Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

16

maj
2008

Barcelona cz 2 -- zieleń, woda i dzielnica gotycka..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 18.01

po powrocie z Barcelony wypowiadaliśmy się o tym mieście prawie w samych superlatywach. miasto jest bardzo ładne, choć przecież nie jest to jedyny czynnik decydujący o odbiorze danego miejsca. mi osobiście spodobał się całokształt Barcy: jej ludzie, formy spędzania przez nich wolnego czasu, wspaniała pogoda, mnogość kafejek i względna czystość. na uwagę zasługuje duża różnorodność: jednego dnia podziwialiśmy potężne gotyckie katedry, nowoczesną wioskę olimpijską, futurystyczne budowle i marinistyczne nadbrzeże..

a zaczęło się od targu na placu przy Łuku Triumfalnym, który z uwagi na towary okolicznych rolników, piekarzy, rzeźników i innych sadowników był rajem dla wielbicieli żywności organicznej i nietypowej. podobne targi coraz częściej spotyka się w krajach Europy Zachodniej -- ludzie odróżniają nijaki smak chemicznych wyrobów z supermarketu i wolą zapłacić podwójną cenę, ale zdobyć produkt organiczny. nasz pokój mieścił się dosłownie 100 metrów od tego miejsca, więc tu zaczęliśmy poznawać Barcelonę. sam Łuk Triumfalny powstał w 1888 roku z okazji odbywającej się tu Wystawy Światowej EXPO -- zresztą jak wynika z przewodnika, znaczna część miasta właśnie tej wystawie zawdzięcza swój dzisiejszy wygląd. szeroka promenada tętni życiem, a w oczy rzucają się pola do gry w bule i mnóstwo miejscowych z pasją miotających metalowe kule. dostrzega się zaangażowanie w grę i towarzyszący zabawie zapał.. Agata od razu zwróciła uwagę na ich luz, brak trosk i wolność podkreślaną metalicznym odgłosem odbijających się kul. na przeciwległym końcu skweru mieści się zbudowany również z okazji EXPO Parc de la Ciutadella. 30ha soczystej zieleni skrywa masę atrakcji -- zbudowanej w 1714 roku cytadeli co prawda już nie ma, ale jest zoo, jeziorko, muzea, fontanny, kaskady i przede wszystkim, palmy, drzewa cytrusowe i ogromne połacie kwiatów. na zielonych łąkach wygrzewają się miejscowi, a ja czuję wioskę dookoła, a nie 1,5 milionowe miasto.. jest coś niesamowitego w tej pogodzie, w tej zieleni i w kwiatach dookoła. w takich momentach zdaję sobie sprawę jak bardzo chciałbym opuścić miasto i schować się gdzieś, gdzie nie dociera internet i nie ma nowoczesności. do tego chętnie zrezygnuję z angielskiej pogody i poproszę niewygórowane 26 stopni. no dobra, zagalopowałem się..

szeroką arterią Passeig de Colom mijamy dzielnicę Barceloneta i idziemy wzdłuż wybrzeża, w którym urządzono duży nowoczesny port z tysiącami białych jak śnieg (nie mylić ze śniegiem na Śląsku) żaglówek. w tym miejscu widać już turystyczny zawrót głowy -- jeżdżą turystyczne autobusy, słychać dziesiątki różnych języków i różne kolory mijanych facjat. z pewnością część przyjechała tu w celach klasyczno-poznawczych -- aby poznać miasto, zwiedzić zabytki, wystawić buźkę do słońca, jednak spora część zdecydowała się na najebki niekontrolowane i w lokalnych zaułkach lub na placach wśród palm pije już od rana. do tej grupy z pewnością można zaliczyć nieuczesanych Angoli i ich braci po kuflu -- nieogolonych Niemców. omijamy towarzycho i wbijamy się na Rambla del Mar. ten sztuczny twór jest połączeniem morskiej promenady z molem, restauracjami, mostkami i galeriami sztuki. z jednej strony pasaż handlowy, z drugiej zacumowane potężne okręty, a z trzeciej McDonalds i ubrudzona frytkami tłuszcza. sam się do niej zaliczam (a i Agata też), bo także nas natchnęło, aby coś zjeść na szybko. Rambla del Mar generalnie zbudowana jest z drewna, a jak powiedział mi jeden miejscowy (czego zresztą nie potrafił udowodnić), na końcu znajduje się port. po wiatrowym przewianiu robimy 'w tył zwrot' i wchodzimy do centrum na najbardziej znaną barcelońską ulicę -- Las Ramblas. właściwie to La Rambla stanowi ciąg krótszych ulic, z których każda nosi inną nazwę (stąd forma w liczbie mnogiej). co prawda jeżdżą tu samochody, ale można powiedzieć, że jest to kilometrowej długości deptak, który rozpoczynając się przy pomniku Krzysztofa Kolumba ciągnie się aż do Placa de Catalunya. Rambla tętni życiem: uliczne przedstawienia, sztuczki i pokazy przyciągają turystów. można usiąść i napić się piwa na wolnym powietrzu, można położyć się pod palmą, można popatrzeć na wysportowanych miejscowych, salta, przewroty i tańce na głowach (czyli brek-genc, jak mawiał Andrzej Lepper). są też rzemieślnicy, malarze, artyści i poeci. innym słowem -- La Rambla kipi życiem przez całą dobę. dookoła zabudowania dzielnicy Barri Gotic i naprawdę bardzo przyjemnie jest się zgubić w klimatycznych zaułkach niewielkich uliczek. po godzinie kluczenia docieramy do fantastycznego placyku Placa Reial, gdzie pośród gotyckiej zabudowy wybudowano fontannę, posadzono palmy i gdzie chłód upalnego dnia pomaga się zrelaksować. nakręciłem tu 30 sekundowy filmik, bo miejsce naprawdę mnie urzekło..

Barri Gotic oferuje oczywiście znacznie więcej, niż rozrywkowe placyki. korzenie tej dzielnicy sięgają czasów Rzymskich, podobno w muzeum miejskim (zamknięte, kiedy tam dotarliśmy) można oglądać całe podziemne miasto. większość uliczek starego miasta pozostaje zamknięta dla ruchu samochodowego, a niektóre są tak niewielkie, że nie ma ich nawet na mapie. labirynt przejść zawiera fantastyczne wstawki (jak Carrer del Bisbe Irurita), czy nawet całe odcinki przypisane do pewnej zamkniętej społeczności (jak średniowieczna część żydowska). mniej więcej pośrodku znajduje się Katedra Santa Eulalia -- gotyckie dzieło budowane od XII do XV wieku. niestety (podobnie jak 2 lata wcześniej w Mediolanie), fasada katedry znajduje się w remoncie. po godzinie docieramy jednak do okazałego kościoła Świętej Marii (Santa Maria del Mar). to fantastyczne dzieło z XIV (budowę rozpoczął w król Alfons IV Łagodny w 1329 roku) wieku jest dumą Katalonii, a tak cudownych sklepień nie widziałem jeszcze nigdzie. dach podparty jest ośmiokątnymi słupami, a wnętrze kościoła wypełnione jest cudownie rozproszonym światłem. wchodziłem do tego kościoła trzykrotnie i za każdym razem urzekała mnie swoim pięknem. nie miałem statywu (choć i tak pewnie nie pozwolono by mi robić z niego zdjęcia), więc aby zobrazować tę kamienną potęgę po prostu kładłem aparat na kamiennej podłodze.. należy również dodać, że kościół wybudowano głównie z datków marynarzy i kupców (w przeciwieństwie do miejskiej katedry, która powstała ze środków arystokracji).