Tomasz Ankudowicz -- tomxx.net 3.0 fotoblog | podróże | trekearth | info | [home]
kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
nie zapomnij skąd tutaj przybyłem..
11.02.2010; 01:18
moja emigracja od samego początku miała raczej wymiar czasowy. jestem zbyt sentymentalny i za bardzo przywiązany, aby na stałe żyć poza Polską. i choć ta niezdefiniowana przestrzeń czasowa niebezpiecznie się rozciąga, i choć coraz dotkliwiej kłują w oczy piękne miasta, życzliwsi ludzie i prostsze życie poza granicami Polski, decyzja o powrocie nie ma prawa się zmienić. termin owszem, ale nie podstawowe założenia osobistej przyszłości. i oczywistym jest, że w równym stopniu chodzi o rzeczy fundamentalne, jak rodzina czy przyjaciele, co o rzeczy błahe, jak rozbita kostka brukowa, zapamiętane od małego drzewo czy zimny Lech na rynku po parasolami.. bo gdy opadnie gorączka podróży, gdy kombinację podniecenia, lęku i oczekiwań przysłonią wydarzenia dnia codziennego, zaczyna się normalne życie. jak ono wygląda poza granicami kraju? to oczywiście zależy, czy na dzień dobry emigrant próbuje stać się Brytyjczykiem/Niemcem/Norwegiem lub innym Irlandczykiem, czy wprost przeciwnie -- głośno i dobitnie głosi skąd pochodzi i dokąd, w jakiejś tam przyszłości, zmierza. tych pierwszych szanuję, choć zdecydowanie bliżej mi do opcji drugiej -- stąd też będzie o takich małych elementach polskości na obczyźnie..

kojąco działa na mnie polskie radio. nic nie przebije osobliwego klimatu Trójki wczesnych godzin rannych i takiego na ten przykład 'trójkowego budzika'. u mnie to dopiero wieczór, ale niezwykle miło posłuchać jak tam daleko, osiem i pół tysiąca kilometrów na Wschód, Polska budzi się do życia. koło piątej powoli kończą się ciche utwory nocne, ich miejsce przejmują pierwsze poranne niusy, rzeczowe rozmowy i wszystkie te detale serwowane przez słuchaczy, z odgarnianiem śniegu włącznie. do tego nasza rodzima muzyka, jako nieśmiertelna część nowego dnia..

nie wyobrażam sobie również dnia bez polskiej literatury. mimo 3 lat posługiwania się na co dzień językiem angielskim, w ogóle nie podchodzi mi czytanie książek w tym języku. ani w żadnym innym (mój zardzewiały niemiecki był kiedyś całkiem wporzo).. pisałem ostatnio na blogu o różnych czytnikach e-booków -- z takimi maszynkami i tysiącem pozycji w elektronicznych archiwach żadna obczyzna nie jest straszna.. ostatnio wracam do klasyki, bo to już najwyższa pora zabrać się za nigdy nie czytaną Trylogię..

od 3 lat nie posiadam telewizora, co oczywiście nie przeszkadza mi być na bieżąco z wszelkimi polskimi produkcjami filmowymi. polskie seriale są coraz lepsze (vide Czas Honoru czy Tajemnica twierdzy szyfrów) a internet coraz szybszy. ostatnio trochę stanął projekt polskiej telewizji publicznej oficjalnie streamowanej przez iTVP czy PLiPTV.PL dla widzów zza granicy, ale oglądanie polskich kanałów przez protokoły typu Sop: nie nastręcza żadnych problemów. nie mówiąc już o fakcie, że nigdy wcześniej nie oglądałem tak wielu meczów ligi polskiej.. i to lajf..

ale to wszystko to tylko dodatki. najważniejsze są kontakty z Polonią, o które nawet w tak odległym od naszego kraju miejscu nie jest trudno. w Seattle mieszka kilka tysięcy Polaków, począwszy od tych 70-80 letnich pamiętających drugą falę emigracji (pierwsza grupa Polaków przybyła w te okolice jeszcze w drugiej połowie XIX wieku) po tych najmłodszych. największą grupę stanowią ludzie, którzy wyemigrowali tu w latach '80-tych uciekając przed złym systemem -- dzisiaj mają po 40-50 lat i stanowią serce ruchu polonijnego w tej okolicy. istnieje polska parafia, dom polski (organizujący koncerty naszych rodzimych umuzykalnionych inaczej gwiazd), polskie spotkania, obiady, kluby książkowe, drużyna piłkarska i inne takie.. nie wspominam o Anglii i Brighton bo tam język polski słyszany był wszędzie..

do napisania tego krótkiego tekstu skłoniła mnie hala Prudential Center w Newark podczas ostatniej walki Tomka Adamka. 12 tysięcy miejsc i 11 i pół tysiąca fanatycznych polskich kibiców. biało-czerwone New Jersey tego dnia nie było niczym szczególnym. i ten szał gdy naszej nowej wschodzącej gwieździe boksu zawodowego puszczono jego hymn -- utwór 'Pamiętaj' kieleckiego rapera Funky Polaka na stałe mieszkającego w Chicago. w takich warunkach zawsze dopada mnie dreszcz polskości..

kategoria: przemyślenia                           link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: Vancouver 2010 cz. I -- złota Justyna Kowalczyk!!
28.02.2010; 08:21
właśnie wróciłem z Whistler i na szybko wrzucam foty złotej Justyny. bardzo dużo emocji, zdarte gardło, kilka dziwnych spotkań i cała masa Polaków. wchodzę na stadion, a tam ekipa rozwiesza flagę GLIWICE. jutro napiszę więcej i wrzucę filmik z emocjonującego finiszu -- przejechałem dzisiaj 800km i padam na twarz..



































kategoria: pasje                           link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 403.