Tomasz Ankudowicz -- tomxx.net 3.0 fotoblog | podróże | trekearth | info | [home]
kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
nasze wesele w 4 minuty..
16.06.2010; 16:15
kategoria: pasje                           link bezpośredni
Górnik znowu w ekstraklasie..
04.06.2010; 21:15
mecz z Wartą Poznań miał być spacerkiem, a zwycięstwo.. ba, nawet remis, dawały Górnikowi przepustkę do ekstraklasy. niestety ambitni goście wygrali na Roosevelta 3-2 i feta musiała być odłożona o kilka dni. awans wywalczyliśmy po zwycięstwie na wyjeździe nad Dolcanem kilka dni później..

poniżej fotki z jedynego meczu w tym sezonie na którym mogłem być osobiście. niesamowity klimat, ostateczne odliczanie, głośny doping i powrót wrażeń, które kiedyś miałem co tydzień..





















kategoria: pasje                           link bezpośredni
TMbuilder..
30.04.2010; 00:02
co jakiś czas zdarza mi się popełnić jakąś użyteczną aplikację. chodzi głównie o programy/makra/skrypty, które piszę na użytek mojego działu w firmie i z wiadomych względów nie wrzucam ich do użytku publicznego. czasem jednak zdarza mi się napisać coś bardziej uniwersalnego -- tak oto powstał program TMbuilder, czyli niewielka aplikacja, która w najbardziej wygodny i najprostszy z możliwych sposobów tworzy pliki TM (Translation Memory, Pamięć Tłumaczeniowa). bazy tłumaczeń TM prawie wszystkich aplikacji CAT składają się z odpowiednich par wierszy wejściowych (źródło tłumaczenia) i wyjściowych (przetłumaczony tekst) tworząc odpowiednie segmenty tekstu. zadaniem TMbuildera jest tworzenie właśnie takich par na podstawie luźnego tekstu, aby możliwe było zaimportowanie ich do odpowiedniej aplikacji CAT.

program można pobrać ze strony domowej projektu: http://ankudowicz.com/tmbuilder/ -- aplikacja jest darmowa, waży ok 300KB.



podstawowe cechy:

TMbuilder został napisany w Microsoft Visual Studio, tak więc do uruchomienia programu konieczne jest posiadanie bibliotek .NET Framework 3.5. program akceptuje dwa rodzaje plików wejściowych: pliki CSV (separatorem jest tu tabulator) i pliki MS Excela (dwie kolumny). plikami wyjściowymi może być format Translator Workbench (plik txt akceptowany przez SDL Trados) lub uniwersalny plik tmx (Translation Memory eXchange, oparty na schemacie xml) [tak, dziwnym zbiegiem okoliczności jest to również mój nick], akceptowalny przez wszystkie inne aplikacje CAT. TMbuilder oferuje ponadto obsługę wszystkich standardowych pól omawianego formatu oraz kilka innych użytecznych funkcji, jak obsługa odpowiedniego kodowania plików (standardem formatu tmx jest Unicode), łączenie wielu plików wejściowych w jeden wyjściowy czy usuwanie podwójnych cudzysłowów, które tworzą się automatycznie podczas zapisywania pliku tekstowego w Excelu. dobra, nie będę tu tego opisywał dokładnie, wszystko zawarte jest w Pomocy, z tym, że po angielsku. poniżej copy and paste z myślą o karierze międzynarodowej:

TMbuilder 1.0 -- main features:

:: Accepts two input formats: tab-delimited text files and MS Excel spreadsheets
:: Creates output files in two file formats: Translator’s Workbench 7.x/8.x (TXT) and the Translation Memory eXchange (TMX)
:: Works on multiple input files and offers a merging feature - there might be just one import file
:: Allows the user to specify standard TM fields, like: source and target ISO flags, segment descriptions and author name
:: Removes additional quotes often created by MS Excel when saving the file to the Text form
:: Works with standard encodings: Unicode and UTF-8
:: Rapid file creation: milliseconds for .txt and seconds for .xls input files
:: Application is free for non-commercial use and can be distributed as a standalone executable program

TMbuilder was created to save both my and everybody else’s time that could be wasted using Trados’ WinAlign or any other commercially available alignment programs which usually don't offer an acceptable merging quality. One of my Localization projects pushed me to build up a new TM project from hundreds of thousands of words saved in MS Excel spreadsheets. My previously created command-line tool didn’t accept the format, so TMbuilder 1.0 GUI was created to suit modern world needs ;)

TMbuilder - the easiest Translation Memory export creator is a small tool that makes building up TM export/import files as straight-forward as possible. The 1.0 build uses code pieces from a previously created console-based version but has a nice and handy GUI. It was written in Microsoft Visual Studio 2008 so the Microsoft .NET Framework 3.5 is necessary to use the application.
kategoria: pasje                           link bezpośredni
śnieżna kraina cz. II -- film z doliny Paradise..
10.03.2010; 19:21
wersja HD bezpośrednio na Vimeo, więc lepiej tam oglądać, muzyka: Mehdi -- Sequoia.

kategoria: pasje                           link bezpośredni
Vancouver 2010 cz. II -- finisz Justyny Kowalczyk..
01.03.2010; 06:52
sorry za drżące ręce i huśtawkę (kamery i nastrojów) -- to moja wspólna praca z najlepszym polskim redaktorem wszech czasów, Tomkiem Zimochem :) spotkałem go po zawodach, przekazałem pozdrowienia od kibica Górnika Zabrze, rozmawialiśmy kilka minut, a pan Tomasz poprosił mnie o wywiad. odpowiedziałem na 5 pytań 'prawdziwego polskiego kibica' do jego podręcznego dyktafonu, ale szczerze mówiąc nie pamiętam już ani pytań, ani tym bardziej moich odpowiedzi. może gdzieś to kiedyś w radiu poleci.. podczas zawodów głównie fotografowałem, ale na czas finiszu schowałem aparat i zacząłem nagrywanie. niesamowite emocje! wersja HD jak zwykle dostępna jest bezpośrednio na Vimeo..

kategoria: pasje                           link bezpośredni
Vancouver 2010 cz. I -- złota Justyna Kowalczyk!!
28.02.2010; 08:21
właśnie wróciłem z Whistler i na szybko wrzucam foty złotej Justyny. bardzo dużo emocji, zdarte gardło, kilka dziwnych spotkań i cała masa Polaków. wchodzę na stadion, a tam ekipa rozwiesza flagę GLIWICE. jutro napiszę więcej i wrzucę filmik z emocjonującego finiszu -- przejechałem dzisiaj 800km i padam na twarz..



































kategoria: pasje                           link bezpośredni
nowa zabawka ;)
27.01.2010; 08:41
Nikon 70-200mm f/2.8G ED VR II AF-S :) tydzień temu sprzedałem Nikona 18-200 vr i zapodałem sobie to cudo. pierwsze wrażenia fantastyczne, choć nie miałem jeszcze okazji do dokładniejszego przetestowania tej rakiety. z jednej strony nie do pobicia ostrość, bokeh i super stabilizacja. z drugiej wielkość i waga, jak to mawia Crio, przenośna siłownia. do tego mój wysłużony D80, wkrótce wypuszczę się z tym gdzieś poza moje cztery ściany..













pierwsze foty testowe w warunkach domowych, wszystkie (oprócz samochodu) z ręki z lampą zewnętrzną, po klinięciu wersja w 1600px:

70mm f/2.8 ISO100:



200mm f/4.0 ISO400:



110mm f/2.8 ISO100:



200mm f/2.8 1/50s ISO100:



200mm f/2.8 ISO100:



200mm f/2.8 ISO100:



kategoria: pasje                           link bezpośredni
zmarł twórca Giany Sisters..
20.11.2009; 23:35
dzisiaj dowiedziałem się, że 8 listopada, podczas mojego pobytu w Meksyku, zmarł Armin Gessert. Armin był niemieckim programistą, pracował w Rainbow Arts i Blue Byte, a w 1994 założył własną firmę Spellbound Entertainment znaną m.in. z głośnej serii Desperados. jednak główną produkcją gwarantującą mu sławę wśród komputerowych graczy była oczywiście Great Giana Sisters -- fantastyczna gra wypuszczona na Commodore 64, Amigę, Amstrada i Atari ST, na której, dokładnie rzecz ujmując się, się wychowałem. o Arminie usłyszałem po raz pierwszy w 1992 roku gdy Szymon, mój kuzyn z Niemiec, wcisnął jednocześnie na klawiaturze mojego Komodorka magiczne słowo-cheat 'armin', które przenosiło do kolejnej planszy. to było super, to była rewelacja na miarę tamtych czasów.. a samą grę otrzymałem pod choinkę od mojego Chrzestnego -- kupił mi dyskietkę pełną gier nagrywaną w popularnych w tamtych czasach budach pirackich. nikt nie wiedział, co jest w środku -- jednak samo odkrywanie kolejnych gier, w tym Giany, miało w sobie coś magicznego. właśnie Giana w wersji na Nintendo DS była ostatnią grą nad którą pracował Armin.



już jakiś czas temu postanowiłem, że odkupię całą moją 8-bitową komputerową kolekcję dokładnie w wersjach i modelach, w jakich ją miałem w przeszłości. sprzętu nie było co prawda dużo: miałem Commodore 64 (wersja II, nie tzw. mydelniczka) ze stacją dyskietek 1541 II (również nowsza wersja. dyskietki oczywiście 5.25 cala) oraz Amigę 600. pozbycie się kiedyś tych sprzętów uważam, obok wyboru kierunku studiów, za mój największy błąd ery dorastania. na szczęście ebay i allegro pełne są jeszcze tych sprzętów, więc kompletacja zestawu nie będzie taka trudna. na razie kupiłem najnowsze dziecko spadkobierców marki Commodore -- konsolę telewizyjną C64 Direct-to-TV. fajna sprawa, bo w środku w zminimalizowanej formie mamy kompletnie działający C64, szkoda tylko, że produkt wydano z tak słabymi grami..

a na końcu i tak pozostaje nam nostalgia za dawno minionymi czasami, kiedy gry komputerowe miały duszę i wpływały na umysł gracza, a nie były tylko zlepkiem cudownej grafiki i zerem grywalności..


kategoria: pasje                           link bezpośredni
White River camping..
17.10.2009; 02:43
postanowiliśmy, że nasz kolejny wypad do Parku Mt Rainier będzie nieco dłuższy. wraz ze znajomym Koreańczykiem i jego dziewczyną Japonką wybraliśmy się więc pod namioty. kupiliśmy sobie cały sprzęt: namiot, nowe śpiwory, maty do spania i ruszyliśmy w drogę. kempingi w Stanach przypominają te, które widziałem kilka lat temu w Skandynawii. są bardzo dobrze zorganizowane i znajdują się pod stałą opieką parkowych Rangersów. wszystko czyste, poukładane i oznaczone -- każde miejsce ma swój numer i jeśli kemping może zmieścić 40 namiotów to znaczy, że właśnie tyle i ani jednego więcej. opłaty są surowo przestrzegane, choć panuje tu totalna samoobsługa -- z odpowiedniej tablicy bierze się niewielką kopertę, wypełnia druczek, podaje numer rejestracyjny samochodu, numer spotu na którym rozbijamy namiot i wraz z opłatą wrzuca się do metalowej skrytki. jeśli przy wjeździe znajduje się tabliczka informująca, że nie można zbierać drewna z lasu na ognisko, to oznacza, że na prawdę nie można tego robić i wszyscy grzecznie kupują drewno za 5$ w odpowiednim punkcie obozowiska. są toalety, tablice informacyjne, zabezpieczone miejsca ogniskowe, tzw campfires i odpowiednio przygotowane punkty spotkań, gdzie wieczorami przy gitarze strażnicy opowiadają miejscowe historie.. dopełnieniem takiej infrastruktury jest mentalność Amerykanów. oni rzeczywiście przestrzegają i respektują panujące tu przepisy -- po raz pierwszy zauważyłem to na drogach, gdzie na prawdę przestrzega się ograniczeń prędkości, pewnie z uwagi na wysokie kary, ale nawet na polu kempingowym czy parkingu każdy zachowuje się tak jak powinien. 'zostaw miejsce takim jakim go zastajesz' -- pełna kulturka. na miejscu poznaliśmy kilka osób, wszyscy super-mega pomocni i życzliwi. gdy dowiedzieli się, że przyszliśmy pochodzić po górach wyciągnęli mapę i tłumaczyli najlepsze trasy, gdy powiedzieliśmy, że wieczorem rozpalimy ognisko, dali nam swoje drewno, a gdy powiedzieliśmy, że zawiało nas tu z dalekiej i zimnej Polski -- chcieli dowiedzieć się więcej o kraju.. dawno już nie byłem pod namiotem i może dlatego tak strasznie mi się tam podobało. cała ta otoczka gór, zapach lasu, szumiąca rzeka, kolacja i śniadanie przygotowywane na ognisku, super klimat. nazwa kempingu pochodzi od nazwy rzeki tworzonej przez jeden z lodowców wulkanu -- teraz w lecie jest to raczej średni, choć wartki potok, na wiosnę natomiast przeradza się w szeroką i niebezpieczną rzekę, zresztą widać to na moich fotkach. więcej ujęć z Parku znajduje się w październikowym fotoblogu. jest to ostatni na razie fotoblog ze Stanów, najbliższe miesiące poświęcone będą wyprawie do Ameryki Środkowej..








kategoria: pasje                           link bezpośredni
Sony Reader
02.10.2009; 22:31
kupiłem sobie E-book Readera. małe urządzonko firmy Sony oparte jest na technologii papieru elektronicznego, którego działanie, w uproszczeniu, polega na elektrycznym sterowaniu dodatnimi (białymi) i ujemnymi (czarnymi) cząstkami, przez co możliwe jest dynamiczne symulowanie druku na szkle czy plastiku. w skrócie: czytamy elektroniczną książkę, jednak nie bolą przy tym oczy, bo nie spoglądamy na mniej lub bardziej migoczący ekran LCD, a na kawałek plastikowej szybki. do tego karta flashowa w środku (i miejsca na włożenie kolejnej), wyświetlania prostych obrazów i odtwarzanie muzyki. tysiące fruwających dookoła polskich e-booków idealnie rekompensuje więc chwilowy brak polskiej literatury papierowej. już dawno żaden z gadżetów nie sprawił mi takiej przyjemności..

ale przyjemność przyszła później, najpierw była droga przez mękę. Sony Reader standardowo nie obsługuje polskich znaków diakrytycznych. chcą obsługiwać polskie litery w Unicodzie konieczna była zmiana oprogramowania. nasi bracia ze Wschodu napisali kilka małych skryptów przystosowanych do flashowania systemu, więc sprawa wydawała się prosta. jednak prosta się nie okazała, gdyż mój OS posiadał najnowszą z możliwych wersji i niemożliwe było cofnięcie się do wersji obsługiwanych przez rosyjskie aplikacje. sprawie poświęcone jest mnóstwo stron na forach e-bookowych portali, np. www.mobileread.com, czy polskie http://forum.eksiazki.org. jako że czasem należę do zdeterminowanych, postąpiłem odważnie, choć nieroztropnie i Readerka po dwóch dniach trafił szlag. zawiesił się tak kompletnie i żaden z dostępnych tricków (ani telefonicznie technicy z Sony), nie był w stanie go obudzić. walka trwała 3 dni, przy czym Readerek kilkakrotnie był bliski pofrunięcia z okna naszego nowego apartamentu na 100 Taylor Ave.. w końcu na forum zaczął pomagać mi ów rosyjski programista, który hobbistycznie zajmuje się reverse enineeringiem podobnych urządzonek i wspólnymi siłami, poprzez kabel USB i napisane kilka lat temu skrypty Pythonowskie, maszynka się obudziła. właściwie to ona nie spała, tylko czuwała. w międzyczasie znalazłem alternatywną metodę tworzenia polskich znaków, która, co ważne, nie wymaga flashowania urządzenia i po wczorajszym przetestowaniu wszystko działa pięknie. na szybko przeczytałem już 400 stron i zabieram się za kolejne. koniec posuchy i anglosaskich rządów. niech żyją polskie gęsi!!!

kto podeśle tytuł do przeczytania?

kategoria: pasje                           link bezpośredni
Mt Rainier
22.08.2009; 01:52
raj na ziemi wcale nie znajduje się na żadnej z piaszczystych wysp Pacyfiku. i wcale nie ma tam lazurowej wody, palm i piaszczystej plaży. kokosy owszem są, ale tylko kandyzowane. raj, dosłownie rzecz ujmując, znajduje się w Ameryce Płn, w stanie Waszyngton, u stóp wulkanu Mt Rainier. dolina Paradise rozciąga się na wysokości 1600m południowym stoku widocznego aż ze Seattle masywu górskiego..

wulkan Mt Rainier, mimo że ostatni raz wybuchł przed ponad 100 laty, uważany jest za aktywny. powstał przed prawie milionem lat, a jego najwyższe partie przez cały rok pokrywa 26 dużych lodowców. góra jest często odwiedzana przez turystów, a w jej obrębie, już w 1899 roku, powstał w park narodowy. nasze pierwsze spotkanie z Rainierem to bodaj najpiękniejsza część parku -- dolina Paradise. do samego jej centrum prowadzi droga stanowa numer 706 wijąca się malowniczo wzdłuż koryta rzeki Nisqually. w zimie droga pozostaje jedną z nielicznych otwartych dla ruchu. Paradise słynie z wielu szlaków turystycznych i zielonych, wręcz alpejskich, łąk. prawdziwą atrakcją są tu tzw wildflower meadow, czyli łąki kwiatowe, szczególnie kolorowe w pierwszej połowie sierpnia. podczas pierwszego wypadu do parku zrobiliśmy dwie trasy: Nisqually Vista Trail i Skyline Trail / Panorama Point. pierwszy jest stosunkowo krótki i łatwy, Skyline natomiast ciągnie się przez ponad 8 kilometrów z najwyższym punktem na wysokości 2164 metrów. fajne widoki i duża różnorodność: od łąk, przez kamienie magmowe po lodowce. na trasie dużo przyjaznych ludzi, pozdrowionka, hej ho, skąd, dokąd i w ogóle bardzo ciepłe przyjęcie, szczególnie, gdy pada pytanie o pochodzenie i ten dziwny akcent wcale nie z okolic. kozice górskie, masa wiewiórek (pozdrawiam) i ptactwa wszelakiego. przejścia przez rzeki powstałe wskutek letniego topienia się lodu, brak mostów, kamienie, parzące letnie słońce i te kwiaty dookoła..

jutro wybieramy się znowu, tym razem już z namiotem. dziki wypad i polowanie na łososie, zapasy z niedźwiedziem i szum zimnej jak szlag rzeki.. fotki wkrótce na fotoblogu.







kategoria: pasje                           link bezpośredni
pierwszy krok do wyższej ligi..
03.08.2009; 21:38
dziwnie się czuję oglądając pierwszy mecz Górnika w pierwszej lidze. i to nie z powodu ligi, ale czasu. poniedziałek, 10 rano, mecz na żywo z Roosevelta park.. oczywiście w pracy, na monitorze, ze słuchawkami na głowie.. tak oddanego fana jeszcze w Seattle nie widzieli. ważne, że chłopaki wygrali i uczynili pierwszy krok na drodze do powrotu do ekstraklasy. na stadionie nic się nie zmieniło -- znowu komplet, co jak na obecne warunki budzi jeszcze większy podziw. u mnie ofkors podobnie: czas meczu jest świętem i zawsze śledzę aktualny stan: w tv, radiu czy na necie. 'tyle lat za nami, a my ciągle wariatami' -- pojawiło się kiedyś na naszej sektorówce. i tak to mniej więcej wygląda. myślę sobie nawet, że już nigdy się nie zmieni, bo to już 18 rok mojego kibicowania. i nie ma na to wpływu aktualna forma naszych grajków, liga w której grają, strefa czasowa czy drugi koniec świata. bo przecież Górnik to mój klub..
kategoria: pasje                           link bezpośredni
moja Anglia żółto-czerwona..
17.06.2009; 23:48
najpierw był rzepak, czyli gatunek rośliny dwuletniej lub byliny, należący do rodziny kapustowatych, a później maki, czyli oleiste rośliny jednoroczne (Papaveraceae Juss) zawierające biały sok mleczny i trujące alkaloidy. rzepak dojechałem w pobliżu Long Man of Wilmington (mapa), a maki w pobliżu Devil's Dyke (mapa).. uwierzcie mi, że te żółte i czerwone bluzki to dobór zupełnie przypadkowy.. więcej fotek wkrótce na fotoblogu, a pełna galeria jak zwykle na picasie..









kategoria: pasje                           link bezpośredni
Premiership
24.04.2009; 13:40
po raz pierwszy, a i pewnie na długi czas ostatni, zawitałem na meczu angielskiej Premier League. dzień wcześniej naoglądałem się wspaniałych popisów Arshavina i niesamowitego meczu pomiędzy Liverpoolem a Arsenalem. kolejny pojedynek londyńsko-liverpoolski oglądałem już na żywo na Stamford Bridge, gdzie Chelsea mierzyła się z Evertonem. żeby było śmieszniej, to druga moja wizyta na meczu Chelsea (wcześniej Champions League vs Valencia) i drugi bezbramkowy remis. mecz dosyć średni jak na najlepszą ligę świata, choć kilka zagrań można było określić słowami 'magiczne'. podobał mi się Michael Ballack, choć Maciek mówi, że jemu podoba się tylko Adaś Danch, który zresztą za kilka godzin będzie się dla nas bił o punkty z Wisłą w Krakowie. doping? właściwie brak -- załamka, pół Anglii mogłoby się uczyć dopingu od naszej Torcidy albo przynajmniej od fanów poznańskiego Lecha. no ale był szal, więc ładnie zaakcentowaliśmy naszą obecność..

kategoria: pasje                           link bezpośredni
zabytkowa stacja kolei wąskotorowej w Rudach
03.02.2009; 16:48
ostatnio prawie każda wizyta w Polsce pakuje mnie w jakieś dziwnie nostalgiczne klimaty. chodzę, szukam, dziwuję się. kręcę się po brudnych podwórkach, oglądam syfiaste miejsca, po których przecież stosunkowo niedawno sam biegałem w tenisówkach i przykrótkich spodniach.. patrzę, wręcz odkrywam wszystko na nowo. ostatnio nawet wziąłem rodzinkę w tour po wiejskiej części Górnego Śląska -- dotarliśmy w końcu do Rud Raciborskich i zabytkowej stacji kolei wąskotorowej i .. moje serce zamarło. wszystko przez wspomnienia z dzieciństwa. w dawnych dobrych czasach kolej wąskotorowa kursowała regularnie między kopalnią, a pobliską elektrociepłownią. było głośno, czarno od sadzy, a wszyscy dookoła wdychali dym z kominów, przy czym ciepło zasilało mieszkania na drugim końcu miasta. ale to był nasz czas i niezmienny rytuał z przejazdu pociągu koło naszych 'baz'. bazy mieściły się najczęściej na drzewach, a maszyniści znali nas z twarzy. po latach, gdy z rozkradzionej przez złomiarzy lini kolejowej pozostało jedynie wspomnienie, dane mi było z bliska przyjrzeć się tym cudom.. hobbyści i fanatycy po dziś dzień dbają o zabytkową stację w Rudach. kiedyś była to końcowa stacja, do której kursowała osobowa kolej wąskotorowa z Gliwic Śródmieścia. połączenie przetrwało kilka lat, raz nawet udało mi się nią przejechać. na stacji zbiera się te wszystkie cuda z minionych lat, prowadzi się rozruchy i naprawy sprzętu. wygląda to rewelacyjnie, choć gołym okiem widać dramatyczny upływ czasu. Górnośląskie Koleje Wąskotorowe mają długą i bogatą historię, o której po dziś dzień przypominają członkowie stowarzyszenia Gliwiczanie. organizuje się nawet rajdy szlakami kolei! wspaniała inicjatywa, bo przecież tego typu kolej to skarb regionu -- w Niemczech czy Francji restauruje się taką trakcję i czyni się z niej atrakcję turystyczną. u nas niestety nie ma kasy..

kategoria: pasje                           link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: do czego zdolni są architekci..
26.06.2007; 00.02
do czego zdolni są architekci? do rysowania!, powie ktoś i pewnie będzie miał rację. do projektowania!, rzuci ktoś drugi, któremu także ciężko będzie zaprzeczyć. do twórczego, niekonwencjonalnego i artystycznego, choć w pełni logicznego myślenia, spokojnie odpowie ktoś bardziej światowy i oczaruje swoją odpowiedzią wszystkich pozostałych..

kiedy w 1930 roku amerykański architekt Alfred Mosher Butts zaczął myśleć nad stworzeniem nowej gry nikt nie mógł przypuszczać, że tak oto rodzi się jedna z najwspanialszych logicznych gier planszowych wszech czasów. podobnie jak klasyczna Monopoly, także gra Scrabble, bo o niej mowa, powstawała z pobudek depresyjnych. oto 30-letni architekt pozbawiony jest pracy -- trwa wielki kryzys gospodarczy, a przecież z czegoś trzeba żyć. kiedyś wpadło mu w ręce opowiadanie Edgara Allana Poe 'Złoty żuk', którego fabuła opiera się na poszukiwaniach pewnego ukrytego skarbu. bohater musiał złamać szyfr, w którym literom alfabetu odpowiadały pewne znaki. po przeczytaniu książki Butts dość długo myślał nad nowym projektem, a że miał zacięcie do anagramów i krzyżówek, w logicznym instynkcie wymyślił grę bazującą na układanych z losowych liter wyrazach. stworzenie absolutnie nowej gry wymagało oczywiście dopracowania zasad, ale bezrobotny architekt miał przecież mnóstwo wolnego czasu. gra początkowo przeznaczona była wyłącznie na język angielski, jednak szybko upowszechniła się na całym świecie (mimo iż pierwsze próby sprzedania produktu zupełnie nie wypaliły)..

po wielu, wielu latach (jak to zwykle u nas, hehe, bywa) gra przybyła do Polski. od początku lat 80-tych próbowano różnych wersji, aż w końcu w roku 1986 powstało polskie Scrabble jakie znamy obecnie. no cóż -- tu małe stopniowanie napięcia -- nie do końca. w dobie internetu prawa do zabawy online, a dokładniej do samej nazwy i zasad wykupiła polska hetera internetowa -- spółka Onet.pl. oznaczało to tyle, że wszystkie mniejsze serwisy oferujące wśród swoich gier Scrabble, były zmuszone do ich usunięcia. problem udało się ominąć Markowi Futredze, absolwentowi jednej z warszawskich uczelni informatycznych. na swoim portalu stworzył NOWĄ grę, którą nazwał 'Literaki ;-)' i z powodzeniem rozpowszechnił ją wśród Polaków. zasady podobne, trochę inna plansza, inne ułożenie pól premiowanych, a przez to inna punktacja..

historia zatoczyła wielkie koło i oto znów jesteśmy wśród architektów. w zabawę wprowadziłem moją Agatkę, która podobnie jak prekursor tej gry także potrafi myśleć twórczo -- w końcu także jest architektem. w Literaki ;-) (emotikona jest częścią nazwy) online grywamy wieczorami i co warte podkreślenia, mój mały Geniusz robi ogromne postępy. ja bawię się w to już ponad 5 lat. ona, jakieś 2 miesiące. nasze pojedynki słowne są zacięte, a co najważniejsze bardzo wyrównane. właściwie bardzo rzadko zdarza się, aby ktoś wygrał jednego wieczora wszystkie gry. na początku trochę złościła się, że czasem ją sprawdzam (to cecha literaków: sprawdzając dane słowo narażamy się na utratę kolejki, jeśli danego wyrazu nie ma w alternatywnym słowniku ortograficznym zawierającym ok 3 mln słów), ale teraz sama już nie daje mi poszaleć. pyta, blokuje i neguje, nie dając mi szans na utworzenie jakiegoś słownego farfocla :) myślę, że jeszcze trochę pogramy (tak do sierpnia) i będę miażdżony równo. ale wtedy może zaproponuję szachy? ;)

a skąd sama nazwa Scrabble? zupełnie przez przypadek. gra długo nie miała swojej opatentowanej nazwy, a gdy już się do tego zabrano, zupełnie nie wiedziano jak ten nowy fascynujący produkt powinien być nazywany. autor i kilku przyjaciół przeprowadziło klasyczną burzę mózgów, podczas której, ktoś zaproponował słowo 'scrabble'. pomysłów było znacznie więcej, ale sprawdzając w amerykańskim biurze patentowym okazało się, że tylko 'scrabble' nie jest jeszcze opatentowaną nazwą. i tak musiało już zostać.. ku chwale i radości światowych graczy..
kategoria: zapiski                           link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 415.