Tomasz Ankudowicz -- tomxx.net 3.0 fotoblog | podróże | trekearth | info | [home]
kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
Vancouver 2010 cz. III -- widziane z boku..
02.03.2010; 08:28
w czasie trwania olimpiady nie można było dojechać Whistler własnym samochodem. w zamian organizatorzy zapewnili dojazd autobusami z Vancouver -- bilet kosztował ok 50$, a sama podróż trwała ok 2.5h w jedną stronę. po przyjeździe na miejsce kilka niespodzianek: w kasach wciąż były bilety i to nie tylko na narciarstwo (również na finał hokeja!), a dookoła panowała wyjątkowo polska atmosfera. na zawodach stawiło się wielu naszych rodaków (głównie tych na stałe mieszkających w Kanadzie i Stanach), a polskie 'dzień dobry, jak się mash?' słyszane było ze wszystkich stron, głównie od osób pracujących przy obsłudze. szybko dostaję się na stadion, a tu kolejny szok: grupa ok 10 osób rozwija flagę z napisem 'GLIWICE'.. sam bieg trwał ok półtorej godziny, a ja w tym czasie przeszedłem całą trasę, na którą składały się po trzy okrążenia dwóch pętli. fajnie, że nie trzymano kibiców w okolicach stadionu, bo klimat wyścigu był o wiele lepszy poza miejscem rozkrzyczanego tłumu. spotykam wielu rodaków, jak również kibiców z Norwegii, Szwecji, Estonii, Japonii czy Alaski.. po biegu udaje mi się przedostać do strefy VIP-ów (hehe, który to już raz korzystam z wyuczonej przed laty metody wchodzenia 'na krzywy ryj') i rozmawiam z przedstawicielami polskich mediów. jest Szaranowicz, Piotr Sobczyński (mówię mu, że zrobiliśmy sobie zdjęcie przed meczem Niemcy-Polska na MŚ w roku 2006), Tomasz Zimoch. do tego władze polskiego narciarstwa i PKOl, ale o tym w kolejnej notce.. wyjazd zdecydowanie się udał: mamy historyczne złoto, mega emocje, gdyby tylko pogoda była trochę lepsza..

































kategoria: zapiski                           link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: Italia, cz. I
14.09.2006; 08.54
Włochy przywitały nas słońcem..

najdogodniejszą linią tranzytową stanowiącą połączenie Niemiec z Włochami jest położona na wysokości 1370 m npm przełęcz Brenner. rozdziela ona Alpy Zillertalskie od Sztubajów (Stubaier Alpen) w Alpach Centralnych, a widoki są rzeczywiście niesamowite. przejście przez Brenner znane było już w starożytności, wykorzystywano je w średniowieczu, a obecnie przechodzi tędy autostrada A13 łącząca Innsbruck i Monachium z Weroną. na terenie Austrii jest to obecnie jedna z niewielu dróg dodatkowo płatnych -- za przejazd zapłaciliśmy 8E.

z autostrady Innsbruk-Brenner-Bozen zjechaliśmy na wyjeździe 'Trento centro', a dalsza droga w kierunku Riva del Gardana prowadzi już wąskimi górskimi drogami. wjechaliśmy do prowincji Trento -- do przepięknej kombinacja kultury, przyrody i włoskiego słońca przy Lago di Garda. jezioro Garda to największe jezioro w Italii, a położone na jego brzegach stare miasteczka są typowe dla tej okolicy. ich wąskie uliczki, piękna architektura, pociągające tarasy widokowe oraz słoneczny i łagodny klimat regionu przyciągają turystów, głównie Niemców. 'Kraj, w którym kwitną cytryny' -– pisał Goethe, zauroczony pięknem jeziora Garda..

Arco

zwiedzanie regionu należy rozpocząć od obejrzenia samego Arco, które jest pięknym miasteczkiem położonym nad rzeką Sarca. warto przejść się wąskimi przytulnymi uliczkami, obejrzeć placyk Piazza Tre Novembre i znajdujący się tam Kościół Kolegiacki. to najstarsza część miasta, wśród której wyróżniają się kolorowe kamieniczki oraz wystawy sklepikarzy prezentujące produkowane w większości w tym regionie wina. po przejściu 'części reprezentatywnej' warto udać się na południowy-wschód do miejsc, w których mieszkają zwykli Włosi, by brutalnie wedrzeć się w ich prywatność. tu już panuje kompletna cisza, co jakiś czas można spotkać dwoje rozmawiających sąsiadów, czasem jakieś dzieciaki taplające się w miejskiej fontannie czy kogoś mknącego na skuterze w nieznanym kierunku.. do znajdującego się na szczycie klifu zamku Arco prowadzi wąska kręta dróżka z setkami schodów. region ten już od czasów Rzymskich był silnie ufortyfikowany, a pozostałości zamków, murów i wartowni widać tu na każdym kroku. gdzieś na dole przeglądaliśmy kartki pocztowe, a wśród malowniczych zdjęć naszą uwagę przykuła jedna pocztówka, z pustą ławką oraz widokiem z góry na całe Arco. ławkę tą szukaliśmy przez godzinę, wędrując brukowanymi uliczkami, a następnie klucząc przez gaje oliwne. ale było warto: widok rzeczywiście jest wspaniały (go to fotoblog).. za samym miasteczkiem okolicę wypełniają plantacje winorośli oraz wysokie wzniesienie, a za nim już wody jeziora Garda.

aha, i lody, mają tu bardzo dobre lody.

niewątpliwie już sama podróż szosą wiodącą skalistym brzegiem jeziora Garda pozostanie na długo w pamięci. droga po zachdoniej stronie jeziora prowadzi przez liczne tunele, mosty i malownicze miasteczka. szczególnie warte polecenia jest miasteczko Limone sul Garda, którego mieszkańcy od wieków żyją bądź to z rybołóstwa (piękne nabrzeże) bądź z uprawy limonek i oliwek. obecnie w Limone znajduje się cała gama ekskluzywnych hoteli, do których zjeżdżają turyści z całej Europy.. jadąc dalej na południe wkraczamy w region Brescia, gdzie skręcamy na zachód udając się w stronę Mediolanu. specjalnie nie wjechaliśmy na autostradę, jednak jazda starą międzymiastową drogą jest ciężka -- to niewiele ponad 100 km, ale jedzie się długo z uwagi na bardzo częste ronda. od ciągłych skrętów w lewo zawieszenie samochodu wysiada, nie mówiąc już o kierowcy.. do Mediolanu wjeżdżamy ok 23, po godzinie kluczenia parkujemy przy samej katedrze Duomo..
kategoria: podróże                           link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 403.