Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

18

cze
2007

stopem przez Sussex

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 15.54

wczorajszy wypad pognał mnie aż na koniec East Sussex, do samej granicy z hrabstwem Kent. w planach miałem kierunek dokładnie odwrotny: chciałem obejść, a raczej objechać całą Isle of Wight przy Portsmouth. kupiłem już nawet mapę, ale sobota była deszczowa, więc został tylko jeden dzień..

za 14 funtów kupiłem bilet na pociąg w dwie strony na trasie Brighton -- Rye. Rye (czyt. 'raj') to niewielke malownicze miasteczko o historycznym znaczeniu i charakterze. pięknie odnowione zachowało charakter osady z XI (!!) wieku, żyje głównie z turystów nadciągających zarówno lądem (przez Rye przechodzi stary szlak wytyczony jeszcze przez Rzymian), jak i morzem. Rye leżało kiedyś nad samym kanałem, obecnie wody cofnęły się o ok 3km i zamek (znany pod nazwą Ypres tower), który przed wiekami strzegł południowego brzegu Sussex (a później Normanów, których do zdobycia południowych ziemi Wielkiej Brytanii poprowadził Wilhelm Zdobywca), obecnie strzeże .. rozciągających się aż po horyzont pól. główne zabytki miasteczka skupione są przy Marmaid street -- wykładanej grubym kamieniem wąskiej uliczce, ponoć z 1066 roku; należą do nich głównie puby, które w większości odrestaurowano na wzór swoich pierwowzorów z przeszłości. do Rye planuję wrócić pod koniec lipca tego roku, kiedy odbędzie się tam festyn Oblężenia Rye (The Siege of Rye) -- inscenizacja średniowiecznego oblężenia zamku, turnieje rycerskie, zawody łuczników i inne tego typu ciekawe zabawy..

drugim punktem programu był oddalony o 20 km od Rye zamek w Bodiam. postanowiłem, że po raz pierwszy w UK pokonam tę trasę .. autostopem -- częściowo poszukując wrażeń, częściowo nie mając innego wyjścia, gdyż nie kursuje tam ani pociąg ani autobus. wychodząc z Rye drogą numer A268 na północ po ok 2 minutach machania zdobywam pierwszy samochód. miłe małżeństwo w starszym wieku podwozi mnie pod sam zamek, znacznie nadkładając drogi, gdyż sami mieszkają w zupełnie innym kierunku. cały problem, a może właśnie przyjemność (cóż, na pewno wyzwanie) w podróżowaniu na stopa leży w konieczności wywarcia miłego wrażenia na swoim kierowcy. pisał już o tym Kerouac w On the road, a później Kinga Choszcz w Prowadził nas los -- pierwsze kilka minut (a może sekund?) należy poświęcić na uspokojenie i upewnienie kierowcy, że nie zrobił błędu zapraszając do własnej bryki obcego autostopowicza. umiejętność zjednania sobie ludzi podczas krótkiej rozmowy decyduje o atmosferze jazdy, a czasem może zapewnić dodatkowe bonusy, jak w moim przypadku..

zamek w Bodiam można zaliczyć do kwintesencji zamkowości: cały otoczony fosą, z wieżą na każdym z boków, otoczony wysokim murem.. nic dziwnego, że w głosowaniu dzieci na najpiękniejszy brytyjski zamek zwyciężył właśnie ten. podobnie jak inne zamki na południu Anglii, także ten powstał w średniowieczu w celu obrony przed najazdami hord rozwydrzonych Francuzów. oprócz kupy kamieni warto zwrócić uwagę na most (przed setkami lat były to 3 zwodzone mosty) prowadzacy ponad fosą oraz na .. ryby w owej fosie pływające: wyglądało mi to to na karpie, ale tak strasznie spasione, że czegoś podobnego w mojej długiej karierze wędkarskiej nie złowiłem nigdy). przed zamkiem spotkałem kolesia z Nikonem D200 na statywie i takim samym jak mój obiektywie. no i się zaczęła dyskusja o fotografii, miejscach wartych opstrykania, trikach i sposobach łapania ostrości. co ciekawe, gość mieszka w Burgess Hill, a sklep, w którym kupiłem akcesoria fotograficzne należy do jego przyjaciela.. opstrykałem jeszcze zamek z małego wzgórza z winnym gronem i ruszyłem w drogę powrotną, w stronę Hastings.

tym razem przeszedłem ok 4km do skrzyżowania drogi z Bodiam z Junction Rd, która leci bezpośrednio na południe kończąc się nad samym wybrzeżem w Hastings. tutaj zeszło mi na machanie dobre pół godziny -- w końcu zatrzymał się gościu i podwiózł mnie do samego dworca kolejowego. od razu wiedziałem, że jest wporzo -- na przednim siedzeniu miał plecak i trekkowe buty. okazało się, że zajmuje się wspinaczką, Polskę zna tylko z tatrzańskich szczytów, a jego ulubionym miejscem wspinaczkowym jest czeski Liberec. rozmawialiśmy o sytuacji gospodarczej naszych krajów, o roli Polaków w rozwoju UK, o podróżach, mentalności i jeździe na stopa. W Hastings ruiny zamku były już zamknięte więc z kubkiem mocnej kawy wpakowałem się do pociągu w powrotną podróż planując już miejsca na kolejne, znacznie dalsze wypady! fotki z wyjazdu w lipcowym fotoblogu.