Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

02

mar
2010

Vancouver 2010 cz. III -- widziane z boku..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Seattle, 08:28

w czasie trwania olimpiady nie można było dojechać Whistler własnym samochodem. w zamian organizatorzy zapewnili dojazd autobusami z Vancouver -- bilet kosztował ok 50$, a sama podróż trwała ok 2.5h w jedną stronę. po przyjeździe na miejsce kilka niespodzianek: w kasach wciąż były bilety i to nie tylko na narciarstwo (również na finał hokeja!), a dookoła panowała wyjątkowo polska atmosfera. na zawodach stawiło się wielu naszych rodaków (głównie tych na stałe mieszkających w Kanadzie i Stanach), a polskie 'dzień dobry, jak się mash?' słyszane było ze wszystkich stron, głównie od osób pracujących przy obsłudze. szybko dostaję się na stadion, a tu kolejny szok: grupa ok 10 osób rozwija flagę z napisem 'GLIWICE'.. sam bieg trwał ok półtorej godziny, a ja w tym czasie przeszedłem całą trasę, na którą składały się po trzy okrążenia dwóch pętli. fajnie, że nie trzymano kibiców w okolicach stadionu, bo klimat wyścigu był o wiele lepszy poza miejscem rozkrzyczanego tłumu. spotykam wielu rodaków, jak również kibiców z Norwegii, Szwecji, Estonii, Japonii czy Alaski.. po biegu udaje mi się przedostać do strefy VIP-ów (hehe, który to już raz korzystam z wyuczonej przed laty metody wchodzenia 'na krzywy ryj') i rozmawiam z przedstawicielami polskich mediów. jest Szaranowicz, Piotr Sobczyński (mówię mu, że zrobiliśmy sobie zdjęcie przed meczem Niemcy-Polska na MŚ w roku 2006), Tomasz Zimoch. do tego władze polskiego narciarstwa i PKOl, ale o tym w kolejnej notce.. wyjazd zdecydowanie się udał: mamy historyczne złoto, mega emocje, gdyby tylko pogoda była trochę lepsza..