Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

17

paź
2009

White River camping..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Seattle, 02:43

postanowiliśmy, że nasz kolejny wypad do Parku Mt Rainier będzie nieco dłuższy. wraz ze znajomym Koreańczykiem i jego dziewczyną Japonką wybraliśmy się więc pod namioty. kupiliśmy sobie cały sprzęt: namiot, nowe śpiwory, maty do spania i ruszyliśmy w drogę. kempingi w Stanach przypominają te, które widziałem kilka lat temu w Skandynawii. są bardzo dobrze zorganizowane i znajdują się pod stałą opieką parkowych Rangersów. wszystko czyste, poukładane i oznaczone -- każde miejsce ma swój numer i jeśli kemping może zmieścić 40 namiotów to znaczy, że właśnie tyle i ani jednego więcej. opłaty są surowo przestrzegane, choć panuje tu totalna samoobsługa -- z odpowiedniej tablicy bierze się niewielką kopertę, wypełnia druczek, podaje numer rejestracyjny samochodu, numer spotu na którym rozbijamy namiot i wraz z opłatą wrzuca się do metalowej skrytki. jeśli przy wjeździe znajduje się tabliczka informująca, że nie można zbierać drewna z lasu na ognisko, to oznacza, że na prawdę nie można tego robić i wszyscy grzecznie kupują drewno za 5$ w odpowiednim punkcie obozowiska. są toalety, tablice informacyjne, zabezpieczone miejsca ogniskowe, tzw campfires i odpowiednio przygotowane punkty spotkań, gdzie wieczorami przy gitarze strażnicy opowiadają miejscowe historie.. dopełnieniem takiej infrastruktury jest mentalność Amerykanów. oni rzeczywiście przestrzegają i respektują panujące tu przepisy -- po raz pierwszy zauważyłem to na drogach, gdzie na prawdę przestrzega się ograniczeń prędkości, pewnie z uwagi na wysokie kary, ale nawet na polu kempingowym czy parkingu każdy zachowuje się tak jak powinien. 'zostaw miejsce takim jakim go zastajesz' -- pełna kulturka. na miejscu poznaliśmy kilka osób, wszyscy super-mega pomocni i życzliwi. gdy dowiedzieli się, że przyszliśmy pochodzić po górach wyciągnęli mapę i tłumaczyli najlepsze trasy, gdy powiedzieliśmy, że wieczorem rozpalimy ognisko, dali nam swoje drewno, a gdy powiedzieliśmy, że zawiało nas tu z dalekiej i zimnej Polski -- chcieli dowiedzieć się więcej o kraju.. dawno już nie byłem pod namiotem i może dlatego tak strasznie mi się tam podobało. cała ta otoczka gór, zapach lasu, szumiąca rzeka, kolacja i śniadanie przygotowywane na ognisku, super klimat. nazwa kempingu pochodzi od nazwy rzeki tworzonej przez jeden z lodowców wulkanu -- teraz w lecie jest to raczej średni, choć wartki potok, na wiosnę natomiast przeradza się w szeroką i niebezpieczną rzekę, zresztą widać to na moich fotkach. więcej ujęć z Parku znajduje się w październikowym fotoblogu. jest to ostatni na razie fotoblog ze Stanów, najbliższe miesiące poświęcone będą wyprawie do Ameryki Środkowej..