Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

24

paź
2007

Portugalia cz. 3. -- na północ! przez Estramadurę i Ribantejo..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 00.08

kilkudniowe kręcenie się po Lizbonie i jej okolicach miało się ku końcowi -- czas naglił i nadeszła pora bardziej zdecydowanej podróży w kierunku północnym, w regiony Estremadura i Ribatejo. kolejnym etapem naszego portugalskiego szlaku miała być malownicza trasa biegnąca wzdłuż Tagu (port. Tejo), w kierunku Santarem, Tomaru i Abrantes -- starych jak świat miast, gdzie kulturalne prądy średniowiecznego chrześcijaństwa przez wieki mieszały się z wpływami plemion afrykańskich (głównie Maurów). planowałem przebić się przez most Vasco da Gamy, a następnie obejrzeć m.in. ośrodek rycerski w Tomarze (główna siedziba portugalskich templariuszy) i romantycznie usytuowany na wysepce pośrodku Tagu Castelo de Almourol w okolicach Abrantes.. nie pierwszy jednak raz rzeczywistość złagodziła moje ambitne plany i dałem się przekonać do podróży wzdłuż wybrzeża Costa da Prata, w kierunku jedynego oprócz Nazare większego kurortu morskiego -- Peniche..

to właśnie tutaj po raz pierwszy dane nam było położyć się na upalnych piaskach plaż i zaznać kąpieli w słonej, choć niezbyt zachęcającej temperaturą wodzie Atlantyku. na zboczach klifów białe domki opierają się porywistym, płn-zach. wiatrom, nad miastem góruje Fortaleza, jednak największą zaletą miasteczka jest zachowana w pełni rybacka tradycja -- nie ma tu zbyt wielu turystów, co akurat wyszło osadzie na dobre..

późnym popołudniem dojeżdżamy do Obidos i jest to pierwsze miasteczko w tym kraju, którym rzeczywiście jestem zauroczony. wizytówką grodu są mury miejskie (po których można, a nawet należy się przejść dookoła) i górujący nad okolicą zamek. Obidos to stare średniowieczne miasteczko z wąskimi brukowanymi uliczkami, białymi domkami ozdabianymi żółtymi i niebieskimi podmurówkami, które zachowało autentyczność, gdyż nie ma tu żadnych nowych obiektów, a liczne sklepy z pamiątkami i kawiarnie usytuowano w historycznych obiektach. miejsce co prawda żyje z turystyki, jednak swoją urokliwość zawdzięcza także normalnie toczącemu się tu życiu: dzieciaki biegają po stromych uliczkach, ktoś przesadza zawieszone wysoko pod okiennicami kwiaty, starsze panie siedzą na ławce kontemplując wydarzenia ciepłego popołudnia. to miejsce prawdziwe -- pierwsze, gdzie panujący klimat i moje wewnętrzne odczucia pozostają w zgodzie z relacjami zawartymi w przewodnikach turystycznych. sama historia osady nie jest wyjątkowo szczególna -- była ona okupowana przez Maurów, a potem przeszła w ręce chrześcijan. Castelo w obecnej formie to zasługa niezmordowanego budowniczego zamków, króla Dionizego I. leniwie popijając kawę poznajemy właściciela kafejki. koleś tu się urodził, tu spędza całe życie i twierdzi, że tu będzie jego grób. równolegle ze sprawami świata jest na bieżąco i spokojnie potwierdza dobrą grę Polaków w niedawnym meczu, ale wie, że Portugalczycy także awansują do EURO 2008. po zapadnięciu zmroku naświetlamy uliczki chcąc zapisać na zdjęciach choć trochę atmosfery tego miejsca. wówczas, po raz kolejny pozytywnie zaskoczeni, wdajemy się w rozmowę z lokalnym mieszkańcem Obidos -- gościu nad wyraz otwarty i przyjazny zaprasza do swojego domu, a później przez pół godziny objaśnia WSZYSTKIE warte odwiedzenia miejsca w Portugalii. pasjonat podróży i miłośnik średniowiecznego piękna i spokoju -- właśnie dlatego tu mieszka i z chęcią daje wskazówki potwierdzające opinię niezwykle pozytywnie zakręconej nacji..

bogaty w wydarzenia dzień kończymy w Fatimie, do której przybywamy ok 22.30. kończy się właśnie cowieczorna procesja światła, choć nawet bez niej nie da się pomylić tego miejsca z żadnym innym. to tutaj, w 'portugalskiej Częstochowie' trójka młodych pasterzy była świadkiem kilkukrotnego objawienia się Matki Boskiej, po raz pierwszy 13. maja 1917 r. odtąd miasto odwiedza nawet 2 mln pielgrzymów rocznie. miasta nie da się z niczym pomylić, gdyż wszystko podporządkowane jest tu Kultowi Maryjnemu. w centrum potężne sanktuarium i ogromny plac przewyższający rozmiarem nawet ten watykański. ŻADNEJ knajpki, tysiące sklepików, w których dumnie prężą się poukładane wg wzrostu Maryjki. humorystycznie ukazane przez Cejrowskiego w jednym z odcinków 'Boso przez świat' miejsce jest jednak wypełnione wiarą -- i widać to na każdym kroku. palone w osobistych intencjach ogromne świece, pochody przemierzających plac na kolanach wierzących, śpiewy, modlitwy i skupienie. wzięliśmy udział we mszy w j. portugalskim, ale z kazania za wiele nie wyniosłem. aby najbliżsi także mieli coś z naszej wycieczki, nasze mamy i babcię wyposażamy w święcone wody i metalowe statuetki Maryjek :) stronimy od kiczu, choć nie jest to proste w tym miejscu: wszystko się mieni, mruga, gra i pulsuje. kolory tęczy nad głowami świętych stawiają w mojej głowie pytania, czy aby przypadkiem chcieliby oni być po wieki wieków prezentowani w takiej kiczowatej otoczce..

około południa dnia następnego meldujemy się w Batalhi -- i jesteśmy oszołomieni potęgą i pięknem stojącego tu opactwa Mosteiro de Santa Maria da Vitoria. katedra Najświętszej Marii Panny została wzniesiona w latach 1388-1533 jako podziękowanie Bogu za zwycięstwo Portugalczyków w bitwie nad Kastylijczykami (Batalha oznacza po prostu 'bitwa'). furta i zewnętrzne mury charakteryzują niezwykle bogate zdobienia przedstawiające średniowieczny światopogląd i postrzeganie świata oraz Boga. wnętrze zachowało surowy gotycki charakter, a przenikające przez kolorowe witraże słońce oświetla wnętrze, nadając mu iście bajkowego wyglądu (co widać w fotoblogu). ciekawą częścią opactwa jest Capelas Imperfeitas (Niedokończona Kaplica) -- pozbawione dachu ośmiokątne bogato zdobione mury. kaplic z niewiadomych przyczyn nigdy nie nie ukończono, jednak manuelińskie zdobienia robią na mnie ogromne wrażenie. pod rzeźbione motywy można włożyć palec, całość jest rzeźbiona z każdej strony, co tłumaczy, dlaczego budynek powstawał tak długo. ogrom pracy widać w każdym zakątku tego miejsca, gdzie kamień, jak sznur, wije się i przeplata. wychodząc z katedry czujemy spiekotę dnia -- jest środek września, jednak w tej szerokości geograficznej wciąż trwa upalne lato. żar leje się nieubłaganie, dlatego kilka następnych godzin spędzamy w przyjemnie klimatyzowanej Toyocie kierując się trasą IC3 do Coimbry..