Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

27

lut
2007

o kibicowaniu słów kilka..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Brighton, 17.09

liga angielska jest jedną z najsilniejszych i najbardziej medialnych na świecie. jeśli 15 tys. kibiców na meczu Górnika można nazwać zaangażowaniem, to to co tutaj wyprawia się każdego weekendu to istny fanatyzm. na meczu Premiership jeszcze nie byłem, natomiast każdego tygodnia staram się wybrać na jakiś mecz do pubu. pub jest odzwierciedleniem stadionu, drugim domem, miejscem spotkań kibiców, którymi tutaj, w Wielkiej Brytanii jest prawie każdy..

Anglia od wielu lat słynęła z bezwzględności i brutalności ruchu kibicowskiego. to tu rozwinęły się grupy chuligańskie -- tzw. footbal firms, które pod szyldem danego klubu terroryzowały kraj przy okazji (lub bez okazji) meczu swojej drużyny. Chelsea miała swój firm Headhunters, West Ham United miał Inter City Firm, fanatycy Millwall skupiali się w ramach grupy Bushwhackers. dochodziło do walk, napadów, strumieniami lała się krew, ulice londynu przestały być bezpieczne, walki na stadionach były codziennością. pomysł poszedł w świat, a późniejsze zaangażowanie fanów holenderskich czy polskich jest tego następstwem..

kres tych wydarzeń nastał w roku 1985. wówczas, 29 maja na stadionie Heysel w Brukseli rozgrywano finałowy mecz rozgrywek dzisiejszej Ligi Mistrzów, w którym brytyjski Liverpool grał z włoskim Juventusem. zamieszki, które wybuchły przed spotkaniem pochłonęły życie 39 włoskich fanów, a kluby angielskie zostały na 5 lat wykluczone z rozgrywek międzynarodowych. do boju wkroczyła premier Wielkiej Brytanii -- Margaret Thatcher, która stosując drastyczne metody postanowiła zrobić porządek z chuliganami na Wyspach. zaostrzono kary, zarówno ograniczenia wolności, jak i finansowe, wprowadzono monitoring oraz zakazy stadionowe. kluby były zmuszone do poprawy infrastruktury stadionowej, fanów angielskich nie wpuszczano na mecze swojej drużyny w całej Europie.. 20 lat później w Wielkiej Brytanii pojawiłem się ja..

dzisiejsza piłka nożna w Anglii to także religia. zmienił się natomiast sposób kibicowania. na meczach jest spokojnie, chuligani zostali zmarginalizowani, zaczęto myśleć pozytywnie. pub podczas meczu jest podzielony -- kibice wspólnie oglądają widowisko, większość ubrana jest w barwy swojego zespołu. nikogo na ulicy nie dziwi kibic w koszulce Liverpoolu, szaliku Manchesteru, czy czapeczce Chelsea. kibice nauczyli się egzystować we wspólnocie, co u nas jest jeszcze nie do pomyślenia. w knajpach strumieniami leje się piwo, znajomi z pracy, czy sąsiedzi wybierają się na mecz ubrani w barwy przeciwnych drużyn. w pubach na dywanie siedzą ich dziewczyny, faceci drą mordy do telewizora aby choć trochę pomóc swojemu zespołowi. jest atmosfera.. nadal są śpiewy, nawet obrażające przeciwne drużyny, ale nie jest to powód, aby w ruch poszły pięści. w ostatnią niedzielę byłem w lokalnym pubie na meczu Arseanlu z Chelsea. w pewnym momencie pobili się sami piłkarze, co na usta kibiców przywołało uśmiech, a nie objawy agresji.. po meczu Brighton Albion z Millwall policja poprowadziła 1000 osobową grupę kibiców gości przez środek fanów miejscowej drużyny. były śpiewy, były wrzaski, nie było natomiast agresji:

No one likes us, No one likes us
No one likes us, We don't care
We are Millwall
Super Millwall
We are Millwall from The Den
z niemożliwej do zmiany subkultury kibica brytyjskiego pozostały tylko słowa piosenki, pozostała pamięć po kilkudziesięciu latach terroru. w Polsce sytuacja także ulegnie zmianie. i to już wkrótce. tak jak w Niemczech, Francji czy Hiszpanii. kibice zmnądrzeją. piszę te słowa na kilka dni przed inauguracją kolejnej rundy naszej piłkarskiej ekstraklasy. 1500 km nie jest już problemem i punktualnie o 14.00 w niedzielę będę stał wspólnie z innymi, wymachiwał szalikiem i krzyczał, aż stracę głos..
To My -- chłopcy z Górnika,
zna nas cała liga,
za Górnik, za nasz KS,
pójdziemy aż po życia kres!


i tak to mniej więcej wygląda..