Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

16

paź
2007

Portugalia cz. 2. -- kraniec świata

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 11.10

z Lizbony udajemy się na zachód. wzdłuż wybrzeża, aż do kurortu Cascais biegnie tyleż widokowa, co zatłoczona droga N6. równolegle leci szybka autostrada (przejazd 2E), którą podróż do oddalonej o 25km Sintry trwa kilkanaście minut. Sintra to jedno z wielu portugalskich miasteczek, które zostało wyróżnione przez świat i znajduje się na liście światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO. samo miasteczko oferuje kilka ładnie utrzymanych, wąskich uliczek, jednak wystarczy pojechać kilka kilometrów dalej, aby odnaleźć miejsca zniewalające -- w niewielkiej odległości od siebie stoją tutaj trzy zamki; każdy w innym stylu i z innej epoki.. tereny to górzyste, tak więc alternatywą dla kilkugodzinnej wspinaczki po pagórkach masywu Sintra jest szybki podjazd samochodem albo lokalnym autobusem, co też uczyniliśmy..

zdecydowaliśmy się na obejrzenie pałacu Pena (Palácio da Pena) -- zajmującego najwyższe partie Serra de Sintra zamku, podobno jednego z symboli Portugalii. ten dziwaczny wytwór rodem z bajek został wzniesiony w latach 40-ych XIX w. na miejscu XV-wiecznego klasztoru Hieronimitów. kolorowe kopuły, zdobione balustrady, rozległe tarasy i widok na całą okolicę to główne atrakcje tego miejsca. po wejściu do środka zauważamy zdecydowany przerost formy nad treścią -- to podróż w czasie do poprzedniego stulecia, gdyż wnętrza pałacu pozostawiono w takim stanie, w jakim opuściła je królewska rodzina. wokół zamku jakiś dziwak zbudował rozległe ogrody, w których umieścił niezliczone gatunki orientalnych roślin, nietypowych zwierząt, a także baseny, mostki, fontanny i inne cuda. tak nam się spodobało, że aż się tam pogubiliśmy, przypominając sobie historię polskich turystów na Krecie, którzy zagubieni w wąwozie zmarli z braku wody.. w opisie to kilka wierszy, ale po ogrodach chodziliśmy pół dnia, a można pewnie i dłużej.. mając w pamięci przestudiowany przewodnik, omijamy Zamek Maurów -- na takie miejsca poświęcimy kilka dni we wschodniej części kraju..

a później, od północy, wzdłuż wybrzeży Atlantyku kierujemy się do Cascais drogą N247. zachodnie wybrzeże Europy to dość szczególne miejsce -- klimat jest tu w 100% zależny od oceanu, mimo mocnego słońca jest stosunkowo zimno, a to za sprawą mocnego i stałego wiatru. wzdłuż poszarpanych klifów nie ma zbyt wiele roślinności, a jedyne niskopienne chwasty mają dziwny brunatno-brązowy odcień. mniej więcej w połowie 30 km odcinka zjeżdżam w kierunku wioski Azoia, która jest ostatnią europejską mieściną. za nią już tylko kilkukilometrowa górzysta przestrzeń i dojeżdżamy do Przylądku Roca (Cabo da Roca), który to punkt o współrzędnych geograficznych: 38°46'N, 9°30' jest najdalej na zachód wysuniętym skrawkiem kontynentalnej Europy. dla mnie -- idealistycznego podróżnika, ma to wymiar szczególny. dotarcie do tych samotnych klifów przypomina o osiągnięciu pewnej granicy, sprzyja uzmysłowieniu sobie potęgi natury, jest punktem, z którego można już tylko zawracać. znajduje się tu tablica, a na niej słowa Luísa de Camoesa: Aqui.. Onde a terra se acaba e o mar começa.. (tu, gdzie kończy się ląd, a morze rozpoczyna..) jest też oznaczenie współrzędnych geograficznych oraz tekst: Ponta mais ocidental do continente Europeu, żeby nie było złudzeń, w którym miejscu się znajdujemy. to tutaj właśnie zaskoczona Agata przyjęła pierścionek, a pozytywnego płaczu było co nie miara..

jadąc dalej na południe mijamy plażę Guincho (Praia do Guincho) -- długą piaskową przestrzeń pośród poszarpanych skalnych klifów, która z uwagi na silne wiatry przez lata urosła do rangi królowej wietrznych plaż i stała się rajem dla surferów. świetnie rozwinięte drogi rowerowe sprzyjają turystyce, tak więc miejsce tętni życiem. po drodze formacje skalne opadają, a to pozwala nam zrobić kilka fajnych ujęć. W Cascais jemy pierwszy morski posiłek tych wakacji, a na plaży odnajduję napis: 'Tarnowskie Góry z Górnikiem', czyli nasi już tu byli.. samo miejsce to typowa portugalska miejscowość wakacyjna, a że my z założenia takie miejsca omijamy, to następnego ranka, po noclegu u przypadkowej kobiety i śródziemnomorskim śniadaniu, wyruszamy dalej. tym razem na północ, w kierunku Obidos i Fatimy. tego kierunku będziemy się trzymać przez kilka najbliższych dni..