Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

30

sty
2005

kobiety

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 23.59

bo kiedyś.. kiedyś było inaczej. świat był prostszy, a ludzie dzielili się na tych, co grają w piłkę i na tych co jeżdżą na rowerze. osiedlowe życie społeczne, scementowane w ten sposób nosiło piętno lat 80'tych. podział tworzył hierarchię. podział był konieczny, sprawiedliwy i jedynie słuszny. tak powinno było zostać na zawsze. ale nie, musiało nadejść 'później'. a później.. nadeszły kobiety.
kobiety wprowadziły nową wartość, nazwijmy ją wartością dodaną. w ekonomii wartością dodaną nazywamy miernik wyników działalności przedsiębiorstwa, wg. którego z wypracowanego zysku potrąca się koszty całego kapitału zainwestowanego przez firmę. dodając do tego istanienie płci pięknej wychodzi nam prosta i rewelacyjna teoria mówiąca mniej więcej tyle, co:

jeśli od radości płynącej ze związku partnerskiego odejmiemy koszty wytworzenia owego związku, wynik w większości przypadków będzie mniejszy od zera.

zapisując symbolicznie: R - K < 0
teoria tyleż odkrywcza, co zapewne nie do przyjęcia dla co bardziej konserwatywnie usposobionych umysłów, nie uznających innego języka nauki poza językiem symboli romantycznych. możecie ją nazywać teorią tomxxa.

wymyśliliśmy jeszcze z Gosiakiem, że związek partnerski, pociągający za sobą sukces osobisty i moralny to dzieło wciąż pozostające największą życiową enigmą, stopniem skomplikowania porównywalną z mantrami fizyki kwantowej. problem w tym, że TO musi zaskoczyć jednocześnie. z ćwierćwieczem na karku owo 'jednocześnie' występuje niezmiernie rzadko, a rozliczność problemów rodaków w wieku przedprodukcyjnym, produkcyjnym i poprodukcyjnym pociąga za sobą pytanie, czy warto?

ja nie jestem dobry w laniu wody, gdy ONA na mnie patrzy. po b, g, d i innych pozostało mi niskie poczucie własnej wartości, ich kiepskie mniemanie nadwyrężyło moją samoocenę. jednomyślność była przekonująca. siedzi sobie taki facet w knajpie, pogrążony w igraszkach wyobraźni. obmyśla skomplikowane gambity otwierające, tworzące niby to przypadkowe okazje do zawarcia znajomości, zagajenia rozmowy. oczywiście żadnej z nich nigdy nie wprowadza w czyn. i wtedy właśnie decyduje przypadek. to przypadek sprawia, że nagle, nie wiadomo skąd pojawia się szansa. jest jak uderzenie w czerep mówiące: chłopie, teraz kuuurwa, teraz, albo nigdy!

byłem zdumiony, uszczęśliwiony i totalnie zmiękczony, tym, że sama do mnie przyszła. sprawiała wrażenie dziewczyny za którą mógłbym oddać życie. poza tym serce miałem takie pełne, a głowę taką pustą...