kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
ni hao z rana..
25.06.2007; 17.35
Ni hao Jie -- wypowiadam w języku mandaryńskim witając się rano w firmie. dzien dobri Tomash słyszę w odpowiedzi. multikulturowość jest fajna, ale czym dłużej mam kontakt z innymi kulturami, tym więcej poważnych różnic dostrzegam..
Jie trafiła do NCsoftu jakiś miesiąc po mnie. biegle mówi po francusku, angielsku i w kilku dialektach języka chińskiego, potrafi porozumieć się także po koreańsku. dosyć dobrze się dogadujemy, może dlatego, że trafiliśmy na pewną zwartą społeczność i poniekąd, jako nowym, najprościej było nam się porozumieć. rozmowa idzie dobrze przy dyskusji o pogodzie, jeśli jednak poruszamy poważniejsze tematy, w moją chińską koleżankę wstępuje nowa siła. siła potężna, która za wszelką cenę chce mi przekazać, że to ONI, nie MY, mają rację. formułuje w ten sposób pewien podział między kulturą jej mocarstwa, a zachodnio-europejskim kapitalizmem. podczas pobytu we Francji nasłuchała się podobno negatywnych newsów o jej kraju, stąd jej wzrost patriotyzmu. największe zgrzyty towarzyszą naszym rozmowom o polityce: Jie jest gorącą zwolenniczką komunistycznych rzadów i w ogóle nie dociera do niej fakt, że Li Peng nakazał rozjechać czołgami tysiąc młodych ludzi, co na placu koczowali. wychowana w typowej chińskiej kulturze wyznaje filozofię Maoizmu i jest zdania, że w tak dużym kraju i przy tak zróżnicowanej społeczności, nie można zastosować niczego lepszego niż ich chińska odmiana markizmo-leninizmu. a nawet gdyby można było, to i tak tego robić nie należy, zgodnie ze słowami Hu Jintao, aktualnego prezydenta Chin i sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin. różnice dotyczą jednak wszystkich płaszczyzn życia: Jie ma na przykład chłopaka Francuza -- chłopaka, który rzucił dla niej swoją pracę, swój kraj i przyjechał do UK. ona jednak nie bardzo chce go przyjąć, gdyż wg. obowiązującej kultury, Chinka powinna mieć męża Chińczyka. a już na pewno nie może z nim mieszkać przed ślubem. to wola jej rodziców, ale wola, którą ona musi, i chce, uszanować..
ja też mam jej do powiedzenia conieco o naszym pięknym kraju. zawsze uważałem się za patriotę, więc generalnie nie krytykuję. raczej relacjonuję, co niestety przy obecnych rządach i napiętej sytuacji w Europie raczej z obiektywizmem nie ma wiele wspólnego. do tego mnogość partii, lewe strony, prawe, lepsi, gorsi, bardziej religijni, mniej, wysypujący zborze, zbierający na pielęgniarki -- dla chińskiego konserwatywnego umysłu wydaje się to być zbyt dużą abstrakcją. jednak jak wielkie nie byłyby różnice między nami, pogadać i ponarzekać można zawsze. właściwie to chyba o to chodzi..
kiedyś wspomniałem jej, że pewnego dnia odwiedzę Chiny. bo ciekawa kultura, Plac Tiananmen, Wielki Mur i takie tam inne. a ona na to, że właściwie to ona nie wie, po co ja chcę przyjeżdżać. place są wszędzie, Chińczycy też już prawie wszędzie, a Wielki Mur w większości został naprawiony, wyczyszczony i otynkowany. i że przypomina nowoczesną białą ścianę, jakich pełno wszędzie. nie ma co oglądać jednym słowem..
Jie trafiła do NCsoftu jakiś miesiąc po mnie. biegle mówi po francusku, angielsku i w kilku dialektach języka chińskiego, potrafi porozumieć się także po koreańsku. dosyć dobrze się dogadujemy, może dlatego, że trafiliśmy na pewną zwartą społeczność i poniekąd, jako nowym, najprościej było nam się porozumieć. rozmowa idzie dobrze przy dyskusji o pogodzie, jeśli jednak poruszamy poważniejsze tematy, w moją chińską koleżankę wstępuje nowa siła. siła potężna, która za wszelką cenę chce mi przekazać, że to ONI, nie MY, mają rację. formułuje w ten sposób pewien podział między kulturą jej mocarstwa, a zachodnio-europejskim kapitalizmem. podczas pobytu we Francji nasłuchała się podobno negatywnych newsów o jej kraju, stąd jej wzrost patriotyzmu. największe zgrzyty towarzyszą naszym rozmowom o polityce: Jie jest gorącą zwolenniczką komunistycznych rzadów i w ogóle nie dociera do niej fakt, że Li Peng nakazał rozjechać czołgami tysiąc młodych ludzi, co na placu koczowali. wychowana w typowej chińskiej kulturze wyznaje filozofię Maoizmu i jest zdania, że w tak dużym kraju i przy tak zróżnicowanej społeczności, nie można zastosować niczego lepszego niż ich chińska odmiana markizmo-leninizmu. a nawet gdyby można było, to i tak tego robić nie należy, zgodnie ze słowami Hu Jintao, aktualnego prezydenta Chin i sekretarza generalnego Komunistycznej Partii Chin. różnice dotyczą jednak wszystkich płaszczyzn życia: Jie ma na przykład chłopaka Francuza -- chłopaka, który rzucił dla niej swoją pracę, swój kraj i przyjechał do UK. ona jednak nie bardzo chce go przyjąć, gdyż wg. obowiązującej kultury, Chinka powinna mieć męża Chińczyka. a już na pewno nie może z nim mieszkać przed ślubem. to wola jej rodziców, ale wola, którą ona musi, i chce, uszanować..
ja też mam jej do powiedzenia conieco o naszym pięknym kraju. zawsze uważałem się za patriotę, więc generalnie nie krytykuję. raczej relacjonuję, co niestety przy obecnych rządach i napiętej sytuacji w Europie raczej z obiektywizmem nie ma wiele wspólnego. do tego mnogość partii, lewe strony, prawe, lepsi, gorsi, bardziej religijni, mniej, wysypujący zborze, zbierający na pielęgniarki -- dla chińskiego konserwatywnego umysłu wydaje się to być zbyt dużą abstrakcją. jednak jak wielkie nie byłyby różnice między nami, pogadać i ponarzekać można zawsze. właściwie to chyba o to chodzi..
kiedyś wspomniałem jej, że pewnego dnia odwiedzę Chiny. bo ciekawa kultura, Plac Tiananmen, Wielki Mur i takie tam inne. a ona na to, że właściwie to ona nie wie, po co ja chcę przyjeżdżać. place są wszędzie, Chińczycy też już prawie wszędzie, a Wielki Mur w większości został naprawiony, wyczyszczony i otynkowany. i że przypomina nowoczesną białą ścianę, jakich pełno wszędzie. nie ma co oglądać jednym słowem..
kategoria: przemyślenia link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: pierwszy brajtonowy photo crawling..
11.02.2008; 15.51
wiosna w Anglii! słonko świeci i piękne kolory budzących się do życia kwiatów.. będąc mądrzejszym niż w roku poprzednim ubieram się ciepło, choć w sobotni poranek ujrzeliśmy z Agatą dzieciaka rozebranego do połowy! zupełnie bez niczego -- w pierwszej połowie lutego.. no ale do rzeczy: w sobotę rozpoczęliśmy nowy projekt, zwany pełzaniem z aparatami. photo crawling jest już niezwykle popularny na całym świecie, głównie z powodu faktu, że .. zawsze się udaje. grupa zapaleńców szlaja się po danym obszarze, a poprzez różnospojrzeniowe pomysły na tematy ujęć nakręcają się wszyscy. generalnie chodzi o to, aby iść w danym kierunku, obserwować, śmiać się i pstrykać.. pod koniec dnia zbiera się z tego dość ciekawa i co najważniejsze, zróżnicowana galeria. coś podobnego zrobiliśmy w Lizbonie z bractwem z portalu Trekearth.com, tym razem postanowiliśmy rozkręcić trochę ludzi z naszej firmy. z Agatą było nas tylko czworo, ale to dopiero początek projektu. Marek założył osobnego bloga: http://photocrawl.blogspot.com/, gdzie z jednego wyjścia mamy zamiar umieszczać po 10 najlepszych zdjęć danej osoby. mam nadzieję, że sprawa się pomyślnie rozwinie, bo wkrótce mamy zamiar przekonać kilka innych osób z NCsoftu i okolic.. po drodze spotkaliśmy inną grupę fotografów -- oni z kolei skupiają się wokół portalu www.ephotozine.com. trochę porozmawialiśmy doceniając atrakcje fotograficzne Brajtonowa.. kilka ujęć z crawlingu dostępnych jest już w lutowym fotoblogu.
kategoria: pasje link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 415.