Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

06

maj
2006

cudowne dzieciństwo komputerów 8-bitowych..

kategoria: pasje, link bezpośredni

Gliwice, 12.17

pokolenie urodzone na przełomie lat 70. i 80. miało do czynienia z zupełnie nowym zjawiskiem. z nową formą rozrywki, która rozwijana od wielu lat wreszcie trafiła do mieszkań zwykłych ludzi. pojawiły się pierwsze ogólnodostepne komputery domowe.. przełom jaki nastąpił porównywany jest do największych rewolucji przemysłowych XX. wieku i był zdecydowanie większym wydarzeniem niż zaprezentowane w kolejnych latach telefony komórkowe, GPRS-y czy inne uciechy nowowczesnego człowieka. pojawiła się maszyna, którą wyposażono w 8-bitowy procesor taktowany zegarem 1Mhz. bieg historii, a zwłaszcza dzisiejsze osiągi w konstrukcjach mikroprocesorów narzuca wręcz delikatny uśmieszek na naszych już prawie 30-letnich twarzach: czymże jest 1Mhz dzisiaj? potężniejsze są nasze kuchenki mikrofalowe i inteligentne budziki. a ten jeden, jedyny megaherc w powiązaniu z układem graficznym pozwalającym osiągnąć rozdzielczość 320x200 pikseli oraz z chipem dźwiękowym SID (po latach magazyn Byte umieścił ten układ w dwudziestce najważniejszych wynalazków w historii komputeryzacji) dawał nam tyle radości, że do szczęścia nie potrzebowaliśmy już niczego..

zaczęło się od legendarnego Spectruma, którego (model ZX-80) miał u nas Hryniu. wkrótce na rynek wypuszczono fenomenalne Atari 800XL -- komputer, który podłączony do telewizora zapewniał pierwsze nieprzespane noce w naszych życiach. takie hity jak: Boulder Dash, River Raid czy Ninja obudziły w nas pasje z którymi nieprzerwanie walczymy do dziś. Atarynką dysponował Łuki, a proces 'wgrywania gry' do dzisiaj omawiamy podczas nostalgicznych spotkań przy piwie. otóż nośnikami gier były przegrywane na dwukasetowcach (gdzie się tylko dało) kasety magnetofonowe, a magnetofony podczas wczytywania gry podatne były na minimalne wręcz poziomy niestabilności, drgań czy nawet hałasu. gry ładowały się więc 45 minut (czyli tyle ile miała cała strona kasety magnetofonowej), a nigdy nie można było być pewnym 'wgrania'. pamiętam jak siadaliśmy w zaciemnionym i cichym pokoju i oczekiwaliśmy w nerwowości na grę. prawdę mówiąc, rzadko cokolwiek nam się wgrywało: byliśmy bandą rozwrzeszczanych bachorów, a wiadomo, że przy bandzie ciężko o spokój, a do tego ciszę. zaraz ktoś zaczął się kręcić, ktoś śmiać, a po nim ryczeli wszyscy. później wprowadziliśmy pewne rodzaje wróżb, a komu nie wyszło i gra się nie wczytała -- dostawał łomot od wszystkich. same gry były dla nas tym, czym dzisiaj są podróże: odkrywaniem nieznanego dotąd świata: niewyobrażalne emocje towarzyszyły kolejnym 'etapom' gry zręcznościowej, kolejnej rozwiązanej zagadce, kolejnym unicestwionym wrogu.. to były cudowne lata, gdy komputery może niewiele jeszcze potrafiły, a zabawa zależna była od .. 16KB (!!) pamięci, ale ... no właśnie, jaka piękna była to zabawa..

w roku 1991 niespodziewanie na gwiazdę podwórka wyrosłem ja. i to wcale nie z powodu osobistych zalet, a w związku z pierwszym w naszym małym świecie komputerem Commodore 64 ze stacją dyskietek (5 i 1/4 cala). teraz to u mnie przesiadywały tłumy, to mój telewizor podpięty do komodorka pracował przez 10 godz na dobę. po erze prymitywnych gierek przyszedł czas na te lepsze: startegiczne. godzinami walczyliśmy z przeważającym liczebnie wrogiem, a w szkole, na lekcjach zaczytywaliśmy na śmierć pierwsze numery Bajtka i Top Secret, rysowaliśmy mapy i opracowywaliśmy strategie. co jakiś czas słychać było gromkie: 'wieeem!', po czym biegliśmy testować nowe rozwiązanie. 5 poruszających się pikseli miało, wierzcie mi, kolosalne znaczenie, bo to w naszych głowach dubudowywaliśmy sobie ideologie -- ten świat nas ukształcił, ten świat był więcej warty niż dzisiejsze Radeony z gigabajtami pamięci. bo to był inny świat. po pewnym czasie umieliśmy nawet zmieniać kod, aby nasz bohater był nieśmiertelny. to było fajowe, bo ciągle miało się trzy życia. nie to co teraz..

sielankę 8-bitowców przerwała Amiga (hiszp. przyjaciółka). stworzony przez firmę Commodore komputer (najpopularniejsze były wersje: 500 i 1200) do dziś stanowi swoistą legendę, a przez wielu traktowany jest jako komputer wszechczasów. na Amisi można już było naprawdę sporo: gry charakteryzowały się ogromnymi możliwościami, rozdzielczość ekranu było o wiele wyższa, a dźwięk cudowny. to na Amidze powstawały hity, do nieprzytomności ogrywane po dziś dzień: The Manager, The Settlers, Dune, Cannon Fodder, Civilization i wiele, wiele innych. mimo, że oficjalnie zakazane, ale wciąż dostępne były sklepy, gdzie za 20 tys. zł przegrywano najnowsze, nigdy legalne gry. chodziło się z dyskietkami i można było mieć wszystko. coś jak dzisiaj z internetem, jednak wówczas bardziej klimatycznie, bardziej kulturowo. bo Amiga była swoistą kulturą: układaliśmy anty-pecetowe piosenki, tworzyliśmy chwalące Amisię grafiki, powstawały pierwsze Sceny, gdzie przechwalaliśmy się naszymi zdolnościami programowania..

czymże spowodowana jest moja dzisiejsza retrospekcja? otóż dobrzy ludzie stworzyli emulatory, na których można odpalić właściwie każdą grę z tamtych lat, można przywrócić niekiedy już zapomniane relikty tamtej epoki. okazuje się, że tysiące ludzi wciąż wspierają rozwój tego typu oprogramowania a niektóre fan-cluby urządzają rozgrywki w danych grach, oczywiście na starych oryginalnych maszynach. tak oto trafiłem na stronę fanów gry Kick Off2 (jedna z najdłużej przeze mnie katowanych gier piłkarskich), którzy co rok organizują mistrzostwa świata w tej wspaniałej grze. ostatnie mistrzostwa odbyły się w Kolonii w Niemczech, a na następne, po odpowiednim treningu, być może się wybiorę..