Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

01

kwi
2010

Vancouver cz. I -- olimpijskie ostatki..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 05:44

tydzień temu ponownie odwiedziliśmy Vancouver. Agata poznała miasto gdy ja dopingowałem Justynę w Whistler, więc na dobrą sprawę tylko dla mnie był to debiut. ze Seattle do granicy mamy 111 mil, czyli niecałe dwie godziny spokojnej jazdy. od granicy do centrum jest jeszcze ok 35 mil, więc cała podróż trwa ok 2.5h. na granicy stoi się ok 5 minut, za każdym razem słyszymy 5-7 dziwnych pytań: po co, dlaczego i do kiedy?

zanim na dobre rozkręcę się o Vancouver, bo zdecydowanie jest o czym opowiadać i co pokazywać, zarzucę kilkoma olimpijskimi ostatkami. Zimowe Igrzyska już poza nami, ale przecież nadal trwa paraolimpiada i nadal płonie olimpijski znicz. przy marinie, w samym centrum wielkiego miasta, wciąż kręci się cała masa ludzi obsługujących tą wielką imprezę, a gdzieniegdzie widać poruszających się na wózkach sportowców. do tego oczywiście wielkie tłumy turystów, ciężko znaleźć wolne miejsce w kafejce czy restauracji..

znicz olimpijski znajduje się nad samą wodą w okolicy Coal Harbour, a jego konstrukcję -- tradycyjny stos ogniskowy -- tworzą cztery potężne pale zbudowane z zielonego szkła. na ich przecięciu wyrasta piąty element, z którego wzbija się największy płomień. ogień tradycyjnie przywędrował z Grecji, po dotarciu do Ameryki Północnej przemierzył całą Kanadę, by wreszcie, z rąk legendarnego hokeisty Wayne'a Gretskiego, na stałe zapłonąć na zniczu. oprócz symbolu olimpiady jest w tym zniczu coś niesamowitego -- potężne odzwierciedlenie nadziei i sportowy duch rywalizacji, jak również legendarna już kanadyjska duma. tę dumę i honor bycia Kanadyjczykiem widać w Vancouver na każdym kroku.. konstrukcja ma zostać w tym miejscu na dłużej, jednak zapalana ma być tylko na specjalne okazje..