Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

22

wrz
2008

Chorwacja cz. III -- kamienne miasteczka nad Adriatykiem

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 15.27

mimo że nie jestem tytanem pracy, to błogie lenistwo cieszy mnie przez niezwykle krótki okres. czasem lubię zmarnować dzień na plaży z książką, albo zasnąć na wodzie na materacu, gdzie moim największym problemem jest niewiadoma, gdzie też zniosą mnie fale.. słońce jest fajne, ale po chwili (czyt. dniu, max. półtorej) szlag mnie trafia, że siedzę i mitrężę czas. jak kilku innych moich znajomków, preferuję wypoczynek aktywny. więc zaczynam iść, szukać, oglądać i dziwować się. a jest czemu, gdyż wystarczy odwrócić głowę, aby podziwiać pasmo górskie Biokovo, z którego rozciąga się wspaniały widok na ruiny dawnych miasteczek, obecne kurorty nadmorskie oraz wyspy Brac i Hvar.. wieczorem, kiedy temperatura zbliża się do normalności, ruszamy na podbój okolicznych miasteczek. jest ich sporo, wszystkie kamienne, zadbane, urzekające..

na początek trochę historii: tereny o których piszę przez wiele wieków (przynajmniej przez 2000 lat przed Chrystusem) zasiedlone były przez lud Ilirów. świadczą o tym kamienne ruiny wznoszonych przez nich budowli. w czasach świetności Imperium Rzymskiego lud ten został podbity, a na terenie dzisiejszych Zachodnich Bałkanów powstała prowincja Iliria, a następnie Dalmacja i Panonia. z tego okresu pochodzą liczne znaleziska archeologiczne oraz szczątki rzymskich murów obronnych. musiało minąć kilkaset lat by wędrówka ludów przygnała na te obszary Chorwatów. było to pomiędzy VI, a VIII wiekiem, jednak dla bezpieczeństwa wybierali wysoko położone tereny na stokach Biokova, które były korzystniejsze ze względu na możliwości obronne. rozpoczęły się walki z Wenecją -- potężnym miastem-państwem kontrolującym żeglugę i handel na morzu Adriatyckim. po wielu latach walk region upadł w roku 1280, co było kresem średniowiecznej potęgi chorwackich sił morskich.. w kolejnych wiekach obszary przechodziły panowanie Habsburgów, Turków osmańskich oraz Napoleona, co tłumaczy ogromne zróżnicowanie kulturalne tego regionu..

największym miastem Dalmacji jest Makarska, od której nazwę wzięła cała riwiera. poza sezonem mieszka tu ok 15 tys. ludzi, a w okresie letnim aż 3 razy więcej. Makarska jest kurortem nazywanym chorwackim Saint Tropez, głównie z uwagi na wspaniały port, niezliczone knajpy, restauracje i dyskoteki. pomimo dynamicznego rozwoju miejscowości zachowała się tu przepiękna starówka z wąskimi uliczkami i kamiennymi domkami. dzisiejszy rynek, kościół parafialny Św. Marka i pobliskie uliczki uformowały się w XVII i XVIII w. na samym rynku stoi posąg pisarza z okresu oświecenia, mnicha franciszkańskiego Andrija Kacic Miosie, a w okolicach przylądka Osejava na południe od portu stoi klasztor franciszkański z roku 1400, którego wygląd współczesny pochodzi z roku 1614. sama nazwa 'Makarska' po raz pierwszy wspomniana była w roku 1502 w dokumencie bośniackiego sędziego Muhameda Musina. miasto było wówczas pod okupacją turecką i tutaj odbywał się handel między Turkami i pozostałymi krajami Adriatyku. powstały wówczas wieże obronne przed Wenecjanami, co jednak nie zapobiegło podbojowi miasta w 1681 roku, kiedy Makarska staje się częścią Wenecji. w XVIII wieku, wraz z rozwojem handlu i dzięki bardzo dobrej sytuacji materialnej miasta, powstają kościoły i pałace, a młoda szlachta buduje swoje rezydencje w stylu barokowym. pomijając zabytki, już samo włóczenie się po brukowanych uliczkach Makarskiej ma swój urok. chłodne zaułki przypominają te z miast północnych Włoch -- natrafiamy na niewielkie placyki, niekiedy w całości kamienne, niekiedy wypełnione trawą i palmami.. najwięcej zieleni występuje jednak na nadmorskim bulwarze, których Makarska posiada aż dwa. tu znajduje się ładny port, skąd można popłynąć na całodniowe wycieczki na okoliczne wyspy oraz oczywiście plaże.. plaże, jak w przypadku całego wybrzeża, są głównie kamieniste, a woda.. krystalicznie czysta.

podobnie zresztą jak w miejscowości Gradac.. tu jednak, głównie z uwagi na wielkość miasteczka, zauważyliśmy wzmożony handel produktami własnej roboty. kamienne murki, a także wiele innych miejsc (np. domowe okna) zmieniają się na wieczór w niewielkie stoiska, gdzie wiele rodzajów rakii, a także oleje, figi, migdały, czy cytrusy czekają na nowych właścicieli. sprzedawcami są najczęściej starsze osobniczki pochodzenia lokalnego, a po zainteresowaniu można się domyśleć, że wakacyjny handel stanowi solidne podreperowanie domowego budżetu. ceny są w porządku, litr chamskiej (czyt. domowej, w używanej szklanej butelce zakręcanej nakrętką) rakiji można już kupić za 25 kun, czyli ok 13 zł. hitem kolekcjonerów są natomiast alkohole w przyozdabianych butelkach, najczęściej z detalami pochodzenia morskiego: mamy więc butelki z muszlami, piaskiem i skorupiakami. całość stanowi barwne przedsięwzięcie, gdyż stoiska są oświetlane kolorowym światłem, a jak uczono na marketingu, otoczka sprzyja sprzedaży i pozytywnie wpływa na kupującego..

podobnie rzecz się ma w innych miasteczkach Riwiery Makarskiej. jadąc krętą malowniczą drogą na południe mijamy kilkanaście turystycznych miasteczek, z których każde może budzić sympatię. Baska Voda, Brela, Tučepi, Podgora, Drvenik, Igrane i wiele innych to leniwe i wyludnione mieściny podczas dnia, oraz centra gastronomiczne wieczorami. wszystkie w zabudowie kamiennej, zwykle z górującym nad całością kościołem pod wezwaniem jednego z setek świętych. gdy stygną plaże, nad brzegami rozpalają się grille, zaczyna grać muzyka, a turyści wychodzą na promenady. i tak to wygląda, od kwietnia, do późnej jesieni..

a jak wygląda świat między miasteczkami? dość jednorodnie, choć malowniczo: dookoła ktoś wszechmocny porozrzucał głazy, które w towarzystwie traw królują na długich setkach kilometrów. już od wysokości Splitu krajobraz pustoszeje, a ziemia nie nadaje się do niczego. z tego powodu oprócz oliwek i mandarynek (ale to i tak na dalekim południu, w okolicach miasta Metkovic) nikt jej tu nie uprawia. ten region nie jest rozpieszczany przez pogodę. Goran, nasz chorwacki gospodarz, załamuje ręce i prosi o deszcz. w tym roku nie padało już od 3 miesięcy -- krajobraz wyraźnie pożółkł, drzewka oliwne nie dadzą nawet litra oliwek, w różnych miejscach regionu wybuchają pożary. w dzień wyjazdu Goran pokazuje nam lokalną gazetę, gdzie piszą, że przez najbliższe 10 dni nie ma ani 1% szansy na opady. jak to, przecież jadąc tutaj w okolicy Splitu przeszła ogromna burza?, pytam. w Splicie tak, mówi Chorwat, u nas nie pada prawie nigdy.. nawet we wrześniu każdego dnia jest tu ponad 30 stopni, a do jakiejkolwiek aktywności nadają się tu tylko poranki i wieczory. i pewnie dlatego Chorwacji wstają o 6 rano, aby w spokoju, na własnym tarasie, oczekiwać tego, co przyniesie nowy dzień..