Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

19

lip
2007

z cyklu: życie na obczyźnie..

kategoria: humor, link bezpośredni

Brighton, 23.25

idę z Willem -- kolegą z NCsoftu z działu QA..
- where do you come from? - pytam wychodząc z firmy.
- Man.. I was born here, in Brighton. ya see that building, ovrthere? - pokazuje palcem na budynek na przeciwległym wzgórzu.
- yeap - odpowiadam.
- that's hospital, I was born there -- mówi z zadowoleniem.
- and me.. I was born right there -- pokazuję palcem w kierunku południowo-wschodnim.
- yyyyy, whaeyt? - nie załapał. swoją drogą uwielbiam to brytyjskie przeciągane 'what?'.
- yeah! right there. 998 miles from Brighton..
- ehyhyhy..
- ehehehe..

*****

wracam ze sklepu, a tu na trawniku przed moim oknem pospolite ruszenie. jakieś 50 osób giba się na różne strony, dookoła cisza, nic nie słychać. podchodzę bliżej -- oni tańczą.. WTF? -- taka pierwsza myśl. po chwili zrozumiałem, że to anonimowe spotkanie, tzw. Flash mob (jakich coraz więcej organizuje się przez internet), gdzie przypadkowi ludzie umawiają się na .. daną czynność, przychodzą, wykonują ją i idą swoją drogą. tym razem było to tańczenie boso na trawie w centrum Brighton, koniecznie w słuchawkach, do przyniesionej przez siebie muzyki.. chwilę się pokiwali (niektórzy poważni, inni weseli, jeszcze inni rozmarzeni), po czym się rozeszli i impreza się skończyła..