Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

06

mar
2012

śląskie sentymenty..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 02:04

śląski pejzaż. obrazki znane od dzieciństwa, teraz widziane jakby z innej perspektywy. zwykłe rzeczy postrzegane w trochę inny sposób, jakoś tak bardziej wyraziście..

no bo na przykład taka trasa z Gliwic do Kłobucka, pokonywana już dziesiątki razy wcześniej. niespełna sto kilometrów tych samych, niezmieniających się od lat widoków, Śląsk powoli przesuwający się za oknem. skrajnie wysunięte obszary Zabrza i Bytomia, z kamienicami jeszcze z czasów niemieckich, przedmieścia Tarnowskich Gór, na czele ze Sztolnią Czarnego Pstrąga, gdzie przecież nigdy nie byłem, a gdzie wspaniałą pogórniczą przeszłość można podziwiać z poziomu leniwie przemieszczającej się łódki.. i Miasteczko Śląskie ze swoim drewnianym kościołem, a także Lubliniec, gdzie po napisach na murach dowiaduję się komu kibicują miejscowi. jadę przez Śląsk i oglądam kontrowersyjną architekturę, gdzie mieszają się pieniądze, bieda i bezguście. Agata mówi, że jest za kolorowo, że brak ujednolicenia. jadę przez swojsko brzmiące miejscowości, miasteczka wyludnione mrozem, bezwzględnie ciche albo wprost przeciwnie -- głośne i gwarne, emanujące zwyczajną polską codziennością. Piasek ze swoim rondem, gdzie można odbić na Częstochowę, Psary z popegeerowskimi budynkami, Boronów reklamowane jako partnerska miejscowość Międzyzdrojów. a potem już odcinek, który lubię najbardziej: Olszyna, Herby i Blachownia, gdzie po dziś dzień widać ogromne zniszczenia, jakie wywołało tu potężne tornado z 2008 roku. fakt, architektura nie remontowana od późnych lat 80-tych -- tanie i kwadratowe jak kostka rubika domki śnią się współczesnym architektom po nocach. nie ma tu biznesmenów, są za to sączące herbatę panie i panowie od budek z piwem. jest jednak pięknie i zielono, drogi niedawno remontowane, jedzie się spokojnie aż do momentu skrzyżowania z drogą nr 46 do Opola. to raj wszystkich kierowców ciężarówek, szybko trzeba stąd uciec w kierunku Wręczycy Wielkiej, z której pochodzi Irmina z Los Angeles, a której to nazwy nie potrafi wymówić mój szwagier Luc. można tu dotrzeć również drogą równoległą, przez Lubszę (pozdrawiam Kudłatego, Hutki (zwracam uwagę na tą nazwę!), Konopiska, gdzie szyją garnitury i Kopalnię (tu nazwa też niczego sobie). a kierunek na Wręczycę to już ostatnia prosta przed Kłobuckiem -- miejscowością do której czuję duży sentyment. miesza się tu nowe ze starym, biedronka z miejskim targowiskiem, piękny kościół św. Marcina, w którym proboszczem był kiedyś Jan Długosz, z nowym, płaskim jak lakierowany stół i wyłożonym nowoczesną kostką, rynkiem. to Śląsk, ale taki przyklejany, jak mawia tata Mirek 'jakie my tam są Ślonzoki'.. trasę znam na pamięć, miejscowości potrafię wymienić w odpowiedniej kolejności i tylko te cholerne reklamy nie dają mi spokoju. cała Polska obklejona jest reklamami. hurtownie, sklepy, centrale, przedsiębiorstwa, firmy i firemki, najmniejsza wytwórczość chałupnicza. wszystko poobklejane kolorowymi i kłującymi oczy grafikami. z jednej strony przykrywa to swoim barwnym wyrazem szarość polskich budynków, z drugiej brzydzi i odstrasza..

mógłbym tak pisać godzinami, słowa same wbijają się w klawiaturę. zdaję sobie jednak sprawę, że ludzie szukają tu głównie zdjęć, a od deski do deski czyta to chyba tylko Baśka z Helionu. nie zmienia to faktu, że po każdej wizycie w Polsce mam mnóstwo wrażeń i mógłbym tak bez przerwy. bo przecież takie Zabrze, 100 metrów od kamienicy mojej babci, wśród niepowtarzalnego zapachu pobliskich Browarów Górnośląskich (aktualny właściciel: Van Pur), miejsce gdzie bywałem tysiące razy przedtem, ale nigdy nie chwyciłem za aparat. przed laty była tu fabryka, później produkcja najlepszych na świecie paluszków (pamiętacie? paluszki zabrzańskie w przezroczysto-czerwonym opakowaniu, kiedyś dostałem garść takich, jeszcze ciepłych, prosto z linii produkcyjnej..) kamienice te teraz przekształcono na mieszkania o dziwnych i nieregularnych kształtach, o czym powiedzieli mi lokalni panowie od piwa. zaprzyjaźniłem się od razu i instynktownie, szybko znaleźliśmy wspólny język, a jeden nawet widział mnie kilka dni temu na oficjalnej stronie Górnika. to ulica Pawliczka, piękne choć zaniedbane jak szlag budynki z czerwonej cegły klinkierowej -- symbolu dawnego Śląska. budynki ozdabiane łukami, sklepieniami, wieżyczkami i innymi cudami, które aktualnym ekipom budowlanym nawet się nie śniły. i sklep w tym wszystkim -- wbudowany w ścianę sklep spożywczy jakby z innej epoki, jakby osadzony w innych realiach. a w sklepie lokalne gazety: 'Nowiny Zabrzańskie' i 'Głos Zabrza i Rudy Śląskiej'. szperając teraz po sieci znalazłem fajną fotorelację z tej okolicy, zapraszam tutaj. i tak się bujałem w tej naszej dziwacznej polskiej przestrzeni, poniżej kilka luźnych fotek, choć nie bierzcie sobie do serca tego, że pokazuję głównie rozpad. to takie moje własne, odziedziczone dawno temu po Stasiuku, umiłowanie rozpierduchy.

śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..

śląskie sentymenty..