Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]
notki z roku 2005:

02

sty
2005

2005, yeyeye!!

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 03.40

składając najbliższym życzenia Noworoczne, kieruje nami owa idealistyczna naiwność, która zawsze każe przypuszczać, że nowy rok będzie lepszy od tych minionych..

w tym roku znów bacznie przyglądnę się światu. pewnie przeczytam jeszcze kilka książek, wnikliwie Was poobserwuję, aby co jakiś czas wybrać najbardziej popierdoloną wypowiedź, by zręcznie nią manipulując, wykorzystać do chorej autokreacji.

w roku 2004 odeszło zbyt wielu ludzi. chciałbym, aby to się zmieniło.

07

sty
2005

dlaczegośmy nie przewidzieli?

kategoria: humor, link bezpośredni

Gliwice, 20.27

mamy w historii ludzkości masę wszelakich przepowiedni, wróżb, myśli dziwnych i tajemniczych w których najczęściej za żadne skarby nie można skapować, co mianowicie poeta miał na myśli. ale wystarczy, że teraz nam coś wybuchnie, coś zatonie albo ktoś zginie w nadprzyrodzonych okolicznościach, aby ożyły słynne wierszowane przepowiednie. po każdej katastrofie ludzkość wali się z całej siły w czoło: jak mogliśmy tego wcześniej nie wiedzieć, dlaczegośmy tego nie przewidzieli, nie zapobiegli nieszczęściu, przecież Poeta uprzedzał. ano uprzedzał.
to ja też sobie ostrzegę: nie słuchajcie tekno, bo w 2012 nastąpi koniec świata.. :p

13

sty
2005

z cyklu: najebki niekontrolowane

kategoria: humor, link bezpośredni

Gliwice, 12.35

3 litry wódki to dużo. nawet jak na czterech dzielnicowych, wspólnie kiedyś dorastających kumpli. poszczególne etapy opróżniania butelek można, teoretycznie stopniować następująco:

· przed sklepem, podczas wyboru trunku, dyskutujemy sennie i dość chaotycznie o ostatnich wydarzeniach na naszej ulicy, albowiem co dzień, wraz z obrotem wielkiego koła życia, zachodzi tu tysiąc i jedno ważnych spięć..

· nieco poniżej szyjki pierwszej butelki -- rozmowa poważna i skoncentrowana, tacy z nas wrażliwi, inteligentni chłopcy..

· pięć cm. poniżej -- już bardziej aktywnie doceniamy złożoność świata, ale podchodzimy do tego w kategoriach antyspołecznych..

· połowa pierwszej butelki -- ogólna, niczym nie zmącona radość..

· po kolejnej kolejce radość przeobraża się w kpinę, wspominamy życie osiedlowe minionych lat, padają sensacje tej rangi, co wiadomość o obaleniu rządu albo zakłóceniach w układzie słonecznym..

· dno pierwszej butelki -- odtwarzamy dawno minione, zapomniane czasy. dumamy głęboko, poważnie i mądrze..

· otwarcie drugiej butelki -- to czas na smutne, romantyczne wspomnienia..

· kolejne pięć cm. poniżej -- analiza minionych sycących miłości..

· która szybko przeobraża się w analizę niezaspokojonych namiętności..

· połowa drugiej butelki - ogólny niesprecyzowany smutek. dochodzimy do momentu w którym w głowie każdego ze współbiesiadujących zachodzi szereg pytań egzystencjalnych, w stylu: 'jeśli główna droga życia ma 2 odnogi szlachetności, a tylko jedną można pójść, to któż ma być sędzią, która jest lepsza?'

· nieco poniżej etykietki - czarna rozpacz..

· dwa palce poniżej - pieśni śmierci i tęsknoty..

· dno drugiej butelki - każda inna znana pieśń....

na tym jeden system stopniowania się kończy, następuje specjalizacja. najmłodszy wykonuje standardowy trik, tj. biegnie po kolejną butelkę... od tej chwili wszystkiego można się spodziewać.

· 3 butelka umyka szybko, nie jesteśmy w stanie racjonalnie mierzyć upływu czasu, gdyż każdy z nas ma wrażenie jakby znajdował się w jakiejś zbzikowanej windzie, która pędzi 20 pięter w górę, by za moment zjechać 30 w dół.. zdarza się, że co słabszy zawodnik wyleguje się nieskrępowanie na chodniku, delektując się chłodną ziemią, swoistą podróżą, kołysanką i śpiewami kolegów. następuje pogodzenie się już z myślą, ze nigdy nie dotrzemy tam gdzie dotrzeć chcieliśmy, rozważamy pojęcie przyjaźni, a kumpel to osoba, której istnienie jest jak drewniana tratwa na wzburzonym morzu -- jedyna rzecz której można się uchwycić.. próbując zsynchronizować ruch lewej ręki, z ruchem prawej w której trzyma się zwykle domowe klucze, uroczyście zamykamy obrady, umawiając się oczywiście na ich wznowienie, w pierwszym ogólnodostępnym terminie..


dzień kolejny często przywraca w nas człowieka. poranek sprzyja cichej radości; o tej porze dnia nie można ani się spieszyć ani hałasować. myśli płyną wolno, myśli są głębokie i złote jak poranek. pęd ku karierze pozwala znaleźć kilka skaz w tym wczorajszym kompleksowym rozumowaniu. będąc już wykąpanym, uczesanym i poważnym dochodzi się zwykle do wniosku, że czas nieubłaganie ucieka, jednak radość płynie z faktu, że jest w nas jeszcze trochę z tych rozkrzyczanych, wciąż ganiających za piłką dzieciaków.. bardzo dobrze się bawiłem, ale muszę teraz leżeć płasko z zamkniętymi oczami, aby nie uruchomić perkusji w mózgu..

18

sty
2005

o tym i o owym..

kategoria: cudze, link bezpośredni

Gliwice, 11.09

powtarzam po Einstein'ie:

'Najpiękniejszą rzeczą, jakiej możemy doświadczyć jest oczarowanie tajemnicą. Jest to uczucie, które stoi u kolebki prawdziwej sztuki i prawdziwej nauki. Ten, kto go nie zna i nie potrafi się dziwić, nie potrafi doznawać zachwytu, jest martwy, niczym zdmuchnięta świeczka.'

22

sty
2005

pocałunek

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 01.39

w starożytności wierzono, że wzajemna miłość często zaczyna się od pocałunku. sądzono, że pocałunek w usta zespala dusze kochanków, a wymiana oddechów symbolizuje zarówno aspekt duchowy, jak i erotyczny. pocałunek jest czynnością tak wzniosłą, że swój talent, pasję i twórcze uniesienie poświęcali mu pisarze, poeci, rzeźbiarze, malarze i przedstawiciele wszystkich innych gatunków sztuki.

pocałunki to wyraz bliskości i związku między ludźmi. z całowaniem jest jak z każdą inną umiejętnością. trzeba ją nieustannie doskonalić... a perfekcja zostanie osiągnięta..

29

sty
2005

z cyklu: znalezione w sieci

kategoria: cudze, link bezpośredni

Gliwice, 02.50

www:

Paweł Kukiz śpiewał na wiecu w Kijowie, a nawet udzielił wywiadu polskiej telewizji. powiedział: 'najgorszy prezent, jaki możemy dać Ukrainie, to okrągły stół. przez niego po 15 latach znaleźliśmy się w punkcie wyjścia. mamy prezydenta z PZPR, rząd z PZPR, PZPR-owską mentalność i rozgrabiony majątek narodowy'.
ostatnio Kukiz żalił się w 'Rzeczpospolitej': 'oczywiście w żadnej telewizji to nie poszło. tyle o wolności słowa'..

lubię Pawła..za prawdziwość.

30

sty
2005

kobiety

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 23.59

bo kiedyś.. kiedyś było inaczej. świat był prostszy, a ludzie dzielili się na tych, co grają w piłkę i na tych co jeżdżą na rowerze. osiedlowe życie społeczne, scementowane w ten sposób nosiło piętno lat 80'tych. podział tworzył hierarchię. podział był konieczny, sprawiedliwy i jedynie słuszny. tak powinno było zostać na zawsze. ale nie, musiało nadejść 'później'. a później.. nadeszły kobiety.
kobiety wprowadziły nową wartość, nazwijmy ją wartością dodaną. w ekonomii wartością dodaną nazywamy miernik wyników działalności przedsiębiorstwa, wg. którego z wypracowanego zysku potrąca się koszty całego kapitału zainwestowanego przez firmę. dodając do tego istanienie płci pięknej wychodzi nam prosta i rewelacyjna teoria mówiąca mniej więcej tyle, co:

jeśli od radości płynącej ze związku partnerskiego odejmiemy koszty wytworzenia owego związku, wynik w większości przypadków będzie mniejszy od zera.

zapisując symbolicznie: R - K < 0
teoria tyleż odkrywcza, co zapewne nie do przyjęcia dla co bardziej konserwatywnie usposobionych umysłów, nie uznających innego języka nauki poza językiem symboli romantycznych. możecie ją nazywać teorią tomxxa.

wymyśliliśmy jeszcze z Gosiakiem, że związek partnerski, pociągający za sobą sukces osobisty i moralny to dzieło wciąż pozostające największą życiową enigmą, stopniem skomplikowania porównywalną z mantrami fizyki kwantowej. problem w tym, że TO musi zaskoczyć jednocześnie. z ćwierćwieczem na karku owo 'jednocześnie' występuje niezmiernie rzadko, a rozliczność problemów rodaków w wieku przedprodukcyjnym, produkcyjnym i poprodukcyjnym pociąga za sobą pytanie, czy warto?

ja nie jestem dobry w laniu wody, gdy ONA na mnie patrzy. po b, g, d i innych pozostało mi niskie poczucie własnej wartości, ich kiepskie mniemanie nadwyrężyło moją samoocenę. jednomyślność była przekonująca. siedzi sobie taki facet w knajpie, pogrążony w igraszkach wyobraźni. obmyśla skomplikowane gambity otwierające, tworzące niby to przypadkowe okazje do zawarcia znajomości, zagajenia rozmowy. oczywiście żadnej z nich nigdy nie wprowadza w czyn. i wtedy właśnie decyduje przypadek. to przypadek sprawia, że nagle, nie wiadomo skąd pojawia się szansa. jest jak uderzenie w czerep mówiące: chłopie, teraz kuuurwa, teraz, albo nigdy!

byłem zdumiony, uszczęśliwiony i totalnie zmiękczony, tym, że sama do mnie przyszła. sprawiała wrażenie dziewczyny za którą mógłbym oddać życie. poza tym serce miałem takie pełne, a głowę taką pustą...

05

lut
2005

z cyklu: skołowane myśli

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 12.49

przesiadując u rodziców rodziców, dopiero za trzecim nawrotem skołowanych myśli zdałem sobie sprawę, że najbardziej dobija mnie godzina piętnasta. rozpoczyna sie od panoramy, tak, żeby po raz 10ty tego już dnia wysłuchać, że Polska jest krajem biednym i źle rządzonym, że mamy olbrzymie długi i zero zapału do pracy. a jeżeli znalazłby się jakiś frajer, który chciałby coś zrobić, to i tak zeżre go opozycja. potem leci już bez przerwy -- jeden wielki telewizyjny, ogłupiajaco-fikcyjny świat seriali i marnych uciech słabego Polaka..

początkowo oglądała tylko babcia, teraz do maratonu na wytrzymałość gałki ocznej przyłączył sie także dziadek. od 15tej oglądają bez przerwy: nie jest ważne co za program, czy jaka reklama, nawet kanał nie jest ważny. ofkors pierwsze miejsce porządku dnia zajmują seriale, których akcja toczy sie juz przynajmniej przez 1500 odcinków. polskie raczkujące opery też są dobre, ale troche za mało zakręcone. gdy udaję, że sie skupiam, że coś próbuję zrozumieć, streszczają mi dotychczasowe odcinki: na szybko wyjaśniają kto z kim spał, kto ma dziecko z nieprawego łoża, kto i jak próbuje wyrwać cudzego męża lub żonę. nawrzucają ludziom w życie bzdurnej zazdrości, fałszu i chorej gonitwy (wszystko trzeba zmieścić w kilkanaście minut), a potem sie społeczeństwo dziwi, że naród staje sie nerwowy, że traci poczucie sensu i ciągłości życia.

telewizja kłamie, wypacza obraz świata... wystarczy trochę pooglądać, a życie w normalnych tempie wydaje się nudne i powolne.

09

lut
2005

Słowacja

kategoria: podróże, link bezpośredni

Gliwice, 18.05

jedziem sobie na wycieczkę..

aby w pełni docenić uroki świata postanowiono kolektywnie zwiedzić kraj naszych południowych sąsiadów. zakupiliśmy trochę slovenskich korun, a w planie mamy: Presov, Kosice, Trnave i Bratislave. przewodnikiem niezawodny Lukas. do później :)

14

lut
2005

posłowackie wrażenia

kategoria: podróże, link bezpośredni

Gliwice, 23.57

Słowacja przyjęła nas przyjaźnią i zimnem. cztery największe miasta naszych południowych sąsiadów, wraz z jednym słowackim Słowakiem opowiedziały nam w okrąglutkie 100 godzin historię narodu, który cieszy się własnym państwem od zaledwie 12 lat. od Koszyc z piękną gotycką katedrą, po Bratysławę, usadowioną nad brzegiem Dunaju.

'bryndzove halusky' czy 'vyprazany syr', przy czynnym współudziale taniego i dobrego słowackiego piwa, przekonały nas do tego kraju, tych ludzi i tej kultury. bo oni są prawie tacy sami jak my. a wielu aspektach nas przewyższają. i to wyraźnie.

17

lut
2005

Emir Kusturica

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 01.08

byłem dzisiaj na filmie. idealnym lekiem na udręczoną mą duszę jest bałkański czarodziej kina -- Emir Kusturica. po wielkim roku 1995, wspaniałym 1998 przyszedł czas na 'życie jest cudem'. odreagowałem.

dobry film. raczej o miłości, ale groteska ta zawieszona w realiach konfliktu zbrojnego na pograniczu Serbi i Bośni, pokazuje jak bardzo zmienia się człowiek w obliczu wojny. ciepły, bajkowy stworzony przez reżysera obraz łączy w sobie elementy, które już znamy, a scena samobójstwa Luki, uratowanego przez przewijającego się przez cały film osła rzuca na kolana :)

21

lut
2005

najlepszy sposób na kobietę!

kategoria: humor, link bezpośredni

Gliwice, 21.02

postanowiłem przetestować wkrótce najbardziej, zdaniem mym, dopracowaną bajerę na wyrwanie laseczki.. wypatrujemy zatem naszą wybrankę spośród milionów (sugerowany lokal o wysokim standardzie). podchodzimy na tyle blisko aby być zauważonym i zaczynamy spokojnie, z wyczuciem szukać czegoś po kieszeniach.. grzebiemy długo, nawiązując jednocześnie kontakt wzrokowy. po chwili wydobywamy landrynki, niechlujnie zawinięte w starą gazetę. częstujemy JĄ.. jeśli kobieta poczuje się urzeczona tym czynem jest już Nasza. tylko wyjątkowo mało wrażliwe kobiety nie czują się tym gestem docenione, nie dopatrują się piękna, szczerości i humoru w tej sytuacji.

04

mar
2005

kino

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 16.48

dość dużo ostatnio oglądam..

porozrzucano jak co roku Oskary, a że trzeba być up to date, filmasy sypią się jak choinka po Trzech Królach. po 'Million Dollar Baby' trochę posmutniałem, filozofując niemrawo nad życiowymi wyborami, jednak odbiłem się szybko zachwycony krajobrazami (byłem tam, byłem!) z 'Sideways' i ogólną ciepłotą tego filmu wcale-nie-o-winach. do tego dochodzi spokój ducha po 'Aviatorze' oraz piękna agresja po 'Football Factory'. dzisiaj w pubie Łuki ma jakąś tam swoją uroczystość.. pośpiewamy, a może nawet znajdzie się ktoś do dania po mordzie i od razu nam się humory poprawią...

07

mar
2005

my castle

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 00.46

wzruszam się czasami rozglądając się po swoim pokoju. spędziłem w tej małej klitce prawie każdą noc swojego życia. uczucia pewności nie zabijają sporadyczne przemeblowania, ściany pamiętają wszystko co ważne, z ostatniego ćwierćwiecza. kiedyś były na nich ślady po starych plakatach, zrywanych i zawieszanych w miarę jak dojrzewały i zmieniały się moje pasje: piłkarze, gwiazdy rocka, znów piłkarze, a z czasem piękne, opalone dziewczyny. ślady te odmierzały mijające lata równie precyzyjnie jak wzrost znaczony ołówkiem na szafie. z czasem zabrakło i szafy i plakatów. pozostały głęboko w pamięci.

wkrótce się wyprowadzam..

18

mar
2005

przełom

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 00.02

nastąpił przełom. znalazłem pracę..

że jest ciężko to wiedzą wszyscy. ja przekonałem się o tym, wpadając niejednokrotnie w czarną rozpacz, szukając pracy od 16. grudnia. bilans: 88 dni, ok. 100 cv, 6 rozmów kwalifikacyjnych, ostatecznie ciekawa posada.

a najważniejsze, że do dzisiaj każdą wizytę w Empiku rozpoczynałem od przeglądnięcia najnowszych pozycji mojej firmy. bo ja poprostu kocham zapach farby drukarskiej :)

21

mar
2005

aaa, piłka znowu w grze

kategoria: pasje, link bezpośredni

Gliwice, 22.44

ruszyła liga!! piłka z ociąganiem wróciła na nasze ligowe boiska, a mój Górniczek załamał 12 tyś. kibiców w Szczecinie, łupiąc miejscowym 2-0!
a wraz z piłką pojawiamy się MY! bo Kibice chodzą na mecze właśnie po to, aby dać folgę swoim emocjom w formie klaskania, wycia, gwizdania, płakania, obrzucania graczy i siebie nawzajem wyzwiskami, wyszydzania bądź okazywania sympatii wobec graczy i siebie nawzajem. mężczyźni, czy to w trakcie przewijania dziecka, zmywania naczyń czy bardzo ważnej rozmowy profesjonalnej tracą kontakt z rzeczywistością i odpływają w tajemniczy świat, w którym piłka szybuje nieodwołalnie w okienko bramki po strzale, którego nie sposób zapomnieć...

26

mar
2005

Dori wyjechała

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 21.49

Dori wyjechała..

Doreńka wyjechała, aby za granicą także poznali się na jej talencie.. będzie miała szanse ich o tym przekonać, tak jak będzie miała szanse nauczyć się wiele nowego. Dori jest artystką.

jeśli prawdą jest, że grzeczne dziewczynki idą do nieba, to D na pewno idzie tam gdzie chce. bo ona taka już jest: niezależna. zdecydowana. niekiedy ostra i nieustępliwa. innym razem ciepła i matczyna.

nigdy nie pojawiła się u mnie we 'friendsach', choć z pewno się do nich zalicza.. zalicza się do grupy moich przyjaciół odkąd zrozumieliśmy, co tak naprawdę w znajomości jest ważne. czasami potrzeba chwili oddechu, czasu na przemyślenie powstałych błędów, czasu na dorośnięcie. a później bywa o wiele, wiele łatwiej. i ... piękniej.

emocje to jej pierwszy wróg i najlepszy przyjaciel. wiadomo -- jest bykiem, jak ja. do jej wybuchów odnoszę się ze sporą dozą pobłażliwości, wiedząc z doświadczenia, że są jak wiosenna burza -- równie gwałtowne, co krótkie i nieszkodliwe... gdy po swoistym dzikim błysku w oku poznaliśmy się w górach, nie mogłem jeszcze wiedzieć, że D to tygiel nastrojów i subiektywny strateg zachowań. śmieje się otwarcie, to cenię u niej najbardziej. bo ona się śmieje tak szczerze, jak mało kto przed nią. a po godzinach jest pogromczynią moich złych nawyków.. nie lubi gdy gram w szachy. a może lubi, ale chce, żeby wyglądało, że nie lubi..

jest dobra i ciepła. dlatego tak bardzo lubiłem się do niej przytulać. z wzajemnością, jak zdążyłem zauważyć.. bo przyjaźń daje dużo ciepła.

02

kwi
2005

:(

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 22.51

zrozpaczony i smutny świat łączy się w jedności nad stratą jednego z największych Polaków, głowy Kościoła katolickiego, autorytetu moralnego dla ludzi różnych wyznań i kultur.

wiele nas nauczył..

16

kwi
2005

prz erwa

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 16.21

co bardziej spostrzegawczy zauważyli z pewnością, że ostatnio jakoś mi nie po drodze z moją witrynką.. wszystko przez to, że z subiektywnych pobudek byłem zmuszony usystematyzować harmonogram dnia powszedniego. co za tym idzie -- nie ma już nocy, w których snuć mogłem swoje chore, efemeryczne wizje poprawnego świata transformując życie przez pryzmat pseudosztuki. nie ma już czasu, gdyż każda chwila przeznaczona być musi na tzw. zaczątki dorosłości..
i dopiero teraz zdaję sobie sprawę ze sławnej frazy Leca, który będąc na dnie usłyszał pukanie od spodu. a Was słucham/czytam sobie, bardzo serdecznie i mile..

25

kwi
2005

Rycerze Wiosny

kategoria: pasje, link bezpośredni

Gliwice, 00.17

decydujący o kształtowaniu sportowej opinii publicznej okrzyknęli mój Klub 'Rycerzami Wiosny'..

Górnik mimo jednego z najniższych budżetów w lidze, gra wspaniale, wygrywa z każdym, dzieli i rządzi tej wiosny.. a ja.. ja opatrzony swoistą mentalnością kibica cieszę się jak dziecko, skaczę po płotach, wrzeszczę, krzyczę i daję upust swoim emocjom. nic na to nie poradzę, że po 15 latach kibicowania wcale nie szkoda mi soboty, aby wspierać swój Klub na meczu wyjazdowym. że wciąż trzęsą mi się nogi, że prawie wbiegam na murawę gdy jest nerwowo, że klnę gdy jest źle -- jak na kibica przystało.

03

maj
2005

wiosenna radość

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 11.50

najdłuższy łykend nowoczesnej Europy zaskoczył nas prawie 30 stopniowym upałem.. świat zyskał barwy, mlecze kwitną, błękit nieba zwiastuje skwar kolejnego dnia, a atmosfera jest leniwa jak w środku lata. jeszcze miesiąc temu, pewnie zganiłbym siebie za tak ostentacyjną radość życia, cyniczny pokaz wrażliwości.. dzisiaj jednak mamy maj -- zawsze twierdziłem, że to pora najpiękniejsza.

aaa, i sezon grillowy 2005 u Hani rozpoczęliśmy... muszę jakieś fotki dorzucić, bo trochę się zazimowałem. zbyt długo..

07

maj
2005

uczucie

kategoria: cudze, link bezpośredni

Gliwice, 23.32

"To look life in the face,
always, to look life in the face,
and to know it for what it is...
to see it for what it is,
at last, to love it for what it is,
and then to put it away."

Virginia Woolf

otóż uczucie, które pozwala pokonać wszelkie przeciwności, odgrywa w tej powieści sporą rolę..

19

maj
2005

blond uśmiech

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 23.10

zawsze twierdziłem, że wiosną lepiej się nam wiedzie.. tej wiosny kawały Luke'a śmieszą jak nigdy dotąd, a Misiek dostał wspaniałą pracę w Austrii. ja walczę w pocie czoła, staram się udowadniać, że pasuję do helionowskiego otoczenia, choć być może należy wszystko robić zupełnie inaczej. ja biorę z lewa na prawo, a być może należy brać centralnie z góry? w każdym razie z niebywałym zacięciem realizuję plany strategiczne firmy i mam się całkiem dobrze.

ahh, no i ten blond uśmiech, który ogarnął mnie jakieś 2 miesiące temu także pełni ostatnio strasznie miłą, szaloną rolę..

28

maj
2005

nietolerancja

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 20.25

na fasadach budynków komunalnych w Gliwicach pojawiają się napisy wyrażające różne wrogie uczucia kierowane do wielu obiektów nienawiści. Podkreślam, że różnokierunkowość uczuć negatywnych wprowadza szeroki wachlarz możliwości, wręcz całą gamę możliwych form obrażania bliźniego. artykułowana jest więc nienawiść do Niemców, do punków, do skinów, do rządu, do policji, do Górnika i jego fanów, a co za tym idzie do także do Piasta i jego kibiców, a właściwie głównie do kibiców. wyliczając dalej: do kościoła, do urzędów, do skatów, do dresów, do systemu, do oświaty, na zwolennikach wojen religijnych kończąc.
bo jesteśmy nietolerancyjni..

11

cze
2005

tomxx o tym i o owym..

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 13.53

nie lubię ludzi nieumiejących słuchać. a jak ja nie lubię, to, co prawda, nic nie powiem, ale szybko tracę cierpliwość.

nie lubię gaduł wśród których płeć piękna posiada zasłużone pierwszeństwo. mówi to dużo, najczęściej od rzeczy, a co najważniejsze, nic jej to nie obchodzi, że mnie nie obchodzi. gada to i gada, a gdy robi przerwę to tylko po to, aby uzbierać w myślach kolejny stek bzdur, aby mnie nimi obrzucić. a gdy odpowiedzieć się staram, słowa odbijają się jak od ściany, nie dociera nic. i tak się właśnie toczy rozmowa, jakby gadać do ściany. a ja lubię ciszę. potrzebuję ciszy..

16

cze
2005

rowejros

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 23.40

zakupiłem sobie rowera. meridka fajna, przynajmniej szybka.. śmigam aż miło, na liczniku pierwsze 2 setki kaemów, świat z amortyzowanego siodełka wygląda bosko, a słońce spogląda na mnie przychylniej..

nie dalej jak wczoraj, po krótkiej, acz żarliwej gonitwie rowerowej z moim blond uśmiechem, wykazałem się nie lada sprytem i zażyczyłem sobie frytki; że niby na kolację. życzenie zostało spełnione, a 1kg smażonych ziemniaków w moim żołądku odebrało mi przytomność na większą część dobry.. a potem zachwalam, jak ja to się niby zdrowo odżywiam..

23

cze
2005

fragaria grandiflora

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 23.05

truskawka (łac. fragaria grandiflora), inaczej: poziomka ananasowa, poziomka wielkoowocowa, bylina z rodziny różowatych. gatunek wyhodowany przez skrzyżowanie poziomki wirginijskiej z chilijską, którego dokonał Duchsne w 1712 roku. po zapyleniu kwiatu, rozrasta się dno kwiatowe, tworząc jadalny owoc rzekomy..

uprawiana we wszystkich krajach klimatu umiarkowanego oraz w chłodniejszych rejonach podzwrotnikowych; najwięksi producenci to Stany Zjednoczone, Polska, Japonia.

Wikipedia - Wolna Encyklopedia

12

lip
2005

tatry

kategoria: podróże, link bezpośredni

Gliwice, 23.03

lato w pełni, a my odwiedziliśmy sobie tatry..

najpiękniejsza w górach jest wędrówka. człowiek się męczy, ocierając pot z czoła zdobywa kolejne wzgórza.. ale właśnie to ten pot jest w tym wszystkim najważniejszy. takie zmęczenie, które buduje.. Wiewiór nas porwał, bo ona się zna; zresztą obiecywała mi taki trip odkąd sięgam pamięcią.
ja podziwiałem ogrom natury, zadziwiającą przyrodę. i schronisko, którego drewniane ściany opowiadają historię tysięcy wędrowców, ich zmagania i płynącą z tego radość.. wiem, że dla niektórych może to być pasja z której nie sposób zrezygnować.

25

lip
2005

tomxx o tym i o owym..

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 08.22

jakoś o 3.22 w nocy zdałem sobie sprawę, że komplikacja spraw mnie przerasta..

musze się uporządkować, poukładać, uspokoić. a zacznę od mojego sieciowego podwórka, bo tu też zakręcenie maksymalne. zostawię to, co naprawdę ważne, zrezygnuję z elementów na które nie mam czasu. bo skoro nie mam czasu to po co się tym zajmować?

a teraz jadę do pracy -- a jak wrócę, to pomyślę o co mi dokładnie chodziło w pierwszym, od jakiegoś czasu ranny wpisie.. i zabiorę się do pracy.

28

sie
2005

powakacyjny ruch w interesie

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 23.52

człowiek się uczy całe życie..

Maras nawet twierdzi, że obywatel bez doktoratu to popierdółka a nie intelektualista; ja w każdym razie doktoratu jeszcze nie robię, ale za inne sprawy się ochoczo (jak to zawsze pod koniec lata) zabieram. padło na odświeżenie języków (ik spreek het geen Nederlands) oraz obiektowe języki programowania. najgorsze, że nie mam czasu na javę, a to się już niebawem zemści. a czas poświęcony mści się także, a w każdym razie grozi zemstą i budzi w związku z tym poczucie winy. z czasem nie wygram.
ważne, że coś się dzieje..

12

wrz
2005

Józek Petarda nie żyje.. część 1.

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 00.41

w Kłobucku zwykle zdarzenie goni zdarzenie.. nie dalej jak po kilku browarach wypitych razem z Bratem, które zresztą nastąpiły po Napoleonie wypitym z Wujkiem i po Zawiszy Czarnym obróconym z Ojcem dowiedziałem się, że na Józka już kres przyszedł. przydomek, jak pewnie się domyślacie, nasz bohater czerpał z wykonywanego zawodu, a jego fajerwerki, często i chętnie rozświetlały chmurne (lub bezchmurne) kłobuckie niebo..
problem w tym, że Józek nie żyje, a zginął (o ironio losu..) właśnie od petardy. zresztą tego można się było spodziewać, ryzyko zawodowe. tyle w temacie..

a kolejnych części nie będzie. to tylko taka aluzja do filmu Mela Brooksa pt. Historia Świata: Część I, który właściwie to nie miał nic wspólnego z petardami..

dobranoc Państwu.

21

wrz
2005

wybory parlamentarne

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 00.34

jeszcze tylko kilka razy pójdziecie spać i .. trzeba będzie zdecydować o losach kraju...

stara prawda dobitnie głosi, że im więcej wozów strażackich wyjedzie do pożaru, tym większe są straty przez pożar wyrządzone.. a cała masa strażaków ratujących polską demokrację sprawia wrażenie, jakby w całym tym pożarze jednym zależało, innym co prawda także, ale jakby trochę mniej, a kolejnym nie zależało wcale..
jak się ma polska demokracja, wiedzą wszyscy. demokracja, która mimo iż 200 lat za resztą cywilizowanego świata, to jednak co kadencję ambitnym, a jednocześnie wyzywającym głosem budowniczych naszych czasów obiecuje drugą Japonię, Szwecję czy Szwajcarię.. co roku nie wychodzi, a pętla zaciska się coraz bardziej..

nie ma się jednak co załamywać, może najwyższa pora zmienić tor myślenia? proponuję wyjście opierające się na zasadach podstawowej logiki formalnej: namawiamy wszystkich znajomych, aby przy najbliższych wyborach parlamentarnych nie głosowali ani na socjalistów bezbożnych ani na socjalistów pobożnych ani na wrażliwych społecznie. wyborcy powinni wreszcie zrozumieć, że głos oddany tylko na tych którzy nic nie obiecują za tak zwane "DARMO" nie będzie głosem straconym.

powiedziałem kiedyś głośno, że na wybory nie pójdę. teatr ten odgrywany na coraz wyższych poziomach męczył mnie bardzo, a widoków na przyszłość nie widziałem żadnych. dość powiedzieć, że kolejni moi reprezentanci (których notabene sam wybrałem) zawodzili na całej linii, przekonując, że to funkcja tworzy człowieka, a nie odwrotnie. afera goniła aferę.. na wybory jednak pójdę: zagłosuję na przysłowiowego Ostaniego-Na-Liście. dlaczego? ano dlatego, że jeśli straży pożarnej w mieście zmienić się nie da, to może wymienię strażaków? może tchnę nowego ducha, nową myśl, nową nadzieję? może ci co przyjdą ugaszą, a do tego posprzątają i wybudują na nowo?

tak właśnie zrobię, choć oczywiście nie wiem co to przyniesie.. może się polepszy, a może wcale nie.. trawestując Obywatela Piszczyka, nasz pech na tle zbiorowego pecha narodów Europy zwykle wypada bardzo szczególnie..

26

wrz
2005

czas.. z czasem nie wygram

kategoria: podróże, link bezpośredni

Gliwice, 22.41

podróże weekendowe zabijają mój czas..

najpierw w Kłobucku, schlany jak, nie przymierzając, prałat papieski, starałem się jak mogłem, aby wypaść korzystnie wśród słonecznej rodzinki. tydzień później, z poczuciem, że po raz milionowy robię z siebie idiotę, przekonywałem miejscowych poznaniaków, że ..Górnik Zabrze najlepszym w Polsce jest.., a policji intonowałem radosne ..łapy, łapy, cztery łapy.. po kolejnych 5 dniach przyszła pora na stolicę, gdzie rano posłuchałem trochę o tautologiach językowych, a wieczorem kilka kawałków Stinga. Wawa ładna, przy pięknej pogodzie można być dumnym, gdy widzi się na Starym Mieście zagraniczne, podziwiające wycieczki. choć z drugiej strony droga jak cholera, ale na to, że dobre znaczy drogie wpadli już Fenicjanie..

czy to wina fluorowanej wody, czy początku jesieni, czy może natłoku spraw na głowie, ale czuję się ostatnio zmęczony. owszem, lepsze to niż oglądanie telewizji, ale myślę, że wakacje na rozgrzanej słońcem hiszpańskiej plaży dobrze by mi zrobiły.. na razie jednak, jedyne co pozostaje, to plany – plany wspaniałej euro-wycieczki..

ale to później, obecnie pora na spełnienia zawodowe. i to raczej na czas dłuższy niż krótszy..

PS. niezły rząd sobie wybraliście, lol :))

13

paź
2005

Anglia - Polska

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 23.20

polska piłka ma się średnio. owszem, walczymy za dwóch, ambicji nie można naszym chłopakom odmówić. wygrywamy ze średniakami, gromimy słabych europejskiej kopanej. niestety brak nam jednego: umiejętności gry z najlepszymi tego świata. wczoraj podtrzymaliśmy kompleks Anglii -- choć nadzieja na dobry wynik była wielka.. przez dłuższy czas utrzymywał się (przyznaję: bardzo szczęśliwie) wynik 1-1, który w założeniu miał zatrzeć wspominany od ponad 30 lat pojedynek na Wembley. niestety.. w samej końcówce stało się coś przerażającego: oto wśród ciszy zdegustowanych miejscowych i krzyków 12 tyś. naszych rodaków (+30 mln. przed telewizorami) Anglia zdobywa drugą bramkę wywołując w nas rozpacz i nienawiść, i okrucieństwo, i ból, i łkanie, i szyderstwo -- w końcu rozdzierający smutek wiecznych przegranych..

to wydarzenie jest jednak kolejnym pretekstem, kolejną możliwością, aby kilka słów poświęcić mentalności naszego narodu.. jak doskonale wiemy, w zwycięstwach narodu polskiego partycypuje całe społeczeństwo: oklaskujemy naszych bohaterów, wypiętrzamy, heroizujemy. jesteśmy szczęśliwi, jesteśmy najlepsi. gdy jednak przegrywamy, rozpętuje się burza, bynajmniej nie metaforyczna. to nie ogół przegrał, a jednostka (źle wyselekcjonowana, wytrenowana, bez zaangażowania, pomysłu, szans i ducha walki). mamy skłonności do ignorowania wszystkiego co niemiłe, a mój kolega (wcale nie kibic) twierdzi, że może być to pozostałość z okresu przedrewolucyjnego, skutek treningu jakiemu nasze społeczeństwo zostało poddane przez złych, nie wiadomo dlaczego tak agresywnych wrogów..

pytacie jak ja zareagowałem? byłem zawiedziony, ale już dawno nie załamują mnie wydarzenia, na których przebieg nie mam najmniejszego wpływu. przegraliśmy, ale przecież eliminacje zakończone zostały pełnym sukcesem, jedziemy na World Cup, podejdziemy do tego turnieju z nowymi siłami, z nowymi szansami i możliwościami. bo przecież o ten pierwiastek rywalizacji tu chodzi: o emocje, których tak dużo było wczoraj..

20

paź
2005

jesienny poranek -- zapiski wieczorne

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 22.26

każdego dnia, dokładnie o 7.12, niepolifoniczny dzwonek mojej komórki budzi mnie do życia.. zrywam się przestraszony, po chwili padam ponownie. usiłuję wymyślić stosowne przyzwoite słowo przedstawiające aktualny stan moich uczuć. o 7.15 myśli są wolne, bynajmniej nie metaforycznie. gapię się mętnie w sufit, w nadziei, że niczego nie zobaczę..

myślę przelotnie o wejściu pod prysznic, zamiast tego jednak wciągam ciuchy. za 50 minut mam wyjść, a kawa jest ważniejsza od higieny. napój ten, zawierający pobudzający ludzkość alkaloid kofeinę nakręca mnie pozytywnie. w tej chwili nie jestem pewien, czy to każda kawa, czy to tylko ta pita codziennie rano, na pusty żołądek. jej zapach, smak, bliskość i ciepło w żołądku budzą poczucie rannego zadowolenia.

i tak trwam w szarości poranka.. po chwili upewniam się, że czas jednak upływa, a im więcej go upływa, tym bliżej mi do pełnej sprawności umysłowej. biorę do ręki sudoku -- wspaniałą łamigłówkę pochodzenia japońskiego. znana jest od lat, jednak swą popularność zyskała dopiero w zeszłe wakacje, z uwagi na dołączanie jej do wielu brytyjskich gazet codziennych. podobno przeciętny brytyjczyk rozwiązuje sobie takie sudoku każdego dnia przy śniadaniu.. ale to temat na kolejną notkę.

takiego ranka, po mocnej Nescaffe, mam w sobie inteligencji od cholery, za to znacznie mniej cierpliwości. zrywam się oszalały, pewnie i tak znów spóźnię się na autobus. zapadła decyzja: autka nie kupuję.

24

paź
2005

dzięki ci, o Wielki o. Rydzyku

kategoria: humor, link bezpośredni

Gliwice, 16.21

ten naród ma przerąbane, skoro po wyborach prezydenckich sztab zwycięzcy dziękuje księdzu-furiatowi za wsparcie. siedzę tu i się dziwię. szkoda miejsca w tomxxcikowskiej bazie danych, więc komentarza nie będzie. idę na basen, popluskać zatroskaną głowę..

27

paź
2005

PHP in a Nutshell -- a Desktop Quick Reference

kategoria: pasje, link bezpośredni

Gliwice, 16.59

komputer wrósł we mnie tak głęboko i tak nieodwracalnie, jak ja kiedyś wyrosłem z moich dziecięcych ciuchów. to, że nie wyobrażam sobie dnia bez Sieci spowodowane jest nie tylko moim uzależnieniem, trwale wychowywanym od piętnastu lat, lecz także sposobem na zarabianie dolarów..

dzisiaj dla przykładu zająłem się przeglądem książek przewidzianych do wydania przez nasze wydawnictwo. po funkcjach już od pewnego czasu poruszam się biegle, teraz jednak w zadrukowywanych śmierdzącą farbą stronach odnajduję radość, w kodzie -- poezję..

int time ( void )

PHP represents time as the number of seconds that have passed since January 1st 1970 00:00:00 GMT, a date known as the start of the Unix epoch; hence, this date format is known as epoch time or Unix timestamp. This might be a peculiar way to store dates, but it works well -- internally, you can store any date since 1970 as an integer, and convert to a human-readable string wherever necessary.
jak to właściwie było, gdy świat nie składał się z ciągów bitów, a rzeczywistość nie byłą reprezentowana przez zera i jedynki? ja nie pamiętam..

30

paź
2005

z cyklu: no comment

kategoria: humor, link bezpośredni

Gliwice, 19.52

[amanda99] siemaaa, z kad klikaci??????
[Loki] z tond
[ramirez] z tamtond
[Vesuvio] Ze wszond.
[Dis] Z nienacka
[bercik] Z komputra
[amanda99] dziwne miasta
[amanda99] to nie ma rzadnych ziomkuw z wawy????

tutaj więcej o ogólnym dostępie do Sieci..

3.

sty
005;

spotkaliśmy Geeka

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 1.04

koleś słusznej postury, zarośnięty, jakby nieświadomy celu swojej wyprawy.. prawdopodobnie jechaliśmy w tym samym kierunku -- siedzieliśmy przecież w jednym przedziale. tylko my (w składzie zwyczajnym: Słońce i ja) i On. my w nadziei znalezienia pierwszego całkowicie rozpieprzonego weekendu od wielu tygodni, weekendu wolnego od pracy i kursów, weekendu słonecznego, takiego tylko dla nas. on ze swoim plecakiem, jadący w kierunku południowym, wyglądający jak ktoś z innej epoki. i gdy pociągowym zwyczajem ruszyliśmy ze stacji katowice, koleś wyciągnął laptopa.

chytrze i porozumiewawczo spotkały się nasze spojrzenia. poznaliśmy Geeka. kim jest Geek i co nim kieruje, pewnie kilku z Was wie, reszcie polecam wspaniały artykuł autorstwa Chlipa. on wyglądał jak Geek i zachowywał się jak Geek -- nazywają go Beretem..

rozmowa zaczęła się, a jakże, od informatyki. okazało się, że nasz towarzysz udaje się na coroczny zlot wyznawców Linuksa, mało tego, zamierza wygłosic referat, o sieciach neuronowych, o systemach sztucznej inteligencji. temat rozmowy co chwilę ulegał zmianie na bardziej neutralny (celem weekendu było przecież zapomnienie o istnieniu procesorów), co chwilę jednak z powrotem do zagadnień bitowych wracaliśmy. Beret okazał się bacznym obserwatorem świata, atakując nas swoimi teoriami z prędkością stacji, które mijaliśmy.. z własnych obserwacji wyciągał wnioski, wnioski stawiał jako tezy, broniąc je zaciekle popierał argumentami..

w odstępie większych stacji rzucał kawałami o rosyjskiej prowieniencji. po swoich dowcipach wybuchał śmiechem, takim dosadnym, jaki człowiek spodziewa się usłyszeć z okna burdelu w Nowym Orleanie. śmiał się rubasznie, gardłowo. my też się śmialiśmy, głównie z jego śmiechu, choć kawały o rosyjskich nowobogackich można zaliczyć do całkiem udanych.

był dobry w polityce, radził sobie w historii, geografii i kulturze ludów antycznych. doniośle opowiadał o relacjach międzyludzkich, prezentując przy tym pozornie miłą i złośliwie chytrą minę. utrzymywał bowiem, teraz uwaga, że każdy z nas ma w sobie pierwiastek homoseksualności. jedni większy, drudzy mniejszy, każdy jednak w jakimś stopniu ma skłonności do obcowania z własną płcią. kontynuując analizę postawy społeczeństwa wobec seksualności dodał, iż my nie mamy się czego obawiać -- jedziemy w końcu razem, Słonko i Tmx.

normalnie scharakteryzowałbym go krótko: skurwysyn o przerośniętych ambicjach. Beret jednak jest inny. Beret dysponuje dużą wiedzą w swoich tematach, zdecydowanie większą niż my. spotkania w pociągu zawsze dają możliwość konfrontacji z osobami o innym, niż nasza, sposobie myślenia. takimi spotkaniami zdaje się sobie sprawę, jak wiele zależy od zainteresowań, kontaktów i miejsc, w których nasz wolny czas spędzamy. a moi rodzice do dzisiaj uważają, że źródłem moich umiejętności jest szkoła. tak myśleć nie należy -- patrz wkrótce: notka poświęcona problemowi braku nawyku czytania czegokolwiek. tak myśleć nie wolno, bo tym sposobem łatwo z krowy zrobić konia, a z tomxxa wielbłąda.

21

lis
2005

Lwów, Ukraina

kategoria: podróże, link bezpośredni

Gliwice, 22.53

do Lwowa, najbardziej polskiego z niepolskich miast pojechaliśmy z ciekawością. jednych interesowała wspaniale zachowana przedwojenna architektura, innych sklepy odzieżowe, jeszcze innych przedziwne, graniczące z obłędem ceny wódki. ja chciałem odnaleźć ślady dawno już u nas niewidocznej, zamarłej przeszłości minionego ustroju -- miejsc zalatujących prl'em, rosyjskich ciężarówek, czy sklepów, gdzie reglamentowany towar dostępny jest tylko poprzez zaprzyjaźnionych sklepikarzy. nieważne, że Ukraina od dokładnie roku jest demokratyczna. zarówno miejsc, jak i obyczajów oraz ludzkiej mentalności szybko zmienić nie można..

oczywiście nie zawiedliśmy się..

z jednej strony klimatyczne, brukowane uliczki oraz pięknie powykańczane fasady budynków. wszechobecne świątynie krzyżujących się religii, niezliczone pomniki narodowych bohaterów i dobrze zachowany arsenał miejski. z drugiej XXI-wieczna bieda, zaniedbanie i szarość. brudne, dziurawe arterie miejskie z radzieckimi wynalazkami przemysłu motoryzacyjnego -- pojazdami, jakie dzisiejszy Europejczyk ma szansę ujrzeć tylko po tej stronie kontynentu.. z rumuńskimi tramwajami, które jakieś 3 dekady temu przechodziły swoje czasy świetności. gdzie babuszki w chustach, kuchennych fartuchach i z przynajmniej jednym złotym zębem sprzedają bilety, w cenie 50 kopiejek na głowę..

a wewnątrz tej struktury żyjący tam ludzie: z miesięczną pensją rzędu 250 zł, najczęściej szczęśliwi posiadacze samochodu marki Łada, w ogromnej większości bardzo przychylni Polakom. wystarczy wyciągnąć mapę, a pomogą, pokierują. nie lubią już Rosjan, właściwie nigdy nie lubili. gdy Łuki w swojej niezgrabności językowej podziękował: 'spasiba', czyli jedynym słowem, jakie w danej chwili przyszło mu do głowy, został nieprzyjemnie zmierzony wzrokiem. Ukraińcom zdecydowanie bliżej do Zachodu..

no i najpiękniejsze: cmentarze. Cmentarz Orląt, cudownie odnowiony przypomina o walecznych młodych Polakach poległych tam w latach 1918-19. Cmentarz Łyczakowski -- miejsce-nostalgia. miejsce po którym można godzinami chodzić wciąż odnajdując nowe, zapierające dech w piersiach widoki. nagrobki ludzi, którzy odeszli, po których nie ma już niczego, oprócz kawałka kamienia, małego krzyża, czasem posągu.

27

lis
2005

when saturday comes..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Gliwice, 23.40

dla osób odmierzających czas rytmem terminarza rozgrywek piłkarskich rezerwowanie sobotnich wieczorów na spotkania towarzyskie może być działaniem niebezpiecznym. mecz jest gwoździem sobotniego wieczoru, czymś na wzór ukoronowania całego tygodnia, zwieńczeniem czasu oczekiwania na kolejkę ligową. pół biedy, jeśli towarzyskie spotkanie odbywa się w pubie -- atrakcyjność towarzyska kibica jest w stanie przenieść imprezę do lokalu z telewizorem, gdzie oczywiście puszczają interesujący wszystkich pojedynek. gorzej, gdy spotkanie towarzyskie koliduje z meczem u siebie: wówczas należy kombinować, gdyż przyjazd Lecha, Legii czy Arki nie jest dostatecznym usprawiedliwieniem. w rezultacie zdarza się odrzucać (jasne, że niechętnie) zaproszenia, wykręcając się dziwnymi, dokładnie przemyślanymi, a oczywiście fikcyjnymi powodami..

sytuacja staje się jednak bardziej kłopotliwa, gdy nie potrafię i nie chcę kogoś zranić. tak było i wczoraj: bal archtekta mojej Misi zbiegł się z meczem O WSZYSTKO: po 6 z rzędu porażkach ligowych do Zabrza przyjechali kopacze z Łęcznej.. gdy uświadomiłem sobie, że doszło do konfliktu interesów, poczułem nagły przypływ paniki. paniki, którą odczuwam zawsze, gdy zachodzi niebezpieczeństwo rozegrania przez mojego Górnika meczu na własnym boisku pod moją nieobecność..

pytacie co zrobiłem w tej sytuacji bez wyjścia? poszedłem na mecz. na bal także poszedłem i mimo, że spóźniłem się 1.5 godziny (czego imprezy garniturowo-krawatowe nie znoszą) -- bawiłem się przednio. taką mam wspaniałą i wyrozumiałą dziewczynę!

mecz o wszystko rzeczywiście taki był. całe 90 minut lało uporczywie, natrętnie, z iście germańską sumiennością. było zimno i nieprzyjemnie. toczący się na rozmokniętym boisku mecz przypominał czasem zapasy w błocie.. kulturalni kibice skakali przez płot lub ciskali śnieżkami w zawodników przeciwnej drużyny przy każdym wykonywanym rzucie rożnym. było cudownie. Górnik wygrał 2-0!!

przedmeczowego zdenerwowania i roztargnienia nie było po chłopakach w ogóle widać. w 8. minucie Krzysiu Bukalski pewnie wykorzystał karnego (nie widziałem, czy faul rzeczywiście był, ale ważne, że sędzia gwizdnął dla nas), a w drugiej połowie było jeszcze weselej. gdy mierzący 193 cm. wzrostu Kamil Król -- nasz 17-letni napastnik słynący ze swojej komicznej bezużyteczności przejął piłkę w okolicach środka boiska wszyscy uśmiechali się ze zrezygnowaniem. po 12 sekundach nie śmiał się nikt.. Kamil minął jednego obrońcę, potem drugiego, a gdy strzelił bramkę nazywaną w futbolowym światku 'Piłkarskimi Salonami' nie krzyknąłem 'Jeeeeesssst!' ani 'Taaaaaak', co zazwyczaj wydobywa się z gardła kibica. wydałem z siebie długie 'Aaaaaachhhh' zrodzone z czystej radości i oszołomionego niedowierzania. Kamil zapewnił sobie miejsce w naszych sercach! później było nerwowo, ale szczęśliwie: ostatnio podobne nerwy przeżywałem tylko w trakcie trwania meczów reprezentacji. ale przecież Polska to nie jest moja drużyna -- cóż znaczy Polska przy Górniku?

a poniedziałkowe uważne czytanie ostatniej strony gazety codziennej wreszcie przyniesie radość. w redakcji urządzają już sobie ze mnie niezły ubaw.. tym razem ubawu nie będzie..

11

gru
2005

rok nam się kończy..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 13.10

koniec roku zbliża się wielkimi krokami -- na zmianę leje, mrozi, świeci i powiewa. w mieście w ostatnich miesiącach można było zaobserwować prawdziwą huśtawkę kolorów: tego roku było już różowo, później błękitnie, a teraz króluje brąz zimowy. dorozumiewam sobie, że stroje kobiece dopasowywane są do aktualnie panującej temperatury. moje stroje są zawsze takie same.

tymczasem szczęśliwa ręka Pelego wylosowała nam optymistyczną grupę na World Cup 2006: zagramy z Niemcami, Ekwadorem i Kostaryką, co można raczej uznać za dobry zwiastun. bo z tych skromnych grudniowych wydarzeń, iż wyrażę się stylem proroczym, mam nadzieję, że rozwiną się rzeczy doniosłe.. mistrzem świata raczej nie będziemy, ale ćwierćfinały witają nas radośnie. i ja tam będę, mam nadzieję..

fotoblog grudniowy stał się wczesnogrudniowojesiennym -- z uwagi na kilka fotek jesiennych i z niechęci przed wczesnym zimowaniem zapodałem trochę zdjęć z listopada, a reszta przezimuje na dnie mojego dysku. zapomniana. muszę to wszystko kiedyś zarchiwizować, bo jak trzepnie, to 30GB fotek odejdzie w zupełną niepamięć..

za tydzień finalny egzamin na kursie redaktorskim. pewnie znowu nerwy mnie poniosą i zacznę uwalniać wodze mojej chorej fantazji, co w przypadku redakcji tekstu nie jest działaniem wskazanym. powrót do czasów nauki implikuje nerwowe wspomnienia: podczas egzaminów, gdy się zbytnio do kartki przybliżałem, literki skakały mi w rytm bicia serca.. hmm.. ale są też i pozytywy: skończy się moje sobotnie wstawanie o 4.50, aby zdążyć na InterCity do Wawy, a i będę miał jeszcze szansę, aby sfotografować największą w Europie choinkę.. w ten weekend miałem się podobno uczyć, ale jak mawia Świeżak: to się wie, albo tego się nie wie. byle do następnej niedzieli.

20

gru
2005

redaktor

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 23.58

egzamin z redakcji merytorycznej poszedł gładko.. postraszyli trochę, choć wszyscy wiedzieli, że to formalność. poczucie prawidłowości literackiej -- pewien wartościowy zmysł pisania sprawnie, łatwo i na temat dana jest tylko nielicznym. reszta może poudawać, albo popisać na blogach, których przybywa w tak zastraszającym tempie, jak wszystkie te 'kture', 'żadkie' czy 'szczenśliwe' skutki uboczne ery internetu.

mimo to, a może właśnie dlatego denerwowałem się nie mniej, niż podczas wspaniałego czasu uczelnianego, kiedy to do każdego egzaminu podchodziło się z ujmujacym poczuciem winy, że robi się za mało.. zagiął mnie tylko koleś z prawa autorskiego -- po moim dwuminutowym wywodzie nikczemnie przyjął minę 'po moim trupie', delikatnie dając do zrozumienia, że na zajęciach mnie nie widział. chyba mam pospolitą twarz, bo ja na te cholerne zajęcia naprawdę chodziłem..

nie trafiłem natomiast mojego konika: koronnego pytania z historii encyklopedii o pierwszym polskim wydaniu leksykalnym. chodzi o 'Nowe Ateny' księdza Chmielowskiego -- pseudonaukowy utwór z 1745 roku w którym to padają tak wiekopomne sekwencje jak: 'koń jaki jest każdy widzi', czy 'koza: śmierdzące zwierzę'. ja natomiast zafascynowany dziełem (znalazłem ten fenomen w sieci) brnąłem dalej, co chwila napotykając się na odkrywcze teorie polskich XVIII-wiecznych umysłów. a hasło 'smoka pokonać trudno, ale starać się trzeba' podnosi poprzeczkę lekkiego pióra tak wysoko, że aż się czasem pisać odechciewa..

24

gru
2005

historie wigilijne

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 00.37

w obliczu nadchodzących świąt chciałbym wam opowiedzieć 2 krótkie historie.. może nie Historie Wigilijne, ale opowieści jednak ważne: pierwsza to skrót jednego z tekstów, jaki przerabialiśmy na kursie redakcyjnym, a druga, to jeden z motywów przewijających się w tle filmu, który ostatnio widziałem..

amerykański antropolog -- Colin Turnbull -- spędził kilka lat w surowych, nieprzyjaznych górach na pograniczu Ugandy, Sudanu i Kenii. żył wśród plemienia Ików. o Ikach, jak mówi, mało kto słyszał: nie jest to grupa podobna do żadnego innego plemienia afrykańskiego.. w zasadzie nie jest to plemię podobne do nikogo: posiadają niespotykane w innych zakątkach świata obyczaje, pewne odrębne cechy fizyczne i język niespokrewniony z żadnym ze znanych narzeczy. cechą wyróżniającą Ików jest fakt, iż przyjęli oni jedyną ich zdaniem słuszną strategię: dobre jest wyłącznie to, co mnie przynosi korzyść, a złe jest wszystko to, co pomaga przeżyć innym.
ta zasada wyznacza takt życia: plemię żyje we wioskach, ale już każda zagroda jest rodzajem twierdzy. każdy sąsiad jest uważany za wroga. mało tego: wrogość panuje także wśród mieszkańców pojedynczych zagród, a członkowie danej rodziny nienawidzą się nawzajem. nikt nikomu w niczym nie pomaga, a celem każdego dnia jest wyrządzenie komuś bezinteresownej krzywdy. należy okraść, oszukać, wykorzystać -- może nie zabić, ale też w czyjejś śmierci nie przeszkodzić, nawet jeśli wymagałoby to podania kubka wody. rodzice z niechęcią tolerują dzieci do lat czterech, a te gdy podrosną, czekają niecierpliwie, aż starsi z wiekiem osłabną na tyle, aby móc ich bez przeszkód wyrzucić z zagrody. Turnbull tylko raz widział uśmiech na twarzach mieszkańców wioski: wtedy, gdy grupa wyrostków wykradała pokarm z miski ślepego i na wpół martwego starca. radość z cudzego nieszczęścia jest jedyną radością Ików: kiedy obszary Północnej Ugandy wyjaławiała straszna susza plemię zdało sobie sprawę, że przeżyje niewielu z nich. jednak strach przed śmiercią przewyższała radość z faktu, że żyjące w sąsiedniej dolinie plemię Turkanów zostało dotknięte suszą jeszcze bardziej i może nawet wymrze całkowicie..
w ich języku nie ma słowa wyrażającego 'dobroć' w znaczeniu jaki my przyjęliśmy za jedyne i słuszne. 'być dobrym' znaczy u Ików 'być najedzonym', a zatem 'dobry człowiek' to taki, któremu udało się uzyskać coś dla siebie. w języku plemienia jeden i ten sam wyraz oznacza zarówno 'chcieć', jak i 'musieć' -- i kto wie, czy nie kryje się w tym wskazówka powszechnej szczęśliwości i społecznego porządku: należy po prostu uznać, że jeśli jest się do czegoś zmuszonym, to właśnie tego się chce..


w Alpach, na pograniczu kilku państw znajduje się kraina zwana Styrią. to niewielki obszar, położony wysoko w górach, którego mieszkańcy słyną ze swojej otwartości wobec świata. mówi się, że przed laty, gdy kontakt z resztą Europy był minimalny zbudowano tam tory. W wysokich niegościnnych górach, w dolinach pociętych skałami i urwiskami zaczęto budować mosty, kopać tunele i kłaść tory, zanim jeszcze pomyślano o pociągu, który miałby tamtędy przejeżdżać.. zbudowali infrastrukturę mimo wszystko.. wiedzieli, ze pewnego dnia pociąg przybędzie. i przybył: ich marzenia zostały zrealizowane, a linia kolejowa połączyła Wiedeń z Wenecją, Austrię z Włochami.

te dwie historie, choć geograficznie oddalone od siebie o tysiące kilometrów łączy ludzka nadzieja. nadzieja potrafi zdziałać cuda, nadzieja jest odkrywcza, budująca, a jej brak destrukcyjny. wiara czyni nas silniejszymi, daje możliwości, daje perspektywy, daje optymizm. no bo w gruncie rzeczy o optymizm tu chodzi: miejmy go dużo w te święta, w Nowy Rok i następne 364 dni. czego wam, a zwłaszcza sobie gorąco życze..