem już w roku 1998 i 1999 -- korzystałem z jakiegoś edytora, bodajże officowego, na htmla i cssa przyszedł czas później. korzystałem już z jakiejś wczesnej wersji Photoshopa, bo z tego pochodzi fenomenalna grafika górna. wystartowałem prawdopodobnie w marcu 2000, nie pamiętam dokładnie, ale sugeruje to lista nowości. jakoś w połowie 2003 roku strona zniknęła z serwera, miałem więc kilkumiesięczną przerwę. tak to mniej więcej wyglądało, niestety nie zachowało się moje zdjęcie z górnego lewego rogu, nie pamiętam nawet skąd je wtedy wziąłem..

jesień

2003 - 2005 -- myśleć bez ograniczeń, pierwsza strona, z której byłem naprawdę dumny. strona istniała pod adresem www.tomxx.ux.pl, grafikę ukradłem z jakiejś dużej strony, prawdopodobnie firmy Sony. zacząłem pisać ambitniej, zresztą dużo wtedy czytałem i literatura przysłaniała mi inne zainteresowania. trochę filozofowałem, co widać w dolnym prawym rogu. był to czas studiów, wyskoków pubowych, pijaństwa i nocnego życia -- spałem zwykle do południa, ale kładłem się razem ze śpiewem rannych ptaków. stąd motyw przewodni 'nocnego świata'. zacząłem pisać w php, treści umieszczałem w plikach txt oraz w bazie sql, powstawały pierwsze skrypty umożliwiające, przykładowo, prowadzenie opowieści dopisywanej po jednym zdaniu przez odwiedzających. pisałem o moich przyjaciołach, każda bliska mi osoba miała u mnie swoje miejsce. miałem już wówczas pierwszy aparat cyfrowy -- 2M-pikselowy Sony P51 -- i galeria rozbłysła wczesnym światłem. w 2004 roku zapoczątkowałem działy będące do dzisiaj podstawa mojej strony -- fotoblog i podróże.. jesień

2005 - 2007, tomxx 2.0 -- sprawy upraszczam, po wcześniejszym chaosie zapragnąłem porządku na stronie -- stąd czysty i przyjemny dla oka minimalistyczny layout. wykupiłem domenę tomxx.net, która obowiązuje do dzisiaj. próbowałem nawet odciąć się od pierwszej strony i numerację rozpocząłem od roku 2003. teraz tego żałuję, ale wtedy myślałem kategoriami grubej kreski. wywaliłem wpizdu system komentarzy i skupiłem się na rzeczach najważniejszych: więcej pisałem, nawet jakby kreatywnie, stworzyłem opcje personalizacji i trochę innych działających w tle bajerów, zafascynowany możliwościami php..

sprawy upraszczam, 2005 - 2006

sprawy upraszczam, 2005 - 2006

sprawy upraszczam, 2005 - 2006

2007-2008, tomxx 2.2 -- w stronę słońca, aż po horyzontu kres.., delikatnie zmieniłem style, ale zmiana była dość duża -- przestawiło mi się w głowie i zapragnąłem podróżować (był to okres, w którym wyjechałem do Anglii). idealnie pasował mi tytuł piosenki 2+1 -- podróżowałem po całej płd-wsch Anglii, najczęściej samotnie, pociągami, autobusami, autostopem. i wszystko opisywałem, treści te oczywiście nadal zachowane są w archiwum strony.

w stronę słońca, aż po horyzontu kres, 2006

2008-2010, tomxx 3.0 -- blog, fotografia, podróże, jak sinusoida zmieniały się moje preferencje: po prostocie zapragnąłem czegoś więcej, stąd wersja 3.0 naładowana była skryptami, grafiką i Flashem. po raz pierwszy skorzystałem z plików xml, kategorii notek, czytnika RSS, na dobre skupiłem się na fotografii i pisaniu. rozwinąłem dział podróży korzystając z map googlowskich. przy projektowaniu pomagała mi już wtedy Agata -- mieszkała wtedy jeszcze w Polsce i wszystko omawialiśmy na skajpie. ta strona wisiała dotąd najdłużej ze wszystkich, nie czułem potrzeby zmieniania czegokolwiek.

tomxx 3.0 -- blog, fotografia, podróże, 2006-2008

tomxx 3.0 -- blog, fotografia, podróże, 2006-2008

tomxx 3.0 -- blog, fotografia, podróże, 2006-2008

od paź 2010, tomxx 4.0 -- Pacific Northwest Tales, strona obecna, nastawiona na relacje z Ameryki Północnej i Środkowej. po raz pierwszy skorzystałem z ajaksa i skryptów jQuery, pobieranych głównie z darmowych repozytoriów. zobaczymy do kiedy pociągnie, pewnie jakoś do 2012..

tomxx 4.0 -- Pacific Northwest Tales, od 2010

13

lis
2010

jesień, cz. II. -- miasto..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 21:30





jesień jesień

jesień jesień

jesień jesień

jesień

jesień

jesień

jesień

jesień

jesień

18

lis
2010

jesień, cz. III. -- góry średnio niskie..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 10:18

późna jesień w górach Mt Baker -- kilkanaście kilometrów od granicy z Kanadą.. pojawiliśmy się o 2 tygodnie za późno; jesień w Kaskadach następuje wcześnie i kończy się szybko, stad żółto-czerwone barwy powoli już zanikały.. po tygodniu od naszej wyprawy pojawił się już śnieg..

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

20

lis
2010

jesień, cz. IV. -- ostatni hike w tym roku..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 09:57

Mt Baker, Chain Lakes trail. ostatnia trasa w tym roku, w jesiennych, ale wciąż słonecznych, barwach..

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

jesień -- Mt Baker

25

lis
2010

paraliż Seattle

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 21:51

-3 stopnie, wiatr i dwa centymetry śniegu = paraliż Seattle!



05

gru
2010

Hawaje 2010!

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 10:48

na miły początek naszego nowego cyklu przedsmak atrakcji, które przeżyliśmy na Oahu. wersja HD bezpośrednio na Vimeo.

08

gru
2010

Torcida na Hawajach

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 09:07

nie mogłem się powstrzymać ;)

jesień -- Mt Baker

10

gru
2010

Hawaje cz. III -- Honolulu, miasto

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 08:29

dobra -- wróciliśmy już, odpoczęliśmy, wymarzliśmy, z krótkich rękawków przesiedliśmy się do ciepłych kurtek z chroniącymi od deszczu i śniegu kapturami, więc na spokojnie, step by step, jedziemy z opisem wakacji 2010.

zaczynamy od Honolulu -- stolicy stanu Hawaje, światowego centrum turystyki, oazy betonu na południu zagubionej wśród wód Pacyfiku wyspy wulkanicznej Oahu. będzie krótko, bo robi nam się niesmacznie w samym środku molochu, a takim jest to miasto. już wystarczy, że sami mieszkamy w podobnym. Honolulu jest kurortem wakacyjnym -- nie wiem, czy gdziekolwiek indziej na tak niewielkiej przestrzeni postawiono tak dużą liczbę hoteli. jak na kurort przystało jest tu stosunkowo ładnie, klinicznie czysto i niesamowicie komercyjnie. na rozgrzanych (w dzień bardzo mocnym słońcem, w nocy setkami pochodni) chodnikach istna wieża Babel -- słychać dziesiątki różnych języków, w tym oczywiście polski i czeski, i wszędzie, wszędzie rosyjski. w dzień ludzie żyją plażą, downtown ożywa w nocy, kiedy chodnikami ciągną wypachnione zastępy opalonych ciał. jest drogo, niekiedy dwa razy drożej niż w Seattle, ale to nie powinno dziwić, skoro wszystko na wyspę trzeba dowieźć. przykładowe ceny: noc w hotelu 3* -- 100$ (pokoje hotelowe akurat drogie tu nie są), chleb -- 7$, piwo w knajpie -- 6$, kolacja w restauracji dla 2 osób, od 50-60 w górę. z lotniska można wziąć taksówkę za 30$, bus shuttle -- 9$/os, jednak my, jak zwykle w takich okolicznościach bierzemy transport lokalny -- zwykły autobus miejski pod same drzwi naszego hotelu za 2.5$/os.

ludzie gromadzą się na reprezentacyjnej Kalakaua Avenue, gdzie tłok i drogie sklepy, oraz równoległej do niej Kuhio Ave, gdzie ludzie się bawią i gdzie prostytutki nie dają spokojnie przejść ludziom z aparatem i dużymi obiektywami. zadziwiająco spokojnie jest na samej plaży -- w nocy jest ciemna, cicha, nieliczne knajpki stoją prawie puste.. warto odwiedzić International Market -- targ pod gołym niebem, taki nasz klasyczny balcerek, tyle że w łądnej otoczce, z fontannami i niesamowitą roślinnością. wrzucę jeszcze kilka zdjęć nocnych.

Hawaje -- Honolulu, miasto

Hawaje -- Honolulu, miasto

Hawaje -- Honolulu, miasto

Hawaje -- Honolulu, miasto

Hawaje -- Honolulu, miasto

Hawaje -- Honolulu, miasto

Hawaje -- Honolulu, miasto Hawaje -- Honolulu, miasto

Hawaje -- Honolulu, miasto

i ta druga strona miasta -- ta bardziej przyjazna, zielona. generalnie kierując się w każdą z trzech stron Downtown natkniemy się na okolice jak poniżej.. nie obraziłbym się, gdyby kazano mi mieszkać w takim blokowisku, z jednej strony ocean, z drugiej sciekle zielone wzgórza wulkaniczne..

Hawaje -- Honolulu, miasto

Hawaje -- Honolulu, miasto

Hawaje -- Honolulu, miasto

a tak się prezentuje Honolulu ze wzgórza wulkanu Diamond Head (o samym wulkanie odsyłam na wiki, warto poczytać, niesamowite miejsce!)

Hawaje -- Honolulu, miasto

Hawaje -- Honolulu, miasto

Hawaje -- Honolulu, miasto

Hawaje -- Honolulu, miasto

10

gru
2010

Hawaje cz. IV -- Honolulu, miasto, panoramy

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 09:03

specjalnie bez lightboksa, coby je sobie odtworzyć w pełnej krasie 3600 pikseli:

jeszcze raz widok z krateru Diamond Head, złożone z 3 strzałów na 200mm. daleko w oddali widać port Pearl Harbor, po prawej, po środku widać kanał oddzielający downtown od zielonej części widocznej na drugiej panoramie. Waikiki Beach ciągnie się tam gdzie się plaży można spodziewać, ale o tym wkrótce osobna notka:



i widok na zieloną część Honolulu, 70mm pionowo, 7 ujęć obiektywem 70-200:



13

gru
2010

Hawaje cz. V -- Honolulu, Waikiki Beach

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 08:47

najbardziej znana z hawajskich plaż, Waikiki Beach, zaczyna się tam, gdzie kończy ostatni hotel, czyli 10 metrów od brzegu oceanu. aż dziw bierze, że pobudowali hotele tak blisko wody, na piasku wręcz, no ale pływy nie są tu tak duże jak w innych miejscach. ogromna wartość gruntów powoduje więc, że plaża ma w niektórych miejscach kila metrów szerokości.. plaża jak plaża: złoty piasek, ciepła woda, palmy i kilka wypożyczalni desek surfingowych. rekinów nie stwierdzono, za to tłumy masakryczne, większe niż w Międzyzdrojach przy molo. tylko raz udało mi się zerwać wczesnym rankiem, wtedy kiedy w słońcu można jeszcze egzystować, i wówczas Waikiki wyglądało bardziej zachęcająco: amerykanie mają fioła na punkcie joggingu, biegają więc, truchtają i cudacznie machają ramionami. do tego spokój, delikatny wietrzyk i poranna kawa. klasyczny peaceful morning..

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

Honolulu, Waikiki Beach

16

gru
2010

Hawaje cz. VI -- Honolulu nocą..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:33

żeby już zamknąć temat Honolulu to na koniec trochę fotek późnowieczornych..

Honolulu nocą

Honolulu nocą

Honolulu nocą

Honolulu nocą

Honolulu nocą

Honolulu nocą

Honolulu nocą

Honolulu nocą

Honolulu nocą

Honolulu nocą

Honolulu nocą

Honolulu nocą

Honolulu nocą

Honolulu nocą

17

gru
2010

Hawaje cz. VII -- Pali Lookout..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 07:26

wyruszamy z Honolulu, znowu jesteśmy w trasie. Oahu jest tak niewielką wyspą, że kierując się w dowolnym kierunku możemy być pewni, że po kilkunastu minutach ujrzymy ocean. tym razem nie wybieramy jednak drogi H1, która u stóp wulkanu ciągnie się poszarpanym wybrzeżem okrążając wyspę od wschodu. z Honolulu jedziemy na północ, a później wybieramy drogę nr 61, tzw Pali Highway. trasa przebiega niezwykle bujną i malowniczą doliną -- roślinność wręcz spada nam na głowy i gdyby nie wszechobecne w tych stronach chmury (wulkan właściwie przez cały czas przykryty jest gęstym pokryciem chmur) i konieczność postawienia dachu w naszym samochodzie (wersja cabrio to prezent od uśmiechniętej pani z wypożyczalni Alamo) to moglibyśmy wyglądać jak ten bohater piosenki Elektrycznych Gitar z .. liściem na głowie. w pewnym momencie zjeżdżamy z głównej trasy i ostrymi zakrętami kierujemy się pod górę. wjeżdżamy na Pali Lookout -- punkt widokowy, z którego widać zarówno pobliskie szczyty wulkaniczne, jak i ocean rozciągający się kilkanaście kilometrów przed nami... na miejscu spotykamy 2 Polki i, jakżeby inaczej, grupę rozwrzeszczanych Azjatów. robię panoramę i kilka innych fotek, na chwilę wychodzi punktowe słońce, ale już już muszę biec do auta, bo niedobry pan właśnie wypisuje nam mandat za brak opłaty parkingowej.. nie miałem nawet czasu na kontemplację przepięknego widoku, na cieszenie się miejscem, widokiem i wdychanie rześkiego powietrza..

panorama z punktu widokowego z 6 fotek. tutaj w wersji 1600px.

Oahu: Pali Lookout

Oahu: Pali Lookout

Oahu: Pali Lookout

Oahu: Pali Lookout

Oahu: Pali Lookout

21

gru
2010

Hawaje cz. VIII -- Pearl Harbor..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 08:29

Pearl Harbor -- baza Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych -- stał się symbolem Ameryki w roku 1941. wówczas to, wczesnym rankiem 7 grudnia, baza została zaatakowana przez morskie i lotnicze siły Cesarstwa Wielkiej Japonii, co w następstwie spowodowało przystąpienie USA do wojny światowej. port-symbol jest jednym z najważniejszych punktów dla turysty przybywającego na Oahu. wejście, muzeum multimedialne i zwiedzanie pomnika U.S.S Arizona Memorial jest darmowe, za wszystkie inne atrakcje trzeba płacić. pomnik Arizona Memorial powstał na zatopionym pancerniku U.S.S Arizona, na którym podczas ataku zginęło 1177 osób. wielu z ciał nigdy nie wyciągnięto z wody, natomiast życzeniem kilkunastu innych żołnierzy, którzy przeżyli atak, było rozrzucenie ich prochów po śmierci właśnie w tym miejscu..

w porcie stoi kilka innych statków, w tym łódź podwodna. zwiedzamy ją, fotki w kolejnej notce. dookoła krąży cała masa Japończyków, zastanawiam się, co też oni sobie myślą pod tą azjatycką kopułą.. wizyta w porcie robi wrażenie -- może nie takie jak w Auschwitz, jeśli w ogóle można to porównywać, ale nawet strażnicy mówią niekiedy ściszonym głosem, traktując to miejsce, jako symbol, oddając cześć poległym. oczywiście jest w tym trochę tego wyniosłego amerykańskiego patosu..

Pearl Harbor

Pearl Harbor

Pearl Harbor

Pearl Harbor

Pearl Harbor

Pearl Harbor

Pearl Harbor

Pearl Harbor

Pearl Harbor

Pearl Harbor

Pearl Harbor

Pearl Harbor

Pearl Harbor

Pearl Harbor

Pearl Harbor

22

gru
2010

Hawaje cz. IX -- Pearl Harbor, na łodzi podwodnej..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 02:39

U.S.S Bowfin jest amerykańskim okrętem podwodnym typu Balao z okresu II wojny światowej. nazwa okrętu pochodzi od ryb z gatunku bowfin. okręt powstał w Portsmouth (gdzie też kiedyś byliśmy) w 1942 roku, więc już po przystąpieniu Stanów do II wojny światowej. Bowfine brał udział w wielu konfliktach zbrojnych, kilkukrotnie przywracano go do czynnej służby, a od 1979 zacumowany jest w porcie Pearl Harbor jako muzeum i pomnik poświęcony pamięci poległych 5305 marynarzy z 52 okrętów podwodnych US Navy.. zwiedzamy okręt z zestawem słuchawkowym z którego rozbrzmiewa opowieść byłego kapitana jednostki. bardzo osobliwe, klaustrofobiczne miejsce wciąż z autentycznym, zabytkowym już, wyposażeniem.

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

Pearl Harbor -- na łodzi podwodnej

22

gru
2010

Hawaje cz. X -- nurkowanie w Hanauma Bay..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 18:42

podobnie jak rok temu w Meksyku, także tutaj wybieramy się na nurkowanie. idealnym miejscem do podziwiania podwodnego świata jest Hanauma Bay -- niesamowity twór geologiczny, zamieszkiwany przez żółwie i setki gatunków ryb. zatoka to jeden z kraterów wulkanu, który utworzył wyspę Oahu. potężny wybuch zmiótł wschodnią ścianę wybrzeża, a miejsce to stało się płytką zatoką. aby chronić delikatny ekosystem utworzono tu rezerwat przyrody, wstęp jest płatny ($5/os), a warunkiem wejścia na plażę, jest, uwaga, obejrzenie 20-minutowego filmu instruktażowego. no takie rzeczy to tylko w Erze Ameryce..

nurkowanie jest fajne, zupełnie inne niż na Karaibach. tam wypływaliśmy na morze łódką i co jakiś czas wskakiwaliśmy do wody. tutaj rafa przypomina raczej ogromną skałę, czasami tak blisko tafli wody, że ciężko jest przepłynąć. dookoła, nawet przy samym brzegu, pełno jest ogromnych i kolorowych ryb -- cwaniaki nic nie robią sobie z obecności ludzi w swoim świecie, z wyższością i gracją prezentując swoje piękno. jedynym niebezpieczeństwem są fale, które rozbijają się o pierwszą linię rafy, ale wciąż silne docierają do samego brzegu. rafa jest ostra, bardzo łatwo się pokaleczyć..

Hawaje -- Hanauma Bay..

24

gru
2010

Happy Holidays!

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 01:14

ostatnio wyszło na jaw, że Amerykanie niechętnie życzą sobie wzajemnie wesołych świąt. dla nich święta zaczynają się w końcówce listopada i trwają aż do nowego roku. Merry Christmas nie jest już tak popularne, a jego miejsce zajmuje bardziej poprawne kulturowo Happy Holidays. smutne to, ale idąc dalej tropem moich najbliższych współpracowników z firmy natykamy się na Niemca dla którego święta są idealnym czasem na nadrobienie zaległości projektowo-informatycznych, Szwajcara lecącego do Los Angeles, aby w cieple spędzić kilka dni, czy Brytyjkę, która zostanie tu na miejscu samiuteńka jak palec. do tego dochodzą Koreańczycy, dla których oczywiście termin Boże Narodzenie nie oznacza nic szczególnego, bo swój Lunar New Year i tak obchodzą kiedy indziej..

my natomiast, Polacy, czerpiemy ze świąt dużą radość, większą niż wszyscy inni razem wzięci. wszystkim życzę więc miłych i radosnych świąt spędzonych z bliskimi, bo my również spędzimy je z rodziną, mimo iż będziemy wciąż kilka tysięcy kilometrów od Gliwic. tzn będziemy trochę bliżej niż zwykle, bo w Pensylwanii -- w Erie, nad jeziorem i muszę się spieszyć, bo wylot mamy za kilka godzin..

rodakom oczywiście życzę udanego Kevina samego w domu i jak zwykle sprawnie radzącego sobie ze szklanymi pułapkami Bruce'a, bo przecież tradycji musi stać się zadość ;)

a żeby już tak całkiem wejść w atmosferę świąt poniżej zaprojektowana przez Agatę i wspólnymi siłami wykonana szopka w polskim kościele Św. Małgorzaty w Seattle ;)

Happy Holidays

Happy Holidays

Happy Holidays