Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

22

mar
2012

17 lat później..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 23:53

ja rozumiem, że dla zdecydowanej większości wpis ten nie będzie miał większej wartości emocjonalnej. jest sprawą jasną, że standardowa przeszłość obcej osoby jest tak pociągająca jak polskie seriale obyczajowe, jednak dla kilku z was będzie to prawdziwa podróż w czasie -- podróż do wspaniałych lat dziecięcych, do pierwszych przyjaźni, do naszej szarej szkoły podstawowej nr 36 w Gliwicach na ulicy Robotniczej. ile to już lat? siedemnaście? przez cały ten czas, od tego niezwykle słonecznego roku 1995, nie byłem w budynku naszej pierwszej szkoły. kręciłem się tu i tam wielokrotnie, przecież to blisko, nigdy jednak nie zdecydowałem się na ten wielki, choć jakże niepewny, krok wstecz. bywałem za granicą, przylatując na święta szkoła bywała zamknięta, było zresztą milion innych spraw na głowie. teraz postanowiłem zmierzyć się z przeszłością!

na pierwszy rzut oka dopada mnie zmiana kolorystyczna -- szary masywny moloch zamienił się w kolorowy, jakby wyszczuplony wizualnie, budynek. to wciąż ta sama budowla, ale pastelowe kolory nadały mu nowe oblicze; zadbano ponadto o główne wejście (które w dobie publicznego zagrożenia już nie jest główne) i nasz przyszkolny placyk ładnie wyłożony nową kostką, gdzie Grzesiek Reichel stłukł mnie kiedyś strasznie. wejście znajduje się obecnie od strony boiska z betonowych płyt -- wchodzi się przez szatnię, a na drzwiach widnieje napis: z uwagi na zaostrzone względy bezpieczeństwa uprasza się osobom nieuprawnionym o niewchodzenie na teren szkoły. ostro, dobry początek. pani na portierni jest w porządku, prosi o wpisanie się na listę osób i kieruje do pokoju nauczycielskiego, bo ... ona nie jest pewna czy to tak można.. przechodzę przez szatnie -- nasze szatnie ani w jednym procencie niezmienione od moich lat (1987 - 1995). te same kraty, te same wystające rury, haki na ubrania na których wieszaliśmy szczuplejszych od nas, ściany koloru nijakiego. to tu Daniel wybił sobie zęba o wystający drut, to tutaj Bartek gwoździem prawie nie wybił mi oka przez dziurkę od drzwi do pokoju ZPT, tutaj graliśmy palantówką (tak się jeszcze nazywa piłkę do tenisa?) jestem w niebie, emocje się podnoszą, a to dopiero początek mojej wycieczki. na górze ponownie witają mnie kolory nowoczesności -- niebieski, zielony i żółty, jakby w ten właśnie sposób polskie szkolnictwo odcinało się od czasów zamierzchłych. spotykam młodego nauczyciela wf-u, szybko przechodzimy na formę ty, on staje się dla mnie pierwszym źródłem zmian w kadrze nauczycielskiej, w końcu przejął pozycję po p. Magdziarzu, naszym wiecznie pijanym nauczycielu sportowym, który ze sportem nie miał za bardzo do czynienia. dowiaduję się, że wszystkie moje nauczycielki, do których kiedyś czułem zdecydowaną niechęć, a teraz wspominam je z sentymentem, odeszły na emeryturę przed czterema laty. że spośród wszystkich nauczycielek będących tu w roku 1995 zostały tylko trzy -- co prawda żadna nie uczyła mnie, ale dobre i to. uderzam się do p. Wiendlochy, obecnej wicedyrektor, która wita mnie bardzo radośnie, bo oczywiście zapamiętała takiego uśmiechniętego blondyna z dawnych lat. opowiadam o mojej wędrówce, o Stanach, o Anglii, o sentymentach i dawnych kolegach. idziemy razem do dyrektora -- dostojnego i szacownego pana, który o Seattle, owszem, słyszał i który pozwolił mi robić zdjęcia szkolnych korytarzy (bez pstrykania fotek dzieciom, bo to ..wie pan jakie teraz czasy......

i tak sobie wędrowałem samotnie po mojej dawnej szkole nostalgicznie wspominając najcudowniejsze lata dzieciństwa. tutaj leżeliśmy pod klasą, tu rzucaliśmy się plecakami, tam z kolei prałem się bez ustanku z Mariuszem Mikulskim (co się teraz z nim dzieje?) odwiedziłem pierwsze piętro, gdzie mieliśmy pokój biologii i chemii, gdzie kiedyś Zbyszek Kmieć rzucił ampułkę z brzydkim skunksowym zapachem, przez co nasza lekcja została przerwana, a gdzie teraz znajduje się szkolna biblioteka. zahaczyłem o pokój 204 -- nasz własny pokój klasy C, gdzie urządzaliśmy klasowe dyskoteki.. wszedłem do toalet, tak samo brudnych jak kiedyś, tylko elegancko wykafelkowanych, gdzie kiedyś laliśmy się wodą i robiliśmy jeszcze inne, znacznie gorsze rzeczy. chłonąłem każdy detal, łącznie z tymi samymi poręczami barierek na których zjeżdżaliśmy kiedyś z zastraszającą prędkością, tym samym radio-węzłem, klasowymi drzwiami z takimi samymi numerami namalowanymi wg formy, kawałkami ścian przy których przepychaliśmy się wystawiając po raz pierwszy na próbę nasze mięśnie. wszedłem do klasy gdzie na ławkach z Krzyśkiem Hryniem rysowaliśmy różne śmieszne rzeczy, a gdzie Kamol rzeźbił scyzorykiem swoje inicjały (a może mi się to przewidziało?) dotarłem na stołówkę, dotarłem do miejsca gdzie rozgrywaliśmy setki meczów mini-piłkarskich (pozdrowienia dla Krystiana Piekarza, to dzięki nim jestem dziś fanem, fanatykiem wręcz, piłkarskim!), a także na salę gimnastyczną -- do miejsca gdzie Mupi prezentował owłosienie na nogach i gdzie miał się odbywać wf, a których to zajęć w prawdziwej formie prawie nigdy nie mieliśmy. podziwiałem również tył szkoły -- nasze asfaltowe boisko, na których spędzałem tysiące godzin w Przemkiem Szpytką i Pawłem i Robertem Szymankami. to były czasy, tu czułem się naprawdę wolny, tu również poleciałem kiedyś ze schodów skręcając staw skokowy, który dokucza mi do dzisiaj.. gdzie jest teraz Heniek Bogdziewicz? gdzie Rafał Zipper, gdzie Rafał Rafalski? czy jeszcze żyją?

nowe są kolory, nowa jest kadra nauczycielska, nowy jest również zakres szkoły, bo kiedyś chodziliśmy tu 8 lat, a teraz dzieci idą do gimnazjum znacznie wcześniej. kiedyś, w ustronnym miejscu za szkołą, starsze chłopaki paliły papierosy i biły młodszych od siebie z prawie taką samą częstotliwością. dzisiaj miejsce to jest czyste, nie ma ani papierosów ani młodszych chłopaków do bicia. są inne czasy, czasy 5 pokoi informatycznych, o czym kiedyś mogliśmy tylko pomarzyć (my mieliśmy pierwsze PCty 386 z dosem, sokobanem i norton commanderem na pokładzie. ludzie, z którymi wtedy chodziłem do jednej klasy lub klas równoległych, w zdecydowanej większości już stąd wyjechali, co widać po niedzielnych mszach w kościele. jeszcze nigdy, wcześniej i przez ostatnie lata, kiedy to kursuję między różnymi miejscami na świecie, nie spotkałem w kościele nikogo z podstawówki. no, raz, Marcina Brzostowskiego, ale to w przelocie i pośpiechu. no więc oczami wyobraźni widzę sobie przed tablicą z rękami upapranymi rozmoczoną kredą, widzę siebie wyskakującego przez okno, krzyczącego i śmiejącego się do upadłości. przypominam sobie te piękne czasy, a jedyny wspólny mianownik z teraźniejszością -- moja szkoła podstawowa -- emocje te potęguje.

poniżej kilka wybranych fotek, cała reszta znajduje się w zewnętrznym albumie na Picasie.

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..

17 lat później..