Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

11

mar
2011

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 03:39

La Habana. stolica nowej ziemi, kolonialna perła, centrum karaibskiego świata. bogata, czasem dramatyczna 500-letnia historia obfitująca w czasy bujnego rozkwitu i czasy burzliwych upadków. założona przez hiszpańskiego konkwistadora Diego Velaqueza w 1515 roku, wielokrotnie atakowana przez piratów, przez większość swojego istnienia należała do Hiszpanii. od 1902 roku, po proklamowaniu nowej republiki, Hawana jest stolicą Kuby..

nasz hotel położony był kilkanaście kilometrów na wschód od stolicy. dojazd bezproblemowy: na trasie kursują autobusy tylko dla turystów i za 3 CUC (bilet obowiązuje w dwie strony) w ok 30 minut dostajemy się do samego centrum Hawany. na drogach muzeum, wibrujący zapach spalin, ale sam asfalt w lepszym stanie niż w Polsce. rzucają się w oczy czyste i zadbane pobocza: zielona, równo przystrzyżona trawa, zadbane palmy, równe chodniki. mijamy rogatki, na których rozstawione są posterunki policji -- wszystkie pojazdy przejeżdżają przez bramki (coś jak na naszych płatnych autostradach), policjanci stoją po obu stronach, czasem zatrzymują, ale tylko miejscowych. wjeżdżamy do stolicy, autobus zatrzymuje się przy Parque Central, wysiadamy na przeciwko kultowego Inglaterra Hotel, najstarszego i najdłużej nieprzerwanie działającego hotelu w stolicy Kuby..

Hawana przytłacza. ponownie myślami wracam do Kapuścińskiego i jego pierwszej zawodowej podróży do Indii. nie wiem za co się zabrać -- co fotografować, co podziwiać, czym się dziwić. wszystko robi wrażenie, wszystko budzi emocje. nie chodzi o wielkość, byłem przecież w większych miastach, chodzi o inność kulturową. kręcę się bez sensu, potrzebuję czasu na przyswojenie widoków, zapoznanie się z mapą. przez pierwszą godzinę nie robię żadnego zdjęcia.

przewodniki zalecają zabrać na Kubę jakąś część nowoczesnego świata. koszulki, długopisy, plastry. wszystko się przyda, wszystko ucieszy miejscowych, poprawi poziom życia populacji. bzdura, Hawańczycy mają wszystko (podkreślam Hawańczycy, potem miało się okazać, że reszta kraju nie ma nic i przewodniki się nie myliły), chodzą modnie ubrani, kobiety kolorowo, mężczyźni komercyjnie. na pierwszy rzut oka ludziom do szczęścia nie brakuje niczego. jest bezpiecznie, po pierwszej godzinie wtapiam się w tłum i nie obawiam się kierować w najciemniejsze wąskie uliczki mimo sprzętu wartego wiele tysięcy w plecaku. to duży pozytyw -- jest tłoczno, ale przyjemnie. turyści mieszają się z miejscowymi, ci pierwsi nieomal wchodzą do pootwieranych na oścież domów tych drugich. zresztą ci drudzy całe życie spędzają na ulicy i ich życie codzienne, ich troski, dyskusje i sama ich obecność jest jakby na wyciągnięcie ręki ludzi z zewnątrz. w miastach europejskich tej wielkości już dawno zanikła kultura życia na ulicy -- Hawana jest przykładem życia socjalnego. każdy zna każdego, widują się codziennie i zawsze mają sobie coś do powiedzenia, przedyskutowania. na środku turystycznej alejki, istnej wieży Babel z wszystkimi językami tego świata, sześciedziesięcioletni Kubańczyk naprawia swoją wysłużoną Ładę. upaprany w smarze, plecami na topiącym się z gorąca asfalcie, wydaje się wręcz nie zauważać słuchającej przewodnika niemieckiej wycieczki emerytów..

włóczymy się po uliczkach Habana Vieja, Starej Hawany.. mapa służy jedynie do wyznaczenia ogólnego kierunku, włóczymy się bez większego celu. kilometr za kilometrem, raz w lewo, raz w prawo, jak nam wypadnie. czasami zza kolejnego prostopadłego skrzyżowania wyłoni się jakiś placyk -- to oaza, chwila odpoczynku, trochę zieleni. na ławkach siedzą miejscowi, a obok nich obcy, tacy jak my, bezwstydnie wkraczając do świata ludzi, którzy w tym miejscu spędzają całe swoje życie. Kubańczycy nie mogą opuszczać swojego kraju, właściwie są tylko dwie grupy ludzi, którzy mają taką szansę. sportowcy i muzycy. a w zasadzie przede wszystkim muzycy, a później sportowcy, Kuba ma fioła na tym punkcie..

przemierzamy kilometry, w pierwszym dniu chyba z 15. jestem skołowany: popadam w zachwyt wspaniałej architektury, potężnego kamienia, krzyczącej wręcz historii, by za chwilę wejść w strefę rozpadu, brudu i zgnilizny. nie chce się wręcz wierzyć, że można mieszkać w takich warunkach, w Kubie sprzed 80 lat, zastałej, nieremontowanej, chylącej się ku upadkowi. napiszę więcej w kolejnych notkach, postaram się zobrazować ten fenomen, choć to wcale nie jest takie proste..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata.. Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata.. Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..

Kuba cz.II. -- Hawana, kolonialne serce Nowego Świata..