Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

22

lis
2006

porządki, pakowanie, przemyślenia..

kategoria: przemyślenia, link bezpośredni

Gliwice, 00.30

ten tydzień spędziłem na pożegnaniach. najpierw pożegnałem się z pamiątkami dzieciństwa, które od kilkunastu lat zalegały na dnach wszystkich możliwych szuflad w moim pokoju. do kosza poleciały więc książki, plakaty i karty. przez lata wynoszone z pubów i dyskotek kufle, popielniczki, ulotki i plakietki. wystane, czesto na mrozie autografy piłkarzy, pamiątkowe zeszyty piłkarskie i zdjęcia kibiców. dziesiątki pierwszych, przegrywanych na dwukasetowcach taśm zespołów mojej młodości, poleciały nawet oryginalne albumy Kultu i T.Love'u, o co nigdy wcześniej bym siebie nie posądził. swój żywot zakończyło kilkanaście luźnych części komputerowych (wśród których atrakcją była 8MB kość pamięci SIMM i pamiętająca pierwsze PC-ty karta grafiki S3 Virge) oraz komputer, który nie umiał udowodnić swojej przydatności w XXI wieku. poleciała ogromna większość notatek ze studiów, jedynie przydatne w całej tej rozleglej edukacji okazały się materiały z j. niemieckiego, który to postanawiam sobie odświeżyć. poleciała w końcu spora część moich ubrań, myślę sobie, że niemała część jakiejś zapadłej afrykańskiej wioski znalazłaby w tym coś dla siebie na niejedną burzę piaskową.. pożegnałem się także z prowadzoną od 6 lat siecią komputerową SportNet. heh, dużo radości z tego miałem, choć nie raz przyszło mi skakać na mrozie naprawiając kable. przez 6 długich lat byłem królem internetu na mojej dzielnicy..

pożegnałem się także z przyjaciółmi. z różnych przyczyn nie było wszystkich, ale ci co byli jak zwykle dali radę. ostatnie dwa lata to masa nowych znajomości, głównie związanych z Wydawnictwem. nauczyłem się, że nie można być lubianym przez wszystkich. i nie należy, a wręcz nie wolno próbować tego zmieniać i starać się zbyt mocno. zrozumiałem także co mnie wkurza u ludzi.. nie wytrzymuję, gdy ktoś powtarza to, co już raz powiedział, mimo że już za pierwszym razem przyznało mu się rację. zdarzają się tacy, co to po raz trzeci coś powtarzają, ale ilu ich jest to nie wiem, bo po drugim razie przestaję ich słuchać. marudom mówimy stanowcze nie.

w ogóle to odnalazłem w historii mojej strony notkę sprzed roku i 9 miesięcy, w której pisałem:

wzruszam się czasami rozglądając się po swoim pokoju. spędziłem w tej małej klitce prawie każdą noc swojego życia. uczucia pewności nie zabijają sporadyczne przemeblowania, ściany pamiętają wszystko co ważne z ostatniego ćwierćwiecza. kiedyś były na nich ślady po starych plakatach, zrywanych i zawieszanych w miarę jak dojrzewały i zmieniały się moje pasje: piłkarze, gwiazdy rocka, znów piłkarze, a z czasem piękne, opalone dziewczyny. ślady te odmierzały mijające lata równie precyzyjnie jak wzrost znaczony ołówkiem na szafie. z czasem zabrakło i szafy i plakatów. pozostały głęboko w pamięci.

wtedy byłem bliski wyjazdu, teraz wyjazd realizuję..

i jeszcze słowo o najnowszych przemyśleniach. przenoszę się dla dwóch spraw: dla przygody i dla rozwoju. przygody, bo inna rzeczywistość odmieni moje postrzeganie świata, a europejskie zarobki przybliżą mnie do moich wymarzonych podróży. mam zamiar być wszędzie. i dla rozwoju, bo zacznę śnić po angielsku, poznam nowych ludzi, więcej czasu poświęcę fotografii i programowaniu, no i, co chyba najważniejsze, wreszcie się usamodzielnię. wyczytałem, że w zmianach pracy liczą się trendy i częstotliwość. mówi się, że istnieją dwa poważne błędy, jakie może popełnić młody człowiek zaczynający karierę -- zbyt częste zmienianie pracy oraz nie zmienianie pracy wystarczająco często. mówiąc o pracy i rozwoju, zawsze przypomina mi się pewna zamierzchła anegdota filmowa:

kiedyś Jan Himelsbach dostał propozycję roli w zachodnim filmie, ale po namyśle ją odrzucił. wyjaśniając powiedział: ja się nauczę angielskiego, a oni jeszcze gotowi odwołać produkcję. i co wtedy? zostanę jak ten chuj z tym angielskim!