Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

08

mar
2011

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 02:14

przyszła pora na Kubę -- na opowieść o kraju tak innym, że na jego opisanie brakuje mi słów. na opowieść o skansenie socjalizmu, na podróż w czasie i przypomnienie sobie ojczystego kraju, o wiele bardziej znanego z filmów niż z wczesnego dzieciństwa..

wczesnym rankiem lądujemy na lotnisku w Varadero. jest styczeń, większość dzieci tego świata lepi bałwany lub zjeżdża na sankach, a nas wita słońce, wysoka temperatura i delikatny, orzeźwiający wietrzyk. lotnisko jak w Katowicach w latach osiemdziesiątych. czerwono-żółta buda położona gdzieś pośrodku plantacji trzciny cukrowej, kryta blachą falistą, z dwoma zabytkowymi wozami strażackimi. mamy problem z przekroczeniem granicy: młoda pani celniczka zostawia nas na sam koniec i woła przełożonego. we dwójkę próbują rozwikłać zagadkę pary Polaków, którzy mając bezpośredni lot z Warszawy, fruną z Kanady, a na dodatek mieszkają w Stanach. tłumaczymy, uśmiechamy się, wyginamy i liczymy na wyrozumiałość. udaje się -- po kilkunastu minutach, osamotnieni w hali przylotów, zostajemy wpuszczeni na terytorium Socjalistycznej Republiki Kuby.

powiedziano nam, że pieniądze warto wymienić na lotnisku. na Kubie obowiązują dwie waluty: peso kubańskie (CUP), przeznaczone tylko i wyłącznie dla zwykłych obywateli i kubańskie peso wymienialne (peso convertible, CUC). rząd Kuby trochę pogłówkował i doszedł do słusznego wniosku, że w tradycyjnej walucie niewiele na turystach zarobią. wprowadzili więc do obiegu walutę tylko dla obcych, która początkowo wymienialna była w stosunku 1:1 z dolarem amerykańskim, a gdy ten zaczął słabnąć, przerzucili się na wartość zbliżoną do Euro. i od razu dodam, Kuba nie jest krajem tanim. z turysty zdziera się tu na każdym kroku, ceny są światowe, ustabilizowane i generalnie ciężko się targować. Kubańczycy kombinują jak my w minionej epoce: oficjalnie zarabiają grosze, na nic ich nie stać, ale jakimś cudem mają wszystko. napiszę o tym fenomenie w późniejszej notce, bo to dobra szkoła życia..

no więc wymieniam pieniądze. kasjer wydaje szybko, niby liczy, a jednak niedbale rzuca wszystkimi możliwymi nominałami, po czym z pośpiechem woła następnego z kolejki. odchodzę na bok, przeliczam pieniądze, co zresztą idzie mi wyjątkowo opornie, bo to zupełnie nowe banknoty, z których spozierają na mnie dystyngowane i zupełnie nieznane wcześniej persony. i oczywiście rachunek mi się nie zgadza, brakuje 12 peso, czyli jakieś 17 dolców. zwykły turysta nie zauważy, ale ja jestem tomxx, z Polski, mnie nie tak łatwo zrobić na kasę. wracam do okienka, koleś trochę się miota, ale wydaje brakującą kwotę. trochę nieprzyjemny początek wyprawy, ale warto nadmienić, że był to jedyny nieprzyjemny moment całego pobytu w kraju Fidela. podczas pozostałych dni spędzonych na wyspie nie spotkaliśmy się już z żadnym, najmniejszym nawet, przejawem negatywnych emocji. o ludziach napiszę więcej w kolejnych notkach..

jak już pisałem wcześniej, najtańszą formą wyjazdu na Kubę jest zorganizowana wycieczka. kanadyjski pakiet wakacyjny, czyli przelot, hotel, wyżywienie to koszt ok 50% standardowej ceny przelotu. rzadko korzystamy z takiej formy, ale tutaj nie było żadnej alternatywy indywidualnego wyjazdu. przed halą lotniska czeka na nas 20 autokarów, które rozwożą Kanadyjczyków po kurortach w całym kraju. nowiutkie, pachnące autobusy, podróby znanych marek światowych. wszystkie zostały przysłane przez braci z Chińskiej Republiki Ludowej. Chińczycy kopiują wszystko, a za kolonie, obozy językowe swoich dzieci płacą podrabianymi autobusami, samochodami i tanią elektroniką. ale do rzeczy: wyjeżdżamy z lotniska i już pierwsze mijane miasteczko -- Matanzas -- rzuca mną na podłogę. toż to socjalizm w swoim pełnym rozkwicie: te masywne budynki, malowane wysokie krawężniki, rozległe skrzyżowania, hasła polityczne, slogany partyjne, murale z hasłami w stylu: 'socialismo o muerte', socjalizm albo śmierć. ludzie grupkami stoją na poboczach, niewielu stać tu na własny samochód, czekają na okazje, ładują się po 8 osób do starych amerykańskich samochodów, czy po 30 na zdezelowaną pakę radzieckiej ciężarówki. policjanci na rogatkach kierujący ruchem. jest kolorowo, upalnie, inaczej. a ja właśnie tej inności poszukuję. w tym właśnie momencie wiedziałem już, że dobrze będę się tu czuł, bo jeśli opisywałem Białoruś jako 30-letnią wędrówkę w czasie, to na Kubie, z małymi wyjątkami, cofamy się do wczesnych lat pięćdziesiątych..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..

Kuba cz.I. -- przylot i pierwsze wrażenia..