Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

19

lis
2009

Belize cz. 3 -- Caye Caulker

kategoria: podróże, link bezpośredni

Seattle, 01:18

Caye Caulker to niewielka koralowa wysepka położona na Morzu Karaibskim. mimo malowniczej lokalizacji, niewielkich rozmiarów, palm i całej tej karaibskiej otoczki nie nazwałbym jej rajską. rzecz prawdopodobnie w subiektywnym odczuciu, ale również w szczegółach i odpowiednim stosunku występowania wymaganych do szczęścia elementów. plaż właściwie tu nie ma, a woda przy brzegach jest strasznie zamulona. palmy są wszędzie, ale również wszędzie występują lasy namorzynowe, które skutecznie blokują dojście do wody. właściwie nie ma tu asfaltu, wszystkie drogi są piaszczyste, ale dookoła wala się cały ten plastikowy odpad naszej cywilizacji..

Na wyspę docieramy turystyczną motorówką (water taxi) z nadbrzeża Belize City (15 USD w dwie strony). podróż trwa ok 40 minut, po drodze podpływamy do Caye Chapel -- prywatnej wysepki w całości zamienionej w luksusowe pole golfowe. Caye Caulker, a właściwie jedyną na wyspię osadę nazwaną wioską (Caye Caulker Village) zamieszkuje obecnie ok 1200 osób. krajobraz bajkowo wypełniony jest kolorowymi drewnianymi domkami, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że większość z nich czasy świetności ma już za sobą. jak wcześniej wspomniałem, drogi są tylko pisakowe, a najlepszym środkiem transportu są rowery oraz niewielkie samochodziki golfowe w stylu naszych dawnych meleksów. na wyspie są 3 większe sklepy z artykułami wszelakimi (wszystkie w rękach Chińczyków), kilkanascie sklepików z pamiątkami, kilka knajpo-restauracyjek z dobrym lokalnym żarciem (głównie owoce morza z codziennych połowów) i garstka firm organizujących nurkowanie, wyprawy wędkarskie i morskie wycieczki. są również miejscowi artyści sprzedający swoje dzieła na głównej uliczce wioski..

życie na wyspie toczy się leniwie. króluje słońce, muzyka reggae, piwo i dredy. no wyobraźcie sobie: klimat tropikalny, całoroczne upały (nawet w porze deszczowej), do pracy się nie chodzi, bo praca zależy tylko od naszych chęci, czy wypłyniemy z turystkami naszą łódką połowić ryby, czy też zostawimy sobie to na jutro. ceny są wysokie, więc i zarobek duży. w zasięgu naszego harpuna przepływają miliony ryb, z głodu nie da się umrzeć. marihuana jest łatwo dostępna, a lekko- narkotykową koniunkturę rozkręcają zachodni turyści, którzy przecież przyjeżdżają się odprężyć. są hamaki i, co najważniejsze, jest dużo uśmiechu i życzliwość. pierwszego dnia poznałem kilku miejscowych, którzy z uwagi na niewielki ruch zapamiętali mnie na kolejne dni. w mordę dostać ciężko, bo każdy tutaj z daleka wita cię swoistym aloha my friend. właścicielem naszego hoteliku była Amerykanka, która przeprowadziła się tu z Teksasu -- zresztą takich jak ona osób jest tutaj zdecydowanie więcej. jestem pewien, że dla ludzi od lat tu żyjących nie ma na świecie lepszego miejsca do życia..

do tego mamy tu cały ten backpakerski świat. hoteli jest kilka, hosteli 2 razy tyle. niektóre w głębi lądu, reszta położona jest nad samym brzegiem, czasem metr od wody. hostele mają własne drewniane pomosty, gdzie można przeleżeć w hamaku cały dzień. wszystko jest otwarte, ludzie łączą się w grupy, piją drinki i wymieniają się opowieściami ze swojej podróży. jest sporo Amerykanów, są Niemcy, Francuzi i Brytyjczycy. podczas naszego pobytu na Caye Caulker trafiliśmy na brytyjską jednostkę czołgową -- chłopaki przez wiele tygodni jeździli czołgami po poligonie w głębi Belize, a po manewrach pozwolono im zabawić się na wyspie. oprócz turystów kwitnie tu codzienne życie, czego najlepszym dowodem jest szkoła i masa dzieciaków w różnym wieku sumiennie poubierana w ciemnobrązowe mundurki..

jedynym miejscem do kąpania się jest tzw. split czyli miejsce, w którym wyspę przecina wartki prąd Morza Karaibskiego. rozdarcie lądu jest efektem huraganu Hattie, który nawiedził wyspę w 1961 roku. jako że wyspa w najwyższym punkcie ma zaledwie 2.4 m npm, dość często dochodzi tu do powodzi i kompletnej dewastacji kruchej architektury.. kąpanie się w tym miejscu jest ciekawym doświadczeniem, gdyż prąd przepływającej wody jest tak silny, że porywa każdego, kto tylko oderwie się od betonowego brzegu..