Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

01

kwi
2007

on the road..

kategoria: zapiski, link bezpośredni

Brighton, 10.55

tej książki szukałem latami.. jeśli jest bowiem jakakolwiek pozycja podróżnicza, która ukazuje przemierzanie zachodu Stanów Zjednoczonych w tak niekonwencjonalny sposób, która jest głosem ówczesnych młodych ludzi, ich reprezantacją, ucieczką od codziennych problemów, to na pewno jest to 'on the road' Jacka Kerouaca. książka kultowa, osadzona w realiach powojennych, swoista realizacja Amerykańskiego Snu o Wolności, wiesz, Route 66, Kalifornia i te klimaty.. nie czytałem tego przed moją wyprawą na Zachód, bo moje poszukiwania tej pozycji były, delikatnie mówiąc, nieudolne i nieskuteczne. tutaj w Anglii zauważyłem natomiast występowanie narodowego fioła na punkcie książek używanych. sobotnia wyprzedaż książek na chodnikach bocznych uliczek, dziesiątki antykwariatów z półkami na zewnątrz, markety książkowe na plaży -- wszędzie drukowany papier, choć osobiście wątpię, aby Angole byli tak zaczytanym narodem. przeszukując liczne tytuły zawsze pytałem o 'w drodze', bo przeżywam ostatnio drugą młodość zgłębiania literatury podróżniczej. pechowo nikt tej książki nigdy nie miał.. aż do wczoraj, gdy gościu z zaprzyjaźnionego antyriatu wyciągnął rękę robiąc pół kroku w prawo i naturalnym ruchem podał mi poszukiwany tytuł za darmowe wręcz 2.95. wyobrażam sobie, że wyglądałem przekomicznie: w zasadzie pytanie to było tak częste, że wcale nie spodziewałem się sukcesu, a tu koleś robi coś najnormalniejszego na świecie, jakby każdego dnia podawał komuś 'on the road', wiedząc gdzie dokładnie leży, jak wygląda i co znajduje się na 135 stronie. dokładnie jakby sam kiedyś przemierzył rozgrzane słońcem bezdroża Dzikiego Zachodu.. zabieram się więc za lekturę -- oryginał zobowiązuje.

***

wrzuciłem nowe klimaty na fotoblog -- jeszcze większość z cyfrówki, ale już udaje mi się pstrykać więcej ludzkich twarzy. w końcu może zrealizuje podział: ludzie i momenty na 'fotoblogu', miejsca w 'podróżach'. z lustrem biegam każdego dnia, to potężna maszyna, do której dopiero JA muszę się dostosować i przyzwyczaić, bo to zupełnie inny świat niż w standardowym cyfrzaku. wczoraj uciekł mi fantastyczny moment -- modelowy wręcz klimat na zajebistą fotkę: wieczorna plaża, czerwona kula słońca nad samym horyzontem, ekipa z amatorską kamerą filmową na solidnym statywie kręci film; reszta ekipy (występująca w roli aktorów) tańczy przed zachodzącym słońcem, jakaś laska z lampką szampana, jakiś koleś za nimi gra na gitarze. kręcili sobie film, a ja miałem przy sobie aparat -- taki moment zwany idealnym. niestety spieszyłem się strasznie, bo mało co już było widać, a zostawiłem 4 kilometry dalej na plaży małą część mojego obiektywu :) wiedziałem gdzie wchodziłem na plażę, wiedziałem gdzie z niej schodziłem i jakimś cudem, po 10 krokach wśród kamieni ową część odnalazłem..

***

a w piątek stuknęły nam z Agatą 2 latka -- 731 dni razem -- dzięki za wszystko Misiaku :*