Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

03

gru
2007

Portugalia cz. 7 -- spaleni słońcem we wschodnim Algarve..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 15.16

jedziemy na południe -- drogą ekspresową nr IC27 wzdłuż granicy z Hiszpanią. droga jest prawie pusta, żar leje się z nieba, piękne krajobrazy przesuwają się leniwie. południe przywitało nas w jedyny możliwy do zaakceptowania sposób -- błękitem nieba i prawie 30-stopniowym słońcem. Algarve -- here we come!

szybka droga kończy się w Castro Marim, gdzie odbijamy na zachód i mniejszą, zdecydowanie bardziej tłoczną drogą nr N125 mkniemy w kierunku Taviry. nie jesteśmy jeszcze w sercu regionu, ale w oczy już teraz rzucają się szeregi hoteli i wille ludzi, którzy mają więcej. w ostrym słońcu bielone domy prezentuję się bardzo okazale, dookoła stragany i cwaniacy próbujący opchnąć lokalne dobra, w tym nietypowe, zdobione kominy .. domów mieszkalnych, w barwach niebieskich i żółtych. naszym marzeniem było rozłożenie się na plaży, więc przejeżdżamy Tavirę i pakujemy się na piasek za wioską Santa Luzia. miasteczka na wschodzie Algarve nie mają bezpośredniego kontaktu z oceanem -- stały ląd od plaży oddziela szeroki podmokły pas ziemi niczyjej, który w tym miejscu jest parkiem krajobrazowym obfitującym w różne skrzydlate stworzenia latające -- Parque Natural da Ria Formoza. oceanu należy szukać na wyspie Ilha de Tavira albo na pobliskim półwyspie. my przekraczamy park niewielką, szybką jak światło, wąskotorową kolejką i dokładnie w południe, gdy słońce morderczo tkwi w swoim zenicie, meldujemy się na plaży Praia do Barril. dookoła pełno Niemców, czasem trafi się także jakiś Angol czy Francuz. woda ciepła i bardzo słona, a piasek wręcz biały. w pobliżu natrafiamy przypadkiem na cmentarz kotwic -- Cemitério das Âncoras, miejsce tyleż wspaniałe, co nieprawdopodobne. jadąc do Portugalii wypisałem sobie to miejsce, jako warte odwiedzenia, ale w natłoku spraw codziennych, o kotwicach zapomniałem. przypadkiem znaleźliśmy się między dziesiątkami idealnie ułożonych kotwic, które, jak mi się później udało dowiedzieć, pochodzą ze statków zajmujących się połowem tuńczyków. niepowtarzalny klimat udaje się uwiecznić na kilku fajnych fotkach. w pobliżu trafiamy jeszcze na fajną oazę palmową oraz porzuconą i zarośniętą roślinnością łódź, która już raczej nigdzie nie popłynie.. wieczorem uderzamy do miasta. urocza Tavira położona jest po obu stronach rzeki -- niesamowity zachód słońca zalewa miasteczko cudownym żółtawym światłem, w którym pięknie wyglądają budynki, mosty i kolorowe łódki. na głównym placu miasteczka spotykamy dwójkę Polaków z Wawy, z którymi wypijamy kawę i piwo rozmawiając o Portugalii. oni jadą z drugiej strony wybrzeża (od Lizbony), więc dają nam trochę wskazówek, co do dalszej podróży..

późnym wieczorem jedziemy do pobliskiego Olhao, gdzie jemy kolację i oglądamy mecz Milanu z Benfiką w LM. od pana zero-mówię-po-angielsku dowiadujemy się na migi (po 10 minutach migania) o miejscu, gdzie co rano odbywa się targ rybny. śpimy na parkingu przy nadbrzeżu, gdzie udaje mi się złapać darmowy internet. rano budzę się o 8.40 i uderzam na owy targ w centrum miasteczka. w przestronnej hali prężą się dziesiątki gatunków ryb, krabów, ośmiornic i innych podwodnych cudów. wieśniacy krzyczą, gestykulują, ekspresyjnie się targują. dookoła śmierdzi rybim szlamem. ja niestrudzenie pcham się z moim aparatem, ale o dziwo, nikt nie zwraca na mnie uwagi, jakby w ogóle mnie nie zauważali. jedna głowa ryby jest tak duża jak ludzka. na zewnątrz, za stolikiem siedzą miejscowi i dyskutują nad porannym wydaniem gazety. ponownie można zauważyć tą małą, zamkniętą społeczność: wszyscy tutaj się znają, wszyscy żyją z rybołówstwa, wszyscy wstają wcześnie rano, jeszcze w nocy, wszyscy nawet wyglądają podobnie. wieczorem w powietrzu unosi się nieprzyjemny zapach -- Agata twierdzi, że to zapach palonych łusek..

Jedziemy do Albufeiry, gdzie udaje nam się znaleźć małą plażę zlokalizowaną pomiędzy dwoma pięknymi klifami. To pierwszy nasz kontakt z klifowym wybrzeżem -- trochę leżymy, a później pstrykamy fotki poszarpanych odwieczną walką wody z lądem klifów. jest pięknie -- wyszukuję łuki, które pozwalają przejść kilkumetrowymi mini-jaskiniami pod skałą. Albufeira jest już dużym komercyjnym centrum, a nasza malutka plaża znajdowała się pomiędzy dwiema innymi, z tysiącami wszędobylskich turystów. Marek z Kropą wynajmują tu hotel, my jedziemy dalej na zachód..

rybackiej przygody ciąg dalszy: w miejscowości Armacao de Pena natrafiamy a nieskomercjalizowaną plażę, na której właśnie trwa opróżnianie sieci z połowów. właśnie o takie coś mi chodziło -- zwykli ludzie przy pracy: pstrykam zdjęcia, a oni rozmawiają ze sobą ignorując istnienie aparatu. na kolację trafiamy do lokalnej perełki -- knajpo-restauracji PIPA (sic!), która w tym roku obchodzi swoje 33 urodziny. świetna obsługa samego właściciela oraz super jedzenie (łosoś) współgra z oryginalnym wystrojem lokalu -- beczki, stare wina, kolorowe szyby, azulejos w kiblach. świetny pomysł, niesamowita atmosfera i pasja człowieka, który tego dokonał. facet mówi w kilku językach, ale to raczej dla wygody -- ma tu gości z całej Europy..

wieczorem jedziemy do Silves, gdzie w lokalnym pubie oglądamy mecz LM Sportingu Lizbona z Man Utd. kolejna ciekawa obserwacja miejscowych -- siedzą przed dwoma telewizorami (a pub jest jednocześnie siedzibą klubu piłkarskiego Silves FC) i głośno komentują mecz. ja w koszulce Polski zostaję przywitany uśmiechem barmana, który zapewne pamiętał naszą dobrą grę w Lizbonie. później przechadzamy się po zamku i okolicach, aż natrafiamy na zatłoczony skwer (jest późno, ok 23.00): dzieciaki biegają, młodzież siedzi na murkach, a starsi grają w karty. jest w tym coś niesamowitego -- niczym nieskrępowane życie towarzyskie, na wszystkich poziomach wiekowych. rozmawiamy z nimi przez chwilę, a graczami okazują się .. Bułgarzy, którzy przyjechali tutaj do pracy. świetna sprawa i miły nocny klimacik.. dziś pierwszy od pewnego czasu nocleg z dala od oceanu, jutro uderzamy do Lagos -- miejsca wręcz magicznego..