Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

20

lut
2007

lewes

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 14.24

Lewes to historyczne miasteczko we wschodnim Sussex, leży nad rzeką Ouse, jakieś 10 mil na północny wschód od Brighton. podróż piętrowym autobusem trwa ok pół godziny, dojechać tam można liniami 28, 28a lub 29 za 2 funty w jedną stronę -- ja wybrałem 29, co nie było rozwiązaniem ani lepszym, ani gorszym. choć, gdy się tak powazniej zastanowić, to trafił się wporzo kierowca, z którym można było chwilę pogadać, jechał pewnie i wcale nie zwalniał tam gdzie teoretycznie powinien.. znalazłem się tam więc 17. lutego bez jakiegoś większego planu, bez ustalonego harmonogramu dnia.

na moście przy głównej ulicy na wprost browaru Harvey stali kolesie o zmęczonych twarzach i tradycyjnie czekali, aż dzień przyniesie jakąś okazję albo niespodziankę. dwóch odważniejszych wystukiwało coś na bębenku, jakaś dziewczyna w berecie próbowała śpiewać. pod tym względem uliczni artyści nie róznią się za bardzo od tych w innych krajach. było też kilku meneli ubranych w to, co znaleźli lub w to co ukradli. choć to nie było najważniejsze. najważniejszym był fakt, że przez miasto przemawiała historia..

nazwa Lewes wywodzi się z anglosaksońskiego słowa 'hlew', co oznacza wzgórze. rzeczywiście miasteczko położone jest na wzgórzu i jak głosi wieść stugębna, wywodzi się z czasów, gdy spokojna wówczas wieś leżała na dnie doliny, a kamienne kościółki na pagórkach czuwały nad jej pomyślnością. w roku 1264 miała tu miejsce jedna z ważniejszych bitew tamtych lat -- już wtedy nad miastem górował potężny zamek, a badania dowodzą, że niektóre z dzisiejszych kościołów także już istniały. dzisiejsze Towarzystwo Archeologiczne ma masę roboty.

ja skupiłem się na chodzeniu wąskimi brukowanymi uliczkami i podziwianiu starych domków. zrobiłem kilka fotek starego miejskiego zegaru i udałem się w stronę zamku i przyzamkowego muzeum. budynek był wypełniony wszelakimi pamiątkami, bilety sprzedawała młoda, niezbyt urodziwa dziewczyna. zapytała, czy jestem studentem, oczywiście odpowiedziałem, że jestem. sprzedała mi bilet ulgowy za 4.2 i zaprosiła na show, strasznie sie przy tym denerwujac. gdy zapytałem o jaki show chodzi, to wyjaśniła, że świetlny (light show), ale ze kilka świateł nie dziala.. była poważna i wyglądała na głęboko wierzącą w swoją misję i wpływ historii tego miejsca na losy świata.. muzeum przedstawiało kilkutysięczne losy ludzkości tych ziem, począwszy od ery kamienia, poprzez wynalazki ery brązu, żelaza i rewolucji przemysłowej. wykopaliska celtyckie przedstawiały pierwsze bronie, narzędzia i inne takie pierdoły, które zwykle przewijają się w tego typu miejscach..

sam zamek to dość dobrze utrzymana budowla, ciepły wiatr na baszcie miło zapowiadał pierwsze oznaki wiosny. widok był fajny, z jednej strony na część południową w stronę morza, z drugiej na wzgórze i pozostałą część miasteczka. baszta wypełniona jest licznymi rysunkami, militarnym ekwipunkiem średniowiecznym i licznymi strojami, które można nawet przymierzać. nie próbowałem wciskać się w te suknie, bo nie lubię koronek.. na dziedzińcu znajduje się rosyjskie działo z 1800-któregoś roku. nie pasuje do tego miejsca i nie wiadomo jakim cudem się tu znalazło. tzn wiadomo, bo była tabliczka, ale nie doczytałem, bo mi się sikać chciało..

najważniejszym, chyba, duchem Lewes są liczne kościoły. jest ich sporo, jak na takie małe miasteczko.. a wśród nich przykościelne cmentarzyki. przystanąłem na jakiś czas i poświęciłem kilka chwil na odczytanie dat z nagrobków. 1795, 1828, 1919, 2001. nie było to smutne miejsce, choć bardzo nostalgiczne. krzyże pokryte kilkudziesięcioletnim zółtawym mchem, kamienne tablice najczęściej poprzechylane, tak jakby uciekający czas chciał podkreślić rolę pamięci w naszym życiu. w moich fotkach z tego miejsca wykorzystalem sepię, to pomaga w stworzeniu atmosfery, sztucznie dodaje lat, skłania do refleksji. ale to nie było smutne -- nagrobki czasem 10 (!) metrów od domów prawdopodobnie są dla miejscowych zbyt neutralne, zbyt normalne. zresztą jest to jedyny sposób na to, by sens życia nie podciął nam nóg, jak w 'Time', kultowej piosence Pink Floydów..

And you run and you run to catch up with the sun, but it's sinking
And racing around to come up behind you again
The sun is the same in a relative way, but you're older
Shorter of breath and one day closer to death
w każdym razie warto czasem zastanowić się nad czasem.. wszystkie te pagórki, rzeki, kamienie.. ten zamek, kościoły, wykopane z ziemi narzędzia. tyle już przeżyły, tylu wydarzeń były świadkami i będą znacznie dłużej, gdy mnie już tu nie będzie, odporne na zmiany pór roku i pogodę..