Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

07

lut
2006

komunikacja miejska

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 08.48

nie uważam się za pechowca. nie zarzucam światu bezwzględnej nierówności, nie obciążam ciał stałych winą za me niepowodzenia. staram się być wyrozumiały wobec natury, mimo, że czasem nie rozumiem dlaczego ptak zrobił to co musiał właśnie na MOJĄ głowę. zdarzały mi się wygrane w przeróżnych loteriach i innych tego typu konkursach, gdzie wygrywają nieliczni, a szansa kształtuje się jak jeden do wielu. kiedyś nawet znalazłem na ulicy banknot 100 złotowy, a w programie Piraci w tv wygrałem 2 setki. nie, za pechowca się nie uważam..

mam jednak pecha. pecha ogromnego, pecha ciągłego, a na dodatek udowodnionego empirycznie. nie lubi mnie komunikacja miejska.. kiedyś myślałem, że to przypadek. przychodzę na przystanek, a to coś co ma nadjechać albo już pojechało (..pana tramwaj odjechał przed minutką..), albo będzie za minut wiele (..panie, najbliższy autobus za pół godziny). nigdy, przenigdy nie trafiam na przystanek właśnie o tej porze, o której podjeżdża TO COŚ co mnie ma bezpiecznie zawieźć na miejsce. zauważyłem jeszcze jedną prawidłowość: jadąc w pewnym kierunku, to właśnie z przeciwnej strony nadjeżdża transport, zwykle jeden za drugim. bo nie chodzi mi teraz o sytuację, gdy z drugiej strony przejechał tramwaj -- chodzi o przypadki najczęstsze, że zwykle przejeżdżają 2, 3 lub 4 tramwaje, podczas gdy w moją stronę ani jeden. aktualny rekord (stan na luty 2006) to .. 6 tramwajów w przeciwną stronę przy mrozie -20 stopni. i to bez znaczenia w którą stronę właśnie się wybieram. kiedyś próbowałem nawet wychodzić terminowo, próbowałem wychodzić losowo, próbowałem wszystkiego, zawsze na próżno. przewidywany czas czekania na cokolwiek oscyluje w przedziale 10-40 minut..

mam na to teorię: przez 15 długich lat korzystając niemal każdego dnia z miejskiej komunikacji skasowałem może 2 bilety, w porywach do 3. i teraz ponoszę tego konsekwencje. KZK GOP nie chce mi wybaczyć mojej jazdy na gapę i ani jednego zapłaconego mandatu. mimo tego, że obecnie mam już bilet. bilet normalny, do tego kwartalny.. jednym słowem mam przerąbane, nie wspominając już faktu, że kierowca to świnia i po 100 metrowym biegu nigdy na mnie nie czeka zamykając drzwi przed nosem, a stojąc na światłach tych drzwi mi nigdy nie otwiera..

nie, pechowcem nie jestem. ale pewnych układów w naszym życiu nie przeskoczymy. nie ma szans.. chcę aby już była wiosna, będę jeździł na rowerze..