Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

07

kwi
2011

Kuba cz.XI -- Trinidad..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:14

na przedmieściach Trinidadu zamieszanie. ludzie stoją na ulicach, wymachują rękami, zatrzymują samochody. łamaną angielszczyzną krzyczą, że tam dalej zawalił się most i trzeba skręcić tu w lewo, w tą boczną, wąską brukowaną uliczkę. co prawda tylko niektóre samochody kierowane są na lewo, ale o tym mieliśmy przekonać się dopiero później -- zrozumienie procesu myślowego Kubańczyków wymaga pewnego doświadczenia i sporej dawki obycia na ich terenie. że coś jest nie tak połapaliśmy się po jakiejś minucie, gdy nasze auto otoczyła zgraja młodych ludzi trzymających nasz samochód za maskę, biegnąc, jadąc na rowerze, przeganiając się wzajemnie. ekipa porywająca nasz samochód to wykwalifikowana banda naganiaczy, którzy za kilka peso pokazują turyście jedynie słuszne miejsce przyszłego noclegu. proceder jest nagminny, a kasa dla naganiaczy płynie od właścicieli casa particulares, przy czym ci bez oporu doliczają ową kwotę do rachunku za nocleg, oczywiście nie informując o tym podróżnika..

wyrywamy się natrętom i na własną rękę wjeżdżamy do centrum. centrum w znaczeniu Trinidadu sprowadza się do przepięknej starówki poprzecinanej wąskimi, niezwykle wyboistymi uliczkami, których przeznaczeniem od wieków nie były i nadal nie są samochody. no ale jedziemy.. między ludźmi, końmi, targiem i zabłąkanym sprzedawcą nielegalnych cygar, kierując się w stronę (jak mówią tabliczki) jedynego oficjalnego parkingu w tym mieście. parking oficjalny okazał się niewielkim placykiem z miejscem na 5 samochodów, 7 kolesiami z plakietkami: TRINIDAD, OFFICIAL PARKING i ceną 2 peso za dobę. ale dobrze zrobiliśmy zostawiając tam auto, bo oprócz bezpieczeństwa zyskaliśmy pomocnych amigos na cały pobyt w tym miejscu. następnie daliśmy się (tym razem już całkiem świadomie) porwać do naszej prywatnej kwatery -- 20 peso za dobę, pokój w wysokim standardzie z łazienką, 100 metrów od serca Trinidadu. ofkors 3 razy upewniłem się, że nie dolicza nam opłaty dodatkowej i nie ma żadnych innych haków -- właścicielce, uśmiechniętej kobicie w sile wieku, dobrze z oczu patrzyło, wykupiliśmy więc od niej śniadanie w cenie 4 peso od osoby..

Trinidad został założony w 1514 roku, miasteczko ma już więc prawie 500 lat. jest jedną z głównych atrakcji Kuby, przez cały wręcz rok pulsuje życiem. przepiękna kolonialna architektura, pastelowe kolory domków, brukowane uliczki -- taka kwintesencja Kuby w oczach spragnionego wrażeń turysty. od 1988 roku miasto znajduje się w objęciach UNESCO, co powoduje, że jego serce jest zadbane, odnowione i urzekające. wystarczy jednak przejść 500 metrów w dowolnym kierunku i sprawy wyglądają trochę inaczej, ale o tym napiszę już w kolejnych notkach. w każdym razie Trinidad nas zachwycił.. oczywiście zawsze można się przyczepić do tłumów, zarówno przyjezdnych, jak i wiecznie czegoś chcących miejscowych, ale taki jest już los popularnych miejsc. chwile spędzone na tarasie naszej casy w promieniach zachodzącego karaibskiego słońca wspominamy niezwykle pozytywnie. takie miejsce, w którym zawsze świeci słońce i można w nieskończoność siedzieć wpatrując się w horyzont i brunatne dachówki okolicznych domków..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..Kuba cz.XI -- Trinidad.. Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..

Kuba cz.XI -- Trinidad..