Tomasz Ankudowicz -- tomxx.net 3.0 fotoblog | podróże | trekearth | info | [home]
kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
o kibicowaniu słów kilka..
27.02.2007; 17.09
liga angielska jest jedną z najsilniejszych i najbardziej medialnych na świecie. jeśli 15 tys. kibiców na meczu Górnika można nazwać zaangażowaniem, to to co tutaj wyprawia się każdego weekendu to istny fanatyzm. na meczu Premiership jeszcze nie byłem, natomiast każdego tygodnia staram się wybrać na jakiś mecz do pubu. pub jest odzwierciedleniem stadionu, drugim domem, miejscem spotkań kibiców, którymi tutaj, w Wielkiej Brytanii jest prawie każdy..

Anglia od wielu lat słynęła z bezwzględności i brutalności ruchu kibicowskiego. to tu rozwinęły się grupy chuligańskie -- tzw. footbal firms, które pod szyldem danego klubu terroryzowały kraj przy okazji (lub bez okazji) meczu swojej drużyny. Chelsea miała swój firm Headhunters, West Ham United miał Inter City Firm, fanatycy Millwall skupiali się w ramach grupy Bushwhackers. dochodziło do walk, napadów, strumieniami lała się krew, ulice londynu przestały być bezpieczne, walki na stadionach były codziennością. pomysł poszedł w świat, a późniejsze zaangażowanie fanów holenderskich czy polskich jest tego następstwem..

kres tych wydarzeń nastał w roku 1985. wówczas, 29 maja na stadionie Heysel w Brukseli rozgrywano finałowy mecz rozgrywek dzisiejszej Ligi Mistrzów, w którym brytyjski Liverpool grał z włoskim Juventusem. zamieszki, które wybuchły przed spotkaniem pochłonęły życie 39 włoskich fanów, a kluby angielskie zostały na 5 lat wykluczone z rozgrywek międzynarodowych. do boju wkroczyła premier Wielkiej Brytanii -- Margaret Thatcher, która stosując drastyczne metody postanowiła zrobić porządek z chuliganami na Wyspach. zaostrzono kary, zarówno ograniczenia wolności, jak i finansowe, wprowadzono monitoring oraz zakazy stadionowe. kluby były zmuszone do poprawy infrastruktury stadionowej, fanów angielskich nie wpuszczano na mecze swojej drużyny w całej Europie.. 20 lat później w Wielkiej Brytanii pojawiłem się ja..

dzisiejsza piłka nożna w Anglii to także religia. zmienił się natomiast sposób kibicowania. na meczach jest spokojnie, chuligani zostali zmarginalizowani, zaczęto myśleć pozytywnie. pub podczas meczu jest podzielony -- kibice wspólnie oglądają widowisko, większość ubrana jest w barwy swojego zespołu. nikogo na ulicy nie dziwi kibic w koszulce Liverpoolu, szaliku Manchesteru, czy czapeczce Chelsea. kibice nauczyli się egzystować we wspólnocie, co u nas jest jeszcze nie do pomyślenia. w knajpach strumieniami leje się piwo, znajomi z pracy, czy sąsiedzi wybierają się na mecz ubrani w barwy przeciwnych drużyn. w pubach na dywanie siedzą ich dziewczyny, faceci drą mordy do telewizora aby choć trochę pomóc swojemu zespołowi. jest atmosfera.. nadal są śpiewy, nawet obrażające przeciwne drużyny, ale nie jest to powód, aby w ruch poszły pięści. w ostatnią niedzielę byłem w lokalnym pubie na meczu Arseanlu z Chelsea. w pewnym momencie pobili się sami piłkarze, co na usta kibiców przywołało uśmiech, a nie objawy agresji.. po meczu Brighton Albion z Millwall policja poprowadziła 1000 osobową grupę kibiców gości przez środek fanów miejscowej drużyny. były śpiewy, były wrzaski, nie było natomiast agresji:
No one likes us, No one likes us
No one likes us, We don't care
We are Millwall
Super Millwall
We are Millwall from The Den
z niemożliwej do zmiany subkultury kibica brytyjskiego pozostały tylko słowa piosenki, pozostała pamięć po kilkudziesięciu latach terroru. w Polsce sytuacja także ulegnie zmianie. i to już wkrótce. tak jak w Niemczech, Francji czy Hiszpanii. kibice zmnądrzeją. piszę te słowa na kilka dni przed inauguracją kolejnej rundy naszej piłkarskiej ekstraklasy. 1500 km nie jest już problemem i punktualnie o 14.00 w niedzielę będę stał wspólnie z innymi, wymachiwał szalikiem i krzyczał, aż stracę głos..
To My -- chłopcy z Górnika,
zna nas cała liga,
za Górnik, za nasz KS,
pójdziemy aż po życia kres!


i tak to mniej więcej wygląda..
kategoria: pasje                           link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: sprawy..
07.05.2007; 21.09
przerwa techniczna nastąpiła na stronie.. a w rzeczywistości wydarzenie goni wydarzenie..

po raz pierwszy w życiu byłem bezdomny. nie polecam nikomu bezdomności za granicą -- chyba, że ma się znajomych, którzy poświęcą kawałek dywanu i pomogą na kilka nocy. w pracy zamieszanie -- zaczęliśmy prace nad piewszym dodatkiem do Guild Wars: Eye of The North, do 31. sierpnia, kiedy ma nastąpić premiera będzie raczej ciężko.. na giełdzie sukcesy: dzięki decyzji o Euro 2012 i kilku innym układom gospodarczym zrobiłem na akcjach Mostostalu Zabrze ponad 85% stopę zwrotu. i to w ok miesiąc. teraz pakuję w budowlankę całą szerokość portfela brokerskiego i spokojnie czekam na rozwój wypadków.. sprzęt fotograficzny już prawie skompletowany: na Nikona dostałem od mojej drugiej połowy torbę, sam zapodałem baterię i solidny statyw Manfrotto. brakuje tylko filtra polaryzującego, który jest mocno wskazany przy błękicie nieba portugalskiego. a Górnik przegrywa wszystko, jak leci, a naczelną zasadą naszych obrońców jest puszczenie 3 bramek w meczu. tak fatalnej wiosny nie pamiętam i cała nadzieja w Allianzie, że odmieni nasz smutny od lat los..

ostatnie 9 dni to odwiedziny Agaty -- spanie, jedzenie, wypady, fotografia, filmy, rozmowy, znowu spanie. czasem praca i zakupy. Anglia wypadła korzystnie, choć, jak zawsze na początku, panujące tu zwyczaje musiały budzić emocje. ostatni weekend spędziliśmy u Any w Londynie -- dwa dni szlajania się po tym zdecydowanie-za-bardzo-rozpieprzonym mieście podsumowało jej wizytę u mnie. fajnie było, choć najlepsze oczywiście było zasypianie i wspólne budzenie się.. ja lecę do Polski już w piątek, więc dłonie w górę, kto znajdzie chwilę na wspólne piwo. zostaję do 20. maja, ale czasu za dużo nie będzie, bo 19. ślub Łukiego i Hani, a wcześniej wieczór kawalerski Pana Młodego w Pradze..

a teraz siedzę w pustym pokoju i patrzę na białe ściany. nie powiesiłem żadnych zdjęć, nie oznaczyłem tego miejsca. jedyne, co w miarę przypomina mój dom to sterta książek -- kilka o programowaniu, kilka fotograficznych, a reszta o podróżach po dalekich lądach. fajna praca, świetna okolica, ale czasu brak, by to wszystko ogarnąć, by opisać, udokumentować. choć obiecuję poprawę. zacznę od przebudowania fotobloga mojej strony, częściowo dlatego, że ilość fotografii rośnie lawinowo i chcąc się tym wszystkim cieszyć za kilkanaście lat muszę już teraz pomyśleć nad innymi zasadami.. no to miłej wiosny.
kategoria: zapiski                           link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 415.