Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

27

lis
2005

when saturday comes..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Gliwice, 23.40

dla osób odmierzających czas rytmem terminarza rozgrywek piłkarskich rezerwowanie sobotnich wieczorów na spotkania towarzyskie może być działaniem niebezpiecznym. mecz jest gwoździem sobotniego wieczoru, czymś na wzór ukoronowania całego tygodnia, zwieńczeniem czasu oczekiwania na kolejkę ligową. pół biedy, jeśli towarzyskie spotkanie odbywa się w pubie -- atrakcyjność towarzyska kibica jest w stanie przenieść imprezę do lokalu z telewizorem, gdzie oczywiście puszczają interesujący wszystkich pojedynek. gorzej, gdy spotkanie towarzyskie koliduje z meczem u siebie: wówczas należy kombinować, gdyż przyjazd Lecha, Legii czy Arki nie jest dostatecznym usprawiedliwieniem. w rezultacie zdarza się odrzucać (jasne, że niechętnie) zaproszenia, wykręcając się dziwnymi, dokładnie przemyślanymi, a oczywiście fikcyjnymi powodami..

sytuacja staje się jednak bardziej kłopotliwa, gdy nie potrafię i nie chcę kogoś zranić. tak było i wczoraj: bal archtekta mojej Misi zbiegł się z meczem O WSZYSTKO: po 6 z rzędu porażkach ligowych do Zabrza przyjechali kopacze z Łęcznej.. gdy uświadomiłem sobie, że doszło do konfliktu interesów, poczułem nagły przypływ paniki. paniki, którą odczuwam zawsze, gdy zachodzi niebezpieczeństwo rozegrania przez mojego Górnika meczu na własnym boisku pod moją nieobecność..

pytacie co zrobiłem w tej sytuacji bez wyjścia? poszedłem na mecz. na bal także poszedłem i mimo, że spóźniłem się 1.5 godziny (czego imprezy garniturowo-krawatowe nie znoszą) -- bawiłem się przednio. taką mam wspaniałą i wyrozumiałą dziewczynę!

mecz o wszystko rzeczywiście taki był. całe 90 minut lało uporczywie, natrętnie, z iście germańską sumiennością. było zimno i nieprzyjemnie. toczący się na rozmokniętym boisku mecz przypominał czasem zapasy w błocie.. kulturalni kibice skakali przez płot lub ciskali śnieżkami w zawodników przeciwnej drużyny przy każdym wykonywanym rzucie rożnym. było cudownie. Górnik wygrał 2-0!!

przedmeczowego zdenerwowania i roztargnienia nie było po chłopakach w ogóle widać. w 8. minucie Krzysiu Bukalski pewnie wykorzystał karnego (nie widziałem, czy faul rzeczywiście był, ale ważne, że sędzia gwizdnął dla nas), a w drugiej połowie było jeszcze weselej. gdy mierzący 193 cm. wzrostu Kamil Król -- nasz 17-letni napastnik słynący ze swojej komicznej bezużyteczności przejął piłkę w okolicach środka boiska wszyscy uśmiechali się ze zrezygnowaniem. po 12 sekundach nie śmiał się nikt.. Kamil minął jednego obrońcę, potem drugiego, a gdy strzelił bramkę nazywaną w futbolowym światku 'Piłkarskimi Salonami' nie krzyknąłem 'Jeeeeesssst!' ani 'Taaaaaak', co zazwyczaj wydobywa się z gardła kibica. wydałem z siebie długie 'Aaaaaachhhh' zrodzone z czystej radości i oszołomionego niedowierzania. Kamil zapewnił sobie miejsce w naszych sercach! później było nerwowo, ale szczęśliwie: ostatnio podobne nerwy przeżywałem tylko w trakcie trwania meczów reprezentacji. ale przecież Polska to nie jest moja drużyna -- cóż znaczy Polska przy Górniku?

a poniedziałkowe uważne czytanie ostatniej strony gazety codziennej wreszcie przyniesie radość. w redakcji urządzają już sobie ze mnie niezły ubaw.. tym razem ubawu nie będzie..