Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

13

gru
2007

podróż na Stamford Bridge, czyli Żabole na Lidze Mistrzów..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Brighton, 12.41

zewnętrzna galeria z meczu dostępna jest TUTAJ.

dyrektor generalny, czy jak kto woli CEO, mojej firmy to wierny fan londyńskiej Chelsea. a że kibic z kibicem zawsze się dogada, to od pewnego czasu miałem obiecane bilety na mecz the Blues. wypadło na ostatni grupowy mecz w Lidze Mistrzów edycji 2007/2008 w którym Londyńczycy podejmowali hiszpańską Valencię. Chelsea to, dzięki Rosjaninowi Abramowiczowi, jeden z najbogatszych klubów świata. w jej składzie próżno szukać kogoś nieznanego w piłkarskim świecie -- właściwie każdy jest tu reprezentantem swojego kraju, a takie nazwiska jak Petr Čech, Ashley Cole, Ricardo Carvalho, Paulo Ferreira, John Terry, Claude Makélélé, Michael Essien, Frank Lampard, Michael Ballack, Andrij Szewczenko czy Didier Drogba zna każdy kibic, nawet ten z gliwickiego Piasta. nie inaczej jest w przypadku Valencii -- fantastyczna drużyna w której grają m.in. Santiago Ca?izares, Iván Helguera, Edu, David Albelda, Rubén Baraja, David Villa, Fernando Morientes, Miguel Angel Angulo czy Nikola Žigić od kilku lat jest postrachem całej Europy. co prawda mecz o pietruszkę, bo Chelsea wywalczyła już awans, a Valencia od początku sezonu jest kompletnie bez formy, ale to jednak Champions League z całą swoją medialną otoczką i transmisjami telewizyjnymi na cały świat. taaak, 11 grudnia 2007 w tych elitarnych rozgrywkach zadebiutowałem także i ja. reprezentując oczywiście silną ekipę zabrzańskiego Górnika :)

z Maćkiem, drugim Żabolem z Gliwic, opuściliśmy Brighton pociągiem o 17.19 w kierunku Clapham Junction. tu, w obecności tysięcy korporacyjnych ważniaków przesiadamy się na pociąg którym dojeżdżamy do West Brompton, stacji w okolicy stadionu. stadion Chelsea położony jest w dzielnicy Fulham, w zachodniej części Londynu. jest zimny wieczór, liczni sklepikarze sprzątają po całym dniu, a ulica przypomina wysypisko zgniłych owoców. dookoła budynki z ponurej brytyjskiej cegły, a ciapackie fast-foody straszą obskurnymi wnętrzami. wbijamy się na stadion dokładnie godzinę przed meczem -- jest jeszcze pusto, a pierwsi kibice skupiają się wokół restauracji rozmieszczonych przy każdym sektorze. na dzień dobry dostaję bana na używanie aparatu, bo .. 'masz za duży obiektyw i jest to niezgodne z wymogami prawnymi Ligi Mistrzów'. masakra jednym słowem. robię ok 100 ujęć, wszystkie z mniejszego lub większego ukrycia. zaczyna się rozgrzewka -- piłkarze wybiegają na murawę, a na tablicach pojawiają się dzisiejsze składy. rzeczywiście mecz to ulgowy i kilku znanych, np Drogba, dzisiaj nie wystąpią. wybiega także sędzia Gilewski -- Polak, który pogwizda dzisiaj na murawie. w końcu zbliża się 19.45 czasu brytyjskiego, drużyny wychodzą na murawę.. na środku murawy chłopaki falują ogromną piłką -- emblematem LM, a z głośników leci piękny utwór tych rozgrywek:

Ce sont les meilleures equipes
Es sind die allerbesten Mannschaften
The main event
Die Meister
Die Besten
Les grandes equipes
The champions
w końcu zaczyna się mecz. tempo szybkie, techniczne mistrzostwo świata. żartujemy z Maćkiem, że liga polska jest przy tym za wolna nawet na rozgrzewkę. Maciek macha flagą Chelsea, które rozłożono na pustym stadionie przed meczem. widoczność mamy idealną, choć sam mecz nie jest porywającym widowiskiem. na trybunach ok 40 tys fanów, jest trochę wolnych miejsc, ale można powiedzieć, że stadion jest zapełniony. miejscowi fani, szczególnie na naszej głównej trybunie, to w większości garniturowcy, ułożeni i dystyngowani, nie plamiący się kibicowskimi pieśniami. siedzą cicho, zajadają się hot-dogami, czasem sobie głośno westchną -- dla efektu przy niewykorzystanych sytuacjach. gdzie się podział ten fantastyczny angielski duch kibicowania? nie ma, zero. kibice dowolnego polskiego klubu biją tych z Chelsea na głowę. śmialiśmy się ze specyficznego hasła miejscowych: come on Chelsea, powtarzanego przy efektownej modulacji głosu. niestety widowisko na trybunach bardziej przypominało atmosferę teatru, niż święta piłkarskiego. Maciek mówi, że na Liverpoolu jest inaczej, choć nie był, więc nie może tego udowodnić.. z Hiszpanii przybywa ok 300 fanów zajmujących dolną na rożną trybunę. mecz kończy się bezbramkowym wynikiem, choć w drugiej połowie się chłopaki trochę rozkręcili. były dwa słupki, jedna nieuznana bramka, a nawet strzał w poprzeczkę z .. 4 metrów po ładnym dośrodkowaniu z prawej strony boiska. Chelsea jest zdecydowanie lepszejsza, ale, ku naszemu rozczarowaniu, do samego końca spotkania bramki nie padają. Gilewski dość dobrze prowadzi zawody, choć trzeba przyznać, że nie miał za dużo roboty. podsumowując: piłkarsko fajnie, a kibicowsko do bani. wystarczy spojrzeć na doping kibiców Celticu Glasgow i ich Never walk alone, albo na fanów PAOKu Saloniki i ich Paokarę, aby określić w którym miejscu znajdują się fani Chelsea. Stamford Bridge z pewnością potrafi się lepiej zaprezentować, choć trzeba przyznać, że ilość kobiet na meczu robi wrażenie.. do Brighton dojeżdżamy po 23 czasu lokalnego..

skrót spotkania: