Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

12

sie
2009

o miejscowych..

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Seattle, 02:42

jestem bardzo mile zaskoczony Amerykańcami. miałem średnie doświadczenia z 2004 roku, choć zdawałem sobie sprawę, że wpływ na to miało ściśle wakacyjne miejsce. po pierwszym miesiącu przysłowiową głupotę miejscowych można włożyć między bajki. jak wszędzie, spotyka się tu całe masy zdrowo trzepniętych ludzi, ale generalne odczucia są pozytywne. z każdym napotkanym miejscowym można rzeczowo i otwarcie porozmawiać, opowieści z umiejscawianiem naszego kraju w Ameryce Płd również się tu nie zdarzają.. ludzie, z którym każdego dnia się tu spotykam, cechują się kreatywnością, szybkim działaniem i błyskotliwością. wiedza wielu z nich szeroko wychodzi poza to, czym zajmują się w firmie. pisarz naszych tekstów jest zapalonym muzykiem, producent półzawodowo zajmuje się grafiką i renderowaniem filmów, a tester potrafi programować. jednak szczególnie ujmuje mnie fakt, że każdy każdego traktuje tutaj na równi. nowe, czasowo przyjęte osoby czynnie uczestniczą w spotkaniach, ludzie słuchają się nawzajem i zadają pytania nie robiąc przy tym głupich min. zero wyższości, otwarcie na świat. każdy mówi innym angielskim, a miejscowi z uporem lepszej sprawy nie łamią się łamaniem ich rodzinnego języka. z jednej strony luz, z drugiej dążenie każdego z osobna do pomyślnego załatwienia sprawy. tak jest u nas, choć na ulicy spotkać można podobnych ludzi. nie wiem, czy wpływ na to ma fakt, że w Seattle mieści się główna siedziba wiele światowych korporacji, od Microsoftu po Amazon.com, od Starbucksa po Nordstrom, od Boeinga po RealNetworks. na chodnikach ścisłego centrum przewija się cała masa garniturowców i wypachnionych panienek, a między nimi, dodając z poczucia obowiązku, przesuwa się cała reszta, w tym szaleni bezdomni i otumanieni nie-wiadomo-czym nastolatkowie. do tej pory trzykrotnie spotkałem tu Polaków: raz na lotnisku, 2 razy na chodniku Polaków odbywających staż, albo wymianę, w Microsofcie. ale wracając do sprawy: napotkani przez ten miesiąc Amerykanie są bardzo w porządku. na górskich szlakach Mt Rainier spotkaliśmy kilkanaście osób, każdy zainteresowany naszym światem, każdy gotowy do niesienia pomocy. przyciąga ich jakaś magia bycia z innej części świata. mnie osobiście strasznie to kręci i czuję się tu dobrze.