Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

14

lut
2004

królewska strategia

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Gliwice, 14.37

pewnego razu w Indiach, a było to w VI. wieku naszej ery, znudzeni brakiem wojen strategowie królewscy ustawili w kwadratowym polu kilka figur, powolnym ich przesuwaniem czas odtąd mitrężąc. po kilkuwiekowych perypetiach, w co w międzyczasie wtrącili się Persowie i Arabowie, gra 'czatrang' dotarła do Europy. Bolek Krzywousty zainstalował tę multiplayerową (dokładnie dwu) gierę na polskim dworze, gdzie, podobnie jak w całej Europie zrobiła wielką furorę.

w szachach najczęściej białym zdarza się rozpoczynać, po czym scenariusz dnia może się rozegrać wg trzech możliwości: mogą wygrać białe (bo rozpoczynają), mogą wygrać czarne (bo 'tym złym' zawsze łatwiej), może też paść remis (bo grający pragną w uśmiechu uścisnąć sobie prawice)
sama gra to skomplikowane stadium, w którym strategia (nie mieszając w to przypadku) zwykle decyduje o naprzemiennych stanach euforii i depresji grających. plansza 8 na 8 (nie mylić z 6 na 9) daje bowiem szereg możliwości...można na ten przykład pionka wprzód o jedno lub nawet dwa pola sobie przesunąć, można konikiem ponad innymi wyskoczyć, lub też wieżą na koniec planszy podjechać. masa możliwości, mnóstwo zabawy. zdarzają się jednak niekiedy sytuacje konfliktowe, które szybko uwidaczniają stopień pofałdowania kory mózgowej, czyniąc zabawę wręcz dramatyczną. zdarzają się i tacy, co to niby ruchy znają, jednak całość jakoś nie bardzo jest się im w stanie pod kopułą pomieścić. spotkać można również i takich zapaleńców, których to szachy nudzą, a z grającymi starają się w miarę możliwości nie zadawać, bo to ponoć ludzie nudni, całkowicie pozbawieni hardcore'u.

szachy mają tą zaletę, iż czasem, dla podkreślenia swoich własnych umiejętności w tym przedsięwzięciu można starszemu o jakieś półwiecze sąsiadowi pokazać, kto na osiedlu rządzi, z drugiej jednak strony, można zostać pogonionym przez małolata, co to z dziadkiem w domu ćwiczył...nie wiadomo dlaczego, najlepiej wymiatają nasi bracia ze wschodu, do których to zwykle należy pas mistrzowski. z braku alternatyw zdarza się czasem niektórym zagrać z mega-procesorami, co to miliony kombinacji na sekundę wykonują. człowiek tyle nie potrafi, jednak z czysto emocjonalnego zadęcia siedzi sobie twardo, od czasu do czasu nogą bełtając i nie wiadomo jakim cudem, wciąż nad maszyną góruje.

na zakończenie: powyższe linijki to efekt ograniczonego słownika moich emocji, po tym jak twardogłowy, zarozumiały chłystek, wyposażony we wszelkie rasowe i kulturowe uprzedzenia nędzy umysłowej zasadził mi mata w 7 posunięciach...wrrrr