Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

29

wrz
2006

Italia cz. III -- Mediolan za dnia

kategoria: podróże, link bezpośredni

Gliwice, 15.39

poranek jak zwykle słoneczny. szybko zebraliśmy się obiecując sobie poranną toaletę w McDonaldzie. śniadania tam sobie nie obiecywaliśmy, w końcu mieliśmy ze sobą jeszcze trochę polskiej zdrowej żywności. po szybkim płukanku, po którym jakiś zniesmaczony pan w pośpiechu opuścił restauracyjną toaletę, zasiedliśmy na głównym placu miasta. wspaniała jest, mówię Wam, taka poranna godzina w słońcu z kawą w ręku, spędzona tylko i wyłącznie na obserwowaniu turystów na Piazza del Duomo. o tak, poranna mocna kawa zdołała unormować naszą sytuację wewnętrzną. wszystko zepsuł jakiś Senegalczyk, który to z okrzykami: 'piece for whole world' i 'i love you' obwiązał nam ręce kolorowymi nitkami. ponoć na szczęście. i chyba szczęście nam przyniosły, bo wróciliśmy do domu cali i zdrowi, a to zawiązane coś noszę do dzisiaj. oczywiście nie był taki friendly z czystej przyjaźni, odważnie przypomniał nam kilka razy o 'donation', które w końcu dostał. jednak nie na tyle duże, by wyglądał na w pełni uradowanego..

Mediolan za dnia jest innym miastem. przede wszystkim jest bardzo zatłoczony. po drugie, głośny, chaotyczny i niezdarny, począwszy od sprzedawców różnych różności, przez czarnoskórych handlarzy i wszechobecnych, wychowanych na drugim końcu globusa japońskich turystów, po zawsze głodne gołębie. jest miastem -- pomnikiem, jednak miastem, w którym osobom nieprzyzwyczajonym mieszkałoby się ciężko.

zwiedzamy katedrę Duomo -- piękna na zewnątrz, okazuje się bardzo surowa w środku. ale wspaniała, majestatyczna. zimne ściany zdobione są jedynie cyklicznymi wystawami malarstwa, interesującymi obeliskami i szacownymi mumiami dawno minionych istnień. zwiedzamy kryptę, gdzie pochowano zasłużonych, głównie związanych z kościołem biskupów. po wyjściu przechadzamy się znanymi na całym świecie ulicami, m.in. Via Monte Napoleone. mijamy kościół Św. Ambrożego (La Basilica di Sant?Ambrogio) -- Św. Ambroży uznawany jest za patrona Mediolanu, a sami mieszkańcy miasta nazywają siebie Ambrosiani. dzień jego imienin (7 grudnia) świętuje się, rozpoczynając sezon operowy w La Scali i urządzając wokół kościoła wielki jarmark. szczątki św. Ambrożego spoczywają w tym kościele, choć po dawnej świątyni, w której najsłynniejszy nawrócony poganin, święty Augustyn, usłyszał po raz pierwszy jego kazanie, nie pozostał dziś ślad.. wstępujemy do butiku Ferrari, gdzie można dotknąć bolidu Formuły 1, pewnie Michaela Schumachera, choć pewny nie jestem. chwilę spokoju osiągamy w klasztornym refektarzu kościoła Santa Maria delle Grazie, który kryje słynną Ostatnią Wieczerzę Leonarda da Vinci. obrazu nie widzieliśmy, bo kolejną porcję turystów wpuszczano za kilka godzin, a my .. szliśmy na mecz! udajemy się jeszcze na drugi koniec centrum, aby obejrzeć Dworzec Główny (Statione Centrale) -- budowlę znaną z jednostronnego wjazdu pociągów na stację..

metrem przemieszczamy się w pobliże stadionu, gdzie lustrujemy sytuację. dzisiejszego wieczoru odbywa się tu Trofeo Tim, coś na wzór naszego Superpucharu, gdzie najlepsze drużyny z poprzedniego sezonu walczą w meczach każdy z każdym po 45 minut. dla mnie bomba! za jednym zamachem oglądam jeden z najsłynniejszych stadionów świata oraz 3 światowe drużyny: AC Milan, Inter i Juventus Turyn. i to za jedyne 10E. co ciekawe, przy kupnie biletu poproszono nas o ID, tak że na bilecie widniało ręcznie wypisane moje nazwisko.. podczas imprezy stadion zapełniony w 1/3, przyszło ok 25 tys. fanów: po jednej stronie czarno-niebiescy fani Interu, po drugiej czerwono-czarni tiffosi Milanu, na środku, ok 5 tysięczna grupa fanów z Turynu. dopytałem się szybko jak kształtują się relacje między obiema grupami z Mediolanu. o dziwo nie ma między nimi agresji. koleś z fan-clubu Interu opowiadał, że na meczach między sobą wyzwiska ograniczają się do zwykłego 'fuck you', natomiast pięści przygotowywane są na znienawidzonych kibiców Juve. i widać to na turnieju, wyzwiska sypią się gęsto; choć zrozumiałem tylko 'Juve Merda', to po zachowaniu kibiców można było wnioskować, że lubią się jak my z Ruchem Chorzów. doping robi ogromne wrażenie, a przecież trybuna najzagorzalszych fanów Milanu nie była wypełniona nawet w połowie. to dla mnie, kibica Górnika doświadczenie kluczowe: doping tysięcy gardeł wspierany przez niezależne, kilkuosobowe grupy bębniarzy, nieznane mi wcześniej melodie kibicowskich przyśpiewek i bogate oflagowanie. to zdecydowanie światowa czołówka kibicowania.

po kolejnej nocy udajemy się w kierunku Wenecji. olewamy Weronę, bo podobno Julia wcale nie była z nią związana, nie zajeżdżamy też do Padwy. na przyweneckim parkingu meldujemy się w południe..