Tomasz Ankudowicz -- tomxx.net 3.0 fotoblog | podróże | trekearth | info | [home]
kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
królewska strategia
14.02.2004; 14.37
pewnego razu w Indiach, a było to w VI. wieku naszej ery, znudzeni brakiem wojen strategowie królewscy ustawili w kwadratowym polu kilka figur, powolnym ich przesuwaniem czas odtąd mitrężąc. po kilkuwiekowych perypetiach, w co w międzyczasie wtrącili się Persowie i Arabowie, gra 'czatrang' dotarła do Europy. Bolek Krzywousty zainstalował tę multiplayerową (dokładnie dwu) gierę na polskim dworze, gdzie, podobnie jak w całej Europie zrobiła wielką furorę.
w szachach najczęściej białym zdarza się rozpoczynać, po czym scenariusz dnia może się rozegrać wg trzech możliwości: mogą wygrać białe (bo rozpoczynają), mogą wygrać czarne (bo 'tym złym' zawsze łatwiej), może też paść remis (bo grający pragną w uśmiechu uścisnąć sobie prawice)
sama gra to skomplikowane stadium, w którym strategia (nie mieszając w to przypadku) zwykle decyduje o naprzemiennych stanach euforii i depresji grających. plansza 8 na 8 (nie mylić z 6 na 9) daje bowiem szereg możliwości...można na ten przykład pionka wprzód o jedno lub nawet dwa pola sobie przesunąć, można konikiem ponad innymi wyskoczyć, lub też wieżą na koniec planszy podjechać. masa możliwości, mnóstwo zabawy. zdarzają się jednak niekiedy sytuacje konfliktowe, które szybko uwidaczniają stopień pofałdowania kory mózgowej, czyniąc zabawę wręcz dramatyczną. zdarzają się i tacy, co to niby ruchy znają, jednak całość jakoś nie bardzo jest się im w stanie pod kopułą pomieścić. spotkać można również i takich zapaleńców, których to szachy nudzą, a z grającymi starają się w miarę możliwości nie zadawać, bo to ponoć ludzie nudni, całkowicie pozbawieni hardcore'u.

szachy mają tą zaletę, iż czasem, dla podkreślenia swoich własnych umiejętności w tym przedsięwzięciu można starszemu o jakieś półwiecze sąsiadowi pokazać, kto na osiedlu rządzi, z drugiej jednak strony, można zostać pogonionym przez małolata, co to z dziadkiem w domu ćwiczył...nie wiadomo dlaczego, najlepiej wymiatają nasi bracia ze wschodu, do których to zwykle należy pas mistrzowski. z braku alternatyw zdarza się czasem niektórym zagrać z mega-procesorami, co to miliony kombinacji na sekundę wykonują. człowiek tyle nie potrafi, jednak z czysto emocjonalnego zadęcia siedzi sobie twardo, od czasu do czasu nogą bełtając i nie wiadomo jakim cudem, wciąż nad maszyną góruje.

na zakończenie: powyższe linijki to efekt ograniczonego słownika moich emocji, po tym jak twardogłowy, zarozumiały chłystek, wyposażony we wszelkie rasowe i kulturowe uprzedzenia nędzy umysłowej zasadził mi mata w 7 posunięciach...wrrrr
kategoria: zapiski                           link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: o kibicowaniu słów kilka..
27.02.2007; 17.09
liga angielska jest jedną z najsilniejszych i najbardziej medialnych na świecie. jeśli 15 tys. kibiców na meczu Górnika można nazwać zaangażowaniem, to to co tutaj wyprawia się każdego weekendu to istny fanatyzm. na meczu Premiership jeszcze nie byłem, natomiast każdego tygodnia staram się wybrać na jakiś mecz do pubu. pub jest odzwierciedleniem stadionu, drugim domem, miejscem spotkań kibiców, którymi tutaj, w Wielkiej Brytanii jest prawie każdy..

Anglia od wielu lat słynęła z bezwzględności i brutalności ruchu kibicowskiego. to tu rozwinęły się grupy chuligańskie -- tzw. footbal firms, które pod szyldem danego klubu terroryzowały kraj przy okazji (lub bez okazji) meczu swojej drużyny. Chelsea miała swój firm Headhunters, West Ham United miał Inter City Firm, fanatycy Millwall skupiali się w ramach grupy Bushwhackers. dochodziło do walk, napadów, strumieniami lała się krew, ulice londynu przestały być bezpieczne, walki na stadionach były codziennością. pomysł poszedł w świat, a późniejsze zaangażowanie fanów holenderskich czy polskich jest tego następstwem..

kres tych wydarzeń nastał w roku 1985. wówczas, 29 maja na stadionie Heysel w Brukseli rozgrywano finałowy mecz rozgrywek dzisiejszej Ligi Mistrzów, w którym brytyjski Liverpool grał z włoskim Juventusem. zamieszki, które wybuchły przed spotkaniem pochłonęły życie 39 włoskich fanów, a kluby angielskie zostały na 5 lat wykluczone z rozgrywek międzynarodowych. do boju wkroczyła premier Wielkiej Brytanii -- Margaret Thatcher, która stosując drastyczne metody postanowiła zrobić porządek z chuliganami na Wyspach. zaostrzono kary, zarówno ograniczenia wolności, jak i finansowe, wprowadzono monitoring oraz zakazy stadionowe. kluby były zmuszone do poprawy infrastruktury stadionowej, fanów angielskich nie wpuszczano na mecze swojej drużyny w całej Europie.. 20 lat później w Wielkiej Brytanii pojawiłem się ja..

dzisiejsza piłka nożna w Anglii to także religia. zmienił się natomiast sposób kibicowania. na meczach jest spokojnie, chuligani zostali zmarginalizowani, zaczęto myśleć pozytywnie. pub podczas meczu jest podzielony -- kibice wspólnie oglądają widowisko, większość ubrana jest w barwy swojego zespołu. nikogo na ulicy nie dziwi kibic w koszulce Liverpoolu, szaliku Manchesteru, czy czapeczce Chelsea. kibice nauczyli się egzystować we wspólnocie, co u nas jest jeszcze nie do pomyślenia. w knajpach strumieniami leje się piwo, znajomi z pracy, czy sąsiedzi wybierają się na mecz ubrani w barwy przeciwnych drużyn. w pubach na dywanie siedzą ich dziewczyny, faceci drą mordy do telewizora aby choć trochę pomóc swojemu zespołowi. jest atmosfera.. nadal są śpiewy, nawet obrażające przeciwne drużyny, ale nie jest to powód, aby w ruch poszły pięści. w ostatnią niedzielę byłem w lokalnym pubie na meczu Arseanlu z Chelsea. w pewnym momencie pobili się sami piłkarze, co na usta kibiców przywołało uśmiech, a nie objawy agresji.. po meczu Brighton Albion z Millwall policja poprowadziła 1000 osobową grupę kibiców gości przez środek fanów miejscowej drużyny. były śpiewy, były wrzaski, nie było natomiast agresji:
No one likes us, No one likes us
No one likes us, We don't care
We are Millwall
Super Millwall
We are Millwall from The Den
z niemożliwej do zmiany subkultury kibica brytyjskiego pozostały tylko słowa piosenki, pozostała pamięć po kilkudziesięciu latach terroru. w Polsce sytuacja także ulegnie zmianie. i to już wkrótce. tak jak w Niemczech, Francji czy Hiszpanii. kibice zmnądrzeją. piszę te słowa na kilka dni przed inauguracją kolejnej rundy naszej piłkarskiej ekstraklasy. 1500 km nie jest już problemem i punktualnie o 14.00 w niedzielę będę stał wspólnie z innymi, wymachiwał szalikiem i krzyczał, aż stracę głos..
To My -- chłopcy z Górnika,
zna nas cała liga,
za Górnik, za nasz KS,
pójdziemy aż po życia kres!


i tak to mniej więcej wygląda..
kategoria: pasje                           link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 415.